Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

    Nie kumam ludzi, którzy robią sobie pod górkę, wyprowadzając się na jakieś zadupie i jeszcze biorą kredyt na mieszkanie w koziej dupie?!  

    Wiekszość z nich mimo to pracuje w mieście, tracąc średnio po 2 godziny w jedną stronę na dojazdy do swojej wymarzonej firmy (jak nie więcej!)…

    Jakby ich nie pytać, to dumni są ZAWSZE ze swojego stanu posiadania (mimo że na kredyt, albo za szmal starych), pysznią się swoją "karierą" w ponadnarodowych korporacjach (mimo że są tam tylko pachołkami do wykonywania rozkazów właścicieli), lub dostają extazy z powodu pierdzenia w urzędnicze stołki.

    W PeeReLu całe polskie wieśniactwo zasuwało masowo w miasta, do betonowych, postmodernistycznych szkaradełek pomysłu Le Corbusiera, by się odchamić i wymieścić. Wyszły z tego regionalne slamsy na miarę naszego klimatu. W dodatku z żałosnymi burakami je zamieszkującymi.

   Ich potomkowie wpadli w odwrotną tendencję i podświadomie wracają w swój wrodzony ekosystem: czyli między pola, bagna i lasy.

   Oczywiście oficjalnie to ludki eutelygentne, kulturalne i światowe! 

   Tyle że mieszkają tam, gdzie psy dupami szczekają – czyli w rodzinnych stronach swoich leśno/polnych, słowiańskich przodków…

    Ich rodziciele pozostali jednak w mieście, mają tendencję do uprawiania areału żywieniowo/pijackiego w centrach wielkich miast, co zwie się powszechnie: ogródkami działkowymi. Janusze rocznik czterdziesty piąty, bronią tych płachetek ziemii uprawnej (czasem z gdaczącymi kurami i chrumczącymi świnkami – zawsze ze szczekającymi psami!) za wszelką cenę, mimo że urbanistycznie, podobnie jak owe blokowiska, te minifarmy w centrach miast, robią razem apiać urbanistyczny Afganistan z miast poskich!

   Także od teraz żądam rodowodu od każdego, kto będzie się popisywać swoim mieszczaństwem, lub wywyższać swoją (powszechną w tandetnym, polskim konformiźmie) elitarnością!

   80 % mieszkańców krainy nadwiślańskiej starannie upycha wciąż wyłażącą z butów słomę i maskuje drogimi perfumami, jebiący od nich na hektary odór gnojowicy…

694 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

   Lada dzień Rosjanie otworzą drugie u siebie Igrzyska Olimpijskie. Pierwsze nie wyszły im za dobrze, ponieważ zostały zbojkotowane przez świat cały, za prowadzoną natenczas wojnę w Afganistanie. 

    Słusznie zresztą. Szczytna, acz utopijna idea igrzysk zakłada wstrzymanie działań wojennych na czas ich trwania. Rosjanie to olali, więc olano i ich!

     W czasie olimpiady w Pekinie, Rosjanie jakby nigdy nic najechali Gruzję! Zrobiło się niesmacznie, ale nie zdecydowano się na jakieś bojkoty i protesty.

     Teraz  przy granicy z Gruzją, niedaleko od Czeczenii, ogólnie w gorejącym od konfliktów rejonie Kaukazu, postanowili znowu popisać się przed światem, zmurszałym ze starości cyrkiem o skrócie IO. 

    Próbne zamachy już miały miejsce w Wołgogradzie (dawniej Stalingrad). Zabezpieczenie imprezy będzie w niesamowitej skali. Ale to nic nie da. To nie jest kwestia tego: CZY, ale KIEDY coś pierdzielnie w Soczi! I co to będzie? Bo jeśli zwyczajna bomba, czy atak jak ten w Monachium w 1972 roku, to trudno – ktoś zginie, ale życie będzie trwać dalej.

