Żyjemy sobie w skromnej, przeludnionej chacie, obok okazałego pałacu, zamieszkanego przez nielicznych.

        Takie realia.

        Ale problemem nie jest rażący w oczy kontrast między biedotą (nami), a wypasionymi paniczykami. Problemem jest mentalność, która ten pałacyk wskazuje jako cel pragnień, a naszą skromną chatkę jako obiekt pogardy.

        To chuj, że nie stać nas na to, co ich! Ale skoro oni nami pogardzają, to odpłaćmy im tym samym!

        Miejmy też godnośc i honor! 

        Od ćwierćwiecza jesteśmy wychowywani w atmosferze wstydu, brutalnie wciskanego nam przez: rodziców, rówieśników, reklamy, celebrytów, nauczycieli, media, polityków i cholera wie, kogo jeszcze?!

         W latach 90 wystartował program płukania umysłów, pod nazwą: "Robimy Kapitalizm!". Od tego momentu stosuje się nakaz posiadania: kasy (kredyty), samochodów (dojczszrotów), żony (najczęściej niewdzięcznej małpy) i dzieci (bo jakżeś sam – to pedał i pasożyt!). Trza też mieć dobrą kondychę (nawet za cenę zdrowia i życia), bezwzględność w dążeniu do jakichkolwiek celów (trupy wliczone w koszta), no i jeszcze zdolnośc do reklamowania swoich osiągnięć – jakiekolwiek by nie były, połączoną z jakże wspaniałym słowem: "asertywność".

          Postfeudalna mentalnośc przygłupich parobków, gdzie dwóch właścicieli złomu na kółkach licytuje się, który lepszy…

          A paniczyki śmieją się zza wielgaśnego ogrodzenia.

          Ale nie jest najgorzej. Poza naszym osiedlem skromnych chat, otaczającym pałacyk, są slumsy, a dalej koczowiska bezdomnych przyszykowanych do szturmu na centrum.

          Patrzymy w niewłaściwą stronę. Pałac zamieni się w zamek i się obroni. 

          Jak zwykle.

           A nas, średniaków, rozmiecie tłum biedaków, który tradycyjnie odbije się od muru chroniącego paniczyków.

           Tak już niejednokrotnie bywało. Najgorzej mają ci, co po środku. Z jednej strony paniczyki kradną im powierzchnię pod umocnienia, z drugiej wciska się tłum zdesperowanych najeźdzców.

            A spierdalać nie ma dokąd….

21 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

           Kraina nasza, podczas pięćdziesiętniooletniej okupacji radzieckiej, została okrutnie skażona właśnie tamtejszą (wschodnią) mentalnością, gdzie hierarchia ma znaczenie pierwszorzędne, a podział jest jasny, konkretny i totalnie czarno-biały: na dole chwasty, na górze róże i nieistotny bez.

           Każdy może to zauważyć (o ile chce patrzeć) w firmach "naszych" rozwojowych, gdzie stada ambitnych młodzieńców i młodzianek, z totalną spiną (zwłaszcza na prowincji), zawzięcie pną się w górę, poświecając dla tego celu swe życie prywatne, tudzież życie tych, co stają im na przeszkodzie. Dla nich najdrobniejszy awansik jest niczym start w przestrzeń kosmiczną. Najdobitniej jest to widoczne po kadrze zarządzającej średniego szczebla (majstry, brygadzisty, kierownicy, itp. – zwani różnorako, często z angielska). Oni pną się na ten wymarzony Olimp, widząc siebie w gronie "bogów" , już zawczasu wykazując się pogardą do dołów (którymi sami są z natury), traktując ich jak upośledzonych niewolników (którymi częstokroć te doły same siebie czynią!). Jak już wielokrotnie pisałem, osobniki takie przytępawe, są potrzebne korposystemowi do utrzymywania w ryzach tłuszczy, a na dalszy awans nie mają ŻADNYCH  szans, bo ci już naprawdę na górze potrzebują tylko kapo, a jak wieść gminna niesie: kapo nie nadaje się na zarządcę (bo nie!).

