Co prawda kwarantanna powoli się kończy, bo nawet ci durni, sterowani z tylnego fotela politycy zdali sobie sprawę, że i owszem – na miesiąc, dwa można udupić ludzi i gospodarkę, ale dalej to już trochę niebezpieczne zabawy z tłumem. Izolatka i te śmieszne obostrzenia przyniosły też dodatkowy skutek. Podobnie jak w zeszłorocznych strajkach nauczycieli, tamta grupa zawodowa jebła wprost w dno i zagrzebała się po uszy w mule, na stałe zyskując przydomek "pasożyty społeczne" , tak teraz wyglebiła się cała grupa seniorów 60+. 

           Na swoim przykładzie - dotychczas organicznie nienawidziłem tylko dwóch rzeczy: flaków i góralskiej muzyki. Teraz doszli do tego starzy ludzie. No sam nie jestem najmłodszy: bliżej mi do 50ki, niż 40ki, ale miedzy mną, a pokoleniem lat PRLu jest przepaść zalana jakimś czerwonym betonem! Tego starego ścierwa rozumem zwykłym ogarnąć się nie da!

           Bo to nieogary są (na tym etapie te staruchy zapewne stracą możliwość rozumienia o czym piszę).

           Te rozsławione przez internet Janusze i Grażynki. Zabytki przyrody z zasadami Made In PRL. Androidy sztywności jak z serialu "Czterdziestolatek". Zwichrowane na zawsze przez wczesny komunizm pokolenie. To te słynne babcie w czasie kwarantanny stały się solą w oku reszty (normalnej) społeczeństwa. Po prostu i zwyczajnie jak wczesniej ludzi wkurwiały, tak teraz już proszą się o śmierć!

             Doprawdy ostatnie lata są arcyciekawe! Poupadały wszelkie mity i konstrukcja świata kreowana przez samozwańcze elity zamienia się w gruz. Celebryci, aktorzy, te świetnie wyszkolone medialne małpy, przestały znaczyć cokolwiek. Ćwierćinteligenci pokroju pedagogów, na własne życzenie pozbyli sie tej ostatniej ćwiartki szacunku. Ludzie wiekowi, których powinniśmy (teoretycznie) szanować za ich doświadczenie, okazali się głupsi od nas.

             O wiele głupsi.

             Dzięki tej kwarantannie wyjebała sie levica ze swoją promocją zboczeń, wyjebała się cała UE ze swoją… no ta nie miała nic swojego – nawet pomysłu na cokolwiek. Unia runęła jak kupa próchna. Media przestały być źródłem "informacji", a źródłem prawdy stał się po całości internet.

             Wystarczył jeden wirus.

             Z naklejką "Made In China".

             I to jest w sumie najciekawszy aspekt tej akcji z koroną.

             Rozpoczął się pewien nieodwracalny proces przywracania normalności w aspekcie produkcyjnym. Mianowicie jak za jakiś czas wspomnimy młodzieży, że przez 20 pierwszych lat nowego tysiąclecia wszyscy żyli na chińskich komponentach, to ci się mocno zdziwią! Jak im powiemy, że wszystkie ubrania, buty, sprzęt AGD i elektronika, a także masa żywności była sprowadzana na cały świat tylko z jednego kraju na rzeką Jang Cy, to ci tego nie pojmą!

             Nikt normalny mianowicie nie zrozumie, jak mozna było CAŁĄ światową produkcję przenieść do komunistycznego (!) , zamieszkanego przez pozbawione woli żółte małpy, państwa!

             A to, że te żółte podludziki nie zasługują na miano Homo Sapiens świadczy ich jedzenie: oni dosłownie żrą gówno! A że jeden z tych chińskich gównojadów zeżarł przez pomyłkę jakiegoś niedopieczonego nietoperza (!), czy innego skunksa, to zaowocowało tym, że żółć zazłużenie się na nich wylała…

            I nawet ta ich wielka tama tego nie zatrzyma…

 

30 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

           W wyniku tego cyrku z pandemią zrobił się taki trochę slow motion. Uziemniło celebrytów, drobnych ciułaczy, nauczycieli, urzędników i korposzczury – nagle okazało się, że pracownicy megabiurowców, którzy tam spędzali 120 godzin tygodniowo, weekendy zasypując koką, fetą, mefedronem i wschodnimi dziwkami, mogą całkiem spokojnie nie wychodzić z domu i nie zawracać innym dupy swoją obecnością (podobnie jak urzędnicy). Aktorów i celebrytów mieliśmy i tak już dosyć, ale pęd ku widoczności i dostęp do neta niestety nas ich nie pozbawił. I ich "mądrości" wszelakich. Nauczyciele znowu okazali sie niepotrzebni, albowiem działają jak automaty.

