Miesięczne archiwum: Styczeń 2017

      Na dniach wyszła płyta (druga) zespołu "Nocny Kochanek" , o jakże intrygującym tytule: "Zdrajcy Metalu". Muza mocna, old schoolova, dobra techniczne, acz texty juz przyprawiają o palpitacje serca krytyków muzycznych i fanów heavy metalu. Ale nie to jest sednem tego cokolwiek przełomowego fenomenu. Zespół mianowicie od razu wpuścił CAŁĄ płytę na jutubie, do przesłuchania w dowolnym momencie i w nieskończonej ilości (legalnie!). Wydawałoby się, że to strzał w kolano (tym bardziej że ich jedynym źródłem promocji jest właśnie internet – media inne ich nie chcą). A tu nastąpiła jakże wspaniała niespodzianka i mam nadzieję, że przebudzenie skostniałego rynku muzycznego i koniec bezpłodnej dyskusji i oporu co poniektórych "artystów" przed światem internetu: mianowicie w przedsprzedaży płyta rozeszła już w ilości 3000 egzemplarzy, a osiągnięcie statusu złotej płyty (10 000 sztuk w Polsce) jest już tylko formalnością!

      Ba! Pod względem rozchodzenia się zajmuje ów krążek drugie miejsce w Polsce, po składance niejakiego Michaela Jacksona (RIP) !!!

      Ja już kiedyś o tym wspominałem: czy kupując samochód, mieszkanie, telewizor, itp, nie sprawdzacie towaru przed zakupem? Nawet spodnie i buty mierzymy, choć inni robili to przed nami. To naturalne. Klient poczytalny nie kupuje kota w worku. A płyty KAŻE się nam nabywać po odsłuchaniu (pytanie jeszcze – gdzie?) jednego, oficjalnego kawałka, ewentualnie trzech (mimo że na ten czas i na ten rynek, dziesięć tysięcy egzemplarzy to sukces nad sukcesy!).

      Tak jak z innym towarem (sztuka TEŻ jest towarem), klient powinien mieć niezbywalne prawo do sprawdzenia go przed zakupem, czyli do odsłuchu WSZYSTKICH utworów z płyty. Inaczej to zwykła ściema i złodziejstwo – ale ze strony "artystów"! Takie: "Kup pan cegłę". Bo już dawno udowodniono, że najwięcej płyt kupują ci, co ich najwięcej ściągają. A nazywanie owych piratów złodziejami jest zwyczajnym chamstwem, pluciem na SWOJĄ publikę i strzałem w kolano, co właśnie udowodnił ów Nocny Kochanek.

      Dobre rzeczy obronią się same. 

      Chociaż już od dawna istnieje rynek, załóżmy to muzyczny, który to radzi sobie wyśmienicie i kosi więcej hajsu, niż cała reszta branży muzycznej razem wzięta.

       To disko polo.

       Ale uważam że to problem z niedouczeniem mas ludzkich. Gdyby w polskich szkołach stosowano chociażby najprostszą naukę muzyki - koniecznie z zajęciami praktycznymi – to lud nasz zrozumiałby natychmiast, że zachwycanie się tym kejbordowym rzępoleniem i gejowskimi wokalami, jest zwyczajnym frajerstwem i każdy w miarę ogarnięty w graniu i śpiewaniu człowiek, jest w stanie zrobić coś takiego sam, więc napychanie tym weselnym grajkom kabzy i wprowadzanie ich w samozachwyt jest dość sporym błędem. Głupotą wręcz. A przynajmniej oznaką upośledzenia słuchowego.

 

 

         "Orzeł nigdy nie stracił tyle czasu, jak terminował u wrony."

                                                                          William Blake

247 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Doładowałem portfel

Już nie jestem Post Mortem

Działam jak nowoczesne państwo

Przechodzi każde draństwo

By tylko portfel miał gotówkę

By sypnąć móc złotówkę

Oszukać rzeczywistość

By system mógł to łyknąć

By…

Magiczne słowo krótkie

Zapewniające mnóstwo uciech

By śmiało przeć do przodu

Bez względu od dochodu

A kiedy przyjdzie meta

To wszystko się odsprzeda

Na razie tańczmy więc w radości

Dług licznik bije bez litości

Lecz zlejmy go sprężystym moczem

Bo teraz dużo przecież możem

I niech zabawa trwa!

