Jesienne słońce

Lekko zniżone

Poletni deser…

Wietrzenie po dusznym czasie upału

Ozłaca nozdrza świeżym oddechem

Wszystko staje się inaczej

Świeżej

Gdzieś już czai się chłód północy

Lecz południe jeszcze nie odchodzi

Agonijny nastrój

Zbliżającego się zamrożenia

Najpiękniejszy moment

Tuż przed zgonem

Żadna pora roku tak nie pachnie!

Żadna tak nie bije blaskiem!

Przebłysk wrót raju

Pomiędzy paranoją fizyczności i mrozem niewiary

Nic tak nie doprawi smaku życia

Jak te łagodne lśnienie

Po chaosie narodzin

Upiornym skwarze działania

Przed piekłem zamarcia…

13 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

  Podobno nie ma ludzi bez talentu. Podobno każdy ma umiejętność, która go wyróżnia, ale jak to w życiu bywa, większość ludków tego talentu zwyczajnie w sobie nawet nie odkryje, bo życie zapędziło ich do innych robót, w których się tylko męczą i marnują… Bo takie jest to dziwne życie!

Więc efekt jest taki, że światem kręcą miernoty… które też marnują swoje ukryte talenty! A tych z prawdziwymi talentami nie dopuszczają na swoje miejsce, bo je jakimś cudem (koneksjami najczęściej) zdobyli.

To podobna paranoja, jak z dojazdem do pracy.

Logicznie rzecz biorąc, powinniśmy pracować jak najbliżej miejsca zamieszkania, ale tak nie jest! Codziennie rano, z różnych, niewiadomych mi przyczyn, cała masa ludu pracującego miast i wsi, przemieszcza się w przeciwnych kierunkach, blokując drogi, zapychając transport publiczny i wstając przynajmniej o godzinę za wcześnie (przy okazji odstawiając swe niewinne dzieciątka do przeróżnych przechowalni).

Wszystko w pośpiechu.

Nie wiadomo w sumie po co?

No troszkę jednak wiadomo. Wyższe o parę stówek pensje, nepotyczno/kolesiowy system zatrudniania na miejscu (prowincja), no ale można!

Teraz można – bo śladowe bezrobocie, ale i w czasach tego galopującego też było można!

Jako typowy przedstawiciel prekariatu, praktycznie całe swoje życie zawodowe spędziłem w swoim mieście (nie miasteczku!) przylepionym do Trójmiasta, ruszając się co najwyżej na 15 kilometrów do pracy (w połowie drogi do owej aglomeracji), co mnie w końcu i tak mocno zmęczyło, że zamieniłem to na mniej płatną, gorszą robotę – ale na miejscu.

Niezrozumiałe?

Proste, o ile się jest kimś bez zobowiązań. Kwestia wyboru: czy dasz się przypiąć do dyszla, czy sam chcesz wybierać pastwisko?

Ale nie o tym miało być.

Niektórzy mają większe ambicje i chcą zaistnieć.

Można próbować w sporcie – tu przynajmniej zasady są jasne: wygrywa ten pierwszy. I żyje: jak czołowi piłkarze i olimpijczycy z rentą za złoto – co popieram z całą mocą! Reszta niestety po latach uprawiania owego musi zmienić branżę i wylądować w zwyczajnym życiu.

Ale są inne dziedziny: jak muzyka, gdzie rynek został już tak zamulony, że prawdziwe perełki są trudne do wyłuskania. Aktorstwo, gdzie 90% klepie biedę i szuka chałtur, a resztę… widać! Oni wszyscy tak samo kończą na ubitej ziemii pełnej pospólstwa (z którego się wywodzą).

Problemem jest samo zaistnienie, ale jeszcze większym jest przetrwanie!

Szczęśliwcom uda się przetrwać życie w swojej branży i przy oklaskach tłumu, ale jest to opcja tak na góra 100 lat. Wszystko dalej się zwyczajnie zapomina.

Więc po kim zostanie pamięć?

Nie po pisarzach! Na przykład większość XIX wiecznej literatury już jest bezwartościowa w dzisiejszych okolicznościach. Muzyka? Przetrwa nieliczna. Kino? To samo. Fotografia? Mamy już smartfony, drony, a zaraz będziemy mieli okulary rejestrujące wszystko w trójwymiarze – to też przepadnie.

Szachiści przegrają z komputerami wreszcie. Rzemieślnicy z drukarkami 3D.