           Ale coby nie mówić (i kogo za to nie obwiniać) świat na te trzy miesiące ostro przyhamował. Większości z tego radość, części bankructwo, a reszta drapie się po głowie szukając odpowiedzi: o co tu kaman?! 

           Jest jeszcze jeden plus z tej porąbanej sytuacji (nawet w najbardziej porąbanych sytuacjach zawsze odnajdywałem plusy): wygląda na to, że (chociażby chwilowo, ale miejmy nadzieje, że tak już zostanie) załamał się pęd ku…

          …no w Polsce poPeeReLowskiej był to przede wszystkim pęd do pokazania się; mam dom (za kosmiczny kredyt), mam furę (zarżniętą przez poprzedniego właściciela w dojczlandzie), mam żonę (która puszcza się z każdym), no ogólnie dużo mam! Mam więcej od ciebie i zazdrość mi! I zrobię wszystko, by mieć jeszcze więcej! A na końcu zarypię nosem w skibę, którą wyryłem i dam się zasypać przez pług, który ciągnąłem – taki to był sposób myślenia przez ostatnie 30 lat kolejnego skrzywdzonego pokolenia.

          Ale mam nadzieję, że to się w końcu zmieni. 

          Bo po latach obserwacji, bezowocnego zapierdalania czasem, doszedłem do jedynego, słusznego wniosku:

          Przez życie trzeba się prześlizgać.

          Bez napiny, bez nerwów, ze stoickim spokojem. Bez wysiłku – bo wysiłek zabija w dalszej perspektywie.

          Jesli coś lubisz robić, i sprawia ci to przyjemność, to to rób z zaangażowaniem. Jesli robisz coś po to, by tylko przeżyć, to rób to tak, by przeżyć.

          I nie słuchaj ciotek, matek, samych zainteresowanych też, co to zachwycają się zaradnością i sukcesem.

          Za każdym jednym sukcesem stoi tysiąc porażek.

          O porażkach się zapomina, gloryfikuje się jeno sukces.

          A ci najbardziej wspierani za cholerę nie wspomną o wsparciu! To wręcz matematyczny wzór: im więcej dostałeś od życia, tym mniej o tym wspominasz, bardziej wychwalając swoje umiejętności.

          I naprawdę nie tłumaczcie, że to bełkot jakiegoś zakomplexionego karła! Żyję skromnie, stabilnie i w miarę wesoło, ale w miarę upływu życia wykształciłem w sobie coś takiego, jak miłosierdzie i to miłosierdzie kazało mi spojrzeć na miliony wykluczonych w tym kraju, którym system nie dał szansy na NIC.

          Szanujmy się, rozumiejmy i bądźmy ze sobą szczerzy.

           A przede wszystkim nie pogardzajmy drugim człowiekiem.

           Po prostu trzeba wziąć taką deskę, jaką się dostało i doślizgać nią do mety…

26 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Starsze pokolenie ma takie idee fixe na punkcie pracy (to taka sfiksowana idea po polskiemu). Że to niby pracowitość się liczy – nie zarobek, że oszczędnością i pracą ludzie się bogacą – co za bzdura!!! Że kto tam pierwszy do pracy, ten i do jedzenia (tak mi matka from the PRL powtarzała), a nie od dziś wiadomo, że żarcie musi być przyjemnością, a nie paszą dla bydła. No tych piedorolele od tych ćwoków rocznik 40, czy 50 coś tam, nasłuchałem się w życiu do oporu!

         A to gówno prawda! 

         Tych cepów z lat stalinowskich żyje jeszcze całkiem sporo i na ten przykład: jak w życie zaczęli wkraczać millenialsi (ci urodzeni na przełomie wieków), to wpadli w przerażenie, że te wymoczki nie chcą zapierdalać w pocie czoła za minimalną krajową, na umowach śmieciowych (no te dwie ostatnie kwestie dla tych prostolinijnych ofiar komuny nie były zrozumiałe).

          Dla mnie są.

         Bo praca dla samej pracy to kompletny bezsens.

         Naprawdę lepiej nic nie robić, niż robić coś za nic i w dodatku w stresie!

        I mówię to ja, który przetyrał trochę życia, w większości bez sensu, bo bardziej liczą się układy, wazeliniarstwo i zwykła ściema.

        Tak to naprawdę wygląda.

        Praca to tak naprawdę gówno. Nikomu normalnemu nie zależy na tym, żeby rano wstawać i gdzieś tam zapierdalać. Wszyscy normalni ludzie marzą o życiu na tropikalnej wyspie, z darmowymi drinkami i nagimi kelnerkami (kobiety w tym momencie mogą sobie wkleić w wyobraźnię murzynów z dużymi pałami).

