W zeszłą sobotę miał miejsce w jakiejś hali na ślunsku finał eurowizji dżunior. Drugi raz z rzędu wygrała polka, drugi raz z rzędu dwunastolatka (chociaż wygląda jak skurczona trzydziestolatka). Z innych krajów wystąpiła cała masa jakiejś mniejszej gówniażerii dansującej i śpiewowywodzącej co sił natura dała!

         TVP i media pokrewne odtrąbiły to jak wielki sukces – w dorosłej eurowizji im nigdy nie szło, więc uczepili się gamonie tej wersji mini, jak podczas dorocznych klęsk w piłce kopanej: siatkówki, ręcznej i koszykówki…

        Sęk w tym, że owa eurowizja w tych dwóch odmianach – junior starszej i junior młodszej – stała się prężnym i obrzydliwym przykładem propagowania pederastii (w wersji dojrzałej (?!)), co pokazał dobitnie i wulgarnie ostatni finał w Izraelu, oraz pedofilii, czego najlepszym przykładem było to ostatnie śpiewające przedszkole.

        Pomijając całe stado zapadających nieuchronnie w alzheimera starych gospodyń domowych from the PRL – komu to się mogło podobać?!!!

        No?!

        Cały przekrój dzieciarni: od małych chłopców i dziewczynki, po nadzwyczaj rozwinięte dwunastolatki a'la Lolita.

        Podczas tego finału, od tysięcy schizoli trzepiących pałę, zadrżała Europa i pół zboczonego świata.

        Po to tylko to było.       

        Tylko czemu w taki kanał wchodzi televizja służąca niby konserwatywnej partii?!

        Całą tą eurowizję w wersji maxi i mini, każdy szanujący się kraj powinien wykopać w kosmos! 

         Bo to jest coś o wiele gorszego od sześciu kanałów porno, które aktualnie posiadam na kablówce, ale które w sumie oferują coś w zasadzie normalnego, ale wykreconego pod sufit, a nie jakieś dzieci wystawiane na ekrany, by wiadome stwory mogły się zacnie wytrzepać…

 

          PS       A tworzenie takiego hitu dla dwunastolatki? Jak to wygląda? Moja skromna wyobraźnia podpowiada mi, że gdzieś tam, w jakimś studiu, zbiera się na tydzień grupka sesyjnych muzyków – starych wyjadaczy +  odpowiedni texciarz (a nawet dwóch i trzech), imprezują dzień w dzień, kręcą z tego wszystkiego niezłą bekę, a powtem rodzą coś ku pocieszeniu tłuszczy i wyżej wspomnianych pedofili…

18 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

      "Osądzono" niejakiego Najsztuba. Piotra. Najsztub ów – Piotr – dziennikarzyna nieskromna, wyznawca opcji jedynie słusznej – Michnikowo/liberalno/levicowej, bywalec salonów stolicznych, składnik tamtejszej śmietanki "intelektualnej" , rzecz jasna został naturalnie uniewinniony przez "niezależny" sąd.

       A za co?

       No tu doszło do kumulacji!  

  1.        Jechał niesprawnym samochodem (brak obowiązkowych badań technicznych).
  2.        Prowadził owe niesprawne auto bez obowiązkowego ubezpieczenia (OC).
  3.        Rzecz jasna bez prawa jazdy (równie obowiązkowego), które wcześniej stracił za łamanie przepisów.
  4.        Te trzy czynniki same w sobie już mocno świadczą o stylu życia tego gościa, ale żeby było ciekawiej celebryta Piotr Najsztub dowalił do pieca… już nie szuflę, a wagon węgla i na przejściu dla pieszych, na pasach… rozjechał staruszkę!

                  No bardziej nie można! Znaczy mógł być jeszcze pod wpływem (czegokolwiek), ale czy na pewno nie był? Patrząc na wyrok owego "niezawisłego" sądu, kto wie, co nam umknęło?

                  I właśnie to jest najgorsze w tej całej sprawie. Sam naj…naj… Najsztub to zwykły zwyrol i degenerat, który w normalnym kraju, przez normalny sąd, powinien być odpowiednio ukarany (co najmniej rok bezwględnego więzienia)… i po sprawie. Polskie sądy jednak mają jakąś taką słabość do ludków ze świecznika, że zazwyczaj ich uniewinniają – nawet w tak kuriozalnej sprawie jak ta!

