Mamy w Polsce całą taką grupę mentalnych wirusów. To na ogół starsi ludzie, skażeni PeeReLem, wyznający całkiem kosmiczne, oderwane od rzeczywistości poglądy, które dla samousprawiedliwienia zwą dalej zasadami.

Internet zwie ich Januszami, a ich potomków Sebixami, lub przytłoczonymi przez nich Pioterami…

Tu to się dziwnie pokrywa z moim życiorysem, albowiem stary miał na imię Janusz i taki był (namiętnie słuchał Lata z Radiem na przykład:), a ja oczywiście to ten Pioter (też tak mam na imię!).

Pamiętam tych dziadków borowych, którzy w czas przełomu chwalili się, że nie wyciągają ręki do państwa – bo to wstyd. Gdy natenczas miliony w biedzie i beznadziejnej robocie (jak mieli!), usiłowały dotrzeć do pierwszego z pełnym brzuchem… Gdy tymczasem Kulczyki i inne systemowe pijawki opływały w luxusy.

No zjeby normalnie!

Już wtedy docierały do mnie komunikaty o pomyśle nowego podatku (jakby ich było za mało!) zwanego dalej bykowym – czyli za twarde kawalerstwo.

No pomysł, że bym tak rzekł antyczny, gdzieś tak z XIX wieku .

O dziwo propagowany do dziś przez jakieś niedobitki systemu (PRL) – tudzież jakichś niewychędożonych polityków z głowami w chmurach, notorycznie oderwanych od realiów życia codziennego.

Rozpieprzę tą bzdurę na wejściu, dla świętego spokoju:

Otóż pierwszymi, którzy by dostali po dupie (jak to w polityce bywa) byliby ci żyjący na kocią łapę – a jest ich dość sporo! To normalne rodziny, z dziećmi, kredytami, itp. – tyle że bez formalnego kwitka. Nawet F1 to zaakceptował: bo to teraz trend taki.

Tylko dlaczego ta złość postsovieckich skorupiaków skupia się tylko na facetach?!

Wystarczy tylko się rozejrzeć, zebrać dane, pomyśleć i wyciągnąć wnioski!

Winnymi niskiemu stanowi przyrostu naturalnego są kobiety!

Wyemancypowane, sfeminizowane "xiężniczki" , oczekujące od męża nieosiągalnych rzeczy!

Czy ja to kurła muszę po raz kolejny powtarzać?!!!

Tu nie jest potrzebne bykowe ze średniowiecznym rodowodem – kompletnie nie pasujące do XXI wieku, a właśnie krowowe!

Jakby te zatwardziałe kurewki, z niebotycznymi ambicjami, żądaniami i wymaganiami, zaczęłyby dostawać po pensji…

…to natychmiast przysiadłyby na kuprach!

I by wszystko wróciło do normy.

Czy to tak trudno ogarnąć do ciężkiej cholery?!

15 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Niedawno zakoczyły się mistrzostwa świata w kobiecej piłce nożnej, gdzie to amerykanki (te z USA) wygrały finał. To dyscyplina rozwojowa, w Polsce także coraz bardziej widoczna. W sumie popieram całym sercem – niech sobie kobietki grają – co to komu szkodzi? Być może z czasem tą kobiecą wersją piłki kopanej będziemy się pasjonować na równi z dzisiejszą siatkówką, piłką ręczną, czy koszykówką w wersji women?

         Ale jeszcze nie teraz.

        Obecnie męską piłkę nożną, od tej kobiecej dzieli nie przepaść, a ocean z przepaścią i łańcuchem wulkanów! I dotyczy to WSZYSTKICH kwestii! Poziomu graczy, liczby kibiców, sponsorów, ustawek, kiboli, itp, itd.