         Więc czemu pracujemy?

         Dla pieniędzy po prostu! A te pieniądze tak dla życia mają być. A te życie jak najbardziej pozbawione pracy.

         Logiczne chyba?

         A że wciąż uczciwie pracujący dostają w tym kraju jak najmniej, to jak tą pracę mają szanować?!

         Najlepsze, że z pracy kult uczynili ci, co najmniej jej doświadczyli:

         "Módl się i pracuj" to sentencja skrybów w zakonach średniowiecznych. Ci to robili na spokoju (acz porządnie!): przepisywali xięgi, warzyli pivo, uprawiali swe ogródki. Wszystko bez spiny i bez norm wyznaczanych przez jakichś psychopatów.

        Później już się powaliło kompletnie!

        "Praca czyni wolnym" była hasłem wejściowym Auschwitz-Birkenau. Nad łagrami wisiały równie szczytne i podobne napisy.

        Ich promotorzy byli kompletnymi nierobami (jak Marx), lub woleli wybrać bezdomność zamiast pracy (jak Hitler).

        Więc czemu my mamy zapierdalać na podobnych nierobów i wyzyskiwaczy (np. Jeff Bezos z Amazona)?!

        W imię czego?!!!

        Co to za idea?!!!!!

        Pracuj dla samej pracy, bo samo to coś dobrego z tobą sprawi?!!!!!!

        Chyba tu kogoś ostro posrało!

        Bo sama praca bez celu (pieniądze), to zwyczajne gówno!

        Niby rzecz oczywista, a nie do każdego barana dociera (zwłaszcza tych 60 + i kucy spod znaku JKM)…

 

64 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

             Zrobiłem sobie trochę wolnego od pisania. Może to jakieś przeczucie kazało mi poczekać na nadchodzący kryzys? Może jakiś wewnętrzny (lub zewnętrzny?) głos uświadomił mi, że jeszcze zeszłoroczne problemy i przypadłości społeczne, nagle staną sie nieistotne? No zaiste stało się coś dziwnego! Pierwszy raz w historii cywilizacji zatrzymał się cały świat! Na blisko dwa miesiące, a końca nie widać! A wszystko za sprawą małego, grypopodobnego mikroba o dość nietypowym działaniu. Tak, uważam (a wręcz jestem pewny), że nie jest to twór do końca naturalny. Ale to już teraz mało istotne: kto go skonstruował i komu spierdzielił? Świat zamarł jak nigdy! Żadna wojna nie unieruchomiła tak wszystkich, na wszystkich kontynentach. Żaden kataklizm, żadna epidemia – wszystkie do grypy hiszpanki były tylko lokalnymi zakłóceniami, a i przy tej jedynie Australia zdecydowała się na blokadę granic, Ludzie (młodzi) umierali, ale świat toczył sie dalej. Żeby było jeszcze weselej, dokładnie dekadę temu też nas dopadło podobne cholerstwo! 

           I co? I nic!

           Że zacytuję (będę dużo cytował, bo się rozleniwiłem):

          "Przeczytane: Pamiętacie wielką pandemię z lat 2009/2010? Nie pamiętacie? Ciekawe, bo trwała 14 miesięcy, pochłonęła 285 tysięcy ofiar śmiertelnych a WHO ogłosiła wtedy szósty, najwyższy stopień zagrożenia. Nikt jednak nie zamykał szkół, uniwersytetów ani firm, chociaż chorowali głównie młodzi ludzie.
Pandemia tzw. świńskiej grypy została ogłoszona przez WHO w czerwcu 2009 roku. Odpowiadał za nią wirus AH1N1, który łączył w sobie geny aż czterech różnych wirusów grypy – dwóch odmian świńskiej, jednej ptasiej i jednej ludzkiej.
WHO od razu ogłosiła alarm, a dwa miesiące później – stan pandemii. Spodziewano się zachorowań na skalę "hiszpanki", ponieważ AH1N1 był mutacją tak niespotykaną, że nie istniały przeciwciała, które mogły by go powstrzymać. Szybko jednak okazało się, że chorują głównie dzieci, młodzież i ludzie do 50 roku życia… Ciekawe jest to co uznano: wirus rozprzestrzenia się tak szybko, że… nie ma sensu liczyć pojedynczych przypadków. Rejestrowano więc jedynie masowe zachorowania i zgony. Nie zostały zamknięte granice i szkoły, nie wprowadzono ograniczeń w poruszaniu się, a gospodarka funkcjonowała normalnie, chociaż chorowali głównie ludzie młodzi czyli uczący się lub pracujący.
Szczepionka na AH1N1 pojawiła się pół roku po ogłoszeniu pandemii, czyli w grudniu 2009 roku. Kupiło ją wiele krajów (Polska akurat nie) za ogromne sumy, rzędu 0,5 mld dolarów lub więcej. Zdążono zaszczepić od 4 do 10% populacji (w Polsce 0%) gdy pandemia wygasła. Nie stało się to w wyniku szczepionek, a w sposób, który natura zna od milionów lat – populacja wytworzyła odporność. WHO odwołała alarm w sierpniu 2010 roku, czyli po 14 miesiącach.
A teraz najciekawsze. Gdy wirus przestał zarażać, na WHO posypały się gromy ze strony rządów za… przesadną reakcję i panikarstwo z ogłaszaniem stanu pandemii.
Koronawirus w przeciwieństwie do AH1N1 atakuje głównie ludzi starszych, którzy mogą się łatwiej odizolować bez niszczenia podstaw swojej egzystencji, ponieważ mają stałe źródło dochodu – emerytury. Tymczasem rządy zdecydowały się wysłać na przymusowe bezrobocie miliony młodych ludzi.. co myślicie ? Ja już nie chcę się bać choć nie jest to łatwe .. ściskam"