Co więc przetrwa na wieki? Na pewno rzeźba i malarstwo.

I myśl.

Idea spisana.

18 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

        Majnstrim (spolszczę pisownię dla uproszczenia), to dosłownie "nurt główny". Najbardziej interesującą mnie jego odmianą (bo najbardziej widoczną i w ten sposób najpopularniejszą – jeszcze) jest tenże nurt dziennikarsko, artystyczno, polityczny.

        W skrócie: telewizja. Ta nastawiona na publicystykę i informacje.

        W Polsce to trzy główne stacje, plus ze dwie poboczne. Wszystkie one nadają TE SAME informacje i relacje z tych samych miejsc. Po prostu ich mobilne ekipy reporterskie jeżdżą jedna za drugą, by nie dopuścic do monopolu konkurencji w relacji z najgłupszego, przypadkowego częstokroć wydarzenia, nawet gdy tuż obok dzieje się coś o wiele ciekawszego. Najdobitniej to jest widoczne w wiadomościach puszczanych gdzieś tak koło 19. Wszystkie trzy odmiany tych z pozoru informacyjnych audycji, to w sumie to samo… tylko inaczej komentowane i prezentowane z innej perspektywy (umotywowanej polityczną opcją każdej z tych stacji). W efekcie, żeby wyciągnąć średnią prawdy, trzeba by obejrzeć wszystkie po kolei. Tam chyba tylko sport jest relacjonowany bezmanipulacyjnie?! Kompletnie bez sensu w czasach internetu! Dodatkowo po każdych wiadomościach są organizowane spotkania publicystyczno/komentatorskie na tematy polityczne… które w każdym wypadku są zwykłym pieprzeniem bez sensu! Ku uciesze coraz mniej licznej i coraz starszej gawiedzi.

       Bo młodzi i liczni od tego mają internet. W internecie każdy wypadek/pożar/bójka/itp , pojawiają się natychmiast za sprawą wszechobecnych kamer (smartfony). Jest to o wiele ciekawsze od pieprzącego do mikrofonu bzdury na zgliszczach, kolejnego spóźnionego na miejsce zdarzenia reportera. No i informacje w internecie wydają się o wiele bardziej obiektywne i to nawet, gdy są prezentowane z jakiejś radykalnej strony. A to przez to, że brak tam nacisków z góry na przedstawianie jedynej, słusznej prawdy, a komentatorzy to autentyczni ideowcy tej, czy innej opcji.

      No i te dyskusje na tematy polityczne! Ich apogeum, to niedzielne poranki, gdy grupka oddelegowanych przez swe partie, najbardziej oblatanych w mediach cwaniaków spiera się, kłóci i sprawia mocne wrażenie, jakby coś od tego zależało! Starsze pokolenie to kupuje. Ale oni nie wiedzą, że prawdziwa polityka kręci sie gdzieś na zapleczu, w ciszy, wśród tych naprawdę rządzących. Ale ciemny lud tego nie wie – no chyba że wyciekną jakieś nagrania (jak u Sowy na przykład), lecz to też celowe ustawki.

       A te redaktorki i redaktorzy! Pozbawieni pokory, niesieni ambicją mądrale, których prawda jest najprawdziwsza i jedyna!

      Lecz czas tego medialnego cyrku powoli sie kończy (oni jeszcze tego nie wiedzą). Z telewizji zostaną już wkrótce specjalistyczne kanały na kablówce, gazety już powoli przenoszą się w strefę cyfrową. Niezagrożone jest radio, którego w samochodzie, czy pracy zwyczajnie nie da sie zastąpic niczym innym. Jedynym niebezpieczeństwem są co i rusz podejmowane próby ograniczania internetu, ale to jak próba zatrzymania tsunami przez dinozaury.

      Oni są skończeni. To tylko kwestia czasu. Obrona nie ma sensu. Postęp nie ma litości.

14 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Nie kamerujcie znów kolejnej suki! 

W tej ecru słodkiej sukni

Nie róbcie tego korowodu!

Co zmierza i tak do rozwodu

Przestańcie już odgrzewać kotlet!

Bo za mąż wydajecie chłopkę

Jej sługą będzie tani burak

I tak niewiele im się uda

Te wasze szaty wprost z bazaru

Fryzury trwałe i odpały

Wujkowie, nieskomplikowane ciocie

Po co to kurwa odgrywacie?!

Wyłażą wam prastare gacie

Onuce widać znad lakierków

Lecz nic! Niech młodzi chwycą się za dłonie!

