Miesięczne archiwum: Listopad 2016

Czy boisz się ciemności?

Masz oko jedno i drugie

A i tak odbierasz mały wycinek rzeczywistości

Masz po uchu z dwóch boków, a i tak niewiele słyszysz

Czujemy tak mało

Iluzją zmysłów

Tylko swe pobliże

Jakąś mglistą dal

Nieznana przestrzeń

Nieznany czas

Nawet twój głos jest tak niepozorny

Zasięg ciała nie dalszy jak lot komara…

Więc przerażałaby cię ciemnośc

Gdybyś nie miał wzroku?

Czy do szału doprowadzałaby cię cisza

Gdybyś NIC nie słyszał?

Jakbyś jeszcze nie czuł NIC

To jaki to miałoby sens?

A teraz zrozum

Ze tak naprawdę nie odbierasz praktycznie niczego

Korzystasz tylko ze szczypty,

Z promila możliwości odbioru całości,

A cieszysz się jak dureń

W przekonaniu że ogarniasz wszystko…

229 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Obracam się w takim towarzystwie, gdzie televizor – o ile istnieje(!) – to spełnia rolę drugo-, trzecio-, lub nawet siedmioplanową. O dziwo nie ogarniam żadnych znajomych nie posiadających internetu.

        Oprócz…

         No nie będę się wyżywał na rodzinie. Załóżmy że pociągnę po mojej "ulubionej" grupie: 50 + i ich nieodrodnych pociotkach, na ogół o minimalnym IQ niezbędnym do przeżycia. Takie typowe: Janusze i Hanki PeeReLu, oraz ich Sebkowie, Andżeliki, Karyny, Brajanki i cały ten niezorientowany w rzeczywistości kanał ściekowy społeczeństwa postkomunistycznego.

        Oni chłoną televizję.

        Chłoną ją na tyle ostro i na tyle masowo, że niestety po raz kolejny muszę poruszyć ten temat.

         I to szczegółowo.

         Więc, na podstawie wielu swych obserwacji, gdzie to jedyna forma spędzania czasu wolnego takich jednostek podludzkich, to było jeno tępe wpatrywanie się w coraz to głupsze seriale, konkursidła, czy cokolwiek paradokumentalnego, lub pseudopublicystycznego, nabrałem przekonania, że żyję w Matrixie, bo imbecyli dookoła jest zdecydowanie zbyt wiele jak na zwykły przypadek.

         Zacznę od kuchni.

         Mignął mi jakiś finał, zdaje się jakiejś piekielnej kuchni, gdzie stresowani na maxa kucharzynki i kucharzyce mają niecałe pięć minut, by… odpierdolić jakieś w maxa "zajebiaszcze" danie!

         To wszystko jest jakieś…

         Każdy w miarę zorientowany w sprawach garowo/patelniowo/piekarnikowych wie, że do sporządzenia dobrej potrawy jest potrzebna bezstresowa atmosfera i przynajmniej w 9 przypadkach na 1000 (tysiąc) czas.

         Szybko to się nawet kupy nie robi, a jeno frytki i burgery we wiadomych paszarniach proweniencji amerykańskiej (przyrządzane przez niepotrzebnych nikomu magistrów).

         Ale bydełko przylepione do ekranów TV, podnieca się tymi "kucharskimi" wyścigami F1, napędzanymi przez psycholi żywcem wyjętymi z KL (doskonali kapo!), jakby oglądało…

         No właśnie? Co ten plebs umysłowy widzi fajnego w podglądaniu dręczonych kucharzynków, przygotowujących jakieś dziwadła kulinarne w pięć minut i do tego mieszanych z błotem przez jakichś sadoli?!

         Czy nasze zbyt ostentacyjnie przygładzone społeczeństwo, to tak naprawde ukryci psychopaci?

         Drugą kategorią zjebanych programów televizyjnych, oglądanych przez pospólstwo mózgowe, są konkursy śpiewacze (kolejny raz wznoszę błagalnie dłonie w niebo, w prośbię o zakończenie tej męczarni!).

