Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

       Światem (co nie jest żadnym odkryciem) obecnie rządzą tak naprawdę ponadpaństwowe, nadnarodowe, anonimowe korporacje, które niczym bluszcz zarastają glob, a ich korzenie są tak ukryte, że w zasadzie nikt nie może ogarnąć, dokąd spływają życiodajne soki (znaczy zarobione pieniądze) i kto tak naprawdę tym kręci (znaczy zglobalizowanym światem). Że tu zacytuję mojego ulubionego RAZa: 

      "Problemem jest świat rządzony przez zrost wielkich korporacji i ponadnarodowej biurokracji – świat, w którym coraz większe pieniądze dają coraz mniej licznym coraz większą władzę, a coraz większa władza coraz większe pieniądze." 

        Korporacje mają swoje oddane sługi, działające niczym kapo w obozach koncentracyjnych, zwane powszechnie korpoludkami/korposzczurami/słoikami/itp. Owe ludki zaś mają swoich mistrzów, przewodników i mentorów, zwanych dalej właśnie: motywatorami, trenerami (coachami) i na najwyższym poziomie – senseiami. Ta specjalna grupka, wynajętych przez zarządy owych korporacji świrów, ma za zadanie tresować (w wyuzdany częstokroć sposób), zazwyczaj młodą i ambitną kadrę średniego szczebla, w amerykańskim (durnym) stylu, wierzącą w sukces i moc motywacji (do ich motywowania służą, specjalni kapłani owego systemu, zwani dalej mówcami motywacyjnymi).

     No chociażby pierwsza lepsza, ponadnarodowa firma zagnieżdżona w moim mieście, z nazwą zawierającą X. W samej tej pipipdówie zatrudnia ze 3000 osób, a na świecie jakies ćwierć miliona! 

     Na niedawnym szkoleniu, z taką pozytywnie (dla firmy) naładowaną biurownicą, dowiedziałem się o jednym z najwyższych korporacyjnych kapłanów z Japonii, zwanym dalej przez szkolonych przez niego korpoludków senseiem (!), którego zadaniem jest sukcesywny objazd owej korporacji (setki jej siedzib) i robienie owym pracownikom średniego szczebla melasy z mózgu. Koleś ma nieograniczone możliwości i wolną rekę właściwie we wszystkim, więc podczas ostatniej wizyty zmusił do sprzątania nawet samego prezesa owej megafabryki, który to potulnie na ten prikaz popylał z miotłą (co jest niewyobrażalne w naszej, zewschodzonej, zrusyfikowanej, hierarchicznej mentalności!). Ale jeszcze lepszy motyw odpalił właśnie owym biurowcom, którym kazał zbudować rover z komponentów, wagoniki i takim składem popylać po hali, ku uciesze zgromadzonych tam licznie pracowników…

     Co niewolnicy sukcesu potulnie wykonali.

     A chodziło o wytłumaczenie im, by usprawniono dostarczanie części do produkcji. No ale jakoś tego nie mógł ów sensei w prosty sposób powiedzieć (japoński jest taką barierą?), więc zrobił sobie z nich konkretne posmiewisko. 

    A oni to łyknęli, niczym pątnicy nakaz swego guru.

    Bo tak im nakazuje ich nowa, ekonowiara. Więc dla złotego cielca z napisem "Sukces" wykonają wszystko…

 

656 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

        Tak sobie wyglądając przez okno, na me betonowe osiedle (którymi jest usiana Polska, jak długa i szeroka), podjąłem się obliczeń. Naprzeciwko mam wieżowiec, którego klatka ma 60 mieszkań (kiedyś robiłem za inkasenta energo, więc wiem, że to mniej więcej norma), a takie klatki są 3, więc tak średnio licząc (po 3 łby na mieszkanie), w jednym takim ulu zamieszkuje coś koło pół tysiaca luda! W samej mojej, niezbyt licznej klatce (10 mieszkań), zamieszkuje 25 osób, więc w samym bloku mym żyje 100 ludzi (4 klatki).

       Tylu by się znalazło na niejednej, polskiej wsi, większej niż moje osiedle.

        W promieniu kilometra – czyli standardowego gospodarstwa wiejskiego – mam taki nawał ludności, że utoczyłoby się z tego nawet małe miasteczko!

       A to tylko peryferyjna pipidówa!

       Betonowa, asfaltowa, ciasna, ledwo co zadrzewiona.

