KOD padł, PO padło, totalna opozycja staje się totalnym flakiem. No nie to, żeby PiS wybujało jak bluszcz po tych wyborach! Oni też zaraz się podzielą, bo z braku jakiegokolwiek (inteligentnego chociażby) przeciwnika mają takie warunki do rozrostu… że zaraz się rozpadną pod swoim własnym ciężarem.

        I stać ich na to. Przynajmniej przez następne 3 lata.

       Tak to wygląda demokracja – czy to się komuś podoba, czy nie.

       No ale totalni debile… opozycja znaczy! Nie poddają się. Temat z konstytucją nie wyszedł… znaczy wyszedł – ludziom totalnie bokiem, no to przyczepili się do ostatecznego obciachu, czyli LGBTrtvagd.

       Że to ci "tęczowi" tacy prześladowani, że faszyzm, itp. No temat już wałkowalem (nie tylko ja) tak głęboko, jak penis w dupie geja, że nie będę go znowu rozwałkowywał.

       Chodzi o to, że ta przegrana strona demokracji (tak, ciągle żyjemy w demokracji!) w ostatnich podrygach uczepiła się właśnie tej "tęczowej" zarazy i będzie ją mieliła aż do (swojego) końca.

        No widać to wyraźnie po ostatnich zadymach, profanacjach, bezczeszczeniach, itp. , pod pozorem szerzenia miłości (?!), tolerancji (?!!), czy innych górnolotnych haseł. Samych, pustych haseł.

        Więc wczoraj policja zawinęła na dwumiesięczny areszt, zasługujacego na niego całkowicie i niepodważalnie kolesia ukrywającego się pod pseudonimem "Margot".

        Normalna policyjna robota, nic szczególnego, ale nie! Polacy nie gęsi i swojego Geroga Floyd'a teraz mają (znaczy taki sam śmieć jak ten czarny, tylko pasuje do rozpętania zadymy).

        No i zadyma się zrobiła. I teraz zmierzam do clou. Dziennikarz jedynie słusznej stacji ("prawda" TVN) zawalił chyba szkolenie ideologiczne, bo w relacji na żywo mówił o panu "Margot" per "pan" . Zgodnie z realiami i danymi policji. Na to wrypał mu się jakiś aktywista i (z calym szacunkiem do jedynie słusznej stacji) zaczął go poprawiać. No że jako pan "Margot" czuje się panią, to trzeba o nim mówić jako o pani. Swoją drogą, skąd do cholery mam wiedzieć, kto się aktualnie kim czuje i jak się w zwiazku z tym mam do niego zwracać, by go/to/coś broń Boże (a raczej po postepowemu – matko naturo) nie uraziło ?! Gdy na przykład widzę 200 kilowego, 2 metrowego kolesia, który do piędździesiątki był mężem (brodatym), ojcem i pracownikiem wywiadu wojskowego (tak – WSI), a któremu na skutek jakiegoś przestawienia mózgowego ubzdurało się, że jest Anną Grodzką, to czemu mam go nie odbierać jako starego, dobrego Krzysia Bęgowskiego?! Bo co?

         Ale zostawmy starego Krzysia i skupmy się na tym, co owy aktywista powiedział. A świetnie to oddaje paranoję tego kolorowego ruchu.

        Reporter więc wyjaśnił: "Nie sposób pominąć tej rzeczywistości, która też jest realna". Chodzilo oczywiście o prawdziwą płeć tego Margot (tak ma w papierach zresztą).

        "Nie ma takiej rzeczywistości proszę pana!"

        Tak mu odpowiedział "tęczowy" aktywista.

         Oni mają swoją rzeczywistość, z innego wymiaru, na innych zasadach, kompletnie niezrozumiałą dla nas (znaczy ostatnich ludzi rozumnych). Ale to ich rzeczywistość ma wyprzeć naszą.

         Bo tak!

         Koleś jeszcze na samym początku tego pouczania wysypał się z formułką, którą tym działaczom LGBTQwerty aplikują chyba zaraz na wejściu: "Jeżeli nie zaczniemy od zmiany języka, nie zmieni się całe społeczeństwo".

         No język jest ważny. On to odróżnia nas od zwierzyny i jest niezbędny do rozwoju cywilizacyjnego.

        Niemi już nie będziemy ludźmi.

        Jeśli słowa będą tylko nic nie znaczącym bełkotem, to zejdziemy na psy.

        Dosłownie.

         

155 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Jeśli czujecie się jak w Matrixie, coś wam tam nie pasuje, coś nie kmini z oficjalnie podawaną propagandą, coś nie pasuje do oficjalnego wizerunku rzeczywistości…

       …no to polecam poczytać.

        W zasadzie wystarczą dwie książki. O dziwo polskich autorów! W sumie nic więcej nie trzeba, by zrozumieć, dokąd ten świat zmierza (do upadłości – w skrócie kolejnej i do kolejnego odrodzenia) i co z nami (polakami) jest nie tak, na tym kolejnym zakręcie historii.

        Wiec pierwsza (Niereklamowana jak następna! A potrzebujaca dodruku, jak i ona.) to: "Roztrzaskane Lustro. Upadek cywilizacji zachodniej" Wojciecha Roszkowskiego.

        Autor jasno i precyzyjnie wyjaśnia, co się na zachodzie spierdzieliło i czemu jest z mordą tuż przed wygrzmoceniem się w totalne bagno.

