Mieszkam w przelotowym, niewielkim mieście, niedaleko autostrady A1 (widzę ją z okna!) i…

      W ciągu tygodnia, może raptem dwóch, dotarły do mnie wieści o przynajmniej pięciu ofiarach śmiertelnych motoryzacji w okolicy.

      Piesi, przewrócone tiry, pijani kierowcy, etc.

      Wygląda na to, że jakby Bóg chciał nas zlikwidować, to… tylko popatrzy, jak się zabijamy przy pomocy ogólnodostępnych urządzeń.

      Jak na przykład samochody wszelakich gabarytów.

      Jesteśmy tak prości, jak maszyny, które obsługujemy.

      I równie prosto możemy się pozbyć życia, jak one żywotności. 

      Wycinamy siebie, niczym drzewa po odpuście (ustawowym).

      Jesteśmy dzicy i niebezpieczni: dla siebie samych i innych ludziów.

      Dopóki grzejemy przeż życie, jak tymi furami, dopóty jesteśmy prymitywami.

12 odsłon(a), 7 odsłon(a) dziś

         Po odespanej (trzeciej) nocce, długiej kąpieli, odpaliłem televizornię  na chwilę – akurat były jakieś wiadomości – i zobaczyłem jakąś kobitę z Podhala prowadzącą owce. Stado owiec dokładnie. Po asfaltowej ulicy. 

         Się okazało, że to pierwsza baba-baca w historii podtatrza.

         Jakby to miało jakieś znaczenie?

         Podhale to jakies podgórne zadupie, które liczbą ludności i obszarem, stanowi zaledwie jakiś promil na mapie Polski…

         No ale od kiedy pamiętam (a urodziłem się i dzieciństwo spedziłem w PRL), ten region był promowany ponad granice zdrowego rozsądku!

          Co nie zmieniło się do dzisiaj.

          Chociażby muzycznie. W czasach tak zwanego big bitu (to ta siara trwająca aż do punkowego odrodzenia pod koniec lat 70), ludność była katowana tymi podgórnymi zaśpiewami, jako to czymś folkowym…

          Jakby 99,9% reszty Polski nie istniało!

          Ten stan utrzymuje się wciąż, albowiem dla stolycy Podhale jest celem urlopowych pielgrzymek (narty kurwa, narty!!!) i miejscem zachwytu nad tym jakże odmiennym od słoikowa miejscem.

           Co mnie, człeka z północy, mieszkającego blisko ostatniej, nadmorskiej, słowiańskiej grupy ludności z własnym językiem, zwanej dalej Kaszubami, rozpieprza o podłogę wręcz!

           Ale ten postPeeReLowski stan zachwytu nad wybranymi rejonami całej Polski, nie zamierza opaść nawet na milimetr i wygląda na to, że jest odgórnie podkręcany przez właśnie owo słoikowo – znaczy warszafkę.

            No fakt, trzeba przyznać, że ci stolyczniacy zauważają jeszcze tereny bliskomorskie i mazurskie jeziora, ale głównie jako tereny do wypadów na wykręcone, krótkotrwałe, letnie imprezy.

             A te Zakopane jest dla nich jak Mekka! I ten kult, za pomocą swoich mediów, rozprzestrzeniają na całą krainę. A jako że robili to przez dziesiątki lat, to teraz trudno komukolwiek wytłumaczyć, że to tylko zwykłe wypizdowie, pełne sepleniących owcojebców, uzaleznionych od halnego.

           Podobnie jak Śląsk.

           Za komuny była to ziemia święta, albowiem tam żyli ci ciężko pracujący wunglokopcy.

           Jakby nikt poza nimi nie pracował od Odry do Bugu i heeen po Hel!

          Czasy się zmieniły, ale te paromilionowe stado kopaczy pozostało, teraz z kolei traktowane przez polityków, jako kluczowa grupa wyborcza i tak samo przez nich rozpuszczane.

          Nadludzie normalnie! Tak im z tego odjebało, że tą swoją polsko/niemiecką gwarę zaczęli uznawać za język, a siebie samych za naród!!!!!

           I ta oscypkowo/ karbonowa grupka żyje sobie na wyrost, niczym jakaś pierdolona arystokracja, a reszta Polski jest skazana sama na siebie.

           No sprawiedliwość jak chuj!

  

 

           "Opinia publiczna to dziwka!"

