Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

Zasadniczo, ogólnie, pracuję sobie raczej ciągle, przez żywota swego szlak… że mnie szlag trafia przez to! Jestem sobie luźnym wyrobnikiem tu i tam, gdzie i kolwiek (chociaż ostatnio dorabiam se poza spalonym dla mnie mniastem, blisko Trójmiasta, gdzie i stawki większe)…
Azaliż i roboty przybyło, co mi totalnie zjebało cały, sylvestrovy plan.
I tu problemik jest.
Takie święta nibybożonaredzoniewowe,(co to się łączą naturalnie z owym Nowym Rockiem) długie są i wolne … ale bez wigilii!
A Wigilia podobno najświętsza ze świętych?!
Sylvester? Niby nie święto, a i tak NIKT z tych obszarpańskórowców firmowych, nie śmie tego zakończyć przed południem, podobnie jak wigilii (podobno świętej i z założenia chyba wolnej?) W sajlvestra jest wiadome, że nikt poważnie do roboty nie podejdzie.
Więc po kiego chuja dręczyć ludzi, jak sam chcesz spierdalać z roboty?
Więc mamy takie dwa półoficjalne święta, na których nikt nic nie zyskuje, a każdy się męczy. Ekonomiści z Bożej łaski biedolą, że każdy dzień wolny to katastrofa dla państwa, pracodawcy się srają, a pracownicy są posrani.

A mi taka spina akurat spierdoliła sajlvestra.
Drugi, długi weekend, chuj w petardy strzelił!
Spałem raptem ze 4 godziny w dwa dni, za … dajcie spokój!
Urzędasy i biurowcy, którzy mnie w to w robili, siedzą na dupie i maja na nas wywalone!
Bo to nie ich przedszkole. Oni (a bardziej – one) nie widzą życia. Oni (one bardziej) grają w SIMSy live…

PS (nie Play Station, a postscriptum – dla niewtajemniczonych) Wielki Piątek, który w takiej na przykład Szwecji arcypostępowej, jest dniem wolnym (bo to najważniejszy dzień w chrześcijańskich dziejach), u nas jest dniem roboczym, bo władza i przedsiębiorcy by się posrali, gdyby człek prosty miał mieć trzy dni wolnego naraz!

850 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Niby bardzo cywilizowani ludzie północnego-zachodu (Europy i Ameryki znaczy), doszli do perfekcji w podrzynaniu sobie korzeni. Najpierw w imię jakiegoś postępu, pozbyli się wiary, przechodząc całym sercem w naukowy bełkot, potem wyrzekli się swojego pochodzenia – bo to rasizm być białym i czuć dumę ze swojego pochodzenia. Za to cała masa obcych, którzy im się nagromadzili, nie ma takich problemów i na dobre jedzie swoim odwróconym rasizmem, zmiatając białych w kąt. Ale jeszcze tym durniom nie dość, więc na koniec postanowili się pozbyć swojego człowieczeństwa!
Na rzecz bydląt.
Teraz na fali jest sprowadzanie zwierząt do poziomu człowieka (!). One już od dawna nie zdychają – one umierają (!). Czekać tylko momentu, gdy pupilki nasze będą chowane z xiędzem, wśród ludzi, na komunalnych cmentarzach. Aktywiści odzwierzęcy rozbrykali się już po całości, nie tylko walcząc z maltretowaniem zwierząt – co jest właściwe, bo to barbarzyństwo totalne, które powinno być karane z całą, dostępną mocą (acz nie karą śmierci) ; im już przeszkadza spożywanie zwierząt hodowlanych, które do tego celu zostały przez człowieka skonstruowane, z jakichś dzikich gatunków i w przyrodzie naturalnie nie występują!
Psy i koty nigdzie dziko nie żyją (chyba że uciekły), naturalnym ekosystemem świni jest chlew, a krowy obora!
Co nie znaczy, że nie można ich hodować, zarzynać i spożywać z szacunkiem!
Dzieciństwo spędziłem na wsi i wiem skąd bierze się mięso, które z lubością wpierdzielam. Wiem, że porządny rolnik szanował to, co hodował, do tego stopnia, że na wigilię dzielił się ze swoim bydełkiem opłatkiem! Tak, tak, robiono takie kolorowe, specjalnie do tego celu i rozdawano w kościołach (Święty Franciszek jasno wspominał o braciach mniejszych).
Co nie przeszkadzało w najmniejszym stopniu, temuż rolnikowi, robić potem z tego stworzenia mięska. To było tak naturalne i normalne, że nikt się nad tym nie zastanawiał – takie było życie.
Teraz zapędy tych zoofili przekraczają granice absurdu. Niedawno na jakimś forum, ku temu właśnie tematowi sporządzonemu, zauważyłem komentarz jakiegoś totalnego, odmóżdżonego radykała, który krótko stwierdził, że żal mu TYLKO cierpienia zwierząt, a cierpiący ludzie go w ogóle nie interesują – bo sami sobie winni (!!!)!
To nie jest odosobniony przypadek, to postępująca epidemia bezmyślnego odczłowieczenia.
Jakby komuś zależało, byśmy z poziomu korony stworzenia, wpadli w poziom chlewu, stajni i obory?

