Wszystkie przewroty w dziejach naszej najnowszej cywilizacji, biorą się z przyparcia ludu zwykłego (i masowego) do muru. No, że później za rozwój tych rewolucji biorą się jakieś czuby – to już jest też normą. Ogólnie – historia uczy. Tyle że nie każdy dziś chce patrzeć wstecz…

         Więc rewoltę we Francji pod koniec XVIII wieku urządzili zwykli, głodujący ludkowie, pogardzani przez nieliczną arystokrację. Szybko ster tej zadymy przejęli Jakobini, którzy wpierw wycięli owych szlachetnie (?) urodzonych, potem ten lud, a na końcu sami zaczęli się wyrzynać. No a potem przyszedł Napoleon, pozamiatał ten burdel i zaczęła się burżuazja.

         I wojna światowa miała być kolejnym, typowym dla Europy, konfliktem o wpływy. No ale liczne armie miały już karabiny maszynowe i artylerię i gnomów z poprzedniej epoki w stopniach generalskich, którzy nie zauważyli, że coś się zmieniło w uzbrojeniu.

        Skończyło się rzezią milionów, upadkiem mocarstw i buntem rosyjskich chłoporobotników (marxistowski neologizm – jak dziś osoba niebinarna), którzy głodowali i już nie mieli więcej do stracenia.

        Inicjatywę znowu przejęła mała grupka fanatyków pod czerwonym sztandarem, która przez 70 lat trwania tego systemu wspięła się na pierwsze miejsce pod względem ludobójstwa (komunizm razem – około 100 milionów ofiar!).

        A teraz?

        Teraz po pierwszym szoku spowodowanym nieznanym wirusem (jakieś 3 miesiące) lud manipulowany, gnojony i zniewolony (maseczkami chociażby) zaczyna się ostro wkurwiać!

        Wszędzie!

        Bo to nie tylko nasz problem, a globalne wariactwo.

        Dla odmiany teraz ktoś sobie gdzieś tam wymyślił, że urządzi świat na nowo za pomocą jakiegoś mikroba. Plan rozrysowany od dawna, nowy porządek świata już na horyzoncie…

        No ale znowu ci ludzie!

        Duch nie zginął w narodzie, duch się czai, duch w końcu rozpali ten wściekły tłum.

        Tylko kto teraz przejmie stery i jaką masakrą się to skończy?

158 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Rok 2020 był wyjątkowy. Co od razu zaznaczę – ten bedzie co najmniej gorszy niestety. Dopiero teraz zaczną się żniwa po covidzie! O ile plandemia się skończy, bo prognozy (rządowe – różnych państw) zakładają, że koniec tego kwarantowannego cyrku nastapi coś tak w marcu, maju, lub nawet we wrześniu. Nawet jak wszystkich na szybko zaszczepią – niezbadaną szczepionką, przeciw niezbadanej chorobie! A to wszystko w ciągu niecałego rocku. No ładnie nam medycyna przyśpieszyła…

          A potem zacznie się reset. Wielki reset.

          Te chwilowe problemy gospdarcze, których o dziwo Polska nie za bardzo odczuwa, dopiero się rozpoczną. Od wielkiego bum! A od potężnego, ekonomicznego bum, zaczyna się zazwyczaj bum społeczne.

          Bum się zrobi na giełdzie. Tej w Nowym Jorku. Od ładnych paru lat trwa ogromna spekulacja, gdzie akcje nierentownych firm z doliny krzemowej drożeją na potęgę! A taki stan nie może trwać bez końca – ludzie przekonali się o tym w pewien czwartek 1929 roku. Podobnie było w 2008 roku, ale wtedy państwo (USA) sypnęło szmalem i sytuacja się ustatkowała. Po czym zaczęła się jeszcze większa spekulacja!!! No teraz nie sypnie i w końcu wszystko runie.

         A na co to runie?

