Chodzę wkurwiony

Wszystko rozpierdalam

Jest źle!

Coś poszło znów nie tak

Rozjebka to mój znak

Rozpieprzam wszystkich wokół

Nie dla mnie sławy cokół

Nie jestem ideałem

Choć sukces odnieść chciałem

Jest źle!

Nieustannie jest źle!

Jest całkiem wręcz chujowo

Niezmiennie wciąż liniowo

Jest źle!

Stale źle

Naprawdę źle…

Ja nie chcę wciąż narzekać

Lecz ile można czekać?!

Gdy szczęścia tyle wokół

Każdemu coś wychodzi

Karierę robią młodzi

A stary ja

Wciąż w stanie jestem złym

Jest źle!

Bez przerwy i wyjątków

Życie oszczędza mi uroków

Gdy inni gdzieś dochodzą

Sukcesem życie słodzą

Na "pstryk!" im się udaje

Los ślepy ich ropieszcza

To u mnie wciąż nieszczęścia…

Czemu kurwa jest tak źle?!

Czemu mi – a nie ci?!

Dlaczego byle głąb

Nie trafi nigdy na przeszkody

Dlaczego kurwa tylko mi

Są przeznaczone niewygody?!

Czemu do chuja jest tak źle?!!!

Tak długo już to trwa

Że już nie zmieni się…

Było

Jest

I będzie źle…

A idźcie w chuj farciarze!

Co życie was nie karze

Niewdzięczne wy skurwiele

Co zysk liczycie, a nie straty

Pierdolcie się psubraty!

18 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Powoli kończy się długi weekend, zwany dalej u nas majówką. No da sie zauważyć, że od lat wielu, tak wielu ludzi, przez tak długi czas nie robiło w zasadzie nic na rzecz gospodarki, ekonomii, wzrostu PKB, bogacenia sie państwa i innych pierdół propagowanych przez mainstream.

Ów mainstream z sadystyczną wręcz przyjemnością chciałby widzieć lud pracujący.

Zapierdalający wręcz lud!

Było tak nawet w czasie szalejącego bezrobocia, gdy ci z wierzchu, tych pod spodem chcieli widzieć w ciągłym ruchu. Byle jak, na byle czym, u byle kogo i za byle co. W myśleniu takim przodowali zwłaszcza ekonomiści, zrzeszenia przedsiębiorców i… kobiety!

Bo Polak przeciętny według nich powinien ciągle zapierdalać w pocie czoła, by Polska rosła w siłę, a wszystkim się żyło dostatniej!

A tu nagle coś się (im) rypło.

Bezrobocie znienacka spadło do poziomu granicznego, a lud ów pracujący z radością popędził na majówkę!

Pomijam, że owe święta (pierwszy i trzeci maja) są totalnie bez sensu: jedno to komunistyczny anachronizm, a drugie to świętowanie tak naprawdę ostatecznej klęski pierwszej RP.

Nieważne!

Wbrew temu, co propagują postępowcy (i te zachłanne baby), świąt jest za mało!

Taka majówka powinna się odbywać przynajmniej raz w miesiącu!

Naprawdę nikt by na tym nie ucierpiał!

Podobnie było pod koniec XIX wieku, gdy wkurzeni robotnicy (wtedy tacy naprawdę istnięli) wywalczyli krwią i krzykiem ośmiogodzinny dzień pracy, wolne weekendy i urlopy.

Świat nie upadł, a gospodarka… no tą notorycznie rozpierdalają banksterzy i kwestia czasu pracy, produkcji, itp. , jest w obecnych czasach drugorzędna – to oni ustalają zasady.

Poza tym postęp technologiczny idzie do przodu wbrew woli owych władców gospodarki i nieuchronnie zbliżamy się do momentu, gdy ów lud pracujący będzie miał coraz więcej wolnego (i będzie coraz mniej zmęczony).

Co równie nieuchronnie wiąże się z czasem na myślenie owego (i ewentualne działanie).

A oni się tego boją jak ognia…

A co do tego mają kobiety?

One chcą piniędzy po prostu.

Ale jak się im odpowiednio zorganizuje owy czas wolny, to i one się uciszą.

40 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Nie mam siły chodzić

Nie mam siły nawet brodzić

Nie mam siły nic

Nie mam siły by pracować

 Nie mam siły by ratować

Nie mam siły żeby jeździć

Nie mam siły żeby streścić

Nie mam nic!

