Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

    Albowiem znajomi zachodzili w głowę, czemu w necie zostałem panem Mielonką?

    Oto wytłumaczenie:

    http://polimaty.pl/2013/08/nikt-nie-chce-spamu/#more-1918

    W sumie miałem dziś o niczym nie pisać, ale skoro rzuciłem temat z cyklu - duperele, to zapuszczę inny:

    Czemu wszyscy uparli się, by przed komputerem mieć fotel na kółkach?!

    W biurach to od biedy rozumiem, ale właściwie w każdym domu ze stacjonarnym kompem, stoi przed nim fotel na kółkach. Takie masowe przyzwyczajenie. Na ogół po pół rocku używania tego mobilnego badziewia (z jak wysokiej półki by nie było) wysiadają kółka, odpadają podłokietniki, a na końcu rozpierdziela się oparcie (chociaż sterowniki do oparcia lecą chyba pierwsze?).

   Nie wiem. Na początku miałem zwyczajne krzesło, a potem zastąpiłem go fikuśnym fotelikiem, z dziwnie powyginanych rurek, w stylu art deco.

   I za grzyba nie zamienię go na tandetny, masowy wehikuł z plastiku!

606 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

   Media przez pierwsze dni tego roku żyją nieustannie problemem pijanych kierowców. Chodzi o to, że dokładnie w Nowy Rok, pijany psychopata rozjechał na śmierć sześć osób. Gnał tylnonapędowym BMW, narąbany jak wieprz i jeszcze po wypaleniu zioła. Swoją drogą znowu potwierdziła się teoria, że BMW to fajne samochody, ale używają ich niewłaściwi ludzie.

   Broń Boże nie chcę bronić gościa! Powinien zawisnąć w trybie natychmiastowym! Niestety kary śmierci tu od dawna nie ma, więc każda kara poniżej dożywocia będzie kpiną.

   Sępy polityczne nadleciały od razu nad te biedne ofiary, z pomysłami na rozwiązanie kwestii pijanych za kółkiem, rzucając coraz to bardziej absurdalne pomysły. Kwestia zaostrzenia kar jest przodująca w takich momentach, ale równie bezsensowna. Ongiś postanowiono pakować do więzień pijanych kierowców, ale jedynym efektem byli skazywani ponad wszelką miarę pijani, niegroźni rowerzyści, dzięki którym "dzielna" policja nabijała sobie statystyki (głównie po mało ruchliwych wioskach). A więzienia i tak zapchane, zapełniły się ostatecznie, dzięki czemu skazani za prawdziwe przestępstwa mogli chodzić wolno. Druga sprawa – gdy pijany się uprze, wtedy najczęściej jedyne co można, to jebnąć go w potylicę, by stracił przytomność – a do tego niewielu jest zdolnych.

   Swoją drogą znowu potwierdza się absurd: jak ginąć, to grupowo! Gdy codziennie jest na polskich drogach zabijanych 50 osób, nikt się tym nie przejmuje. Gdy ginie naraz, w jednym miejscu ludzi sześć – robi się afera!

   Ale mało kto zwrócił uwagę na szczegóły owego zdarzenia. Otóż koleś jechał ze swoją panienką (podejrzewam, że równie narąbaną i durną), która zaczęła się z nim kłócić AKURAT w tym momencie!!! Z wiadomości, które do mnie dotarły, ogłosiła mu w czasie jazdy, że z nim zrywa (!!!!!!!), a on po katastrofie odrzekł z ulgą, że teraz pójdzie siedzieć (!!! – zaraz braknie mi wykrzykników).

   Otóż jest spora grupa ludności zwana: dresami, hop-hipowcami, galeriankami, żulami spod klatki, lub z ławki, plastikami, pegieerowcami, durniami potocznie. Oni nie mają wstydu, wyczucia sytuacji, zaprogramowanej logiki. Oni wybuchają w dowolnym miejscu, pod wpływem jakiegokolwiek impulsu. Alkohol, prochy (nawet zioło!), potęgują te wybuchy. Oni nie patrzą gdzie są, jakie mogą być konsekwencje ich działań – oni zwyczajnie explodują jak zamachowcy islamscy – często ku uciesze postronnych obserwatorów.

