"Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami." 

 
Stefan Kisielewski

11 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      A kiedy zobaczysz, ilu cię wyprzedziło, uświadom sobie, ilu kroczy za tobą.

 

 

                                                                    Seneka

8 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Jestem dziwnym człowiekiem.

      Wiem.

      Większość facetów w kontakcie intymnym z kobietami skupia się na prymitywnym rypaniu. 

      Z tego co się orientuję.

      Taki onanizm z udziałem drugiego ciała.

      Sex w wykonaniu ogólnospołecznym polega odwiecznie na tym, co pokazują nam pornoprodukcje – wytrysk beznamiętny.

      Czyli takie zwykłe jeb, jeb, jeb.

      Mam inaczej.

      Uwielbiam "cierpiące" w łożu kobiety. Tryskające szczęściem. Zwijające się jak wyjęty z wody węgorz. UWIELBIAM na nie patrzeć, uwielbiam je przytulać. Jako obserwator, fotograf, opisywacz rzeczywistości z wymiaru metafizycznego – w którym żyję, jedyną rzeczywistą frajdę sprawia mi ich ostateczne na tym świecie szczęście, którym jest zwykły, nieskrępowany, nieograniczony niczym orgazm.

      I zajebać te porzekadłowe konie w galopie! Spalić te żaglowce!

      Wijąca się w łożu babeczka jest warta każdego poświęcenia!

      Bo zbliżenie musi być całkowite.

      Bo nie ma nic bliższego, niż zbliżenie i nie wolno tego ignorować!

      I traktować jak zwykłe oddawanie moczu!

 

 

      I oczywiście sentencja antyinternetowa (czyli coś naprawdę mądrego od prawdziwych filozofów): 

     " Wszystkim niemal najbardziej uśmiecha się zawsze to, co jest najgorsze."

                                                   Erazm z Rotterdamu

      

13 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Niezbyt często, ale czasami spędzam sobotę w domu, w spokoju, nawet w stanie względnej trzeźwości. Zdarza się. Nie dane mi się wtedy jednak wyspać, albowiem jakieś 100 metrów od mojego domu znajduję się dyskotekownia o dźwięcznej nazwie: La Scalla.

       Poprzednio zwała się La Grotta (mają coś z tym "La"). Były właściciel niezbyt dbał o renomę owego lokalu, co kończyło się regularnymi bójkami pod owym, tudzież zanotowano nawet dwa dziabnięcia nożem – czyli ostro ogólnie. Po zmianie zarządcy sytuacja się uspokoiła (ochrona jakby bardziej składna), acz wygląda na to, że znowu wraca do patologicznej normy.

       Więc tuż po 4 rano obudził mnie żałosny, pijacki jęk jakiejś laluni: "Darek zostaw go!". Darek ów wydawał z siebie dość zwierzęce ryki, z których przebijało w miarę wyraźne: "Ja go nie wypuszczę!". To wszystko między postojem taxówek, a pod oknami bloku naprzeciwko.

       Naturalnie wkrótce zajechał radiowóz.

       Potem drugi.

       Do drugiego wkrótce dotarły trzy podchmielone mocno panienki, z których jedna, zataczając się, stwierdziła, że skoro interwencja, to zgłosi pobicie na owej dyskotekowni. Policmajstry chcąc – niechcąc (procedury) dyskutowali z owymi cipkowatymi małpkami. Ale wkrótce dołączył do nich jakiś karczek, który to szybko nawiązał kontakt fizyczny z policją i został równie błyskawicznie sprowadzony przez nią do parteru (także przy użyciu gazu). Jego bluzgi skierowane do siedzących na nim policjantów sprawiły, że nabrałem do nich głębokiego szacunku! Po wyczerpaniu bluzgoteki, został on umieszczony w owej drugiej suce – jak poprzednio Darek w pierwszej, a jego ofiara w karetce.