Jedna siła co została

Ta co każe żyć

Nie mam siły was mordować

Nie mam siły komponować

Nie mam siły adoptować

Nie mam siły uczyć

Brak sił by wyrzucić

Jedna siła ma

Drobna wiara trwa

Poza tym nie mam siły!

Nie mam siły by podrywać

Nie mam siły by zdobywać

Nie mam siły by się uczyć

Nie mam siły żeby kroczyć

Nie mam siły żeby zboczyć

Nie mam siły na dyskusje

Ani żadne reperkusje

Nie mam siły spać

Nie mam siły trwać

Jedna siła co została

Nazywa się wiara

Chociaż nie mam siły nawet modlić się

Nie mam siły na pobudkę

Nie mam siły na zaśnięcie

Nie mam siły już na trwanie

Nie mam siły na odejście…

 

43 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

      Taki obrazek, a właściwie scenkę rodzajową ujrzałem dziś pod miejscowym centrum handlowym. Słowo "tato" wystąpiło tam z opóźnieniem. Najpierw malutka córeczka podbiegła do taty na parkingu, siedzącego za kierownicą, otworzyła bezceremonialnie drzwi i po prostu zażądała owych "piniędzy", ze szczególnym uwzględnieniem słowa: "Daj!". Potem zaczęły się negocjacje, w których wystąpiło słowo "tato". Mama z koleżanką przyglądały się z boczku, niezainteresowane akcją.

       Mnie zmieliło…

       Otóż obecnie mamy potężny kryzys męskości. Kryzys ów, najprościej opisując, objawia się tym, że faceci pozostali tym, kim byli przez wieki (acz wyzbywając sie agresji), a kobiety…

       Tu muszę wpierw zapodać dwa przykłady zaczerpnięte z internetów:

       Więc (może to był fake news, lub nie, ale to bez znaczenia). Jakaś typiara wychwalała pod niebiosa swój związek z arabem – bo on taki szarmancki, bogaty, czysty, trzeźwy, dobrze ubrany, z gestem, itp, itd… 

       Dokładne przeciwieństwo Polaka.

       No to się niestety nazbyt często zdarza: oni (te arabusy i inne ciapate) nazbyt często łowią te nasze, polskie kretynki na takie pozory, potem czyniąc je niewolnicami. Ich tajemniczą bajerę potęguje odległość, a jako że potencjalny polski mężczyzna jest na miejscu, zapierdala, to i nie musi ściemniać. Tamci to nieroby zasilane ropą, więc robią szopkę, by załapać jakąś słowiańską niewolnicę. I kretynki się na to łapią!

      Potem jest dramat (głównie, jak to zawsze w życiu bywa – dla dzieci).

     Drugi opis z interneta (nie wiem czemu zapamiętuje takie pierdoły, jak swojego numeru telefonu nie mogłem zapamiętać przez pół rocku, a własnych textów za cholerę nie pamiętam?!). Więc jakaś grupa małolat (acz już pełnoletnich) z rozrzewnieniem wspominała szarmanckiego dziadka w autobusie miejskim, który potraktował ich jak damy. I miejsca ustąpił i w łapkę pocałował, itp, itd. No normalnie rozpłynęły się nad jego rycerskimi obyczajami (chcociaż patrząc w kalendarz, dziad był pewnie kolejnym wypierdkiem PeeReLu)! I dalej zaczęły narzekać na obyczaje aktualnych mężczyzn…

     Po czym najpewniej udały się na dyskotekę, gdzie obrabiały parówy miejscowym dresom i kurwiły się na wszelakie inne sposoby.

     Dramat dzisiejszych facetów polega właśnie na tym, że się nie zmienili. Wbrew pozorom chcą konkretnej babki (chodzi o wersję długofalową), która im tam zabezpieczy te gniazdko i odchowa niemowlaki. No oczywiście trzeba od czasu do czasu spuścić z wora (natury panie nie oszukasz!) i zalać pałę w resecie. I to w zasadzie wszystko.

     A babska za to się rozbujały, niczym karuzela z rozjebanym hamulcem!

     Każda w zasadzie pragnie szejka, lub xięcia z pałacem.

     Pomijam już to, że chyba większości z nich potłukły się lustra i straciły słuch, bo nie widzą i nie słyszą, jak są szkaradne i tępe. One wymagają w zasadzie wszystkiego! I nic im nigdy nie pasuje!