          To oczywiście z faktycznym zarządzaniem ma niewiele wspólnego, bo w normalnym systemie stawia się na jednostki rozwojowe.

          Niestety w szablonie wschodnim (czyli wciąż mentalnie naszym) zwalcza się kreatywnych indywidualistów, a konformizm jest wręcz już zbrodnią!

          Za to lizusostwo, wdupowleztwo, podjebywadztwo i inne pochodne są zmorą większości firm polskich – i bardzo promowane na miejscu!

          Do tego dochodzi skostniałość i powolne zabetonowywanie się pracowników firmy, poprzez zapuszczanie korzeni przez lat paręnaście (!!!), co jest problemem już nie tylko polskim, ale światowokorporacyjnym. 

           Tyle że NORMĄ w krajach niedotkniętych wschodnią zmorą, jest zmiana pracy w czasie życia przynajmniej dziesięciokrotnie (ci co tam byli, zdążyli to przejąć – i tu jest nadzieja). Sam sobie zresztą nie wyobrażam pracy dłużej niż trzy lata w jednym miejscu. 

           Skończyłbym w psychiatryku, albo więzieniu (za rozjebanie reszty załogi i firmy).

           A co do tego ma pan Penderecki (i jego stara)?

           Ano wschodnia mentalność wybija się bardzo widocznie właśnie i wyraźnie w jego przypadku.

           Chociaż o pracy ma on pojęcie czysto mgliste (jak jego stara).

           Wypromowany przez główne media, KOMPLETNIE nie słuchany przez nikogo, jak świat długi i szeroki, przedstawiany przez tenże media jako najsłynniejszy chyba Polak (?!!!)… no już wyjechało was tam, na zachód, parę milionów – więc spytajcie o niego… dobra, nie róbcie siary! I tak wiadomo, że NIKT  go nie pokojarzy z niczym. 

           No więc ten koleś przedstawia wersję hard owej wschodniej mentalności, ponieważ padł ofiarą samopromocji i wystrzelił poza wszelkie już chyba orbity pychy, a jego stara poszybowała nawet dalej i zmierza ku mgławicy swego imienia…

            Bo doły tutaj napierają tylko stopień wyżej, po wysokich schodach, deptając po sobie, ale podział jest tak głęboki w tej mentalnie zgniłej krainie, że ci ze świecznika zapierdalają windą z napędem odrzutowym, wprost przez dach wybijając się ku niebu.

            A różnicą między nimi jest tylko kwestia transportu (i miejsca startu).

 

12 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

             Co mnie wkurwia zawsze i ponad miarę (a zaprawdę rzadko się wkurwiam, bo ciężko mnie wkurwić!), to dzieciaki (często już ponad pięćdziesiątkę), które to panoszą się niczym zdobywcy świata, z wrodzonym zdziwieniem spoglądający na tych poniżej.

             To nie tylko te resortowe dzieci z pierwszych stron ekranów, nie zaznałe życia zwyczajnego, a obłożone słoninką od maleńkości, w koszyczkach wyhuśtane jak jaka święconka.

             To nie tylko ci politycy, co to nic innego w życiu nie robili, a bujali się od samorządów do parlamentu, bez przerw na pracę.

             To nie tylko te "samotne" matki za 500+ , co to zajściem swym poukładały sobie życie, za większy szmal od ciężko pracujących szaraczków.

             To też całe stada "biednych" dzieciaczków (jak nazywał te małe istoty ongiś, mój jebnięty proboszcz z aspiracjami), co to zostały wypieszczone w stopniu również średnim, przez swe poślednie familie, ze średnimi, acz zapatrzonymi w swe pociechy rodzicielami, stryjenkami, wujenkami, dziadkami i babciami, co to całą mocą rodzinki swej sprawiły, że taki pączuszek stał się kimś!

              I ten "ktoś" , najczęściej na jakimś średnim (dostosowanym do jego możliwości stanowisku) pomiata swymi podwładnymi… bo nic innego nie potrafi!

