Miesięczne archiwum: Maj 2016

        Cudów owych jest dwójka, albowiem nieszczęścia zawsze chodzą parami i jako że niedawno był dzień szMatki, a niedługo będzie dzień papusia, więc opiszę, jak to nie powinno absolutnie wyglądać, ponieważ obserwuję niejako na bieżąco, najgorszych z możliwych rodzicieli.

        Właściwie to nie rodziciele, a odzwierzęcy płodziciele, bo rodzic to ktoś odpowiedzialny, a płodziciel… no to na przykład bezdomny kundel posuwajacy byle sukę, a ta wydalająca na chodnik byle szczeniaki.

        Najgorsze, że najgorsi domagają się największego szacunku!

        Za nic…

        A właściwie za coś: za to, że ich się nie liże po stópkach, na kolankach, tak jak tego wymagają w swoim megaegocentryźmie. 

        Pół biedy, gdy egocentryzm takich patologicznych jednostek jest wcelowany w obcych – obcy może uciec.

        Gorzej, gdy tacy zaprzańce spłodzą potomka…

        …i traktują go gorzej niż psa, czy byle rzecz… Bo im się należy! Bo to ich własność!

       Wtedy narasta nienawiść i puszczają pędy małe hitlerki…

       Bo tak ich nawożono.

       Weźmy chociaż taką patologiczną matkę: oprócz najgorszego z możliwych - charakteru neurotyczno-histerycznego, ma też dodatkowo wkurwiającą przypadłość: Nie zna się na niczym. Nie zna się na polityce, gotowaniu, modzie, kulturze, historii, ŻYCIU przede wszystkim.

       Ale poucza wszystkich dookoła, z dzieciem swym najpierw – bo to jej własność. 

       I wiek jej płodu nie ma nic do rzeczy.

 

509 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Jam spod

Alfy i omegi

Jam po to

By znaleźć

Wasze błędy

Jam widzę i oceniam

Mierzę miarą ostateczną, obserwuję

Ważę, wyceniam, więc:

Za chudzi

Za podli

Za przyziemni

Jam wyrok dam

Wymrzyjcie

Wy ułomni

Bo sprawdzian był dość trudny

Skazani będą

Racjonalni

I obłudni

Źli i paskudni

Wy cholerni

Całego zła

W realu wykręceni…

318 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Począwszy od niedzielnego ranka, miałem okazję zaliczyć te trzy miejsca – acz w odwrotnej kolejności. Wpierw wpadliśmy więc na koniec Kortowiady , ujrzeć licznych niedobitków tej studenckiej rzeźni. No widok w zasadzie zacny! Atmosfera też (tradycyjnie) luźna i niepowtarzalnie rozrywkowa.

     Potem była szybka akcja w studio w Koluszkach z panem Lemonem i jego Hammondem, oraz dawnym technicznym Dżemu – też Manią. Akcja musiała być szybka, bo studio wynajął sobie niejaki Popek ze swą bandą, gdzie wspomagani licznymi środkami stymulującymi (w Polsce takich nie ma – uwierzcie ;), nagrywają wszystkiego dużo i szybko – łącznie z teledyskami. 

     Pytanie – jak szybko zejdą?

     Ale na końcu było te słynne miasto Łódź (Skąd ta nazwa?! Jakaś tęsknota za wodą?). W mieście owym – Uć jest sobie hotel/pałacyk, który na pierwszy rzut oka… nieźle się azaliż rzuca! Taki se pałacyk (dzieciństwo spędziłem w domu o podobnych gabarytach). Dużo efektów specjalnych w postaci megażyrandola, antycznych mebli (?), tudzież obrazów gwiazd filmowych robionych na późne rokokoko…

     A potem zaczęły się łódzkie schody.

     Obsługa – totalna chamówa, jeden kibel na cały budynek – jak u Kiepskich (naprawdę!!!) i perełka na koniec: śniadanie.

     Niby fajnie wizualnie, ale nie – tu musiała pierdolnąć bomba atomowa:

     w dwóch grzankach na pięć (a raczej tostach) ser został podany w folii (!!!). Prawie nam wywinął kopyta akustyk z perkusistą (w tej kolejności), przy skromnym pani podającej, jakimś takim: "Oj tam! Zdarza się.".

      Uć kurwa! Tam nic nie jest normalne! Nawet w pałacu pozornym dopadnie cię buractwo. Jak mówi staropolskie przysłowie: "Z Łodzi zło pochodzi". Stamtąd i pavulon w karetkach i dzieci z beczek i tony innych niespodziewanych akcji.

      I jakaś Piotrkowska, która by to stanęła przy takim Monciaku, to ten by natychmiast wskoczył do morza…

     Uć to stan umysłu, pomnożony przez paręset tysięcy zagubionych w akcji.

