Polacy to wybitnie kreatywny naród, Rzekłbym, że nawet najbardziej kreatywny na świecie! To cecha ludzi wolnych, nieskrępownych aż do zaciętej złośliwości - gdy im co chce układać życie. Ale coś, co jest ich plusem, jest jednocześnie ich przekleństwem. Ceną za ową kreatywność jest kompletne wariactwo w sprawach niejednokrotnie wybitnie ważnych i takki lekki duch spod znaku: jakoś to będzie! Tuż po katastrofie smoleńskiej jednoznacznie  byłem pewny, że to przez głupotę. Potem nabrałem wątpliwości przez wprost amatorską szopkę z ogarnięciem wraku, ciał zabitych i innych takich, którą zgotowała nam pozostała przy życiu, rządząca po umarłych ekipa. Gotów byłem uwierzyć we wszystko…

      Aż do tego tygodnia.

      Mianowicie, z przerażeniem w oczach ogarnąłem artykuł z wylotu polskiej delegacji rządowej z Londynu.

      Toż to czyste wariactwo!

      Te barany niczego się nie nauczyli!

      Gdyby nie trzeźwość umysłu i stanowczość pilota (cywilnego – czarterowego), to mielibyśmy kolejną tragedię – tym razem gdzieś na dnie kanału La Manche. Każdy normalny polityk, po tym co stało się w Smoleńsku, miałby na uwadze przede wszystkim bezpieczeństwo swej podróży… Taką zwyczajną traumę.

      A tu nie! Ciągle obowiązuje zasada ułańskiej fantazji, bez uruchamiania szarych komórek: polecim, to polecim, a jak już lecimy, to i wylądujemy (nawet na drzwiach od stodoły).

     Co w Smoleńsku nie za bardzo wyszło. Ale tam chociaż normalnie wystartowano, z normalnie usadzonymi (według listy) pasażerami!

      To co odwalili w Londynie można wytłumaczyć chyba tylko chęcią kolejnego samobója i próbą wciśnięcia się pośmiertnie na Wawel (dopóki to cielę Dziwisz żyje). Znowuż miała zginąć elita, najważniejsze osoby w państwie… tyle że w bardziej żenujący sposób.

      Dzieci z domowego przedszkola lepiej by zorganizowały ten powrót.

      Po smoleńsku NIKT odpowiedzialny za zorganizowanie tego lotu nie został ukarany, a nawet więcej: jakiś BORowik ZOSTAŁ ODZNACZONY (!!!)!

     Po Londynie też raczej nie poleciały głowy. Pewnie uznano to za jakieś niedopatrzenie.

     Do kolejnego razu.

     Ale gdy dojdzie do kolejnej katastrofy (a przy takim postępowaniu to wręcz pewne!), to będę pierwszym, który w szpaler trumien będzie rzucał zgniłymi jajkami, drąc się w niebogłosy. jeden chaos posmoleński w zupełności wystarczy.

     Bo jeśli rządzą nami debile nie dbający o  WŁASNE  bezbieczeństwo, to jakim cudem mogą oni dbać o NASZE interesy?!

     O bezpieczeństwie nie wspominając…

 

    A na grobach następnej ekipy, która legnie w kolejnym samolocie, powinna tkwić sentencja łacińska:

    "Hominis est errare, insipientis in errore perseverare."

    "Ludzką rzeczą jest błądzić, głupców rzeczą trwać w błędzie."

8 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Po ćwierćwieczu od powrotu (niby) do normalności po komunistycznych bredniach, siłą wprowadzanych w życie ; po paru latach masowej, zarobkowej emigracji (jakieś 3 miliony młodych na ogół ludzi), gdy bezrobocie spadło niemal do zera, a wakaty po wyjeżdżających zasila się coraz liczniejszą rzeszą Ukraińców (też już dochodzi do 2 milionów!), można by się spodziewać normalizacji na linii: pracodawca – pracownik…

      A tu nie!

      Zacznijmy od pieniędzy.

