Program publicystyczny pod takim hasłem obejrzałem wczoraj wieczorem w televizji "wPolsce.pl". Praktycznie większym problemem prowadzących było określenie wielkości tej wygranej i stopień nasycenia parlamentu innymi partiami, po tych zaiste najdziwniejszych w dziejach wyborach. A najdziwniejszych, bo to pierwszy przypadek, gdy potencjalna opozycja wykończyła się tuż przed nimi! No takim strzałem w potylicę było wypuszczenie na koniec TW Bolka – ewidentnie już zrypanego psychicznie i wymagającego izolacji, a nie wciskania go na ekrany – który to zwyzywał zmarłego dzień wcześniej ojca obecnego premiera, bezdyskusyjnego bohatera walki z komuną.

               Bolek dostał brawa, a media opozycyjne skrzętnie umniejszyły ten incydent.

               Wyobraźmy sobie odwrotną sytuację: nad trumną zaciukanego w Gdańsku Budynia ktoś ogłasza (zgodnie z rzeczywistością), że to złodziej, oszust i skorumpowany malwersant, który jakimś dziwnym trafem nie siedzi jeszcze w więzieniu?

                Za ogłoszenie tych oczywistych prawd, potencjalny ogłosiciel zostałby natychmiast zagryziony. Więc pochowano go w spokoju i żeby nie było: jeszcze w katedrze! 

                Swoją drogą radykalna polaryzacja mediów (odpowiednio: TVP i TVN) powinna pozostać i po wyborach. Wystarczy, że ktoś bez dostępu do innych, wiarygodnych mediów, obejrzy wiadomości w jednym i drugim kanale, wyciągnie średnią i już ma prawdę!

                A jedynym istotnym pytaniem o jutrzejsze wybory jest, czy partia Jarosława uzyska więcej niż 231 głosów wymaganej większości

                Śmiech totalny ogarnąłby mnie, gdyby PO poszło na aut, a jej miejsce zajeły te dziwne stwory w stylu zjednoczonej lewicy i konfederaci Janusza.

                 Ale najważniejszym wnioskiem było wczoraj stwierdzenie: Czemu będzie rządzić jedna partia (mylnie określana prawicową) ?!

                 Mianowicie ludzie zwykli czują się już tak pogardzani i odsunięci na margines przez samozwańcze "autorytety" , że z czystej przekory, bezsilności i zwyczajnej wściekłości, przesuną je sami na ten margines.

                 Tak już bywało w historii. W dwóch najsłynniejszych rewolucjach (francuskiej i bolszewickiej) takie zmurszałe i zdegenerowane elity likwidowano po prostu fizycznie!

                 Ale jak widać: historia nie uczy, ale uparcie sie powtarza.

                 Żeby było weselej, akuratnie na ekrany kin wchodzi genialny film "Joker" , który taki proces przedstawia w sposób wręcz fizycznie bolesny, a co najmniej wbijajacy w fotel!

                 Bo pogarda tych sławnych, bogatych i wpływowych to problem ogólnoświatowy.

                 A to się nigdy dobrze nie kończyło…

              

30 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Toczyłem w necie jekieś jałowe dosyć dyskusje na temat zalewania "tęczowym" gównem pozostałości cywilizacji europejskiej (w domyśle – chrześcijaństwo). Oponenci tradycyjnie zalewali mnie tym tęczowym śmiechem: że to nic groźnego, że to miłość, dobro i podobne niegroźne pierdoły, itp…

        No ale tradycyjna intuicja podpowiada mi cokolwiek innego (intuicja chyba nie jest jeszcze zakazana?).

        Jedno mnie skłania do uznania tego za inwazję: to co się z tej tęczowej rury wylewa uznane zostało za właściwe.

        Odgórnie, totalnie, bezdyskusyjnie…

        I ta bezdyskusja mnie dogłębnie martwi.

       Ktoś coś uznał za właściwe i z tym się nie można spierać!

       Z jednej strony tej rury zawsze szło jakieś gówno, ale były to ścieki, które po oczyszczeniu dostawały się do głównej rzeki bez wpływu na rzeczywistość.