     

    

300 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Kraina nasza, prywiślańska, nie tylko tyłem stoi, ale w pewnych kwestiach wręcz przoduje światowo (a już na pewno ewropejsko)! 

     To między innymi niekwestionowany lider w produkcji (i spożyciu) amfetaminy, czy odsetku samobójstw mężczyzn - głównie młodych i zajebanych kredytami, bolszewickim systemem ekonomicznym i kosmicznymi wymaganiami swoich xiężniczek i mamusiek, którym ŻADEN normalny facet nie jest w stanie sprostać (ale naiwni i brawurowo głupi Polacy próbują). To także przodujące - co się niespodziewanie okazało – państwo w kwestii obrotów bezgotówkowych.

        Tu się masowo płaci kartą w sklepach wszelakich – co fachowcy ekonomiczni tłumaczą dość prostą, ogólnopolską regułą, nieposiadania drobnych przez sklepikarzy.

        I to jest fenomen na skalę globu!

       Tutaj klient posiadający w ręku banknot powyżej 50 PLN (a czasem i poniżej) wpada w podświadomy chociażby stres, bo ma całkiem realną szansę usłyszeć z ust expedientek maści wszelakiej, znane sformułowania:

       "Ma pan/i jakieś drobne?" , "Muszę rozmienić – proszę zaczekać", "Będę winna grosika (do 5)" , "Nie mam wydać – u nas pan nic nie kupi!" – to ostatnie, wbrew pozorom, też się zdarza!!!

       I pal licho, że  banknot o najwyższym nominale (200 złotych) jest spotykany równie rzadko, co żółte brylanty – ostatnio taki miałem w ręku coś na początku zeszłego rocku! Zrozumieć mogę jeszcze od biedy małe sklepiki spożywcze, gdzie większej ilości kasy raczej bym się nie spodziewał, ale wczoraj (czyli w piątek po południu), w pełnej luda osiedlowej biedronce, na rozmienienie owej głupiej stówy musiałem czekać chyba z kwadrans, kasjerka poruszyła dosłownie niebo i ziemię, szukając reszty, a tak stojąc przed rozwijającą się (z mojej winy) kolejką, ujrzałem i usłyszalem wszystkie kasjerki, których głównym okrzykiem było:

      "Ma któraś wydać z 5 dych?!" , "Ma któraś rozmienić stówę?!" , itd, itp.

       A to wszystko w mocno dochodowym markecie, w centrum niebiednego w końcu osiedla.

       Bo tutaj nawet handlowe megakorporacje zwijają szmal natychmiast, na miejscu, od klientów swych wymagając, by ci sami dbali o posiadanie dokładnie odliczonej kwoty.

       Bo w kraju prywiślańskim człek szary, zwykły i biedny ma za wszystko odpowiadać, a to co ponad nim jest tak przyzwyczajone do jego uległości, że inne opcje są nie brane w ogóle pod uwagę!

 

       

285 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       W mojej przelotowej mieścinie (Tczew to takie cuś przed Trójmiastem) posiadamy w cholerę marketów (dawniej supersamy – jaka piękna nazwa!), jedną, dość konkretną galerię (Kociewską), a teraz, na dniach otworzą drugą – mocno mniejszą. Otwarcie nastąpi dokładnie jutro, i z tejże okazji stoi już tam bus dyżurny, częstokroć zalegający właśnie przed centrami handlowymi i galeriami, a za zadanie mający piersi badać niewiast naszych, wieku dowolnego.

      Dokładnie chodzi o mammografię i bezpłatne badanie cycków owych względem guzów wszelakich.

      Mocno ową akcję się promuje i busy do cyckografii zauważam dość często. I dobrze! Profilaktyka jest lepsza od leczenia.

      Tylko co z facetami do kurwy nędzy?!!!

      Już nie mówię o prostacie, która to jest przyczyną równie wielu zgonów, co piersioguzy, czy rak macicy. Ja nie oczekuję autobusu przystosowanego do wkładania palca w dupę. Darujmy to sobie.

      Ale równie częstą przypadłością, co rak piersi, jest także rak jąder.

     Więc czemu nie widziałem w życiu żadnego autokaru (nawet niech będzie stary Ikarus!), w którym chętne wolontariuszki wymacałyby mi jajeczka w poszukiwaniu jakże poważnego schorzenia?

     Piersi – OK!

     Baby – OK!

     A nam facetom jeno zgon…

     I gdzie tu kurwa równouprawnienie?!

292 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Gdy upadała komuna (cokolwiek to znaczy), ludziska proste i prowincjonalne wpadły w pewnego rodzaju amok: oto system soviecki legł w gruzach, a przed nami otworzyły się bramy (kapitalistycznego) raju! I nie docierały do ludu prostego, zwyczajnego, popiskiwania nielicznych, świadomych, albowiem ulokowanych u źródeł osobistości, że to tylko pic na wodę i fotomontaż, że tak naprawdę system jeno się przepoczwarzył.