        No proszę się zastanowić: praktycznie każdy, z miejsca, może podać nazwisko przynajmniej jednego, do trzech piłkarzy! Piłkarki żadnej nie zna nikt…

        Oprócz USA. Państwa (nie kraju!), w którym królową sportu szyderczo nazywa się soccerem, a futbolem określa się jakąś błazenadę z poprzebieranymi drag queen. Państwa w którym jeszcze paręnaście lat temu w piłkę grały… tylko dziewczynki! I taki stan się utrzymał: do dzisiaj tam piłka w kobiecym wydaniu cieszy się niewyobrażalnym powodzeniem… głównie wśród (rzecz naturalna) pań. A jako że amerykanie są pozbawieni jakiejkolwiek pokory, skromności i tym podobnych cech, to naturalnie wyobrazili sobie, że wszędzie także się wielbi kobiecą piłkę nożną! Bo cały świat, to według nich to tylko taka nieistotna doczepka do USA…

        No i stąd się wzięło jakże przykre przekonanie tych kowbojów (podsycane dodatkowo levacką "logiką"), że skoro u nich to bije rekordy popularności, to te pogrywaczki powinny dostawać kasę jak inni piłkarze poziomu światowego!

        Śmieszność jest tym bardziej wspaniała, im bardziej poważni są ci samośmieszający się…

        Tylko czy amerykanie (ci z USA), feministki (także stamtąd i zowąd) i inni levicujący schizofrenicy zewsząd, są sobie w stanie zdać z tego sprawę?

        Oni (a w zasadzie one) naprawdę walczą z całą powagą o sprawy absurdalne – niczym bolszewicy o utopię.

23 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Jako się rzekło – jestem człowiekiem tolerancyjnym, stoikiem, nastawionym raczej pozytywnie do ludzi i życia, unikającym jak się tylko da agresji, nienawiści i poważnego podejścia do rzeczy z gruntu niepoważnych, lub nie dających się żadną siłą ogarnąć (dotyczy to zwłaszcza tak zwanych "poważnych" dyskusji).

      Z jednym wyjątkiem.

      Nazywa się on: Podhale.

      I nie chodzi mi tu o sam rejon – bo jest całkiem przyjemny i widowiskowy, a o jego mieszkańców.

     Zwanych dalej (nie wiadomo czemu?) góralami (mieszkają w końcu w dolinach!).

     No jakoś tak zwyczajnie, po ludzku, nie cierpię tych przechlanych, sepleniących owcojebców, wieszających się masowo przy okazji halnego. Być może wpływ na to ma fakt, że już od ponad półwiecza, to ulubieńcy warszafki i ich naśladowców?

     W sumie to nieistotne. Nie lubię ich, a że jest ich mało i mieszkają daleko, więc unikanie ich nie jest trudne: po prostu tam nie jeżdżę.

     Ale jest coś, czego nienawidzę wprost organicznie!

     To góralskie kapele, z dominującymi w nich piłowanymi skrzypeczkami/gęślikami!

     Uwierzcie mi: gdyby postawiono przede mną tych wszystkich samograjków, w tych pociesznych kalesonkach i kubraczkach (+ braci stolec, zakopizder i pokrewne), a sam miałbym w rękach karabin maszynowy, to bez wahania przeładowałbym go i kosił to cholerstwo aż do wyczerpania naboi! Więcej! Pozwoliłbym wydobyć się na wierzch, z głębokich otchłani mej duszy, najmroczniejszej jej części, zmieniłbym się w socjopatę i mordercę i jeszcze bym chodził wśród nich, niczym typowy esesman i dobijał bez mrugnięcia okiem strzałem wprost w łeb!

     Tak bardzo nie znoszę tych podhalańskich, sepleniących rzępołów!

     Z jednym wyjątkiem od tej reguły. Starej już kapeli De Press. Może dlatego, że to i owszem – podhalańczycy. Tyle tylko, że z Norwegii :)

104 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

           Mieszkamy w rejonie chaosu klimatycznego, gdzie codziennie może być inna pogoda. W tym rocku to jest widoczne i namacalne. Maj był wyjątkowo zimny, a obecny czerwiec to na zmianę: równikowe upały i burze znienacka.