       My, Polanie, jesteśmy z natury leśno, właśnie polni. Nieprzystosowani genetycznie do skupiania się w zwartych obszarach, w wysokich budynkach. To nas podswiadomie maltretuje i krzywi naszą psychikę. My musimy mieć przestrzeń (zwaną dalej wolnością), by móc się w niej odnaleźć. W zwarciu dziczejemy, co widać po wszystkich owych betonowych termitierach. Ale historia, rękami komunistów, wymysliła dla nas owe mentalne więzienia, a następujący po owej komunie "kapitalizm" , wręcz utrwalił ową alienację owych mróweczek zasiedlających polskie blokowiska…

       Więc jest jak jest…

       Bo wolności w więzieniu nie zaznasz, a więzienie charakteryzuje się właśnie tym, że jest ciasne i krępujące… i bez wyjścia.

       Bo wyjść z 10 pietra wieżowca na dół (nawet przy sprawnej windzie), to czas taki, jak dotarcie do sklepu na wsi, z dowolnego jej końca (tudzież porównywalny dystans). A niebezpieczeństwo po drodze o wielokroć większe, niż w NASZEJ, naturalnej dziczy, w której powinniśmy naturalnie żyć.

       By mieć zdrową psychikę.

       Tak przy okazji: ktoś wyliczył, że te 10 piętrowe straszydełka, spokojnie można by zastąpić pięciopiętrowymi blokami (taki jak mój). Rozejrzyjcie się, będąc w takich miejscach, a stwierdzicie, że to wykonalne! I wtedy osiedle wyglądałoby na kształt miejski (zamiast kamienic – zwarte bloki, ale to można ścierpieć), zamiast jak rozpieprzona, karna stacja kosmiczna: typowe miasto.

        Tyle że z rysem socjalistycznym (ale łatwym do przebudowania).

        Niestety jakaś zła siła, kazała powwiercać w ziemię owe 10 piętrowe ule, z rzadka pociapane i bezimienne, gdzie wszyscy są tak naprawdę sobie obcy, a byle świr ma większą siłę rażenia, niż 100 jego niezorganizowanych sąsiadów.

         Aż się prosi o jakąś spiskową teorię dziejów…

 

356 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Koran to papier toaletowy, Mahomet to sedes, a Allah to gówno w nim tkwiące i zapychające ten kibel…

     Tak pokrótce odbieram islam. To nie religia, a system społeczno/polityczno/wojskowy, wymyślony przez pedofila, gwałciciela i psychopatycznego mordercę (Mahometa) i mający na celu podbicie pustynnego półwyspu (Arabskiego – co się udało szybko dosyć), tudzież reszty świata…

      Co zaczyna się JUŻ.

      Właśnie zaczyna się zalewanie Europy przez kolesi, którzy na ustach swych bluźnierczych, niosą nazwę boga swego – allaha.

       Otóż allah jest największym zwycięstwem szatana w dziejach!

       Wmówić kretynom, że czczą Boga – imieniem właśnie allah, który tak naprawdę jest śmiejącym się na swym tronie szatanem…

        No genialne zagranie, najbardziej przebiegłej mendy tego świata!

        Tym bardziej, że w cywilizowanej Europie nikt już nie wierzy w Boga, szatana i cały metafizyczny świat – przyznawanie się do wiary w takie rzeczy, zalatuje, nomen omen – siarą.

        Takich problemów nie mają owi prymitywni muzole, ze swą xięgą wieczystą, wyruszający na bój ostateczny. 

        A ich święta xięga, zwana dalej konarem, z zasady jest nieprzetłumaczalna, albowiem uznano ją za głos Boga (tego ich, małego boga, zwanego dalej allahem) i ktokolwiek chce ją zrozumieć i pojąć (według tej pustynnej dziczy), powinien nauczyć się staroarabskiego (to tak, jakbyśmy się mieli nauczyć starochińskiego – razem z pisownią), a jak nie, to wytłumaczy to imam, którego kompetencje, zdrowie psychiczne, tudzież inteligencja, na ogół nie spełniają norm EU.

      Ich prorok, to schizol pełny nienawiści do wszystkiego, którego chrześcijanie by czem prędzej egzorcyzmowali, a nowocześni, europejscy ateiści, zamknęli w zakładzie zamkniętym dożywotnio…

     Ale że na pustynię miał wtedy każdy wywalone, to ten chwast pseudowiary i pseudoboga mógł się rozrosnąć na tyle, że zagroził nawet wczesnośredniowiecznej Europie. Na szczęście udało się tą groźbę oddalić, co zawdzięczamy Francuzom (!) i Bitwie Pod Poitiers. Zresztą, nawet jakby zdobyli Francję (czy co tam wtedy było na tym miejscu), niechybnie natknęli by się na Wikingów, którzy kwestie podbojów wybiliby im natychmiast z głowy.