             Ale o tym w następnym wpisie…

             Te średnie ktosie, z matek kurew i nieznanych ojców (powszechnie zwie się to bękartami), te sieroty i półsieroty przegibane przez młodość na zasiłku starych, te dziewczątka przytępe, co to sukces życiowy osiągnęły wyłącznie dupą, syny i córy, co na wykupionej dysleksji (dawniej idiotyzm) porobiły studia, ci co po babkach swych chatki podostawali…

              …oni wszyscy ze zdziwieniem śmią się śmiać tym normalnym, zapytując bezczelnie i chamsko:

              "A czemu ty nie masz?! A czemu nie wziąłeś kredytu, nadgodzin, czemu nie zrobiłeś wszystkiego, by mieć wszystko?"

              Bo zgodnie z debilną teorią wszyscy mogą mieć wszystko – wystarczy tylko żeby wszystko chcieli mieć.

              Oczywiście to bzdura!

              Teoretycznie powinniśmy mieć według zasług i możliwości, ale że świat jest niesprawiedliwy, a dodatkowo kraina nasza jest zgniła poprzez czerwony system, w którym przez 50 lat… no absurd wypierał rzeczywistość w skrócie, to jest klasa – kasta wręcz! – która wyżarła się nad pospólstwo i nie zauważa ich najdrobniejszych chociażby problemów, nos swój i oczy wybijając ponad chmury.

               Więc życzę owym paniczykom, by tak z mordą ponad chmurami, w końcu potknęli sie na tej ziemii zwykłej i zaryli tą wymuskaną mordą prosto w jakiś zwykły śmietnik!

           

23 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Gra na najniższych strunach

Potrafi czynić cuda

Inteligentny jest jak diabli!

I mądry ponad ludzką miarę

Tylko inaczej.

Przynętę ma od Doczesnego

By ludka skrzywić

Z natur prostego

I sposób wszelki

By go wykręcać, zawracać w drodze

Omamić może, lub jeszcze gorzej…

Omotać pragnie

Każdego z żywych

Ma talię kart

Prawie prawdziwych…

Pociśnie, ryknie i duszę struje

Co było dobre, szybko zepsuje

Szantaż, straszenie jest jego mocą

Dzień jego wrogiem, on rządzi nocą

Słabi, zmęczeni – jego trofea

Przyszłość i przeszłość

On nie na teraz…

My butni, wolni

On jest nam panem

Myśli złe nasze

Przejrzy swym skanem

Pociśnie nocą, skryje się ranem

Tory przestawi

Obieca zbawić

Co się popsuło – zechce naprawić

On nienawidzi

Haseł jak: "Wiara"

Bo wtedy niknie

Smolista miara…

 

 

 

18 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

            Babeczki nasze ogólnie i w większości żyją sobie w strefie marzeń i KOMPLETNEGO oderwania od rzeczywistości. Jednym z takich objawów owego oderwania jest pragnienie, które czasami słyszę, a na które KAŻDA  babeczka by zareagowała westchnieniem przynajmniej extatycznym: mianowicie chciałyby one, by ich partner, raz na jakiś czas, znienacka zupełnie i jakby to rzec – z dupy, obdarował je kwiatkiem, lub najlepiej całym bukietem tego zielska.

            Ot tak, bez okazji – bo kocho.

            Bo to połechtałoby ich próżność babską i poczułyby się jak damy.

            Tyle że ja dam już dawno nie widziałem. Wątpliwym jest dla mnie ich istnienie. A w czasach postępującego unisexu, równouprawnienia i rozpieprzającego organizmy pasz-żarcia, coraz większym problemem jest dla mnie samo już rozróżnienie płci.

            A nasze rozpędzone babeczki zapomniały, że kwestie jednostronne są co najmniej nieludzkie i nazywa się je: egoizmem, pychą, lub po prostu chamstwem.

            Więc w czasach upadku wartości i ideałów (Tylko nie wyskakiwać mi tu z autorytetami! Takie rzadko występują!), czy wy babeczki czasem nie próbowałyście pójść w drugą stronę?

             Czy którakolwiek z was, drogie panie, wręczyła kiedykolwiek swojemu mężczyźnie czteropak browara?

             Lub choćby jedno piwo?

             Ot tak, bez okazji.

             Bo na chuj nam kwiaty?

