Miesięczne archiwum: Luty 2015

Moją największą, życiową wadą było dotąd, typowo chrześcijańskie podejście do życia:
Więc przez całą swoją, 40 letnią egzystencję, byłem oazą spokoju i wywalenia na wszystko. Taki typowy wagon pieprzonych mnichów buddyjskich! Naprawdę – typ nie do ruszenia i z minimalnymi potrzebami (nie chwaląc się). Taka postawa, co prawda nie doprowadziła mnie do większych, życiowych sukcesów, ale z drugiej strony, zapewniła bezstresowe trwanie na tym łez padole. Życie bez zobowiązań potrafi być naprawdę miłe! Taka namiastka wolności, w niewolniczej cywilizacji.
Jednak tak się też nie da.
Po prostu na świecie (a zwłaszcza w naszym kraju), jest takie zatrzęsienie chamów i debili, którzy tylko czekają na luzaków takich jak ja, by im wleźć na łeb i z góry na nich sikać!
Więc od czasu do czasu pokazuję kły i bywam bardziej chamski od największych chamów, bardziej agresywny od największych brutali i bardziej egoistyczny od… na przykład mojego starego!
Bo inaczej po prostu bym nie przeżył!
Spacerują po prostu na tej ziemii takie typy, które niczym nie różnią się od muła:
ani tego nie zabijesz, ani nie nauczysz.
Jeno można toto przeganiać i napierdalać.

717 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Ochy i achy medialne słychać nad kolejnym, polskim (?) filmem o tytule: "Ida". Żeby ów film osiągnął taki rozgłos na zachodzie (i całkiem spore szansę na Oskara!), musiał spełnić jeden warunek – jak to film polski:
Tematem przewodnim musiała być II Wojna Światowa, a po drugie Polacy w niej uczestniczący, muszą być w PEŁNI odpowiedzialni za zagładę żydów.
Podobnie jak we wcześniejszym "Pokłosiu".
Polak, by w żydowoodzie został doceniony, musi wyjść na tępego buraka, co to siekł żydów milionami podczas II WŚ.
I srał pies prawdy historyczne! Pod pozorem jakiegoś rozliczenia z bolesną przeszłością (?!!! – gratuluję wam "postępowe" młoty, znajomości historii!!!), nasza (?) elyta, robi z tego umęczonego narodu, na siłę i po chamsku:
antysemitów, morderców i agresywnych wsioków, co to żydów jedli na śniadanie i zagryzali nimi na kolację!
No ale oskarek jest, warszafka posrana, żydowłuud bije brawka i srał pies te 40 milionów ubogich i umęczonych historią baranów, zwanych dalej Polakami!
Ważne, że zachód zadowolony, a my (te 40 milionów mieszkańców kraju przywiślańskiego), bez konsekwencji dla wjebujących, znowu zostaliśmy wjebani w kanał (jak w 1939).
Bo to nie jest żadną tajemnicą, że przynajmniej 1/3 aktorów w Hollywood, jest pochodzenia żydowskiego, cały ten biznes został założony przez żydów (na ogół pochodzących z terenów Polski) i to jest najlepszy interes (znaczy filmy) tego pejsowatego narodu, od czasów napisania Biblii…
Tylko rzygać się chce, na tych "naszych" dupków, co to im włażą koszernie w dupsko, z oskarami, czy bez, w ręku…
Robiąc z 40 milionów swoich (?!) rodaków (?!!!), totalne, prymitywne szmaty, odpowiedzialne właściwie za wszystko: łącznie z trzęsieniami ziemii, tornadami i powodziami…
Żałosna ta pozłacana statuetka półgłówka, zwana dalej Oskarem…
No ale warta takiego szmalu i uznania, którego naród żydowski nie widział przez całą swoją historię!
I ja rozumiem, że to jest warte grzechu.
Nawet śmiertelnego.