     Teraz niestety nie ma Wikingów, Sobieskiego ze swoją husarią, nie ma wiary, chęci, myślenia o przyszłości, nie ma prawdy, logiki i uczciwości…

     Są politycy, biznesmeni i ich media, które to razem wzięte są kwintesencją zła.

     Zła, którym pasą się owe islamskie pasożyty, zalewające Europę, z zamiarem jej wydojenia i wyrżnięcia po skonsumowaniu…

 

 

       PS                       Nazwanie czegoś, czegokolwiek Bogiem, to nie sztuka. To specjalność ludów dzikich i zapyziałych, jak na przykład tychże nomadów pustynnych, ale czy to coś rzeczywiście Bogiem jest? Raczej wątpliwe w większości przypadków.

704 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

        Jako że nasza, szalejąca ostatnio reprezentacja, rozgrywa mecz z niejakim Giblaltarem, w dodatku na Stadionie Narodowym, pragnę zwrócić uwagę na właśnie takie dziwne reprezentacje, z równie dziwnych miejsc, które równie dziwnie, regularnie biorą udział w rozgrywkach europejskich i światowych, na których równie regularnie dostają wpierdol.

        Kwestią jest jedynie skala owego wpierdolu.

        Pytanie tylko znowu tradycyjne: po co?

        Ale wpierw wymienię te wypierdki piłkarskie do kopania:

        Andora, owy Gibraltar (który nawet nie jest państwem!), Liechtenstein, Luxemburg, Malta (chociaż ci, akurat na poziomie podstawowym, nawet potrafią coś pokazać – ale dalej nie mają szans), San Marino i  Wyspy Owcze , które podobnie jak Giblartar, nie są państwem, a liczba ich ludności, razem z ową angielską skałą, tylko lekko przekracza liczebnie, moje zapyziałe miasto o nazwie: Tczew.

         Tyle że Tczew nie łapie się na imprezy w stylu Euro, czy Mundialu, a te wypryski robią to regularnie!

         Ani se na tym punktów ponabijać: co robi różnica pięciu, czy dziesięciu bramek w tabeli? Kibiców toto zazwyczaj nie ma: wszyscy sprawni mieszkańcy grają. Szans na zwycięstwo żadnych. Może trochę szmalu z owych fif, czy uef – ale nie wyczuwam kokosów. To chodzi tylko o pokazanie się i zwiedzanie Europy?!

         W sumie niegłupie. Innych wytłumaczeń nie ogarniam.

         A tak poza tym, co w rozgrywkach europejskich robią: Armenia, Azerbejdżan, Gruzja (chociaż tych Kaukazów jeszcze jestem w stanie zaakceptować), ale Izrael i Kazachstan?! 

         Jeszcze dorzućmy Syrię, Algierię, Libię, resztę Afryki i bliskiego wschodu: i tak się kończy na naszych oczach Europa…

413 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Jak wiadomo, do pokolenia urodzonego tuż po wojnie (a także w czasie i krótko przed), mam stosunek jak do zanieczyszczeń biologicznych – najchętniej bym to zutylizował w jakiejś oczyszczalni! Zresztą te powojenne głąby sprawiają wrażenie, jakby ówczesne, masowe próby atomowe, napromieniowały im mózgi.

       Najlepsze są te stare, przytępawe ciotki, z ich ulubionymi textami: "A kiedy się ożenisz?", "A kiedy wnuki?", "A kiedy wesele?" itp. Jakby to rozwiązywało wszelkie problemy we wszystkich dziedzinach życia! Jednak według moich obserwacji, jest dokładnie odwrotnie: monogamistyczne, poświęcone związki, najczęściej konczą się katastrofą. No ale tym starym babom, jakoś tak dziwnie wprasowało się w ich ubogie umysły, że celem życia człowieka jest oficjalne połączenie się w parę (najlepiej w jakiejś światyni, w dość dziwnych wdziankach – jak idiotycznie wyglądająca, jednorazowa suknia, w kształcie bezy) i związana z tym całonocna, mocno dziwna zabawa, zwana dalej weselem. Rozumiem, że w PRL alternatywą wesel były rzadkie, wiejskie potańcówy w remizach, tudzież chlanie w jakiejś mordowni, czy domu, ale na Boga – to nie powód, by tak gloryfikować właśnie wesela! Te stare baby uprawiają wręcz kult slubów i wesel.