         Na ludzi zero. Nie znających swojej tożsamości, rzeczywistości (namiętnie negowanej!), historii, nie mających wiary, poglądów, a nawet płci (patrz – negacja rzeczywistości). Grunt pod tą katastrofę jest przygotowywany (na zachodzie) już od 1969 roku, do nas dopiero to z całą (dobrze opłacaną!) mocą dociera, pod postacią agresywnej ideologii gender (z bojówkami LGBTQwerty, czy tam innej antify), tudzież jeszcze bardziej agresywnymi Julkami z zygzakami, którym do pełni szczęścia i wolności brakuje tylko wymarzonej aborcji. Zepchniętymi na margines białymi mężczyznami nikt się nie przejmuje – zostali odgórnie skazani na wyginięcie. A jak taki biały facet jest w dodatku chrześcijaninem, to najlepiej by było go odstrzelić na miejscu! Całkiem możliwe, że pod pozorem niezaszczepienia, takie zbuntowane jednostki zostaną co najmniej odizolowane. W USA już na ich miejsce są szykowani czarni z BLM i feminy z Me Too.

        By grunt pod fundament nowego systemu "sprawiedliwości" społecznej był całkowicie płaski.

        Co będzie potem? No ja przeżyłem już dwa przełomy: niespodziewany (acz obecnie już dobrze wyjaśniony) upadek komuny pod koniec lat 80 (złośliwi twierdzą, że komuna padła – ale na 4 łapy), Tudzież koniec wesołych czasów lat 90 pewnego dnia września 2001 roku. Ten przełom będzie jednak odmienny, bo bezlitosny jak rewolucja bolszewicka w 1917 roku. Podobnie jak wtedy będzie klasa wywyższona, ale nie jak wtedy – chlopi i robotnicy, ale dla odmiany jakieś sexualne dziwadła i wściekłe, pozbawione rozumu Julki, mocno szczekające w stadzie – bezbronne indywidualnie. Oczywiście im ciemniejsza cera, tym większe profity (co ciekawe żółci i indianie już nie są tak lubiani przez ten nowy system?). Biały, heterosexualny samiec będzie tylko pionkiem do flekowania. Już tak zresztą jest od paru lat w Hiszpanii, gdzie kobieta może faceta wywalić z domu (wprost do paki) jednym, nieudowodnionym oskarżeniem (!!!), a pozostawione na przykład na czas urlopu mieszkanie, zasiedlone przez kogokolwiek, zaczyna należeć do zasiedleńca!!!

       To brzmi nierealnie, ale to się naprawdę dzieje i na naszych oczach upadł żelazny fundament poprzedniego świata, czyli prawo rzymskie!

       A to dopiero wstęp. Paranoja i ucisk, które nas czekają, dotychczas oglądaliśmy tylko w mrocznych filmach SF.

       To wszystko według planu skromnej, niewiarygodnie starej grupy ludzi (samych mężczyzn), wspieranej przez nową magnaterię korporacyjną.

       Jak to już 30 lat temu przewidział Lech Jęczmyk w "Nowym Średniowieczu", ze starcia socjalizmu z kapitalizmem zwycięsko wyjdzie feudalizm.

       Po krwawych przetasowaniach społecznych, pozostała przy życiu reszta, zapisze się na wiecznym długu i orce u posiadającego wszystko 1% społeczeństwa. Już obecnie ten 1% posiada dwa razy więcej niż pozostałe 7 miliardów!

       Ale im ciągle mało, więc będą ciągnęli swoje poronione pomysły nawet za cenę upadku cywilizacji!

       W 1914 roku, trzech równie oderwanych od rzeczywistości cesarzy, próbowało też tak pod siebie poustawiać świat. Po 4 latach nie było już ich i ich świata.

      Tylko w tym nadzieja, ale znowu cytując Lecha Jęczmyka: nie obędzie się bez znacznych ubytków w biomasie ludzkiej…

      

117 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

            No nie odwrotnie. Dobrze przeczytaliście. Stare powiedzenie utwierdza nas w czymś przeciwnym, a bezgraniczna i bezrozumna wiara w naukę jeszcze to pogłębia.

            Ale tak nie jest.

            Po pierwsze nauka wyjaśnia zaledwie ułamek rzeczywistości, a wraz z tym wyjaśnianiem ciągle oddala się horyzont poznania – więc z zasady nauka jest ułomna.

            Po drugie – ktoś tam kiedyś założył, że wykorzystujemy tylko 10% mózgu, a reszta się marnuje. To poszło w świat i się utrzymuje.