        No tak, kolejna po hiszpance pandemia, która poniewierała ludzi młodych. Świat nie oszalał – co po czasie okazuje się wyborem słusznym. No sporo zgonów i zachorowań w wiadomej grupie wiekowej, ale po wczesniejszym kryzysie gospodarka nie została wstrzymana i zaczęła się ostro piąć w górę (globalnie i lokalnie). 

        Więc czemu teraz tak histerycznie zaragowały wszystkie rządy, czemu wprowadzono takie obostrzenia, mimo że wystarczyło tylko izolować ludzi starych i z grup ryzyka, co nie byłoby znowu takim problemem, a świat nie stanąłby na głowie?

         Ano chyba wiem, komu na tym zależało i jakiej grupie niewyobrażalny lęk o życie doczesne (bo w inne nie wierzą) nakazał wydać rozkaz izolacji 7 miliardów ludzi… Tak na wszelki wypadek.

        Tu znowu zacytuję niedocenionego Lecha Jęczmyka z książki "Dlaczego toniemy, czyli jeszcze nowsze Średniowiecze" (2011 rok). Roździał o tytule (a jakże!) "Teoria spiskowa" :

       "Każdy człowiek jako tako wykształcony wie, że oskarżenie o uleganie spiskowej teorii dziejów jest najgorszym, jakie człowieka może spotkać. Ktoś taki nie może liczyć na pracę w mediach ani na uczelni, jest w ogóle traktowany jak trędowaty. Człowieka z klasą obowiązuje wiara w niespiskową teorię dziejów, czyli przekonanie, że wszystko dzieje się przypadkiem. Głoszenie tej teorii i wyśmiewanie głosicieli teorii odmiennej jest świętym obowiązkiem wszystkich spiskowców, do których dołączają "uzyteczni idioci". Ponieważ jednak przy całym tym wyśmiewaniu nie mówi się, z czego się wyśmiewamy, spróbujmy wczuć się w prymitywny umysł zwolennika teorii spiskowej.

         Pomyślmy o świecie jako o rozległych przestrzeniach lasów, stepów, sawann, bagien, pastwisk i coraz większych miast, zamieszkanych przez ludzi różnych ras i plemion, wyznających różne religie, mówiących róznymi językami, posługujących sie różnymi walutami, mających najróżniejsze formy organizacji społecznej. Czasem, co tu ukrywać, walczących między sobą o krowę, kawałek pastwiska, czy dostęp do wody.

          Wyobraźmy sobie niewielką (pewnie poniżej dwustu) grupę bardzo starych, utrzymywanych przy życiu przez armię najlepszych lekarzy i pielęgniarek, nieprawdopodobnie bogatych mężczyzn (nie słyszałem, żeby w tym gronie były jakieś kobiety), którym się taki chaotyczny, anarchistyczny świat nie podoba. Działa im na nerwy. Zbierają się więc  w ustronnych luksusowych kurortach i radzą, jak by to uporządkować. Żeby było tak:

            Żeby cały świat był zamieniony w jeden wielki trawnik z trawą wysokości jednego centymetra. Żeby po tym trawniku spacerowali podtrzymywani przez lokajów czcigodni starcy i niespiesznie grali w golfa. Ich zachowanie jest ściśle podporządkowane etykiecie zwanej polityczną poprawnością, służba jest w jednakowych liberiach, w cienistej alejce czeka rząd karetek reanimacyjnych, kelnerki roznoszą napoje. Gromady chamstwa, zagrażającego trawnikom, zostały wytrzebione. Lub jak w powieści Philipa K. Dicka tyrają w podziemnych bunkrach, utrzymywani przez media w przekonaniu, że na powierzchni szaleje jądrowa wojna.