      Padło złe i miało nastać lepsze!

      Pamiętam ten czas. Pamiętam tą energię ludu wyzwolonego i znienacka wpakowanego w całkiem nową szufladkę z napisem: globalizm. To było jak uruchomiony walec, jak wściekłe psy spuszczone ze smyczy. Każdy nagle zobaczył dla siebie szansę i rozpoczął się wyścig ku dzikiemu zachodowi.

     Naprawdę - każdy tego chciał i wierzył że się da (w tym i ja).

     Ale w miarę upływu lat, coraz większa masa ludzi zaczęła sobie zdawać sprawę, że coś jest nie tak. Że ktoś nas - delikatnie mówiąc – robi w chuja!

     System rządzący podzielił się na cztery nierównomierne, acz skolesiowane partyjki, z których obecnie, nieoczekiwanie pozostały dwie (ten KOD, czy inną nowoczesną doliczam do PO).

     Pseudolevica spod znaku LSD odleciała w kosmos, po "ludowcach" pozostał jeno ślad, a na scenie przetrwała moherowa pseudoprawica i lemingowo/jewropejska pseudoliberałka.

    I te dwie, pokrewne mocno sobie wbrew pozorom frakcje, zmówiły się, by skłócić naród totalnie.

    I to działa o zgrozo!

    Wystąpili przeciw sobie debile w liczbie setek tysięcy, z emocjami liczonymi w gigawatach!

    A ci, co pociągają za sznureczki od owego ćwierćwiecza, muszą mieć niezłą bekę, widząc jak te dwa stada baranów napierają na siebie, bez możliwości wygranej…

    Idealny plan!

    Za to ci szacun postkomuno!

    Tak wytresować i poszczuć na siebie ten ongiś najWolniejszy z Wolnych narodów…

    … no istnie szatański plan, zrealizowany w całości!

 

 

   (także z funduszy UE)

303 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        To niesamowita komedia z dawnych lat (dokładnie z 1983 roku), w doborowej obsadzie i z licznymi nagrodami (w tym Oscar!). Jej fabuła jest dość prosta, acz fantazyjnie opisana i przedstawia oderwanego od życia prostego, bo wychowanego z dala od tego zwyczajnego żywota - bogacza, który nieoczekiwanie zostaje zamieniony miejscami z żebrakiem. Taki zakład dwóch innych hiperbogaczy (z nudów chyba). Otóż obaj nie mogą sobie poradzić w zastanej nagle sytuacji – acz żebrak lepiej na tym korzysta. 

        Skupię się na bogaczu.

        Wystrzelony nagle w dno egzystencji panicz, stacza się jeszcze głębiej i KOMPLETNIE nie ogarnia sytuacji i okoliczności, w których się znalazł. Niczym w teorii Darwina, staje się organizmem nieprzystosowanym do zastanych (nagle) warunków i skazanym na szybką zagładę.

       Czemu o tym piszę?

       Otóż od lat "nasz" establishment, czyli: artyści, dziennikarze, urzędasy, resortowe dzieci i w końcu parlament, są niczym owy paniczyk, co to nigdy nie zaznał zwyczajnego żywota.

      Skupmy się na parlamencie.

       Więc od ćwierćwiecza, przynajmniej w połowie składa się on z nauczycieli, akademików, sędziów, itp., czyli z ludków wyposażonych w ostatnią barykadę komunizmu – Kartę Nauczyciela i immunitet sędziowski, które to właściwie gwarantują im dostatnie życie, do dostatniej emerytury, bez względu na wykonywaną pracę (z której to praktycznie nie mogą być usunięci). Także ta banda wypasionych, żyjących w dostatnim Matrixie darmozjadów, od 25 lat układa nam życie…

       …czego efekty odczuwa żebracza większość.

      Acz nie zdaje sobie sprawy, czemu jest jak jest.

      Moim marzeniem jest, by ta grupka zaznała tego trudu znoju, który my znosimy na co dzień!

      Bo gdy w owym filmie, zamienieni miejscami, w końcu się dogadali, to rozpirzyli system.

     Albowiem zrozumieli, że ktoś ponad nimi robi sobie z nich jaja.

316 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Od czasu hippisów (czyli gdzieś tak od moich narodzin), reguły i kanony życia, z dotychczasowo chrześcijańskich, zmieniły się na ich sparodiowaną przez leviznę versję laicką.