Bo monet brzęk

Szelest banknotów

Przyczyną jest

Zgryzotów

I kłopotów

Bo wszystko to materia

Co dusze nam rozszczelnia…

154 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Kolega był w Rzymie. Mieście starożytnym, zakorkowanym, o wąskich uliczkach, gdzie ruch samochodowy jest iście piekielny i jako typowy Polak niemal na wejściu wbił się w szok, widząc parkowanie miejscowe: mianowicie kierowca bez żadnych skrupułów wrąbał się w niewielką przestrzeń między dwoma samochodami, prawie urywając zderzaki im i jemu… Tak samo beznamiętnie owi sąsiedzi wyjechali ze swoich miejsc. Ogólnie tamtejsze samochody, przez takie procedury, są porysowane i pogięte maxymalnie, ale nikt się tym nie przejmuje, bo to dla nich NORMA. Inaczej by się pozabijali za ryski i wgięcia.

      Będąc ongiś w Szwecji, zobaczyłem ze zdumieniem, że po ich drogach generalnie jeżdżą dwa typy aut: nowiusieńkie i wypasione, oraz dobite ponad miarę, z dziurami po rdzy, jak po wojnie w Syrii. Po prostu jako naród bogaty wyszli oni z założenia, że nie warto inwestować w zakupiony pojazd i masakrują go równie beznamiętnie jak Włosi po kres jego możliwości… po czym kupują nowy.

      Od pewnego czasu obserwuję ze zdumieniem, jak polscy kierowcy prężą dupska nad swoimi ponad 15 letnimi dojczszrotami (na ogół), spinając poślady nad każdym szczegółem, odcieniem lakieru, nadżerkami rdzy, nic nieznaczącymi duperelami, czy niedaj Bóg ryską! Oczywiście nie wszyscy – jakaś przynajmniej 1/4 ma na to (słusznie) wywalone, ale reszta wręcz się onanizuje nad swymi maszynkami za 5 koła brutto!

      A niby zrobiliśmy się bogatsi?

      Obserwując tych wieśniaków w dojczszrotach z milionem kilosów przebiegu na liczniku, raczej w to wątpię.

      Dla nich to skarb nad skarby i jedyne – zdaje się – hobby.

      Dla niektórych to nawet jakby istota i kwintesencja życia, stawiana na równi z dziećmi, żoną i dużo powyżej psa.

      Sama bieda nie jest wyjaśnieniem, bo oni inwestują czasem niemało w te swoje złomy, pieszcząc je nazbyt jakoś expresyjnie.

      Dużo robią komplexy: tu "dobra" (znaczy dobrze odszpachlowana) fura czyni cię wciąż lepszym – zwłaszcza na zadupiach typu Pelplin (to tak przykładowo). Tu w wyścigu o samicę wciąż się liczy ryk koni mechanicznych i blask lakieru. Tudzież zabłyśniecie przed potencjalnymi teściami i zawodnikami w biegu o rękę najładniejszej.

       Podobną logiką kierował się półnagi Papuas widziany w TV, który w nos wepchnął sobie pióro wieczne Parkera (skąd inąd sporej wartości), jego biedniejsi współplemieńcy nosili w uszach puszki po coli. Dla nas to śmieszne – dla nich to poważna oznaka statusu społeczno/ekonomicznego.

       A dla Polaków (I tylko specjalnie dla nich! Tylko na ten rynek!) Volkswagen powinien otworzyć montownię Golfów serii jeden. Wóz prosty, tani i w zasadzie niezniszczalny – coś w sam raz na tą krainę. Ci z większymi ambicjami oczywiście nadal kupowaliby sobie BMW z dojczszrotów, ale ów Golfik jest tak pięknym następcą Garbusa, że nie można się do niego przyczepić, a już broń Boże znienawidzić! Klasyka, jak The Beatles.

 

         "Nikomu los nie wydaje się tak ślepym, jak tym, którym nie sprzyja."                                         

                                                  François de La Rochefoucauld 

125 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Monogamia to taki mit utrwalany wespół z teorią miłości od czasów romantyzmu (jakieś 200 lat). Chodzi o to, że jeśli jednocześnie promuje się dwie tak marginalne teorie, to niesamowitą trudność sprawia ich pogodzenie.

       W miłość, jako się rzekło, nie wierzę. To chwilowa burza hormonów, na którą jednostki reagują w stopniu proporcjonalnym do swojej głupoty: mądry przetrzyma, głupiec rozpieprzy swe życie (a także otoczenia), nim otrzeźwieje (poziom hormonów spadnie).