             Nawet se tym dupska nie podetrzemy.

             No ale jeśli już się przełamiecie i tak naprawdę od serca sprawicie nam taką niespodziankę, to w zamian na bank możecie liczyć na owe kwiatki, bo taki gest wymaga rewanżu – męska duma (a taka istnieje jeszcze) nie da nam pozostać w bezczynności.

            I wtedy zrobi się już naprawdę słodko i milusio.

            Proste?

            Proste. 

 

 

            "Większość kobiet chce, żeby na nie stale zwracano uwagę. Są pod tym względem jak małe dzieci."

                                                                                                                                                      Philip K. Dick

21 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Najdziwniejszą i jakby to rzec, najbardziej plebejską siecią handlową w Polsce jest Lidl. Notorycznie dochodzi tam do zaciętych walk, jak w Donbasie, albo innej Syrii: czy to o karpia, robota, czy o coś innego (albo i o dosłownie nic).

          Ostatnim hitem (ze smartfona skierowanego ku internetowi) było właśnie szarpanie się humainoidalnych jednostek ludzkich z robotem kuchennym.

          Robot przyjął tym razem pozycję pasywną.

          O dziwo cała akcja była politycznie poprawna, bo do szarpaniny doszło pomiędzy przedstawicielami obu płci, a kobieta walczyła bardziej zajadle od defensywnego faceta.

          Robot się nie udzielał (ale czas, gdy taki się włączy w akcję jest już bliski).

          Pomijam zamysły owego (ostatniego na półce) robota, ale porażeniem wręcz mózgowym (przerażenie to za mało) napawa mnie siła, która kierowała owymi jednostkami ludzkimi.

         Szarpali się… no tu każdy może sobie dopisać cokolwiek: jak o dziecko, ojcowiznę, ostatni chleb w getcie, koncesję na alko, miejsce w kolejce do onkologa, tudzież do ostatniego toitoia w okolicy.

         A tam poszło o jakieś proste (tanie oczywiście) urządzenie Made In China, przeznaczone do kuchni… i dalej nie wiadomo do czego!?

         Tu zadam proste i samonasuwajace się pytanie:

        Jakim gównem trzeba mieć zapierdolony mózg i duszę, by spaść tak nisko w pościgu za tak nieistotnymi i nietrwałymi rzeczami, jak owy robocik z Lidla?

        Tak łatwo was kupić?

        Za jakiś plastikowy szmelc, napędzany elektrycznością?

        Który i tak się wkrótce spierdoli.

        Szatan ma w dzisiejszych czasach wyjątkową radochę: tak tanio i w takiej ilości dusz jeszcze nigdy nie skupował!

 

 

 

         "Miej oczy i uszy otwarte."

                                                 Sokrates

        

21 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Początkowy kwartał roku minął pod znakiem masowej wycinki drzew na prywatnym terenie. No typowo to polska – polityczna – amatorka. Coś, co było dotąd zakazane i ostro karane, nagle zostało puszczone na kompletny zywioł i… w ruch poszły piły spalinowe! Drzewa zaczęły padać tysiącami. Przy okazji, jak w jakimś amoku, zniszczono pomniki przyrody (czyli konkretne, parusetletnie okazy), a jakiś już zupełnie pochłoniety szałem koleś, wyrżnął w pień hektar lasu gdzieś w okolicach Łeby… co go naprawdę będzie kosztowało parokrotnie więcej, niż zyski z tej akcji.

          No ale sytuacja się uspokoiła, w niektórych miejscach zrobiło się jakby jaśniej i bardziej pusto, ale ogólnie drzewka zostały w większości miejsc, gdzie stały. Oczywiście ten kolejny już bubel ustawowy trzeba naprawić, bo w końcu wszystko trafi pod topór.

          A to już by było niemiłe.

          Sęk w tym, że powycinano na ogół jakieś 20-50 letnie lipy, co nie stanowi większego problemu. Drzewa odrastają – tylko trochę dłużej to trwa.

          Ale mało kto pamięta, że w sierpniu minie 15 lat od dwóch katastrof ekologicznych na niespotykanie większą skalę, spowodowanych… przez kolej!