      Mój chrześniak stał się niedawno pełnoprawnym magistrem w dość specyficznej kwestii podatkowo/gospodarczo/xięgowo/coś tam. Do pracy magisterskiej podszedł ambitnie i uczciwie (żadne tam plagiaty!), a jedna kwestia przyciągnęła moją uwagę.

      Mianowicie kwestia rozdziału kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa. 

      Więc z wszystkich wydatków na działalność firmy, średnio tak wychodzi na wypłaty jakieś 14 % (!). Tylko tyle! Już samo to zniechęciło mnie do miejscowych (lub opłacanych przez zachodnie koncerny) pracodawców, żyłujacych w pierwszej kolejności na wypłatach, ot tak, z przyzwyczajenia. Bo człek drobny, zwykły nie może zarobić za dużo – się jeszcze mu z tego bogactwa w głowie poprzewraca!

      Żeby nie dość, to ten skromny procencik jest rozdzielany nad wyraz niesprawiedliwie, w stylu wschodnim, niespotykanym w krajach cywilizowanych. Także ci na dole dostają minimalne zazwyczaj, zagwarantowane ustawą ochłapy z zysku, a potem zaczyna się istne szaleństwo! Kadra średniego szczebla (kapo) potrafi zarobić nawet dwukrotnie więcej od swojego poddanego (!!!), a im bardziej w górę, tym wariactwo niesprawiedliwości zaczyna przekraczać granice zdrowego rozsądku (weźmy chociaż te słynne, oficjalne, wielomilionowe zarobki prezesów spółek państwowych i ich bajeczne odprawy)!

       Pracownicy biurowi, kierownicy, a tym bardziej prezesi, z rzadka opuszczają swój Olimp, niejako brzydząc się pracującym dla nich pospólstwem, a wszelkie kwestie związane z dyscyplinowaniem tego "motłochu" składają na kark starannie na ogół dobranych kapo – czyli majstrów, brygadzistów, kierowników, itp. , którzy to z szaleńczą przyjemnością, wręcz sadystycznie niejednokrotnie, pomiatają swymi podwładnymi, przed oczami mając ewentualny awans i poklepanie po główce przez swych panów.

      Paradoxalnie, po prawie półwieczu teoretycznego zrównywania ludzi, w tym niby kapitalizmie pozostał typowo wschodni podział na panów i niewolników (w PRL zwało się to: fizole kontra psychole).

      Efekt jest częstokroć taki, że pracodawca udaje że płaci, a pracownik udaje że pracuje (choć jest całkiem spory odsetek mułów i osłów, którzy są w stanie zaorać się dla dodatkowej złotówki – istny skarb dla ich władców!). W tak dużym kombinacie (a także i w mniejszych) zdarzają się oczywiście też przygłupy, złodzieje, agresorzy i połączenie tych wszystkich cech, ale większość jest mniej, lub bardziej normalna i spokojna.

      Bunt jest wykluczony, związki zawodowe istnieją TYLKO w nierentownych na ogół firmach państwowych, tudzież innej, oderwanej od życia budżetówce.

      Do czego to może doprowadzić wkrótce (ten czas się zbliża szybko i nieubłaganie), aż się boję myśleć!

      W mojej rozwijającej się cokolwiek firmie, największej w powiecie (ponad 3000 zatrudnionych), gdzie pracowników dowozi się z okolic odległych po 30 km, już zaczyna brakować ludzi… więc zatrudniają tych, których wcześniej wywalali!

      Pensje jednak nie wzrastają, a chamstwo i sadyzm, niejednokrotnie uszkodzonych psychicznie brygadzistów, wciąż pozostają niezmienne.

      A firma spokojnie rozwija się nadal…

      Aż do explozji.

      

 

 

    "Kto chce rządzić ludźmi, nie powinien ich gnać przed sobą, lecz sprawić, żeby podążali za nim."

                                              Monteskiusz

19 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Czy boisz się ciemności?