     Kobiety w tej chwili mają najbardziej luksusową sytuację, bo wymagają od facetów czegokolwiek (nie dając w zasadzie nic w zamian), a oni starają się to dostarczyć za wszelką cenę.

     Paranoja totalna!

 

 

     Jak w piosence "Lao Che" :)

 

 

 

32 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Co jakiś czas, przy okazji politycznych zawirowań, w ramach akcji zamydlania oczu opinii społecznej (taka przypadłość demokracji) wychodzi temat aborcji…

No i regularnie wychodzą natenczas na ulice wkurzone babska (tym razem wybrały sobie za symbol czarne parasolki)…

Krótko i na temat, bo nie będę rozwlekał tematu:

Gdzie tu kurwa logika?!

 KAŻDY z nas był płodem i wszystkich to czytających matka donosiła.

Norma.

I względem właśnie tej logiki domaganie się usunięcia owych płodów (sam temat fuj już z estetycznego, kobiecego podobno punktu widzenia) jest w całości nielogiczny!

To tak, jakby domagać się mocnego przyjebania młotem (najlepiej pięciokilowym) w potylicę, na starość najlepiej!

No sorry, ale właśnie coś takiego od dawna odpieprza się w Holandii i na innych, zachodnich rubieżach cywilizacji.

Pod nazwą z kolei: eutanazji.

Tak jakby ludki chciały pozabijać wszystkich następnych i samych siebie na końcu?

Totalne wariactwo wymagające co najmniej przedyskutowania i akceptacji…

Jakby było nad czym dyskutować!

To tak, jakby się kłócić z Bogiem: czemu nas stworzył?

Pytanie proste, fundamentalne, ale jak widać nie do ogarnięcia przez wszystkich..

No tu wbrew pozorom nie dziwiłbym się ludziom wierzącym: usunę płoda, czy dam się uśpić – spotkamy się po drugiej stronie.

Ale czym do kurwy nędzy kierują się ci (bardziej "te") niewierzący i ateiści chcący likwidować życie poczęte i te wypoczęte?!

Nie kumam, ale wyczuwam za tym tak prymitywną prostotę umysłu… że jestem za eutanazją dla nich!

Jednostki z podobnymi problemami egzystencjalnymi są raczej niepotrzebne ludzkości.

Należałoby je odstrzeliwać.

Tyle w temacie. 

35 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

       Transsexualista słusznej postury, o nadanym samemu sobie pseudonimie Rafalala , został niedawno aresztowany za nękanie nastolatki. Koleś ogólnie wykazywał się totalną agresją wobec wszystkich przynajmniej niezdecydowanych do jego koncepcji, terroryzował postępową stolicę, w której zamieszkiwał, ale z nastolatką przesadził i najpewniej dostanie czapę.

       No i słusznie!

       Nie pisałbym o jakims upośledzonym psychicznie zboku (jednocześnie męskiej prostytutce – bo z tego się głównie utrzymywał), ale temat jest co najmniej fuj… i takie fuj chyba ostatecznie wykreśliło granice odporności polskiego społeczeństwa na coś, co bezskutecznie usiłowano przeszczepić z zarazonego od lat tym zachodu.

       Czyli rzecz z pozoru błaha, ale warta wzmianki.

       Tu trzeba wspomnieć o nadzwyczaj potężnych gabarytach tych transsexualnych celebrytów opcji trans: poprzednim był poseł (!!!), niejaki Anna Grodzki. No jeśli tak levacy postepowi chcieli zareklamować różnorodność sexualną i dociągnąć nas do zgniłego zachodu, to zrobili to niewłaściwie. Czyli z  punktu widzenia człowieka normalnego słusznie. Sami zaorali sie pi-arowo niczym wcześniej KOD !

       Polacy bowiem - wbrew pozorom mocno tolerancyjni – mają jednak swoje granice wytrzymałości i tolerancji, które przekroczone mogą spowodować ich całkowitą przemianę w coś nieprzyjemnego, a doświadczenie mają 45 letnie w oporze i walce z sovieckim systemem. Czyli w skrócie coś odgórnie narzuconego i pozornie akceptowalnego (medialnie), może znienacka – dla niewtajemniczonego obserwatora – zostać odrzucone i potepione na wieki.