518 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Przesilenie zimowe (czyli 21 – 22 grudnia według kalendarza juliańskiego) jest świętem TYPOWO pogańskim, zaadoptowanym przez chrześcijaństwo, by, coby tu nie mówić, przejąć władzę duchową nad Europą – co jej wyszło na bardzo dobrze! Dzięki temu staliśmy się cywilizacją nowoczesną i światową (znaczy dominującą nad barbarzyństwem ogólnoświatowym – niechrześcijańskim).
Co nie zmienia faktu, że to święto czysto iluzoryczne. Jezus Chrystus urodził się najprawdopodobniej w marcu/kwietniu, czyli wtedy, kiedy też zszedł był, przybity po święcie Paschy – tu jest wszystko jasne i konkretne. A za tym, że NA PEWNO nie urodził się w grudniu, przemawia drobny szczególik w postaci pasterzy.
Nawet najgorszy głąb pasterski, nie wypasa swojej trzódki zimą!
Nawet w Izraelu – wbrew pozorom tam zimą też bywa zimno i śnieg potrafi spaść do dziś!
Ale jest jeszcze jedno, co mnie wpienia w tym święcie i sprawia, że go nienawidzę: totalny konserwatyzm i wyłażący zeń feminizm.
Bo kto na ten przykład lubi wesela? Na pewno nie normalny, heterosexualny facet!
A czym się różni wigilia od takiego wesela?
Pod względem formalnym – niczym!
To za każdym razem spina formalna pod hasłem: obyśmy lepiej wypadli od innych!
I tu i tam sztuczna atmosfera, i tu i tam popelina i siara…
I tu i tam się dobrze wychodzi z rodziną (na zdjęciach).
Tam wredne baby w bezach (znaczy sukniach ślubnych), tu jakieś gówna z maku do żarcia wedle tradycji…
No komu to kurwa służy?!!!
Na pewno nie normalnemu facetowi z jajcami i mózgiem!
Na pewno nie wierze!
I na pewno nie temu, którego urodziny niby się teraz czci!

I jeszcze jedno: ten słynny, pusty talerzyk nie zostawia się byle gamoniowi, który by do nas chciał wpaść na darmową wyżerkę, a ku pamięci tych co odeszli i chcieli nas odwiedzić (duchowo oczywiście), w święto owych Szczodrych Godów.
Amen.

 

 

 

 

 

PS Szczodre te gody, Jare, na cześć przesilenia, Mitry, czy innego popaprańca? Co to ma za znaczenie?