     Ja się jednak spodziewam większej akcji w stylu chociażby ataku chemicznego, czy bomby atomowej (tak! do dziś Rosjanie nie mogą się doliczyć paru bomb!). A fantazję tamtejsi bojownicy mają. Udowodnili to, wysadzając w powietrze niejakiego Achmata Kadyrowa . Co z tego, że ochroniarze skrzętnie wszystko sprawdzili? Bomby nie mogli znaleźć, bo została wmurowana w trybunę honorową, podczas budowy stadionu…

     Tak więc kto ma rozum, niech się trzyma z daleka od tamtego rejonu w czas igrzysk!

459 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

   Jestem normalnym człowiekiem, więc:

  •    Nie jeżdżę na narty – wystarczy że wyrosłem z sanek.
  •    Nie robię czarno – białych zdjęć, razi mnie masowe zaliczanie każdej monochromatycznej fotki do wysokich lotów sztuki. To jest tak samo bezsensowne co kierunki fotograficzne na uczelniach. Magister fotografii… buhahahahaaa!!! 
  • Nie chadzam do teatrów, opery najchętniej puściłbym z dymem, a za musikale pakował do psychiatryka.
  • Nie udzielam się charytatywnie NIGDZIE. Państwo zabiera mi większość szmalu, więc wystarczy. Doszliśmy do takiego momentu, gdy zabieranie zamiast dawania stało się wyznacznikiem zaradności. 
  • Polityką przestałem się interesować, chodzić na wybory. Mierzi mnie ten upadlający społeczeństwo system i mierzi mnie społeczeństwo, które NIC z tym nie zrobi.
  • Nie mam szacunku dla starszych – bo to gówno wysrane przez PeeReL i nie mam szacunku dla kobiet – bo same do siebie go nie mają.
  • Poświęcanie się w pracy dla kariery jest dla mnie kompletnie niepojęte! Pracuję żeby żyć, a nie żyję po to, by pracować.
  • Nie mam tysiąca znajomych na fejsie – jak każdy normalny człowiek po prostu nie znam tylu ludzi!
  • Nie migdalę się ze swoją babeczką publicznie – biorą mnie mdłości na widok czułości.
  • Nie robię nic, by komuś sie podobać, lub zrobić na kimś wrażenie.

Jestem zwykłym sobą, bo najlepiej mi to wychodzi.

361 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Wiadomo, że powszechny polski obiad składa się z trzech składników: 1/3 talerza zajmują pyry (tłuczone, smażone, bryzgane, etc.), koniecznie musi być mięsiwo i jakaś siekanka owocowo/warzywna, zwana powszechnie surówką. To jest w tej krainie równie naturalne, co smarowanie pizzy keczupem i innymi sosami (podobno nie praktykowane nigdzie indziej w świecie – co mnie mocno dziwi, bo to jakby pozbyć się sosów w ogóle do każdych dań!). Ziemniaki to produkt napływowy i mimo że jesteśmy potęgą kartoflaną, to używamy ich nadzwyczaj skromnie niewiele odmian. 

    Ale za to masowo i regularnie.

    A ongiś mieszkańcy tej krainy żywili się masowo kaszą. Potrawą odżywczą, zdrową i całkiem smaczną.             O ile się ją odpowiednio przyrządzi. 

    Popijali te swoje żarcie podłym piwem (jak na dzisiejsze warunki – ale wtedy takie wszędzie było) lub miodem pitnym, który powinien być naszą chlubą exportową, a jest jeno lokalną ciekawostką…

    Produkty których świat powinien nam zazdrościć i kojarzyć z Polską, odeszły na margines jak kiełbasy, wędliny i chleb, z których ongiś słynęliśmy, a stoczyły się w komercyjny, sztuczny chłam do powszechnego spożycia…

    Na szczęście w miód i kaszę nie pakuje się jeszcze tyle chemii, co w owe mięsiwa i pieczywo.

     Tyle że zbyt wielu, spożywanie tych naszych narodowych produktów nie interesuje…

     Wolą kupić francuskiego sikacza zwanego winem i zażreć to w amerykańskiej, hamburgerowej paszarni…

459 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Jest taka oś stopniowania mentalności ludzkiej: dla tych z Trójmiasta mieszkańcy Tczewa są tym samym co dla Tczewiaków mieszkańcy Pelplina…

     Ogólnie żenada, bo traci się parę punktów towarzyskich na miejscu.