674 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Zasadniczo zawsze byłem zwolennikiem idei głoszonych przez JKM. Nawet na niego głosowałem! W sumie nie miałem wyboru, bo kolo nie miał konkurencji na prawdziwie prawej stronie sceny politycznej – co z obecnego punktu widzenia wydaje się co najmniej podejrzane? Może rzeczywiście postkomuniści/układ zamknięty, podstawili tego pajaca, by zneutralizować prawą stronę społeczeństwa?
Całkiem możliwe, bo miał za sobą zawsze sporą część społeczeństwa… i zawsze wtedy robił jakiś zamęt… aż zalągł się wygodnie w znienawidzonej przez siebie UE!
Gdyby zmienił delikatnie taktykę, to kto wie, jak daleko by zaszedł?! Ale po jego działaniach widać, że CELOWO nie dopuszczał do prawicowego postępu.
Czyli zwykły, farbowany cham.
A na naszym poletku cały czas miesza.
Z kwestią ukraińską przeszedł nawet samego siebie!
Co nie jest łatwe.
W tym momencie, ten pajac stał się nawet bardziej rosyjski od samych ruskich!
Krytykuje obalenie prezydenta i całą rewolucję – bo to niedemokratyczne!!!!!
Rażącą wprost w oczy interwencję rosyjską i związaną z tym największą i najkrwawszą wojnę na kontynencie, od 70 lat(!), określa cały czas jako powstanie miejscowej ludności, przeciwko obcemu okupantowi(!!!).
Ogólnie koleś kica jak zając, wpienia już wszystkich, oprócz zapatrzonych w niego kuców (sam tak niegdyś, niestety miałem, czym mnie wkurwił totalnie ten baran, jak już przejrzałem na oczy!).
Ten śmieszny typ, tak przy okazji (jak podpowiedział mi mój nieoceniony chrześniak) jest jakby żywcem wyjęty z epoki wiktoriańskiej, lub ewentualnie jest sztywny jak obywatele CK Franciszka Józefa. Wszystkich, nawet najgorsze szuje, tytułuje jakimiś szalenie godnymi przydomkami…
…no nawet w dawnych wiekach, na chama mówiło się po prostu: cham! A ja, dla odmiany, od dziś go będę tytułował: Jego Korwinność Menda.
Publicystą jest dobrym, jego niezmienne poglądy ekonomiczne wydawały się nie do zbicia. Sęk w tym że jest równie medialny co Palikot – dlatego jak i on został oficjalnym, politycznym błaznem.
Media (zwłaszcza TV) padają, ale jak ktoś się pcha na afisz, to powinien krakać jak ta reszta wron i w pewnych kwestiach zwyczajnie milczeć! Tam w televizorniach, na ogół ma się do dyspozycji kwadrans z jakimiś idiotami w kontrataku, więc powinno się znaleźć metodę ich dezintegracji – tym bardziej, że oni wszyscy się czują przed kamerami jak ryby w wodzie!
Ale nie! JKM zawsze pierdzieli to samo, uparcie robi wrzuty z Hitlerem, miejscem kobiety (zasadniczo w kuchni) i zawsze robi z siebie na końcu pośmiewisko.
Powinien wiedzieć, że żeby przekonać do siebie ludzi na wizji, potrzebna jest wybitna błyskotliwość, specyficzna dla tego medium zdolność wypowiedzi i elastyczność. Cel w końcu uświęca środki! Błyskotliwy JKM bywa, ale elastyczny ni chu…ja!
No i ta kultura. Ja klnę na czym świat stoi, nie uznaję dam i dżentelmenów – to się już skończyło! Mamy czasy upadku, zmiany epoki i wszechobecnego chamstwa.
Kto się do tego nie dostosuje – zginie niestety.
A co z tym Hitlerem? JKM uparcie gdzieś tam zawsze wymienia jego nazwisko, a media też to, po odpowiedniej przeróbce cytują. Co jeszcze bardziej zraża do niego ludzi – bo wychodzi na nazistę. Tutaj taki na przykład WC jest o niebo mądrzejszy – bo milczy kiedy trzeba.
Szkoda tylko, że ten medialny matoł, źle skierował (a właściwie zaprzepaścił!) energię mojego pokolenia. Całą nadzieję widziałem do niedawna w młodych i odradzającej się po prawie wieku nieistnienia prawdziwej prawicy – duża w tym zasługa mojego ukochanego, niezależnego i wolnego internetu, ale od kiedy zauważyłem dziwny, stadny pęd narodowców i prawicy ku rassiji i srutinowi, to ta strona sceny politycznej przestała dla mnie istnieć.
Ci, którzy tytułują się spadkobiercami Dmowskiego, który za zaborów rzeczywiście był zwolennikiem integracji z CARSKĄ rosją, teraz bezmyślnie prą w ramiona postsovieckiej, azjatyckiej dziczy!
Tępe, narodowe chuje!