         Ze szczególnym akcentem na miłość - cokolwiek pod tym pojęciem nie rozumieć? W ogóle te nowoczesne (znaczy tak stare jak ja) pojęcia, są nie do ogarnięcia, jak się im tam bliżej przyjrzeć. Ta przerobiona z owego chrześcijaństwa tolerancja, miłosierdzie, litość i inne pozytywne zachowania, zostały tak naprawdę przenicowane i z bliska okazują się jakąś dziurawą podszewką niepasującą do niczego.

        A sztandarowym hasłem nowych czasów stała się owa miłość.

        Nie oszukujmy się – fizyczna. Znacznie odległa od tego, co głosił Chrystus.

        Srał pies młodzieńcze szaleństwa z buzującymi hormonami w tle. To nawet piękne i naturalne. Gorzej, gdy owa fałszywa miłość staje się punktem odniesienia dla łączenia w pary na całe życie – co teraz jest niezaprzeczalną, stuprocentową normą. No nie ma inaczej! Musi być te loff, a potem związek poważny (bo długotrwały).

        To w teorii, bo owe loff mija gdzieś tak po dwóch latach. To nawet jest dość dobrze zbadane medycznie, a sama miłość (czyli owe uderzenie hormonów) jest traktowane tak pomiędzy chorobą psychiczną, a stanem upojenia narkotykowego.

        Czyli raczej dość bezsensownie i głupawo.

        I na takim absurdzie opiera się obecnie coś, co barwnie za PeeReLu zwano podstawową komórką społeczną. Owa komórka jest nowotworem już na wejściu, bo opiera się na fantazji. Jakimś baśniowym pomyśle, z dwoma chorymi (lub ućpanymi) organizmami w tle…

        

 

        PS                         Nie pomijajmy też natury:  

  • Facet chce przede wszystkim zaliczyć, a jak się partnerka spodoba, to jest z nią skłonny zostać nawet dłużej (a gdy pojawiają się dzieci, to w zasadzie już musi zostać)…
  • Kobiety z kolei kombinują jak najbardziej ekonomicznie i szukają wsparcia dla ich planowanego gniazdka. A żeby ukryć te jak najbardziej przyziemne plany, sobie i innym wkręcają jakieś brednie o miłości (a i też nie zapominajmy, że namiętnie potrzebują sexu).

         I to na takim fałszu obecnie kształuje się (a raczej rekonstruuje) dzisiejszy, cywilizowany jeszcze świat.

              

314 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Zrobiło się cokolwiek cieplej, można nawet stwierdzić zarządzenie wiosny, więc dziewczęta – te jeszcze szanujące swoją kobiecość i chodzącę bez spodni (znaczy odziane w suknie, sukienki, spódnice, sukmany, jakkolwiek to zwą…) zaczynają ujawniać swoje nogi…

        …i tu tradycyjnie zaczyna się problem.

        Blade są one albowiem rażąco!

        Brzydkie to azaliż, ponieważ nie bez powodu dawniej podstawą elegancji było wdziewanie pończoch, rajstop, ogólnie zakrywanie nóg, by one zwyczajnie pociągały.

        Blade jest blade i nie pociąga.

        Blada cera ujdzie jak najbardziej, ale blade nogi – nawet  najfajniejsze – są po prostu blade.

        I to mi robią kobiety, które tracą majątki na kosmetyczki, fryzjerki, fitnessy i inne duperele!

        One też chodzą na solarki…

        Ale ja nie chcę spalonej ultrafioletem mordy!

        Ja żądam ciemniejszych nóg!

        Nie jakiejś córki młynarza z bladymi patykami od fasoli! 

276 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Podobno kobiety (te nadające się do oglądania) mają bekę/wkurwa/ czy zwyczajnie są zawiedzione, gdy skupia się wzrok na ich cyckach, zamiast oczach. Może to kolejny hooolyyyyłódzki schemat, ale coś jest na rzeczy.

        Że to niby chamówa i prymityw tak nisko spoglądać?

        Otóż oczywiście nie!

        Oczy są szczególnym narządem. Bardzo szczególnym. Od narodzin aż po śmierć, to jedyny organ, który się nie zmienia (pomijając choroby oczywiście)!

        Oczy zawsze mają ten sam wymiar (stąd mordy niemowlaków są tak samo nieforemne), ten sam blask i ten sam kolor. Co prawda nie są tak trwałe jak zęby – jeden z najbardziej trwałych materiałów na ziemii – oczy znikają parę dni po śmierci, ale za życia są niezmienne…

        …więc po co w nie patrzeć?!

        Średnia żywotność cycków naturalnych trwa góra 20 lat (niezużyte). Potem zaczynają się marszczyć, zwisać, pęcznieć, kurczyć, cokolwiek – ale się zmieniają na gorsze.

        Więc trzeba się na nie napatrzeć zawczasu!

        W oczy zawsze zdążymy się powpatrywać.

287 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.60.91