Niech słoma dookoła płonie!

Pękają flaszki i słoiki

Niech się zaczyna taniec dziki

I zawirują w pierwszym tańcu

Wzruszając innych pojebańców

Niech ujrzy świat ich wielkie love

Usłyszą ludki stary chłam

Cudownych rodziców przecież mam

Choć ona kurwa, a on cham

I wzruszy się Halinka, Janusz

By puścić pawia już nazajutrz.

 

Brzydzę się ślubami

Rzygam weselami

Niech spłonie ten zabawy dom

Chcę białej sukni poczuć swąd…

 

33 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Są zboczenia, których nie toleruję, jak na przykład opowieści wierszem (nawet trzynastozgłoskowym). Dłuższe, rymowane historie są co najmniej dziwne, albowiem wychodzę z założenia, że najlepsze są rzeczy najprostsze, więc opowiadania powinny być opowiadaniami, a nie jakimiś rymowankami! Owszem, w czasach przedpiśmniennych to miało sens – bo łatwiej zapamiętać, ale od około 3000 lat rymowanie dłuższych opowieści to taki literacki onanizm.

        Tyle że może być gorzej.

        Jakieś 500 lat temu, jakiś niedorobiony muzyk wymyślił sobie, że dorobi do melodii śpiewaną (i tańczoną!) historię i tak do dziś propaguje się tą dziwaczną spierdzielinę pod pozorem kultury wysokiej (a raczej chorej i wręcz zboczonej – ale to zaraz).

        Wydawałoby się, że wraz z nastaniem nowych czasów, ludzie naturalnie porzucą ten dziwny, wybujały chłam i zejdzie on śmiercią naturalną… A i owszem! Dziś opera to dofinansowywana z dołów pokazówka dla elit (znaczy elity się tam zmuszają pokazywać), bo normalni ludzie takich pierdół zwyczajnie nie słuchają/oglądają (bo i po co?).  

        A tu nie! Jakiś kolejny pederasta wymyślił sobie, by owemu wyjąco/dreptającemu po scenie chaosowi nadać nowoczesny sznyt… i tak powstał musical!

        Najpierw to były przedstawienia tetralne, gdzie symfoniczne brzdękania zastąpiono nowocześniejszymi (prostszymi) układami melodycznymi, a niezrozumiałe wycie solistów operowych - dającym się już bez problemu odczytać textem.

        No i to nawet jest w sumie wporzo i akceptowalne. Tym bardziej, że teatry muzyczne na ogół utrzymują się same (ludzi nie trzeba tam pchać siłą przynależności do elitarności) ewentualnie dostają zastrzyk gotówki od samorządów, dla których inwestycja w taką placówkę jest oznaką prestiżu. Zwracającą się – chociażby finansowo – oznaką prestiżu, a nie dziurą bez dna, jakim jest opera, czy inny balet.

        Tyle że ta śmieszna forma taneczno/śpiewana znowu sie przeobraziła – niczym mutujący wirus – i za cholerę nie chce opuścic tego łez padołu!

        Mianowicie, od kiedy kino zaczęło do ludzi przemawiać dźwiękiem słyszalnym, od wtedy też owa dziwaczna forma prezentowania historii wszelakich, stała się jej nieodłączną częścią. Do dziś największy potentat w branży (czyli Hooolllyyywwwooodd), regularnie, corocznie, wydala na świat jakiś musical, podobnie jak wybraną, starotestamentową historię.        

        Rzecz niby bez sensu, bo po co komu kolejna wersja Mojżesza (teraz sfilmowali Samsona)? I kto może oglądać ten śpiewano/tańczący cyrk?!

        Ano odpowiadam. Owe środowisko filmowe, spod znaku największych wytwórni filmowych zachodniego wybrzeża USA, to w większości naćpani do nieprzytomności żydzi, geje i sexoholicy (najczęściej wszyscy razem).

        Dla żydów filmuje się starotestamentowe historyjki (sentyment), dla gejów owe musicale (zjebany gust zboczeńca), a sexoholicy? No cóż, ci mają najgorzej, bo w USA filmy (te z topu) są restrykcyjnie wykonywane po to, by jak najmłodsi (na ogół murzyni) mogli zostać na film wpuszczeni i przez to by padł kolejny rekord frekwencji i zarobków. Oczywiście odbywa się to kosztem logiki, sztuki i erotyzmu – bo niemożliwym jest w żadnym filmie z owego topu, ujrzeć jakąś normalną scenę erotyczną, czy choćby kawałek cycka!