       Taki naród.

       Tak mi sie wydaje, własnie się stało z narzucaniem przez opętany socjalistycznym szaleńtwem obszar starej UE, sexualnych dewiacji jako normy. A dewiacją jest sam homosexualizm niestety (dla licznych zwolenników tej opcji), niejako z definicji, ponieważ w związkach jednopartnerskich praktycznie zawsze jeden osobnik z pary odgrywa rolę męską, lub żeńską, przez co jest to właściwie parodią normalnych układów. Więcej! Gdyby takie pary działały na normalnych zasadach, bez podziału na role, to sam bym był to w stanie zaakceptować! Niestety (znowu dla tej całej, pseudotęczowej czeredy) za dużo tam jest uszkodzonych psychicznie odmieńców, którzy nie są w stanie zaakceptować swojej płci i udają odmienną.

       Z żałosnym na ogół i obrzydliwym skutkiem.

      Tam, na tym sybaryckim zachodzie, odmieńcy tacy, szantażem i groźbami, już od wielu lat dorobili się statusu osób nietykalnych i z musu akceptowalnych. Metoda podobna jak w Polsce, czyli prowokacja i agresywna reakcja - czy to w ramach konsekwencji karnych, szantażu, czy ostracyzmu zdegenerowanych "elit". Tutaj na szczęście prawo zadziałało w drugą stronę i zakończyło festiwal prowokacji.

      Myślę, że na dobre.

      Na dobre też tych potencjalnie molestowanych i krzywdzonych dzieci i zwierząt, co tam jest już normą i następnym etapem w walce postępowców (bo o co walczyć, jak się ma już wszystko?), bo skoro zaakceptowano jedną dewiację, to czemu nie akceptowac ich reszty?

       Logikę mają chorą i pokrętną, ale trzymającą się kupy.

       Tyle że ta kupa robryzgła się w kraju nad Wisłą już chyba ostatecznie!

       Ku chwale ojczyzny!

47 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Te trzy skromne literki z niejasnych powodów zniknęły z polskiego alfabetu, ale uważam że niesłusznie. Nie chce mi się zaglądać w różne wikipedie, ale z tego co pamiętam, ten nasz obecny alfabet ztwierdzono chyba w 1926 roku, kiedy to ujednolicono owyż, wymowę, czy co tam…

No w zamian od tych obecnych od wieków w naszej krainie (i ciągle istniejących na klawiaturach wszelakich!) literek zafundowano nam całkiem bezsensowne "erzet" ("rz"), tudzież jeszcze w przedwojniu i na kresach sensowne "cecha" ("ch") – które natenczas odróżniało się od małoruskiego, gardłowego "h".

Tyle że to teraz nie ma sensu!

"H" i "Ż" znakomicie by spełniało wszelkie wymogi obecnej wymowy, acz na pewno by MOCNO kłuło w oczy ortograficznych  antyków…

Tylko że by to z pokoleniami się uspokoiło.

Ale jakby urozmaiciło ten nasz semantyczny krajobraz zapomniane owe "X", czy "V"!

Wszystko z owym X i V brzmi fajniej!

A i tak wbrew panującej doktrynie jest wszechobecnie używane – tyle że organy górnodowodzące pisownią nie chcą tego zaakceptować.

Czemuż – ja się pytam?!

Co takiego trudnego jest w wyrzuceniu dwóch zbędnych liter, a zastąpieniu ich dwoma wspaniałymi (i staropolskimi!)?!

No pozostaje jeszcze te nieszczęsne "q".

Wymyślił to chyba narąbany skisłym winem starorzymianin i dziwnie funkcjonuje to do dziś (zwłaszcza u żabojadów i angoli). A nie ma to sensu najmniejszego!

Zróbmy z tym coś!

Ja od dziś literkę "X" będę na ten przykład używał gdzie się da, a i "V" będę wklejał, gdzie to mi przypasuje.

Ku chwale (hwale po nowemu) nowej pisowni!

 

59 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Przez 45 lat kraj nasz był w szponach szatańskiego, czerwonego systemu. Systemu płuczącego duszę w stopniu wręcz doskonałym! Widać to idealnie po pokoleniu (lub pokoleniach!), którew w owej czerwonce się wychowały. Mentalnie te ludki prezentują się niczym uciekinierzy z Korei Północnej, którzy w wolnym świecie zwyczajnie się gubią. Mają tak mocno zaKODowane w baniach bycie Homo Sovieticus, że praktycznie nic nie jest już ich z tego odmienić.