          10 sierpnia 1992 w Puszczy Noteckiej, od iskier z zablokowanego wagonu, praktycznie w jednym czasie zapłonął ogromny las! 

          Z dymem, w jeden dzień, poszło prawie 6000 hektarów drzewostanu! Od kompletnego zniszczenia całej puszczy uratowała niespodziewana burza. Z tego co pamiętam, nikt nie poniósł konsekwencji. Na szczęście nikt nie zginął.

          Żeby było bardziej ciekawie, dwa tygodnie później doszło do największego pożaru w Europie, po II Wojnie Światowej! W okolicach Kuźnicy Raciborskiej dokładnie. Tu niestety były trzy ofiary śmiertelne, a lasu poszło z dymem ponad 9000 hektarów.

          I znowuż praktycznie jedynym podejrzanym był hamujący pociąg (tu niestety już winy nie udowodniono).

          Jednego miesiąca, znikło piętnaście tysięcy konkretnego drzewostanu! Te lasy odradzają się do dzisiaj. Kraina nasza nie zamieniła się w pustynię (chociaż nieuchronnie stepowieje). PKP nie zbankrutowało, a nawet wciśnięto w ten konglomerat spółek tyle pieniedzy, że za to można by obsiać drzewami całą Polskę!

          Co nie zmienia faktu, że jest spora grupa ludków nienawidzących zieleniny, dla których wybetonowany świat, od czasu do czasu pokryty żużlem,  jest spełnieniem marzeń. Najbardziej zajadli są ci, co powycinaliby WSZYSTKIE drzewa w okolicy dróg: bo to one znienacka wyskakują przed samochody i zabijają ludzi.

 

 

 

               "Wszystkie wydarzenia historyczne są wyłącznie wynikiem działania ludzi."

                                                                                  Tukidydes

         

         

23 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Nauczyciele postanowili sobie postrajkować, teoretycznie w związku z likwidacją gimnazjów. Praktycznie wiadomo, że to przeciw aktualnie rządzącej partii. Najśmieszniejsze, że gdy przechodzono na system gimnazjalny, to także protestowali z wielką mocą!

        Czyli że nic im nie pasuje ogólnie!

        Ta megalomańska, oderwana od zwykłego życia, rozpieszczona przez system (karta nauczyciela) kasta wyższa z paniką reaguje na wszelkie zmiany, trwając na swym zabetonowanym postumencie aż do upragnionej emerytury (wysokiej), na której też sobie nieźle dorabiają.

         No właśnie. Miałbym tą wywyższającą się kastę zasadniczo w tyle ciała (mimo, że to z MOICH podatków są utrzymywani!). Olewałbym nawet ich levackie w większości poglądy (mniejsza ich część jest z kolei skrajnie prawicowa – czyli, po polsku, są fanatykami niejakiego PiSu), gdyby nie owa Karta

         Ano ta karta sprawia, że są praktycznie nietykalni!

         A przynajmniej połowa tych pedagogicznych głąbów powinna być natychmiast odsunięta od dzieci, bo tylko czynią im krzywdę.

         Ale nie można.

         Więc pływają te odszczepione od społeczeństwa jednostki (zazwyczaj młode babska – bo to już prawie kompletnie sfeminizowany zawód) we własnym sosiku, z nudów potem zabierając się za politykę – czego efekty sami wciąż odczuwamy.

          Mają na przykład trzynastki (!!!). Normalni, normalnie pracujący ludzie, już po upadku PRL zapomnieli co to jest!

          Ale nie oni, nie górnicy…

          Górnicy niedawno mieli czelność protestować, bo obcięto im CZTERNASTKI (!!!!!!).

          Tu już granice absurdu zostały wyraźnie przekroczone!

          I oczywiście ci, którzy mają czuwać nad porządkiem i sprawiedliwością.

          Czyli immunitentni (a przez to KOMPLETNIE nietykalni) sędziowie.

          Sędzią nie można zostać, nie będąc tam wprowadzonym (kolejna kasta), co powoduje, że zostają nim na przykład 30, 40 letnie zdziwaczałe baby, deformując system – teoretycznie sprawiedliwości – w sposób wręcz wyuzdany!