        Zresztą to nie ma znaczenia, bo owe, nastawione na megazarobek produkcje, są w większości takim chłamem, że człowiek rozumny cierpi je oglądając! 

        I tym akurat filmografia amerykańska NICZYM nie różni się od filmografii indyjskiej!

        Głupota ta sama, tylko budżety inne.

 

        

43 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

     Od dobrych 100 lat żyjemy w śmiesznym przeświadczeniu, że oto istnieje czas… w którym można się poruszać!!!!!

     Utwierdzają nas w tym równie żałosne produkcje hooolllyyywooodzkie (wciąż nie pamiętam, jak to się poprawnie pisze po angolsku?), spod znaku SF, w których to owe podróże po czymś nieistniejącym, są nieodłącznym składnikiem akcji…

      I czymś równie potężnie nielogicznym.

     Dodatkowym kopem w mózg są różne wyliczenia gwiazd fizyki toerotycznej, które lud ciemny utwierdzają w przekonaniu, że oto istnieje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, pomiędzy którymi można poruszać się bez ograniczeń.

      Otóż jedynym ograniczeniem jest świadomość tych trzech sfer, ponieważ pośród nich prawdziwa jest tylko ta środkowa.

       Teraźniejszość.

      Owa teraźniejszość była czymś oczywistym i nienaruszalnym do końca XIX wieku, gdy to niejaki Herbert George Wells napisał "Wehikuł czasu".

      No dziwne to były czasy (Ale przynajmniej nie tak głupie, jak dziś! Wtedy się kotłowało od różnych idei, teraz idee kotłują ludzi.).

     Dodatkowo na to poletko paranoi weszli owi fizycy i na podstawie wzorów zakomunikowali ludzkości, że można śmigać między przyszłością, a przeszłością (czysto teoretycznie oczywiście, ale z opcją dotarcia do odpowiednich narzędzi – w przyszłości też oczywiście).

     Otóż nie można.

      Bo nie ma po czym śmigać (i między czym).

      Jakiejkolwiek by akrobacji nie używała matematyka fizyków!

      Taki jest po prostu stan rzeczy. Żyjemy w nieustająco zmieniającym się tu i teraz.

       Cała reszta to bzdura!

       Ale z dziwną konsekwencją wpajana nam przez obecną radę mędrców (owi naukowcy) i ekipę kuglarzy spod znaku X muzy – czyli tych ciołków spod Los Angeles, wyposażonych w miliardy monet i za ich pomocą ryjących nimi nasze podczaszkowia.

       To znowuż ma większy sens, bo człowiek żyjący w uwięzieniu między przyszłością, a przeszłością, jest NICZYM wobec człowieka wiecznej teraźniejszości…

23 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Politpoprawni socjallevacy uparli się (oczywiście ci mniej radykalni – czyli mniejszość tej czeredy), by szanować wiarę tej mniej postępowej mniejszości i uznawać to, w co wierzą.

       No tu muszę zaznaczyć, że tak odgórnie, niczym rodzice upośledzonym dzieciom, dozwalają masom wierzyć w Boga.

      Jak se te masy, z jakiego regionu, tego Boga nazywają.

      Ogólnie uznają, że Bóg ma wiele imion i nieważne kto, skąd, jak, ale jak uznaje istnienie Boga jedynego, to z całą resztą powinni się miłować, bo to i tak z ich odgórnego postrzegania głupie, ciemnogrodzkie i staromodne takie…

      Naiwne to i proste, a najprostszym tego przykładem są muzułmanie.

      Teoretycznie wierzą w tego samego Boga, co my – chrześcijanie.

      Otóż nie! To co oni nazywają Bogiem (jakiś tam allah) jest przypiął-wypiął największym zwycięstwem szatana w dziejach!

      "Religia" , której status quo stanowi niszczenie wszystkiego innego, nie jest religią.

      To demonologia.

      Religia owszem, ma to do siebie, że prawdziwa, podparta wiarą, nie uznaje kompromisów.

      Ale jedyną prawdziwą jest chrześcijaństwo.

      Niestety dla tych, co próbują zjednać wszystkie wiary.

      TYLKO Nowy Testament dał odpowiedź na to, jak żyć w zgodzie i miłosierdziu (nie mylić z nowoczesnym, zbeszczeszczonym pojęciem miłości).

      Oczywiście idea ta idealna, została zbrukana i niecnie wykorzystana przez polityków wszelakich, od średniowiecza, do dziś.