                                                    Napoleon Bonaparte

12 odsłon(a), 4 odsłon(a) dziś

        Jako że jest 8 marca – kobiet dzień: to takie socjalistyczne, nowoczesne, postrześcijańskie, a już tym bardziej postpogańskie "święto" (podobnie jak walęwtynki… walędrinki… no to 14 lutego!) ; to nie dość, że te nasze wyzwolone kobitki poczęły się domagać szczególnej czci i uwielbienia (w PRL okazywano je goździkami – sztuk raz i tandetnymi rajstopami, teraz zamieniono je na konkretne bukiety i bombonierki), to jeszcze doszły kwestie protestacyjne i żądania… no jak to po kobiecemu – wszystkiego właściwie.

        Powtarzam kolejny raz, że świat obecny jest antymęski, matrialchalny, a mężczyźni (głównie biali, o proweniencji heterosexualnej i chrześcijańskiej) zostali zepchnięci na kompletny margines i tamże są obrzucani gównem, bombardowani inwektywami i gnębieni za każdy, najmniejszy chociażby głos sprzeciwu!

        Jakby komuś zależało na pozbyciu się tej, kurczącej w skali świata grupy?

        Za to białe kobiety, spuszczone już od dawna ze wszelkich więzów i okowów, wręcz się prowokuje do łamania kolejnych barier… chociaż żadnych barier już nie ma (społecznych, czy ekonomicznych – one zarabiają tyle co mężczyźni wbrew pozorom)!

        I sobie hasają po tak dzikich polach i bagnach swobody, że już naprawdę ciężko ogarnąć, czego tam jeszcze szukają?

        Ano najogólniej, w tych wyuzdanych, sexualnych do bólu czasach, wykorzystuje się je do żądania jeszcze większej, utopijnej już wręcz "wolności".

         "Wolności" zeszmacenia swego ciała do ostatka (jakby nie było brzydkie, lub stare – najczęściej ku radości pozbawionych tym samym odpowiedzialności mężczyzn), "wolności" niszczenia w sobie życia – tego jeszcze bezbronnego i CAŁKIEM obcego od nich, "wolności" do wdeptywania poglądów innych ludzi głęboko w błoto. 

         Czyli czysty – tu takie wyświechtane słowo – faszyzm!

         

 

 

         " Najgroźniejsze jest zepsucie tajemne ; zepsucie, które się kryje, które udaje porządek, które przybiera kształt zasady, które kieruje się tam, dokąd na pozór nie zmierza."

                                                                            Montesquieu

24 odsłon(a), 3 odsłon(a) dziś

Mówię do kamienia

Lecz kamień się nie zmienia

Zimny, niełupliwy

Kamień prymitywny

Kamień jest bez serca

Kamienna jego nędza

Kamień tylko trwa.

Leży i przeszkadza

Bezzmiennie od stuleci

Cokolwiek nie przyleci

Jego nic nie zniszczy

Dla się jest on śliczny

On nad wyraz trwały

Omijają go przypały

Ten kamień wręcz węgielny!

Stały, niepodzielny

Niedoszły, nieruszalny

Nie mówi i nie słucha

Jest sobie tylko sam

I w sobie tylko trwa

Aż nie nadejdzie młotek

I zrobi się kłopotek

I łupnia wtedy da

Rozleci się na drobne

Co miało być do cna….

20 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

        Dyskusje, wymiana poglądów, zwłaszcza w Polsce (niestety muszę znowu to zaznaczyć), odbywają się na zasadzie zero-jedynkowej. Mianowicie tu zasadniczo jedna strona zazwyczaj chce mieć rację… ba! Ona ją ma bez względu na argumenty! Jak nie ta jedna, to druga ciśnie. Często też obydwie strony naraz "wiedzą lepiej" – wtedy jest cokolwiek ciekawie, ale i tak niepotrzebna agresja, stres i spina wykluczają sens owego, teoretycznego dialogu.

       No tak to nie dochodzi się do niczego!

       To nie dotyczy tylko – jakby ktoś sobie wyobrażał – sporów na antenach wszelakich, ale także, a i przede wszystkim, spotkań zwyczajnych, międzyludzkich.

       No jakże zbyt często natyka się bezpośrednio na typów niereformowalnych, nieprzegadalnych, którzy za swą rację są gotowi zabić, a już na pewno nie dadzą sobie jej wyrwać.