    Są niestabilni emocjonalnie i w dodatku ograniczeni umysłowo.

    I para takich bydlątek miała nieszczęście trafić na grupę sześciu normalnych ludzi. W Kamieniu Pomorskim dokładnie.

    Tyle że my tych durni mijamy codziennie. Widzimy ich naparzających się pod dyskotekami, kłócących się na ulicy, okupujących klatki schodowe i ławki w parkach. Prędzej, czy później, znowu któryś z tej ferajny doprowadzi do kolejnej tragedii.

    Najgorsze, że nie będzie miał świadomości – co uczynił…

    A te durne blachary? Gdyby sprawca był trzeźwy i normalny, to powinien ją wykopać z auta gdziekolwiek, by nie rozpraszała go w czasie jazdy. A najlepsze są te, które walą focha – przynajmniej stulą ryj i nie marudzą… 

610 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Pan Antoni ma 91 lat i jest w pełni sił. Biega, popierdziela roverkiem, robi przysiady, kręci szyją, oczami i macha drągiem (ciężkim i grubym – to w dzień, nie wiadomo jakiego drąga używa w nocy?). Co ciekawe, regularnie przy tych ćwiczeniach wyrywa mu się ciężkie: OJ! Ale nic to! Ogólnie pan Antoni jest przekonany, że każdy tak może i gdyby wszyscy robili to, co on, to ludzie generalnie umieraliby z nudów, a nie ze starości, chorób i wypadków…

   Poruszam ten temat, bo widywałem już takich Antoniów i ludzi nimi zachwyconych: "Patrzaj jakie te stare pokolenie było sprawne i zdrowe! Nie to co te teraźniejsze zdechlaki…".

    Zawsze zapominałem zadać kluczowego w tym momencie pytania: Ilu masz staruszku równoletnich znajomych? W tym samym stanie. Na NK, albo mordoxięgu na przykład (bo sprawnością umysłu też Antonio się popisywał)?

   Tu by pewnie zamilkli ci wszyscy apologeci jurności przy starości, bo taki pan Antoni zdarza się raz na milion (albo i na 10 000 000!).

   A reszta zwyczajnie wymiera przed. W dodatku pokolenie tych Antoniów przeszło czas wojny (stalinizm, hitleryzm, żydowskie UB i NKWD) i trzeba było mieć niesamowite szczęście, spryt, zdrowie, znowu szczęście, trochę jeszcze zdrowia i inteligencję, by przeżyć ten czas.

  Milionom się nie udało.

  Przeżyło paru takich Antonionów i się teraz popisują, jacy to oni nadludzie!

  Kretyni ich podziwiają.

  A gwarantuję, że wśród obecnego, młodego pokolenia też jest mnóstwo takich zawirachów, co to osiągnąwszy setkę, także będą machać drągiem!  

  A reszta też wymrze przed.

  Od razu mi się przypomnieli inni giganci atletyki, co to w życiu nawet kataru nie mieli, a szpital znają tylko z obrazka. Na ogół kończą oni żywot swój koło pięćdziesiątki, schodząc z padołu łez tego na jakąś duperelę. Oczywiście w szpitalu.

   Ku mojej niewysłowionej radości!

 

   A tak na dodatek:

   Dla wszystkich propagatorów (ideologii?!) gender:

   Proszę się spytać antropologów, jak po kawałku kości liczącym tysiące lat, rozpoznają oni płeć osobnika?

    Robią to celnie - praktycznie w 100% i w pełni naukowo.

    Więc proszę mi tu nie ściemniać, że nie ma różnic między płciami!

    Są nawet na poziomie szkieletu!

775 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Najpierw o paradoxie bezdomnego:

    W tym przerażającym, postkolonialnym, postkomunistycznym i nibykapitalistycznym kraju, szczególnie ciekawy jest los bezdomnych, masowo pojawiających się na ulicach od momentu rozpoczęcia procesu przemian. Otóż bezdomny, by mógł przestać być bezdomnym, musiałby zacząć pracować, ale człowiek nigdzie niezameldowany nie może zostać formalnie zatrudnionym! Normalnie "Paragraf 22"! Chyba w ten sam sposób nie mogą założyć konta, lub zdobyć paszportu?