      Tylko, że oczyszczalnia uległa awarii ;)

       Ściek wylał z całą mocą, ale apologeci nowego systemu powtarzają, że tak musi być!

       I nie możemy się z tym spierać, bo to jest jedyna i właściwa droga ku powszechnemu szczęściu i takim tam…

       Tylko zaraz… Skąd my to znamy?

27 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Szaleństwo… Nie, to za słabe słowo! Totalne i pędzące jak lawina, zdurnienie opozycji totalnej, tuż przed wyborami, osiąga już powoli stan amoku, co dobitnie udowadniają tej opozycji gwiazdeczki: czyli celebryci.

        Mianowicie teraz wymyślili sobie, że będą czytać dzieciom – dając dobry przykład z góry plebsowi, co to nic nie czyta (VAT na xiążki tak przy okazji)… o sexie!

        I to nie byle xięgę instruktażową, byle autora, a wiekopomne dzieło uznanej pisarki, niejakiej: Anji Rubik!

       Pomijam kretynów to czytających samotnie przed kamerą – choooj im w zad! Mistrzostrzem świata i niejako perwersyjnym samozaoraniem tematu ideologizowania sexem najmłodszych, wykazał się niejaki Stuhr Junior, który swoim (chyba?!), tak na oko pięcioletnim dzieciom postanowił toto "dzieło" poczytać… a dzieciaki naturalnie go zlały!

       Bo ostatnią rzeczą, jakiej pragnie słuchać i przyswoić sobie pięciolatek są sexualne, "literackie" wygibasy jakiejś niedorobionej modelki!

       Pięciolatki chcą kreskówek, prostych gier na tablecie, jakichś bardziej rozwiniętych teletubisiów, minecrafta, itp, a nie opisów funkcjonowania penisa w pochwie!

       Trzeba być totalnym debilem, by takie czytanki serwować dzieciom! A swoim dzieciom – to już sadyzm!

       Ale celebryci polscy mają chorobę, która w tymże klimacie przedPiSowskiego tryumfu, explodowała niczym dżuma, czy ospa w średniowieczu.

       To przekonanie o swojej wyższości nad wspomnianym plebsem.

       Oni się po prostu uważają za autorytety i żadna siła nie jest w stanie zmienić ich tego przekonania!

       No są lepsi i już!

       Bo są sławni (to chyba jedyny powód tej ich pychy?).

       A są sławni, bo sami się tą sławą nakręcają – głównie w mieście stolicznym, o nazwie Warszawa.

       Tyle że to tylko celebryci…

       Takie małpy ze szklanego ekranu…

       Autorytet, to chociażby biznesmen, który uczciwie rozkręcił innowacyjny interes i na tym zbił fortunę (wciąż rzadkie w tym kraju).

       Autorytet to naukowiec, który pcha technikę do przodu.

       Autorytet to ktoś, co robi coś pożytecznego dla OGÓŁU i ma moc umysłu, ducha i moralności w takim stopniu, którego ogół nie posiada.

       A nie są to jakieś małpy ze szklanego ekranu, kolorowych tygodników, czy innych pudelków, które to kiszą się we własnym sosie, gdzieś tam w stolicy, liżą sie wzajem po tyłeczkach i są dogłębnie (nie święcie!) przekonane, że są dla ludu  przez nich pogardzanego jakimś drogowskazem.

       Nie są i nie będą.

37 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

                     PiS płynie na fali i nic nie wskazuje na to, by przez nastepną kadencję (Ba! Nawet dwie!) mógł z niej zlecieć. Powody są co najmniej dwa:

  1.            To w zasadzie, sumie, ogólnie i szczególnie, jedyna partia od 30 lat tego postkomunistycznego cyrku, która wywiązała się z chociażby części swoich obietnic wyborczych (jak niewiele trzeba…). W przeciwieństwie do tej naprawdę już żałosnej opozycji, jakiekolwiek propozycje w ogóle ma! I ma na to pieniądze: czy to sie komuś podoba, czy nie! Wystarczyło, że położyli łapę na mafii vatowskiej i paliwowej, by za te zgarnięte do budżetu państwa miliardy złociszy mogli spokojnie realizować swoje nawet najbardziej wybujałe fantazje (jak przekop mierzei, czy centralny port lotniczy, o skromnym 500+ nie wspominając). Starczy im na kadencję, lub nawet dwie… a potem tradycyjnie choćby potop!