            Tyle że to bzdura, a stwierdzenie jest dość debilne. Mianowicie mamy ciało, dość skomplikowane (setki kości, mięśni, ścięgien i narządów), które wymaga komputera go napędzającego (nawet w czasie snu!) i idzie na to tyle terabajtów danych, że z mocy obliczeniowej naszego skromnego mózgu pozostaje nam jedynie te skromne 10%.

            No na zdrowy ludzki rozum, takim ułamkiem nie da się funkcjonować inteligentnie i mądrze.

            Więc skąd nasza jaźń i idee?

            Ano z duszy – czy to się komuś podoba, czy nie.

            My – to dusza.

            Medycy tak po cichu wam powiedzą, że samą korą nie da się tak myśleć (znaczy niektórzy używają chyba tylko tej kory). No medycyna ma z tym ewidentnie nierozwiązywalny, neurologiczny problem od lat.

            A kwestia jet prosta. Tyle, że dla ludzi wierzących. No tu mały wtręt: ludzie obecnie wierzą w horoskopy, wróżby, gusła, itp. , itd. , a za jasną cholerę nie chcą przyswoić sobie podstawowej wiary w Boga, duchy (czyste, czy nieczyste) i cały świat niematerialny – rzeczywisty i realny (tak po mojemu)!

           A te 10% mózgu to jedynie takie złącze USB/klawiatura/Wi-fi/cokolwiek podobnego, co pozwala komunikować się adminowi (czyli nam) z tą biomaszyną (napędzaną elektrycznie!) zwaną dalej ciałem.

           Proste?

           No chyba nie dla wszystkich, zagubionych w tym Nowym Świecie, gdzie nauka zastąpiła Boga.

           Tyle, że Bóg jest idealny, a nauka ułomna.

120 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

           Coś, co mi gwarantuje dystans do dokumentnie wszystkiego, to moja wiara, przydatna właśnie w tym porąbanym okresie, którego końca nie widać, więcej – zapowiada się, że najgorsze (społecznie i ekonomicznie) dopiero przed nami.

           Od razu uspokajam – nie zasunę wam jakiegoś kaznodziejskiego moralizatorstwa, albowiem moja wiara jest zdziebko inna.

           Trochę taka matrixowa, ale moja własna i starsza niż ten film (skąd inąd, po analizie logicznej – niezły gniot).

           Mianowicie, po prostu i zwyczajnie, uznaję za pewne tylko dwa byty:

           Mój własny (bo tego jestem pewien w 100%).

           No i Boga (w Tego tylko wierzę – ale też na 100%).

           No teraz uwierzcie mi, lub nie, ale całą resztę tego – niby realnego – świata odbieram w najgorszym przypadku jako tylko projekcję, która gdyby nagle znikła, to nie stanowiłoby to problemu, bo pozostałbym ja i Bóg.

           A to w zupełności wystarczy do szczęścia.

           Wiem, że to schizofrenicznie z lekka brzmi, ale inna droga to nieszczęście, ból i rozpacz.

           I broń Boże nie należy mylić takiego podejścia z egoizmem! Tudzież z socjopatyczną chęcią wykończenia tej zewnętrznej projekcji!

           Bo nie ma całkowitej pewności, że to co na zewnątrz (siebie) nie jest czasem też realne? I że tego nie skrzywdzimy?

           Więc całkiem dla mnie naturalnym stanem bycia, jest całkowite odklejenie się od tego co zewnętrzne i skupienie na owych dwóch bytach, których istnienia jestem pewien.

           To cholernie ułatwia zaliczenie testu zwanego dalej życiem!

           Po co się spinać?

           Co nie znaczy, że czasem nie dostaję ataków szalonej cholery, bo nader często projekcja, której ulegam, ma na mnie wpływ destrukcyjny.

           Tak jest realna.

           Ale szybko się uspokajam, ze świadomością krótkotrwałości tego testu, który za życie trzeba zaliczyć.

           Spokojem Ducha.

           Proste?

           To czemu też tego nie czynicie?

           Odpowiada wam ta egzystencjalna spina?

