Miesięczne archiwum: Maj 2014

    Niedawno zdechł był sobie generał Wojciech Jaruzelski. Nie wiadomo nawet, czy ta menda była prawdziwym polakiem, czy został podczepiony pod polskie pochodzenie, jak marszałek Rokossowski?

    Jego czerwoni apologeci przedstawiają go jako bohatera wojennego, który powinien być pochowany z honorami…

    To nie ma znaczenia!!! 

    Ta menda, to był zdrajca i ruski pachołek, któremu w najlepszym wypadku należała się kula w łeb (a bardziej stryczek, z wcześniejszą degradacją – o czym kiedyś pisałem).

    To ruskie ścierwo w 1981 roku dokonało zamachu stanu i na całą dekadę uczyniło z Polski Koreę Północną Europy (plus milion emigrantów i prawie tysiąc zamordowanych – za co nigdy nie poniósł kary!!!).

    Na pogrzebie tej szmaty z generalskimi epoletami, powinny się koniecznie pojawić grupy rekonstrukcyjne w mundurach ZOMO i milicji i siać wśród łajna go żegnającego podobną zadymę, jak to miało miejsce w czasie stanu wojennego (koniecznie z użyciem gazu!).

    Nie chcą ruszać radzieckich pomników – bo to przeca wyzwoliciele (?!!!). 

    Zastanawiają się nad formą pochówku radzieckiej mendy (nieukaranej w nibywolnym państwie za swe winy).

     W jakim ja kurwa kraju żyję?!

    Jakie kurwa zjebane pokolenie chce mnie pouczać?!!!

    Homo Sovieticus tu rządzi i dyktuje warunki, a normalnych się dusi…

751 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Jak głosi stare porzekadło: matka jest tylko jedna.

    W moim przypadku to i tak o wiele za dużo!

    Jakbym na ten przykład posiadał dwie takie matki, jak obecna, to bym się z miejsca pochlastał, powiesił, ewentualnie wybiegłbym na swoje betonowe osiedle z siekierą, rąbać staruszki (też zazwyczaj matki).

    Mojej matki wystarczyłoby mi maxymalnie 1/4 stanu obecnego.

    To bym jeszcze w miarę normalnie wytrzymał.

    No, matkom cokolwiek należy się szacun za fakt narodzin – to takie megazatwardzenie, tylko z dugiej strony. Mi, facetowi, trudno sobie wyobrazić wydalenie jakiegoś obcego, jakimkolwiek otworem swojego ciała, a one to wytrzymują! I jeszcze na ogół mają z tego radość!!!

    Wielki szacun!

    Tyle że w miarę upływu czasu robią się coraz bardziej upierdliwe…

    Jak teściowe.

    Swoją drogą, jest to dla mnie KOMPLETNIE  nie do ogarnięcia:

    jak można do obcej, starej, wstrętnej na ogół baby, mówić – mamo?!!!!!

    Tu akurat to porzekadło o matce jednej, ma jak najbardziej głęboki sens.

    

416 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Jakiś czas temu miałem przyjemność zalegnąć na nocleg u gościnnego fryzjera z Trójmiasta (wraz z zaprzyjaźnionym zespołem). Było OK, chociaż ciasno, ale o 4 rano liczy sie tylko sen w miarę konkretnych warunkach.

      Ranek był tradycyjnie ciężki, ale do ogarnięcia. Gadka zeszła oczywiście na tematy muzyczne, koleś okazał się namiętnym wielbicielem Beatlesów, ale w pewnym momencie stałem się jego nieprzejednanym wrogiem.

      Tu taka mała dygresja. Zauważyłem, że większość ludzi mnie lubi (chociażby dla beki), a ci (naprawdę!) nieliczni co mnie nienawidzą, mają jakieś problemy z psychiką (na ogół poważne). I tu naprawdę nie chodzi o moją skromną osobę, a o obserwację i analizę (cokolwiek chłodną i obiektywną) ludzkich jednostek. 