      Co nie umniejsza jej wagi.

       Bo tylko w naukach Chrystusa występuje miłosierdzie.

      I to zapomniane już dziś słowo wymiata całą resztę.

      Laicką, levacką, czy pseudoreligijną.

22 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Kijek do smartfona stał się nieodłącznym gadżetem nastolatków i juniorów starszych. Głównie służy panienkom o osobowości narcystycznej (bo kochający ojcowie wychowali je na xiężniczki) do robienia sobie suit-fotek z góry. Jako fotograf taki trochę bardziej niż amatorski, mam wbitą w łepetynę jedną z żelaznych zasad fotografii, że zdjęcia ludziom robi się albo z równego poziomu, albo z dołu. Z góry sylwetka się deformuje i większość kompozycji zajmuje łeb rozmiarów końskich i drobne szczudełka pod nim. 

        A tu nie! Te wszystkie, pływające w samozachwycie, internetowe modelki, uparły się, żeby robić sobie owe focie z jak najwyższego poziomu, a że rączki już nie wystarczają, to wynaleziono owe kijki (dalej to jeszcze są drony, no i mozna wykupić sesję z satelity – ale to już poważny wydatek i procedury).

        Więc internet zalały przedlustrzane, solowe sesje, samozachwyconych, wiejskich piękności, z wyciągniętymi ku niebu ramionami (i zazwyczaj nieludzkim burdelem w tle).

        Druga kwestia to koncerty. Rozumiem: zrobić parę fotek na pamiątkę, lub nawet nagrać krótki filmik - jak sie bawiliście. Ale nie! Posiadacze smartfonów chcą nagrywać na maxa wszystko! Najlepiej oczywiście z kijka i cały koncert (to w sumie po cholerę na niego przychodzić?!). A im koncert zawiera bardziej komercyjną gwiazdę, tym tych smartfonów więcej – taką prawidłowość zauważyłem. 

        Więc wczorajszego wieczoru zaliczyłem występ niejakiego Bednarka. Znany głównie przez to, że się dziarsko przedzierał przez różne konkursy TV i to widać wystarczy. Z drugiej strony zespół, który występował przed nim, zapowiedziano jako już robiący karierę, przez występy w jakimś śniadaniu na śniadanie, czy tak pięciosekundową wycinkę klipu w Teleexpresie.

         No normalnie wow!

         Jakby już sama muza przestała sie liczyć i przebijać, a istotne stały sie tylko pojawienia w TV (znaczy młodzież to jednak ogląda! A myslałem, że TV to skansen dla starszych ludzi?).

         Tu od razu zaznaczę, że muzyka reggae nie jest moja ulubioną. Po prostu mnie nudzi. Zasypiam góra po trzecim kawałku – cokolwiek by nie grało. Tym bardziej, jak dojdzie do tego nieodłączne zioło – ale wtedy chociaż możliwym staje się odbiór tej muzy. Niestety wczoraj nikt nie był wyposażony w palenie i w takiej suchej atmosferze dotrwałem do końca koncertu, nieźle się wynudziwszy.

         Nie to, żebym tego nie szanował! Kwestia gustu (akurat ja mam inny). I zawsze to lepsze niż disco polo szajs, teknołupanka, lub rapsobełkot sebixów. Cokolwiek reggae kwalifikuje się pod rocka.

         Więc z poszanowaniem gustów wielbicieli tego gatunku (i celebrytów z TV) dotrwałem spokojnie do końca.

         I tak wolę ska , bo było pierwsze, jest 3 razy szybsze i pozbawione tych pseudopolitycznych i pseudoreligijnych pierdół (naleciałość lat 70ch).

        A tych ze smartfonami, nie uczestniczących w pełni w koncercie i tak zawsze ktoś zrobi w jajo i zamieści cały występ :) 

        Więc po co to robicie dzieciaki, ja się pytam?!

 

20 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Ledwo co skończyły się Mistrzostwa Świata w piłce kopanej, w której to Polacy dali ciała wyjątkowo nawet jak na swoją "klasę" i po których to wznoszoną pod niebiosa reprezentację wręcz rozorano medialne.

     W zamian wskazano jako sport zastępczy lekkoatletykę, w której to ostatnimi laty Polacy autentycznie przodują i wręcz wymiatają (i to bez wspomagaczy – jak ruscy!).