         Te Haliny, Karyny i inne gospodynie wiejskie z Pcimiów dolnych i Górnych podniecają się nieustająco i mocno właśnie takimi spektaklami wyjców oddolnych…

         …jakby się znały. Znaczy podniecają się tym bardziej (podobnie jak odgrywające tą szopkę żuri) im kto głośniej i czyściej zawyje.

         Tyle że z tego wycia NIC, ABSOLUTNIE NIC dla światka muzycznego nie wyniknie!

         Bo to tylko wycie nieogarniętych w muzyce dyletantów. I jakby oni czysto i mocno nie wyli, to dla tejże muzy nic nie uczynią i nie zapiszą się w jej annałach. 

         Ale prymitywne babska, spoczywające na swych zadupiach, przed swymi ekranami, nie są w stanie tego ogarnąć nawet ułamkiem swego bezmózgowia…

          

 

            "Wolny czas jest bowiem dla każdego tyleż wart, ile on sam. "

                                                                          Artur Schopenhauer

196 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Otóż w ten weekend miał miejsce 40 już z kolei JarmaRock, czyli festiwal dobrej, nowoczesnej muzyki ukraińskiej. Jako że jestem niewiele naprawdę starszy od tego wydarzenia, to bywałem tam już za nastolatka, w siermiężnym jeszcze, schyłkowym PRLu, a że ustaliło się w ostatnich latach jego bytowanie w klimatycznym, postoczniowym klubie B90, to już kolejny raz byłem tam stałym gościem – czego nie zamierzam zmieniać!

        Jako się rzekło, za każdym razem jest sporo zacnej, oryginalnej (podszytej folkiem) muzy rodzaju wszelakiego: od hip hopu, przez metal, do typowego folka, no ale od początku obserwuje tam zjawisko, które każe mi się zastanowić nad zdrowiem psychicznym coraz to nowych pokoleń Ukraińców, tudzież stanem umysłów mieszkańców Warmii, Mazur, tudzież pipidów ze ściany zachodniej, które to masowo, w ramach Akcji Wisła, zostały tam zasiedlone tą nacją, a którzy na ten festival stawiają się regularnie i w liczbie dużej niezmiennie.

        No jestem zaprawionym i doświadczonym bywalcem koncertów i festivali, ale takiego wieśniactwa i oderwania od rzeczywistości nie widziałem nigdzie!

        Mianowicie rock w rock stawia się ta piękna młodzież (Ukrainki są naprawdę ładne!) jako sie rzekło – masowo… i zawsze w parach…!!!

        Wszyscy.

        W nierozerwalnych parach.

        Od zawsze.

         I rozpoczyna się densowanie, jak w PeeReLowskiej remizie – cokolwiek by nie grało! Hip – hop, czy jak ostatnio mocny folk metal zespołu Kryvoda. Jedzie ze sceny jedynie słuszną muzą, a tam przed nią się gibają jacyś pomyleńcy jak na jakimś weselu! 

         Taką schizę podejrzewam, można spotkać jedynie na festivalu muzyki cygańskiej w Ciechocinku – bo to równie pojebane prymityvy.

         Nawet na koncertach disko polo ludzie stoją normalnie pod sceną i się gibią STAMTĄD chłonąc muzę, a nie wywijają jakieś walce mieszane z tangiem, jakby nigdy pizdy na oczy nie widzieli!

         Co od lat nie pozwala mi się zintegrować z ową młodzieżą (tudzież czegoś wyrwać) – co jest normą na wszystkich innych koncertach i festach, bo jako się rzekło, te młode, ukraińskie pojebańce od zawsze pojawiają się w roztańczonych parach, bawią się tylko w parach i odjeżdzają w parach.

         Jak chcecie dansować, to u siebie w stodole!

 

 

        "…prawdziwy ideał nowoczesnej cywilizacji, a więc Przeciętność."

                                                                           Karol Capek

173 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Ostatnio bzykło takim heitem na Ukraińców. Że to najgorsze ścierwa i inne epitety, związane głównie z Wołyniem (1943). Że tam powyrzynali paredziesięt tysięcy Polaków i taka tam masakra…

       Moi ulubieni autorzy w kwestiach narodowo/historycznych, czyli Ziemkiewicz i Zychowicz, chyba pospołu stwierdzili: a gdzie wtedy była AK?! Czyli cokolwiek armia, która tą grupkę pojebańców z siekierami w łapskach by natychmiast odstrzeliła?! No gdzie oni byli?!!!

