Miesięczne archiwum: Październik 2014

     Czyli: Hlejouin, Wszystkich Wciętych i Zapuszki.

     W tym rocku ruszyła ostra krytyka nowodoczepionego do Święta Zmarłych (wolę tą nazwę) i Zaduszek – Heellooweenuu. Nawet w ostatnią niedzielę coś tam xięża grzmieli w tej kwestii na mszach swych.

     Otóż jedyne co może grozić Świętu Zmarłych, to nieprzybycie z rana na cmentarz, skacowanej po hlejołinowej imprezie młodzieży i juniorów starszych. Ja heelloweenuu jestem wielkim zwolennikiem, o czym już pisałem nawet wielokrotnie

     Bo cóż może przeszkadzać w doczepieniu do arcypoważnego, skłaniającego do zadumy (teoretycznie) Święta Zmarłych, arcyniepoważnego Hlejołinu, wyśmiewającego tąmże śmierć?

     Według mnie uzupełnienie genialne!

     A co do zniczy: babki nasze i matki z pokolenia Homo Sovieticus traktują ustawianie zniczy owych i chryzantem złocistych na mogiłach, jakby to był jakiś konkurs najpiękniejszego nagrobka, a każdy zwracał na to uwagę – co chyba każdy widział na własne oczy i przeżył na własnej skórze. 

    A co do obaw o wywalenie Święta Zmarłych przez owy Hleejjoooweeen: nic takiego nam nie grozi, albowiem nie tradycja odwiedzania cmentarzy, a tradycja odwiedzania rodziny jest tu najważniejsza, ponieważ to święto niezobowiązujące (jak na przewciwstawny przykład wigilia) i spotkania z rodziną, przy równie niezobowiązującej flaszce zawsze uznawałem za nadzwyczaj piękne przeżycie.

    I co do tej kalki z hameryki, co to odwalają dzieciaki: "Cukierek, albo psikus!". Wersje są dwie w moim przypadku:

  1. Albo z liścia i wypieprzać na kopach gówniażerkę.
  2. Albo samemu wziąść* koszyczek i krążyć od chaty do chaty z hasłem: "Alkohol, albo wpierdol!".

 

 

 

 

    *Moich ulubionych słów już chyba nie muszę tłumaczyć?

955 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

     Czasem, obserwując otoczenie, mam ochotę odkręcić sobie głowę i schować ją do dźwiękoszczelnej i mrocznej walizki. Jakby to prozaicznie nie zabrzmiało: głupota ludzka częstokroć ścina mnie z nóg!

     Idealnym miejscem do obserwacji prymitywizmu umysłowego dość sporej części społeczeństwa (to nie tylko specyfika naszego kraju – żeby nie było!) jest komunikacja podmiejska, z której niestety korzystam 5 dni w tygodniu.

     Więc ostatnimi tygodniami mam nieszczęście dojeżdżać i wracać z grupką kobiet, wykonujacych dość żmudną i głupawą w sumię pracę. Obserwując ich zachowanie doszedłem do wniosku, że nawet najprostsze zajęcia – typu dziobanie ziarna z ziemii, są dla nich niczym wygrana na loterii – acz nie docenią tego nigdy w swym ograniczeniu…

     To jest grupa kobiet w wieku około trzydziestki, jednak ich rozwój umysłowy zatrzymał się gdzieś w okolicach lat maxymalnie 12 (i nie chcę tu bynajmniej obrażać wkraczających w wiek dojrzewania dziewczynek, aczkolwiek większość z nich, to różowe potworki).

      Ich hałaśliwe rozmowy, równie głośne klekotanie przez telefon, pewność siebie ("uwielbiam" , gdy kobieta samookreśla się w stylu: jestem taka i taka…), zaangażowanie emocjonalne i podejście do spraw partnerskich są o wiele mniej zaawansowane, niż pierwszego lepszego przedszkolaka. One żyją sprawami nieistotnymi, pieprzą o niczym, a ich wspólny (około 5 kobiet) iloraz inteligencji z trudem starczyłby na jednego, normalnego człowieka.