           No pierdolca idzie dostać!

           Ale jest jeden, jedyny dzień w rocku, który ma gwarantowaną, zawsze identyczną, słoneczną pogodę przynajmniej do południa! Jak żyję, nie pamiętam by było inaczej! Mimo, że to święto ruchome (!).

           Chodzi oczywiście o Boże Ciało.

           Jakby Temu z góry się podobały te imieniny?

           W 1996 roku, w hiszpańskich górach Sierra Nevada, położonych tuż przy Morzu Śródziemnym,  miały się odbyć Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Alpejskim. Sęk w tym, że luty był wyjątkowo ciepły i za cholerę nie było tam śniegu! Próbowano wszystkiego, ale nadziei na opady nie było. Prognozy także były jednoznaczne. Oznaczało to katastrofę ekonomiczną dla tego rejonu, więc zdesperowani mieszkańcy chwycili się broni ostatecznej i wysłali tam, na te gór szczyty… swoje babcie!

           Babcie owe – taka łagodna, bo śródziemnomorska odmiana moherów – karnie wzięły w ręce różańce i ropoczęły modły.

           Pomodliły się, odwieziono je na dół, a w noc poprzedzającą owe mistrzostwa, w górach rozpętała się taka zamieć, że o mało co nie odwołano mistrzostw z powodu nadmiaru śniegu!

           Przypadek? Nie sądzę…

51 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Po raz kolejny powtarzam, że praktycznie wszystkich powyżej 50 lat uważam za skażonych PRLem, komunizmem, sovietyzacją i podobnymi czerwonymi cholerstwami, niczym rejon Czernobylskiej elektrowni.

        Ja bym ich zabetonował i zasypał żywcem, bo stanowią skrajne zagrożenie dla otoczenia!

        I na betonie się właśnie skupię.

        Dosłownie na realnym, namacalnym betonie.

        Oni, te staruchy, mają jakiegoś dziwnego pierdolca w kwestii drzew, krzewów, żywopłotów, ogólnie zieleni. Chodzi o to, że chcą to wszystko masowo powycinać – bo to dzikie i niesymetryczne, a w zamian zastąpić to równym betonem, lub kostką baumana. Takie podprogowe wprasowanie z czasów komuny, gdzie to beton właśnie i żelaztwo spod znaku industrializacji było religią panującą i tam gdzie ta zarośnięta dzicz, miały być dymiące kominy i hałasujące hale produkcyjne!

         Jak za dzieciaka, dzień w dzień dostawało się regularnie takie sygnały, to na starość przepełniony tym mózg chciałby widzieć cały świat w betonie!

         Wyjaśnię to na trzech przykładach zaobserwowanych przeze mnie (!) i jedną, ogólną patologią, która znienacka dosięga polskie miasta obecnie:

  1.          Dzieciństwo spędziłem w nadmorskiej miejscowości Sztutowo, u wejścia na Mierzeję Wiślaną, chętnie odwiedzaną przez turystów, w której stoi jeden, stary, mały kościółek. Rzecz jasna, w sezonie (gorące lato), owy kościółek nie może wszystkich pomieścić, więc na ławeczkach przed nim siadało zawsze równie wielu wiernych, ukrytych przed upałem, czy deszczem, w cieniu wysokich drzew.

                     Naprawdę przyjemna sprawa!

                    Taki stan rzeczy trwał i w PRLu i w latach 90(ych!)… aż przyszedł nowy proboszcz i drzewa wyciął!

                    Teraz potencjalni wierni mają do wyboru: albo sie usmażyć, albo zalać.

                    Debil ów xiądz miał chyba na myśli, by budowla była lepiej widoczna z drogi, ale na bank każdy przejeżdżający obok, ma ten widok daleko w tyle!