        Nieodwracalnie!

        To widzimy i to wiemy, bo obserwujemy z pozycji niejako widza, który to ledwo wydostał się z jednego bagna utopijnych idei, a tu już mu wkraczają drugie.

        I tu pojawia się nieoceniony Rafał Aleksander Ziemkiewicz ze swoim "Chamem niezbuntowanym".

       On mówi, co z nam (Polakom) dolega i czemu w momencie tak historycznym, gdzie możemy zyskać wszystko… możemy nie ugrać niczego.

       Ano dlatego, że w wielkim skrócie, jestesmy właśnie takimi niezbuntowanymi chamami, ktorzy wbrew oficjalnej propagandzie, że to Polak niepokorny, przekorny, oporny… no nic z tych rzeczy!

       Z jego dość konkretnej i udokumentowanej opowieści wychodzi…

       No nasza miałkość niestety.

       Nie mamy charakteru i jako te chamy niezbuntowane wciąż się kogoś słuchamy i czołem bijemy przed panami.

       Choćby to największe buraki były.

       No tak mamy wpojone od 300 lat przynajmniej!

       Najbardziej mnie jednak z tej xięgi rozwalił ostatni roździał. Przeczytany w wannie, na urlopie, przy piwku, na luzie.

       Wychowanie.

       Przez całe dzieciństwo (tudzież młodość) te stwory from the PRL wpajały mi dobitnie: słuchaj się, pracuj, nie dyskutuj, nie oburzaj się, są lepsi od ciebie, nie marudź, itd, itp.

       Młodzi może tak nie mieli (farciarze!), ale my, stracone pokolenie, które wchodziło w dorosłość w latach 90 , ciągle słyszało takie połajanki ludu niewolników. Ludu stłamszonego i zlękanego. Ludu zero, Homo Sovieticus z naleciałościami chłopstwa/chamstwa niezbuntowanego właśnie. Żyć, by przeżyć, orać by jeść, nie myśleć, tylko łykać idee innych, lepszych.

        Elit.

        Które już od dobrych 100 lat są cieniem samych siebie, a tu w tej udręczonej, polskiej krainie nawet nie są kopią tych przedwojennych. 

        Te przedwojenne to też zresztą już była totalna degeneracja - zakończona zasłużoną katastrofą. 

        Nie ma się już na kim wzorować, więc bądźmy wzorem sami dla siebie!

        Reszta niech spierdala!

        Bez względu na wiek, wykształcenie i pochodzenie!

 

59 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

           Jedną z cech polskiej mentalności, niezrozumiałą dla mnie kompletnie, jest instynkt stadny, podniesiony do poziomu paranoi.

           Co świetnie widać corocznie, w sezonie letnim, w górach. Obecnie nawet bardziej, bo poziom życia wzrasta, bezrobocie znikome (właściwie tylko dla chętnych!), a i 500+ spowodowalo wysyp luda, który wcześniej był skazany na życie wieczne (właściwie wegetację), gdzieś tam na tej ulubionej przez elyty prowincji. 

           No więc regularnie stado to rusza w góry i spędza czas… stojąc w kolejce do kolejki (!). Ewentualnie do zaprzęgu ciągnącego wozy nad Morskie Oko, zatłoczone w sezonie, jak lumpex na wyprzedaży. Co najdziwniejsze, dotarcie piechotą do celu jest szybsze i tańsze (!!!).

           Ale oni nie! Z uporem godnym prawdziwego Polaka, będą się kisić godzinami w tłoku, by osiągnąć swój zamierzony cel przejażdżki pełnym wagonikiem, czy badziewnym wozem zaprzężonym w zdychającą, zatyraną ponad normę chabetę. Bo tak to mieli zaplanowane, a i przed rodziną i znajomymi trzeba się pochwalić tą już legendarną wyprawą – bo inaczej nie wypada. Tak jak polski, typowy kierowca, zapomina od razu po odpaleniu silnika, że istnieją piesi, rowerzyści, dzieci, starcy, itp. Że w ogóle istnieje cokolwiek poza jego bolidem! Tak ci turyści wysokogórsko – sezonowi zapominają o posiadaniu odnóży dolnych. No bo najważniejszy jest wizerunek, pokazanie koleżankom, sąsiadom, teściowej i wszystkim dookoła, że oto jechaliśmy!

            A że cały kraj kręci bekę z tak dziwnie spędzanego urlopu (znaczy że w tłumie i kolejkach) zdaje się do nich nie docierać.

            Bo oni realizują plan!

            I że po takim urlopie będą bardziej wycieńczeni, niż po pracy, nie ma żadnego znaczenia.

            Najważniejszy jest sukces wizerunkowy.

           Tyle że czasy są już takie, że to poświęcenie staje się komiczne, zanim się je odpowiednio przedstawi.

            Naprawdę już lepiej siedzieć w domu, niz rozpychać łokciami pośród rzeszy innych baranów! Jedyne zgromadzenia jakie tolerowałem podczas chwil wolnych, to były festiwale, koncerty, ewentualnie jakieś jarmarki (jak na przykład dominikański, który się właśnie zaczął). Większe zgromadzenia w miejscach turystycznych powodują u mnie natychmiastowy odwrót, odruch zwrotny wręcz i polecam to samo tym ludziom, co uważają się za normalnych i pozbawionych komplexów.

            Normalnym takie przepychanki nie są naprawdę do niczego potrzebne!