                Internauci słusznie zwrócili uwagę, że gdyby w Polsce obowiązywało anglosaskie prawo precedensów, to właściwie od teraz, każdy, bele czym, bez żadnych uprawnień, mógłby spokojnie jeżdzić jakkolwiek, czymkolwiek i rozjeżdżać bezkarnie kogokolwiek, gdziekolwiek w pobliżu jezdni! 

                Tu mały wtręt: rocznie około 300 ludzi w Polsce ginie rozjechanych NA PASACH, a około 30 NA CHODNIKU !!! 

                Idziesz sobie spokojnie chodnikiem, mając to wszystko w tyle, a tu nagle zabija cię jakiś autodebil!

                Paranoja totalna !!! 

                A spróbuj jeszcze mieć we krwi trochę alkoholu, to z miejsca staniesz sie winny swojego zgonu, a kierowca zostanie uniewinniony!

                Żeby było jeszcze bardziej absurdalnie, parę lat temu wprowadzono zaostrzenia kar dla pijanych kierowców, w wyniku czego do więzień trafiło około 20 – 30 tysięcy rowerzystów, którzy na ogół zmierzali do wiejskiego gieesu po piwo polnymi drogami…

                Debile podburzane przez takie zakały, jak ten naj… naj… Najsztub, burzą się na jakieś tam trybunały, jakąś tam konstytucję, media "właściwe" drą koszule i ryja nad "łamaniem" prawa przez jedynie słuszną partię na szczeblu najwyższym(?)… a rokrocznie jest bezkarnie zabijane jakieś pół tysiąca ludzi.

                 Ot tak!

                 Bo takie mamy "prawo" i pilnujące go "sądy"… 

28 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Sprawy na pozór skomplikowane, mają na ogół proste rozwiązania. Tyle, że obecne czasy nie lubią prostoty. Dziś im bardziej skomplikowanie, zagmatwanie, niezrozumiale – tym lepiej!

       Prosta, zwyczajna mądrość jest w odwrocie. Jest zwalczana. Nikt dziś nawet nie chce i nie usiłuje jej zrozumieć!

       Chociażby nasilająca się, "tęczowa" ofensywa, skierowana na ostatni bastion normalności w UE – czyli Polskę. Pod niegroźnym z pozoru hasłem walki o prawa mniejszości, usiłuje się zniszczyć podstawy bytu większości (rodzina, wiara, własna tożsamość, itp). Z iście szatańską fantazją, ze szczytnymi sloganami na ustach, zmierza się do kompletnej destrukcji cywilizacji zachodniej!

        I co kogo interesuje, że recepta na idealne współżycie ogółu zawiera się w jednym zdaniu:

        Mniejszość nie może narzucać NIC większości, a większość nie może ingerować w wolność mniejszości.

        No co to kogo obchodzi?!

        Ułamek procenta spokojnego, przaśnego, nadwislańskiego społeczeństwa, zasilany niewyobrażalnymi pieniędzmi z "tęczowego" lobby, postanowił przerobić resztę na swój wzór i podobieństwo. Krytyki ma nie być. Dyskusji ma nie być. Logiki ma nie być. Ma być tak, jak oni to sobie wymyślili.

         Wszelkie inne rozwiązania są niepożądane.

          To wojna totalna. Najgorsza z możliwych, bo psychologiczna…

      

         PS Lesbijska aktywistka wspierająca ruch LGBT przyznała szczerze, iż celem działaczy nie są prawa homoseksualistów. Celem jest całkowity demontaż małżeństwa i rodziny.

– Nie chodzi o prawo homoseksualistów do zawarcia małżeństwa, ale o to, że instytucja małżeństwa powinna  przestać istnieć. Walka o małżeństwa dla homoseksualistów zazwyczaj wiąże się z ukrywaniem tego, co mamy  zamiar zrobić z małżeństwami, kiedy ten cel osiągniemy. Mówienie, że instytucja małżeństwa wówczas nie ulegnie  zmianie, jest kłamstwem –  stwierdziła Masha Gessen, rosyjska dziennikarka dumna ze swojej homoseksualnej orientacji.

– Sądzę iż ona [instytucja małżeństwa] nie powinna istnieć – dodała. To samo tyczy się rodziny w tradycyjnej formie. Dzieci powinny znajdować się pod opieką „społeczności rodziców”, których może być nawet piątka. Do bólu szczere wyznanie kobiety udowadnia, iż społeczeństwo LGBT jest czymś więcej, niż jedynie zbiorem osób o konkretnych zaburzeniach czy problemach.