       Drugą, kretyńską ideą, jest pełne zaufania życie w parach i wyśmiewanie tych, którzy temu zadaniu nie podołali, jako to: rogacze, szmaty, kurwiarze, idiotki, itp.

       A skoki w boki, zwłaszcza w tych upadłych czasach, są czymś wręcz naturalnym! Faceci mają biologiczną tendencję do zaliczania wszystkiego co się rusza, a kobiety nie są gorsze i lgną do co lepszych misiów (skala poziomu wymagań jest jeno mocno różniąca).

       I zaufanie nie ma tu nic do rzeczy!

       Kwestią jest sytuacja i czas, a czas bywa decydujący – stąd tyle potajemnych romansów w kolektywnych miejscach pracy.

       No po prostu inaczej się nie da i skala skoków w bok może okazać się oszałamiająca, chociaż niewielu się do tego przyzna!

       Oczywiście są wyjątki, jest ich sporo, ale tylko potwierdzają regułę.

       Co jasne, wierna większość jest wierna, bo bierna. Znaczy odpuszczają sobie samodzielność, na rzecz życia w parze i wzajemnego pilnowania. I to się sprawdza!

        Ale ceną za to jest uczynienie z takiej pary – kluch w kapciach, wkurwiających żyjących normalnie członków stada ludzkiego.

        Bo natura dzika jest ciągle motorem życia.

        

 

       "Ciało pożąda przeciw duchowi, a duch przeciw ciału."     

                                                   Święty Augustyn

     

185 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      I jeszcze sprawić, by mówili że jest dobre!?

      Ot wyzwanie!

      Ale niestety ta strategia jest wprowadzana od lat, głównie oczywiście przez mojego ulubionego bożka TV.

      Ano weźmy na tapetę najbardziej widoczny i zmuszający do wymiotu przykład: niejak-(-ą? -ęgo?) Konczite Vurst (jakkolwiek się to pisze).

      Oczywiście skojarzyliście to coś momentalnie, bo wygrało konkurs Eurovizji i zostało zapamiętane i słynne cokolwiek, bo toto niemal natychmiast uruchamia wyobraźnię plastyczną w swym najgorszym wydaniu (to ten nerv połączony z górnym układem trawiennym).

      A jak się o takich czymś-ch wypowiada na antenach i ekranach owego bożka?

      Ano ogólnie oględnie, by nie poruszyć niczego drażliwego.

      No bajka z nagim królem dosłownie! Wszyscy widzą że coś nie tak, ale KAŻDY (z redaktorsów i redaktorsek) na SIŁĘ (nie raz było widać jak zaciskają zęby) stara się traktować to skrzywienie jak coś najnormalniejszego pod słońcem.

      Bo tak ktoś odgórnie postanowił.

      Ba! To jest karane co najmniej pozbyciem sie redaktorskiego stołka!

      My tu na dole możemy twierdzić, że to fe, ale to nie ma wpływu na odgórną linię postępu (skąd my to znamy?!).

      Jest wprowadzany taki, a nie inny (znaczy jedynie słuszny) ogląd na świat i wara się z tym spierać! Jedynie właściwe osobistości (redaktorsi właśnie, politycy, celebryci, itp.) zapodadzą wam TYLKO JEDYNĄ opcję życia i poglądów.

       I wy to łykacie, sądząc że to wam nie grozi.

       A potem budzicie się z łapą w pełnym nocniku, w szoku: "Skąd się to wzięło?!".

       Oni już dawno zauważyli, że atakiem frontalnym nic nie osiągną.

       Więc zaczęli działać metodą długodystansową, zwaną dalej odkrajaniem salami: krok po kroku zabierali kawałek świata normalnego, zastępując go swym nienormalnym.

        I to niestety działa.

       Ale jak widać ostatnio – nastał czas buntu.

       I to jest bunt ostateczny.

       Bo albo się stanie normalnie, albo stoczymy się w chaos utopii.

     

   

     "Dawniej można było powiedzieć prawdę i nie mówiło się jej, dziś chciałoby się ja powiedzieć, ale nie można."

                                                                Moteskiusz 

191 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Nie zaufaj ŻADNEJ kobiecie – nawet jakby była własną matką.

     Nie ma ludzi bliskich – są tylko zbliżeniowi.

     Nie wierz nawet samemu sobie – ale zawsze wierz w Boga.

     Nie bądź wściekły – bądź uśmiechnięty – zawsze weselszy od życia, które ciebie poniewiera.

     Z każdego negatywu wychodzi pozytyw.