       Jedna z takich starszych, upośledzonych i ograniczonych kobiet właśnie, mieszka w moim pobliżu, a jej najwiekszym (właściwie jedynym) hobby, któremu oddaje się namiętnie i regularnie, jest, uwaga: oglądanie filmów… z tychże ślubów i wesel! Nieważne czyje, nieważne jak prymitywne, ale ogląda po całości i przeżywa niczym jaki melodramat (lubi puścić łezkę w trakcie). Nocami pewnie ogląda video z pogrzebów – co jej zastępuje horrory i dramaty? 

       To mi wygląda właśnie na ową przypadłość o skrócie WZOM* . Co dziwne, dotyka ona właśnie głównie starsze kobiety, jakby w czasach powojennych zostały spryskane jakimś DDT (wtedy modne było aplikowanie ludziom różnych świństw: doustnie, dożylnie, czy powietrznie). Więc teraz nie potrzeba im niczego, by wprowadzić je w stan euforii – wystarczy ślub i wesele…

409 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Jeśli komuś na podstawie tytułu przyszły jakieś świństwa do głowy, to się zawiedzie – bo nie o tym. Chociaż, jak powiadają, poranny sexik jest najlepszy, ale co mi tam, staremu kawalerowi o tym wiedzieć…

         Chodzi mianowicie o Prawa Murphy'ego, które zakładają, że wszystko co ma pójść źle… tak idzie!

         Zauważyłem, że przycinanie trawy zawsze odbywa się tak między godziną 7, a 8 rano… a potem cisza! Jakby po złości nie chciano dać spać tym, co po nocnych zmianach, czy innych imprezach.

        Dziś właśnie w tym przedziale czasowym, jakiś budowlaniec uparł się, by spalinowym, maxymalnie hałasujacym sprzętem, pociąć płyty chodnikowe, układane pod moim blokiem… a potem już go nie było słychać! 

       A do czego owe płyty?

       Ano zarząd spółdzielni wymyślił sobie, by ocieplić podstawę mojego (i dwóch innych naraz) bloków. Widać zapomnieli o tym szczególe, przy poprzednim, niedawnym remoncie. Więc teraz rozryli wszystko dookoła, łącznie z ogródkami, niedawno wsadzonymi krzakami, itp.

       Oni (znaczy spółdzielnia) uparli się, by ciągle remontować to betonowe osiedle. Tyle że robią to w sposób nonsensowny i upierdliwy. Wic polega na tym, że w administracji siedzą paniusie, które z nudów i nadmiaru spóldzielnianych pieniędzy, wymyślają dla wynajętych firm coraz to nowe zadania. Pomijam już możliwe machlojki w momencie wynajmu owych firm, słabo opłacanych muminków, którzy to wykonują i czasu realizacji tych bzdur (miesiąc trwa, jak ryją wokół mego bloku).

       Chodzi o to, że owe spółdzielniane działania, to komuna w pełnej krasie!

       Tyle, że teraz zasilana pieniędzmi z czynszów.

       A takich rodzynek z czasów PeeReLu, wbrew pozorom pozostało jeszcze sporo.

       I niech mi ktoś powie, że tu jest kapitalizm?

       No bez jaj!

413 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        W internecie, upowszechnilo się nazywanie buraków z powojennego pokolenia: Januszami. Ich potomkowie, zwłaszcza ci najmłodsi, dla odmiany zwani są Sebkami. Mentalność zasadniczo ta sama – tylko moda inna. Jest jednak, zasadniczo parę kwestii, które ich łączą:

 

  • Przemądrzałość totalna: oni wiedzą WSZYSTKO i najlepiej, oni się znają na WSZYSTKIM, oni WSZYSTKO robili i na WSZYSTKO mają sposób… tylko że jak przychodzi do weryfikacji  ich "wiedzy" i umiejętności, to zazwyczaj zostaje kicha…

 

  • "Męstwo" - znaczy są MOCNI (i to jak!) w ryju totalnie i co to by nie zrobili, komu i gdzie! Ale jak ich pocisnąć, to stają się szarymi myszkami, z podkulonymi ogonkami, skrytymi w swych dziurkach. Między sobą się szarpią, słabszych cisną, ale gdy zjawi się ich pan z batem, to milkną i pokornieją – kładą się jak pies na grzbiecie. 

 

  • Cwaniactwo: oni podwędzą co się tylko da, robią takie "interesy" i "przekręty", że hej! Tylko że dziwnie często wpadają, nigdy im nie starcza do pierwszego, a i komornicy mają na nich regularne używanie. Czyli ogólnie: z górki złota ZAWSZE zostaje im kupa gówna.