       Mają takie, a nie inne poglądy i równie trudno je naruszyć, jak bunkier z fundamentami! 

       No tu nie chodzi o wyrywanie – bo to nas stawia po stronie przeciwnej do zera – czyli jedynkowej, co też jest częste jak próchnica. Chciałby się taki człek spolegliwy dostać do bunkra – a tu ostrzał! Mentalna agresja jest tu tak ogromna, że większość zwyczajnie leży przy ziemii, czekając na wynik i nie wtrąca się w walkę (to zdaje się wersja: 01). Kwestia tej zatwardziałości też nie ma związku z opcją polityczną, bo ci z teoretycznego prava (mohery) i leva (lemingi) są tak samo porypani w bluzgowym ostrzale na sam się, co i tłum oddolny w innych kwestiach na swoim poziomie (pytanie: co ten poziom wymierza?).

        Co dla obserwatora z boku jest nad wyraz ciekawe, czasami śmieszne, ale zazwyczaj smutne.

        Bo zamiast na ludzi, trafiamy na kamienie.

        Różnie wyrzeźbione, różnie pomalowane, ale to tylko kamienie…

        I równie dobrze możemy gadać do kamienia, co on grzmieć na nas.

        A tak się społeczeństwa i cywilizacji nie tworzy.

       

   

    "Gmin nie lubi odchyleń od normy."

                                                   Witold Gombrowicz

32 odsłon(a), 5 odsłon(a) dziś

     …a nawet i psa. No nie chodzi mi oczywiście o posiadanie takowych bezpośrednio, chociaż pieski są tu normą i to często gęsto niejako bez sensu – na przykład jakieś szybkobieżne wyżły, czy inne bydlaki wciśnięte w klitki na 10 piętrze.

      Chodzi o fotografie.

      No niemożliwym jest, robiąc zdjęcia, nie mieć w pamięci właśnie takich domowych (?) zwierzątek. Tudzież dzieci. Częstokroć są to zdjęcia fajne, dobre i urocze, a także jakże cenne pamiątki. No i tyle. Tu nie ma żadnych zastrzeżeń. Gorzej, gdy na forach internetowych, dotyczących fotografii, te swoje osobiste zdjęcia wciskają, jacyś bezkrytycznie zadowoleni posiadacze kotków, piesków, czy dzieci. No to się mija z celem! Niech sobie wstawiają to na fora zwierzęce, czy dziecięce, to kij im w ucho! Wychodzę z założenia, że specjalistyczne strony są do specjalistycznych zadań, a nie do epatowania swymi "skarbami".

      I w takim to właśnie klimacie skomentowałem jedno ze zdjęć dzieci na jednej z takich stron… po czym następnego dnia stwierdziłem, że mnie z niej za to wywalono! I, z tego co pamiętam, nie używałem chyba wulgaryzmów – jedynie emotikona z wyrzygiem i dość mocnej krytyki.

     Wcześniej chyba podobny numer stał się za sprawą kolejnej, banalnej fotki kotka. Kotki i pieski zresztą, w wersji tej właśnie najbanalniejszej, pojawiają się wszędzie, za sprawą małoletnich, zdekompletowanych intelektualnie i emocjonalnie dziewczątek, co rzeczywiście powoduje naturalny odruch wymiotny. Podobnie wzruszające babcie, dziadków i rodziców, obiektywnie rzecz biorąc beznadziejne zdjęcia jakichś smarkaczy w domowych pieleszach (czym jest kurwa pielesz?!) – czyli ogólnie w totalnym bałaganie i zużytych śpioszkach…

    Już mi się cofa jedzenie…

    Ale wróćmy do owych działów fotograficznych. Zauważyłem, że jedynym kryterium oceny jest tamże doskonałość techniczna. Podobnie jak w idolach i podobnych konkursidłach muzycznych – co z muzyką ma niewiele wspólnego, o czym wielokrotnie pisałem. Dobrych technicznie muzyków i fotografów jest na pęczki i z czasem zlewa się ten tłum w jedno, otumaniające i otumanione grzęzawisko.

     A zasady fotografii opisał już prawie 100 lat temu niejaki Henri Cartier-Bresson w idei pod nazwą: "Decydujący moment". 

     Wystarczy tylko je zastosować…

  

 

 

     "Tak wielka jest ślepota ludzi, że chlubią się nawet ślepotą."