Cały ruch posiada swoje cele, do których realizacji skrupulatnie dąży.  Powoli, świadomie, z wyrachowaniem i pilnymi kalkulacjami. Przechodząc powoli od walki o akceptację, aż po zniszczenie panującego jeszcze ładu zbudowanego na chrześcijańskich wartościach. LGBT naśladuje wiernie wielkie systemy totalitarne, za fasadą miłości niosąc coraz większy chaos i bezsens.

41 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Już nie śmieszno, już jest straszno

Zeszły absurd jest realny dziś

Weź się nie kłóć! Masz popierać!

Nie ma prawdy! Jest idea!

Wskaże ci ją odpowiedni Zdziś

Może Zdzisio, może Zdzisia? Bo to sexualnie zmienny typ

Olej przeszłość! Wybierz przyszłość! Teraźniejszość nie ma sensu już

Nie myśl zbytnio, bo to wytną

By spasować do szablonu lila-róż

I unikaj słów jak: Prawda, Bóg!

Wytycznych trzymaj się, byś mógł

Szczęśliwym być na głównej z dróg

Co kolorami prawie tęczy

Wskazują prawie mędrcy

A co tam, że na końcu mrok!

Że grzęźnie w łajnie każdy krok!

Ktoś to zmajstrował, więc masz podążać tam

Bo to dla ciebie, byś nie był już jak ciemny cham

Oni chcą dobrze! Po co ci pogrzeb?

Nie myśl o śmierci – to jakoś zleci

Po prostu żyj według nakazu

I wątpliwości nie okazuj

Bo za to grozi mocny kop

Wprost w ten "tęczowy" , groźny mrok…

 

63 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

              Program publicystyczny pod takim hasłem obejrzałem wczoraj wieczorem w televizji "wPolsce.pl". Praktycznie większym problemem prowadzących było określenie wielkości tej wygranej i stopień nasycenia parlamentu innymi partiami, po tych zaiste najdziwniejszych w dziejach wyborach. A najdziwniejszych, bo to pierwszy przypadek, gdy potencjalna opozycja wykończyła się tuż przed nimi! No takim strzałem w potylicę było wypuszczenie na koniec TW Bolka – ewidentnie już zrypanego psychicznie i wymagającego izolacji, a nie wciskania go na ekrany – który to zwyzywał zmarłego dzień wcześniej ojca obecnego premiera, bezdyskusyjnego bohatera walki z komuną.

               Bolek dostał brawa, a media opozycyjne skrzętnie umniejszyły ten incydent.

               Wyobraźmy sobie odwrotną sytuację: nad trumną zaciukanego w Gdańsku Budynia ktoś ogłasza (zgodnie z rzeczywistością), że to złodziej, oszust i skorumpowany malwersant, który jakimś dziwnym trafem nie siedzi jeszcze w więzieniu?

                Za ogłoszenie tych oczywistych prawd, potencjalny ogłosiciel zostałby natychmiast zagryziony. Więc pochowano go w spokoju i żeby nie było: jeszcze w katedrze! 

                Swoją drogą radykalna polaryzacja mediów (odpowiednio: TVP i TVN) powinna pozostać i po wyborach. Wystarczy, że ktoś bez dostępu do innych, wiarygodnych mediów, obejrzy wiadomości w jednym i drugim kanale, wyciągnie średnią i już ma prawdę!

                A jedynym istotnym pytaniem o jutrzejsze wybory jest, czy partia Jarosława uzyska więcej niż 231 głosów wymaganej większości

                Śmiech totalny ogarnąłby mnie, gdyby PO poszło na aut, a jej miejsce zajeły te dziwne stwory w stylu zjednoczonej lewicy i konfederaci Janusza.

                 Ale najważniejszym wnioskiem było wczoraj stwierdzenie: Czemu będzie rządzić jedna partia (mylnie określana prawicową) ?!

                 Mianowicie ludzie zwykli czują się już tak pogardzani i odsunięci na margines przez samozwańcze "autorytety" , że z czystej przekory, bezsilności i zwyczajnej wściekłości, przesuną je sami na ten margines.

                 Tak już bywało w historii. W dwóch najsłynniejszych rewolucjach (francuskiej i bolszewickiej) takie zmurszałe i zdegenerowane elity likwidowano po prostu fizycznie!