112 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Jesteś fajna dziewoja, więc musisz być moja!

Inni faceci to pizdy i chuje

Ja wszystko co zechcesz na kredyt daruję

Więc bądź ze mną bądź!

Pozostań na wieki!

Przewinę niemowlę, posprzątam twe ścieki 

Zapomnę twe grzechy

Dla twej pociechy

Dla twojej szpary 

Zniosę przywary

Więc tylko rządź!

Pasterko prąć, bogini bez skazy

Co z życia swego czynisz wymazy

Ustawiaj mi moje, bo razem, oboje

Bo nie mam wyboru, bo dla pozoru….

Ulepisz mnie jak plastelinę

Będziesz rozgniatać, zmieniać, formować

Bo tyś jest prawdą!

Santo subito

O matko krowa…

A gdy już wyszczasz małe ludziki

Będę za nimi – wręcz wściekle dziki!

Świat cały zakryje moja familia

Za każdy grymas dam wszystkim w ryja!

Bo tyś niewinna – ja sługa twój

Tyś matką os

Co tworzy rój…

Kwoko od jajek, łamaczko serc

Zostanę cipą, by u stóp twoich lec…

 

88 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Wczorajsze wybory pokazały kulminację podziału Polski na tych "ciemnych przygłupów z prowincji" , co nie lubią tych "młodych, wykształconych, z dużych miast" , no i oczywiście na odwrót. Nie było debat, rzeczowych rozmów, nawet chęci do spotkań, a jeno uczucia – ze szczególnym uwzględnieniem nienawiści obustronnej.

          Jak w jakiejś patologicznej rodzinie!

         Inwektywy, obrażanie, zero logiki, rzeczowej dyskusji, chęci jakiegoś consensusu. Nie! Podział został ustalony niemal idealnie: pół na pół.

         Przerabiałem to prywatnie i ongiś (jak i teraz) postawiłem na coś, co mi może być przydatne, a nie co mnie do cna zniszczy. Drugi raz teraz opowiedziałem się za czymś, co nie każe mi wy… pierdalać z domu, jak tylko skończę 18 lat… Sorry, znowu odezwały się uczucia, ale na szczęście tego osobnika już nie ma i twierdzę, że wybrałem słusznie (chociaż druga strona do dziś mnie wpienia). To było prywatnie (są akta sądowe). Teraz mnie to dopadło znowu w skali ogólnokrajowej, politycznej.

         No przez 30 lat tej postkomuny było niemal idealnie! Bawiliśmy się w demokrację: raz wygrywał jeden, raz drugi. Celebryci, biznesmeni z układu zamkniętego i słoiki z korposzczurowni rosły w piórka…

        A nagle buch!

        Jedna z partyj, wybujale uznająca się za prawicową, postanowiła nie dość, że spełnić obietnice wyborcze (!!!), to jeszcze znaleźć elektorat wśród tych wykluczonych i pogardzanych z prowincji.

        Centrala wpadła w amok!

        Zaczęło się plucie. Niestety ta strona pseudointeligencka wyjechała pierwsza po całości z arogancją, nienawiścią i pogardą.

        Takie są fakty.

        Opluwani mieli tylko kartki wyborcze i od pewnego momentu stację TVP.

        Skorzystali z tego po całości! Ale czemu ich za to winić?

        Coby nie mówić, ten wspaniały kraj podzielił się na nienawidzące się obozy spod znaku pseudoelity i pseudopariasów.

        Żadna ze stron nawet nie wyraża chęci do rozmów, pojednania, ustalenia zasad gry, itp.

        Jest bezlogiczna, bezmózgowa, beznadziejna nienawiść! 

        Dwa plemiona: łżeelity i ciemnogrodu.

        Nie dające się polubić. Ba! Do nich (z obu stron!) rozumem ludzkim nie można dotrzeć! Oni się nienawidzą organicznie i żadne argumenty logiczne nie są w stanie do nich przemówić.

        Wściekłe, bezrozumne psy Pawłowa, dla których podstawą są uczucia (w zasadzie jedno – bezmózgiej i totalnej nienawiści), podsycane przez odpowiednie media ustawione po obu stronach barykady.

        Swoją drogą to jest fenomen socjotechniczny: przez lata tak zmanipulować i podzielić naród? Genialny triumf zła! 

        Ale ja nie chcę. Wciąż nie chcę. Nie chcę być pogardzany i nie chcę pogardzać. I co najważniejsze: nie chcę przechodzić tego po raz trzeci.

        Tylko na jakim teraz poziomie? 

 

 

        PS     No jest jednak taka mała, drobna róznica w wymianie jadu pomiędzy tymi dwiema frakcjami. Ci "młodzi, wykształceni, z wielkich miast" mogą w zasadzie jechać po całości – przy samoistnym wsparciu (gęstość zaludnienia w tych miastach) i przy wsparciu samych siebie (oni tylko tam mieszkają w sumie), a ci z prowincji, tak wyśmiewani… No tu przyznanie się do tej drugiej opcji grozi natychmiastowym wywaleniem na podgrodzie, z dala od samonapędzających się elit.

                  Ma być tak, a nie inaczej!

                  Bo stado z grodu tak szczeka!

