Miesięczne archiwum: Luty 2017

        Dyskusje, wymiana poglądów, zwłaszcza w Polsce (niestety muszę znowu to zaznaczyć), odbywają się na zasadzie zero-jedynkowej. Mianowicie tu zasadniczo jedna strona zazwyczaj chce mieć rację… ba! Ona ją ma bez względu na argumenty! Jak nie ta jedna, to druga ciśnie. Często też obydwie strony naraz "wiedzą lepiej" – wtedy jest cokolwiek ciekawie, ale i tak niepotrzebna agresja, stres i spina wykluczają sens owego, teoretycznego dialogu.

       No tak to nie dochodzi się do niczego!

       To nie dotyczy tylko – jakby ktoś sobie wyobrażał – sporów na antenach wszelakich, ale także, a i przede wszystkim, spotkań zwyczajnych, międzyludzkich.

       No jakże zbyt często natyka się bezpośrednio na typów niereformowalnych, nieprzegadalnych, którzy za swą rację są gotowi zabić, a już na pewno nie dadzą sobie jej wyrwać.

       Mają takie, a nie inne poglądy i równie trudno je naruszyć, jak bunkier z fundamentami! 

       No tu nie chodzi o wyrywanie – bo to nas stawia po stronie przeciwnej do zera – czyli jedynkowej, co też jest częste jak próchnica. Chciałby się taki człek spolegliwy dostać do bunkra – a tu ostrzał! Mentalna agresja jest tu tak ogromna, że większość zwyczajnie leży przy ziemii, czekając na wynik i nie wtrąca się w walkę (to zdaje się wersja: 01). Kwestia tej zatwardziałości też nie ma związku z opcją polityczną, bo ci z teoretycznego prava (mohery) i leva (lemingi) są tak samo porypani w bluzgowym ostrzale na sam się, co i tłum oddolny w innych kwestiach na swoim poziomie (pytanie: co ten poziom wymierza?).

        Co dla obserwatora z boku jest nad wyraz ciekawe, czasami śmieszne, ale zazwyczaj smutne.

        Bo zamiast na ludzi, trafiamy na kamienie.

        Różnie wyrzeźbione, różnie pomalowane, ale to tylko kamienie…

        I równie dobrze możemy gadać do kamienia, co on grzmieć na nas.

        A tak się społeczeństwa i cywilizacji nie tworzy.

       

   

    "Gmin nie lubi odchyleń od normy."

                                                   Witold Gombrowicz

251 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     …a nawet i psa. No nie chodzi mi oczywiście o posiadanie takowych bezpośrednio, chociaż pieski są tu normą i to często gęsto niejako bez sensu – na przykład jakieś szybkobieżne wyżły, czy inne bydlaki wciśnięte w klitki na 10 piętrze.

      Chodzi o fotografie.

      No niemożliwym jest, robiąc zdjęcia, nie mieć w pamięci właśnie takich domowych (?) zwierzątek. Tudzież dzieci. Częstokroć są to zdjęcia fajne, dobre i urocze, a także jakże cenne pamiątki. No i tyle. Tu nie ma żadnych zastrzeżeń. Gorzej, gdy na forach internetowych, dotyczących fotografii, te swoje osobiste zdjęcia wciskają, jacyś bezkrytycznie zadowoleni posiadacze kotków, piesków, czy dzieci. No to się mija z celem! Niech sobie wstawiają to na fora zwierzęce, czy dziecięce, to kij im w ucho! Wychodzę z założenia, że specjalistyczne strony są do specjalistycznych zadań, a nie do epatowania swymi "skarbami".

      I w takim to właśnie klimacie skomentowałem jedno ze zdjęć dzieci na jednej z takich stron… po czym następnego dnia stwierdziłem, że mnie z niej za to wywalono! I, z tego co pamiętam, nie używałem chyba wulgaryzmów – jedynie emotikona z wyrzygiem i dość mocnej krytyki.