                 Ale jak widać: historia nie uczy, ale uparcie sie powtarza.

                 Żeby było weselej, akuratnie na ekrany kin wchodzi genialny film "Joker" , który taki proces przedstawia w sposób wręcz fizycznie bolesny, a co najmniej wbijajacy w fotel!

                 Bo pogarda tych sławnych, bogatych i wpływowych to problem ogólnoświatowy.

                 A to się nigdy dobrze nie kończyło…

              

72 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Toczyłem w necie jekieś jałowe dosyć dyskusje na temat zalewania "tęczowym" gównem pozostałości cywilizacji europejskiej (w domyśle – chrześcijaństwo). Oponenci tradycyjnie zalewali mnie tym tęczowym śmiechem: że to nic groźnego, że to miłość, dobro i podobne niegroźne pierdoły, itp…

        No ale tradycyjna intuicja podpowiada mi cokolwiek innego (intuicja chyba nie jest jeszcze zakazana?).

        Jedno mnie skłania do uznania tego za inwazję: to co się z tej tęczowej rury wylewa uznane zostało za właściwe.

        Odgórnie, totalnie, bezdyskusyjnie…

        I ta bezdyskusja mnie dogłębnie martwi.

       Ktoś coś uznał za właściwe i z tym się nie można spierać!

       Z jednej strony tej rury zawsze szło jakieś gówno, ale były to ścieki, które po oczyszczeniu dostawały się do głównej rzeki bez wpływu na rzeczywistość.

      Tylko, że oczyszczalnia uległa awarii ;)

       Ściek wylał z całą mocą, ale apologeci nowego systemu powtarzają, że tak musi być!

       I nie możemy się z tym spierać, bo to jest jedyna i właściwa droga ku powszechnemu szczęściu i takim tam…

       Tylko zaraz… Skąd my to znamy?

71 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Szaleństwo… Nie, to za słabe słowo! Totalne i pędzące jak lawina, zdurnienie opozycji totalnej, tuż przed wyborami, osiąga już powoli stan amoku, co dobitnie udowadniają tej opozycji gwiazdeczki: czyli celebryci.

        Mianowicie teraz wymyślili sobie, że będą czytać dzieciom – dając dobry przykład z góry plebsowi, co to nic nie czyta (VAT na xiążki tak przy okazji)… o sexie!

        I to nie byle xięgę instruktażową, byle autora, a wiekopomne dzieło uznanej pisarki, niejakiej: Anji Rubik!

       Pomijam kretynów to czytających samotnie przed kamerą – choooj im w zad! Mistrzostrzem świata i niejako perwersyjnym samozaoraniem tematu ideologizowania sexem najmłodszych, wykazał się niejaki Stuhr Junior, który swoim (chyba?!), tak na oko pięcioletnim dzieciom postanowił toto "dzieło" poczytać… a dzieciaki naturalnie go zlały!

       Bo ostatnią rzeczą, jakiej pragnie słuchać i przyswoić sobie pięciolatek są sexualne, "literackie" wygibasy jakiejś niedorobionej modelki!

       Pięciolatki chcą kreskówek, prostych gier na tablecie, jakichś bardziej rozwiniętych teletubisiów, minecrafta, itp, a nie opisów funkcjonowania penisa w pochwie!

       Trzeba być totalnym debilem, by takie czytanki serwować dzieciom! A swoim dzieciom – to już sadyzm!

       Ale celebryci polscy mają chorobę, która w tymże klimacie przedPiSowskiego tryumfu, explodowała niczym dżuma, czy ospa w średniowieczu.

       To przekonanie o swojej wyższości nad wspomnianym plebsem.

       Oni się po prostu uważają za autorytety i żadna siła nie jest w stanie zmienić ich tego przekonania!

       No są lepsi i już!

       Bo są sławni (to chyba jedyny powód tej ich pychy?).

       A są sławni, bo sami się tą sławą nakręcają – głównie w mieście stolicznym, o nazwie Warszawa.

       Tyle że to tylko celebryci…

       Takie małpy ze szklanego ekranu…

       Autorytet, to chociażby biznesmen, który uczciwie rozkręcił innowacyjny interes i na tym zbił fortunę (wciąż rzadkie w tym kraju).

       Autorytet to naukowiec, który pcha technikę do przodu.