Masz oko jedno i drugie

A i tak odbierasz mały wycinek rzeczywistości

Masz po uchu z dwóch boków, a i tak niewiele słyszysz

Czujemy tak mało

Iluzją zmysłów

Tylko swe pobliże

Jakąś mglistą dal

Nieznana przestrzeń

Nieznany czas

Nawet twój głos jest tak niepozorny

Zasięg ciała nie dalszy jak lot komara…

Więc przerażałaby cię ciemnośc

Gdybyś nie miał wzroku?

Czy do szału doprowadzałaby cię cisza

Gdybyś NIC nie słyszał?

Jakbyś jeszcze nie czuł NIC

To jaki to miałoby sens?

A teraz zrozum

Ze tak naprawdę nie odbierasz praktycznie niczego

Korzystasz tylko ze szczypty,

Z promila możliwości odbioru całości,

A cieszysz się jak dureń

W przekonaniu że ogarniasz wszystko…

14 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Obracam się w takim towarzystwie, gdzie televizor – o ile istnieje(!) – to spełnia rolę drugo-, trzecio-, lub nawet siedmioplanową. O dziwo nie ogarniam żadnych znajomych nie posiadających internetu.

        Oprócz…

         No nie będę się wyżywał na rodzinie. Załóżmy że pociągnę po mojej "ulubionej" grupie: 50 + i ich nieodrodnych pociotkach, na ogół o minimalnym IQ niezbędnym do przeżycia. Takie typowe: Janusze i Hanki PeeReLu, oraz ich Sebkowie, Andżeliki, Karyny, Brajanki i cały ten niezorientowany w rzeczywistości kanał ściekowy społeczeństwa postkomunistycznego.

        Oni chłoną televizję.

        Chłoną ją na tyle ostro i na tyle masowo, że niestety po raz kolejny muszę poruszyć ten temat.

         I to szczegółowo.

         Więc, na podstawie wielu swych obserwacji, gdzie to jedyna forma spędzania czasu wolnego takich jednostek podludzkich, to było jeno tępe wpatrywanie się w coraz to głupsze seriale, konkursidła, czy cokolwiek paradokumentalnego, lub pseudopublicystycznego, nabrałem przekonania, że żyję w Matrixie, bo imbecyli dookoła jest zdecydowanie zbyt wiele jak na zwykły przypadek.

         Zacznę od kuchni.

         Mignął mi jakiś finał, zdaje się jakiejś piekielnej kuchni, gdzie stresowani na maxa kucharzynki i kucharzyce mają niecałe pięć minut, by… odpierdolić jakieś w maxa "zajebiaszcze" danie!

         To wszystko jest jakieś…

         Każdy w miarę zorientowany w sprawach garowo/patelniowo/piekarnikowych wie, że do sporządzenia dobrej potrawy jest potrzebna bezstresowa atmosfera i przynajmniej w 9 przypadkach na 1000 (tysiąc) czas.

         Szybko to się nawet kupy nie robi, a jeno frytki i burgery we wiadomych paszarniach proweniencji amerykańskiej (przyrządzane przez niepotrzebnych nikomu magistrów).

         Ale bydełko przylepione do ekranów TV, podnieca się tymi "kucharskimi" wyścigami F1, napędzanymi przez psycholi żywcem wyjętymi z KL (doskonali kapo!), jakby oglądało…

         No właśnie? Co ten plebs umysłowy widzi fajnego w podglądaniu dręczonych kucharzynków, przygotowujących jakieś dziwadła kulinarne w pięć minut i do tego mieszanych z błotem przez jakichś sadoli?!

         Czy nasze zbyt ostentacyjnie przygładzone społeczeństwo, to tak naprawde ukryci psychopaci?

         Drugą kategorią zjebanych programów televizyjnych, oglądanych przez pospólstwo mózgowe, są konkursy śpiewacze (kolejny raz wznoszę błagalnie dłonie w niebo, w prośbię o zakończenie tej męczarni!).