     Wcześniej chyba podobny numer stał się za sprawą kolejnej, banalnej fotki kotka. Kotki i pieski zresztą, w wersji tej właśnie najbanalniejszej, pojawiają się wszędzie, za sprawą małoletnich, zdekompletowanych intelektualnie i emocjonalnie dziewczątek, co rzeczywiście powoduje naturalny odruch wymiotny. Podobnie wzruszające babcie, dziadków i rodziców, obiektywnie rzecz biorąc beznadziejne zdjęcia jakichś smarkaczy w domowych pieleszach (czym jest kurwa pielesz?!) – czyli ogólnie w totalnym bałaganie i zużytych śpioszkach…

    Już mi się cofa jedzenie…

    Ale wróćmy do owych działów fotograficznych. Zauważyłem, że jedynym kryterium oceny jest tamże doskonałość techniczna. Podobnie jak w idolach i podobnych konkursidłach muzycznych – co z muzyką ma niewiele wspólnego, o czym wielokrotnie pisałem. Dobrych technicznie muzyków i fotografów jest na pęczki i z czasem zlewa się ten tłum w jedno, otumaniające i otumanione grzęzawisko.

     A zasady fotografii opisał już prawie 100 lat temu niejaki Henri Cartier-Bresson w idei pod nazwą: "Decydujący moment". 

     Wystarczy tylko je zastosować…

  

 

 

     "Tak wielka jest ślepota ludzi, że chlubią się nawet ślepotą."

                                                                   Święty Augustyn

196 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Nie złapię sekundy

Godziny, ani dnia

Im dalej w przeszłość

Tym większa mgła

Po dawnych emocjach został jeno cień

Nie pamiętam urodzin

Prześpię też i smierć

Znikło co minęło

Co ma być to będzie

Nie wiem czy cokolwiek

Jest dalej niż wszędzie

Chwila jest żywotem

Chwila tylko trwa

Reszta jest gdybaniem

Bo reszta to mgła…

162 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Kredyty, w obecnej formie, zostały wdrożone w USA i funkcjonują tam do dzisiaj masowo, pomimo groźby całkowitej katastrofy finansowej owego mocarstwa, która parę lat temu owemu zagroziła, a to przez przeginkę w ich przyznawaniu (dawano wtedy je na domy bezrobotnym na przykład).

        Krachu jednak uniknięto, ciągnąc wprost po bandzie i amerykańce dalej sobie żyją po swojemu.

        Czyli na kredyt.

        Ale jest pewna, ogromna, mentalna różnica między mieszkańcami jUeSej(A), a dorobkiewiczami z Polski.

        Mianowicie, gdy spytamy z pozoru bogatego amerykańca, jak się dorobił domu z basenem, superfury i jachtu, ten odpowie bez wahania, że to nie jego, a banku, a jego to będzie za pół wieku, jak spłaci.

        Norma i prawda.

        Gdy przeciętnego Polaka, spinającego za lichą pensję ledwo koniec miecha z miesiącem, spytamy o to samo, to równie pewnie odrzeknie, że to jego i wypręży pierś w dumie, ręką pokazując swoje włości…

        …a komornik już tupie za progiem.  

        Otóż pojęcie własności jest tam i tu zupełnie inaczej rozumiane. Amerykanie mają wpojone, że życie to ryzyko i nic nie jest pewne, a wielki sukces i równie wielki upadek jest tak samo częstą przypadłością ludzi prących do przodu.

         I oni się z tym liczą.

         Tu nie. Tutaj masy chcą żyć stabilnie, w myśl zasady: "A nuż się uda!" (frankowicze na przykład i te dziady z Amber Gold). Ryzyko, jak już wielokrotnie pisałem, jest całkiem obce tej przemielonej przez czerwonkę stadninie. W przeciwieństwie do Amerykanów, którzy to zdają sobie sprawę, że stała jest jedynie nudna egzystencja (tam też tak żyje większość), ale są też szczyty, na które warto się wspinać.

         I włażą.

         Wiedzą, że większość z nich odpadnie, ale ci co dotrą, zyskają miano bóstw Olimpu. Więc się wspinają. I osiągają cel, i ta nieliczna grupka powoduje, że tamta kraina jest wciąż przodująca.

          Bo stawia na wytrwałych i odważnych.

          A tu jeno grajdołek.

          Tam po garażach produkują się przyszłe gwiazdy rocka, lub przez lata męczą jakiś odjechany projekt przyszli miliarderzy (Microsoft na przykład). Otoczenie ich nie wyśmiewa, bo wie że to potencjalni zwycięzcy (a jak przegrają, to cóż – nie wypaliło akuratnie).