       Autorytet to ktoś, co robi coś pożytecznego dla OGÓŁU i ma moc umysłu, ducha i moralności w takim stopniu, którego ogół nie posiada.

       A nie są to jakieś małpy ze szklanego ekranu, kolorowych tygodników, czy innych pudelków, które to kiszą się we własnym sosie, gdzieś tam w stolicy, liżą sie wzajem po tyłeczkach i są dogłębnie (nie święcie!) przekonane, że są dla ludu  przez nich pogardzanego jakimś drogowskazem.

       Nie są i nie będą.

76 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

                     PiS płynie na fali i nic nie wskazuje na to, by przez nastepną kadencję (Ba! Nawet dwie!) mógł z niej zlecieć. Powody są co najmniej dwa:

  1.            To w zasadzie, sumie, ogólnie i szczególnie, jedyna partia od 30 lat tego postkomunistycznego cyrku, która wywiązała się z chociażby części swoich obietnic wyborczych (jak niewiele trzeba…). W przeciwieństwie do tej naprawdę już żałosnej opozycji, jakiekolwiek propozycje w ogóle ma! I ma na to pieniądze: czy to sie komuś podoba, czy nie! Wystarczyło, że położyli łapę na mafii vatowskiej i paliwowej, by za te zgarnięte do budżetu państwa miliardy złociszy mogli spokojnie realizować swoje nawet najbardziej wybujałe fantazje (jak przekop mierzei, czy centralny port lotniczy, o skromnym 500+ nie wspominając). Starczy im na kadencję, lub nawet dwie… a potem tradycyjnie choćby potop!

Nawiasem mówiąc, te krytykowane 500+ , nawet dla tych patoli, tak mi coś mówi intuicja, nijak się ma do tych bilionów zagarniętych podczas transformacji przez układ zamknięty (Kulczyki, Gudzowate i inne pasożyty z pierwszej setki miliarderów polskich, co to nic nie produkowały, niczego nie tworzyły, a jeno ssały…).

2.        No i ta żałosna opozycja… Takiego cyrku nie grali jak ten kraj tą śmieszną "demokracją" stoi! To już nie cyrk, nie chlew z kwiczącą żałośnie trzodą, której przestano sypać do koryta… to jakiś dom wariatów!

           Rozsypka tego mainstreamu jest tak totalna, że nawet dziś, w jakimś radiu, usłyszałem apel jakiejś pisowskiej kobieciny z kół rządzących, by się już nie pogrążali, bo… jeszcze trochę, a nie dociągną nawet do wyborów, a (w domyśle) pełna wygrana, bez praktycznie żadnego przeciwnika, zaleciała by mocno co najmniej wczesnym PRLem, Koreą Kima (jakiegokolwiek w kolejności), lub innym totalitaryzmem z szerokiej gamy historii!

           Ja wcześniej wierzyłem, że to będzie kolejna wymiana stosowana od lat 90ch: dziś my, jutro wy, ręka rękę myje, itd.

           Ale nie! Prezes, obywatel, poseł K. (cokolwiek genialny taktyk polityczny), postanowił zmienić zasady gry i wziąć całą pulę aż do oporu!

           I to mu się uda – czy to się znowu komu podoba, czy nie!

           Takie są fakty.

           Pytanie, co będzie po wyczerpaniu funduszy? Bo ów prezes w jednym jest zerem: w ekonomii.

           A owa ekonomia wykończyła już takie imperia, jak: ZSRR, czy Rzym…

          No, ale obiecał wszystkim wyrobnikom tego pasożytniczego cokolwiek państwa… praktycznie podwojenie pensji w ciągu dwóch lat (?!) !!!

         Pierwsze co zmartwiło owych wyrobników:

         Oczywiście, że jest to do zrobienia! Można nawet zarabiać i po 10000 (słownie: dziesięć tysięcy) złociszy na miesiąc!

         Tylko co na to inflacja?

         Już to zresztą przerabialiśmy przez całe lata 80te.

         Ale z drugiej strony…

         Przez te 30 lat nibykapitalistycznego cyrku, uczestnictwa w UE, ciągle mamiono nas dociągnięciem zarobkami… no chociaż do połowy tych najskromniejszych z zachodu.

         A tu chuj!

         Ciągle ten sam chuj z wypłatami!

         Niby się bogacimy, PKB zapierdala jak nigdy dotąd, do pracy nie ma już chętnych… ale ciągle ten sam chuj!     