       Nie to jest jednak przerażające – w końcu świat musi składać się też z głupców, by było ciekawiej. Gorzej że one funkcjonują w społeczeństwie formalnie, jako normalni ludzie: żony, partnerki, matki, w przyszłości teściowe…

       Przenosząc geny głupoty na przyszłe pokolenia…

       A to już martwi.

    

       A najbardziej rozwalił mnie widok tapety na telefonie jednej z nich (tej największej i najstarszej). Mianowicie była to butelka miejscowego piwa.

       Nawet ja takiego czegoś nie mam! A jestem alkoholicznym miłośnikiem browara.

527 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Miałem poględzić o czymś innym, ale wcześniejsza idea przeważyła. Poza tym absurdalność obecnego systemu objawi się dziś w nocy z całą mocą, dodając nam godzinę weekendu, pod pozorem zmiany czasu (!). Wiosną zabierają – jesienią oddają. Tylko, że nikt w sumie nie wie – po co? No ale to zaraza obecnych czasów – majstrowanie przy rzeczywistości (bezskuteczne oczywiście, acz kłopotliwe).

      To oczywiście nie jest tytułowa recepta na długowieczność. Najłatwiej by było spytać ludzi długowiecznych, jak osiągnęli taki stan i podążać tą drogą. Niestety nie jest to takie proste, bo co stulatek, to inny styl życia. Ongiś pisałem o jednym z takich cudaków, który nieoczekiwanie zyskał poklask medialny i sprzedawał SWÓJ styl życia, jako niezawodny sposób na rześką długowieczność.           

       Co bynajmniej nie doprowadzi nikogo do długiego żywota – to tylko specyfika nielicznych, no ale życie można jednak przedłużyć, stosując parę sprawdzonych sposobów:

  1.         Wysiłek fizyczny ograniczyć do niezbędnego minimum (żadnego bezsensownego biegania, siłowni, wykańczających sportów, tudzież harówy w pocie czoła!).
  2. Zdrowe otoczenie (jak najdalej od wyziewów cywilizacji i ryzyka szybkiego zgonu z przyczyn niezależnych)…
  3. …co wiąże się jednocześnie z brakiem stresu i wegetatywno/kontemplacyjnym stylem życia (bo po co się spinać?).
  4. Zdrowy sposób odżywiania.
  5. Relaxujące używki są jak najbardziej mile widziane (aczkolwiek nie w ilościach nałogowych!).

        To w zasadzie by wystarczyło i żadne kombinowanie dwa razy do rocku, ze wskazówkami zegarków, nic absolutnie nie zmieni. Nie zaoszczędzi sie prądu, nie wydłuży słonecznego dnia, nie zwiększy to ludzkiej sprawności, no nic dosłownie z tego nie wyniknie!

     Jednak nikt nie chce zakończyć tego absurdu – zwycięża siła przyzwyczajenia. Więc jutrzejsza doba będzie trwała nieoczekiwanie 25 godzin.

          Bo ktoś to sobie ongiś tak wymyslił, a nikt odpowiedzialny nie chce tego skończyć.

477 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Ostatnio na topie medialnym jest wydarzenie ze Szczecinka, gdzie skatowano jakiegoś małolata w pojeździe owej straży miejskiej (bywają też gminne). Katem okazał się jakiś czub z czarnym pasem Taekwondo, którego to nie był przynajmniej pierwszy taki wybryk! Skatowany zaś miał już na sumieniu ze 40 (!) takich przypadłości z owymi funkcjonariuszami, co teoretycznie powinno stanowić na jego niekorzyść, ale…

     …ale zwłaszcza w takich mniejszych miasteczkach i wioskach (gminach) przypieprzenie się do jakiegoś gościa przez cokolwiek funkcjonariuszy i gnębienie go (a nawet grupki jemu podobnych) nie stanowi żadnego problemu. I wszystko zgodnie z prawem, a i opinia publiczna przeciw tej młodzieży (jakby nikt nie szalał w młodości?!). Normalnie idealna sprawa do sterroryzowania okolicy i czucie się szeryfem!

     Tylko potem zdziwienie, że nic się nie dzieje w gminie, czy miasteczku i strach ludziom wychodzić na ulice (no ale Homo Sovieticus się nie skarżą – im wystarcza do życia televizor).