Nawiasem mówiąc, te krytykowane 500+ , nawet dla tych patoli, tak mi coś mówi intuicja, nijak się ma do tych bilionów zagarniętych podczas transformacji przez układ zamknięty (Kulczyki, Gudzowate i inne pasożyty z pierwszej setki miliarderów polskich, co to nic nie produkowały, niczego nie tworzyły, a jeno ssały…).

2.        No i ta żałosna opozycja… Takiego cyrku nie grali jak ten kraj tą śmieszną "demokracją" stoi! To już nie cyrk, nie chlew z kwiczącą żałośnie trzodą, której przestano sypać do koryta… to jakiś dom wariatów!

           Rozsypka tego mainstreamu jest tak totalna, że nawet dziś, w jakimś radiu, usłyszałem apel jakiejś pisowskiej kobieciny z kół rządzących, by się już nie pogrążali, bo… jeszcze trochę, a nie dociągną nawet do wyborów, a (w domyśle) pełna wygrana, bez praktycznie żadnego przeciwnika, zaleciała by mocno co najmniej wczesnym PRLem, Koreą Kima (jakiegokolwiek w kolejności), lub innym totalitaryzmem z szerokiej gamy historii!

           Ja wcześniej wierzyłem, że to będzie kolejna wymiana stosowana od lat 90ch: dziś my, jutro wy, ręka rękę myje, itd.

           Ale nie! Prezes, obywatel, poseł K. (cokolwiek genialny taktyk polityczny), postanowił zmienić zasady gry i wziąć całą pulę aż do oporu!

           I to mu się uda – czy to się znowu komu podoba, czy nie!

           Takie są fakty.

           Pytanie, co będzie po wyczerpaniu funduszy? Bo ów prezes w jednym jest zerem: w ekonomii.

           A owa ekonomia wykończyła już takie imperia, jak: ZSRR, czy Rzym…

          No, ale obiecał wszystkim wyrobnikom tego pasożytniczego cokolwiek państwa… praktycznie podwojenie pensji w ciągu dwóch lat (?!) !!!

         Pierwsze co zmartwiło owych wyrobników:

         Oczywiście, że jest to do zrobienia! Można nawet zarabiać i po 10000 (słownie: dziesięć tysięcy) złociszy na miesiąc!

         Tylko co na to inflacja?

         Już to zresztą przerabialiśmy przez całe lata 80te.

         Ale z drugiej strony…

         Przez te 30 lat nibykapitalistycznego cyrku, uczestnictwa w UE, ciągle mamiono nas dociągnięciem zarobkami… no chociaż do połowy tych najskromniejszych z zachodu.

         A tu chuj!

         Ciągle ten sam chuj z wypłatami!

         Niby się bogacimy, PKB zapierdala jak nigdy dotąd, do pracy nie ma już chętnych… ale ciągle ten sam chuj!     

         Skąd to się bierze?

         Ano w Polsce – jak w żadnym innym, cywilizowanym kraju – roztrzep zarobków jest wprost nieprawdopodobny!

         Tu od razu uprzedzam, że absolutnym maximum wypłacanym przez pracodawcę jest obecnie jakieś 6000 PLN. Powyżej Urząd Skarbowy zajedzie każdego!

         Ale to wystarczy.

         Więc od lat 30tu setki zapierdalają za minimum (najlepiej przez pośrednika), majster trzepie dwa razy tyle, kierownik 3x, biura jadą na krawędzi tych sześciu tysięcy (dużo robią jakieś premie i inne sposoby na omijanie urzędowo-skarbowych raf), umowy menadżerskie i inne myki…

          A później zaczyna się totalny kosmos!