                                                                   Święty Augustyn

27 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Nie złapię sekundy

Godziny, ani dnia

Im dalej w przeszłość

Tym większa mgła

Po dawnych emocjach został jeno cień

Nie pamiętam urodzin

Prześpię też i smierć

Znikło co minęło

Co ma być to będzie

Nie wiem czy cokolwiek

Jest dalej niż wszędzie

Chwila jest żywotem

Chwila tylko trwa

Reszta jest gdybaniem

Bo reszta to mgła…

25 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

        Kredyty, w obecnej formie, zostały wdrożone w USA i funkcjonują tam do dzisiaj masowo, pomimo groźby całkowitej katastrofy finansowej owego mocarstwa, która parę lat temu owemu zagroziła, a to przez przeginkę w ich przyznawaniu (dawano wtedy je na domy bezrobotnym na przykład).

        Krachu jednak uniknięto, ciągnąc wprost po bandzie i amerykańce dalej sobie żyją po swojemu.

        Czyli na kredyt.

        Ale jest pewna, ogromna, mentalna różnica między mieszkańcami jUeSej(A), a dorobkiewiczami z Polski.

        Mianowicie, gdy spytamy z pozoru bogatego amerykańca, jak się dorobił domu z basenem, superfury i jachtu, ten odpowie bez wahania, że to nie jego, a banku, a jego to będzie za pół wieku, jak spłaci.

        Norma i prawda.

        Gdy przeciętnego Polaka, spinającego za lichą pensję ledwo koniec miecha z miesiącem, spytamy o to samo, to równie pewnie odrzeknie, że to jego i wypręży pierś w dumie, ręką pokazując swoje włości…

        …a komornik już tupie za progiem.  

        Otóż pojęcie własności jest tam i tu zupełnie inaczej rozumiane. Amerykanie mają wpojone, że życie to ryzyko i nic nie jest pewne, a wielki sukces i równie wielki upadek jest tak samo częstą przypadłością ludzi prących do przodu.

         I oni się z tym liczą.

         Tu nie. Tutaj masy chcą żyć stabilnie, w myśl zasady: "A nuż się uda!" (frankowicze na przykład i te dziady z Amber Gold). Ryzyko, jak już wielokrotnie pisałem, jest całkiem obce tej przemielonej przez czerwonkę stadninie. W przeciwieństwie do Amerykanów, którzy to zdają sobie sprawę, że stała jest jedynie nudna egzystencja (tam też tak żyje większość), ale są też szczyty, na które warto się wspinać.

         I włażą.

         Wiedzą, że większość z nich odpadnie, ale ci co dotrą, zyskają miano bóstw Olimpu. Więc się wspinają. I osiągają cel, i ta nieliczna grupka powoduje, że tamta kraina jest wciąż przodująca.

          Bo stawia na wytrwałych i odważnych.

          A tu jeno grajdołek.

          Tam po garażach produkują się przyszłe gwiazdy rocka, lub przez lata męczą jakiś odjechany projekt przyszli miliarderzy (Microsoft na przykład). Otoczenie ich nie wyśmiewa, bo wie że to potencjalni zwycięzcy (a jak przegrają, to cóż – nie wypaliło akuratnie).

          Tu jest wprost odwrotnie, bo wpadając w grajdołek iluzorycznego posiadania, Polak przeciętny (czyli praktycznie wszyscy), wsiąka w strefę wegetacji, bojąc się utraty tego, czego w rzeczywistości nie posiada.

           Stąd też Polska przoduje na świecie (!) w ilości samobójstw mężczyzn. Bo gdy bank odbiera nie ich domy, nie ich samochody, to czują się tak, jakby wyrywano im serce, a ponadto narażają się na szczekanie i kąsanie ich "xiężniczek", które zamiast ich wtedy wspierać, jeszcze dodatkowo ich dobijają (też już o tym pisałem gdzieś tam).

           Moment, w którym stadło polskie stanie się normalne i mocne, będzie łatwo rozpoznawalny po rozluźnieniu przez nich pośladów.

 

 

 

             "Kto ma trudności, lecz nie czyni planów, jest doprowadzony do ostateczności, a kto jest doprowadzony do ostateczności, a nie walczy, jest zgubiony."

                                                                                          Sun Tzu

26 odsłon(a), 3 odsłon(a) dziś

  A gdybym został sam na ziemii?

A gdyby tak została reszta?

Czy to jest sprawa nader śmieszna?

A czy cokolwiek to co zmieni?