       No więc kłopot zaczął się znienacka, ze skacowanego rana, gdy przyznałem się typowi do ściągania muzyki…

       Poczułem, że od razu nabrał chęci do wyrzucenia mnie ze swojego domu… więc poszedłem.

        Przed wyjściem zauważyłem, że jego uwielbiani Beatlesi są jakoś dziwnie poxerowani i pozgrywani na płytach, a z innymi płytami się nie przelewa.

        Mniejsza o pozerstwo, ale cały ten piracki problem polega w skrócie na tym, że w obecnych czasach człowiek nie bardzo się orientuje, co tkwi na wydawanej płycie (cokolwiek drogiej zazwyczaj!). Gdybym miał wydać szmal na wszystkie płyty, które posiadam, zbankrutowałbym już na starcie! 

        Z drugiej strony, gdyby zwyczajny człowiek wydałby tyle na ORYGINALNE płyty i koncerty, co ja, to dawno by się zesrał ze smutku nad straconymi pieniędzmi.

        A pieniądze me wcale nie są stracone!

        Po prostu muzyka jest moim hobby i jako porządny klient reaguję zdroworozsądkowo: zanim coś kupię, muszę się przekonać o wartości dzieła. Nie chcę nabijać kieszeni "miszczom" jednego przeboju, lub rzemieślnikom muzycznym – towar który kupuję, musi być najwyższej jakości! A w radiu, lub televizji tego nie usłyszę.

       A co ze starymi zespołami typu The Beatles?

       Ano większość z nich już nie żyje, więc nie czuję się w obowiązku opłacać trupów! A nawet gdyby, to ci z dorobkiem są wystarczająco bogaci, ci młodzi niech wydają nawet za darmo, by się wypromować, a ci w kwiecie wieku – to opisałem wyżej.

       A co do starych wyżeraczy – to może też pozamykajmy biblioteki?!!!

       Tam przecież też są łamane prawa autorskie!

       Bo na tym właśnie polega kultura! Prawdziwy artysta żyje oczywiście z tego, co wytworzy, ale nie ma oporów by się dzielić (ci naprawdę wielcy nie mają z tym kłopotu).

       Tylko jakieś ograniczone ciołki robią z tego problem…

       A swoją drogą (prowokacyjnie cokolwiek): Rolling Stones są lepsi  od Beatlesów – bo żyją i grają.

        A Pink Floyd byli bardziej innowacyjni.

        I niech się fryzjerzy teraz wkurwiają!

492 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Wybory do parlamentu UE są dla nas tak samo ważne, jak zmiany w kierownictwie pierwszego, lepszego plemienia na Nowej Gwinei. Nic się od tego nie poprawi dla nikogo, a UE i tak będzie popylała wytyczonym (przez niemców i francuzów) postępowym cokolwiek torem, ku samozagładzie w stylu ZSRR.

     Ale że za 2 dni wybory do tej szopki, to nasi "wybitni" politycy opcji wszelakich zaczęli znowu śpiewać starą pieśń obiecanek: a to że zadbają o polską rodzinę (coby się miała za co rozmnażać), a to o pracę, zdrowie, kulturę, prawo, ekonomię… cokolwiek ogólnie! 

    Trzeba być kompletnym imbecylem, żeby brać na poważnie COKOLWIEK, co oni obiecują! Po prostu obiecywanie weszło im w krew i przy okazji każdych wyborów traktują to jako normalną procedurę, z której później nie muszą się wywiązywać.

    Dla nich to całkiem naturalne!

    Ale co jest najgorsze, acz niezauważalne dla potencjalnych wyborców łykających ten pustosłów, to fakt, że gdyby nawet chcieli spełnić te swoje obietnice, to niezbyt mogą (poza tym, że zwyczajnie nie chcą).