     No i beka jest.

     Poruszę kwestie zawodowe. Ogólnie im mniejsze miasto, tym jest większa spinka pracowników na miejscu i większa ich uległość w stosunku do kierownictwa (jakie by nie było!). Najgorsi sa przyjezdni. Ci nie mają nic do stracenia i idą swoją drogą po trupach – więc się nie dziwię, że warszafka nabija się ze słoików.

     Od jakiegoś czasu pracuję w Pruszczu Gdańskim i widzę inną mentalność ludzi z Gdańska. Ogólnie spokój w robocie i zero spinki. 

     Z Tczewa mam trzy niemiłe wspomnienia związane z karierowiczami na kierowniczych stanowiskach, którzy psuli mi samopoczucie do tego stopnia, że zmuszony byłem zmieniać robotę.

     Wszyscy oni byli przyjezdni!!!

     Pierwszą była mała paskuda, kierująca magazynem w jakiejś dziwnej korporacji. Pochodziła zza Wisły (tam gdzie mieszkają dziwni ludzie), zdaje się z Prabut. Jedyną jej umiejętnością była perfekcyjna znajomość angielskiego – poza tym nie potrafiła nic! Uwierzcie mi – absolutnie nic! Z biegiem czasu wkurzała mnie do tego stopnia, że jedyny raz w życiu miałem ochotę zamordować człowieka! Dokładnie zlikwidować to coś. Na szczęście firma się rozpadła i wszyscy znaleźliśmy się na zielonej trawce. Swoją drogą, do pracy w niej wkręcały się całe rodziny i dopóki było dobrze, to było fajnie, ale jak znaleźli się na bruku to musiał być dramat.

     I dobrze bezmózgom!

     Drugim był monstrualnie otyły kierownik hurtowni, które pierwsze co zrobił po objęciu stanowiska, to pozbył się połowy załogi. A niezła była to zgraja! Przez pół roku radziliśmy sobie bez żadnego kierownictwa, a tak zgranej paczki nie spotkałem nigdy wcześniej, ani później! Oczywiście poleciałem pierwszy, ale tu muszę się przyznać, że odpłaciłem mu pięknym za nadobne. Więc od tej chwili mam jedynego śmiertelnego wroga, o którym nigdy nie powiem dobrego słowa, a i on widzi we mnie zło wcielone, a czym przekonałem się z opowiadań. Pochodził zdaje się ze ściany zachodniej dla odmiany: jakaś Legnica, czy cuś… Nawiasem mówiąc jego egoizm powinien był być materialem do badań naukowych: liczył się dla siebie samego tylko on i jego rodzina. Reszta była pyłem na wietrze. Poza tym mam nieodparte wrażenie, że miał w zwyczaju kombinacje na boku – co ukrywał pod płaszczykiem wyjątkowego chamstwa. Ale to dobrze, że mam wroga. To znaczy że mam charakter. Za dużo ludzi mnie lubiło, co zaczęło mnie martwić.

     Ostatnią była otyła paskuda piastująca stanowisko kierowniczki działu przyjęć we francuskim hipermarkiecie. Stanowisko żadne, zarobki do dupy, ale pogarda, pycha i brak empatii dokumentne! Roznosiła ulotki dodatkowo (wot kierowniczka!), wielbiła swoją córunię i gnębiła męża policjanta (Matoł - bo ożenił się z takim pasztetem! Poza tym podobno wyładowywał się w pracy, dzięki czemu uchodził za wyjątkowego palanta. Prawdziwy "mężczyzna"… ). Utkwił mi w pamięci jej system szkolenia: "Nie wiesz, to pytaj". A jak pytałem, to zawsze było: "Jak to nie wiesz?!". W efekcie wyszedłem z tej firmy tak samo głupi jak byłem. W dodatku zniesmaczony jej wyglądem i osobowością. Tak, ona była z Łodzi! Tam skąd zło pochodzi. Uważam że mieszkańców Łodzi powinno się wypuszczać w Polskę wyłącznie z obrożami elektronicznymi – oni są zbyt nieobliczalni!

