Co jakiś czas, przy okazji politycznych zawirowań, w ramach akcji zamydlania oczu opinii społecznej (taka przypadłość demokracji) wychodzi temat aborcji…

No i regularnie wychodzą natenczas na ulice wkurzone babska (tym razem wybrały sobie za symbol czarne parasolki)…

Krótko i na temat, bo nie będę rozwlekał tematu:

Gdzie tu kurwa logika?!

 KAŻDY z nas był płodem i wszystkich to czytających matka donosiła.

Norma.

I względem właśnie tej logiki domaganie się usunięcia owych płodów (sam temat fuj już z estetycznego, kobiecego podobno punktu widzenia) jest w całości nielogiczny!

To tak, jakby domagać się mocnego przyjebania młotem (najlepiej pięciokilowym) w potylicę, na starość najlepiej!

No sorry, ale właśnie coś takiego od dawna odpieprza się w Holandii i na innych, zachodnich rubieżach cywilizacji.

Pod nazwą z kolei: eutanazji.

Tak jakby ludki chciały pozabijać wszystkich następnych i samych siebie na końcu?

Totalne wariactwo wymagające co najmniej przedyskutowania i akceptacji…

Jakby było nad czym dyskutować!

To tak, jakby się kłócić z Bogiem: czemu nas stworzył?

Pytanie proste, fundamentalne, ale jak widać nie do ogarnięcia przez wszystkich..

No tu wbrew pozorom nie dziwiłbym się ludziom wierzącym: usunę płoda, czy dam się uśpić – spotkamy się po drugiej stronie.

Ale czym do kurwy nędzy kierują się ci (bardziej "te") niewierzący i ateiści chcący likwidować życie poczęte i te wypoczęte?!

Nie kumam, ale wyczuwam za tym tak prymitywną prostotę umysłu… że jestem za eutanazją dla nich!

Jednostki z podobnymi problemami egzystencjalnymi są raczej niepotrzebne ludzkości.

Należałoby je odstrzeliwać.

Tyle w temacie. 

13 odsłon(a), 4 odsłon(a) dziś

       Transsexualista słusznej postury, o nadanym samemu sobie pseudonimie Rafalala , został niedawno aresztowany za nękanie nastolatki. Koleś ogólnie wykazywał się totalną agresją wobec wszystkich przynajmniej niezdecydowanych do jego koncepcji, terroryzował postępową stolicę, w której zamieszkiwał, ale z nastolatką przesadził i najpewniej dostanie czapę.

       No i słusznie!

       Nie pisałbym o jakims upośledzonym psychicznie zboku (jednocześnie męskiej prostytutce – bo z tego się głównie utrzymywał), ale temat jest co najmniej fuj… i takie fuj chyba ostatecznie wykreśliło granice odporności polskiego społeczeństwa na coś, co bezskutecznie usiłowano przeszczepić z zarazonego od lat tym zachodu.

       Czyli rzecz z pozoru błaha, ale warta wzmianki.

       Tu trzeba wspomnieć o nadzwyczaj potężnych gabarytach tych transsexualnych celebrytów opcji trans: poprzednim był poseł (!!!), niejaki Anna Grodzki. No jeśli tak levacy postepowi chcieli zareklamować różnorodność sexualną i dociągnąć nas do zgniłego zachodu, to zrobili to niewłaściwie. Czyli z  punktu widzenia człowieka normalnego słusznie. Sami zaorali sie pi-arowo niczym wcześniej KOD !

       Polacy bowiem - wbrew pozorom mocno tolerancyjni – mają jednak swoje granice wytrzymałości i tolerancji, które przekroczone mogą spowodować ich całkowitą przemianę w coś nieprzyjemnego, a doświadczenie mają 45 letnie w oporze i walce z sovieckim systemem. Czyli w skrócie coś odgórnie narzuconego i pozornie akceptowalnego (medialnie), może znienacka – dla niewtajemniczonego obserwatora – zostać odrzucone i potepione na wieki.

       Taki naród.