    Chodzi o to, że demokracja parlamentarna, a zwłaszcza w polskim wykonaniu, to rządy większościowego ugrupowania, które, jak to widać od lat, beznamiętnie wykonuje rozkazy swojego kierownictwa i dyktatora (znaczy szefa partii). Także jakiekolwiek szanse na realizację swoich obiecanek mają TYLKO pratie większościowe.

     A jak widać po ich czynach (bo rządzili już wszyscy), gdy tylko dorwą się do władzy ową większością, to zapominają o wyborcach, kraju, o czymkolwiek oprócz samych siebie!

     W parlamencie UE to będą tylko drobne trybiki w tej biurokratycznej, stetryczałej i zboczonej machinie, niezdolne do zmiany naszego życia (na lepsze oczywiście), więc jakieś prostackie obietnice ze strony tych politycznych ścierw, są chamskim pluciem nam w twarz znad eurokoryta!

     Aczkolwiek są wyjątki potwierdzające regułę: i tak JKM, do którego straciłem resztkę sentymentu już spory czas temu, mówi wprost, że idzie rozpieprzyć to eurogniazdo czerwonki. Podobnie chyba podchodzą do sprawy narodowcy.

     Co nie zmienia faktu, że mam te wybory daleko i głęboko w dupie i polecam takie podejście każdemu normalnemu, inteligentnemu i uczciwemu obywatelowi tego kraju!

457 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Muszę to wyjaśnić, bo ogólnie nie dociera do "artystów".

    Otóż zespół Dżem słusznie cieszy się zasłużoną sławą, jego nieżyjący wokalista był mistrzem w swoim fachu i co za tym idzie jego (ich) produkcje są nader często i jeszcze bardziej nader amatorsko coverovane…

    …co znaczy, że każdy baran posiadający gitarę, wcześniej czy później zacznie grać coś z Dżemu.

    A dla gościa żyjacego już lat parę, na tym dżemowym spłachetku ziemii, tudzież w muzykę grającą tu i tam zaangażowanego słuchowo, emocjonalnie i jakkolwiek, w końcu staje się to nie do zniesienia!

    Ja naprawdę słysząc sam zespół Dżem, a tym bardziej kogoś go coverującego (zawsze na tą samą nutę!!!) dostaję skurczu żołądka, marskości wątroby i chcę rzygać aż po horyzont!

   Przejadł mi się ten pierdolony Dżem, za sprawą gamoni go uwielbiajacych i maltretujących!

   Przejadł mi się dogłębnie i definitywnie!

   A szkoda, bo to dobry zespół był i vokalista z charyzmą…

   Podobnie z fotografią. 

   Ongiś problemu nie było: chciałeś zrobić monochromatyczne zdjęcie (niekoniecznie czarno – białe do cholery!) musiałeś zastosować specjalny filtr (co z tą sepią?!), lub kupić kliszę (tu akurat wyboru nie było – albo kolorowa, albo czarno-biała).

   W epoce obróbki komputerowej i fotografii cyfrowej (znaczy masa strzałów – może coś się uda), byle ciołek z lepszym aparatem, lub pyszałkowata paniusia  z akademii sztuk przepięknych, lub innego szamba wzajemnej adoracji, przerabiają cokolwiek na czarno – białe, potem nazywają to sztuką i onanizują się mentalnie w samozachwycie…

   Sama fotografia czarno – biała nie byłaby czymś złym i CZASEM robiona byłaby nawet czymś pięknym…

   Tyle że podobnie jak z owym słodkobrzmiącym zespołem, ludziska przesadzili i też tym czymś, w zamyśle pieknym, notorycznie wymiotuję!

546 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Jeszcze parędziesiąt lat temu  (i to była tendencja ogólnoświatowa), ludzie otyli byli ewenementem, a totalne spaślaki, których można zauważyć już na polskich chodnikach, na zachodzie jest ich jeszcze więcej, a w Stanach Złajdaczonych to już niemalże norma, stanowili ciekawostkę, którą wystawiano w cyrkach, obok kobiet z brodą.