           I to nazywamy globalizacją.

           Możemy też nazwać to trzecim podejściem, trzecią próbą uporządkowania świata, po nieudanych, nie do końca przemyślanych, choć zmierzających we właściwym kierunku eksperymentach komunizmu i nazizmu.

           Ci dziadkowie mają swoją ideologię i są nie mniej szaleni niż Hitler i Stalin. Zresztą realizują ten sam program unifikacji i totalizacji świata. Tym razem wszędzie ma zapanować bezosobowy kapitalizm kasynowy – w którym spekulacja ma pierwszeństwo przed pracą – etnicyzacja i regionalizacja, społeczeństwo otwarte na "gatunki inwazyjne", oligarchizacja, radykalna ekologia (..), ekumenizm i relatywizm, czyli likwidacja pojęcia prawdy.

           Ich wrogowie to państwa narodowe, Kościół katolicki ze swoją hierarchiczną organizacją, rodzina i własność prywatna.

          Ten świat ma być rządzony przez wąską samozwańczą elitę – zbiorowego platońskiego króla-filozofa – z jednym, pozornie amorficznym i najlepiej anonimowym ośrodkiem władzy. A niżej masa plebsu, żadnych szczebli pośrednich."

         No i koniec cytatu.

         Coś ponad setka takich dziadków wpadła w totalną panikę i zablokowała cały świat! 

         Bo tym razem to oni są w grupie ryzyka. A bez swoich lekarzy, służby, kucharzy i ogrodników po prostu nie są w stanie funkcjonować. Sprzęt ochronny na niewiele im się zda, bo ten akurat wirus ma dziwną właściwość utrzymywania się w powietrzu (coś koło pół godziny) i osiadania gdzie i rusz. Roznoszą go ludzie, a ludzie im, jak i całej reszcie są potrzebni do normalnego funkcjonowania. Tylko że tym razem każdy człowiek to potencjalny roznosiciel vira i nieświadomy zabójca. Więc dziadkowie spanikowali i nakazali całej reszcie siedzieć w domach.

        Sztandarowym przykładem i członkiem tego stowarzyszenia był (do 2017 roku) David Rockefeller. Koleś który dociągnął do 101 lat i bardzo chciał żyć dalej. Żeby to osiągnąć 6 razy (!!!) przeszczepiał sobie serducho, 2 razy nerki + niewiadomą liczbę przetaczań krwi i innych zabiegów. 

        Co i tak nie powstrzymało nieuchronnej śmierci.

        A śmierć teraz stanęła u bram jego kolegów i oni te bramy szczelnie zamknęli, bo strach przed nią przeraża ich nad życie.

        

122 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Kongres USA liczy niecałe 450 reprezentantów (tacy ichni posłowie) i 100 senatorów. Mniej więcej tyle co w Polsce. Tylko że USA ma 10 razy więcej mieszkańców! 

        Liczba radnych w Nowym Jorku to: 51 ! Los Angeles: 15 !!! Berlin 100 , Warszawa: 469 !!!!!

        Gmaszyska władz największych polskich miast są większe od niejednego parlamentu.

        Liczba ministrów i wiceministrów od 30 lat oscyluje koło setki. Do tego doliczyć trzeba limuzyny, sekretarzy, obsługę biur, itp. swoją drogą gmaszyska ministerstw w stolycy też są całkiem potężne.

        Ryba psuje się od głowy.

        I nikt tej głowy nie zamierza leczyć…

      

         

233 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

       Dopóki serce bije, dopóki w żyłach płynie krew…

       Dopóty życie trwa?

      Od 1965 roku medycyna ma jednak inne zdanie: może sobie krew żyłami płynąć, serce może bić, pacjent może oddychać, ale jak medycy stwierdzą śmierć pnia mózgu, to pozamiatane!

      Ba! To mocno tajemnicze pojęcie "śmierci pnia mózgu" jest kluczową kwestią w transplantologii! Cała ta dziedzina medycyny (?!) nie istniałaby, gdyby nie właśnie to sformułowanie!

      Bo nie wiem, czy wiecie, ale narzadów do przeszczepu nie pobiera się ze zwłok! Organy muszą być świeże, a ich właściciel ma do końca podtrzymywać w nich krążenie.