          Summa summarum statystyki średniej krajowej (jakieś 4 tysie) nabijają ci ze świecznika i paru pod nimi (góra 20% ogółu pracujących).

          Tyle że taki rozrzut nigdy nie kończył się dobrze…

          Na razie jest fajnie.

          Na fali.

          Nawet z tym obłąkanym PiSem…

         I jeszcze trochę to potrwa…

         Ale nie zaszkodziłoby przy okazji kopnąć w dupsko tych z góry!

         Nawet delikatnie!

         Bo chyba drugiej takiej szansy nie będziemy mieli!?

         Im trochę uszczknąć (proporcjonalnie), nam dodać (wyjdzie sporo z naszego punktu widzenia!). W zasadzie nikt nie ucierpi.

         Odrobinę chęci i samozaparcia, a bedziemy szczęśliwi ludziska!

         Tylko czy ja nie wołam na wiatr… ?

         

39 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Jest kategoria książek, które pochłaniam baaardzo chętnie, albowiem opisują rzeczywistość, przyszłość, tudzież przeszłość w sposób obiektywny, aczkolwiek przez realny ogląd dramatyczny.

         Ze szczególnym uwzględnieniem w nich ludzi ową przyszłość, przeszłość i rzeczywistość kreujących.

         Taki talent ma cokolwiek jeszcze znany i bywający w okienku TV Rafał A. Ziemkiewicz, kompletnie pominiety Lech Jęczmyk ze swym "Nowym Średniowieczem" , czy ostatnio męczona przeze mnie dość spora cegła Wojciecha Roszkowskiego "ROZTRZASKANE LUSTRO – Upadek cywilizacji zachodniej" , która to książka, zupełnie niereklamowana, mimo dość sporej ceny, jest praktycznie nie do kupienia!

          Ale ja jak zwykle mam – i czytam!

          I mimo, że przebrnąłem dopiero przez 1/3 tej niezwykle logicznej petardy, mimo tego że spodziewałem się znanego mi już opisu rzeczywistości, mimo to jestem wstrząśnięty i przygnębiony!

         Wnioski są jednoznaczne:

         Nigdy dotychczas ludzkość (ta najbardziej cywilizowana, czyli bez wstydu, a wręcz z dumą i zgodnie z realiami określana jako: biali, Europejczycy, chrześcijanie) nie podlegała tak perfidnej, ukrytej pod pozorem dobra, tolerancji i miłości (sformułowanie "miłosierdzie" już bowiem jest publicznie wycofane z obiegu) manipulacji, jak obecnie!

         Mieliśmy ideologie: jak nazizm i komunizm, które to likwidowały ludzi fizycznie, w dziesiątkach milionów, próbując żyjącej reszcie przestawić myślenie na "jedynie właściwe", ale były to tak prymitywne twory, że wystarczyła tylko odrobina zdrowego rozsądku i logicznego myślenia, by przetrwać to zło do nieuchronnego końca.

          Ale zło wyewoluowało (takie trudne sformułowanie).

          Zło obecne nie jest już złem morderczym, bezlitośnie zabójczym, o nie!

          To wyrafinowane mamienie i ukrywanie się za szczytnymi hasłami: miłości, tolerancji, pokoju, szacunku (!), dobroci… no cokolwiek jest z tych pięknych słów!

          Taka fototapeta na obsranej ścianie.

         Taki lep na ćwierćinteligentów.

          Takie… no… szkło bardzo kontaktowe!

         Takie coś milusie, wytykające paluszkami swemi tych niedobitków tradycji chociażby, zdrowego rozsądku…

          To nie przesada! Za promocję zdrowego rozsądku… takiego zwykłego, zdrowego, chłopskiego rozsądku… na zachodzie idzie się do paki (!), tu ewentualnie można stracić państwową posadę – jeśli się miało szczęście ją posiadać. 

          Jedna idea, jeden… no nie naród oczywiście! Jedna ludzkość wymieszana. Jeden…

          No na pewno nie Bóg – bo to zbyt pewne i prawdziwe!