          Tu jest wprost odwrotnie, bo wpadając w grajdołek iluzorycznego posiadania, Polak przeciętny (czyli praktycznie wszyscy), wsiąka w strefę wegetacji, bojąc się utraty tego, czego w rzeczywistości nie posiada.

           Stąd też Polska przoduje na świecie (!) w ilości samobójstw mężczyzn. Bo gdy bank odbiera nie ich domy, nie ich samochody, to czują się tak, jakby wyrywano im serce, a ponadto narażają się na szczekanie i kąsanie ich "xiężniczek", które zamiast ich wtedy wspierać, jeszcze dodatkowo ich dobijają (też już o tym pisałem gdzieś tam).

           Moment, w którym stadło polskie stanie się normalne i mocne, będzie łatwo rozpoznawalny po rozluźnieniu przez nich pośladów.

 

 

 

             "Kto ma trudności, lecz nie czyni planów, jest doprowadzony do ostateczności, a kto jest doprowadzony do ostateczności, a nie walczy, jest zgubiony."

                                                                                          Sun Tzu

157 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

  A gdybym został sam na ziemii?

A gdyby tak została reszta?

Czy to jest sprawa nader śmieszna?

A czy cokolwiek to co zmieni?

Czy rana nic nie rozpromieni?

Czy tłum się w sobie nie wytłumi?

Czy sam się w sobie nic nie umim?

Czy musi być to otoczenie?

Tak ważne jest to naumienie?

Gdzie są granice ludzkiej woli?

Czy tam, gdzie się pierdoli?

Tam gdzie się wali wszystko w pył?

Czy gdzie się kundle gryzą w tył?

Gdzie to jest ostateczne gdzieś?

Czy muszę jechać aż za wieś?

Czy siedzi to gdzieś blisko?

Gdzie kroki stawia się zbyt ślizgo?

Gdzie dreptać trza do szczęścia?

Gdzie szukać tego wejścia?!

Gdzie jest to kurwa El Dorado?!!!

Bo peknę zaraz, nie wytrzymam!

Zatrzęsie się w posadach gmina

I powiat wiejski i osado

No gdzie to?!

Nie rozkminiam…

 

 

179 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Poprzednio pisałem o fanatycznym wręcz uwielbieniu polskich drajverów do swych dojczszrotków. Jest jeszcze jedna kwestia, która powoduje, że nasi kierowcy są w większości żałośni, a co najmniej śmieszni:

        Praktycznie każdy polski szofer ma się za idealnego prowadzącego, który nie wiedzieć czemu, jeszcze nie startuje w jakichś rajdach, czy wyścigach!

        Teraz tak z ręką na sercu przyznajcie, ile mieliście wypadków, stłuczek, itp?

         Bo jak powyżej jednego (no zawsze się może zdarzyć coś naprawdę nieoczekiwanego), to już oznacza że nie nadajecie się do prowadzenia auta.

         I to nieważne, że w kogoś wjechaliście, bo za ostro przyhamował! Bo jak już ktoś z kolei wam wpieprzył się w kuper, to tłumaczycie to niezachowaniem dystansu. Wyjaśnienia tego typu są powszechne, jak obecny śnieg i mróz w tej krainie.

          Pewien starszy już człowiek miał się za idealnego kierowcę (a dużo jeździł), dopóki  nie wymusił pierwszeństwa na krajowej trasie i nie rozbił w pył swej nowiuśkiej limuzynki.

          Czyli że w rzeczywistości był beznadziejnym kierowcą!

          Bo samochód jest potencjalnie zabójczym sprzętem i ZA KAŻDYM RAZEM, gdy go się prowadzi, ostrożność powinna być taka, jak przy używaniu pistoletu. I żadne tłumaczenia, typu: mgła była, ślizgo, zagapiłem się, miałem słabszy dzień, itp, nie usprawiedliwają spowodowanego wypadku!

           Równie dobrze mogę przekonywać innych, po wyjściu z giwerą na ulicę i zastrzeleniu tuzina ludków, że też miałem słabszy dzień, zagapiłem się (bo mgła), czy zaszli mi drogę ci źli ludzie.