670 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Pomioty socjalizmu uważają, że trzeba krótko spać.
Tyle że ja uwielbiam sen i nie widzę nic zdrożnego w wylegiwaniu się w barłogu nawet do południa! Jak można, to czemu nie?
Pomioty socjalizmu uważają, że trzeba pracować.
Ale jak nie ma pracy, a to co jest, to kpina z człowieka, to po co?
Pomioty socjalizmu uważają, że jaki kto do roboty – taki do jedzenia.
Ale ja mało jem…
Głównie piję, a nawet chleję.
Więc po co to pierdolenie?
Sęk w tym, że sto lat socjalizmu tak im zryło beret, że poprzednie pokolenia nie ogarniają najprostszej kwestii:
Żyje się po to, żeby żyć.
Jak najbardziej luxusowo!
A nie, żeby się spinać, pracować, et cetera.
Ale tamtym pokoleniom wryło się w banię, że praca, sukces (zależy z której strony oceanu szła idea), to podstawa i nie można żyć po ludzku ogólnie, bo to nie uchodzi!
Pojebało ich przez sto lat orania bani!
Zapomnieli, że są ludźmi.
Trzeba być tymi, którzy albo wierzą – i są stworzonymi do raju, albo tymi, którzy nie wierzą – i są stworzonymi do lenistwa.
Na tym polega człowieczeństwo.
A pracę, pogoń za sukcesem, kredyty na lipę i inne duperele, sobie w dupę wsadźcie!

458 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Jak wiadomo, nowoczesne wytwórnie piguł i syropów, robią je na wszystko, ale nie tak nachalnie, by nimi wyleczyć ostatecznie, lecz by podtrzymywać pacjenta w stabilnej niepewności i wysysać w ten sposób z niego niekończące się źródełko szmalu.
Cokolwiek mnie to mało obchodziło, ale chyba ostatnimi dniami wpadłem w tą wampirzą (tudzież narkomańską?!) pułapkę, więc wykombinowałem trochę może radykalny, ale świetnie obrazujący tą patologię scenariusz:

Ostrzegam! Temat jest lekko obleśny, a na pewno śmierdzący!

Otóż trzy dni temu poniosło mnie w kwestiach jelitowo-sedesowych. Krótko mówiąc zasnąłem jako szczęśliwy człowiek, a obudziłem się z biegunką na zapleczu. Pokuśtykałem więc na chwiejnych nogach do apteki, gdzie nabyłem odpowiednie piguły na ten problem… i pomogły!
Sęk w tym, że drugi dzień z rzędu… że tak się delikatnie wyrażę: nie sram…
Pozostały tryb życia nie uległ zmianie. Nawet się nieźle z tym czuję!
Więc scenariusz pesymistyczny wygląda teraz tak:
Będę musiał skoczyć z kolei po leki przeczyszczające, a jak mnie już zacznie czyścić totalnie, to…
…z kolei będę się musiał przerzucić na leki wstrzymujące.
I taki kołowrotek do końca życia.
I mniej więcej tak wygląda ten biznes w rzeczywistości…