       Tak mi sie wydaje, własnie się stało z narzucaniem przez opętany socjalistycznym szaleńtwem obszar starej UE, sexualnych dewiacji jako normy. A dewiacją jest sam homosexualizm niestety (dla licznych zwolenników tej opcji), niejako z definicji, ponieważ w związkach jednopartnerskich praktycznie zawsze jeden osobnik z pary odgrywa rolę męską, lub żeńską, przez co jest to właściwie parodią normalnych układów. Więcej! Gdyby takie pary działały na normalnych zasadach, bez podziału na role, to sam bym był to w stanie zaakceptować! Niestety (znowu dla tej całej, pseudotęczowej czeredy) za dużo tam jest uszkodzonych psychicznie odmieńców, którzy nie są w stanie zaakceptować swojej płci i udają odmienną.

       Z żałosnym na ogół i obrzydliwym skutkiem.

      Tam, na tym sybaryckim zachodzie, odmieńcy tacy, szantażem i groźbami, już od wielu lat dorobili się statusu osób nietykalnych i z musu akceptowalnych. Metoda podobna jak w Polsce, czyli prowokacja i agresywna reakcja - czy to w ramach konsekwencji karnych, szantażu, czy ostracyzmu zdegenerowanych "elit". Tutaj na szczęście prawo zadziałało w drugą stronę i zakończyło festiwal prowokacji.

      Myślę, że na dobre.

      Na dobre też tych potencjalnie molestowanych i krzywdzonych dzieci i zwierząt, co tam jest już normą i następnym etapem w walce postępowców (bo o co walczyć, jak się ma już wszystko?), bo skoro zaakceptowano jedną dewiację, to czemu nie akceptowac ich reszty?

       Logikę mają chorą i pokrętną, ale trzymającą się kupy.

       Tyle że ta kupa robryzgła się w kraju nad Wisłą już chyba ostatecznie!

       Ku chwale ojczyzny!

33 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Te trzy skromne literki z niejasnych powodów zniknęły z polskiego alfabetu, ale uważam że niesłusznie. Nie chce mi się zaglądać w różne wikipedie, ale z tego co pamiętam, ten nasz obecny alfabet ztwierdzono chyba w 1926 roku, kiedy to ujednolicono owyż, wymowę, czy co tam…

No w zamian od tych obecnych od wieków w naszej krainie (i ciągle istniejących na klawiaturach wszelakich!) literek zafundowano nam całkiem bezsensowne "erzet" ("rz"), tudzież jeszcze w przedwojniu i na kresach sensowne "cecha" ("ch") – które natenczas odróżniało się od małoruskiego, gardłowego "h".

Tyle że to teraz nie ma sensu!

"H" i "Ż" znakomicie by spełniało wszelkie wymogi obecnej wymowy, acz na pewno by MOCNO kłuło w oczy ortograficznych  antyków…

Tylko że by to z pokoleniami się uspokoiło.

Ale jakby urozmaiciło ten nasz semantyczny krajobraz zapomniane owe "X", czy "V"!

Wszystko z owym X i V brzmi fajniej!

A i tak wbrew panującej doktrynie jest wszechobecnie używane – tyle że organy górnodowodzące pisownią nie chcą tego zaakceptować.

Czemuż – ja się pytam?!

Co takiego trudnego jest w wyrzuceniu dwóch zbędnych liter, a zastąpieniu ich dwoma wspaniałymi (i staropolskimi!)?!

No pozostaje jeszcze te nieszczęsne "q".

Wymyślił to chyba narąbany skisłym winem starorzymianin i dziwnie funkcjonuje to do dziś (zwłaszcza u żabojadów i angoli). A nie ma to sensu najmniejszego!

Zróbmy z tym coś!

Ja od dziś literkę "X" będę na ten przykład używał gdzie się da, a i "V" będę wklejał, gdzie to mi przypasuje.

Ku chwale (hwale po nowemu) nowej pisowni!

 

38 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Przez 45 lat kraj nasz był w szponach szatańskiego, czerwonego systemu. Systemu płuczącego duszę w stopniu wręcz doskonałym! Widać to idealnie po pokoleniu (lub pokoleniach!), którew w owej czerwonce się wychowały. Mentalnie te ludki prezentują się niczym uciekinierzy z Korei Północnej, którzy w wolnym świecie zwyczajnie się gubią. Mają tak mocno zaKODowane w baniach bycie Homo Sovieticus, że praktycznie nic nie jest już ich z tego odmienić.