          Jeden człowiek za to, jedna nauka (chociaż fizyka teoretyczna, znienacka, mocno, kopie w dupsko ten cały, nowoczesny racjonalizm), jedno (krótkie cokolwiek) życie, jedna przyjemność i jedna nieuchronna katastrofa…

          Taka to dołująca lektura…

          Ale Złemu radość!

 

36 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

            Jakoś tak naturalnie zwracam uwagę na szczegóły, których inni nie zauważają, lub są dla nich tak nieistotne, że zlewają je sprężystym moczem. Ostatnią taką obserwacją są długowłose dziewczęta, którym owe włosy tak przeszkadzają w funkcjonowaniu (na przykład w pracy), lub ewentualnie tak podgrzewają  czaszkę w te gorące dni, że…

           …no naturalnie, z dawien dawna, upinano włosy gdzieś tak w okolicach potylicy (znaczy z tyłu), lub pleciono z nich warkocze. A teraz nie! Taka dziwna odmiana! Więc coraz częściej obserwuję dziewczyny, które uparły się, by spinać to wszystko, co im wyrosło włochatego: na szczycie głowy!

            Niby nic takiego, ale całkowicie odmienia wizerunek całkiem ładnych (często) kobiet, a tym brzydkim ujmuje resztkę pozostałej urody.

            Niektóre wyglądają wręcz, jak rozpieprzona piorunem stodoła pełna siana!

            Ale nic! Według nowoczesnych reguł: ważne, że jest im wygodnie i same się akceptują!

            A że – na przykład mi - psuje to estetykę, ze szczególnym uwzględnieniem piękna kobiet?

            Ja jestem nieistotny – jak mężczyzna w sprawie decyzji o aborcji (ale w przypadku alimentów jego pieniądze już stają się istotne).         

            Tyle że te wiechcie i badziewne koki na głów szczytach to pikuś!

            Jest naprawdę coś gorszego i równoznacznego z wytatuowaniem sobie na czole: "Jestem pierdolnięta i mam małe IQ" !

            To tak zwana fryzura na lesbę.   

            W skrócie wygląda to tak, że jakaś zbuntowana samica goli sobie cały bok głowy, lub w porywach i dwa.

            To nie tylko moja obserwacja, że klientki w ten sposób wygolone, są praktycznie co do jednej (osobiście, sam, nie spotkałem ŻADNEJ takiej, która by była normalna!), jak już wcześniej wspomniałem: zdrowo pieprznięte i pozbawione funkcji myślowych w stopniu wręcz podstawowym! Za to w większości wyposażone w pustą arogancję i zawyżoną samoocenę.

             Zadziwiająco często, dzisiaj, w czasach dowolnej samoaranżancji, to co na głowie, łączy się z tym, co w środku (na przykład stereotyp łysego w dresie). Tyle że od każdej takiej reguły wyglądu, jest sporo wyjątków.

             A KAŻDA podgolona, to egzemplarz w ten, czy inny sposób uszkodzony.

             I tu nie ma wyjątków!

             A te poupinane na głów szczytach… coś mi tak intuicja podpowiada… to zwyczajne fleje są…

 

 

            P.S.     Ogólnie dziewczyny obecnie mają jakąś taką dziwną przypadłość w kierunku samooszpecania się. Jak: radykalne przypadki botoxiar, silikoniar i solarisy, ale też jakże częste maniaczki wyskubywania sobie brwi – by zamiast nich rysować jakieś dziwne kreski na czole. No i oczywiście te obtłuszczone betoniary, które swoim smalcem epatują na okolicę, jak bojownicy mniejszości sexualnych swymi zboczeniami: bo z siebie trzeba być dumnym i to okazywać, a inni niech akceptują i zamkną ryja, lub oczy, jak ich to razi!