154 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

             Postanowiłem sobie niedawno poćwiczyć retorykę. Oczywiście najbardziej odpowiednim na to poletkiem jest internet z jego mediami społecznościowymi, ze szczególnym uwzględnieniem twarzoxiągu, zarządzanego przez mocno levicujacego Cukierberga. Temat wybrał się w zasadzie sam: LGBTQwerty. Mocno ciśnie ta ideologia ostatnio, albowiem jej sponsorzy, szczodrze ją dotujący, wymagają wyników. Beneficjenci tego (naprawdę ogromnego!) szmalu i podlegli im pożyteczni idioci robią co mogą, by w kraju nadwiślańskim, doświadczonym już przez wszelkie możliwe ideologie, tą nową, pseudotęczową (brak indygo) odmianę marxizmu zasiać.

             A tu ni chu… chu…

             Ale już sama dyskusja z fanatykami tego novego systemu była mocno zastanawiająca i emocjonująca. 

             Wyrobiły się te marxistowskie cholery – trzeba przyznać! Co nie zmienia faktu, że i tak na końcu ulegają zwykłej logice i rzeczywistości i w przypadku neta kończy się to wyzwiskami i banem.

             Co i tak jest o niebo lepsze od kuli w łeb (komuniści i naziści), lub gilotyny (początek tego ruchu).

              No więc najaktywniejsi, najbardziej zajadli, fanatyczni – a jednoczesnie najgłupsi – są jak zwykle najmłodsi. Z xiąg wszelakich ogarniający co najwyżej "Harrego Pottera", za to perfekcyjnie wytresowani w formule: kopiuj-wklej.

             Przede wszystkim statystyki: z wszystkich wynika, że LGBTQwerty to zwykła patola, a jeśli na horyzoncie pojawia się osobnik spod tego kolorowego sztandaru, to natentychmiast trzeba zawijać wszystkie dzieci (ze szczególnym uwzględnieniem chłopców) do szaf, piwnic, lasu, lodówki, itp. A jeśli ujrzy się jakiegoś odmieńca o nieokreślonej z zewnątrz płci, to natychmiast mu trzeba pomóc, bo to gdzieś tak w 50% potencjalny samobójca z uleczalną formą schizofrenii (niezależnie od środowiska w którym żyją!). Nawet jak ich odizolować w rajskich warunkach, gdzie transi mają całkowity luz (są takie enklawy!) bardziej raczej podobne do domu wariatów, gdzie każdy jest tym, co sobie akurat wyobraża, to oni i tak prą do samounicestwienia.

             Tyle że nikt nie chce ich leczyć, a trend jest taki, że trzeba ich utwierdzać w chorobie… i doprowadzać do śmierci!

             No ja nie chcę mieć krwi na rękach, więc zwyczajnie nie popieram i zwalczam.

             A co oni na te zwyczajne i konkretne statystyki i badania naukowe?

             Ano mają swoje! Ot tak! Natychmiast! Za jednym kliknięciem zasypią "prawidłowymi" i nowymi badaniami. Prawilne i zgodne ze swoją ideologią – podobnie jak w PRL i ZSRR "nauką" był komunizm. Naukowców łatwo kupić, zaszantażować… No tu wtręt: nauka to nie jest coś monolitycznego i nie do obalenia. Coś co było w niej dogmatem, za chwilę może być czymś wyśmiewanym, a za jeszcze moment może wrócić jako jedyna prawda – jak było na przykład z Eterem. Do XVIII wieku była to przestrzeń wypełniająca kosmos, potem to wyśmiano, a teraz… mamy ciemną materię! Której i tak za chwilę może nie być, bo fizycy wymyślą coś innego.

             W medycynie to już w ogóle paranoja! Postęp tej nauki to miliony ofiar w imię… postępu! Tam zmienne są szalone.

             Ale gimbogeje wywalą gigabajty opracowań naukowych uzasadniających kłopoty z tożsamością płciową (najczęściej po angolsku – ze źródeł tego szamba).

             Zamiast po prostu nazwać to schizofrenią (dającą się uleczyć w tym przypadku – że przypomnę).

             Dzieciaki bez kontroli (i ojców), z burzą hormonalną, będą brnęli w absurd – bo to im się wydaje jedynym kierunkiem buntu. W latach 90ych dla mnie tym był rock i metal. Dzisiejsi mają gorzej – bunt dotarł do końca.

             Chyba trzeba zawrócić?

             Wcześniej wyselekcjonowałem w ten sam sposób grupę gimboateistów, czyli szczeniaków, którzy wyżywali się przed kompem stwierdzeniami: Boga nie ma!

             Bo tak! Bo nauka Go nie widzi.

             No nigdy Go nie zobaczy – tak jest w scenariuszu.

             A te gimboateistyczne szczeniaczki, po wyszczekaniu przed monitorem, zapewne szły pod rączkę z babcią do kościółka i cierpiały tamże?

             A na co cierpią gimbogeje?

             Zapewne na brak ojca spowodowany puszczalską matką (nazwijmy ją w skrócie kurwą), która przeklina cały ród męski za swą głupotę, a zamiast herosów wychowuje niezdarne pi…zdy.

             Niebinarne takie…

             

 

             PS    Pojedynek słowny z nimi przypomina partię szachów: dzieli sie na trzy etapy. Otwarcie, grę środkową i końcówkę. O ile otwarcie mają niemal wykute na blachę, to jak już się przez to przejdzie, to w grze środkowej totalnie się gubią… Do końcówek zazwyczaj nie dochodzi, bo rozwaleni zbijaniem kolejnych figur i pionków… rozwalają szachownicę! I tak z nimi trzeba "dyskutować". Przejść przez debiut i następnie rozwalić.