      Najlepiej jeszcze podczas wycinania…

      No i to biznes niezły (zwłaszcza ten czarnorynkowy), szczytne to takie i piękne i w okresie zatracenia wiary w życie wieczne tak niezbędne do przedłużenia tej malutkiej chwili tu, na tym czymś okrągłym i niebieskim…

      Tylko że te pieńkowe zwłoki, podczas wycinania garmażerki, czasem się potrafią poruszyć (przypominam – bez znieczulenia!).

      Tak, to garmażerka! Unowocześniona forma kanibalizmu. A pojęcie śmierci pnia mózgu jest równie mgliste, jak nowoczesny podział na 72 płci.

      Gdy w 2006 roku uruchomiono Poltransplant, byłem jednym z pierwszych szczęśliwców, którzy tam zgłosili swój sprzeciw. Kartkę z tym zaświadczeniem do dzisiaj trzymam dumnie w legitymacji honorowego krwiodawcy!

      Większość z postępowców i ludków przerobionych przez system na mielone, zaśmieje się pewnie teraz: po cholerę ci narządy po śmierci? 

      Ano ta pnia "śmierć" to ściema – to po pierwsze.

      Po drugie, jako wierzący w życie ponad to, nie życzyłbym sobie, by moje zwieracze na przykład trafiły do jakiegoś geja, a serce do neomarxisty.

      No niekomfortowo co najmniej bym się czuł w zaświatach!

      Po trzecie: i tak wszyscy umrzemy, czy to się komu podoba, czy nie! Więc po cholerę się spinać o chwilę?!

      Oddawać mogę swe wnętrzności świadomie, za życia. Chociażby wymienioną krew (właśnie 4 raz w tym roku). Nawet gejom, feministkom, czy neomarxistom (to nie jest to samo w zasadzie?) – może się pod jej wpływem przestawią na właściwy tor? Szpik, w ostateczności nerkę, płuco, czy co tam jeszcze mam parzystego pod skórą? 

      Ale nie życzę sobie być rżniętym, gdy jeszcze oddycham, a serce me bije! I nie życzę sobie, by handlowano tym moim steranym organizmem, jak szynką w mięsnym!

      I polecam to wszystkim myślącym, a nie baranom stadnym.

      Więc się zapisujcie pod tym linkiem: http://www.poltransplant.org.pl/crs1.html .

      Wieczność to nie tutaj! 

    

       

      

 

203 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Po raz kolejny powtarzam, że ludzie nie są pępkiem świata, a wręcz są zależni od tej niebieskiej globulki, która to ma ich daleko w tyle!

         No ale wraz z rozwojem technicznym i wyparciem się wiary w coś bardziej głębszego od materii, ludzie nabrali przekonania, że coś znaczą!

         Na miarę globalną!!!

         Śmiechu warte…

         No więc tak: mniej więcej od 100 lat znajdujemy się na początku epoki ocieplenia i końcu epoki lodowcowej. To jest KOMPLETNIE niezależne od człowieka! Kulminacja tak zwanej Małej Epoki Lodowcowej miała miejsce gdzieś tak na przełomie XIV i XV wieku. Od tego czasu robi się cieplej. Wtedy zamarzał cały Bałtyk – co jest doskonale opisane w kronikach. Teraz wszystko odmarza, woda się podnosi…

        …i dzbany wszelakie wyją z mocą całą! 

        Zwłaszcza ta gówniara znad owego Bałtyku, o dźwięcznym imieniu: Greta. Że to niby my, dorośli, rozjebaliśmy jej dzieciństwo (czym kurwa?!), że to my rozpieprzamy tą planetę, ku jej nieszczęściu!

        Otóż nie jesteśmy w stanie jej rozpieprzyć. Jeszcze nie teraz. Nie mamy takiej mocy po prostu!

        Nawet jakbyśmy odpalili wszystkie te atomowe rakiety, jakbyśmy podpalili co się dało… to tylko sami siebie byśmy wykończyli. Nic więcej. Ziemia by się swobodnie pozbierała. Nie z takich katastrof się zbierała. Raz nawet zamieniła się w śnieżną kulę! I wróciło do normy.

        Teraz się z kolei ociepla, wody się podnoszą, itp.

        To stan naturalny.

        Ale po co krzyczeć za to na ludzi?!

        I czemu do kurwy nędzy ma to robić jakaś niedorobiona smarkula ze skandynawii?!!!

        I czemu ktoś to coś słucha i bierze na poważnie?!

       Ludzi już naprawdę pogrzało z tego ocieplenia!