       Sytuacja wróciła do normy, a ja żałuję, że przyszło mi sobotnią noc spędzić od niepamiętnych czasów w domu i w miarę na trzeźwo!

       Nie opyla się – i tak po 4 rano obudzą jakieś dekle.

       Poprzedniego weekendu było nieco nawet lepiej i pobito niejakiego Franczeska Włocha przy interwencji trzech radiowozów.

       Czyli akcja rozwojowa mocno i z niecierpliwością czekam na trzeci weekend!

        Ale o co mi chodzi ogólnie?

        Otóż jest całkiem spora grupka (acz nie reprezentatywna), przez swą głośność, debilizm, używki i inne takie, rozpieprzająca swoją (czy też bardziej zastaną) okolicę.

        Ludzie lasu, jadący na uczuciach wspomaganych wszelakim ścierwem przyjmowanym doustnie, żyjący uczuciami nie umysłem – bo takiego nie posiadają.

        Plebs umysłowy, siejący terror emocjonalny. 

        Taka dzisiejsza norma.

        Z tego nadmiaru negatywnej i bezmózgiej energii, chyba zrypał mi się na dzień net, więc obiecaną, codzienną sentencję daję z opóźnieniem (taka nauczka na przyszłość – nic nie obiecywać, bo nic nie jest pewne):

 

 

 

          "Człowiek potrafi pokochać nawet gówno". 

                                                                           Henry Miller

  

12 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Niektórzy ludzie nie potrafią wypowiedzieć słowa "Fantazja" bez lekceważącego tonu ; no cóż, ci ludzie mogą dojść nawet do piątej, czy szóstej kategorii urzędniczej, ale nie dojdą nawet do jednej, jedynej przygody,

 

 

                                                                       Karel Capek

10 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       "Nic człowieka tak nie charakteryzuje, jak rodzaj zabawy, której szuka."

                                             

                                   

                                          Kazimierz Przerwa – Tetmajer

12 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

     Tak naprawdę wszyscy żyją (odjąć jakieś 10% odszczepieńców) televizornią, gazetornią kolorovą i radiem. Łykają stamtąd komunikaty paszczami swemi i zmysłami dwiemi. Internety są dla nich jeno dopełnieniem tej paszy.

     No ale jest grupka ludków, co to buszuje w internetach owych, czując się tam jak rybka w wodzie i używają oni mózgów swych przednio!

     Ale nie o nich niestety tym razom.

     Po fejsxięgach patrząc i innych takowych, to mamy do czynienia z niedojrzałymi kobietkami (lat często nawet ponad 60!), które zanieczyszczają owe internety swymi filozofiami płytkimi nad wyraz.

     To są często poważne ponad miarę pasztety, których jedynym osiągnięciem jest spłodzenie dzieci, z trzymanym w napiętych cuglach wałachem. I z tej kwestii uznają się owe gimbazowe wypierdki za dojrzałe osoby: bo to mam dom, rodzinę i tak dalej.

     Choooja prawda!

     Ongiś na Demotywatorach (to nie reklama – to przykład) zalęgło się takowe coś, co prawie nie rozpieprzyło tej strony! No to były babsztyle wieku wszelakiego, co to dawały kawałki w stylu: "Miłość ci wszystko wybaczy", ale co na dłuższą metę stało się środkiem wyrzygalniczym.

     Na szczęście zmienili admina i strona znowu zyskała popularność.

     Bo "filozofia" w wykonaniu megapoważnych (?), dyskomaniakalnych kwok, bez dystansu do siebie i otoczenia (taki dystans to cecha ludzi mądrych i inteligentnych), to jeno kpina i popierdółka.

     Kwoki mają znosić jajka, a nie gdakać!