           Inny mój znajomy od ponad trzydziestu lat intensywnie jeździ w ta i we wta (najczęściej po Trójmieście, nie po żadnych wiochach), a nie dość że NIGDY (!) nie został skontrolowany przez policję, to – co oczywiste – nie zaliczył żadnej stłuczki, już nie mówiąc o wypadku.

           Można? Można!

           Co najlepsze, nie obnosi się z tym, że jest IDEALNYM kierowcą, a uważa to za coś normalnego. Zwyczajnie jeżdżąc, ma oczy dookoła głowy, a jego mózg (dobrze działający) analizuje wszystkie dane i zwraca uwagę (zawsze!) na otoczenie nawet wtedy, gdy inni "fachowcy" zapieprzaliby przed siebie, bo przecież mogą!

             A owi "fachowcy" od sterowania czterema kółkami wprost nie przestają chełpić się swoimi umiejętnościami, nie ustają w krytykowaniu innych użytkowników dróg… po czym rozpieprzają się w najmniej oczekiwanym momencie, lub co gorsza powodują większe tragedie.

            Czyli tak naprawdę pełna amatorka.

 

 

            "Szczegóły to najważniejsza rzecz! Właśnie szczegóły zdradzają zawsze wszystko…"

                                                                Fiodor Dostojewski

 

172 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Jest sobie taki konkurs TV o nazwie "Milionerzy". Można tam wygrać okrągły milion (w ojro, dularach, złociszach, czy czym tam płacą akuratnie). Za graminicą wygrywali owy milion dość często. W polskiej wersji jednak główna wygrana padła tylko raz, a i tak w dogrywce, po latach, gdy zawieszono pierwszą serię właśnie ze względu na brak wygranych głównych.

       I tu sęk jest.

       Gwarantowaną wygraną było pół miliona i większość uczestników tej polskiej edycji zawieszała się przy owej kwocie, dalej nie ryzykując.

       A pół miliona to jednak jest dwa razy mniej niż milion.

       No i jest jakiś niesmak z niewejścia na szczyt.

       Ale szmal niemały zostaje w kieszeni…

       Tylko co z ambicją?

       Chodzi o to, że w świecie, historii, życiu, liczą się ci, co zdobywają szczyty. Szczyty owe są nieliczne, zdobywców jest niewielu, większość i tak ginie po drodze, ale próbują. Zawsze ktoś w końcu z tej elitarnej cokolwiek paczki dociera i błyszczy. Ta nieliczna z nielicznych reszta bohaterów przepada. Ale nie tak zwyczajnie, a ze świadomością, że wdzierali się tam, gdzie reszta stada nawet sobie tego nie wyobraża.

       Tyle że nie w Polsce.

       Tu zasadą jest: "Żyć chujowo, ale stabilnie.".

       Ryzyko jest w zaniku. Tu świętym słowem jest: "STABILNOŚĆ".

       Paradoxalnie, owa stabilność masowa powoduje, że jest wyjątkowo niestabilnie, ponieważ brak ryzykantów… a nawet nie ich brak, a bardziej mentalne wykluczenie tych jakże kluczowych dla społeczeństwa jednostek, powoduje pozbawienie stabilności całej reszty masy.

       Więc jest chujowo.

       Ale niestabilnie stabilnie dla pionków systemu. A jak stoją, to zacieszają, bo pochyły pion starcza im do szczęścia, a na resztę będą orać jak woły, z ryczącą radością.

       A tak mogliby biegać, a nawet latać…

 

             "Lękliwy jest niewolnikiem."

                                                      Seneka

169 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Polacy rzucają się w oczy tak pomiędzy ludkami cywilizacji zachodniej, jak i wschodniej. Mocno kontrastują. Mają w sobie coś z tej wschodniej dziczy, ale płonie w nich jeszcze też ogień cywilizacji europejskiej. Ciężko ich tok myślenia, postępowania i obyczaje podpiąć pod cokolwiek. Co śmieszne - inne nacje też nie wiedzą co z takim charakterem narodowym zrobić i albo to się nabijają z nas (Europa), albo podziwiają i jednocześnie gardzą i chcą zlikwidować (Azjaci – czyli ruskie).