System niedostepny i uszkodzony.

No ale ów system padł na ryj niejako pod własnym ciężarem i trzeba go było czymś zastąpić. Szybko, bo wszystko sypało się na oczach w totalny proch!

Jak zwykle w takich wypadkach wybrano opcję najgorszą.

Czyli żarłoczny, bezlitosny i dziki kapitalizm (w zamyśle). Wmówiono ludkom spokojnym i umęczonym, że muszą biec, że sukces czeka (wyścig szczurów), bo wtedy tym nielicznym amatorom u steru tylko taki kurs się wydał najwłaściwszy. 

Jak już wyraźnie widać po 30 latach takiej gonitwy – czerwonkę zastąpiono bielmem na oczach.

Kredyt w czymkolwiek (frankach, złotówkach, itp.) stał się czymś tak naturalnym, jak odebranie sobie życia po nim (największy wskażnik samobójstw mężczyzn w Europie i jeden z największych na świecie!!!). W jednej chwili system, który propagował zlanie się w bezkształtną, czerwoną, ludowo/robotniczą masę zmienił się w totalnie coś przeciwstawnego. Nagle najważniejsze stało się "Ja" i "Mój" sukces. Nikt, nawet najdrobniejszym drukiem nie wspomniał, że sukces jest dla nielicznych. Więc nieświadome szczury ruszyły, licząć że KAŻDY będzie pierwszy. Logika zeszła na bok, nikt już nie liczył sił na zamiary: podium miało być dla wszystkich!

Że też taki prosty nonsens nikogo nie zaintrygował ?!

ZŁY naprawdę zrobił dobrą robotę, bo tylko wywrócił kapotę na odwrotną stronę i zaproponował ludziom ten sam absurd, tylko z zupełnie innej perspektywy i w nowym wydaniu. Nowoczesnym wręcz! Chociaż pewne elementy zostały, jak: siła młodości, upór, konsekwencja w działaniu (chociazby najbardziej bezsensownym, lub krzywdzącym innych ludzi) i oprawiony w złote ramki cel, który jak się tak głębiej zastanowić jest tylko gównem pomalowanym na żółto.

29 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Od razu zaznaczę, że nie chodzi o te nowoczesne, asertywne pojęcie "dobra", gdzie trzeba być dobrym, najlepszym, po trupach, ku materialnemu i społecznemu celowi, gdzie głównym (i zazwyczaj jedynym) dążeniem jest kasa i ukłony podwładnych (tudzież błysk fleszy rzucanych w obojętny tłum).

To nie dobro.

Chodzi o dobro takie zwykłe, ponadludzkie i podniebiańskie, takie wyczuwalne, empatyczne współgranie z resztą (nie tylko ludzi, ale także flory i fauny).

Chodzi o te dobro liczone na górze i za które na końcu KAŻDY z nas dostanie wystawiony rachunek.

Nie tak prosto być dobrym.

Wiele zależy od punktu startu. No od charakteru także. A gdy punkt startu wyznacza wysoka poprzeczka, jak kasa po przodkach, potężne gabaryty (u mężczyzn, bo mamy czasy wbrew pozorom dominacji bezmyślnej siły nad intelektem – czyli tego ostatniego upadek), to można nawet nie zauważyć, gdzie te dobro leży!

A leży ostatnimi czasy potężnie…

Będę mówił z poziomu mężczyzn, bo sam nim jestem. Więc gdy Bozia niejaka/lub natura dla niewierzących, obdarowała cię dobrym wejściem w życie wymienionym wyżej, to w zasadzie można o "dobrze" zapomnieć. Bo po co to wtedy?! Liczy się dobro doczesne, chwilowe, odczuwalne na miejscu i zaraz. Dam w ryja komuś, kto mi nie odpowiada, wypierdzielę na pobocze życia innych, którzy stanęli mi na drodzę, zrobię w konia tych, którzy byli zbyt naiwni (to odmiana dobra). JA mam być szczęśliwy, a reszta niech spierdala na drzewo! Najlepiej z obitym ryjem (tu konsekwentnie podaje przykład nadużywania siły przez nagrzanych kafarów, których to ona jest jedynym życiowym argumentem. Od razu zaznaczam – nikt z nich mnie nie klepał, ale za dużo takich  "mocarzy" obserwuję, by o nich nie wspomnieć).