     2.            Sąsiad z parteru. Burak totalny zbierający odpadki (wraz z rodziną). Żyjący w naprawdę ograniczonym świecie, przyciął znienacka w przyblokowym ogródku drzewa, bo… przeszkadzały mu w odbiorze telewizji satelitarnej!!! Ogólnie przysłaniały mu z dawna widok… na parking i ruchliwą ulicę (!!!). 

                    Wielu jest w sumie takich buraków… a wystarczy tylko zamienić mieszkanie na wyższe piętro!

                    Jest naprawdę równie wielu, którzy z chęcią by osiedli w takim zaciszu!

                    I każdy by był szczęśliwy!

    3.             Mój stary – od dawna na szczęście nieobecny.

                    Ten z kolei był zapalonym działkowcem, ale takim niedorobionym i bez wyobraźni. Czas na owej działce spędzał pijąc browar, lub inne alkohole (to rozumiem :), ale na odsłoniętej przestrzeni, gotując się w słońcu i na widoku wszystkich przechodzących (taka narożna, tuż przy wejściu), bo… wszystko co miało go przed tym uchronić posadził w niewłaściwym miejscu!

                    I był z tym szczęśliwy! A że śmieszny jak typowy Janusz? Januszy to nie rusza.

    4.            I ostatnia patologia, która mnie skłoniła do napisania tego textu, to maniakalna wręcz, ogólnopolska akcja betonowania rynków miast (po uprzednim usunięciu stamtąd zieleni).

                   Samorządowcy w całej Polsce uparli się na potęgę, by z tych centrów, cokolwiek pieknych miejscówek, pousuwać wszystko co zielone i zastąpić to gładką, betonową powierzchnią!

                   Logika (?), która nimi kieruje, jest taka sama, jak tego durnego proboszcza ze Sztutowa: tyle że na o wiele większą skalę!

                   Instalują tam w zamian wszechobecne już (i badziewne) wodotryski wprost z owej posadzki, ale nikt nie pomyślał o tym, by zamontować jeszcze wtopione w nią wyświetlacze led, które w zależności od pogody wskazywałyby napis: Tefal, lub Aquapark…

                    

37 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Miałem podać przepis na obalenie systemu…

        Ale jeszcze nie teraz!

        Powodem jest to, że poprzedni system jest wciąż zbyt zbyt mocny, a obecny zbyt napalony, by go rozpieprzyć.

        I obie strony walą teraz na maxa w przeciwnika!

        Aż przyjemnie popatrzeć.

        Więc warto poczekać, aż ci pseudoprawicowcy wykopią ostatecznie w kosmos ten układ zamknięty, resortowe dzieci (teraz już wnuki!) i całą tą zgraję dorobkiewiczów i ten cały zakomplexiony po sufit mainstream z powrotem do rodzinnego obornika gdzieś tam (gdziekolwiek to jest i jak bardzo nim gardzą te gnojowe dzieci!).

        Niech się jeszcze pożrą…

93 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Ano mamy 4 czerwca i w atmosferze wzajemnej nienawiści  (tych 30 % wciąż głosujących na dwie główne partie debili) "świętuje" się…

      No właśnie co?!

      Oficjalnie już brzmi to absurdalnie: półwolne wybory, czy cuś w tym guście.

       Znaczy dokładniej z tym absurdem:

  1. Ani to obalenie komunizmu – bo formalnie tak posrany system nie ma prawa zaistnieć w rzeczywistości!
  2. Po drugie (nazwijmy go totalitarnym) ten utopijny ustrój się tylko przeobraził – o czym poniżej.
  3. Obecnie uprawiana "demokracja" jest od owego - śmiesznego początku, tylko pozorem prawdziwej demokracji (o czym jeszcze niżej). 
  4. Więc czym ją zastąpić?!