161 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

            Co prawda kwarantanna powoli się kończy, bo nawet ci durni, sterowani z tylnego fotela politycy zdali sobie sprawę, że i owszem – na miesiąc, dwa można udupić ludzi i gospodarkę, ale dalej to już trochę niebezpieczne zabawy z tłumem. Izolatka i te śmieszne obostrzenia przyniosły też dodatkowy skutek. Podobnie jak w zeszłorocznych strajkach nauczycieli, tamta grupa zawodowa jebła wprost w dno i zagrzebała się po uszy w mule, na stałe zyskując przydomek "pasożyty społeczne" , tak teraz wyglebiła się cała grupa seniorów 60+. 

           Na swoim przykładzie - dotychczas organicznie nienawidziłem tylko dwóch rzeczy: flaków i góralskiej muzyki. Teraz doszli do tego starzy ludzie. No sam nie jestem najmłodszy: bliżej mi do 50ki, niż 40ki, ale miedzy mną, a pokoleniem lat PRLu jest przepaść zalana jakimś czerwonym betonem! Tego starego ścierwa rozumem zwykłym ogarnąć się nie da!

           Bo to nieogary są (na tym etapie te staruchy zapewne stracą możliwość rozumienia o czym piszę).

           Te rozsławione przez internet Janusze i Grażynki. Zabytki przyrody z zasadami Made In PRL. Androidy sztywności jak z serialu "Czterdziestolatek". Zwichrowane na zawsze przez wczesny komunizm pokolenie. To te słynne babcie w czasie kwarantanny stały się solą w oku reszty (normalnej) społeczeństwa. Po prostu i zwyczajnie jak wczesniej ludzi wkurwiały, tak teraz już proszą się o śmierć!

             Doprawdy ostatnie lata są arcyciekawe! Poupadały wszelkie mity i konstrukcja świata kreowana przez samozwańcze elity zamienia się w gruz. Celebryci, aktorzy, te świetnie wyszkolone medialne małpy, przestały znaczyć cokolwiek. Ćwierćinteligenci pokroju pedagogów, na własne życzenie pozbyli sie tej ostatniej ćwiartki szacunku. Ludzie wiekowi, których powinniśmy (teoretycznie) szanować za ich doświadczenie, okazali się głupsi od nas.

             O wiele głupsi.

             Dzięki tej kwarantannie wyjebała sie levica ze swoją promocją zboczeń, wyjebała się cała UE ze swoją… no ta nie miała nic swojego – nawet pomysłu na cokolwiek. Unia runęła jak kupa próchna. Media przestały być źródłem "informacji", a źródłem prawdy stał się po całości internet.

             Wystarczył jeden wirus.

             Z naklejką "Made In China".

             I to jest w sumie najciekawszy aspekt tej akcji z koroną.

             Rozpoczął się pewien nieodwracalny proces przywracania normalności w aspekcie produkcyjnym. Mianowicie jak za jakiś czas wspomnimy młodzieży, że przez 20 pierwszych lat nowego tysiąclecia wszyscy żyli na chińskich komponentach, to ci się mocno zdziwią! Jak im powiemy, że wszystkie ubrania, buty, sprzęt AGD i elektronika, a także masa żywności była sprowadzana na cały świat tylko z jednego kraju na rzeką Jang Cy, to ci tego nie pojmą!

             Nikt normalny mianowicie nie zrozumie, jak mozna było CAŁĄ światową produkcję przenieść do komunistycznego (!) , zamieszkanego przez pozbawione woli żółte małpy, państwa!

             A to, że te żółte podludziki nie zasługują na miano Homo Sapiens świadczy ich jedzenie: oni dosłownie żrą gówno! A że jeden z tych chińskich gównojadów zeżarł przez pomyłkę jakiegoś niedopieczonego nietoperza (!), czy innego skunksa, to zaowocowało tym, że żółć zazłużenie się na nich wylała…

            I nawet ta ich wielka tama tego nie zatrzyma…

 

348 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

           W wyniku tego cyrku z pandemią zrobił się taki trochę slow motion. Uziemniło celebrytów, drobnych ciułaczy, nauczycieli, urzędników i korposzczury – nagle okazało się, że pracownicy megabiurowców, którzy tam spędzali 120 godzin tygodniowo, weekendy zasypując koką, fetą, mefedronem i wschodnimi dziwkami, mogą całkiem spokojnie nie wychodzić z domu i nie zawracać innym dupy swoją obecnością (podobnie jak urzędnicy). Aktorów i celebrytów mieliśmy i tak już dosyć, ale pęd ku widoczności i dostęp do neta niestety nas ich nie pozbawił. I ich "mądrości" wszelakich. Nauczyciele znowu okazali sie niepotrzebni, albowiem działają jak automaty.

           Ale coby nie mówić (i kogo za to nie obwiniać) świat na te trzy miesiące ostro przyhamował. Większości z tego radość, części bankructwo, a reszta drapie się po głowie szukając odpowiedzi: o co tu kaman?! 