    Sęk w tym, że nawet pracujących nie stać na mieszkania. I nie chodzi tu o kupno, a o wynajęcie. Ten rynek właściwie w Polsce nie występuje! Tu wynajmowanie mieszkania, to TEN SAM KOSZT, co zarżnięcie się kredytem na lata – wiec Polacy masowo się zarzynają! Kompletna paranoja! Nawet ci szczęśliwcy posiadający pracę, nie są w stanie pozwolić sobie na mieszkanie u siebie – przeciętna, polska (legalna) wypłata, w całości (już po potrąceniu przez państwo 1/3 jej wielkości!) idzie na utrzymanie – znaczy wszystkie niezbędne opłaty (tudzież kredyty), od biedy może starczy na suchą bułkę. 

   I gdzie tu myśleć o rodzinie i demografii?!

   Już nie wspominając o kulturze i rozrywkach…

   Jest jednak kasta ludzi nie rozumiejąca tego problemu: oni mają państwowe, ciepłe posadki, oni mają dzianych rodziców, oni dostali chatę po babci, oni ewentualnie prowadzą życie mdłe i bezbarwne, tocząc przed sobą każdy, zaoszczędzony w ten sposób grosz, oni są przekonani, że żyjemy w najlepszym z systemów, a ci co sobie nie radzą, to gamonie (między innym te 3 miliony młodych, sprytnych, energicznych, które stąd spyliły przez ostatnie 10 lat).

   Krótko mówiąc: oni to skończone chamy!

   Dla nich kompletnie niepojętą jest elastyczność zawodowa – czyli zmiana pracy według swojego widzimisię! Oni są tak przyspawani do swoich pewnych, ciepłych etatów, że sobie tego zwyczajnie nie wyobrażają! Typowe BMW (Bierny, Mierny, ale Wierny) mądrujące się z wyniosłością – zamiast doceniać w pokorze swoje szczęście.

    Lepiej w tym kraju wizerunkowo wychodzi bezrobotny, niż robiący byle co, byle gdzie (a podobno żadna praca nie hańbi?). Dobra, pomijam prostytucję i zawodowych morderców, ale jeśli jakimś cudem ktoś zrobiłby tu karierę od pucybuta do milionera, to zostałby zajeżdżony, dobity pogardą i całkowicie obśmiany – bo zaczynał tak nisko!

    Ich ideałem jest USA, takim rajem odległym. Ale tam w cenie są ludzie, którzy przewracali się po drodze i w końcu za którymś razem osiągnęli sukces. Takich się najbardziej podziwia i szanuje! Bo są najbardziej autentyczni, najbardziej zahartowani. Tam przeciętny pracownik, do pięćdziesiątki zmienia pracę średnio 7 razy.

   I nikt nie wnika – dlaczego?

528 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Parzenie i picie kawy jest równie podniecające, co smażenie jajecznicy i jej wpierdalanie. Sposób produkcji jest równie emocjonujący – każdy to potrafi, nawet (a zwłaszcza) na kacu. W przeciwieństwie do kawy, której jest parę odmian (ale nie ma to istotnego znaczenia dla jej smaku), jajek jest odmian niewiele: wiejskie, fermowe, strusie, przepiórcze, a za graminicą od inszych, dziwnych kur – i to wszystko! 

   Jajkami smażonymi nikt się nie jara – bo po co?

   Jajecznicy w zasadzie nie można spierdolić (przesmażyć, przesolić?! Ale to by było celowe działanie – równie dobrze można spalić dom!). Nie wyobrażam sobie spieprzenia kawy! Kupujesz, zalewasz, pijesz. Co to za filozofia? Podobno najbardziej luxusowa (i droga w chuj!) jest kawa z ziaren maczanych w gównie jakiegoś szczura – to świadczy o idiotyźmie kawoszy. 