     Naturalnie poszły za tym pytania typu: "Czemu cały kraj kibicuje tym gamoniom, a nie zauważa prawdziwych bohaterów spod znaku królowej sportu?!".

     No więc tak: ta królowa jest równie sztuczna co mit olimpiady. Pizdylion dyscyplin, w których jest duża szansa, że akurat nasi gdzieś tam medal zdobędą. No i akurat wręcz te medale wciągają tonami! I chwała im za to!

     I tyle.

     Czasy są takie, że to nie na hasło: olimpiada ; a na hasło: mundial! Ludzie rzucają się przed ekrany miliardami, jak świat długi i szeroki.

     A powód jest prosty jak konstrukcja młotu do rzucania w dal (też złoto dla Polski).

    Futbol jest atawistyczny w swej prostocie i przez to odpowiadający ludzkiej psychice, zaryzykowałbym twierdzenie, że wręcz jest mitologiczny!

    Więc mamy całą masę drużyn (narodowych – to bardzo istotne, co jest sprzeczne z nowymi zasadami nowego świata – boć to szowinizm!), które ruszają w heroiczny bój o szczyt. Nie żadne podium, drugie miejsce… Liczy się numer jeden! Cała reszta to polegli. Bohaterowie, ale polegli.

    Mamy drużyny herosów walczących tylko o jedno… Bo miejsce jest tylko jedno!

    Ci co odpadają na finiszu, to bohaterowie… ale to wciąż polegli bohaterowie.

     Dlatego świat milknie na czas mundialu, bo każdy kraj wystawia swoją drużynę, która ma zadanie dotrzeć na szczyt.

    Zaczyna się wyścig, zastępstwo wojen, coś tak energetycznego, że niech reszta sportu się schowa!

     A że tych odpadniętych dosięga nienawiść kibiców?

    Czasem się zdarzy taki kraj jak Islandia, dla którego samo uczestnictwo było zwycięstwem. Chorwacja doczołgała się do drugiego miejsca i zasiadła w panteonie miejscowych zwycięzców.

    Polska, Niemcy, Brazylia?

    Tu nie ma miękkiej gry. Tu się liczą zwycięzcy (góra trzech).

   I wszystko w temacie.

   Żaden rzut czymkolwiek, skok gdzieś, czy bieg ku tam, tego nie zastąpi!

   Piłka jest erzackiem wojny dla namaszczonych w "demokracji" narodów i dziękujmy za te emocje!

   Bo inaczej by się pozabijali (kibice/naród/tu se wpiszcie cokolwiek)….

  

18 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      No czasem coś mnie tak pierdolnie i się poznęcam nad sobą, oglądając takie oto dziwne przypadki: 

      więc coś na kształt trenera personalnego/mówcy motywacyjnego/czy inny chuj, nerwowo nazbyt dreptającego po jakiejś tropikalnej posiadłości, tłumaczy jak to ci biedni i bez sukcesu robią coś nie tak… i przez to są biedni i w ciemniej dupie!

      Normalnie tacy aroganci i ignoranci są do zlania co najmniej (w przenośni i dosłownie), ale mamy czasy jakie mamy – czyli permanentny wyścig szczurów, prawo pięści, bezwzględności i inne barbarzyńskie metody wdrapywania się na innych, więc zareagować trzeba. Tym bardziej, że takie motywacyjne oszołomy ostatnimi czasy wręcz szaleją i robią biednym ludkom niepotrzebną papkę z mózgów (im mniej tego mózgu, tym więcej pianki z niego powstaje – taka zasada). Niektórzy w to niestety wierzą, jak w reklamy i suplementy diety, a wręcz zbyt wielu bierze sobie takie postępowanie do serca… i leci tak przez życie ku nieuchronnej śmierci i piekłu!

      Te motywacyjne bzdety wyjątkowo łatwo trafiają własnie do korposzczurów i zakomplexionych straceńców, którym ci wyjcy sukcesu wszczepiają swą wizję świata i to potem idzie dalej…

      Zaraz! Kto tak działa według Xięgi i kogo to metody postępowania znamy od wczesnego średniowiecza co najmniej?

      No.

      Wiele on ma imion, inteligencję idealną, zna nasze słabości, daje fałszywe wskazówki co do żywota i wie jak kusić…

      On wie i potrafi tą wiedzę wykorzystać.

       Jego imię to S…

       Sukces. Teraz nazywa się Sukces. On ma wiele imion, a to jest idealnie dostosowane do dzisiejszych potrzeb…

 

22 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 2

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.92.190.11

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code