           Jest jeszcze jeden plus z tej porąbanej sytuacji (nawet w najbardziej porąbanych sytuacjach zawsze odnajdywałem plusy): wygląda na to, że (chociażby chwilowo, ale miejmy nadzieje, że tak już zostanie) załamał się pęd ku…

          …no w Polsce poPeeReLowskiej był to przede wszystkim pęd do pokazania się; mam dom (za kosmiczny kredyt), mam furę (zarżniętą przez poprzedniego właściciela w dojczlandzie), mam żonę (która puszcza się z każdym), no ogólnie dużo mam! Mam więcej od ciebie i zazdrość mi! I zrobię wszystko, by mieć jeszcze więcej! A na końcu zarypię nosem w skibę, którą wyryłem i dam się zasypać przez pług, który ciągnąłem – taki to był sposób myślenia przez ostatnie 30 lat kolejnego skrzywdzonego pokolenia.

          Ale mam nadzieję, że to się w końcu zmieni. 

          Bo po latach obserwacji, bezowocnego zapierdalania czasem, doszedłem do jedynego, słusznego wniosku:

          Przez życie trzeba się prześlizgać.

          Bez napiny, bez nerwów, ze stoickim spokojem. Bez wysiłku – bo wysiłek zabija w dalszej perspektywie.

          Jesli coś lubisz robić, i sprawia ci to przyjemność, to to rób z zaangażowaniem. Jesli robisz coś po to, by tylko przeżyć, to rób to tak, by przeżyć.

          I nie słuchaj ciotek, matek, samych zainteresowanych też, co to zachwycają się zaradnością i sukcesem.

          Za każdym jednym sukcesem stoi tysiąc porażek.

          O porażkach się zapomina, gloryfikuje się jeno sukces.

          A ci najbardziej wspierani za cholerę nie wspomną o wsparciu! To wręcz matematyczny wzór: im więcej dostałeś od życia, tym mniej o tym wspominasz, bardziej wychwalając swoje umiejętności.

          I naprawdę nie tłumaczcie, że to bełkot jakiegoś zakomplexionego karła! Żyję skromnie, stabilnie i w miarę wesoło, ale w miarę upływu życia wykształciłem w sobie coś takiego, jak miłosierdzie i to miłosierdzie kazało mi spojrzeć na miliony wykluczonych w tym kraju, którym system nie dał szansy na NIC.

          Szanujmy się, rozumiejmy i bądźmy ze sobą szczerzy.

           A przede wszystkim nie pogardzajmy drugim człowiekiem.

           Po prostu trzeba wziąć taką deskę, jaką się dostało i doślizgać nią do mety…

103 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Starsze pokolenie ma takie idee fixe na punkcie pracy (to taka sfiksowana idea po polskiemu). Że to niby pracowitość się liczy – nie zarobek, że oszczędnością i pracą ludzie się bogacą – co za bzdura!!! Że kto tam pierwszy do pracy, ten i do jedzenia (tak mi matka from the PRL powtarzała), a nie od dziś wiadomo, że żarcie musi być przyjemnością, a nie paszą dla bydła. No tych piedorolele od tych ćwoków rocznik 40, czy 50 coś tam, nasłuchałem się w życiu do oporu!

         A to gówno prawda! 

         Tych cepów z lat stalinowskich żyje jeszcze całkiem sporo i na ten przykład: jak w życie zaczęli wkraczać millenialsi (ci urodzeni na przełomie wieków), to wpadli w przerażenie, że te wymoczki nie chcą zapierdalać w pocie czoła za minimalną krajową, na umowach śmieciowych (no te dwie ostatnie kwestie dla tych prostolinijnych ofiar komuny nie były zrozumiałe).

          Dla mnie są.

         Bo praca dla samej pracy to kompletny bezsens.

         Naprawdę lepiej nic nie robić, niż robić coś za nic i w dodatku w stresie!

        I mówię to ja, który przetyrał trochę życia, w większości bez sensu, bo bardziej liczą się układy, wazeliniarstwo i zwykła ściema.

        Tak to naprawdę wygląda.

        Praca to tak naprawdę gówno. Nikomu normalnemu nie zależy na tym, żeby rano wstawać i gdzieś tam zapierdalać. Wszyscy normalni ludzie marzą o życiu na tropikalnej wyspie, z darmowymi drinkami i nagimi kelnerkami (kobiety w tym momencie mogą sobie wkleić w wyobraźnię murzynów z dużymi pałami).

         Więc czemu pracujemy?

         Dla pieniędzy po prostu! A te pieniądze tak dla życia mają być. A te życie jak najbardziej pozbawione pracy.

         Logiczne chyba?

         A że wciąż uczciwie pracujący dostają w tym kraju jak najmniej, to jak tą pracę mają szanować?!

         Najlepsze, że z pracy kult uczynili ci, co najmniej jej doświadczyli:

         "Módl się i pracuj" to sentencja skrybów w zakonach średniowiecznych. Ci to robili na spokoju (acz porządnie!): przepisywali xięgi, warzyli pivo, uprawiali swe ogródki. Wszystko bez spiny i bez norm wyznaczanych przez jakichś psychopatów.

        Później już się powaliło kompletnie!

        "Praca czyni wolnym" była hasłem wejściowym Auschwitz-Birkenau. Nad łagrami wisiały równie szczytne i podobne napisy.

        Ich promotorzy byli kompletnymi nierobami (jak Marx), lub woleli wybrać bezdomność zamiast pracy (jak Hitler).

        Więc czemu my mamy zapierdalać na podobnych nierobów i wyzyskiwaczy (np. Jeff Bezos z Amazona)?!

        W imię czego?!!!

        Co to za idea?!!!!!

        Pracuj dla samej pracy, bo samo to coś dobrego z tobą sprawi?!!!!!!