     Powtarzam po raz kolejny: polscy funkcjonariusze są "mistrzami" w gnębieniu szarych, biednych ludzi (i niszczeniu im życia przy okazji), a kompletnymi cipami w zwalczaniu nowotworu (układu zamkniętego), który zżera ten kraj już od lat, a czego efektem jest katastrofa demograficzna i przynajmniej 3 miliony emigrantów.

     Dziki wschód tu się zaczął 25 lat temu i za cholerę nie chce się zmienić w coś cywilizowanego!

     Czy to tak trudno uczynić życie obywateli ludzkim?!

     Pozwolić im NORMALNIE zarabiać, żyć i prowadzić interesy?

     Jak długo ci najmniejsi i najbardziej gnębieni będą siedzieć cicho i pozwolą dać się dymać przez ustawione systemem chamstwo?!

     Ludzie! Obudźcie się w końcu z tej śpiączki! Ten problem jest nasz, wspólny, nawet jeśli wydaje się wam, że daleki i obcy!

     Jeśli to społeczeństwo ma być zachodnim, cywilizowanym, obywatelskim, a nie wschodnim – podludzkim, to czas wytrzebić te pasożyty i żyć tak, jak się powinno!

     Bo wkrótce zapomnimy, co to normalność…

422 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Coraz większym problemem stają się obeliski ku czci "wyzwoleńczej" armii radzieckiej, z drugiej światowej (a ich – ojczyźnianej). Same pomniki nie byłyby problemem i zapewne przeniesiono by je gdzieś na ubocze przynajmniej, gdyby nie kolejny cwany myk ze strony ówczesnych kacapów: ano zakopali pod nimi szczątki "swoich" poległych. Teraz więc każda próba ruszenia tego ścierwa, rozbija się o mentalną barierę w rodzaju: ale po co przenosić zmarłych?!

     Drugim problemem jest pokolenie wychowane na historii układanej nam przez radzieckiego okupanta, według której ten okupant (jeden z dwóch) był wyzwolicielem, a całe zło to z Niemiec, i to już od tysiąca lat!

     Tak się składa, że granica z tymi obecnie Niemcami, była przez ponad 300 lat nudna i nieruchoma, niczym niemieckie żarcie. Rzeczywistymi wrogami niemcy stali się na fali dziwiętnastowiecznego nacjonalizmu, a 1939 rok był tego kulminacją (cokolwiek na naszą też prośbę). 17/09/1939 był w istocie IV rozbiorem i naprawdę mnie nie interesuje, że potem rozbiorcy się pokłócili, jeden z nich przejął rejon, na którym obecnie żyjemy, a drugi spacyfikował kresy, na których żyła reszta Polaków! Więc o tych mordercach z zachodu wiemy w miarę dużo i podświadomie choć wciąż ich nienawidzimy, a drugich przynajmniej tolerujemy, jako "wyzwolicieli" od tych pierwszych (45 lat historycznego przekłamania musiało się odłożyć w mózgach całego pokolenia). Ci, którzy usiłują przekazać prawdę, bywają zakrzykiwani (Zychowicz i Ziemkiewicz).

      Przekłamano też historię I Rzeczpospolitej, która zniknęła niby TYLKO przez słynne Liberum Veto i rozpasanie szlachty…

      Aż się przykro robi, jak tych dzielnych ludzi sprowadzono do poziomu dzisiejszych, zidiociałych i otyłych amerykanów, a z drobnego problemu uczyniono symbol upadku!

      Otóż cały właściwie XVII wiek, to czas wojen, cokolwiek na ogół zwycięskich, na których wykrwawiły się jednak pokolenia i w wiek XVIII Rzeczpospolita weszła osłabiona, by paść łupem wzmacniających się (głównie jej kosztem) sąsiadów. A jakieś tam Liberum Veto było tylko szczegółem tej układanki!

      No ale jak takie rzeczy wbijano i wbija się we łby w szkołach, mediach, internetach, przez podobno ludzi uczonych i światłych, to co się dziwić? 

      Dziwi mnie za to, to co się wyprawia obecnie w temacie "neobanderowców" i rzezi wołyńskiej. Zdaje się trolling ruski osiągnął pewien stopień sukcesu i zamiast skupiać się na TERAŹNIEJSZOŚCI i zagrożeniu kacapskim barbarzyństwem, co poniektórzy dali się wciągnąć w wyciąganie brudów państwu ledwie się już broniącemu przed nawałą owego kacapskiego barbarzyństwa.