         Skąd to się bierze?

         Ano w Polsce – jak w żadnym innym, cywilizowanym kraju – roztrzep zarobków jest wprost nieprawdopodobny!

         Tu od razu uprzedzam, że absolutnym maximum wypłacanym przez pracodawcę jest obecnie jakieś 6000 PLN. Powyżej Urząd Skarbowy zajedzie każdego!

         Ale to wystarczy.

         Więc od lat 30tu setki zapierdalają za minimum (najlepiej przez pośrednika), majster trzepie dwa razy tyle, kierownik 3x, biura jadą na krawędzi tych sześciu tysięcy (dużo robią jakieś premie i inne sposoby na omijanie urzędowo-skarbowych raf), umowy menadżerskie i inne myki…

          A później zaczyna się totalny kosmos!

          Summa summarum statystyki średniej krajowej (jakieś 4 tysie) nabijają ci ze świecznika i paru pod nimi (góra 20% ogółu pracujących).

          Tyle że taki rozrzut nigdy nie kończył się dobrze…

          Na razie jest fajnie.

          Na fali.

          Nawet z tym obłąkanym PiSem…

         I jeszcze trochę to potrwa…

         Ale nie zaszkodziłoby przy okazji kopnąć w dupsko tych z góry!

         Nawet delikatnie!

         Bo chyba drugiej takiej szansy nie będziemy mieli!?

         Im trochę uszczknąć (proporcjonalnie), nam dodać (wyjdzie sporo z naszego punktu widzenia!). W zasadzie nikt nie ucierpi.

         Odrobinę chęci i samozaparcia, a bedziemy szczęśliwi ludziska!

         Tylko czy ja nie wołam na wiatr… ?

         

74 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Jest kategoria książek, które pochłaniam baaardzo chętnie, albowiem opisują rzeczywistość, przyszłość, tudzież przeszłość w sposób obiektywny, aczkolwiek przez realny ogląd dramatyczny.

         Ze szczególnym uwzględnieniem w nich ludzi ową przyszłość, przeszłość i rzeczywistość kreujących.

         Taki talent ma cokolwiek jeszcze znany i bywający w okienku TV Rafał A. Ziemkiewicz, kompletnie pominiety Lech Jęczmyk ze swym "Nowym Średniowieczem" , czy ostatnio męczona przeze mnie dość spora cegła Wojciecha Roszkowskiego "ROZTRZASKANE LUSTRO – Upadek cywilizacji zachodniej" , która to książka, zupełnie niereklamowana, mimo dość sporej ceny, jest praktycznie nie do kupienia!

          Ale ja jak zwykle mam – i czytam!

          I mimo, że przebrnąłem dopiero przez 1/3 tej niezwykle logicznej petardy, mimo tego że spodziewałem się znanego mi już opisu rzeczywistości, mimo to jestem wstrząśnięty i przygnębiony!

         Wnioski są jednoznaczne:

         Nigdy dotychczas ludzkość (ta najbardziej cywilizowana, czyli bez wstydu, a wręcz z dumą i zgodnie z realiami określana jako: biali, Europejczycy, chrześcijanie) nie podlegała tak perfidnej, ukrytej pod pozorem dobra, tolerancji i miłości (sformułowanie "miłosierdzie" już bowiem jest publicznie wycofane z obiegu) manipulacji, jak obecnie!

         Mieliśmy ideologie: jak nazizm i komunizm, które to likwidowały ludzi fizycznie, w dziesiątkach milionów, próbując żyjącej reszcie przestawić myślenie na "jedynie właściwe", ale były to tak prymitywne twory, że wystarczyła tylko odrobina zdrowego rozsądku i logicznego myślenia, by przetrwać to zło do nieuchronnego końca.

          Ale zło wyewoluowało (takie trudne sformułowanie).

          Zło obecne nie jest już złem morderczym, bezlitośnie zabójczym, o nie!

          To wyrafinowane mamienie i ukrywanie się za szczytnymi hasłami: miłości, tolerancji, pokoju, szacunku (!), dobroci… no cokolwiek jest z tych pięknych słów!

          Taka fototapeta na obsranej ścianie.

         Taki lep na ćwierćinteligentów.

          Takie… no… szkło bardzo kontaktowe!