                        Zaiste zgubna ta asertywność…

68 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

             Jak uparcie powtarzam, jestem z duszy, ciała i przyzwyczajenia mieszkańcem Pomorza, a każdy dłuższy wyjazd w głąb lądu powoduje u mnie syndrom odstawienia od jodu, przygnębienie wszechobecnym, okalajacym mnie ziemskim krajobrazem i dość duszną atmosferą (Pomorze to kraina wiecznie pizgającego wiatru i co za tym idzie luźnego oddechu).

           I uparcie wciąż powtarzam ideę wyższości morza nad górami: bo te drugie są skończone, a za nimi jeszcze inne (choćby nie wiem jak piękne!), a potem tylko doliny, a morze to doskonała, metafizyczna nieskończoność.

           No ale Polska przaśna uparła się, by jeździć w góry.

           W Tatry dokładnie.

           To jakieś 10% naszej górskiej, południowej granicy, ale tak pożądane przez ogół, jak… no nie wiem: waleriana przez koty?

           No oni się tam tłoczą nad tym Morskim Okiem (?!), przepychają na szlakach pod Giewont, zajeżdżają miejscowe konie ciągnące przepełnione turystami wozy: bo tak wypada przed sąsiadami i takie tam…

           Oczywiście sam tam nie byłem: odpycha mnie na samą myśl o mieszkańcach tego regionu, odwiedzających ich burakach, tłoku, etc… Przy pierwszym halnym, pewnie (zwyczajem miejscowych) odwaliłbym samobója, ale dodając coś od siebie zajebałbym przy okazji sporą część przebywających tam słoików…

           Nieważne!

           Przy takim zasypie turystycznej stonki, co jakiś czas musi się tam wydarzyć tragedia, i właśnie jebło!

          Dokładnie paroma pierunami.

          W różne miejsca tych gór, ale najgorsze żniwo wyładowanie elektryczne zebrało w drodze na niejaki Giewont.

          Tu tak dla przypomnienia: jest coś, co polskie morze łączy z polskimi górami.

          Więc ten z pozoru płytki, niedosolony akwen, jest jednym z najbardziej nieobliczalnych mórz na świecie, a te niby niskie góry, z wyrytymi na ich szczyty schodkami i łańcuchowymi poręczami, są zmienne jak gruba feministka w czasie okresu!

         I w taki okres, ponad 100 ludzików, brnąc nie wiadomo po co w mgłę, zostało porażonych (dosłownie) tą przyrodniczą nieobliczalnością.

        Ci dorośli, pośmiertnie powinni być odznaczeni Nagrodą Darwina. Dzieci niestety żal, ale jeśli przeżyły i pozbyły sie takich cymbałów, to niech już dalej, przez życie, idą innym szlakiem….

 

64 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Jednym ze szczytowych osiągnięć Januszostwa from the PRL jest służba w wojsku lat 80 i 90. Przy czym słowo "służba" jest jak najbardziej na miejscu, a "wojsko" już tak raczej nie…

      Chyba Napoleon stwierdził, że armia która nie walczy, przestaje być armią?

     A począwszy od lat 80 aż do końca 90 nie miała przeciw komu walczyć, czym walczyć, no kryzys i rozpierducha totalna!

     Ale pobór był przymusowy – początkowo na 2 lata, potem na 1 i 1/2. No i tak: brano tych biednych chłopców w warunki niemal więzienne, gdzie strzelanie było rzadkością, rozliczano ich z każdego naboju (!!!), a szkolenie było zwyczajną kpiną, przygotowującą poborowych… no w sumie nie wiadomo na co?!

     W zamian zastosowano wypełniacz tego straconego czasu, w stylu: zabawy w falę, kotów i dziadów i maniakalną wręcz dbałość o porządek (autystyczną wręcz fobię równo zaściełanej pryczy, pięknie wypastowanych kamaszy – w ogóle wszystkiego wypastowanego i wyszorowanego szczoteczką do zębów!).

     Dla obserwatora z zewnątrz, a zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, ówczesne nędzne koszary, wypełnione takim biednymi rekrutami, szorującymi co się da, małpującymi przed starszymi (równymi stopniem!) to musiał być istny dom wariatów.

     I tak było.