      Genialne doprawdy!

      A rzeź wołyńska? Tamtejsze AK, gdyby tylko kiwnęło palcem, to skończyło by ją przed rozpoczęciem, likwidując owych psychopatów z miejsca – mieli takie możliwości. Ale oni posłuchali ruskich (!!!) i beznamiętnie patrzyli, jak grupa morderców, w brutalnym stylu, likwiduje tamtejszą ludność już na zawsze (!!!!!). Horror tamtych czasów naznaczył dwa, cokolwiek bratnie narody (ten sam korzeń!), niesmakiem przynajmniej na całe lata, teraz chętnie przypominanym przez ruskich trolli i chwytanym przez pożytecznych idiotów w naszym prywiślańskim kraju.

     Gdy tymczasem ta przuralska dzicz znów maszeruje po Europę…

446 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    W niedzielę miałem przyjemność być na ostatnim koncercie zespołu Behemoth, z trasy koncertowej o wiele mówiącej nazwie: "Polish Satanist Tour 2014 E.V.". Pierwsze co mnie rozwaliło przy wejściu, to dość głośna grupa odmawiająca różaniec za tych niby satanistów. Sataniści ci potencjalni, w liczbie przynajmniej tysiąca, olali tą arcyciekawą pikietę, pozwolili jej dotrwać do końca, po czym pochłonęli bluźnierczą muzykę zespołu z pełną radością. Tu mi się przypomniało, co kiedyś rzekł Bruce Dickinson: "Gram heavy me­tal od pra­wie 30 lat. A je­dyny sa­tanis­ta, które­go spot­kałem, był księgowym. "  I ja wierzę, że to prawda! 

    Od dłuższego czasu zadeklarowanym przeciwnikiem solisty Nergala, jest niejaki Ryszard Nowak. Ciąga go po sądach, pikietuje, a to wszystko przez incydent ongiś wykonany przez niego w Gdyńskim klubie, z podarciem Biblii i określeniem jej jako najbardziej śmiertelną xięgę w historii.

     Jedyne co panowie ci osiągają tymi szopkami, jest medialny rozgłos, zrobiony na zasadzie: nie ważne co, ale ważne że mówią o mnie.

      Więc Nergal ongiś zachował się jak chłopiec, drąc ogólnie dostępną xięgę, coś tam bełkocząc na jej temat przy okazji. No ale zbastował z podobnymi akcjami i po prostu czyni sztukę, używając ogólnie dostępnych (akurat u nas w kraju) symboli. O Koran na ten przykład w kraju nad Wisłą ciężko, a za nielicznych jego TU wyznawców – czyli Tatarów, dałbym się pokroić.

      Z kolei pan Nowak złapał wiatr w żagle przy tej okazji, robi jako się rzekło rozgłos (niezasłużony) sobie i zespołowi przez siebie prześladowanemu. Jak tacy dwaj chuligani z podwórka: jeden robi kupę sąsiadom na wycieraczki, a drugi ciągle w tamtego rzuca kamieniami. 

      I tak chyba już bez końca.

      A prawdziwe zło jest – jestem tego właściwie pewny! – tam gdzie się go nie szuka. Bo jak to ongiś rzekł, zdaje się D.A.F. de Sade: "Tysiąc niewyjawnionych zbrodni kłuje w oczy mniej, niż jedno, niegroźne dziwactwo…"

487 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Ano zacznę od tego, że w wieku 40 lat mieszkam niestety na pokoju, u moich starych. Jeśli w tym momencie wyszczerzyliscie zębiska – jacy to wy samodzielni, to tak: większość z was ma chatki po dziadkach i babciach – ja po majątek po swoich przedwiecznych nawet nie miałem szansy się dopchać! Inni toną w kredytach – z niewolnikami nie dyskutuję, bo to podklasa ludzi. Jeszcze inni wynajmują mieszkania (znaczy pokoiki za cenę chałupy), mimo że rynek wynajmu w Polsce nie występuje – ale o tym zaraz. A resztę reszty wspomagają rodzice – no tu ja swoich nie mam, występują w moim przypadku jedynie dwie jednostki rozpłodowe i na tym się skupię aktualnie.