       Dla przypomnienia: ówcześni kacykowie gnijącego – oficjalnie tak zwanego – komunizmu, mieli do wyboru trzy ścieżki. Obecnie możemy je nawet zdefiniować – wtedy to była jedna wielka niewiadoma. Tak więc komunizm padał z impetem na ryj EKONOMICZNIE i praktycznie nic nie trzeba było z tym robić. Koniec tej paranoi był nieuchronny, a żadne skoki przez płoty, strajki, bunty, itp, nie miały znaczenia!

       Kwestią było tylko: w którym kierunku to rypnie.

       Dzisiaj mamy doskonałą skalę porównawczą:

  1.         Korea Północna – trzymamy się komunizmu za wszelką cenę, z państwa robimy jeden wielki obóz koncentracyjny – a i tak giniemy na końcu z głodu.

                   Oczywiście w bloku wschodnim, a nawet w ZSRR taki scenariusz nie mógł mieć miejsca ze względu na cokolwiek europejską mentalność: skończyłoby się rzeką krwi (i tak jej troche popłynęło przy rozpadzie owego)…  

       2.         Chiny (znowu Azja daleka): oficjalnie komunizm (partia trzyma wszystko za ryj) – praktycznie kapitalizm (jedna z największych potęg gospodarczych obecnie). Plusem jest to, że układy zamknięte i korupcja są zaciekle zwalczane (do dziś rozstrzeliwuje się przekupnych urzędników na stadionach, ku uciesze televidzów!!!).

                   Chore, ale chociaż uczciwe.

       3.         No i ta trzecia opcja, którą niestety zaliczyliśmy, a którą się tak medialnie/namiętnie dziś świętuje: 

                   resort zmienia barwy na kapitalistyczny kamuflaż, bierze co się da, a milionom sierot po tym porąbanym systemie wbija się uparcie do głów, że oto NAGLE muszą sobie radzić sami (boć to przeca kapitalizm!), a jak już się stoczą, to sami sobie winni i wypierdalać na bruk i nie psuć estetyki tym ze świecznika!

                  Za to mamy "demokrację" i pieluchomajtki to za mało, by powstrzymać radość nad tym faktem!

                  A czym się ona objawia?

                 Co parę lat wybiera się ponad pół tysiąca nic nie znaczących pajaców i jakiegoś marionetkowego prezydenta, a i tak – jak to obecnie jest najdobitniej widoczne – WSZYSTKIM kręci jakiś koleś z tylnej kanapy (obecnie ma na imię Jarek, porzednio zwał się jakże egzotycznie: Donald).

                 Nie muszę już chyba, po raz kolejny, powtarzać, że owa "demokracja" natychmiast po wyborach znowu się kończy, a miliony odepchniętych od koryta "obywateli" ma stulić ryj i godzić się pokornie ze swym losem parobka.

                Taka to wolność!

                A jak to zmienić?

                Jest parę pomysłów i wkrótce je zaprezentuję.

            

 

    

    

49 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         To, że w ostatnich wyborach większość głosów poszła na PiS i PO, nie dziwi. Po prostu lemingi głosowały przeciw moherom (bo ich nienawidzą), a mohery przeciw lemingom (bo nienawidzą ich jeszcze bardziej). Obie te grupy są zwarte, uzależnione od tylko swoich środków przekazu i raczej niereformowalne.

        Tu mały wtręt: frekwencję na tych wyborach odtrąbiono jako rekordowo wysoką i sięgającą… 45%!

        Czyli tradycyjnie połowa uprawnionych olała siarczyście tą błazenadę.

        Normalnie 2/3 ludzi szcza na tą pseudodemokrację (i słusznie!) ; teraz, widać chyba pod wpływem pogody (znaczy wyjątkowo chujowy maj) coś ich tam z nudów zawinęło do urn?

        Sorry, ale poziom głupoty tego naturalnie chodzącego na wybory postępowca/połykacza propagandy/debila zwykłego, czy jak tam zwał te jakieś 30% ludków dziwnych, angażujących się za każdym razem w wybory ukazuje własnie wynik owego głosowania!