No tu też muszę zaznaczyć, że sam bym był niedobry… Ba! Jestem zły z natury, bo wredny i cząstki swe nieliczne, mocne, wykorzystuję jak się da! Tyle że nie mam ich zbyt wiele. Ustawiony zostałem niejako na wejściu na końcu peletonu, co z czasem okazało się błogosławieństwiem.

Ponieważ patrzenie z tyłu na rozpychający się tłum ma NAPRAWDĘ wiele uroku!

Tudzież dla człowieka myślącego i czującego (na takie rzeczy można sobie pozwolić tylko na początku, lub końcu tej ludzkiej stawki) stanowi dość traumatyczną obserwację.

Albowiem zazwyczaj widać tylko zwierzęta.

I tak skazane na zgon.

Z czasem, tak stojąc z tyłu, zaczynasz się odruchowo wręcz zastanawiać: po co te bydło tak się bodzie, rozpycha, gryzie, ryczy na siebie?

Jak i tak zmierzają do jatki…

Po czym stawiasz sobie pytanie: KTO mnie oszczędził i usadowił na tylnym siedzeniu, bym mógł na to patrzeć spokojnie i mógł zacząć współczuć tym pogryzionym i pobodzionym.

Tudzież całemu stadu odtrąconych, pędzących z tyłu za stadem głównym…

Dobro chyba polega więc na świadomości swej obecności i mocy siły – a raczej na tej mocy ułudzie.

A jak się tą moc doczesną, ułudną odrzuci, wtedy nabiera się mocy prawdziwej i nieskończonej…

 

 

 

31 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        W 2018 Wielkanocna niedziela wypada 1 kwietnia – czyli w Prima Aprilis (pierwszy kwietnia po naszemu). O genezie Wielkiejnocy i jej przewadze nad świętami Bożego Narodzenia pisałem wielokrotnie. Prima Aprilis też wbrew pozorom ma zacną, średniowieczną co najmniej proweniencję, chociaż z czegoś wesołego stał się za sprawą mediów czymś wyjątkowo głupkowatym – a szkoda.

        Ale okres przedwielkanocny zaczyna się Wielkim Postem, a tego z kolei początkiem jest Środa Popielcowa. No w 2018 kumulacja tego dnia była konkretna! Więc dodatkowo patronem owej środy był natenczas niejaki święty Walenty – pierwotnie patron chorych na padaczkę (zresztą aktualne do dzisiaj). Z czasem dorzucono mu dodatkową, komercyjną, anglo/amerykańską jednostkę chorobową. Na szczęście ten lukrowany do porzygu dzionek jakby nie za bardzo chwytał w naszym rejonie. I dobrze! Robienie święta dla rozbuchanych hormonami, a nie do końca rozwiniętych umysłowo nastolatek raczej nie jest sensowne. Dodatkowo jeszcze wówczas wypadła kolejna rocznica powstania Armii Krajowej! Czyli tak naprawdę dobrze zorganizowanej partyzantki, która to już w momencie powstania była skazana na klęskę (ach te międzynarodowe układziki!). Taka smutna formacja samobójcza.

       Więc jak należało uczcić wtedy ową środę? Ano ubranym w modne ostatnio koszulki i bluzy patriotyczne, obżartym tandetnymi słodyczami w kształcie serca (?!), dać się obsypać popiołem i dostać trzęsiawi ku czci…

       A jak obchodzić jutrzejszą Wielkanoc? No tradycyjnie żreć na umór. Tradycyjnie szaleństwo zakupowe trwa od paru dni i tradycyjnie znowu w śmiecie pójdą tony żarcia. Tradycja taka. Tradycyjnie też w lany poniedziałek (który to zdaje się z Wielkanocą nie ma nic wspólnego?) skropicie panowie symbolicznie swe "damy" perfumami… No tu bym się nie ograniczał! Takie z nich "damy", jak z was "panowie", więc raz wpierdolcie je konkretnie i znienacka do wanny i spłuczcie zimnym prysznicem ich pałacowe zachcianki! Zróbcie im raz chociaż takie zimnoprysznicowe otrzeźwienie, by nabrały pokory.