 

  • Narzekactwo: oni ględzą jak to źle, po czym… nic z tym nie robią! I nie chodzi tu broń Boże o wzięcie się do roboty –  jak kwestia roboty w Polsce wygląda, może zaświadczyć 3 000 000 (słownie: trzy miliony) emigrantów. Tu chodzi o działania społeczne – antysystemowe, a w tej dziedzinie polactwo jest na szarym końcu stawki światowej. Przeciętny polski człeczek przypomina potulnego chłopa pańszczyźnianego (a nie wszyscy wtedy tacy byli!), co to swemu panu buty poliże, byle mieć spokój (a obecnie ich panami są: urzędasy, policja, palestra*, politycy, samorządowcy i media)

 

  • Konformizm: tu WSZYSCY muszą być tacy sami, tak samo się ubierać, brać kredyty, budować, żenić, pokazać (popisać) przed znajomymi, zachowywać, słuchać tej samej muzy, itd, itp. Tu indywidualizm jest zwalczany, tu nietolerancja jest faktem – chociaż to sformułowanie, podobnie jak tęcza, zostało bezpowrotnie zniszczone przez środowiska pedo/gejo/zboczeńców (podobnie jak zacny symbol swastyki, imię Adolf, Alfons i piękne skądinąd – Mercedes). No ale tu nie da rady! Ciągle musisz równać do płytkiego rynsztoka, przygłupawego pospólstwa – bo inaczej cię zajeżdżą!

 

          Więc jest jak jest, inaczej nie będzie, a na zbliżające się wybory, znowu stawi się nieliczne stado lemingów i moherów (reszta to tradycyjnie oleje), które to podzieli władzę zwyczajowo na partię, co to była, i co to następnie będzie.

          Żeby potem znowu narzekać…

 

 

 

 

   

       

         *palestrą zwykłem zwać tą całą gnojówkę sądowniczo/prokuratorsko/adwokacko/komorniczą

638 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     …roku pamiętnego, z państwa wspinajacego się ku dobrobytowi, spadliśmy do poziomu zniszczonej rudery, gdzie domowników wymordowano, zgwałcono, ewentualnie dano im mocno po ryju.

     A to wszystko w imię honoru, o czym wspominał niejaki Beck w swoim przemówieniu, na chwilę przed ową katastrofą.

     O czym już wielokrotnie wspominałem: honor poszedł w pizdu, a przez następne prawie pół wieku okupacji rosyjsko/bolszewickiej, z umysłów Polaków uczyniono czerwoną papkę, ich mentalność zamieniając na styl postsovieckiego zombiaka. Nie wspominając o kompletnej ruinie tej krainy.

     Co niby skończyło się w 1989 roku, a czego rocznicę hucznie obchodzono wczoraj. Sęk w tym, że się nie skończyło, system z teoretycznie komunistycznego (komunizm w realu nie ma szans zaistnieć) stał się, jak to ktoś niedawno ładnie nazwał: latynoamerykański.

     Czyli są równi i równiejsi, rozpieprz tej resztki gospodarki, którą można było uratować, dziwna fala samobójstw, wśród tych co za dużo widzieli i wiedzieli, jakieś tajne układy zamknięte i chamska (bo idiotyczna u podstaw) propaganda lejąca się z ekranów, na przygłupawe gospodynie domowe i prostych roboli. Co te ludki prymitywne, przyssane do ekranów, łykają tak łatwo, że aż skóra cierpnie na pośladkach z przerażenia!

     No ale z dniem pierwszego września powróciła do szkół gówniażerka…

    …z prohibicją na niezdrowe żarcie.

    Więc te otyłe, egoistyczne matoły, dowożone i odprowadzane regularnie przez swych rodzicieli i dziadów do swych szkół (dla mojego pokolenia było wiochą totalną, gdyby ktoś mnie odprowadził do szkoły – od pierwszej klasy!), zostaną pozbawieni dodatkowych kalorii, ale pewnikiem uzupełnią to sobie od razu po lekcjach, w makpaszarniach, odgrzewanych w mikrofali obiadkach i potajemnie kupowanych czipsach (o ile dziadkowie i rodzice pozwolą im samym wyjść do sklepu).

     Także pozostaje nam czekać na rozwój otyłych, pasożytniczych, egoistycznych, agresywnych i niesamodzielnych debili, do których będzie należeć przyszłość…

     

373 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
021620
Dzisiaj : 1
Wczoraj : 4
W tym miesiącu : 126
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.162.218.214