     Otyłość to choroba, a spaślactwo to radykalny jej wymiar. 

     Otyłość jest wstrętna, spocona i smierdząca, a tłuste baby żyjące w związku z facetem zamierzam strącić z piedestału szczęścia – to zboczeniec!  ŻADEN NORMALNY FACET nie pragnie tłustego walenia – to domena perwersów i kolesi ze skrzywioną psychą!

      No więc ongiś ich nie było (tych tłuściochów), a ludzie jakoś tam sobie żyli. Teraz jako się rzekło, ta nienormalność, obok innych paskudztw ukrywanych dotychczas wstydliwie, wyłazi na wierzch i się obnosi.

     I jeszcze ma pretensje, że innych ta patologia kłuje w oczy!

    A jak to już wielokrotnie pisałem: otyłość jest wynikiem ponadnormalnego wpieprzania i permanentnego bezruchu.

    Nie ma innych opcji!

    Zjadając batonik ważący 10 gramów możemy co najwyżej przytyć o 10 gramów, nawet wcinając ćwierćkilową paczkę czipsów przytyjemy nie więcej niż 250 gramów – to proste, nienaruszalne prawa przyrody!

    A że problemem są nadmiernie rozrosłe żołądki, które domagają się odpowiednio wielkich porcji żarcia?

    Jak wpychałeś/wpychałaś w siebie tony żarcia niczym żarłoczny wieprz, to w końcu i żołądek stał się niczym koryto!

     Tak – nie wierzę w chorobliwą otyłość.

     Tak – w każdego spaślaka rzucałbym kostkami smalcu i kaszanką.

     Tak ku przestrodze… 

445 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Ongiś o takich paniach śpiewała wokalistka zespołu Lombard. A teraz niespodziewanie przyjechała taka droga pani pod sam właściwie mój nos, przefasonować pizzernię, która raczej wydawała mi się opłacalnym, przyciągającym ludzi, przyjemnym w miarę lokalem i dobrze funkcjonujacym na tym betonowym pustkowiu. Może i żarcie w niej nie było najwyższych lotów, ale dawało się zjeść bez odruchów wymiotnych – a dla głodnego to już dużo! Ta nowoczesna, droga pani, to taka nieudana, polska kopia niejakiego Gordona Ramsay'a.

    Jak wszystko, co promowane przez elegancko odzianą, acz zalatującą obornikiem warszafkę i jej media (głównie televizyjne), polskie kopie zachodnich gwiazd i celebrytów, to w ogóle jakaś popierdółka, sztampa, banał, tandetna i kalkomania pozbawiona jakiegokolwiek wyrazu! 

    Pomijam szał w mieście i tłumy dzieciaków (acz nie tylko), koczujące przez te parę dni pod owym lokalem (widziałem z okna). Pomijam prezydenta naszej skromnej mieściny, który panią z televizji przyjął z nienależnymi jej honorami…

   …i tu mała dygresja: czemu owi tępi, chamscy i skurvieni na ogół celebryci branży wszelakich, występują często po owych televizorniach jako autorytety i znawcy wszystkiego?!

    Ale to co pani owa, dobrze wykarmiona, zrobiła z dużego, charakterystycznego, rzucającego się w oczy i miłego ludziom lokalu, to jakaś masakra! Otóż sztampowo i szablonowo uczyniła z niego małe, bezosobowe, nie rzucające się w oczy, drogie coś, co mieszkańcy teraz będą omijać szerokim łukiem.

    Jako że ma w zwyczaju wpadać do takich lokali po paru tygodniach na kontrolę, to powinna się pośpieszyć, bo widmo bankructwa dawnej, odwiedzanej cokolwiek przez ludzi pizzerni, jest teraz tylko kwestią czasu.

    Jej to w sumie pewnie wisi jak tłuszcz z pośladków, bo podobny scenariusz realizuje bez zmian wszędzie gdzie bywa: rzucanie garami, opierdol obsługi, wymiana menu i zmiana scenografii, a wszystko to bez zagłębiania się w otoczenie, w którym umiejscowiony jest lokal.