     Bo filozofia to głębszy temat i z tego powodu od dziś będę ją zasuwał codziennie w stopniu hard (czyli od najlepszych) cytatami:

     "Nie staraj się zrozumieć wszystkiego, bo wszystko wyda ci się niezrozumiałe"

                                                                       Demokryt

15 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Pomorze ogólnie nie zawiera się w temacie głębokiej prowincji. Ot, taki odosobniony kawałek Polski, z jakimś dziwnym potencjałem.

    A jednak.

    Im dalej od morza, tym bardziej prowincja owej prowincji uderza w patolę.

    Pomijam wsie i miasteczka, ale skupię się na trzech takich w miarę konkretnych, oddalonych od aglomeracji miejscach:

  1.     Pierwszym takim miastem – największym z tej trójki i najbliższym Trójmiastu (30 km), jest owy Tczew, w którym maniakalnie przesiaduję i nawet pracuję. I choć jest uznawany za sypialnię Trójmiasta i regularnie tam wyśmiewany – jak u nas Pelplin, to ma jednak sporo zalet! Chociażby ową pracę, której w tej Specjalnej Strefie Ekonomicznej jest po uszy, a nowe firmy wciąż powstają. No i odległość jest tak znikoma, że potencjalny Tczewiak czuje się w Gdańsku jak u siebie.

              Czyli nie najgorzej ogólnie.

       

       2.    W odległości mniej więcej takiej samej, acz w drugą stronę, znajduje się niejaki Malbork. Pipidówa mniej więcej o połowę mniejsza, która istnieje właściwie dzięki temu, że ma zamek, a i pociągi z Warszafki i dalij, nie mając innego wyjścia, zahaczają o to wynaturzenie. 

            Roboty tam ni ma, a ulubionym zajęciem miejscowej patologii jest wałęsanie się po rozsianych licznie po mieście salonach z automatami, gdzie przegrywają i tak nędzne "oszczędności". Resztę swoich pieniędzy regularnie tracą na wszelkiej maści używki, z których najpopularniejszą są zdaje się piguły, które obecnie występują pod nazwą: "Rolex" (ostatnie co pamiętam, to "Mitsubishi"). Taki stan wegetatywny – wspomagany.

       

       3.    No i Pelplin.

             Staram się to miejsce omijać na wszelkie możliwe sposoby, albowiem jest wprost legendarne, a akcje, które się tam dzieją, normalnym ludziom nie mieszczą się w głowach!

             Choćby ostatni gwałt na leżącym na trawniku, utyranym zdechlakiem, przez stukilowego, napalonego walenia (porwało toto na sobie rajtki!), nagrywany w kręgu przez ich znajomych (!!). Film ów był nawet chwilowo dostępny na fejsbuku (!!!), lecz przestał istnieć w internetach, bo sprawa skończyła się na prokuraturze, z późniejszym wskazaniem na sąd.

             I to powinno wystarczyć, bo pipidówa owa, oprócz siedziby biskupstwa i przejeżdżających pociągów (niewiele z nich się tam zatrzymuje), nie posiada absolutnie żadnej atrakcji, tudzież zajęcia – wszyscy jeżdżą do roboty do Tczewa.              

             A w wolnym czasie bezmyślnie, acz radośnie się odczłowieczają.

   

            A w połowie drogi między Tczewem, a Gdańskiem, jest jeszcze miasteczko podobnych gabarytów, o nazwie: Pruszcz. Roboty jest tam w pip (najlepiej płatnej), bliskość wobec Gdańska co i rusz rodziła pomysły zrobienia z owego miasteczka nowej dzielnicy (ostro protestowane przez władzę i mieszkańców!). Imprezy sa robionę z klasą (od metalowych, po disko i Dodę). Patologia także jest – jak wszędzie, ale tego się nie odczuwa, tak jak na prowincji, gdzie każdy obcy od razu jest na celowniku – bo tak rzadko się tam pokazują…

 

 

  

19 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Zasada jest taka:

     Mężczyźni mają minimalne wymagania i ich potencjalna partnerka idealna musi spełniać co najwyżej pięć warunków. Więc ma być gibka, ładna, wierna, porządna (pracowita) i mądra.