        Więc:

  •         Kto do kurwy nędzy kupił Biedronia?!!! Oprócz pederastów oczywiście. Są rzeczy na tak i na nie. Biedroń jest na nie: stary wyjadacz polityczny (zaczynał u Palikota), matkojebca, czy coś, ale… ma tak podobającą się tepym gospodyniom domowym (i niezamężnym nauczycielkom) aparycję, że… no nie mogą się oprzeć, by go nie poprzeć! Dla mnie już wystarczającym szokiem było, gdy wybrano go prezydentem niejakiego Słupska. Czy mieszkańcy tej mieściny są aż tak zakomplexieni, by swym zarządcą wybrać kogoś bez zwiąku z miastem, ale znanego?! Jak nisko się trzeba cenić, jak trzeba być ograniczonym, by kupić takiego cwaniaka (który to automatycznie i naturalnie po kadencji zaraz ich olał :)?!
  • Ale jest jeszcze bardziej! Wesoła wdówka (po mężu: Adamowicz), wygryzła z kolejki samego Wałęsę juniora!!! Klientka, której jedynym zajęciem było konsumowanie kasy z przekrętów męża, z którym była w separacji, gdzieś tam daleko w USA, na samym nazwisku wystrzeliła w politykę – dosłownie po trupach! Odstrzelono – cokolwiek fachowca (znaczy Wałęsę juniora) – w tamtej instytucji, by zastąpić go jakąś cyniczną suką, która dorobiła sobie prostą historię do zabójstwa swego byłego. I lud ciemny to kupił (oczywiście ta zaprogramowana 1/3 ogółu)!!! 
  • Joachim Brudziński – minister spraw wewnętrznych, który przeskoczył na posła w ojroparlamencie (!!!). W dupie sprawy wewnętrzne! Jadę do Bruxelki!

        No litości!!!

        Dodawanie, że w zakładach karnych zawsze wygrywają ci z PO i innej złotej levicy już chyba nie ma sensu? Ale sensowne jest pytanie, czemu skazani mogą głosować?! Za PRL funkcjonowała kara pozbawienia praw publicznych – i to akurat było sensowne w tym absurdzie! Teraz nawet mordercy i pedofile chodzą do urn.

        Wcześniej słoiki wybrały prezydentem stolycy dzidziusia pani, która exmitowała tak około 30 tysięcy jej mieszkańców na bruk (!!!). Tak ze śródmieścia, tak tych starszych… Ale co to obchodzi setki tysięcy napływowych karierowiczów z szansy na sukces?

         Tak wyglądają te nibydemokratyczne wybory!

         Imbecyle głosują na kanalie i wciskają innym, że to obowiązek!!!

         Tępaki traktują wybory jak rodzaj krzyżówki, gdzie postawienie krzyżyka w kratce ze znanym nazwiskiem jest megasukcesem intelektualnym wyborcy!

         A że pod tym nazwiskiem jest zazwyczaj menda zwyczajna, cwaniak, zbok, czy inna szuja, to już nie ma znaczenia…

         Ważne, że w TV się dobrze prezentują…

75 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       30 lat temu wprasowano polskiemu społeczeństwu dwie zasadnicze ściemy, które obowiązują w zniewolonych systemem umysłach do dziś (!).

       Pierwsza, którą opisywałem wielokrotnie – więc nie będę drążył – to założenie, że WSZYSTKO zależy od ciebie, więc jeśli coś ci w życiu nie wychodzi, to tylko i wyłącznie twoja wina. Z wielką mocą propagują taki pogląd resortowe dzieci, słoiki z Wawy i innych metropolii, zwyczajni farciarze i młoty, co to rzeczywiście wzięły sobie takie założenie do serca i po trupach – pozbywając się człowieczeństwa i moralności – rzeczywiście coś tam osiągnęli. 

       Na szczęście ostatnio nastąpiła dość zaskakująca przemiana i ta idea rypła.