        A tak łapskami nielicznych, nakręconych przez ruskich, liczna cokolwiek mniejszość polska została wyrżnięta.

        I smród straszny pozostał na lata i teraz te szambsko wybija.

        Ale to nie Ukraińcy (czy cokolwiek z tego ludu wtedy odprysło) zrobili największy kipisz na wschodzie. Jeszcze w latach 30 (ubiegłego wieku cokolwiek) jakimś tam dekretem Stalina, przed słynnnym Hołodomorem nawet, po, czy w czasie (niepotrzebne skreślić) posłali ruscy (znaczy – Rosjanie) do piachu przynajmniej ćwierć miliona tamtejszych Polaków… o czym cicho do dziś i wtedy!

        Potem przyszedł słynny 1939 i przynajmniej 3 miliony Lachów Germanie wykończyli.

        Wsio OK, wybaczenie, zapomnienie i dziś babki nasze jeżdżą podcierać dupy esesmanom.

        Jest OK!

        Ruscy w tym samym czasie wyjebali w Sybir, czy inny Kazachstan, też coś koło 2-3 miliony naszych ziomali z kresów.

         Jak połowa wróciła, to i tak dobrze.

         Ale i tak największa spina dupy od zawsze jest na temat Ukrainców!

         A to była tylko banda zwyrodniałych zjebów z siekierami, których natentychmiast powinno sie utopić w bagnie – bo na zwykłą śmierć nie zasługiwali.

          Co te mityczne AK powinnno zrobić.

          Ale nie zrobiło, bo to zwykłe pizdy były.

          Więc narody: nie gryźmy się, a wspierajmy.

          A o jarmarocku jutro, bo się zbyt rozpisałem, rozpiłem i wkurwiłem.

 

       

       " Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za nasze czyny, lecz również za nasze zaniechania!"       

                                                                                   Molier

180 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kopyta na obcasach

Sięgają samej ziemii

Wychodzą prosto z nieba

Diablicy w blond warkoczu

Łączącej górę z dołem

O czarna anielico!

Długa do nieba swymi pęcinami

Być twoim alpinistą

Wszechmężczyzn jest marzenie

Goleni poczuć spięcie

I ud twych ścisku

Na biodrach swych sprężenie

Marzenie

Widziane gdzieś marzenie

Cwaniaków odstraszenie

Nie ze swej winy niedostępne

Rzeźbo niebiańska

W jakiej jesteś cenie?

175 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      I znowuż mą megafirmę ponadnarodową odwiedził sensei! O owym anonimowym cokolwiek japończyku, przed którym potulnie klekają biurwy i biurwiarze, pisałem już wcześniej. Wtedy nie załapałem się na jego obchód firmy, tudzież wprowadzanie w życie odjechanych pomysłów tej niejasnej proweniencji osoby.

      Teraz jednak widziałem przez parę dni kolorowe pochody prowadzone przez tego przewodnika… no i ostatnio mogę zaobserwować wprowadzane w życie plany przez niego wydumane.

      Chujnia z patatajnią delikatnie mówiąc.

      No przede wszystkim będzie tak jak było. Może trochę trudniej dla dolnych partii pracujacych, ale nic poza tym. Tam nic się nie zmienia od początku, a wystrzały fantazji jakiegoś azjaty, rokrocznie odwiedzającego ten kombinat taniej siły roboczej, składającej cokolwiek na zlecenie, nic tradycyjnie nie zmieni. Wpadł owy żółtek, zamieszał, zgarnął kasę i pojechał gdzie indziej wprowadzać zamęt.

      Jakby się znał.

      Nie wiem, co to za guru i kim tam jest u siebie, ale nie zdziwiłbym się, gdyby był jakimś miejscowym żurem spijającym sake na zeszyt i śpiącym na ławce.

      Tu, u tych zakomleksionych korposzczurów uchodzi zaś za wyrocznię!

       I NIKT nie zakwestionuje jego chorych pomysłów.