      To naprawdę niewiele.

      U babek lista wymagań jest nieogarnięta (na ogół) i facet ma spełniać całą litanię życzeń, zazwyczaj ze sobą sprzecznych, a jakby nawet jakimś cudem je spełnił, to babeczka i tak znajdzie pierwszego lepszego gamonia, za którym oszaleje i zostawi biedaka chcącego spełnić jej fantasmagoryczne marzenia.

       Ale to taka jakby romantyczna teoria, a tak naprawdę samym rdzeniem relacji damsko męskich (i przekazywania genów) jest czysto naturalna chęć zapylenia przez faceta jak najładniejszej samicy, a owych samic rozłożenia nóg przed najładniejszym i najobfitszym w bogactwa samcem.

        Cała reszta to pic na wodę.

        Oszustwa, zdrady, zakłamanie.

        Ale to na szczęście nie jest norma, ponieważ większość, porażająca większość jest zwyczajnie zwyczajna i z czasem zaczyna sobie zdawać z tego sprawę.

        I na całe szczęście dla ludzkości zaczyna żyć zwyczajnie i w miarę uczciwie.

        Jeszcze lepiej, gdy zwyczajni ludzie zaczynają pojmować, że obiekty ich westchnień i marzeń są tylko nieosiągalną utopią z dużych i małych ekranów, z okładek kolorowych, idiotycznych pisemek dla gąsek wiejskich i małomiasteczkowych onanistów. To podrasowane technicznie modelki i modele z nieżyciowych, wręcz rajskich reklam, sprzedających ułudę, nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością.

       Więc zwyczajni ludzie, najczęściej podświadomie, toczą zwyczajne życie bez niepotrzebnym kombinacji i związanych z nimi komplikacji.

       Tylko co poniektórzy usiłują się wyłamać, kończąc najczęściej z ręką w nocniku.

       Ciekawe, czy Sandra Ryncarz, sexowna pogodynka o głębokim głosie jast tak piękna w rzeczywistości?

       Nie wiem, czy chciałbym to sprawdzić.

       Wolę jej televizyjną boskość… 

18 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

     Pominę wszystkie monoteistyczne religie i skupię się na chrześcijańtwie, które to uważam za jedyne i właściwe. 

     Otóż jest taki myk, który dopuszcza do powtórnego ożenku wdowy i wdowców.

     Znaczy stary stary pozostaje tam gdzieś, a nowy stary przejmuje jego obowiązki w tym łez padole.

     Jest wporzo w świecie materialnym, albowiem fizyczne ciało domaga się dopełnienia, czas leczy rany, a i samotne życie komuś ze związku nie pasuje, podobnie jak ktoś posiadający samochód, czy własny biznes, już zawsze będzie owy posiadał – bez względu na okoliczności!

     No ale jako człek wierzący, zastanawiam się, co będzie w owym paradajsie, po spotkaniu, na przykład – dwóch mężów i jednej żony?

     I jeszcze żeby to były porządne chłopy, miłujące swoją wybrankę?

     Jakoś to trzeba podzielić będzie (pokojowo – bo to porządne chłopy!).

     Czyli co: co tydzień z innym, według głosowania, czy jak?!

     A męskie libido, honor, poczucie własności… chociaż to w zaświatach może zostać sprowadzone do nieistotnej i uleczonej przypadłości.

     Więc raj może się w takich okolicznościach wydawać jakąś mocno konserwatywną, acz hippisowską komuną?

     Inaczej sobie nie wyobrażam.

     Ale to by pasowało do widoku raju: zero chamstwa, nieuzasadnionej agresji – a wszystko bez przymusu.

31 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 3

Stronę odwiedziło

018548
Dzisiaj : 7
Wczoraj : 13
W tym miesiącu : 464
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.160.198.60

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code