462 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Nieodmiennie odpychająco działają na mnie klienci, którzy ograniczają się do jednego rodzaju muzyki. Poznałem już takich, co to słuchali jeno hop – hipu od rana do nocy, metali, co nie uznawali innej muzy niż ciężkie rąbnięcie, disko/tekno tłuków, co to na dźwięk gitary spieprzali niczym szatan przed święconą wodą… chociaż to może niefortunne porównanie? Najbardziej rozwalił mnie ongiś jakiś koleś, w słynnym tok szole, w różowym, czy tam fioletowym kapelusiku (z piórkiem!), co to się zarzekał, że od samego przebudzenia, po zaśnięcie, słucha TYLKO dżezu (prowadził, zdaje się radio z tym syfem, w naszej stolycy)!!!
No co jak co, ale dżez już po paru minutach, może spowodować nieodwracalne zmiany w mózgu. Dla mnie notoryczne słuchanie tej muzy (?), jest równie nienormalne, co oglądanie baletu.
Niżej jest tylko niejaki Justyna Biber z Kanady – toto zabija na miejscu (tudzież inne gejskłady dla małych dziewczynek, zwane dalej bojzbendami).
To jest banał, powtarzany przez wielu matołów olewających w rzeczywistości muzykę, ale dla utrzymania w pionie mojego zdrowia psychicznego (które i tak się regularnie przewraca), potrzebny jest płodozmian i trójpolówka muzyczna – jak to pięknie określa mój ulubiony redaktor z radiowej Trójki, o psim nazwisku.
Niby proste, ale jak się osły zaprą, to za choooja tego nie ruszysz!
I pozostaną ubodzy duchem, bo wykreślili ze swej listy wszystko, czego nie chcieli zrozumieć…

396 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Nie wnikam w kwestie ogólne, ogólnoświatowe, a nawet krajowe, w kwestiach religijnych (oczywiście za właściwą uznaję jedynie katolicyzm – reszta to pomyłka). Jestem człowiekiem wierzącym, aczkolwiek w ostatnim rocku bywałem w kościele może z góra trzy razy – ze względów organizacyjnych (zarąbanie weekendowe w skrócie). Jest za to wyrzut sumienia, czuję już zbliżający się czyściec, aczkolwiek…
Są kolesie, którzy zaprzysięgli się Panu i naznaczyli mu wierność we wnętrzu swych dłoni (namaszczenie kapłańskie – jakby ktoś się nie domyślił)…
I Go porzucili na rzecz…
Tym ręki NIGDY nie podam.
Srał pies, jak taki stracił wiarę – zdarza się. Ale gros tych bożych dezerterów, odchodzi w cywil z prostackiego powodu: baba.
Rozumiem, że małolatowi o połowę młodszemu ode mnie (czyli lat 20), może się mieszać mózg z hormonami, chociaż ja w wieku owym wiedziałem, gdzie chcę iść, a gdzie nie zamierzam – i z tej drogi ogólnie nie zbaczam.
Można olać wszystko: zasady, kraj, rodzinę, itp, itd.
Ale jak naprawdę zawierzyłeś Bogu swoje życie (przez owe namaszczenie) i poszedłeś w złą stronę, to masz supermiejsce w piekle zapewnione czarnuchu!
Jakkolwiek by to piekło nie wyglądało – bo to z tym rogatym kolesiem z widłami, kotłami i ogniem to mit – podobnie jak wizja raju (kto to widział?).
Jak to powiadają: sutannami piekło wybrukowane.
A zdrajców nie lubi się nigdzie.
Człowiek wierzący wie, że te krótkie cokolwiek życie, jest tylko testem przed życiem właściwym.
Więc po co je zmarnować za nieistotne duperele?!

Tym bardziej, że niby się wierzy w to Coś?!