         Te Haliny, Karyny i inne gospodynie wiejskie z Pcimiów dolnych i Górnych podniecają się nieustająco i mocno właśnie takimi spektaklami wyjców oddolnych…

         …jakby się znały. Znaczy podniecają się tym bardziej (podobnie jak odgrywające tą szopkę żuri) im kto głośniej i czyściej zawyje.

         Tyle że z tego wycia NIC, ABSOLUTNIE NIC dla światka muzycznego nie wyniknie!

         Bo to tylko wycie nieogarniętych w muzyce dyletantów. I jakby oni czysto i mocno nie wyli, to dla tejże muzy nic nie uczynią i nie zapiszą się w jej annałach. 

         Ale prymitywne babska, spoczywające na swych zadupiach, przed swymi ekranami, nie są w stanie tego ogarnąć nawet ułamkiem swego bezmózgowia…

          

 

            "Wolny czas jest bowiem dla każdego tyleż wart, ile on sam. "

                                                                          Artur Schopenhauer

27 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Otóż w ten weekend miał miejsce 40 już z kolei JarmaRock, czyli festiwal dobrej, nowoczesnej muzyki ukraińskiej. Jako że jestem niewiele naprawdę starszy od tego wydarzenia, to bywałem tam już za nastolatka, w siermiężnym jeszcze, schyłkowym PRLu, a że ustaliło się w ostatnich latach jego bytowanie w klimatycznym, postoczniowym klubie B90, to już kolejny raz byłem tam stałym gościem – czego nie zamierzam zmieniać!

        Jako się rzekło, za każdym razem jest sporo zacnej, oryginalnej (podszytej folkiem) muzy rodzaju wszelakiego: od hip hopu, przez metal, do typowego folka, no ale od początku obserwuje tam zjawisko, które każe mi się zastanowić nad zdrowiem psychicznym coraz to nowych pokoleń Ukraińców, tudzież stanem umysłów mieszkańców Warmii, Mazur, tudzież pipidów ze ściany zachodniej, które to masowo, w ramach Akcji Wisła, zostały tam zasiedlone tą nacją, a którzy na ten festival stawiają się regularnie i w liczbie dużej niezmiennie.

        No jestem zaprawionym i doświadczonym bywalcem koncertów i festivali, ale takiego wieśniactwa i oderwania od rzeczywistości nie widziałem nigdzie!

        Mianowicie rock w rock stawia się ta piękna młodzież (Ukrainki są naprawdę ładne!) jako sie rzekło – masowo… i zawsze w parach…!!!

        Wszyscy.

        W nierozerwalnych parach.

        Od zawsze.

         I rozpoczyna się densowanie, jak w PeeReLowskiej remizie – cokolwiek by nie grało! Hip – hop, czy jak ostatnio mocny folk metal zespołu Kryvoda. Jedzie ze sceny jedynie słuszną muzą, a tam przed nią się gibają jacyś pomyleńcy jak na jakimś weselu! 

         Taką schizę podejrzewam, można spotkać jedynie na festivalu muzyki cygańskiej w Ciechocinku – bo to równie pojebane prymityvy.

         Nawet na koncertach disko polo ludzie stoją normalnie pod sceną i się gibią STAMTĄD chłonąc muzę, a nie wywijają jakieś walce mieszane z tangiem, jakby nigdy pizdy na oczy nie widzieli!

         Co od lat nie pozwala mi się zintegrować z ową młodzieżą (tudzież czegoś wyrwać) – co jest normą na wszystkich innych koncertach i festach, bo jako się rzekło, te młode, ukraińskie pojebańce od zawsze pojawiają się w roztańczonych parach, bawią się tylko w parach i odjeżdzają w parach.

         Jak chcecie dansować, to u siebie w stodole!

 

 

        "…prawdziwy ideał nowoczesnej cywilizacji, a więc Przeciętność."