     Ówczesny pobór nie służył niczemu, nikogo nie szkolił, a tylko tworzył patologię.

     No ale miliony dzisiejszych 40, 50 i 60 latków przez to przeszło – bo nie było możliwości odmowy (chociaż mi się udało :).

     I jak oni mają wytłumaczyć potomnym to przymusowe zesłanie?

     Ano wciskają, że to była szkoła życia, że nauczyli się porządku (w domu nie uczyli?), że stali się prawdziwymi mężczyznami (a wcześniej to cioty były i połykacze spermy?), no i że w końcu nauczyli się wojaczki (a jak już wcześniej wspomniałem – to była tylko chodowla mięska armatniego).

     No co oni biedni mają teraz mówić?!

    Naprawdę mi ich żal!

    Spędzić 2 lata praktycznie w więzieniu, po to by oddać raptem ze 3 serie ze starego, zwichrowanego kałacha…

    Tyle że te parę milionów tak skrzywdzonych, podtrzymują mit tego wojska ludowego, do czegoś służącego.

    Dzieci i wnuczęta – nie dajcie się na to nabrać, ale też nie szydźcie z nich, bo to pokrzywdzeni ludzie, co myśleli, że byli w prawdziwej armii…

    

      

66 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Wybory prawie za trzy miesiące. Prezio tak ogłosił. Kampania już trwa, ale jak to w Polsce – jest całkiem oderwana od polityki i służy podniesieniu napięcia wśród podatnych na manipulację wyborców (pokolenie PRL przyssane do TV + słoiki). Gra na emocjach osiąga już chyba apogeum! Jedni z drugimi szczują się bez żadnych granic, by zmobilizować swoich skromnych w liczbie, acz wiernych, tradycyjnych wyborców – znaczy lemingi i mohery.

          Normalni (łącznie ze mną) tym razem w wyborach udziału nie wezmą. Teraz to już naprawdę nie ma sensu! PiS (mohery + 500+) ma taką przewagę, że stawianie krzyżyka na co innego, to zwykła strata czasu! Lemingi oczywiście tradycyjnie ruszą do urn, by ratować swoją opcję, ale to niewiele da. Przyszły parlament to będzie siedlisko partii Jarosława, z drobną grupą krzykaczy spod znaku PO – bo tylko na tyle będą sobie mogli pozwolić. Po PSL nikt nie będzie płakał – oprócz przez nich poustawianych życiowo rodzinach i znajomych. Jakaś śmieszna, zjednoczona levica, z próbujacym się odświeżyć wizerunkowo Biedroniem? No litości!

         No właśnie Biedroń. Koleś, który usiłuje przedstawić się jako coś świeżego… jest totalnym zgniłkiem! Zaczynał w SLD, otarł się o Palikota, w zasadzie przez całe dorosłe życie tapla się w polityce! Kto kupi taką ściemę?!

         Tu druga sprawa: po 30 latach oferowania kiełbasy wyborczej obywatelom jakby opadła mgła z oczu i puste obiecanki, oraz kreowanie sie na kogoś, kim się nie jest, już nie działa. Takie powolne wychodzenie z mentalności postsovieckiej – Norman Davies określił ten czas na jakieś 45 lat – więc zostało nam jeszcze jakieś 15.

         A kwestia tych śmiesznych partyjek kreowanych nieoficjalnie przez PO? Był Palikot, była Nowoczesna, teraz więdnie Wiosna. Palikot był błaznem, Biedroń karierowiczem, ale Nowoczesna wydaliła z siebie niejaki KOD, którego zadaniem było zamieszanie, z docelowym obaleniem nielubianej przez nich (acz demokratycznie wybranej) władzy. I byli bardzo blisko tego! Wywołali niezły zamęt… ale jakby to robili bez serca, jakby bez przekonania, jakby to była tylko wynajęta grupa krzykaczy z paroma pożytecznymi idiotami i zszokowanymi zmianami resortowcami…

         Nie odnosicie takiego wrażenia? Bo ja tak.