       I to by było na tyle w temacie świąt – jak mawiał klasyk.

48 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

A ja chcę spać!

Nie straszcie mnie klepsydrą!

Nie wierzę w czas!

Więc jest mi wszystko jedno!

Realny tylko sen

Klepsydra to złudzenie

Ten piach nie sypie się

Atrament nie istnieje.

Lecz szczery odbiór mas

Cokolwiek dziwi mnie

Eteru zlek-wątpienie

O dziurze w ziemii śnią

Co nikt o niej nic nie wie…

Klepsydry cechą mocną jest

Stanowcze wywrócenie

Bo tam, gdzie widzą kres

Tam tylko przekręcenie.

Klepsydra ma dwa dna

Dokładnie przeciw siebie

Klepsydra wieczność trwa

Jej cechą usypienie…

38 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Tak się porobiło od drugiej połowy XX wieku, że – mając na uwadze wcześniejsze tragedie (rzezie właściwie), ze szczególnym uwzględnieniem obu wojen światowych – postanowiono zainstalować w krajach zachodnich (tych siedliskach białego człowieka) bezpieczny (o dziwo taki ogólnie jest!) system demokratyczny. Niestety z całej idei demokracji skupiono się tylko i wyłącznie na jej odmianie arytmetyczno/przedstawicielskiej. To mniej więcej  tak, jak nazywanie obecnej partii rządzącej (zajadle atakowanej przez poprzedników) prawicową. A z prawicowych zasad spełnia ona tylko i wyłącznie konserwatyzm, bo pod względem wolności ekonomicznej i osobistej to stuprocentowi levicowcy!

Podobnie z obecnym systemem – nazywanym dalej demokratycznym. Demokracja dla zwykłego człowieka zaczyna się i kończy w momencie stawiania krzyżyka na karcie wyborczej. A to i tak pic na wodę, bo potem (w ciągu jednego dnia) system zmienia się w totalitaryzm parlamentarny, gdzie (za pomocą dyscypliny partyjnej) rządzi jeden, góra dwóch (koalicje) liderów, ci opozycyjni trochę hałasują (ale bez realnego wpływu na rządy), no i medialnie udziela się odpowiednio do tego stworzona czereda starannie wybranych klownów, których jednakże pierdolenie na antenie też nie ma ABSOLUTNIE ŻADNEGO WPŁYWU na ogólny proces prowadzenia polityki przez ich szefów. 

Jednakże lud ciemny, z niewiadomych mi powodów, lubi takie antenowe przepychanki i ujadanie na ekranie (bo poza ekranem to oni sobie z dzióbków namiętnie piją, ale lud już tego nie widzi!). Ba! Janusze i Hanki peerelu, ogladając owy medialny cyrk nabierają nawet pewności, że mają pojęcie o polityce!

Tenże lud, przez lata chamsko wciskanej propagandy, dał się także nieodwołalnie przekonać, że ów system arytmetyczno/przedstawicielski jest najwspanialszą wspaniałością w historii (!!!), a owe ceremonialne stawianie krzyżyka raz na jakieś 4/5 lat to niesamowity przywilej, obowiązek (?!), a wręcz przyjemność porównywalna z orgazmem i ostatni chyba już etap rozwoju społecznego gatunku Homo Sapiens.

Więcej!

Ludziom, którzy kwiestionują owa szopkę ze stawianiem krzyżyka, zarzuca się aspołeczność, a wręcz zakazuje im się wypowiadać na tematy polityczne (które wszystkich nas dotyczą) – bo przecież nie głosowali!

Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie…

Ze swojego doświadczenia wiem, że po ponad 20 latach uczestniczenia w wyborach, przypadki, kiedy wyznaczony przeze mnie kandydat dostał się do parlamentu, lub został prezydentem (którego to funkcja w Polsce jest praktycznie symboliczna) można policzyć na palcach jednej ręki.

Więc co to ma za sens?!