79 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Jakbyście nie zauważyli, coś się nam odmieniło ostatnio. Pomijając zjebany dokumentnie rok. Tu mały wtręt: nawet za komuny (tej schyłkowej oczywiście – bo tyle pamiętam) nie było takiej jazdy jak w tym zapisanym już chyba nieodmiennie w historii roku 2020! No nie jestem fanem PRLu, ale dzięki przebywaniu w nim mam skalę porównawczą: tam nakaz chodzenia w jakichś szmatach na ryju, pod pozorem lepszej grypy, równałby się natychmiastowo kompletnym rozniesieniem systemu. Oddolnie i masowo. Na widłach, czy czymkolwiek.

       A tu cyk i wszyscy pokornie przemykają z domu do roboty, trochę po zakupy i kryją się w domach, jak w norach i to wszystko z pieluchami na twarzach.

       I to wszystko w podobno wolnym (?!) świecie.

       Co tu poszło nie tak?!!!

       Co ludziom tak zniszczyło poczucie wolności?!!!!!

       No po trochu media (TV), ale to ci starzy, ale co młodym tak ryje beret?!

       Internet?


       Ja internet zawsze chwaliłem, jako taki hyde park, no ale się okazało, że to wiara subiektywna. Bo obiektywnie, jak TV odbierają głąby i dają się nią sterować, to niestety z tym nowym medium, w którym można już namacalnie odnaleźć cokolwiek – łącznie z prawdą, no to nie każdemu się chce.

       I tak narodziły się Julki.

      To takie nowe pokolenie szumocipek kompletnie pozbawionych fundamentu,

      Jakiegokolwiek.

      Uwidoczniło się to w czasie protestów pod znakiem jakiegoś zygzaka/pieruna (poprzednio KOD i LGBT), na skutek którego jakby mocniej zaczęły one piać. Te kurki bezjajeczne i bez koguta. Zauważyłem ich zwyżkę pewności od razu w tymże internecie: cisną i nie odpuszczają! Poczuły moc cholery!

      One chcą!

      Wszystkiego!

      Już, bezdyskusyjnie, bo ich racja jest najracniejsza!

      No nie jest…

      To niedoczytane, niedojebane, niedomyślone gimbofeministki, którym pozwolono krzyczeć.

      Świat popadł w chaos i anarchię, nasz kraj nie jest w tym wyjątkiem.

      W USA czarni krzyczą na białych, a tu jakieś niedojrzałe gówniary, o IQ na poziomie kostki brukowej usiłują nam narzucić… same nie wiedzą co?!

      Są na to za tępe.

      Ale za to jak asertywne!

      

    

178 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Półtora tysiaca lat temu, w 406 roku, podobno w noc sylwestrową, po wyjątkowo zamarźniętym Renie, który był naturalną granicą Cesarstwa Rzymskiego, przeprawiły sie tabuny róznych plemion barbarzyńskich (głównie germańskich). To był początek nieuchronnego już upadku Imperium Romanum, albowiem stało się to imperium, w tym momencie, początkiem Europy narodów. W 410 roku Wizygoci pod dowóctwem Alaryka, splądrowali Rzym, co było naturalną koleją rzeczy, ale dla mieszkańców ówczesnego świata było to szokiem niewyobrażalnym! Nikomu nie mieściło się w głowie, że tak potężna stolica, tak potężnego imperium, z tak ogromnymi murami, może ulec barbarzyńcom!

       No nie uległa… Znudzeni, wkurzeni zgnilizną i niemocą imperium, mieszkańcy sami otworzyli bramy barbarzyńcom… Cesarstwo już od lat toczył rozkład ekonomiczny, moralny i militarny. Społeczeństwo albo popadło w hedonizm, albo w fanatyzm religijny, normalnych pozostało niewielu. Władcy skupiali się tylko na utrzymaniu władzy, bo co parę lat ich mordowano i zastępowano nowymi. Reformy były wykluczone, bo nie miały szansy na wprowadzenie. Odwrót był niemożliwy i 66 lat później cesarstwo przestało istnieć formalnie i zaczęło się tysiącletnie średniowiecze.

         Nie przypomina wam to czegoś?

        14 lipca 1789 roku, wkurzony lud Paryża zdobył opustoszałą Bastylię.