         Takie coś milusie, wytykające paluszkami swemi tych niedobitków tradycji chociażby, zdrowego rozsądku…

          To nie przesada! Za promocję zdrowego rozsądku… takiego zwykłego, zdrowego, chłopskiego rozsądku… na zachodzie idzie się do paki (!), tu ewentualnie można stracić państwową posadę – jeśli się miało szczęście ją posiadać. 

          Jedna idea, jeden… no nie naród oczywiście! Jedna ludzkość wymieszana. Jeden…

          No na pewno nie Bóg – bo to zbyt pewne i prawdziwe!

          Jeden człowiek za to, jedna nauka (chociaż fizyka teoretyczna, znienacka, mocno, kopie w dupsko ten cały, nowoczesny racjonalizm), jedno (krótkie cokolwiek) życie, jedna przyjemność i jedna nieuchronna katastrofa…

          Taka to dołująca lektura…

          Ale Złemu radość!

 

62 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

            Jakoś tak naturalnie zwracam uwagę na szczegóły, których inni nie zauważają, lub są dla nich tak nieistotne, że zlewają je sprężystym moczem. Ostatnią taką obserwacją są długowłose dziewczęta, którym owe włosy tak przeszkadzają w funkcjonowaniu (na przykład w pracy), lub ewentualnie tak podgrzewają  czaszkę w te gorące dni, że…

           …no naturalnie, z dawien dawna, upinano włosy gdzieś tak w okolicach potylicy (znaczy z tyłu), lub pleciono z nich warkocze. A teraz nie! Taka dziwna odmiana! Więc coraz częściej obserwuję dziewczyny, które uparły się, by spinać to wszystko, co im wyrosło włochatego: na szczycie głowy!

            Niby nic takiego, ale całkowicie odmienia wizerunek całkiem ładnych (często) kobiet, a tym brzydkim ujmuje resztkę pozostałej urody.

            Niektóre wyglądają wręcz, jak rozpieprzona piorunem stodoła pełna siana!

            Ale nic! Według nowoczesnych reguł: ważne, że jest im wygodnie i same się akceptują!

            A że – na przykład mi - psuje to estetykę, ze szczególnym uwzględnieniem piękna kobiet?

            Ja jestem nieistotny – jak mężczyzna w sprawie decyzji o aborcji (ale w przypadku alimentów jego pieniądze już stają się istotne).         

            Tyle że te wiechcie i badziewne koki na głów szczytach to pikuś!

            Jest naprawdę coś gorszego i równoznacznego z wytatuowaniem sobie na czole: "Jestem pierdolnięta i mam małe IQ" !

            To tak zwana fryzura na lesbę.   

            W skrócie wygląda to tak, że jakaś zbuntowana samica goli sobie cały bok głowy, lub w porywach i dwa.

            To nie tylko moja obserwacja, że klientki w ten sposób wygolone, są praktycznie co do jednej (osobiście, sam, nie spotkałem ŻADNEJ takiej, która by była normalna!), jak już wcześniej wspomniałem: zdrowo pieprznięte i pozbawione funkcji myślowych w stopniu wręcz podstawowym! Za to w większości wyposażone w pustą arogancję i zawyżoną samoocenę.

             Zadziwiająco często, dzisiaj, w czasach dowolnej samoaranżancji, to co na głowie, łączy się z tym, co w środku (na przykład stereotyp łysego w dresie). Tyle że od każdej takiej reguły wyglądu, jest sporo wyjątków.

             A KAŻDA podgolona, to egzemplarz w ten, czy inny sposób uszkodzony.

             I tu nie ma wyjątków!

             A te poupinane na głów szczytach… coś mi tak intuicja podpowiada… to zwyczajne fleje są…

 

 

            P.S.     Ogólnie dziewczyny obecnie mają jakąś taką dziwną przypadłość w kierunku samooszpecania się. Jak: radykalne przypadki botoxiar, silikoniar i solarisy, ale też jakże częste maniaczki wyskubywania sobie brwi – by zamiast nich rysować jakieś dziwne kreski na czole. No i oczywiście te obtłuszczone betoniary, które swoim smalcem epatują na okolicę, jak bojownicy mniejszości sexualnych swymi zboczeniami: bo z siebie trzeba być dumnym i to okazywać, a inni niech akceptują i zamkną ryja, lub oczy, jak ich to razi!

                        Zaiste zgubna ta asertywność…

110 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 3

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.234.214.179

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code