        Chyba tu kogoś ostro posrało!

        Bo sama praca bez celu (pieniądze), to zwyczajne gówno!

        Niby rzecz oczywista, a nie do każdego barana dociera (zwłaszcza tych 60 + i kucy spod znaku JKM)…

 

174 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

             Zrobiłem sobie trochę wolnego od pisania. Może to jakieś przeczucie kazało mi poczekać na nadchodzący kryzys? Może jakiś wewnętrzny (lub zewnętrzny?) głos uświadomił mi, że jeszcze zeszłoroczne problemy i przypadłości społeczne, nagle staną sie nieistotne? No zaiste stało się coś dziwnego! Pierwszy raz w historii cywilizacji zatrzymał się cały świat! Na blisko dwa miesiące, a końca nie widać! A wszystko za sprawą małego, grypopodobnego mikroba o dość nietypowym działaniu. Tak, uważam (a wręcz jestem pewny), że nie jest to twór do końca naturalny. Ale to już teraz mało istotne: kto go skonstruował i komu spierdzielił? Świat zamarł jak nigdy! Żadna wojna nie unieruchomiła tak wszystkich, na wszystkich kontynentach. Żaden kataklizm, żadna epidemia – wszystkie do grypy hiszpanki były tylko lokalnymi zakłóceniami, a i przy tej jedynie Australia zdecydowała się na blokadę granic, Ludzie (młodzi) umierali, ale świat toczył sie dalej. Żeby było jeszcze weselej, dokładnie dekadę temu też nas dopadło podobne cholerstwo! 

           I co? I nic!

           Że zacytuję (będę dużo cytował, bo się rozleniwiłem):

          "Przeczytane: Pamiętacie wielką pandemię z lat 2009/2010? Nie pamiętacie? Ciekawe, bo trwała 14 miesięcy, pochłonęła 285 tysięcy ofiar śmiertelnych a WHO ogłosiła wtedy szósty, najwyższy stopień zagrożenia. Nikt jednak nie zamykał szkół, uniwersytetów ani firm, chociaż chorowali głównie młodzi ludzie.
Pandemia tzw. świńskiej grypy została ogłoszona przez WHO w czerwcu 2009 roku. Odpowiadał za nią wirus AH1N1, który łączył w sobie geny aż czterech różnych wirusów grypy – dwóch odmian świńskiej, jednej ptasiej i jednej ludzkiej.
WHO od razu ogłosiła alarm, a dwa miesiące później – stan pandemii. Spodziewano się zachorowań na skalę "hiszpanki", ponieważ AH1N1 był mutacją tak niespotykaną, że nie istniały przeciwciała, które mogły by go powstrzymać. Szybko jednak okazało się, że chorują głównie dzieci, młodzież i ludzie do 50 roku życia… Ciekawe jest to co uznano: wirus rozprzestrzenia się tak szybko, że… nie ma sensu liczyć pojedynczych przypadków. Rejestrowano więc jedynie masowe zachorowania i zgony. Nie zostały zamknięte granice i szkoły, nie wprowadzono ograniczeń w poruszaniu się, a gospodarka funkcjonowała normalnie, chociaż chorowali głównie ludzie młodzi czyli uczący się lub pracujący.
Szczepionka na AH1N1 pojawiła się pół roku po ogłoszeniu pandemii, czyli w grudniu 2009 roku. Kupiło ją wiele krajów (Polska akurat nie) za ogromne sumy, rzędu 0,5 mld dolarów lub więcej. Zdążono zaszczepić od 4 do 10% populacji (w Polsce 0%) gdy pandemia wygasła. Nie stało się to w wyniku szczepionek, a w sposób, który natura zna od milionów lat – populacja wytworzyła odporność. WHO odwołała alarm w sierpniu 2010 roku, czyli po 14 miesiącach.
A teraz najciekawsze. Gdy wirus przestał zarażać, na WHO posypały się gromy ze strony rządów za… przesadną reakcję i panikarstwo z ogłaszaniem stanu pandemii.
Koronawirus w przeciwieństwie do AH1N1 atakuje głównie ludzi starszych, którzy mogą się łatwiej odizolować bez niszczenia podstaw swojej egzystencji, ponieważ mają stałe źródło dochodu – emerytury. Tymczasem rządy zdecydowały się wysłać na przymusowe bezrobocie miliony młodych ludzi.. co myślicie ? Ja już nie chcę się bać choć nie jest to łatwe .. ściskam"

        No tak, kolejna po hiszpance pandemia, która poniewierała ludzi młodych. Świat nie oszalał – co po czasie okazuje się wyborem słusznym. No sporo zgonów i zachorowań w wiadomej grupie wiekowej, ale po wczesniejszym kryzysie gospodarka nie została wstrzymana i zaczęła się ostro piąć w górę (globalnie i lokalnie). 

        Więc czemu teraz tak histerycznie zaragowały wszystkie rządy, czemu wprowadzono takie obostrzenia, mimo że wystarczyło tylko izolować ludzi starych i z grup ryzyka, co nie byłoby znowu takim problemem, a świat nie stanąłby na głowie?

         Ano chyba wiem, komu na tym zależało i jakiej grupie niewyobrażalny lęk o życie doczesne (bo w inne nie wierzą) nakazał wydać rozkaz izolacji 7 miliardów ludzi… Tak na wszelki wypadek.