        Przyczyną ich wzburzenia był kryzys, nieurodzaj i widmo głodu. Co na to bogaci arystokraci i para królewska? Ano plebs ich nie obchodził, a Maria Antonina na sygnał, że nie ma chleba, odparła by lud głodny jadł ciasteczka…

        Jakiś czas później cała ta czereda z rodowodami potraciła głowy, a obsługiwana przez fanatycznych, postępowych morderców gilotyna, zaczęła ciąć z takim impetem, że z braku wysokourodzonych, Jakobini ścinali się nawzajem – jak to w rewolucji. Przy okazji tak nienawidzili chrześcijaństwa, że zorganizowali regularne ludobójstwo w Wandei. Lud zbuntowany odszedł na dalszy plan.

        No ale wcześniej odbył się marsz kobiet na Wersal!

        Czy naprawdę wam to czegoś nie przypomina?!

        Przed I wojną światową Rosja była najbogatszym (tak!) państwem świata, sęk w tym, że podobnie jak we Francji przedrewolucyjnej, obywatelami z pełnią władzy, pieniędzy i samozadowolenia była tamtejsza arystokracja. Car był miękką cipą, wszystkim sterował słynny Rasputin. Chłopi i robotnicy byli tylko podludźmi do orki i walki. Wojna to zmieniła. Rosjanom nie szło za dobrze, pogłębiał się kryzys, znowu nadchodził głód… Bolszewików jeszcze nie było.

       Pierwsi zbuntowali się marynarze z Kronsztadu. Chodziło tylko o gnębienie ich przez arystokratycznych oficerów – więc ich zlikwidowano (fizycznie) i rozpoczęła się, ot tak, oddolnie, rewolucja. Tworzono nowy rząd, Rosja zmierzała ku demokracji… i w tym momencie Niemcy wysłali tam Lenina, władzę przejęli bolszewicy, rozpoczęła się wojna domowa, terror i głód, które to pochłonęły tak z 20 milionów luda. Potem był Stalin, II światowa i tak jeszcze dodatkowe 50 milionów minus. No i totalitaryzm.   

       O likwidacji chrześcijaństwa chyba nie muszę wspominać?

       Lud prosty znowu był w ciemnej dupie.

       Macie jakieś skojarzenia?

       Bo ja tak.

       Mamy hiperbogaczy, jak Jeff Bezos, który zaraz dociągnie do biliona dolców (!), mamy hiperbiedotę, która dla niego zatyrowuje się na śmierć, mamy swoich Kulczyków, Krauzów, Gudzowatych, itp.

       I mamy lud który buzuje.

       Ale teraz, dla odmiany, to bolszewicy feminonazistki/LGBTowcy/namiętni miłośnicy czarnych (to w USA) są na czele.

       Lud zbuntowany tylko do nich dołącza. Bezmyślnie na ogół, bo kierują nim tylko uczucia. Ze szczególnym uwzględnieniem wkurwienia.

       Zamiast wojny jest jakiś COVID. Kryzys też jest. Wszystkie składowe prowadzą nieuchronnie do kolejnego przewrotu.

       Tylko że w tych medialnych czasach, tak na odwrót, od razu zaczyna się od terroru i niszczenia wiary…

       Tej prawdziwej wiary…  

       W imię kolejnej paranoi…

       Powodzenia "buntownicy"!

       Właśnie zostaliście wrobieni!

518 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Kontynuując poprzedni wątek, bo teraz już codziennie coś tam przemyka obok mego domu, pod hasłami typu ***** *** , czarnymi parasolkami i symbolami połowy SS. Oczywiscie nie jest to ruch oddolny, ale takim się stał. No to trochę historii:

        Po upadku komuny stałem się wyznawcą ideologii głoszonej przez UPR i jej prezesa JKM. Tak! Byłem kucem, kiedy to jeszcze bylo modne! Niestety w miarę upływu czasu dotarło do mnie, że pan Kurwin to połączenie kompletnego oszołoma, cwaniaka i coraz bardziej wierzę, że rosyjskiego sługusa, który rozbił powstającą prawicę i skanalizował ludzi o poglądach takich jak moje – czyli niepasujących do oficjalnych i mainstreamowych.

        Sporo lat później uwierzyłem znowu Kukizowi. No ten się wypalił i sprzedał bardzo szybko – ale chociaż całkiem jawnie.