     Więc jak to u człeka w moim wieku, płodziciele moi to typowe, powojenne pokolenie naznaczone sovietyzacją. Najważniejszą rzeczą w ich życiu jest televizor – gdyby im go zabrać, to ocipieli by i ochujeli w tempie natychmiastowym! Para ta dziwaczna wychodzi z założenia, że skoro mnie wykarmili i odziali w wieku pacholęcym, to po skończeniu 18 lat powinienem wziąć tobołek na ramię i wypierdalać w siną dal (?!).

     Co bardzo chętnie bym uczynił, ale spotkała mnie taka drobna niespodzianka ustrojowa. A psi los za granicą też nie za bardzo mnie rajcuje.

     Nawiasem mówiąc, ciągle docierają do mnie sygnały o ludziach ratujących (lub inwestujących) w swoje psy taką kasę, której w życiu nie widziałem! Albowiem psu się zapewnia michę i budę do końca życia… więc czemu te homo sovieticusy sobie ubzdurały, że ICH własne dziecko ma wypieprzać w siną dal, po osiagnięciu dorosłości, bez żadnego wspomagania?!

    To powojenne pokolenie jest naprawdę tak popierdolone, że nie miałbym żadnych oporów przed zamknięciem ich WSZYSTKICH w jakimś szczelnym pomieszczeniu i wrzucaniu do środka na przykład Cyklonu B!

     Nawet bym nie chował tego upośledzonego ścierwa…

     A co do rynku wynajmu mieszkań…

     No tu się spytajcie tej rzeszy 3 milionów emigrantów obecnych, co to za wynajmem tam, na dzikim zachodzie, nie mają najmniejszego problemu z zapłatą i starcza im na ŻYCIE. Tu za wynajem paru metrów barłogu leci normalna wypłata, a za resztę się wegetuje.

     I to wszystko w cenie spłaty kredytu za nowe mieszkanie, lub dom – i tu i tam karą za zaległości jest bruk ulicy.

     Więc co za różnica?

     Co za różnica jest w zrobieniu dziecka przypadkiem, na pokaz, by nie odbiegać od reszty, z myślą by pozbyć się tego czegoś jak przerośnie – od natychmiastowego wyskrobania czegoś tegoś po przypadkowym trafieniu plemnika w cel?

     Różnicą jest tylko stopień (jeden) egoizmu. 

     A tych co męczą się ze swoimi dziećmi muszę pocieszyć – z wami też się kiedyś męczyli… i wymęczyli!

     Więc starajcie się dawać swoim potomkom więcej, niż dostaliście od swoich rodziców, bo jak olejecie tą sprawę, to skończy się zasłużoną pogardą – jak w moim przypadku…

460 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

    W ten weekend zeszło się było mojej ziomalce (z Pomorza znaczy) Annie Przybylskiej . Zdolna, młoda, piękna i mądra kobieta bez takiego bezsensownego parcia na szkło, jak te warszafskie bydło. Naprawdę szkoda i żal, gdy schodzą w piach tak młode i piękne osoby! W takich momentach można naprawdę uwierzyć, że niesprawiedliwość rządzi tym światem, skoro na przykład sovieckie gnidy, skazujące na śmierć Polskich bohaterów, dożywały i dożywają swych dni na sovitej (sovieckiej) emeryturce…

     Ale nie o tym.

     Rak (nowotwór – cóż za właściwa nazwa: nowy twór!) zbiera w moim rejonie (Pomorskie) dość obfite żniwo. Podobno najliczniejsze w Polsce? Niektórzy twierdzą, że to wynik skażenia regionu przez hałdę fosfogipsów ? Inni, że to kwestia wody, Czernobyla, teorii jest ogólnie dużo, co nie przeszkadza nowotworowej kosie rżnąć bez ustanku, bez względu na płeć i wiek (chociaż wolałbym, by jednak jej ofiarą padało pokolenie 50+ – czyli moje "ulubione").

     Niestety zabiera też młodych i porządnych.

     A o co chodzi z tym hasłem w tytule? Ano jakoś tak się przyjęło, że najważniejszym czynnikiem w walce z tym nowym tworem, jest pozytywne nastawienie do życia, zaakceptowanie owego tworu i podjęcie z nim walki.