449 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

To się powtarza corocznie przed świętami, zwanymi dalej: Bożym Narodzeniem. Ale obecnie przekroczyło toto podobno granice absurdu! Podobno – bo nie angażuję się w toto obecnie nijak, a i do samych świąt został jeszcze praktycznie równy tydzień.
Więc trwa już oblężenie sklepów, ze szczególnym (a właściwie podstawowym!) uwzględnieniem żarcia.
W tej zabiedzonej podobno Polsce, żarcie, właśnie na te święta, schodzi tonami! To już nie skupowanie na zapas przed wojną, a czyszczenie rynku przed apokalipsą!
Częściowo tłumaczy to powrót na ten czas, trzymilionowej emigracji, zasilającej nienasytą biedotę szmalem z zachodu – a owa biedota musi się pokazać przed dobrodziejami przynajmniej żarciem (które i tak na ogół spierdolą dokumentnie – a resztę wypieprzą w zsyp!).
Częściowo to przyzwyczajenie pokolenia PeeReLa, które nigdy nie ogarnie, że towaru w tym prawie kapitaliźmie jest dość – i nie trzeba chomikować. Kwestia dostatku, to obecnie tylko kwestia szmalu.
Ogólnie panika totalna oszalałego, zakupowego tłumu, ze szczególnym uwzględnieniem ryb, które zazwyczaj omija się szerokim łukiem rock cały – a tu nagle epidemia rybospożycia!
Z tym durnym i zamulonym karpiem na celowniku.
Jednak wolę Wielkanoc: i luźniej, i cieplej, i bez specjalnej spiny – a nie taka tradycja na siłę!
I to w dodatku tradycja wykreowana przez PeeReL i wtłoczona w to zrypane pokolenie powojenne i ich potomków, niczym złoty strzał w żyłę narkomana.

407 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Skąd wzięła się Mielonka? Ongiś wyjaśniłem już, że to ze skeczu Monty Pythona ze spamem (czyli mielonką).
Czemu wpisy są krótkie? Po prostu shorty są na czasie. Łatwo się toto konstruuje i równie łatwo czyta. Skromne w formie, acz treściwe opisywanie rzeczywistości, z kompletnie niezależnego (i mam nadzieję, że orginalnego* punktu widzenia), które ma trafić w łeb, niczym pocisk snajpera: raz, a treściwie! I stąd też znikoma liczba komentarzy – znaczy że trafia i zabija na miejscu!
A o czym jest ten bloog?
Ano to opisywanie rzeczywistości zastanej (tudzież byłej) z każdego miejsca, w którym ją obserwuje: z ekranu kompa, TV (chociaż na ogół kłamie), głośników RTV, gazet, z siedzenia autobusu podmiejskiego, pracy, imprez, okna, wanny, sedesu, itp, itd.
To bardziej kronika i dokument czasów obecnych – zazwyczaj z pierwszej ręki i bezpośrednio wyczuwalna wszystkimi zmysłami ( w tym i tym szóstym).

*Pisownia niektórych wyrazów w języku polskim, jest naprawdę dołująca!

409 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Zostałem tak: wychowany, tak mi się wkręciło, czy jestem zbytnim wielbicielem browara ; że widok kolesi kupujących setuchnę, lub ćwiartuchnę i obalających to samotnie za rogiem, przed robotą, w piwnicy, jakkolwiek (z rana wczesnego, wieczora, czy o jakiejkolwiek porze dnia) budzi nieodmiennie we mnie zdziwienie.

     Ja tak nie mogę!

     Tak, jestem alkoholikiem, wlewam w siebie hektolitry browara – samotnie, czy w towarzystwie. Nie mam oporów w piciu gorzały (jakiejkolwiek znowu) – byle w towarzystwie! Samemu to nie widzę oporów przed walnięciem sobie uychy, nalewki, nawet miodu pitnego – aczkolwiek jednorazowo (wina nie toleruje fizycznie i psychicznie!).

    Ale setuchna na miejscu, czy tam ćwiartunia czegoś gorzkiego na żołądek?!