        Nie, pisiorem nie jestem, ale po kompletnie zdegenerowanym PO, swoimi hasłami rozmontowania systemu, partia Jarosława dawała chociaż nadzieje na jakieś zmiany. Oczywiście na nadziejach się skończyło.

        Druga sprawa, że w miarę upływania władzy, opozycja okazywała się kompletnymi debilami, a kaczopartia jedynie zwykłymi głupkami. No chociażby styl walki opozycji, który ciągnie się do dziś i właśnie przejechał pod moimi oknami. Pierwsze jej bojówki wyszły pod nazwą KOD i hasłem obrony czegoś tam w konstytucji. Potem ci sami ludzie objechali kraj, pod pozorem popierania perversji o skrócie LGBT. I o ile hasło z konstytucją i sądami spowodowało jakieś tam akcje w drobnych miastach takich jak moje, to LGBT naturalnie powodowało co najwyżej obojętność, a najczęściej wkurwienie spokojnych mieszkańców.

        No ale do trzech razy sztuka, i z obecną akcją banda levackich (dobrze opłacanych) bojówkarzy wkleiła się w samo sedno! Jako że Jarosław odleciał już totalnie (jego wierni słudzy co naturalne także), pisiorki dokonały prawdziwego cudu i swoją niekompetencją, zakazami, oraz chamstwem (nieprzestrzeganie zasad narzuconych ludziom w czas plandemii) wkurwiły już praktycznie cały naród, to naród całkiem naturalnie do tej akcji (teraz pod hasłem skrobanek) się podłączył. Slogan oficjalny kolejnej zadymy zbrojnego ramienia bezmózgiej opozycji, jest oczywiście bez znaczenia.

         Prezes Jarosław już nieodwracalnie popadł w syndrom Wałęsy i z pełnym przekonaniem, że ma na coś wpływ, szacunek i całkowitą rację, leci na dno niczym Titanic!

         I dobrze!

         W pełni zasłużenie, partia która mogła zmienić kraj, zaraz zajmie miejsce na ławce ze swoimi poprzednikami.

         Tylko że nie widać nikogo, kto by mógł ich zastąpić!

         Się okazuje, że partia debili i partia kretynów (wraz z odpowiednimi mediami ich popierającymi), to na chwilę obecną najwyższy poziom polskiej polityki…

         Smutne, tragiczne, żałosne, ale niestety prawdziwe…

         No ale powodem takiego stanu rzeczy jest skład naszego parlamentu: to, podobnie jak Jarosław Polski nie zbaw, ludzie oderwani od rzeczywistości i społeczeństwa, życiowi nieudacznicy, akademiccy, czy pedagogiczni teoretycy, skorumpowani cwaniacy i zwykłe czuby…

          Jakby miejsce, gdzie decyduje się o naszym życiu, miało blokadę na ludzi to życie znających?!

 

253 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Przez kraj cały, pod hasłem aborcji (za każdym razem, gdy ten temat wychodzi politycznie, mam odruch wymiotny, jak podczas wymazu coronavirusowego, który wczoraj akurat przeszedłem*) wyległy na ulice jakieś rozwrzeszczane wiedźmy, których jedynym celem tak naprawdę jest obalenie dyktatoKaczora + likwidacja kościołów, które namiętnie bezczeszczą przy okazji takich parad.

         Przechodzili obok mojego domu, więc z bliska przyjrzałem się tej w większości młodocianej grupie, której to członkowie autentycznie cierpią z powodu uwięzienia w domach i każda okazja do tłumnego wyjścia jest dla nich świętem.  

         Gimbusy muszą się gdzieś wyszaleć – takie są prawa młodości!

         A że wpadli od razu w macki skrajnej levicy: tej samej, która wcześniej pod hasłem "KOD" "broniła" konstytucji, potem "LGBT" – perversów, no a teraz pod znakiem pioruna "uświadamia" temu patrialchanemu światu, że to piekło kobiet? Im to wisi! Impreza w czas pandemii (?) to rzecz bezcenna!

        Tu od razu muszę zaznaczyć, czemu nie ma nawet 1% szans na to, bym chociażby trochę zboczył na tą levą stronę:

        Nie dlatego, że Wierzę, nie dlatego że czuję, żadnych innych kombinacji.

        Bo ja zwyczajnie myślę.