System niedostepny i uszkodzony.

No ale ów system padł na ryj niejako pod własnym ciężarem i trzeba go było czymś zastąpić. Szybko, bo wszystko sypało się na oczach w totalny proch!

Jak zwykle w takich wypadkach wybrano opcję najgorszą.

Czyli żarłoczny, bezlitosny i dziki kapitalizm (w zamyśle). Wmówiono ludkom spokojnym i umęczonym, że muszą biec, że sukces czeka (wyścig szczurów), bo wtedy tym nielicznym amatorom u steru tylko taki kurs się wydał najwłaściwszy. 

Jak już wyraźnie widać po 30 latach takiej gonitwy – czerwonkę zastąpiono bielmem na oczach.

Kredyt w czymkolwiek (frankach, złotówkach, itp.) stał się czymś tak naturalnym, jak odebranie sobie życia po nim (największy wskażnik samobójstw mężczyzn w Europie i jeden z największych na świecie!!!). W jednej chwili system, który propagował zlanie się w bezkształtną, czerwoną, ludowo/robotniczą masę zmienił się w totalnie coś przeciwstawnego. Nagle najważniejsze stało się "Ja" i "Mój" sukces. Nikt, nawet najdrobniejszym drukiem nie wspomniał, że sukces jest dla nielicznych. Więc nieświadome szczury ruszyły, licząć że KAŻDY będzie pierwszy. Logika zeszła na bok, nikt już nie liczył sił na zamiary: podium miało być dla wszystkich!

Że też taki prosty nonsens nikogo nie zaintrygował ?!

ZŁY naprawdę zrobił dobrą robotę, bo tylko wywrócił kapotę na odwrotną stronę i zaproponował ludziom ten sam absurd, tylko z zupełnie innej perspektywy i w nowym wydaniu. Nowoczesnym wręcz! Chociaż pewne elementy zostały, jak: siła młodości, upór, konsekwencja w działaniu (chociazby najbardziej bezsensownym, lub krzywdzącym innych ludzi) i oprawiony w złote ramki cel, który jak się tak głębiej zastanowić jest tylko gównem pomalowanym na żółto.

40 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Od razu zaznaczę, że nie chodzi o te nowoczesne, asertywne pojęcie "dobra", gdzie trzeba być dobrym, najlepszym, po trupach, ku materialnemu i społecznemu celowi, gdzie głównym (i zazwyczaj jedynym) dążeniem jest kasa i ukłony podwładnych (tudzież błysk fleszy rzucanych w obojętny tłum).

To nie dobro.

Chodzi o dobro takie zwykłe, ponadludzkie i podniebiańskie, takie wyczuwalne, empatyczne współgranie z resztą (nie tylko ludzi, ale także flory i fauny).

Chodzi o te dobro liczone na górze i za które na końcu KAŻDY z nas dostanie wystawiony rachunek.

Nie tak prosto być dobrym.

Wiele zależy od punktu startu. No od charakteru także. A gdy punkt startu wyznacza wysoka poprzeczka, jak kasa po przodkach, potężne gabaryty (u mężczyzn, bo mamy czasy wbrew pozorom dominacji bezmyślnej siły nad intelektem – czyli tego ostatniego upadek), to można nawet nie zauważyć, gdzie te dobro leży!

A leży ostatnimi czasy potężnie…

Będę mówił z poziomu mężczyzn, bo sam nim jestem. Więc gdy Bozia niejaka/lub natura dla niewierzących, obdarowała cię dobrym wejściem w życie wymienionym wyżej, to w zasadzie można o "dobrze" zapomnieć. Bo po co to wtedy?! Liczy się dobro doczesne, chwilowe, odczuwalne na miejscu i zaraz. Dam w ryja komuś, kto mi nie odpowiada, wypierdzielę na pobocze życia innych, którzy stanęli mi na drodzę, zrobię w konia tych, którzy byli zbyt naiwni (to odmiana dobra). JA mam być szczęśliwy, a reszta niech spierdala na drzewo! Najlepiej z obitym ryjem (tu konsekwentnie podaje przykład nadużywania siły przez nagrzanych kafarów, których to ona jest jedynym życiowym argumentem. Od razu zaznaczam – nikt z nich mnie nie klepał, ale za dużo takich  "mocarzy" obserwuję, by o nich nie wspomnieć).