    Co mnie w tym wszystkim martwi, to obłuda i szczurzy pęd ku "sukcesowi" , "pieniędzmi" i innymi duperelami, które w tym kraju są jeno złudzeniem zarezerwowanym dla dobrze ustawionych. A cierpią na tym obłędnym pędzie motłochu ludzie uczciwi i dobrzy – tacy jak ja, że tak nieskromnie się pochwalę…

358 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

   Ongiś tyle bylo klatek średnio na kliszy (mogło być też 24, czy 12), a 200 to stopień czułości kliszy. Ogólniedostępne do czasów fotografii cyfrowej były tylko 3 warianty owej czułości: 100, 200 i 400. Całkiem swobodnie można było sobie z tym wszystkim poradzić. Brak automatyki jednak wymuszał pewną kombinację z matematyką, bo ostrość zdjęcia zależała od dopasowania ogniskowej do czasu. Ale jak się to sprawnie ogarnęło, to zdjęcia wychodziły jak ta lala!

     Pierwszy aparat dostałem na pierwszą komunię. Był to radziecki FED, czyli podróbka leicy . Drobiazg ten wymagał wbrew pozorom dobrej wprawy, ale po ogarnięciu dawał dość niesamowite mozliwości!

     No i ta liczba klatek. Mając do wyboru tylko coś góra 100 klatek zdjęć, kosztujących parę groszy za wywołanie każda + czas tej operacji (inaczej się nie dało), KAŻDY POSIADACZ APARATU MUSIAŁ SIĘ ZASTANOWIĆ CO ROBI!

     Teraz zdjęcia napierdala się seryjnie, bez sensu, składu i zastanowienia. Wali się fotki z równym zaangażowaniem, co poranną kupę. A zwłaszcza bachory, a zwłaszcza imprezy. Strzela się to równie często co bąki po grochówce i równie mocno jest to emocjonujące…

     A dobry fotograf jest tym samym co dobry snajper: wybiera jeden, właściwy moment i go rejestruje…

     A nie napierdala jak artylerzysta, czy operator KaeMu! Tysiąc ujęć chłamu ku samouciesze!

     Z tego co pamiętam, na 36 klatek, zawsze 6 było spieprzonych, 10 dało się oglądać, 10 było przyzwoitych, a 10 dało sie oprawić w ramki i powiesić na ścianie bez żenady.

    Teraz albo walą 1000 fot i rzucają gawiedzi, by wystąpił u niej odruch wymiotny z nadmiaru, albo napieprzają poprawki na fotoszopach, by dociągnąć do jakiego/takiego wyglądu (na ogół i tak niezbyt oszałamiającego)…  

    A wystarczy się tylko trochę skupić…

    

    

440 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

   Do momentu rozpowszechnienia motoryzacji (tudzież lotnictwa) Półwysep Arabski był takim ziemskim zadupiem na miarę Nowej Gwinei. Nikogo ta kupa piachu i dziwnej mieszanki wielbłądzio-ludzkiej nie interesowała. Bo po co? Gdy samochody stały sie powszechne, a rejon ten wybił się na niezależność, zaczęły kursować między światem cywilizowanym, a tą wylęgarnią islamistów petrodolary.

    Nazwa ta idealnie oddaje to, co rządzi obecnie światem. Bezwzględnie i brutalnie, ale z niewinnym uśmiechem na ustach. I oczywiście nieschodzącymi z nich słowami: wolność, demokracja, dostatek! Wolność i dostatek są dostępne dla coraz bardziej kurczącej się liczby ludzi (chociaż jest wąska grupka, która cieszyć się będzie bez przeszkód dostatkiem i wolnością – dopóki to oni kręcą globusem).

    Demokracja jest kpiną z człowieka. Obłudną i durną.   

    Ale ogólnie te szwendające się po pustyni maniaki religijne (chociaż islam to nie religia, o czym wspominałem), mieszkający w namiotach, a kozy swe wykorzystujące od jedzenia aż po sex, nagle stali się megabogaczami!