       Nie pozwala im na to małość ducha, strach przed utratą ciężko wylizanej posady i zwyczajny brak odwagi. No jak nic, korposystem przypomina wiekszą w zasięgu biurokrację! Miałkie ludki z ograniczoną do następnego poziomu (dalej nie zajdą) ambicją, pazurami trzymający się swoich stanowisk…

       Ku uciesze tych, co stoją ponad nimi.

       A ci z awansu (a zwłaszcza "te") to wybitnie na ogół nieludzkie, przygłupawe i psychopatyczne indywidua. No ale takich potrzeba właścicielom, w jakimś zapyziałym obozie pracy, składającym po taniości cokolwiek na zlecenie kogokolwiek.

       Żeby było weselej, ponad ćwierć tysiąca załogi, jakiś czas temu, chroniąc ich przed zwolnieniem, lub przymusowymi urlopami (przebranżowienie produkcji), wysłano na Węgry.  

       A te głupki odstawili tam pokazówkę i wykonali coś koło 125% normy!

       I za to właśnie nie lubi się Polaków na zachodzie (a teraz i na Węgrzech).

       Debil Polak za pieniądze się zaorze i chociażby mu pourywało ręce, to i tak wykona zlecenie i jeszcze coś ponadto.

       Kretyn Polak dla pieniędzy zrobi wszystko – jak zwykła dziwka.

       A gdy dojdzie do tego awans, to zostanie nawet kurwą.

       I tak ma większość.

       Dlatego żyjemy w krainie sprzedajnych dziwek i wrednych kurew.

       I nie wygląda niestety, by to się szybko zmieniło.

       

 

       "Żyje się za pieniądze, ale nie należy żyć dla pieniędzy."

                                                                          Nicholas de Chamfort

    

233 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Większość społeczeństwa, pod mocnym parciem kobiet wyzwolonych, wprowadziłoby kastrację na salony… znaczy zalegalizowanie ucinania jaj (chemicznie oczywiście i medycznie wyrachowanie, humanitarnie ogólnie)  przyjęłoby oklaskami (dla dewiantów na początek oczywiście).

       Bo faceci to zboki i takie tam pochodne (jakby babek nie swędziało cipicho?). Poza tym walka z męskością w wykonaniu feminonazioli, jest podświadomym (lub też całkiem świadomym) zagłuszaniem komplexu braku dżąder i smutku z posiadania w zamian rury kanalizacyjnej, krwawiącej dodatkowo co miesiąc!

       Niestety, jako że niejako z urodzenia, a na pewno z wychowania jestem wynicowany w drugą stronę (gdziekolwiek jest pierwsza), to tak obiektywnie patrząc, wykastrowałbym przynajmniej połowę kobiet wieku wszelakiego.

        Przy okazji raz na zawsze rozwiązując nierozwiązywalny problem aborcji.

       Bo przynajmniej połowa babsztyli pokoleń wszelakich, to tak tępe kurwiszony, że przywilej posiadania przez nie dzieci (dobrze opłacany przez państwo) podpiąłbym nawet pod zbrodnie przeciw ludzkości!

      Albowiem to zazwyczaj zwykłe znęcanie się nad dziećmi czegoś, co samo powinno zostać zamknięte w schronisku dla wściekłych psów.

     

       "Bądź ostrożny w wyborze rodziców."

                        George Bernard Shaw

180 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Najbardziej potrzebuję kogoś, kto byłby jak okno wychodzące na morze, a nie jak odbicie mojego znużenia

                                                         Antoine de Saint Exupery

192 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      To chyba jedna z typowo polskich cech, a mianowicie dość solidny podział chociażby w kwestiach kulturalnych. Mianowicie ludki polskie, uszkodzone PRL em (tak, tak, to jeszcze parę lat się za nami będzie ciągło!), tudzież  ukształtowaną przez poprzednią historię mentalnością, nie potrafią jakoś myśleć spójnie, wspólnie i obopólnie. Tutaj rozszczepienie radykalne osiąga częstokroć apogeum emocji i niemożności porozumienia. Ci lepiej ustawieni, tych gorzej poległych, najchętniej by utopili we własnym moczu (przy salwach lekceważącego śmiechu), ci gorzej położeni najchętniej z kolei by tych na wyższym poziomie odarli ze skóry, ewentualnie (to częste dosyć) powłaziliby im w dupska bez wazelinki, byleby się troszkę wybić ponad bagienko zwyczajności.