        Lepiej, lub gorzej, ale tak w miarę logicznie. Wiążę fakty, obserwuję i wyciągam wnioski. Obiektywnie i bez uczuć. Dla mnie to proste i naturalne, świetnie się sprawdza w życiu i je tłumaczy.

        No ale grupa, która wczoraj minęła wrzeszcząc i klnąc mój dom, to kwintesencja bezmyślności i braku logiki:

        To levaczki.

        Kobiety to w ogóle fenomen i jak ktoś to fajnie określił, jest to takie stadium rozwoju pomiedzy dzieckiem, a mężczyzną. Otóż w miarę ewolucji zyskały one (kobiety znaczy) niesamowitą zdolność totalnej manipulacji (mężczyznami) przy minimalnej wydajności ich płyty głównej (mózgu?). Oczywiście głównym czynnikiem dawania się przez nie ogłupiać jest niepohamowany, naturalny pęd facetów ku ich narządom rodnym. Wtedy umysł faceta przestaje działać, a skromna jednostka obliczeniowa kobiety grzeje się na najwyższych obrotach!

         I faceci wtedy łykną wszystko, a kobiety wyuczone przez pokolenia, wszystko obrócą na swoją korzyść.

        I pozbędą się jakiejkolwiek odpowiedzialności za cokolwiek – co opanowały już do całkowitej perfekcji!

        Zauważcie, że one są zawsze niewinne! ZAWSZE! Każdy zły uczynek, każde przewinienie, spowodowaną przez siebie katastrofę, czy inny dramat, one wytłumaczą czynnikami zewnętrznymi, a najlepiej zwalą na faceta (czy to mąż, czy to syn). Bo świat cały, na czele z samcami gatunku Homo Sapiens, zmówił się, by im zgotowac piekło!

        Kobiety są fałszywe, bo zawsze kreują swój wizerunek, który nie jest zgodny z rzeczywistością, ale bronią go zaciekle. Udają niezainteresowanie sexem, ale potrzebują go niejednokrotnie bardziej od facetów. Udają odpowiedzialne i dojrzałe, ale ich odpowiedzialność jest bliska zeru.

        Udają jeszcze wiele, ale gdy już połączyć te dwie cechy, to wychodzi właśnie obraz typowej levackiej proaborcjonistki, do której zwyczajnie nie dociera, że ru…chać trzeba się z głową i zabezpieczeniem (w XXI wieku od dostępnych zabezpieczeń głowa może pęknąć!), a usuwanie płodu, bo ten może mieć na przykład zespół downa (rzadsze niż Covid 19), to prosta droga do eugeniki, gdzie stopniowo będzie się wyskrobywać nienarodzonych, bo za mali, za brzydcy, cokolwiek! Są kraje jak Islandia i Belgia, gdzie dzieci z zespołem downa nie rodzą się od paru lat…

        Sumienia nie swędzą?

 

 

         *Oczywiście nic nie znalieziono…

160 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     W świecie normalnym, zwyczajnym, tolerancyjnym, ludzie są różni, różnie myślą i się zachowują, a inni im podobni to zwyczajnie szanują.

     Bo taki jest człowiek.

     Jestesmy różni, wyjątkowi, niepowtarzalni.

     I to jest fajne.

     Lecz jest grupa ludzi (tak jakieś 200 lat temu zawiązana), której ta różnorodność przeszkadza.

    Uaktywnili się dobitnie (bo dobijali niepokornych) w 1917 roku, od kiedy to innomyślących zaczęto milionami posyłać w piach.

    Bo trza wyrównać!

    No mimo wszystko to wyrównywanie nie wyszło, więc zaczęli tak jakoś inaczej, bardziej pokojowo, tak z góry nas pouczać dla odmiany:

    Ano żebyśmy nie byli za bardzo wszyscy biali i czarni, a tacy ciapaci ogólnie, a to żebyśmy tą płcią swoją wrodzoną tak nie epatowali i tacy bezpłciowi się stali, no i w kwestii wiary żadnych tam kwestii typu – Bóg, nauka jeno i to tylko ta pra levilna!

   A jak doszedł ten nieszczęsny Covid 19?