     Kurwa, to tak jakbyś się nagle znalazł przed plutonem egzekucyjnym i usiłował siłą woli przeżyć!

     Raczej niemożliwe…

     Ale wbrew pozorom, z owego nowego tworu ludzie wychodzą zdrowi. I nie ma znaczenia, jak się nastawisz psychicznie po diagnozie: tyle samo przeżywa i umiera tych świeżych, podiagnozowych optymistów, co tych kompletnie to olewających.

     Jeśli już na tego zabójcę ma działać nastawienie psychiczne, to powinno ono być wrodzone, a nie nabyte w stylu: uo Jezu – mam raka, więc od teraz będę optymistą (i się jeszcze nawrócę, żeby było weselej) !

      Co za kretyństwo!

      Myślę, że najlepiej być totalnym olewaczem, z hasłem życiowym: "Nic do pały!" i przyjmować owe życie takim jakim jest. Bez spinki, żalu, z pełną gotowością do przyjmowania niespodzianek od losu, jakimibykolwiek one nie były: złe, czy dobre. Złe wtedy tak nie boli, a dobre lepiej smakuje. Wiem coś o tym, bo to moje motto.

      A co do owego nowego tworu: obiło mi się o uszy, że jest na niego lek, lecz wielkie koncerny farmaceutyczne nie mają interesu w jego produkcji, więc podtrzymują chorych ile się da, bo to im lepiej wychodzi w xięgowości.

     W co jestem skłonny w pełni uwierzyć, jako postępujący zwolennik wszelkich teorii spiskowych.

      Ale o tym już w innym wpisie.

639 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

     Raz, czy dwa w miesiącu pracuję sobie na drugiej zmianie – czyli od godziny 10 do 18. Cieszy mnie taki system chociażby dlatego, że mogę się normalnie wyspać, a nie zrywać jak zombi przed 5 rano i zasypiać jak kurczak przed 22. A że jestem w domu koło 19? To co? Nieważne, że teraz już robi się ciemno o tej porze, ważne że jestem wyspany – a to połowa wypoczęcia.

     I tu się zaczyna problem mentalny moich rodaków.

     Otóż nie raz (bo to nie pierwszy taki system mojej pracy) zdarzało mi się słyszeć jakże znamienny i łamiący umysł tekst:

      "A co mi zostaje z tego dnia?"

      A co zostaje ludziom w krajach łacińskich, gdzie obowiązuje sjesta?

      Lub tym z krajów germańskich, gdzie przerywa się pracę na lunch?

      Ano życie popołudniowo-wieczorne, ogólnie towarzyskie (prywatne – ta część życia jest stanowczo zaniedbana w tym kraju).

      Słyszałem także, że przy takim systemie nie da się nic załatwić…

      A co tu kurwa załatwiać?! Przeciętny człowiek w urzędach bywa sporadycznie, a sklepy czynne są od rana do wieczora. Przychodnie też działają na dwie zmiany. Zresztą w ostateczności można sobie wziąść (uwielbiam to słowo) wolne na jakieś tam załatwianie czegoś tam. 

      Więc po co zapierdalać do roboty jak najwcześniej się da, by wrócić o tyle samo wcześniej?! Ja takie ranne wstawanie muszę na przykład regularnie odsypiać, a potem chodzę i tak zamulony.

      Albowiem wstawanie przed 7 rano jest co najmniej nieludzkie i nienormalne - chyba że żyje się trybem zgodnym z naturą i  kładzie o zmierzchu, a wstaje o brzasku, ale zależnie od pory rocku oznaczałoby to: albo 4 godziny snu w czerwcu, albo 12 w grudniu, co jednak jest w ostateczności zachowaniem nienaturalnym.

      Szczęśliwe życie, to wbrew pozorom nie stresująca pogoń za niewiadomo czym, a spokojna wegetacja.

       Tylko że w tym kraju tak wciąż nie uchodzi.

       Tu wypada być w biegu, w drodze na szczyt kupy obornika światowego…

559 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
021620
Dzisiaj : 1
Wczoraj : 4
W tym miesiącu : 126
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.162.218.214