410 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Jako, że jestem starszym człowiekiem (jutro będę jeszcze starszy), to pamiętam początki telefonii komórkowej.
Tudzież świat przed internetem (!).
Więc na początku lat 90 , komórki owe były gabarytowo podobne do cegły, a ich zasięg, tudzież możliwości (czyli się dzwoniło i koniec) były minimalne.
Potem zaczęły się kurczyć ich wymiary i waga, a zaczęły wzrastać możliwości techniczne.
Acz szału nie było: monochromatyczne wyświetlacze, monofoniczne dzwonki, parę prostych gier, ewentualnie radio, czy cuś…
Co ciekawe, pod koniec lat 90 , ich wymiary zaczęły stawać się tak małe, że… zaprzestano ich miniaturyzacji!
Bo takie mini telefonki zaczęły stawać się trudne w obsłudze!
Pamiętam to jak dziś.
Potem postęp w tej dziedzinie skoczył na kolejny poziom, wyświetlacze stały się kolorowe, pojawiły się aparaty, tudzież więcej możliwości, telefony zaczęły puchnąć, ale bez przesady. Ciągle mieściły się w kieszeni i jej nie urywały.
Aż przyszedł czas na kolejną zmianę, jaką było pojawienie się smartfonów, które obecnie wyparły właściwie wszystkie inne telefony. Ma toto masę funkcji (i dobrze!), począwszy od netu, TV, przez muzę, zdjęcia (czasem nadzwyczaj dobre!), sterowanie na dystans czymkolwiek, ogólnie połączenie wszystkich urządzeń multimedialnych.
Co jednak odbiło się na ich wymiarach, ponieważ owe cudeńka znowu przybrały na objętości, czasem (a nawet dość często) dochodząc do absurdalnych wymiarów, co przeczy ogólnie idei telefonii komórkowej, według której telefon miał się spokojnie mieścić w kieszeni.
Więc w zadziwienie wprawiają mnie smartfony, które ciężko odróżnić od tabletów, a których żadna normalna kieszeń nie pomieści. I wszystko dotykowe, z łatwo pękającymi ekranami, co można spotkać także na każdym kroku.
Najgorsze, że alternatywą są typowe, klawiaturowe, coraz rzadziej występujące i proste do bólu telefony, więc rynek nie pozostawia właściwie wyboru:
Kupić możesz tylko kafelek, a jedyne co możesz wybrać, to jego (niemały cokolwiek) wymiar.

776 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Ongiś, baaardzo, baaardzo dawno temu, się bawiłem w wierszoklectwo i cokolwiek z tego zostało, więc pozwolę sobie wkleić w te różowe „święto” coś na ten czas:

Kobieta-motyl przyszła dziś,
Tak w nocy cała krucha
I otulona w mrok…
Kobieta-motyl miała na mnie chęć:
-Bądź tylko delikatny!-mówi
-I zrób to!
Ręce zaczęły więc wędrować:
Uda…
Pośladki…
Plecy…
Ach!
Kobieta-motyl ma jednak skrzydła!
Ogromne i obrzydliwie delikatne,
Nie da się objąć!
Nie da wziąć!
I zrozumiała:
Jej smutne, mgliste oczy
Jeszcze mnie proszą – Zrób to!
I nie ociągaj się…
Fe!
Twe skrzydła obrzydliwe
Mówią-Nie!
Więc leć! Leć już!
I nie denerwuj mnie
Kobieto-motyl…

Poniżej tego maszynopisu pojawiło się:
„Wiersz niniejszy powstał pod wpływem snu autora”.

Coby się zgadzało z faktami.

429 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Może i jestem z lekka mizoginem? Kocham kobiety głównie za pochwę: cel życia większości normalnych mężczyzn. Skarb, sezam, bursztynową komnatę i inne cuda świata (chyba że owa pochwa jest opakowana w nadmierne zwały tłuszczu).
Historyczne sprawstwo męskich niepowodzeń i sukcesów. Szpara cenniejsza od złota, diamentów i życia! Motor sprawczy dziejów ludzkości.
W miłość nie wierzę, co już ongiś tłumaczyłem. To tylko burza hormonów, co samemu doświadczyłem – żeby nie było!
A co do reszty z kobiety?
Przy psychice większości z nich, wspomaganej dodatkowo opuchlizną wodną (chodzi głównie o mózg), w czasie menstruacji, wysiadam na najbliższym przystanku…
A o co chodzi z brwiami?
Większość z nich ma dziwną manię skubania owych włosków, aż do gołej skóry… by potem to sobie dorysowywać kredką!!!
Nie ma wśród ludzi umysłu tak wielkiego, coby to ogarnął logiką… więc nikt się nad tym nie chce zastanawiać.
Tylko czasem patrzeć przykro…

405 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

 