    Dajta spokój!

    Tu mi się odbija tradycja biesiad w gronie zacnym i przysiedziałym, gdzie lecą mocniejsze trunki, lub doładowywania się jakkolwiek browarem (albowiem to napój izotoniczny!).

    A wino zostawmy kobietom, pederastom i innym ciotom z kręgu śródziemnomorskiego.

   Jesteśmy ludem północy, mieszanym wódą z piwem (jak wyżej w kwestii spożycia), więc tego się trzymajmy do cholery!

   A reszta niech spieprza na swoją Rivierę!

   Zamiast jakichś kwasów, niech będzie miodek!

445 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     O muzyce już parokrotnie wspominałem, że jej ostatnim wyskokiem była norweska fala mocnego metalu, z krwią w tle (prawdziwą juchą – nie jej imitacją!). Od tamtego czasu muzyka właściwie wegetuje, nic nowego nie wytwarzając.

     Co nie znaczy, że nie ma zdolnych muzyków, tworzących fajne jej odmiany! Po prostu pole manewru się zawęziło tak, że nawet robiąc cokolwiek orginalnego* i tak muzyk wklepie się niechcąco w coś, co było przed nim.

     Smutne, ale prawdziwe.

     Ongiś zapowiadałem się na dobrego szachistę, ale gdy komputery zaczęły nabierać mocy obliczeniowej w tempie geometrycznym, to dałem sobie spokój – i tak w końcu wyliczą wszystkie możliwości, a poza tym gra początkowa i środkowa, jest równie łatwo przewidywalna i rozkminiona przez mistrzów owej arcystarej rozrywki, jak przez elektroniczne mózgi, więc zwyczajnie zaczęło mnie to nudzić.

      Sztukę zwaną ongiś malarstwem i rzeźbą, zakończył niejaki Marcel Duchamp . Od tego czasu można oczywiście robić coś w tym kierunku, podobnie jak z muzyką, są w tym temacie ciągle geniusze, tyle że nie ma już elementu zaskoczenia.

     Po prostu się to wyczerpało wszystko.

     Ale z drugiej strony, kombinacje możliwości w tematach artystycznych są tak wielkie, że przynajmniej można nacieszyć oczy czymś niepowtarzalnym, co miałem okazję zaobserwować ostatniego, piątkowego wieczoru, w Galerii Quantum, w dość przyjemnym, luźnym, bezpretensjonalnym (acz artystycznym) towarzystwie.

     Niech sobie będzie surrealizm!

 

*wolę omijać literkę "y" w słowie: orYginalny

 

454 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Ongiś opisałem obecny szau pod względem znajomości kaw, którego przedstawicielami są niejacy bariści – dobrze opłacane ciule od opylania jeszcze droższej kawy.  

      Ich braćmi w ściemie, są niejacy sommelierzy – gamonie od opylania organicznych kwasów, wzmacnianych siarczynami, zwanych dalej winami. Wina owe często i gęsto, są doprawiane przeróżnymi, chemicznymi "poprawiaczami", podobnie zresztą jak inne, masowe alkohole.

       O czym nie przeczytamy na etykietkach butelek – bo tak sobie ustalili to ich producenci.

       Więc na ostatniej, mocno kulturalnej imprezie, postanowiłem się zgodnie ze swoją przekorą zachować niekulturalnie i wymieszałem wino z colą (czerwone), tudzież białe ze sprajtem (innego cholerstwa nie było pod ręką).

        I dopiero dotarło do mnie, że w tym arcykulturalnym towarzystwie, w samym centrum pozerstwa (znaczy stolycy), wywaliłem dwie butle wina samodzielnie i z gwinta…

        A i tak pierwszym artykułem spożywczym ludzkości, czynionym samodzielnie na tysiące lat przed innymi, było piwo (nie chleb – pokrewna  zresztą i stała owego piwa).

526 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.60.91