      Ta przykra przypadłość większośći społeczeństwa, dotyczy różnych dziedzin.

       Ja się skupię na muzycznej. Więc zespół o dźwięcznej nazwie: Psy Pustyni (z którym mam przyjemność, oni ze mną chyba mniejszą) wydał w końcu swoją debiutancką płytę. No kolesie grają takiego, jak to zwą southen rocka – to chyba najbliżej. Muzę raczej niespotykaną w naszym kraju, ale za to łatwo przyswajalną i cokolwiek nie mówić – dobrą. Acz jak już rzekłem oryginalną w tym prywiślańskim kraju, ale to ma spory plus, bo uwielbiam oryginalność.

        Otóż przy okazji bycia z nimi, napotkałem się na różne opinie na ich temat. A to, że za mocno (jasne, słodziudkie disko polo, czy zrypany, emocjonalny hop hip chłoną masy i… nic poza tym), a to kręcenie nosami przez niektórych, że nie grają zbyt poważnie. I teraz z premedytacją użyję soczystej Polszczyzny: o to KURWA właśnie chodzi! Trzeba się odchamić na niezobowiazującym poziomie, bo tu albo klasy mieniące się wyższymi, męczą dżezy, czy chylą główki przed jakimiś Pendereckimi, albo klasy upośledzone (często dość dosłownie) pławią się w tymże topornym disko polo i przyprawiających o rozstrój żołądka serialach produkowanych taśmowo przez wszystkie większe stacje, kulturę chociażby przez małe "k"  omijając szerokim łukiem (o czytaniu nie wspomnę).

     A o wyrabianiu normy jakoś nikt nie marzy.

 

 

 

          "Od muzyki piękniejsza jest tylko cisza."

                                                                  Paul Claudel

210 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Nie wiem od czego zacząć, ale jako że po necie cisnęło się sporo akcji negujących ową staropogańską, ostatniopaździernikową noc (po polskiemu – "Dziady") na rzecz nowochrześcijańskiego Święta Zmarłych (Wszystkich Świętych dla niepoznaki), to od razu przypomniały mi się kawałki o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą (też pogańskie z korzeni). 

       Pisałem już o tym, że jedno z drugim mi nie przeszkadza, a nawet świetnie się wpasowuje do kompletu (jeszcze Zaduszki). Jedyne co przeszkadza, to gówniażerka łażąca za cukierkami (to jeszcze ujdzie), ale na głupawą modłę potrafiąca rozsypać po wycieraczkach mąkę. 

        No ale i to da się dopasować do naszej kultury, a nie bezmyślnie przeszczepiać amerykański prymitywizm. Wystarczy tylko trochę chęci i odpowiedni pomysł.

         A święto zmarłych, dla niepoznaki zwane Dniem Wszystkich Świętych i przesunięte na bezpieczną pozycję 1 listopada?

         No tak na logikę: wszyscy święci są już martwi, więc pasowałoby "Wszystkich Martwych". Sęk w tym że wszyscy martwi nie są święci, a całą tą nieswiętą czeredę przesunięto w świętowaniu na mało znaczące Zaduszki (nawet nie ma wolnego w ten dzień!). Takie nieznaczące święto dla uspokojenia pospólstwa.

          Czyli chcący, albo niechcący, dawni administratorzy chrześcijaństwa wprowadzili podział klasowy nawet w zaświaty!

          Mam tylko nadzieję, że Bóg – czyli zarządca tamtego miejsca, nie parafował owego podziału, bo z rzeczy samej śmierć ma każdego zrównać, a nie potwierdzać segregację.   

      

 

 

 

"Co my wiemy, to tylko kropelka, czego nie wiemy, to cały ocean."

                                                                            Izaak Newton

265 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
021620
Dzisiaj : 1
Wczoraj : 4
W tym miesiącu : 126
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.162.218.214