147 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

           W zeszłą sobotę miał miejsce w jakiejś hali na ślunsku finał eurowizji dżunior. Drugi raz z rzędu wygrała polka, drugi raz z rzędu dwunastolatka (chociaż wygląda jak skurczona trzydziestolatka). Z innych krajów wystąpiła cała masa jakiejś mniejszej gówniażerii dansującej i śpiewowywodzącej co sił natura dała!

         TVP i media pokrewne odtrąbiły to jak wielki sukces – w dorosłej eurowizji im nigdy nie szło, więc uczepili się gamonie tej wersji mini, jak podczas dorocznych klęsk w piłce kopanej: siatkówki, ręcznej i koszykówki…

        Sęk w tym, że owa eurowizja w tych dwóch odmianach – junior starszej i junior młodszej – stała się prężnym i obrzydliwym przykładem propagowania pederastii (w wersji dojrzałej (?!)), co pokazał dobitnie i wulgarnie ostatni finał w Izraelu, oraz pedofilii, czego najlepszym przykładem było to ostatnie śpiewające przedszkole.

        Pomijając całe stado zapadających nieuchronnie w alzheimera starych gospodyń domowych from the PRL – komu to się mogło podobać?!!!

        No?!

        Cały przekrój dzieciarni: od małych chłopców i dziewczynki, po nadzwyczaj rozwinięte dwunastolatki a'la Lolita.

        Podczas tego finału, od tysięcy schizoli trzepiących pałę, zadrżała Europa i pół zboczonego świata.

        Po to tylko to było.       

        Tylko czemu w taki kanał wchodzi televizja służąca niby konserwatywnej partii?!

        Całą tą eurowizję w wersji maxi i mini, każdy szanujący się kraj powinien wykopać w kosmos! 

         Bo to jest coś o wiele gorszego od sześciu kanałów porno, które aktualnie posiadam na kablówce, ale które w sumie oferują coś w zasadzie normalnego, ale wykreconego pod sufit, a nie jakieś dzieci wystawiane na ekrany, by wiadome stwory mogły się zacnie wytrzepać…

 

          PS       A tworzenie takiego hitu dla dwunastolatki? Jak to wygląda? Moja skromna wyobraźnia podpowiada mi, że gdzieś tam, w jakimś studiu, zbiera się na tydzień grupka sesyjnych muzyków – starych wyjadaczy +  odpowiedni texciarz (a nawet dwóch i trzech), imprezują dzień w dzień, kręcą z tego wszystkiego niezłą bekę, a powtem rodzą coś ku pocieszeniu tłuszczy i wyżej wspomnianych pedofili…

241 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      "Osądzono" niejakiego Najsztuba. Piotra. Najsztub ów – Piotr – dziennikarzyna nieskromna, wyznawca opcji jedynie słusznej – Michnikowo/liberalno/levicowej, bywalec salonów stolicznych, składnik tamtejszej śmietanki "intelektualnej" , rzecz jasna został naturalnie uniewinniony przez "niezależny" sąd.

       A za co?

       No tu doszło do kumulacji!  

  1.        Jechał niesprawnym samochodem (brak obowiązkowych badań technicznych).
  2.        Prowadził owe niesprawne auto bez obowiązkowego ubezpieczenia (OC).
  3.        Rzecz jasna bez prawa jazdy (równie obowiązkowego), które wcześniej stracił za łamanie przepisów.
  4.        Te trzy czynniki same w sobie już mocno świadczą o stylu życia tego gościa, ale żeby było ciekawiej celebryta Piotr Najsztub dowalił do pieca… już nie szuflę, a wagon węgla i na przejściu dla pieszych, na pasach… rozjechał staruszkę!

                  No bardziej nie można! Znaczy mógł być jeszcze pod wpływem (czegokolwiek), ale czy na pewno nie był? Patrząc na wyrok owego "niezawisłego" sądu, kto wie, co nam umknęło?

                  I właśnie to jest najgorsze w tej całej sprawie. Sam naj…naj… Najsztub to zwykły zwyrol i degenerat, który w normalnym kraju, przez normalny sąd, powinien być odpowiednio ukarany (co najmniej rok bezwględnego więzienia)… i po sprawie. Polskie sądy jednak mają jakąś taką słabość do ludków ze świecznika, że zazwyczaj ich uniewinniają – nawet w tak kuriozalnej sprawie jak ta!

                Internauci słusznie zwrócili uwagę, że gdyby w Polsce obowiązywało anglosaskie prawo precedensów, to właściwie od teraz, każdy, bele czym, bez żadnych uprawnień, mógłby spokojnie jeżdzić jakkolwiek, czymkolwiek i rozjeżdżać bezkarnie kogokolwiek, gdziekolwiek w pobliżu jezdni! 