No tu też muszę zaznaczyć, że sam bym był niedobry… Ba! Jestem zły z natury, bo wredny i cząstki swe nieliczne, mocne, wykorzystuję jak się da! Tyle że nie mam ich zbyt wiele. Ustawiony zostałem niejako na wejściu na końcu peletonu, co z czasem okazało się błogosławieństwiem.

Ponieważ patrzenie z tyłu na rozpychający się tłum ma NAPRAWDĘ wiele uroku!

Tudzież dla człowieka myślącego i czującego (na takie rzeczy można sobie pozwolić tylko na początku, lub końcu tej ludzkiej stawki) stanowi dość traumatyczną obserwację.

Albowiem zazwyczaj widać tylko zwierzęta.

I tak skazane na zgon.

Z czasem, tak stojąc z tyłu, zaczynasz się odruchowo wręcz zastanawiać: po co te bydło tak się bodzie, rozpycha, gryzie, ryczy na siebie?

Jak i tak zmierzają do jatki…

Po czym stawiasz sobie pytanie: KTO mnie oszczędził i usadowił na tylnym siedzeniu, bym mógł na to patrzeć spokojnie i mógł zacząć współczuć tym pogryzionym i pobodzionym.

Tudzież całemu stadu odtrąconych, pędzących z tyłu za stadem głównym…

Dobro chyba polega więc na świadomości swej obecności i mocy siły – a raczej na tej mocy ułudzie.

A jak się tą moc doczesną, ułudną odrzuci, wtedy nabiera się mocy prawdziwej i nieskończonej…

 

 

 

45 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        W 2018 Wielkanocna niedziela wypada 1 kwietnia – czyli w Prima Aprilis (pierwszy kwietnia po naszemu). O genezie Wielkiejnocy i jej przewadze nad świętami Bożego Narodzenia pisałem wielokrotnie. Prima Aprilis też wbrew pozorom ma zacną, średniowieczną co najmniej proweniencję, chociaż z czegoś wesołego stał się za sprawą mediów czymś wyjątkowo głupkowatym – a szkoda.

        Ale okres przedwielkanocny zaczyna się Wielkim Postem, a tego z kolei początkiem jest Środa Popielcowa. No w 2018 kumulacja tego dnia była konkretna! Więc dodatkowo patronem owej środy był natenczas niejaki święty Walenty – pierwotnie patron chorych na padaczkę (zresztą aktualne do dzisiaj). Z czasem dorzucono mu dodatkową, komercyjną, anglo/amerykańską jednostkę chorobową. Na szczęście ten lukrowany do porzygu dzionek jakby nie za bardzo chwytał w naszym rejonie. I dobrze! Robienie święta dla rozbuchanych hormonami, a nie do końca rozwiniętych umysłowo nastolatek raczej nie jest sensowne. Dodatkowo jeszcze wówczas wypadła kolejna rocznica powstania Armii Krajowej! Czyli tak naprawdę dobrze zorganizowanej partyzantki, która to już w momencie powstania była skazana na klęskę (ach te międzynarodowe układziki!). Taka smutna formacja samobójcza.

       Więc jak należało uczcić wtedy ową środę? Ano ubranym w modne ostatnio koszulki i bluzy patriotyczne, obżartym tandetnymi słodyczami w kształcie serca (?!), dać się obsypać popiołem i dostać trzęsiawi ku czci…

       A jak obchodzić jutrzejszą Wielkanoc? No tradycyjnie żreć na umór. Tradycyjnie szaleństwo zakupowe trwa od paru dni i tradycyjnie znowu w śmiecie pójdą tony żarcia. Tradycja taka. Tradycyjnie też w lany poniedziałek (który to zdaje się z Wielkanocą nie ma nic wspólnego?) skropicie panowie symbolicznie swe "damy" perfumami… No tu bym się nie ograniczał! Takie z nich "damy", jak z was "panowie", więc raz wpierdolcie je konkretnie i znienacka do wanny i spłuczcie zimnym prysznicem ich pałacowe zachcianki! Zróbcie im raz chociaż takie zimnoprysznicowe otrzeźwienie, by nabrały pokory.

       I to by było na tyle w temacie świąt – jak mawiał klasyk.

68 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.82.9

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code