Ale lata wprasowywania nam w mózgi formułki o "obywatelskim obowiązku" jakby kompletnie odcięły społeczeństwo od rzeczywistości.

Czyli propaganda jest skuteczna.

Demokracja owa jest też niemalże nowoczesną religią i wymaga się od wszystkich państw aspirujących do uczestniczenia w życiu świata, by jej przestrzegali.

Więc przestrzegają – każdy na swój sposób.

Jak chociażby wczorajsze wybory prezydenckie w Rosji, gdzie znowu, "niespodziewanie" zwyciężył Putin!

Ba! Nawet urny wyborcze były nowoczesne, elektroniczne, wykluczające jakiekolwiek przekręty!

Czyli obowiązek demokratyczny został spełniony (im dalej na wschód, tym była większa frekwencja) i… nic się nie zmieniło – bo nie ma takiej opcji…

I "demokracja" wciąż trwa.

Bo wmawiają nam, że nie można jej niczym innym zastąpić.

Można, tylko nikomu się nie chce!

 

 

 

"Postęp ma jedną wadę: od czasu do czasu exploduje." 

Elias Canetti

41 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Dzisiaj jest pierwsza niedziela pod znakiem zakazu handlu. Znaczy ogólnie skupiono się, nie wiadomo czemu, na wielkich, zazwyczaj zagranicznych, tak zwanych marketach (za mojej młodości w PRLu, zwano je jakże swojsko i pięknie: samami i rzadziej supersamami – komu to przeszkadzało?!). Obecni zarządcy RP (jakkolwiek jej nie numerują) z pewnością mieli w tej ustawie jakiś interes ekonomiczny, albowiem wręcz wali po oczach skupienie tylko i wyłącznie właśnie na wspomnianych, zagranicznych megasklepach.

          Jakby to była najbardziej poszkodowana grupa pracowników!

          Znaczy tu po raz kolejny wychodzi prymitywizm i tępota kolejnej już ekipy rządzącej, która jak to jej poprzednicy wali na oślep, skrótem, tam gdzie cokolwiek zauważy i co potem skutkuje spięciem pomiędzy nielicznymi neuronami – znaczy pomysłem.

          A pootwierane w niedzielę supermarkety(samy) no zwracały na siebię uwagę dość wybitnie!

         Więc ci – cokolwiek hipokryci – postanowili w nie przypieprzyć z całą furią i docelowym zakazem handlu w każdą niedzielę już za dwa lata!

        Jednakowoż z tak monstrualnie rozwiniętą listą wyjątków, że cała ta akcja już na wstępie traci jakikolwiek sens!

        Oprócz tradycyjnego hałasu medialnego.

        No tu z własnych doświadczeń muszę wrzucić też pierwszą, nielepszą (a o wiele liczniejszą grupę!) ludków pracujących w tak zwanym systemie 4-brygadowym.

        Chociażby.

        Sam miałem, krótko, ale jednak, okazję funkcjonować w takim systemie i nie wspominam tego miło! Kalendarz miałem rozpieprzony jak fizjologię po zmianie czasu, weekend normalny bywał tylko raz w miesiącu, a na ogół zaczynał się we wtorki, czy inne, dziwne dni (o ile nie wymagano nadgodzin, co w tym kraju jest normą, o dziwo uwielbianą także przez pracowników! Bo to więcej kasy panie…).

         Czyli ogólnie niesympatyczny chaos.

         No ale tego nie widać, ponieważ ta spora grupa pracowników funkcjonuje gdzieś na obrzeżach, w zamkniętych, blaszanych montowniach, gdzie się nie rzucają w oczy.

         I to jest według tych świętojebliwych hipokrytów w porządku!

         Podejrzewam, a nawet jestem pewien, że nie zdają sobie sprawy z tego procederu, bo z normalną (?!) pracą owa polityczna kasta ma niewiele wspólnego i widzi tylko to, co chce widzieć i co im podszeptują kręcący się po sejmie wysłannicy przeróżnych grup/korporacji/stowarzyszeń. Mają oni jakąś angielskojęzyczną nazwę i nawet była w swoim czasie afera z nimi związana, ale wyleciało mi to z głowy)*.