     

133 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Gdybym dostał guzik utytlizujacy pokolenie urodzone w latach: 30, 40, 50, a nawet 60, to nacisnąłbym go bez wahania i od razu.

      Bez tej PeeReLowskiej swołoczy kraj by zaczął wyglądać co najmniej normalnie.

      Te odpadki komunizmu robią najgorszą robotę  - znaczy Żyją z NASZYCH pieniędzy (emerytury – często wyższe niż nasze wypłaty) ; chłoną TV jak głos szatana (czy to Trwam, czy TVN 24), żyją jakimiś sparodiowanymi "zasadami" z XIX wieku, z domieszką peerelowskiej siwuchy…

     Ogólnie to nie służy obecnemu społeczeństwu i nie powinno istnieć na tą chwilę.

156 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Fajnie wam się żyło cwaniaczki?

    To wasze życie ulegnie wkrótce zmianie wydymańce systemu…

    Słuchając mediów ogólnych (bożek TV) mozna odnieść wrażenie, że to wigilia apokalipsy. Wygląda na to, że niszczona jest realizacja planu, by tym światem rządzili geje, niebiali i feministki, a wszystkim średniakom potrącano by haracz większy niż za czasów pańszczyzny – na rzecz funkcjonowania socjal/korpo/utopii, karząc ich jednocześnie za najmniejsze odgłosy sprzeciwu. 

    Levactvo szaleje jak świat długi i szeroki. Po latach czerwonej zarazy  zaczyna się robić normalnie i zewsząd dobiega odgłos jęku wywracanych pachołków tego chorego systemu. Systemowe media wyją jak oszalałe, wieszcząc koniec świata, a resortowe dzieci płaczą jak osierocone, pozbawione miski szczeniaczki.

     Jęk i groźne szczekanie kundli zapędzonych w pułapkę.

     Gdy niejaki Donald T. dochodzi do władzy, to protestują kraje Europejskie (!). W Danii marsze sprzeciwu, bo w USA wybrano prezydenta (!!!). Ktoś to potrafi ogarnąć ?!!!

      Za oceanem jęk, bo boją się kobiety o "swoje" prawa (aborcja*), bo rozszalałym ostatnimi czasy zboczeńcom zostanie przykręcona śrubka.

     Węgrów UE wręcz wyklęła za odgrodzenie się murem od obcej inwazji. 

     W Polsce żałosna próba przewrotu przez dwie grupy zarządzane przez błaznów, idiotów i złodziei (Petru i Kijowski). I to akurat w momencie, gdy obcięto ubeckie emeryturki – dziwna zbieżność.

       Media – głównie televizja – tracą szybko swą moc oddziaływania (ogłupiania), na rzecz wolnego internetu. 

       Jest fajnie ogólnie i będzie jeszcze ciekawiej…

 

 

       * Francuskie ministerstwo zdrowia wydało w zeszłym roku zarządzenie, by w szpitalach zagęścić liczbę aborcji, bo tak mają zaplanowane w budżecie i plan musi być wykonany za wszelką cenę (!!!).

197 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Podobno tak jak każdy z nas ma jakiś talent (najczęściej niewykryty i niewykorzystany), tak też teoria mówi, że każdy z nas ma jakieś pierdolnięcie mózgowe. Czasem łagodne, czasem mocne, czasem wesołe, ale często smutne i agresywne.

       Najbardziej cennymi dla społeczeństwa jest ta skromna (2 do 5 % populacji) garstka najbardziej rozwiniętych, którzy owym pierdolnięciem się nie przejmują i robią swoje, czasem co prawda będąc uciążliwymi dla otoczenia, ale w podsumowaniu, przy pomocy owego defektu umysłu, bardziej bez porównania służą ludziom, niż im szkodzą.

       Na drugim biegunie są negatywnie pierdolnięci, agresywni/upośledzeni, no tak po mojemu bardziej liczni (5 do 15 %). Pomijając autentycznie uszkodzonych debili/downów/autystów/itp, których de facto jest baaardzo mało (rozejrzyjcie się po ulicach – prędzej spotkacie murzyna, czy jakiego innego taliba), to takie przygłupawe i agresywne, na ogół przypakowane stworki, których likwidacja byłaby nawet pożyteczna, a i niebiosa chyba by wybaczyły ich utylizację. To nie musi być zresztą jakiś przypakowany dres. To może być chociażby wściekły poseł Niesiołowski, który dziwnie z pyska i zachowania przypomina mi mojego byłego ojca…

      Ale ad rem.