        Tu znowu zacytuję niedocenionego Lecha Jęczmyka z książki "Dlaczego toniemy, czyli jeszcze nowsze Średniowiecze" (2011 rok). Roździał o tytule (a jakże!) "Teoria spiskowa" :

       "Każdy człowiek jako tako wykształcony wie, że oskarżenie o uleganie spiskowej teorii dziejów jest najgorszym, jakie człowieka może spotkać. Ktoś taki nie może liczyć na pracę w mediach ani na uczelni, jest w ogóle traktowany jak trędowaty. Człowieka z klasą obowiązuje wiara w niespiskową teorię dziejów, czyli przekonanie, że wszystko dzieje się przypadkiem. Głoszenie tej teorii i wyśmiewanie głosicieli teorii odmiennej jest świętym obowiązkiem wszystkich spiskowców, do których dołączają "uzyteczni idioci". Ponieważ jednak przy całym tym wyśmiewaniu nie mówi się, z czego się wyśmiewamy, spróbujmy wczuć się w prymitywny umysł zwolennika teorii spiskowej.

         Pomyślmy o świecie jako o rozległych przestrzeniach lasów, stepów, sawann, bagien, pastwisk i coraz większych miast, zamieszkanych przez ludzi różnych ras i plemion, wyznających różne religie, mówiących róznymi językami, posługujących sie różnymi walutami, mających najróżniejsze formy organizacji społecznej. Czasem, co tu ukrywać, walczących między sobą o krowę, kawałek pastwiska, czy dostęp do wody.

          Wyobraźmy sobie niewielką (pewnie poniżej dwustu) grupę bardzo starych, utrzymywanych przy życiu przez armię najlepszych lekarzy i pielęgniarek, nieprawdopodobnie bogatych mężczyzn (nie słyszałem, żeby w tym gronie były jakieś kobiety), którym się taki chaotyczny, anarchistyczny świat nie podoba. Działa im na nerwy. Zbierają się więc  w ustronnych luksusowych kurortach i radzą, jak by to uporządkować. Żeby było tak:

            Żeby cały świat był zamieniony w jeden wielki trawnik z trawą wysokości jednego centymetra. Żeby po tym trawniku spacerowali podtrzymywani przez lokajów czcigodni starcy i niespiesznie grali w golfa. Ich zachowanie jest ściśle podporządkowane etykiecie zwanej polityczną poprawnością, służba jest w jednakowych liberiach, w cienistej alejce czeka rząd karetek reanimacyjnych, kelnerki roznoszą napoje. Gromady chamstwa, zagrażającego trawnikom, zostały wytrzebione. Lub jak w powieści Philipa K. Dicka tyrają w podziemnych bunkrach, utrzymywani przez media w przekonaniu, że na powierzchni szaleje jądrowa wojna.

           I to nazywamy globalizacją.

           Możemy też nazwać to trzecim podejściem, trzecią próbą uporządkowania świata, po nieudanych, nie do końca przemyślanych, choć zmierzających we właściwym kierunku eksperymentach komunizmu i nazizmu.

           Ci dziadkowie mają swoją ideologię i są nie mniej szaleni niż Hitler i Stalin. Zresztą realizują ten sam program unifikacji i totalizacji świata. Tym razem wszędzie ma zapanować bezosobowy kapitalizm kasynowy – w którym spekulacja ma pierwszeństwo przed pracą – etnicyzacja i regionalizacja, społeczeństwo otwarte na "gatunki inwazyjne", oligarchizacja, radykalna ekologia (..), ekumenizm i relatywizm, czyli likwidacja pojęcia prawdy.

           Ich wrogowie to państwa narodowe, Kościół katolicki ze swoją hierarchiczną organizacją, rodzina i własność prywatna.

          Ten świat ma być rządzony przez wąską samozwańczą elitę – zbiorowego platońskiego króla-filozofa – z jednym, pozornie amorficznym i najlepiej anonimowym ośrodkiem władzy. A niżej masa plebsu, żadnych szczebli pośrednich."

         No i koniec cytatu.

         Coś ponad setka takich dziadków wpadła w totalną panikę i zablokowała cały świat! 

         Bo tym razem to oni są w grupie ryzyka. A bez swoich lekarzy, służby, kucharzy i ogrodników po prostu nie są w stanie funkcjonować. Sprzęt ochronny na niewiele im się zda, bo ten akurat wirus ma dziwną właściwość utrzymywania się w powietrzu (coś koło pół godziny) i osiadania gdzie i rusz. Roznoszą go ludzie, a ludzie im, jak i całej reszcie są potrzebni do normalnego funkcjonowania. Tylko że tym razem każdy człowiek to potencjalny roznosiciel vira i nieświadomy zabójca. Więc dziadkowie spanikowali i nakazali całej reszcie siedzieć w domach.

        Sztandarowym przykładem i członkiem tego stowarzyszenia był (do 2017 roku) David Rockefeller. Koleś który dociągnął do 101 lat i bardzo chciał żyć dalej. Żeby to osiągnąć 6 razy (!!!) przeszczepiał sobie serducho, 2 razy nerki + niewiadomą liczbę przetaczań krwi i innych zabiegów. 

        Co i tak nie powstrzymało nieuchronnej śmierci.

        A śmierć teraz stanęła u bram jego kolegów i oni te bramy szczelnie zamknęli, bo strach przed nią przeraża ich nad życie.

        

196 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.237.94.109

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code