       Zwyczajnie rypła, bo wielu podobnych mi opisywaczy życia codziennego sprowadziło ją na samo dno – tam gdzie jej miejsce (obok idei wdrażanych przez tych stymulatorów personalnych i innych kouczów i sensei).

       Drugą kwestią, jeszcze cokolwiek propagowaną przez jakieś dinozaury poprzedniej epoki (a właściwie czasu przemian), jest owy obywatelski obowiązek uczestniczenia w wyborach.

       Powtarzam po raz kolejny: oprócz tych co paroletnich wyborów, obywatel w zasadzie nie istnieje! Jakiś tam mały wpływ mają na poczynania polityków media, które to niczym hieny, jak się rzucą na jakiś temat (jak ostatnio na pedofilię), to spanikowani politycy robią coś pod publiczkę – najczęściej bezsensownego i szkodliwego. Opcja referendum w zasadzie nie istnieje, dzięki czemu wkurwiony tym Kukiz poszedł w politykę (ruch zmielonych). 

       Zresztą na jego opcję oddałem dziś głos, bo taki ze mnie jakiś dziwny optymista i na te wybory chodzę… Nawet parę razy się zdarzyło, że wygrała moja kratka (i krzyżyk)!

       Właśnie. Oddałem głos na opcję, a nie na kogoś, kogo znam.

       Bo jak to (absurdalnie kompletnie) wygląda:

       Jest jakaś potężna płachta z jakimiś siedmioma opcjami, pod którymi jest po tak koło 10 nazwisk (na ogół nieznanych). Ponad 50 kandydatów, z których dostanie się jeden! 98% z nich to zwyczajni pozoranci, którzy nie mają NAJMNIEJSZYCH  szans na dostanie się do parlamentu (tym razem z przedrostkiem "euro") !!! Równy bezsens, co w wyborach w PRLu (tam też zawsze wygrywał pierwszy na liście).

        Ludzie i tak głosują za PO, PiS, czy tak podobającym się babom Biedroniem (ciekawe co na dzień matki podaruje swojej – ochraniacz na zęby?).

        To wszystko ogólnie o kant dupy rozbić.

        Ściema i pozory, a ci co konsekwentnie nie uczestniczą w wyborach, są, za swój wybór (bo to też wybór!) moimi bohaterami.

        A idealnym dniem będzie dla mnie ten, gdy społeczeństwo się złączy w swym buncie i do wyborów nie stawi się NIKT! A gdy ich zmuszą (jak jest w paru krajach UE), to niech nawet nasrają na te płachty i wrzucą do urn.

        Bo tyle ten cyrk jest wart…

64 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         No po dokumencie pana Sekielskiego – skąd inąd ostatniego mistrza dziennikarstwa śledczego (żyjącego jeszcze) – Polska zadrżała w swych religijnych posadach i temat pedofilii/molestowania nieletnich, nie schodzi z mediów wszelakich, niczym JPII po śmierci! Nawiasem mówiąc, przez swoje oderwanie od wolnego świata (życie w PRL) i niedowierzanie w takie wynaturzenia, spowodował on tą lawinę i dość spory kłopot dla całego kościoła.

         To co najbardziej wkurwia ludzi, to właśnie tuszowanie owej patologii i odsyłanie winnych w bezpieczne miejsca, bez wyciągania konsekwencji. W innych zawodach, gdzie odsetek pedofilów jest podobny, po prostu taki element dostawał kopniaka w dupę i szedł siedzieć, a w kościele skrupulatnie zamiatało się to pod dywan, aż w końcu – całkiem naturalnie – całe te skrywane szambo wybiło.

         Albowiem władcy kościoła zapomnieli o najważniejszym haśle prowadzącym ową agencję siły najwyższej:

         "Prawda zawsze zwycięża!".