         A te zamknięte markety (samy)? No nie wiem, jak można z tego robic dramat? Ucierpieć moga jedynie zakupoholicy i pracoholicy, a jedno i drugie mnie, jak i większości społeczeństwa nie dotyczy…

 

 

 

 

* Teraz sobie przypomniałem: to lobbyści.

 

57 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Polacy to ogólnie naród gnuśny. Od zarania chyba, bo wzmianki o posiadaniu tej cechy pojawiają się już wieki temu. Też częściowo leniwi, ale tylko pod względem ideowym – bunty i rewolucje tak charakterystyczne dla zachodu, a nawet Rosji, tutaj skutecznie i bez problemu wygaszano. No ale leniwi pod wzgledem pracy już nie są, a wręcz przeciwnie! Przeciętny polski robotnik zapierdalać wręcz uwielbia (najwyższa średnia tygodniowego czasu pracy na przykład). Orkę polak przeciętny ma już niejako na stałe zainstalowaną w swojej postpańszczyźnianej krwi. Oczywiście jest też mała, ale głośna za to grupka nierobów, która to jest i gnuśna i leniwa pod każdym już względem. Oni w swej krwi (niekoniecznie błękitnej) przechowali za to wszystkie złe cechy arystokracji I RP. Najgorszą z nich jest permanentne wywyższanie się ponad resztę ludu, graniczące wręcz z rasizmem (gdyby nie to, że wszyscy korzeniami tkwimy w tej samej, leśno/bagiennej, starożytnej Polsce)! Oni to są samozwańczym rozumem i sumieniem narodu, a prawda przez nich objawiona ma być łykana przez lud ciemny bez żadnych zastrzeżeń, bo to ta nasza inteligencja oświecona i to im tylko prowadzić te wiecznie beczące stado baranów, których wciąż muszą się wstydzić przed tym pięknym zachodem.

       Właśnie. Wstyd ów jest wręcz bijącą w oczy oznaką potężnych komplexów, mających korzenie w wieku XIX, gdy społeczeństwo formalnie nieistniejącego i rozdartego na trzy części państwa bezradnie patrzyło na niespotykaną wcześniej w historii explozję techniczno/społeczno/ekonomiczno/kulturalną wolnej, kwitnącej i szerzącej na świat cały swe idee i wynalazki Europy. Więc spadkobiercy (najczęściej już tylko duchowi) owej leniwej arystokracji, łykają do dziś bez zastanowienia WSZYSTKO co zachodnie, jak szpaki wiśnie. Oni jeszcze niestety nie wyszli ze stanu zaborów i okupacji, więc coś takiego jak interes narodowy dla nich nie istnieje, bo zwyczajnie łączności z żadnym narodem nie czują – nie mogą się przecież utożsamiać z tak przez nich pogardzanymi ciemniakami z wiosek odległych! Oni to przecież młodzi, wykształceni, z wielkich miast! Nazwali sami siebie inteligencją i wyrażenie to funcjonuje chyba tylko tutaj? Bo chyba nikt nie wie, co tak naprawdę oznacza. Podobnie jak słowo "faszyzm", które jest tak uniwersalne, że aż się chyba już znudziło i coraz mniej go słyszymy. Za to ostatnio zastąpiono je jakże groźnym "nazizmem". Cokolwiek by nie mówić, lud ów pogardzany i flekowany od stuleci, także posiada swoje komplexy, ale objawiają się one w całkiem inny sposób. Potomkowie chłopów pańszczyźnianych i drobnego mieszczaństwa reagują na zachód dokładnie odwrotnie, po swojemu, gburowato i prostacko. Negują ten zachód, wyśmiewają i nadeń się wywyższają. 

        W przeciwieństwie do pełnej i bezkrytycznej akceptacji elit, takie kompletne wręcz wyparcie.

        A prawda jak zwykle, tradycyjnie leży po środku i ten zachód, podobnie jak my, ma swoje wady i zalety, niektóre warto zaakceptować, o innych wręcz nie warto dyskutować!  Ma też inną historię i wynikającą z niej mentalność. Można wybierać, ale trzeba czynić to z rozumem, a to wciąż dla wielu jest zbyt trudne, a dla "elit" chyba wręcz niemozliwe!

75 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 23.20.165.182

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code