    Za NASZE pieniądze! Już wolałbym je dać ruskom – to chociaż chrześcijanie, na jakby nie było – prawie europejskim poziomie cywilizacyjnym (chodzi o mentalność). A tak pasiemy nieliczne, ale bojowo nastawione tubylcze plemiona za przyjemność rozbijania się starymi gruchotami z dojczlandów… Wiem – mamy trochę ropy od tychże rusków, zachodnia Europa z Morza Północnego, a amerykańce z Zatoki Mexykańskiej i Al(el)aski, ale to za mało do trwania nowoczesnej cywilizacji. Tym bardziej, że z ropy robi się dosłownie wszystko.

    Więc arabusy, całkiem niezasłużenie obrosły w piórka.

    Drugą, o wiele bardziej liczną kategorią pasożytujących na nas kolesi, są Chińczycy. Tym trzeba przyznać, że podobnie jak Arabowie, do końca średniowiecza przewyższali nas we wszystkim. 

    Ale potem role się odwróciły.

    Wielkie państwo zapadło się w sobie i dobiero ostatnimi laty zaczyna istnieć na arenie międzynarodowej, coraz bardziej przodując w tym całym cyrku.

    Sęk w tym, że ich też my sponsorujemy!

    Na skutek porąbanego, złodziejskiego, socjal-faszystowskiego systemu, kto może, ten produkcję przenosi do państwa środka, a podatki płaci w dziwnych miejscach, o których geografowie mieli tylko blade pojęcie.

    W sumie to logiczne i naturalne.

    Chinole więc produkują dla nas praktycznie wszystko! 

    Bo tanio.

    Niektórzy zaczęli się przerażać ich inwazji ekonomiczno-politycznej.

    Niepotrzebnie.

    Chiny to taki ludek, który działa niczym mrówki. Tam nie ma miejsca na indywidualności, zaawansowane społeczeństwo. Oni są tylko trybikami w maszynie. Kto nie wierzy, niech mi poda przykład jakiegoś sukcesu Chińczyków w grach zespołowych? Przecież sport to ich oczko w głowie! Wynalazcy, naukowcy, artyści? Toże niet!

    Oni są odtwórcami (i to tandetnymi), a żeby pchać cywilizację naprzód i osiągać sukces, są potrzebni geniusze. Niepokorni, nieustatkowani, nieobliczalni, ale jednym motywem zdolni zmienić bieg historii. 

    Na ponad miliard Chińczyków nie znajdzie się tam taki ani jeden. 

    I w tym swoim braku fantazji są podobni do kobiet – że tak antyfeministycznie zakończę.

      

450 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Owsiki to takie upierdliwe robaczki, które szczególnie upodobały sobie rejon odbytu. Co ciekawe skupiły się na dość wąskiej grupie wiekowej: znaczy dzieci około 5 lat! Że zacytuję:

    "W objawowych postaciach choroby najczęstszymi manifestacjami owsicy są: świąd odbytu, utrata łaknienia, nerwowość (prawdopodobnie produkty metabolizmu owsików drażnią zakończenia nerwowe), niepokój i podniecenie (objawiające się zgrzytaniem zębów), czasem niedokrwistość."

    Nie, nie będę pisał o domniemanych nieprawidłowościach w rozliczaniu WOŚP (dość wątpliwych zresztą). Skupię się na własnych odczuciach. O kolesiu już wcześniej pisałem, więc nie będę się powtarzać, ale coś nie dawało mi spokoju: czemu JO ostatnimi laty zwyczajnie mnie wkurwia tą swoją akcją?! Ba! Czemu mnie ogólnie wkurwia!?

   I nie jestem odosobniony w tym wkurwieniu.

   O co to to nie!

   Są nas miliony, którzy zwyczajnie rzygają na początku każdego rocku – ale nie z przepicia, tylko z powodu inwazji wyserduszkowanych, wypuszkowanych, rozwrzeszczanych oszołomów czyniących dobro (?).

   Jurkowi od owsików też zaczynają puszczać nerwy – i także nie wie dlaczego!