         W kościele jednak – podobnie jak u nauczycieli – nie istnieje instytucja zwolnienia dyscyplinarnego, więc niewygodnych xięży odsyłano do innych parafii. Do dziś, po zapadłych wioskach, jest porozrzucana cała masa zwyczajnych debili w sutannach…

         Zaiste, genialna strategia (strzelenia sobie samobója)!

         Nawiasem mówiąc, pod jurysdykcję papieską podlega też dość skromny kośćiół unicki. Jedna z jego parafii znajduje się dość niedaleko ode mnie (jakieś 40km), a jej zarządca (ksiądz) posiada żonę i czwórkę dzieci (legalnie i jawnie!). Pedofilia i inne cholerstwa nawet nie przychodzą mu do głowy – bo zwyczajnie, jak normalny czlowiek, nie ma na to czasu. I takie rzeczy też mają miejsce w kościele katolickim!

          Można? Można!

          No ale, jak zwykle, przy okazji medialnego sraczkensa i pseudospołecznego wzburzenia, partia akurat prowadząca, wzięła się za radykalne zaostrzenie kar dla owych (procentowo cokolwiek nielicznych) pedofili, a społeczeństwo wzięło się za wyłapywanie takowych.

          Trochę jak średniowieczne polowanie na czarownice: z braku (nielicznych cokolwiek) winnych, dostaną jak zwykle po dupie jakieś Bogu ducha winne ciamajdy. Histeria została rozkręcona i już w mojej okolicy pogoniono jakiegoś fotografa, bo podobno uwieczniał z ukrycia dzieciaków (?!).

          Jakby internet nie oferował wszelkich zadowalaczy dla wszelkich dewiantów?

          Z tym nagle wprowadzanym, pod wpływem chwili, zaostrzeniem kar dla pedofili, skończy się raczej gorzej, niż z wcześniejszą akcją wsadzania do paki pijanych kierowców. Też z pozoru zacnie, ale efektem były więzienia wypełnione narąbanymi rowerzystami, którzy zwyczajnie, wiejskimi drogami (bezpiecznie!), chcieli po prostu dojechać do miejscowego gieesu po siatkę browarów.

         A teraz wystarczy bajdurzenie jakiegoś małolata, jego zdziczałej matki, lub zbyt długi obiektyw skierowany z pozoru w niewłaściwą stronę!

         Moje dwa, o ogniskowej odpowiednio: 300 i 250 mm, mogą znienacka być dla mnie dość sporym kłopotem teraz!

        A to wszystko, o zgrozo, w czasie gdy postępowo propaguje się homosexualizm!

        Paranoja totalna!

        We wszystkich strukturach (łącznie z kościołem katolickim), ryzyko molestowania oscyluje gdzieś tak około procenta zatrudnionych.

        Oprócz pederastów.

        Tam to 50 %!!!

         A środowiska postępowe uparły się, żeby dzieci uświadamiać sexualnie (bo to niby przeciw tej pedofilii)… Jakby taki mały miał jakąkolwiek szansę sam się obronić?

         Otóż KAŻDE dziecko poniżej wieku dojrzewania (jakieś 12 – 13 lat) powinno być BEZWZGLĘDNIE wykluczone z wszelkich podtextów sexualnych/płciowych/erotycznych/prokreacyjnych. Jak zacznie dojrzewać – można kombinować. Każde działanie sexualne (nawet teoretyczne) na młodym organizmie powinno być bezwzględnie traktowanie jako molestowanie i tak samo karane.

     Dotyczy to oczywiście także adopcjii maloletnich przez dewiantów typu homosexualnego. Jeśli kogoś celem życia jest swoja sexualność, to powinno się go trzymać na dystans od wszelkich bezbronnych istot.

     I karać jak najsurowiej!

     A zgniła, europejska cywilizacja obrała dokładnie odwrotną drogę…

     Przykre, ale prawdziwe…

     A kościół, który tych rzeczy oczywistych powinien bronić z całą zaciętością, sam wpieprzył się w taki kanał, że Hospody pomyłuj!

73 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 35.171.183.163

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code