                                                                           Karol Capek

30 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Ostatnio bzykło takim heitem na Ukraińców. Że to najgorsze ścierwa i inne epitety, związane głównie z Wołyniem (1943). Że tam powyrzynali paredziesięt tysięcy Polaków i taka tam masakra…

       Moi ulubieni autorzy w kwestiach narodowo/historycznych, czyli Ziemkiewicz i Zychowicz, chyba pospołu stwierdzili: a gdzie wtedy była AK?! Czyli cokolwiek armia, która tą grupkę pojebańców z siekierami w łapskach by natychmiast odstrzeliła?! No gdzie oni byli?!!!

        A tak łapskami nielicznych, nakręconych przez ruskich, liczna cokolwiek mniejszość polska została wyrżnięta.

        I smród straszny pozostał na lata i teraz te szambsko wybija.

        Ale to nie Ukraińcy (czy cokolwiek z tego ludu wtedy odprysło) zrobili największy kipisz na wschodzie. Jeszcze w latach 30 (ubiegłego wieku cokolwiek) jakimś tam dekretem Stalina, przed słynnnym Hołodomorem nawet, po, czy w czasie (niepotrzebne skreślić) posłali ruscy (znaczy – Rosjanie) do piachu przynajmniej ćwierć miliona tamtejszych Polaków… o czym cicho do dziś i wtedy!

        Potem przyszedł słynny 1939 i przynajmniej 3 miliony Lachów Germanie wykończyli.

        Wsio OK, wybaczenie, zapomnienie i dziś babki nasze jeżdżą podcierać dupy esesmanom.

        Jest OK!

        Ruscy w tym samym czasie wyjebali w Sybir, czy inny Kazachstan, też coś koło 2-3 miliony naszych ziomali z kresów.

         Jak połowa wróciła, to i tak dobrze.

         Ale i tak największa spina dupy od zawsze jest na temat Ukrainców!

         A to była tylko banda zwyrodniałych zjebów z siekierami, których natentychmiast powinno sie utopić w bagnie – bo na zwykłą śmierć nie zasługiwali.

          Co te mityczne AK powinnno zrobić.

          Ale nie zrobiło, bo to zwykłe pizdy były.

          Więc narody: nie gryźmy się, a wspierajmy.

          A o jarmarocku jutro, bo się zbyt rozpisałem, rozpiłem i wkurwiłem.

 

       

       " Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za nasze czyny, lecz również za nasze zaniechania!"       

                                                                                   Molier

23 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kopyta na obcasach

Sięgają samej ziemii

Wychodzą prosto z nieba

Diablicy w blond warkoczu

Łączącej górę z dołem

O czarna anielico!

Długa do nieba swymi pęcinami

Być twoim alpinistą

Wszechmężczyzn jest marzenie

Goleni poczuć spięcie

I ud twych ścisku

Na biodrach swych sprężenie

Marzenie

Widziane gdzieś marzenie

Cwaniaków odstraszenie

Nie ze swej winy niedostępne

Rzeźbo niebiańska

W jakiej jesteś cenie?

15 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      I znowuż mą megafirmę ponadnarodową odwiedził sensei! O owym anonimowym cokolwiek japończyku, przed którym potulnie klekają biurwy i biurwiarze, pisałem już wcześniej. Wtedy nie załapałem się na jego obchód firmy, tudzież wprowadzanie w życie odjechanych pomysłów tej niejasnej proweniencji osoby.

      Teraz jednak widziałem przez parę dni kolorowe pochody prowadzone przez tego przewodnika… no i ostatnio mogę zaobserwować wprowadzane w życie plany przez niego wydumane.

      Chujnia z patatajnią delikatnie mówiąc.

      No przede wszystkim będzie tak jak było. Może trochę trudniej dla dolnych partii pracujacych, ale nic poza tym. Tam nic się nie zmienia od początku, a wystrzały fantazji jakiegoś azjaty, rokrocznie odwiedzającego ten kombinat taniej siły roboczej, składającej cokolwiek na zlecenie, nic tradycyjnie nie zmieni. Wpadł owy żółtek, zamieszał, zgarnął kasę i pojechał gdzie indziej wprowadzać zamęt.

      Jakby się znał.