    W zasadzie powinna mnie obchodzić ta akcja tyle, co śnieg w poprzedni lany poniedziałek. W tą niedzielę nawet nie wychodziłem z domu z powodu kaca, a TVP leci u mnie wtedy, gdy pomylę się z przyciskami na pilocie.

    Więc powinno mnie to walić dokumentnie!

    Ale nie – koleś, którego kiedyś lubiłem, dziś mnie zwyczajnie wkurwia. 

    Jak nadmieniałem we wcześniejszym wpisie, Jurek zaczął tą orkiestrę bardzo fajnie (sam wtedy coś tam dałem w puchę), ale w ostatnich latach zaczął się zwyczajnie staczać. Tu powinni zadziałać jacyś psycholodzy społeczni, ponieważ JO ma upierdliwą tendencję do powtarzalnego pajacowania (mimo podeszłego wieku), darcia ryja (zawsze po przystanku błótstok i po orkiestrze jest zachrypnięty), tudzież do umieszczania siebie na nieboskłonie ludzkości (skąd my to znamy? Michnik, Rydzyk, Hołdys i inni pozbawieni skromności bufoni…).        

    A najbardziej mi się spodobała wypowiedź Kazika, który na pytanie, czemu nigdy nie był na Przystanku Woodstock, odpowiedział, że nie życzy sobie w czasie koncertu szalejącego po scenie, wydzierającego się świra.

   Dodatkowo Jo jest NACHALNIE propagowany przez wszystkie tuby propagandy systemu, a na ten swój przystanek zaprasza sługi owego systemu, by tryskali swą "mądrością" na młode, zdezaktywowane używkami ziarno.

    A Polacy to ludek przekorny i w przekorności swej niejednokrotnie celny. I nie tak ciemny, jak wielu się zdaje! Tyle że ciapowaty.

    Więc mając do czynienia z pajacem, bufonem, samozwańczym bożkiem, od którego zależy życie wszystkich dzieci w Polsce (?!) (tudzież innych pacjentów szpitali), zwykłym chamem, resortowym dzieckiem, szaleńcem i wariatem (ostatnio), ten uciemiężony w kolejnym obłudnym systemie lud, obrał go sobie jako cel, ze zwyczajnego przemęczenia jego osobą…

    Bo sam na ten celownik wszedł i za cholerę nie da się go nie zauważyć! 

    Więc niech się nie dziwi, że strzelają!

968 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

   Marzeniem medialnego społeczeństwa jest osiągnięcie medialnego sukcesu. Jak to ongiś określono: każdy chce mieć ten kwadrans sławy – nawet jakby się miał wypalić do cna w nastepnym kwadransie!

   To jest szczególnie zauważalne w obecnym czasie, gdy każdy jełop chce zabłyszczeć choć na krótką chwilę. 

   Czymkolwiek.

   A to, czy ma w ogóle czym błyszczeć, jest rzeczą kompletnie nieistotną! 

   Zmieniła się ludzka mentalność i postrzeganie rzeczywistości. Ongiś ludzie wiedzieli, że są tylko ludźmi. Zwyczajnymi, ale wybitnymi w swej zwyczajności. Tu trzeba dać wielki plus chrześcijaństwu: ono nigdy nie oszukiwało, ono mówiło, że każdy jest jeno pyłem wszechświata…

   Ale pyłem jedynym, niepowtarzalnym i wiecznym!

   Dzisiaj gdzie się nie rozejrzeć, mamy same brylanty! W korporacjach, zakładach pracy, agencjach reklamowych, polityce, televizyjnych konkursach na najlepszego wyjca, wszędzie gdzie nie spojrzeć – całe stado asertywnych debeściaków pędzących po autostradzie kariery…

   …ku przepaści zwanej zwyczajnie: śmiercią i zapomnieniem.

   Brylanty rżnięte z gówna.

   Owszem, są ludzie wybitni, znaczący swój ślad w historii ludzkości, ale jest ich zwyczajowo niewielu (więcej nie zdołalibyśmy zapamietać). Taki hamulec bezpieczeństwa dla ogólnoludzkiej histerii. Reszta ginie w zapomnieniu. Nawet jak przez chwilę byli na szczycie popularności.