O sytuacji na Ukrainie pisywałem ostatnio wielokrotnie, ponieważ uznałem wydarzenia tam się odbywające, za kluczowe dla Polski, świata, tudzież nadchodzącej historii.
Tu nie ma przesady!
Takiej regularnej (acz niewypowiedzianej) wojny, a właściwie agresji, wstającego z kolan mocarstwa (Rosji), na zbierającego się po rewolucji, zabiedzonego sąsiada, świat nie widział od II WŚ! Takiej masy wojsk pancernych, rakiet, itp, nie było w tym regionie świata od bitwy pod Kurskiem!
Liczbę ofiar z jednej, drugiej strony, oraz ludności cywilnej, można przez rok trwania tej rzeźni, ocenić na minimum 50 tysięcy!
Czyli żartów nie ma.
I to wszystko pod naszym nosem, prawie w centrum cywilizowanej Europy!!!
To jest też pierwszy przypadek w dziejach świata, gdy oddziały tak zwanych separatystów, są o niebo lepiej wyposażone, wyszkolone, i liczebniejsze od… no tu się zaczyna problem ubogiej Ukrainy, której zdegenerowana i skorupcjonowana armia, przestała istnieć właściwie na początku tego konfliktu (czyli rok temu!). Dziką nawałę swołoczy kacapskiej, powstrzymują od tego czasu niewyszkolone, niewyposażone, acz waleczne oddziały ochotnicze!
Znaczy nie taki ruski straszny!
Mimo że straty po stronie ochotników są znaczne, pomoc z zewnątrz praktycznie żadna, a dowodzenie (strategia i taktyka) jest kpiną, to ruska orda za cholerę nie może się przez nich przebić!
Więc niech mi nikt do ciężkiej cholery nie próbuje srać w majdy przed tym kacapskim cholerstwem! Między Polską, a Ukrainą jest przepaść nie do przebycia przez tą wschodnią dzicz.
A ich atomy, broń biologiczna, chemiczna, itp?
Może być tyle samo warta, co ich regularna armia, wykrwawiająca się regularnie w Donbasie w walce z amatorami – co by nie rzec o tych ochotniczych i bohaterskich batalionach. Poza tym jestem nieomal pewny, że zachód ma jak zwykle jakiegoś asa w rękawie, na takie potencjalnie zabójcze dla świata zagrywki (z kontruderzeniem jądrowym włącznie, kończącym ten świat w ostateczności).
A dzicz zatrzymać trzeba, bo sama się nie zatrzyma – co przerabialiśmy chociażby w 1920 roku. I bardzo się cieszę, że dla odmiany historycznej, wydarzenia tak kluczowe dla przyszłości Świata, Europy i Polski, mają miejsce obok nas, a nie z naszym krwawym udziałem.
Tak nam dopomóż Bóg!

597 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Nie mogę o tym nie napisać – to kawałek mojego życia.
20 stycznia odszedł w krainę wiecznych snów Edgar Froese, założyciel i dożywotni członek Tangerine Dream. Owego mandarynkowego snu, z textu piosenki The Beatles: "Lucy in the Sky with Diamonds" .
Maxymalnie niekomercyjna kapela, która osiągnęła maxymalny, komercyjny sukces. Jedni z czarodziejów muzyki, bez których ta dziedzina kultury byłaby niezwykle uboga – to dla nich zaczęto tworzyć nowoczesne instrumenty w latach 70, bez których nie byłoby tego, co zwie się dziś elektroniką, a co jest kompletnie inne od tego, co wyczarowywali wówczas oni.
Zresztą instrumenty dla owych geniuszy były niepotrzebne. Oni potrafili zagrać na tuzinie flipperów!
I to wszystko pod przewodnictwem owego pana Edgara, który cokolwiek nie był liderem autorytarnym, a otwartym na nowe pomysły, nowych członków zespołu, których przez prawie pół wieku działalności tego snu, przewinęła się cała masa.
Miałem szczęście zaliczyć występ Tangerine Dream w 1997 roku, w Sali Kongresowej. Jedyny raz w tej sali i jedyny tego zespołu.
Szkoda, że odchodzą legendy, ale taka jest kolej życia!
Bardziej jednak szkoda, że skończył się czas takich wizjonerów muzyki. Bynajmniej nie dlatego, że nie ma ludzi tak zdolnych, odważnych i z taką fantazją!
Po prostu poletko muzyczne zostało zaorane niemal w całości i nie ma tam już miejsca dla odkrywców…
Chyba?

361 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.60.91