      Nie wiem, co to za guru i kim tam jest u siebie, ale nie zdziwiłbym się, gdyby był jakimś miejscowym żurem spijającym sake na zeszyt i śpiącym na ławce.

      Tu, u tych zakomleksionych korposzczurów uchodzi zaś za wyrocznię!

       I NIKT nie zakwestionuje jego chorych pomysłów.

       Nie pozwala im na to małość ducha, strach przed utratą ciężko wylizanej posady i zwyczajny brak odwagi. No jak nic, korposystem przypomina wiekszą w zasięgu biurokrację! Miałkie ludki z ograniczoną do następnego poziomu (dalej nie zajdą) ambicją, pazurami trzymający się swoich stanowisk…

       Ku uciesze tych, co stoją ponad nimi.

       A ci z awansu (a zwłaszcza "te") to wybitnie na ogół nieludzkie, przygłupawe i psychopatyczne indywidua. No ale takich potrzeba właścicielom, w jakimś zapyziałym obozie pracy, składającym po taniości cokolwiek na zlecenie kogokolwiek.

       Żeby było weselej, ponad ćwierć tysiąca załogi, jakiś czas temu, chroniąc ich przed zwolnieniem, lub przymusowymi urlopami (przebranżowienie produkcji), wysłano na Węgry.  

       A te głupki odstawili tam pokazówkę i wykonali coś koło 125% normy!

       I za to właśnie nie lubi się Polaków na zachodzie (a teraz i na Węgrzech).

       Debil Polak za pieniądze się zaorze i chociażby mu pourywało ręce, to i tak wykona zlecenie i jeszcze coś ponadto.

       Kretyn Polak dla pieniędzy zrobi wszystko – jak zwykła dziwka.

       A gdy dojdzie do tego awans, to zostanie nawet kurwą.

       I tak ma większość.

       Dlatego żyjemy w krainie sprzedajnych dziwek i wrednych kurew.

       I nie wygląda niestety, by to się szybko zmieniło.

       

 

       "Żyje się za pieniądze, ale nie należy żyć dla pieniędzy."

                                                                          Nicholas de Chamfort

    

39 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Większość społeczeństwa, pod mocnym parciem kobiet wyzwolonych, wprowadziłoby kastrację na salony… znaczy zalegalizowanie ucinania jaj (chemicznie oczywiście i medycznie wyrachowanie, humanitarnie ogólnie)  przyjęłoby oklaskami (dla dewiantów na początek oczywiście).

       Bo faceci to zboki i takie tam pochodne (jakby babek nie swędziało cipicho?). Poza tym walka z męskością w wykonaniu feminonazioli, jest podświadomym (lub też całkiem świadomym) zagłuszaniem komplexu braku dżąder i smutku z posiadania w zamian rury kanalizacyjnej, krwawiącej dodatkowo co miesiąc!

       Niestety, jako że niejako z urodzenia, a na pewno z wychowania jestem wynicowany w drugą stronę (gdziekolwiek jest pierwsza), to tak obiektywnie patrząc, wykastrowałbym przynajmniej połowę kobiet wieku wszelakiego.

        Przy okazji raz na zawsze rozwiązując nierozwiązywalny problem aborcji.

       Bo przynajmniej połowa babsztyli pokoleń wszelakich, to tak tępe kurwiszony, że przywilej posiadania przez nie dzieci (dobrze opłacany przez państwo) podpiąłbym nawet pod zbrodnie przeciw ludzkości!

      Albowiem to zazwyczaj zwykłe znęcanie się nad dziećmi czegoś, co samo powinno zostać zamknięte w schronisku dla wściekłych psów.

     

       "Bądź ostrożny w wyborze rodziców."

                        George Bernard Shaw

41 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Najbardziej potrzebuję kogoś, kto byłby jak okno wychodzące na morze, a nie jak odbicie mojego znużenia

                                                         Antoine de Saint Exupery

38 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

019294
Dzisiaj : 1
Wczoraj : 7
W tym miesiącu : 67
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.159.189.139

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code