          A człowiek zwykły, pokorny, musi na to wszystko zapierdalać w pocie czoła…

          I jeszcze obrywa cięgi, opluwany przez te systemowe wymoczki, gdy smie wyrażać prawdę i oburzenie…

 

 

   

          "Ze wszystkich zaś jarzm najcięższe jest to, które zakłada ci republika."

                                                                                            Niccolo Machiavelli

28 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Czemu prawdą się przegrywa?

Czemu mądrość trzeba skrywać?

Uczciwością nic nie zdziałasz

Wszystko musi być na zaraz!

Czemu złych się robi z dobrych?

A z najgłupszych czyni mądrych?

Czemu "fakty" są wybranych?

Wszystko czemu dla zabawy?

Jakby śmierć nie miała nadejść

Jakby się nie mogli nażreć!

Nie dość ciagle karuzeli

Co mózg z kroczem wraz wymieli

Czemu zazdrość, czemu zawiść?!

Czemu nikt nie chce naprawić?

Czemu wiecznie i uparcie

Na poważnie – nie na żarcie

Tłuszcza wkracza w grzęsawisko

Myśląc, że raj jest już blisko?

Czemu mili moi smutni

Bałamutni i obłudni

Zamiast z czasu płynąć falą

Dmiecie w złudzeń pusty balon?

 

21 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        W Danii i Holandii, lata już nieliczne dzielą owe państwa od zaprzestania narodzin dzieci z zespołem Downa. 

        Tak zupełnie, do zera.

        Coś mi się ostatnio obiło o uszy (z radia), że Holandia jakoby osiągnęła już ten poziom i dzieci z Downem się nie notuje (badania prenatalne i następująca po nich aborcja).

         To faza pierwsza, na którą pozwala aktualnie występująca technika.

         Ale technika idzie do przodu i przewiduję następne fazy.

         Nieuchronnie wręcz!

         Więc drugim krokiem będzie pozbywanie się na starcie WSZYSTKICH płodów ze wszelkimi ułomnościami (nawet tymi drobnymi).

         Normalne i logiczne następstwo pierwszego etapu.

         No ale z czasem, jak już wszyscy będą się rodzić normalni (co za nuda!), naturalnie zacznie się współzawodnictwo potencjalnych rodzicieli, pod hasłem: "Chcę mieć lepszego!" (lub lepszą).

          Ludzkie to takie.

          Więc zacznie się wyciąganie mężczyzn powyżej dwóch metrów wzwyż i co najmniej metr w barach, a kobiet także w górę, z zabezpieczeniem antyotyłościowym (wszystko pójdzie w cycki). 

           To trzeci szczebel. I ostatni.

           Bo jak to zazwyczaj bywa, ludki proste i zazdrosne zaczną tak kombinować, że skończy się stadami coraz to większych mutantów… coraz to mniej odpornych na coraz to najmniej oczekiwane strzały z natury.

          I znowu mali będą górą.

          Bo natura wytrzebi wszystko, co nienaturalne – jak ongiś banany najlepszego sortu, lub tak zwyczajnie, po ludzku, gdy w XIV wieku dżuma skosiła połowę polulacji Europy, zostawiając przy życiu w opustoszałych wioskach i miasteczkach, najmniej oczekiwane do tego jednostki…

          Dziwnie nad wyraz omijając wtedy Polskę?

         A tak przy okazji, te downy to całkiem sympatyczne zwierzątka – w przeciwieństwie do takich na przykład zupełnie niekontaktowych autystów.

        A ci co pogardą obdarowywali tych "gorszych" , to tak historycznie rzecz biorąc kończyli zazwyczaj na gilotynie, albo na innym Sybirze…

 

        

       "Z natury widzimy tylko zewnętrzne pozory, obdarzeni łaską zwracamy się ku głębi. Natura często się myli, łaska zaś ufa Bogu i nie dozna zawodu."

                                               Tomas a Kempis

27 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

020766
Dzisiaj : 3
Wczoraj : 5
W tym miesiącu : 411
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.166.150.205

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code