    Właściciela dawnej pizzerni też mi nie żal – bo to niezły cwaniak, załoga z pewnością znajdzie nową robotę, a i mi to wszystko wisi i powiewa.

    W sumie problemu nie było żadnego, a przez parę dni miałem pod nosem bezpłatny cyrk, co w tym zapyziałym osiedlu na uboczu Trójmiasta, jest rzeczą jak najbardziej bezcenną i pożądaną.

    

 

   PS               Przeżyłem już modę na televizyjne, zamknięte domy z obserwowanymi przez 24 h przygłupami, tańce kogokolwiek na czymkolwiek, konkursy odtwarzania muzyki, teraz w modzie medialnej jest gotowanie i pomiatanie gotującymi przez prowadzących. 

    Co będzie następnym przebojem televizji?

588 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

   Jak wiadomo i poniosło się echem po świecie szerokim, konkurs Eurovizji wygrała "baba" z brodą. To że ktoś się przerobił na babę (?!), jak nasz rodzimy Krzysiu Bęgowski , to pikuś. W niektórych przypadkach naprawdę można się ostro naciąć na owe medyczne przemodelowania (Panie chroń mnie przed takimi wypadkami!!!), niektóre babochłopy (jak owy Krzysiu występujący teraz pod imieniem Anna) mogą przyprawić swoim widokiem o niestrawność.

    Ale to, co wygralo Eurovizję, poleciało poza bandę! Daleko poza bandę!

    Mam bródkę i teraz nie wiem co z nią zrobić, bo wyglądam jak baba! Tyle że przy tej muszelko/parówie (tak się tłumaczy pseudonim owej Konczity Wurst) jestem niczym nieopierzony gołowąs! Samą, niewiarygodnie gęstą szczeciną już to straszyło, a jeszcze ta transsexualna otoczka…

    Konkurencją wyciętą w pień przez zgejowane żuri, było polskie jęczenie i zawzięte tłuczenie śmietany przez gorące, cycate mazowszanki.

    Ale na to się chociaz sympatycznie patrzyło (przy wyłączonej fonii oczywiście).

    Niektórzy zwracają uwagę na walory wokalne w tym teleturnieju (gdzie i tak ostatni głos mają jakieś żury – jakie to podobne do obecnej nibydemokracji!). 

    Wolne żarty!

    Zachwycać się wokalem w Eurovizji, to wpuścić się w kanał, jak w konkursach typu: Idol, X Factor, czy pokrewnych. Niby wszystko OK, technika bezbłędna, ale parafrazując pewnego generała z Wojny Krymskiej (nomen omen!): to wspaniałe, ale to nie muzyka – to szaleństwo!

    Bo PRAWDZIWA muzyka nie chadza na konkursy.

    I gdzie te czasy, gdy ten konkurs nibyśpiewaczy wygrywały potwory z Finlandii o nazwie Lordi , ABBA zaczynała swoją karierę, a w ścisłej czołówce plasowali się etniczni punkowcy z Mołdawii, o nazwie Zdob si Zdub?

    Komu to kur…wa przeszkadzało?!! No komu ?!!!

469 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    To oczywiście klasyka polskiego rocka w wykonaniu Republiki. Coby nie mówić o tym zespole i liderze Grzegorzu z Ciechowa, to odwalili naprawdę KAWAŁ  porządnej, rockowej roboty w tych najciekawszych dla polskiej muzyki czasach. Jako że cenię zespoły głównie za oryginalność, to w kwestii słowno-muzycznej Republika jest dla mnie na ścisłym podium obok Janerki, Armii i niechby tam – Kultu!

    Ale chodzi o telefony komórkowe, o których zaistnieniu owi republikanie pojęcia nie mieli w tamtych czasach.