Czy rana nic nie rozpromieni?

Czy tłum się w sobie nie wytłumi?

Czy sam się w sobie nic nie umim?

Czy musi być to otoczenie?

Tak ważne jest to naumienie?

Gdzie są granice ludzkiej woli?

Czy tam, gdzie się pierdoli?

Tam gdzie się wali wszystko w pył?

Czy gdzie się kundle gryzą w tył?

Gdzie to jest ostateczne gdzieś?

Czy muszę jechać aż za wieś?

Czy siedzi to gdzieś blisko?

Gdzie kroki stawia się zbyt ślizgo?

Gdzie dreptać trza do szczęścia?

Gdzie szukać tego wejścia?!

Gdzie jest to kurwa El Dorado?!!!

Bo peknę zaraz, nie wytrzymam!

Zatrzęsie się w posadach gmina

I powiat wiejski i osado

No gdzie to?!

Nie rozkminiam…

 

 

30 odsłon(a), 3 odsłon(a) dziś

       Poprzednio pisałem o fanatycznym wręcz uwielbieniu polskich drajverów do swych dojczszrotków. Jest jeszcze jedna kwestia, która powoduje, że nasi kierowcy są w większości żałośni, a co najmniej śmieszni:

        Praktycznie każdy polski szofer ma się za idealnego prowadzącego, który nie wiedzieć czemu, jeszcze nie startuje w jakichś rajdach, czy wyścigach!

        Teraz tak z ręką na sercu przyznajcie, ile mieliście wypadków, stłuczek, itp?

         Bo jak powyżej jednego (no zawsze się może zdarzyć coś naprawdę nieoczekiwanego), to już oznacza że nie nadajecie się do prowadzenia auta.

         I to nieważne, że w kogoś wjechaliście, bo za ostro przyhamował! Bo jak już ktoś z kolei wam wpieprzył się w kuper, to tłumaczycie to niezachowaniem dystansu. Wyjaśnienia tego typu są powszechne, jak obecny śnieg i mróz w tej krainie.

          Pewien starszy już człowiek miał się za idealnego kierowcę (a dużo jeździł), dopóki  nie wymusił pierwszeństwa na krajowej trasie i nie rozbił w pył swej nowiuśkiej limuzynki.

          Czyli że w rzeczywistości był beznadziejnym kierowcą!

          Bo samochód jest potencjalnie zabójczym sprzętem i ZA KAŻDYM RAZEM, gdy go się prowadzi, ostrożność powinna być taka, jak przy używaniu pistoletu. I żadne tłumaczenia, typu: mgła była, ślizgo, zagapiłem się, miałem słabszy dzień, itp, nie usprawiedliwają spowodowanego wypadku!

           Równie dobrze mogę przekonywać innych, po wyjściu z giwerą na ulicę i zastrzeleniu tuzina ludków, że też miałem słabszy dzień, zagapiłem się (bo mgła), czy zaszli mi drogę ci źli ludzie.

           Inny mój znajomy od ponad trzydziestu lat intensywnie jeździ w ta i we wta (najczęściej po Trójmieście, nie po żadnych wiochach), a nie dość że NIGDY (!) nie został skontrolowany przez policję, to – co oczywiste – nie zaliczył żadnej stłuczki, już nie mówiąc o wypadku.

           Można? Można!

           Co najlepsze, nie obnosi się z tym, że jest IDEALNYM kierowcą, a uważa to za coś normalnego. Zwyczajnie jeżdżąc, ma oczy dookoła głowy, a jego mózg (dobrze działający) analizuje wszystkie dane i zwraca uwagę (zawsze!) na otoczenie nawet wtedy, gdy inni "fachowcy" zapieprzaliby przed siebie, bo przecież mogą!

             A owi "fachowcy" od sterowania czterema kółkami wprost nie przestają chełpić się swoimi umiejętnościami, nie ustają w krytykowaniu innych użytkowników dróg… po czym rozpieprzają się w najmniej oczekiwanym momencie, lub co gorsza powodują większe tragedie.

            Czyli tak naprawdę pełna amatorka.

 

 

            "Szczegóły to najważniejsza rzecz! Właśnie szczegóły zdradzają zawsze wszystko…"

                                                                Fiodor Dostojewski

 

39 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

020260
Dzisiaj : 6
Wczoraj : 15
W tym miesiącu : 173
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.211.169.76

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code