      Cała resztka, zwłaszcza w Polsce – kraju na dorobku, po komunistycznym praniu z wirowaniem, to ludki zwyczajne i w zwyczajności się wręcz masochistycznie pławiące. Polak przeciętny i ku przeciętności dążący, ma przede wszystkim na celu odstrzelić od tej przeciętności odstających.

     No tu przeciętniactwo, mdły wygląd, mdłe poglądy, w ogóle ogólna mdłość jest wręcz celebrowana! 

     Tu mdłość jest szablonem do którego mają równać WSZYSCY!

     I broń Boże się wyróżniać.

     No ale jest nadzieja w nowych pokoleniach, które myślą jakby bardziej niezależnie i luźnie. Bo zwyczajne życie zwyczajnych ludzi, jest zwyczajnie nijakie i równe życiu zwierząt, których JEDYNYM celem jest przedłużenie gatunku.

     A wystarczy naprawdę niewiele. Odrobina szaleństwa co jakiś czas. Niech to nawet będzie skok ze spadochronem czy coś w tym stylu…

       

          "Jeśli o kimś mówisz źle - zawsze ci uwierzą."

                                                Tadeusz Dołęga – Mostowicz

169 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      W moim wypadku, tudzież osobników w służbach mundurowych i zatrudnionych w kombinatach jak mój, to nie jakieś wyżynno-patriotyczne osiągnięcie, a… maxymalnie sześciorazowe (na rock) utaczanie krwi w odpowiednich punktach.

      A to i tak zazwyczaj spowodowane dodatkowym dniem urlopu z okazji stracenia tego czerwonego skarbu (pół litra na jakieś 5 posiadanych ogółem). 

      Duch w narodzie jednak do końca nie upadł i jest sporo zacnych, honorowych dawców, którzy nad orkę przedkładają życie – w tym wypadku rozumiane dosłownie i jeszcze w dodatku do potęgi (bo swoje, prywatne, też na tym zyskuje).

      Zgodnie ze starośredniowiecznym zwyczajem, takie upuszczenie krwi uznaję za zdrowotne także i dla mojego organizmu, więc ogólnie każda ze stron jest zadowolona.

      Dodatkowo takim upuszczaniem czyszczę sobie sumienie – i kontrargumentuję maniakom życia za wszelką cenę, albowiem jednocześnie, praktycznie od samego początku wpisany jestem, jako nieliczny, do rejestru sprzeciwów organowych.

      Znaczy że po śmierci nikt nie dostanie mojej garmażerki.

      Albowiem przeszczepy uznaję za kanibalizm, a śmierć pnia mózgu jest dla mnie określeniem tak niejednoznacznym, jak "dowody" na istnienie Boga.

      Po prostu w pewne rzeczy wierzę, a w inne nie.

      No ale moda jest na dawstwo organowe i tacy jak ja są uznawani co najmniej za egoistów i cymbałów.

      Niesłusznie.

      Rusza się ten temat zwłaszcza przy okazji WOŚP i podobnych akcji charytatywnych. Że to życie forever, przede wszystkim, nad wyraz, itp. i milczeć reszcie!

       Sprawa jest jednak konkretna i jasna:

       A) Wszystkich nie uratujemy.

       B) I tak wszyscy w końcu umrą.

       JKM rzucił jeszcze z właściwą sobie fantazją, że ratowanie dzieci niepełnosprawnych przyczynia się do degeneracji genetycznej przyszłych pokoleń, ale to podejście raczej mało chrześcijańskie i trącące jakże nieludzką eugeniką.

      Co za tym idzie, starcy także są już niepotrzebnymi odpadkami.

      No takie brednie można by wyśmiać, gdyby… nie funkcjonowało to już od dawna masowo pod postacią aborcji i eutanazji w krajach mieniących się postępowymi!

      Postęp obecny cierpi na ostrą schizofrenię, ponieważ promuje z jednakową stanowczością idee wykluczające się nawzajem.

      Ale krev, szpik, nawet nerkę, czy cokolwiek innego za życia gotów jestem oddać.

      Jednak na krojenie swego ciała z bijącym jeszcze sercem NIGDY się nie zgodzę! Nawet gdyby przywaliliby mi pniem w pień!

 

 

                              "Pierwszy kieliszek z butelki nauki robi z nas ateistów, ale na jej dnie czeka Bóg."    

                                                        Werner Karl Heisenberg

191 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.60.91