   No to oni sobie założyli, że my tak stadnie (znaczy cała ludzkość!) założą maseczki, zamkną się w domach i ten vir po prostu zaniknie, bo nie będzie się miał gdzie rozprzestrzeniać. Po prostu przeczekać globalnie i kolejna utopia się spełni.

   Otóż się nie spełni panowie i panie levoskrętni!

   Większość może i się dostosuje i przerazi, ale zawsze… ZAWSZE!… znajdą się indywidualiści/jednostki roztargnione/zbuntowane/upośledzone* które tych maseczek nie założą, znajomych odwiedzą, pionę przybiją, itp, itd.

   Nie da się ludzi ujednolicić… bo oni już tak mają!

   Chociażby skały srały!

   Nawet takie zwykłe zalecenie (czy już zarządzenie?!@) by maseczki nakładać na nos. Każdy noszący okulary (ja na przykład) wie, że to oznacza natychmiastowe oślepienie przez zaparowanie.

   Więc nie zasłaniam swojego kartofla. Dodatkowo mam atut w postaci astmy oskrzelowej… no i teraz sobię zapalę ;)

   I już!

 

 

 

*Odpowiednie/nieodpowiednie wykreślić

 

227 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Jest 16 październik, właśnie nadciąga druga – spodziewana fala… No właśnie czego?

       Przed chwilą obejrzałem kwadrans wiadomości TVN. Na więcej nie miałem siły. Cios medialny był taki, że prawie się poszczałem! Wszędzie spodziewane zgony, zapchane szpitale, w całej Europie hale sportowe na szybko przerabiane na szpitale, na cały kontynent obostrzenia, czerwone strefy, rząd daje dupy (tu akurat się zgadzam), liczba zgonów rośnie w tempie zatrważającym, itp, itd…

       Ale dlaczemu?!

       Bo – może z innej strony – świat postępowy, nieśmiertelny (bo smierć postępowców przeraża) za pomocą takich właśnie, codziennych komunikatów dostał zwyczajnego pierdolca?

       Bo wypuszczony z labolatorium bardziej zmutowany wirus grypy (tego akurat jestem pewien na 100%!) trzebi nadwymiarową ludzkość w stopniu odstrzałowym: czyli starych, chorych i grubych?

       A czemu by nie?!

       Matka Natura/Ojciec Bóg* może sobie właśnie tak to sobie określili?!

       Może jest nas odrobinę za dużo?

       No ale dla postępowców/levaków/gimboateistów taki stan rzeczy jest dość mocno nie do pomyślenia, więc…

       Jedyne co potrafią…

       To siać panikę!

       Trzeba zamknąć cały świat, aż przejdzie!

       Sęk w tym, że nie przejdzie…

        Z grypą żyjemy, odkąd zaczęliśmy chodować zwierzęta.

        I w cholerę to nie przechodzi!

       Od tysięcy lat.

        A ta nowa odmiana?

        No cóż. Jest nas 7 miliardów więcej, medycyna podtrzymuje co może, czasy są bardziej jakby technologicznie inne…

        Więc czego się kurwa spodziewaliście?!!!

        Coby ten rząd światowy nie robił, wychodzi na jedno: trzeba to zwyczajnie puścić na żywioł!

        Grypy się nie zatrzyma.

        To nie dżuma, gdzie wymarła 1/3 Europy. To podrasowana grypa, która wyrżnie starych, chorych i grubych.

         I co panie zrobisz? Nic nie zrobisz!

        Tak samo jak szczepionkami nie wykończyło się ciągle mutującej grypy, tan ten koronawirus+ jest zwyczajnie nie do zatrzymania.

        Więc pożegnajmy się zwyczajnie i po prostu z chorymi, starymi i otyłymi i zwyczajnie żyjmy!

        Tym bardziej, że niedługo święto zmarłych.

        Jest nas aktualnie na tej planecie coś koło 7 miliardów, więc nawet jak się odstrzeli z tego połowę, to świat nie ucierpi…

        A nawet zrobi się lżej.

        To nie żadna megazaraza!

        To tylko mocniejsza grypa, z mocniejszymi skutkami ubocznymi.

        A co będzie, jak zaraz wypuszczą coś na kształt dżumy, czy ospy… ?!

        Tu zwyczajna sraczka nie wystarczy…

      

        *Niepotrzebne wykreślić.

 

205 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.238.7.202

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code