    Mają owe aparaty funkcję taką dziwną, z której najchętniej korzystam: SMSy. Krótkie to, proste, konkretne w przekazie (160 znaków). Jestem z tych typów, co to lubią sobie poględzić na żywo, ale dłuższe niż minuta gadanie przez aparacik zwyczajnie mnie męczy.

    Są klienci, wieku różnego, co to wiszą na słuchawce od pół godziny – do wyczerpania baterii. Widuję takich pacjentów nawet w autobusie wiozącym mnie do pracy (pół godziny drogi).

    O czym oni później rozmawiają z tymi swoimi interlokutorami ?! Wypsztykają się z tematów i co dalej?

    Często są to rozmowy damsko-męskie. Ale ile mozna nawijać makaronu na uszy przez sprzęt elektroniczny do ciężkiej cholery ?!!!

    Wolę się spotkać z żywym człowiekiem płci obojętnej, przy piwie, kawie, herbacie (byle nie mleku!) i pieprzyć o niczym, niż wsadzać ucho w elektroniczne, napieprzające mózg mikrofalami cholerstwo, by poczuć miniwięź na odległość.

   No chyba że to babochłop z brodą, lub chłopobabica z parlamentu…

357 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Podobno poczucie humoru jest ściśle zwiazane z poziomem inteligencji i mądrością? Jeśli to prawda, to lekkim przerażeniem napawa mnie stan polskiego społeczeństwa, aczkolwiek i tak jest o niebo lepiej, niż na przykład jeszcze dekadę temu (o końcu XX wieku nie wspominając!).

     Jako że większość społeczeństwa jest na stałe przyklejona do televizorni, to pojadę medialnie, od końca w klasyfikacji poczucia humoru:

    Mistrzem sucharów, jak każdy wie, jest (podobno wybitny) aktor prowadzący Familiadę – Karol Strasburger. Jego psucie każdego dowcipu przeszło już do historii, aczkolwiek przywarą rzetelnych, ambitnych aktorów jest zbytnie próbowanie być doskonałym, co w efekcie sprawia, że stają sie drętwi i niestrawni. W dziedzinach artystycznych niezbędny jest bowiem element ludzki – znaczy niedoskonały, acz radosny, lub zwyczajnie impulsywny.

    No że przed snem, leżąc już w pościeli, mam w zwyczaju poklikać sobie pilotem po kanałach, to wczoraj trafiłem w kanał puszczający niejakie "Szkło Kontaktowe". Poczułem się wpuszczony w kanał i jakby ktoś poorał mi żyły szkłem. Ta audycja to ewenement na swiatową skalę, porównywalny tylko z innym badziewiem dla zakomplexionych buraków a'la homo sovieticus: "Europa da się lubić". Te szkło jest robione dla prowincjonalnych ciołków, po to by poczuli się prawie ćwierćinteligentami – stąd chyba jego popularność?

    Ale nie w tym problem. To coś ma chyba w zamiarze być tak kulturalnie humorystycznym. Taki uśmiech półgębkiem Sianeckiego, który to na dłuższą metę może wkurwić nawet mnicha buddyjskiego!

   Poczucia humoru tam za grosz, mądrości żadnej – tylko pierdolenie o Szopenie i ten półgąbczasty grymas prowadzącego, ścinający krew w żyłach…

   Przełączyłem po pięciu minutach wpatrywania się w to coś szeroko otwartymi oczami. Więcej bym nie dał rady…

   …i trafiłem na półfinały niejakiej eurovizji (następny badziew – WSZELKIE konkursy piosenki to w idei swej pomyłka!). A tam co? Nibykobieta z brodą, na domiar złego z Austrii…

   Bałem się zasnąć po tym wszystkim do świtu.

   Miesiąc żyłem bez televizorni (bo stara nawaliła). W końcu dałem się namówić na kupno nowej.

   I naprawdę mocno tego teraz żałuję!

   

    

503 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
021620
Dzisiaj : 1
Wczoraj : 4
W tym miesiącu : 126
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.162.218.214