   Tak jak w listach anglosaskich przebojów: szczyty zawsze okupują gamonie, cioty w stylu Justyny Biber, ale do legendy przechodzą inni.

  Bo nie jest ważny błysk, ale legenda!

  Tak samo z filmami. Pomimo miliardów wydawanych na różne superprodukcje, najlepszym Hoolyłódzkim filmem jest dla mnie po dziś dzień Podziemy Krąg

   Możecie się produkować w medialnych konkursach, wspinać po szczeblach korpokariery, lub sklejać urzędnicze stołki pod swoimi spolegliwymi dupskami, ale gówno zwyczajności i beznadziejności tym mocniej porazi postronnych obserwatorów i wyparuje w krótkim czasie, nie zostawiając śladu w przyszłości.

   Nie przeminie tylko ten, co ma kompletnie na wszystko wyjebane i NAPRAWDĘ WIE, czemu może tak czynić.

498 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Jestem zwolennikiem kary śmierci, ale w pewnych momentach zaczynam marzyć także za eutanazją. Zwłaszcza dla osobników 60 +.

    Tak się składa, że moja sąsiadka jest w ostatniej fazie ciąży (właściwie już powinna rodzić!), a mój nieodrodny chrześniak od jakiegoś czasu dorabia sobie w prywatnej przychodni w mieście Gdańsku (nie wiem co tam dokładnie robi, ale nader często bywa na recepcji). Moi rodzice, znajomi, oraz rodzice znajomych (tudzież nawet ja sam od czasu do czasu) bywają w przychodniach i ciągle powtarza się to samo:

    Patologia 60 +. 

    Nadająca się do natychmiastowej utylizacji.

    Skupię się na tych sprawach ciążowych. Wiadomo że demografię mamy pikującą ostro w dół, niczym stukas, więc KAŻDA kobieta w ciąży jest teraz narodowym skarbem, na który trzeba dmuchać i chuchać! Najwidoczniej staruchy okupujące regularnie przychodnie od bladego świtu, są innego zdania. Dla nich kobieta z brzuchem jest złem wcielonym, które trzeba gonić, pluć, odganiać laskami i kulami (o ustepowaniu miejsca nawet nie wspomnę!). Już wcześniej do mnie dotarły informacje o prześladowaniu przez starych ludków kobiet brzemiennych, ale niespodziewanie, w ostatnich dniach się to potwierdziło niejako z pierwszej ręki.

    To mi wygląda na starczą epidemię zapalenia opon mózgowych!

    O ile zwykły staruch dla normalnego człowieka nie stanowi zagrożenia (starczy uwiąd, ale w porywach dostają niespodziewanego spida – na przykład w pogoni do autobusu, lub w testach wytrzymałościowych w kolejkach do sklepów, urzędów, czy tam podobnych), o tyle kobieta w zaawansowanej ciąży jest naturalnie pozbawiona zręczności, więc uważam całkiem poważnie, że te wszystkie odpady peerelu powyżej lat 60, powinny być odseparowane od zdrowej części społeczeństwa.

   Bo i pożytku z nich żadnego (tylko obciążenie budżetu państwa niewykorzystywanymi emeryturami), z nudów dostają pierdolca, a przepaść między nimi, a obecnym pokoleniem jest największa w historii cywilizacji - głównie to kwestie nowoczesnej techniki, ale także w naszym kraju, niedostosowanie do obyczajów wolnego świata – bo to bydło wychowało się w niewoli komunizmu, więc rozumuje inaczej.

   Więc Jurek O. , jeśli już chciałby zrobić coś pożytecznego, niech zacznie zbierać na domy starców.

   Do których powinno się musowo wysłać całe to pokolenie.

   W ramach kary dodatkowej powinno się starców odseparować od televizji – ta tuba propagandowa systemu robi im sieczkę z resztek mózgowia gorszą, niż całej reszcie.

    W dodatku uparcie chodzą na wybory!

449 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.60.91