         No ale KOD padł, a w zamian znalazły się te tęczowe wesołki (oczywiście z Biedroniem na czele), które w liczbie dość niedużej – około 30 autokarów (kto to opłaca?!) objeżdżają po kolei polskie miasta i paradują… Już nawet nie sugerują jakichś szczytnych haseł, a tylko zwyczajnie prowokują – i to skutecznie, bo dla drugiej strony to też woda na młyn do straszenia swoich! No taka nowa forma turystyki. Normalni ludzie jadą na urlop autokarem gdzieś w Europę, lub w Polskę, a ci co parę dni ładują się do podstawionych busów i zaliczają kolejną miejscówę. Jestem niemal w 100% pewny, że nic na tym nie tracą, a wręcz zarabiają!

        Tu jeszcze wyższa forma zastanowienia: to już od dawna wygląda tak, jakby ta opozycja, zwąca się jeszcze do niedawna totalną, robiła dosłownie wszystko, by ich przeciwnicy osiągnęli sukces! Oni w zasadzie nie muszą robić nic! Opozycja sama się ora za każdym ruchem.

        Jakby ta ustawka została już dawno ustawiona i tylko lud z dwóch stron barykady ma być utrzymywany w nieustannej wściekłości, bo nic tak nie likwiduje zdrowej myśli, jak uczucia…

80 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Dramat współczesnośći polega na zaniku logiki.

        Kompletnie!

        Znaczy spora część społeczeństwa, niejako z genetyki i wychowania, tej logiki jest pozbawiona. Od pokoleń.

        Tyle, że przez wieki byli oni odseparowani od rządzących, dzięki czemu świat (Europa) się rozwijał, liczne konflikty tak naprawdę szkodziły nielicznym (poza małymi wyjątkami – jak wojna XXXletnia), a prawdziwa mądrość była jasno określona i łatwa do zidentyfikowania.

        Ten cudowny stan rozpieprzyli w drobny pył romantycy w pierwszej połowie XIX wieku, a dobili go potem reformatorzy spod znaku komunizmu i socjalizmu.

        200 lat później sytuacja – z punktu widzenia człowieka myślącego – wygląda dramatycznie! Rządzący są już takimi samymi debilami, jak rządzeni. Czwarta władza debilizm ów wręcz nawozi (niezależnie od opcji). Wszędzie tylko uczucia, wszechobecne love i socjalistyczna parodia chrześcijańskiej tolerancji (tudzież miłosierdzia). Jak coś się wpoi ogółowi, to jest to prawda i już! Zero myślenia, analizy i oceny! Z góry określono, że jak coś jest słuszne – to tak ma być!

        Owsiak z tym swoim błótstockiem? Miłość, tolerancja, hektary uratowanych niemowląt… więc spierdalać krytykanci! Nie ma dyskusji!

        Powstanie Warszawskie?

        Co tam ćwierć miliona wymordowanych cywilów (głównie Ochota I Wola)! Liczył się zryw, walka (3/4 powstańców nie miało ŻADNEJ broni!), moc, przekaz i inne pierdoły…

        A sterta 250 000 (słownie: dwieście pięćdziesięciu tysięcy) zwłok dzieci, kobiet i takich tam?

        Co tam! Adrenalina i biało-czerwona (teraz chyba już karmazynowa?) usprawiedliwiały wszystko!        

        LGBTQwerty? Wprost epatują miłością! Wszyscy ich mają kochać i już! Nieważna logika, nieważna krytyka – ma być tolerancja i akceptacja!

        I żadnych dyskusji!

        Żadnych argumentów!

        Nic! Ma być tylko te love.

        Dramat…

        Takiej płukanki mózgowej, na takim poziomie przekazu, ta cywilizacja jeszcze nie zaznała!

 

 

       PS     Jak ktoś nie ogarnia, co to jest 250 tysięcy ofiar, to niech wyobrazi sobie pełny stadion narodowy. Pełny zwłok – a obok niego cztery dodatkowe. 

                 Taki to "sens" miało powstanie…

 

69 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 3

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.228.24.192

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code