    Więc po co komu grupa ludzi zawodowo zajmująca się obsługą expresu do kawy? Zwana dumnie baristami. Nie ma przecież smażaczy jajek! Kawę, czy jajka się robi i spożywa bez żadnej filozofii – bo po co to komu?

   Tak! Wolę herbatę!

      I od dzisiaj proszę nazywać mnie jajcarzem – bo jestem fachowcem od jajecznicy!

643 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Zawsze pod koniec rocku uaktywniają się media (zwłaszcza pisane) głównie z horoskopami.

    Otóż znaków zodiaku jest 12, a ludzi żyje w Polsce coś koło 40 milionów. Chałturnicy owi horoskopowi mówią/piszą pod koniec grudnia, co czeka kogo, spod jakiego znaku. To daje liczbę circa 3 milionów ludzi na jeden znak. Dość szerokie uogólnienie, trzeba przyznać.

     Mam to szczęście (lub pecha), że nie wiem spod jakiego znaku jestem. Urodziłem się w momencie zmiany wodnika na ryby. Więc na pewno coś z wodą. Zawsze mam polewkę, gdy biorę obojętnie jakich z pięć gazet, wtedy mam gwarantowane, że przynajmniej jedna będzie podawać dla mnie inny znak zodiaku. 

    Więc ta kwestia naturalnym stanem rzeczy nie zaprząta mi głowy. Co nie znaczy, że nie chciałbym się dowiedzieć! Kiedyś się wysilę i z samej ciekawości w końcu zamówię profesjonalny horoskop u zawodowego astrologa (w Gdańsku corocznie odbywają się jakieś targi paranormalne, więc chyba tam uderzę).

    Nocną porą w televizorniach uaktywniają się wszelakiej miary wróżbici, zmyślający na poczekaniu dyrdymały dla starszych pań z alzheimerem i sklerozą w fazie wstępnej.

    I kasa leci.

    Co nie znaczy, że jest to całkiem niegroźne dziwactwo! Podobno zbyt zaawansowana zabawa kartami tarota, może się skończyć dość nieprzyjemnymi konsekwencjami metafizycznymi dla wróżbity (o ile ktoś w to wierzy – ja tam wierzę we wszelką metafizyczność). Sam posiadam taką talię, ale boję się jej użyć. Jakby to jeszcze dawało numery lotka, to bym się zastanowił, ale z tego co wiem, to nic takiego nie występuje w tej kategorii.

    A przepowiednie? Do tej pory spełniła się jedna z Apokalipsy, gdzie JEDYNA  nazwa własna w całej tej opowiastce to: "Gwiazda Piołun". W języku staroruskim czarny piołun to po prostu: Czernobyl…

    Czasem jakiemuś wizjonerowi/wizjonerce (tu panuje akurat równouprawnienie i jest w tej kategorii stanu umysłu tyle samo kobiet, co mężczyzn) trafi się trafienie, więc ludzie się podniecają, a najchętniej przerażają (w domyśle – niech to w końcu wszystko szlag jasny trafi!).

     Xiegi Nostradamusa są przerabiane regularnie, by pasowały do wydarzeń, zresztą kolo jest równie przereklamowany jak Da Vinci i jak on stał się ikoną popkultury bez żadnych realnych podstaw – ot pokoloryzowana legenda. Wspominałem już o świadkach jehowy, którzy straszyli końcem świata tak często, że w końcu dali sobie z tym spokój. O pomniejszych sektach nie wspomnę z czystej litości dla głupoty.

    Są lepsi, lub gorsi jasnowidze, ale ich wizje to zawsze coś zamglonego, niepewnego i słabo uchwytnego. To się odbywa na zasadzie – jak Bóg da, to trafi, a jak nie, to jasnowidz pokombinuje.

     Więc tak naprawdę nie wiadomo co, gdzie i kiedy.

     Jedno jest pewne: wszyscy umrą.

     Ale dopóki żyjemy, to żyjmy spokojnie, bez stresu (bo stres nie ma sensu). Co ma być to będzie, a co wybierzemy będzie nasze.

583 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.227.6.156