                Tu mały wtręt: rocznie około 300 ludzi w Polsce ginie rozjechanych NA PASACH, a około 30 NA CHODNIKU !!! 

                Idziesz sobie spokojnie chodnikiem, mając to wszystko w tyle, a tu nagle zabija cię jakiś autodebil!

                Paranoja totalna !!! 

                A spróbuj jeszcze mieć we krwi trochę alkoholu, to z miejsca staniesz sie winny swojego zgonu, a kierowca zostanie uniewinniony!

                Żeby było jeszcze bardziej absurdalnie, parę lat temu wprowadzono zaostrzenia kar dla pijanych kierowców, w wyniku czego do więzień trafiło około 20 – 30 tysięcy rowerzystów, którzy na ogół zmierzali do wiejskiego gieesu po piwo polnymi drogami…

                Debile podburzane przez takie zakały, jak ten naj… naj… Najsztub, burzą się na jakieś tam trybunały, jakąś tam konstytucję, media "właściwe" drą koszule i ryja nad "łamaniem" prawa przez jedynie słuszną partię na szczeblu najwyższym(?)… a rokrocznie jest bezkarnie zabijane jakieś pół tysiąca ludzi.

                 Ot tak!

                 Bo takie mamy "prawo" i pilnujące go "sądy"… 

160 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Sprawy na pozór skomplikowane, mają na ogół proste rozwiązania. Tyle, że obecne czasy nie lubią prostoty. Dziś im bardziej skomplikowanie, zagmatwanie, niezrozumiale – tym lepiej!

       Prosta, zwyczajna mądrość jest w odwrocie. Jest zwalczana. Nikt dziś nawet nie chce i nie usiłuje jej zrozumieć!

       Chociażby nasilająca się, "tęczowa" ofensywa, skierowana na ostatni bastion normalności w UE – czyli Polskę. Pod niegroźnym z pozoru hasłem walki o prawa mniejszości, usiłuje się zniszczyć podstawy bytu większości (rodzina, wiara, własna tożsamość, itp). Z iście szatańską fantazją, ze szczytnymi sloganami na ustach, zmierza się do kompletnej destrukcji cywilizacji zachodniej!

        I co kogo interesuje, że recepta na idealne współżycie ogółu zawiera się w jednym zdaniu:

        Mniejszość nie może narzucać NIC większości, a większość nie może ingerować w wolność mniejszości.

        No co to kogo obchodzi?!

        Ułamek procenta spokojnego, przaśnego, nadwislańskiego społeczeństwa, zasilany niewyobrażalnymi pieniędzmi z "tęczowego" lobby, postanowił przerobić resztę na swój wzór i podobieństwo. Krytyki ma nie być. Dyskusji ma nie być. Logiki ma nie być. Ma być tak, jak oni to sobie wymyślili.

         Wszelkie inne rozwiązania są niepożądane.

          To wojna totalna. Najgorsza z możliwych, bo psychologiczna…

      

         PS Lesbijska aktywistka wspierająca ruch LGBT przyznała szczerze, iż celem działaczy nie są prawa homoseksualistów. Celem jest całkowity demontaż małżeństwa i rodziny.

– Nie chodzi o prawo homoseksualistów do zawarcia małżeństwa, ale o to, że instytucja małżeństwa powinna  przestać istnieć. Walka o małżeństwa dla homoseksualistów zazwyczaj wiąże się z ukrywaniem tego, co mamy  zamiar zrobić z małżeństwami, kiedy ten cel osiągniemy. Mówienie, że instytucja małżeństwa wówczas nie ulegnie  zmianie, jest kłamstwem –  stwierdziła Masha Gessen, rosyjska dziennikarka dumna ze swojej homoseksualnej orientacji.

– Sądzę iż ona [instytucja małżeństwa] nie powinna istnieć – dodała. To samo tyczy się rodziny w tradycyjnej formie. Dzieci powinny znajdować się pod opieką „społeczności rodziców”, których może być nawet piątka. Do bólu szczere wyznanie kobiety udowadnia, iż społeczeństwo LGBT jest czymś więcej, niż jedynie zbiorem osób o konkretnych zaburzeniach czy problemach.

Cały ruch posiada swoje cele, do których realizacji skrupulatnie dąży.  Powoli, świadomie, z wyrachowaniem i pilnymi kalkulacjami. Przechodząc powoli od walki o akceptację, aż po zniszczenie panującego jeszcze ładu zbudowanego na chrześcijańskich wartościach. LGBT naśladuje wiernie wielkie systemy totalitarne, za fasadą miłości niosąc coraz większy chaos i bezsens.

166 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 18.232.38.214

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code