       Fakt faktem, że to ciężki i porypany sposób bycia, z bardzo wyraźnym wewnętrznym podziałem, gdzie doły społeczne nadrabiają swe braki ekonomiczno/obywatelskie pewną gburowatością, arogancją i agresywnością, a zakomplexione na maxa elyty z nadania, rekompensują swoje plebejskie korzenie pogardą dla owych dołów i wręcz kurewskim rozkładaniem się przed ową nienaruszoną przez dzieje smietanką z zachodu (dość skisłą już obecnie).

      Dzicy i nieokiełznani - jako to słowianie – jesteśmy od zarania.  Na tą dzikość nałożyła się jeszcze fixacja z czasów wolności szlacheckiej (I RP)… no a potem psychę zaczęła ryć nam niesprzyjająca historia.

      Początki swe, średniowieczne zresztą, ma Polska jak najgłębiej w świecie zachodnim. Od XV wieku jednak nastąpiło ostre skierowanie na wschód – nad którym w pewnym momencie posiadaliśmy właściwie pełną kontrolę (Rosja wtedy nie istniała). No ale od kiedy ten mutant mongolsko-słowiański zaczął pęcznieć, to zaczęło robić się źle, a finałem były 123 lata zaborów (to praktycznie 5 pokoleń!), najdobitniej odczuwalne, jakże by inaczej, w strefie dzikiej – czyli rosyjskiej. 20 lat oddechu, potem horror II WŚ, a później 45 lat mielenia mózgów nie dość że znowu przez tą azjatyczką swołocz, to jeszcze z wciskaną bezlitośnie komunistyczną ideologią! 

      Ja się w sumię nie dziwię, że Polacy są, jacy są. Lata zniewolenia po procesie hegemonii w rejonie, a na końcu potężny zastrzyk z trującej czerwonki, która będzie jeszcze długo naszą dolegliwością – tym bardziej że zachód też ją załapał pod postacią socjalizmu. W komunie wychowały się dwa pokolenia, socjalizm wciąż trwa, więc spodziewam się, że przywrócenie normalności nastąpi co najmniej znowu za dwie generacje. Tym bardziej, że po "upadku" tamtego systemu (czysto wizualnym), układ zamknięty, służby tajemne, kolesie i koleżanki przeszły na nowe (swoje), reszcie wciskając nieustannie taki kit, że naprawdę długo potrwa przywracanie normalności i dochodzenie do prawdy!

 

 

 

           "Prawda nigdy nie tryumfuje, wymierają tylko jej przeciwnicy."

                                                                                  Max Planck

172 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Mając lat ponad 40, a na dniach jeszcze i 40+, często przez swoje starokawalerstwo, jak to w typowej, sztampowej Polsce, jestem podejrzewany o różne odchyły, z pederastią na końcu. No bo to jak?! Bez baby żyć ?!!! Bez dzieci ?!!!! Mieć aż tak wyjebane na żywot stateczny?!!! W Polsce tak nie uchodzi. Byle głąb musi mieć tu poukładane życie – wtedy go traktują jak swojego. Naprawdę sporej ilości osób nie mieści się w pustych dyniach, że można zrezygnować z podążania ścieżką wesel, ślubów, disko polo, lofci, suici, chodzenia za łapkę i wychowywania nie swoich bachorów z rogami jak od łosia. Tudzież w takim właśnie wieku nie ma się obowiązków spłacania kredytów za chatę i furę w kwocie na przykład ćwierć miliona na 100 lat, przy zarobkach 1500 netto. Za brak takich zobowiązań tutaj się podejrzewa o kastrację.

       A wszystko to ku uciesze swej zapuszczonej jak stary smalec xiężniczki. 

      No sęk w tym, że z natury, ale jeszcze bardziej z życia, jestem prawdziwym, 100% samcem, a nie pizdą z namiastką penisa!

       No i w związku z tym nie wierzę babom.

       Ni chuja!

       Od drobnostek poczynając, na poważnych sprawach kończąc (o ile te ograniczone podjednostki ludzkie potrafią coś ogarniać na poważnie).

       Bo one całe życie udają.

       Udają miłość, czystość, wierność, umiejętności sprzątania i gotowania, a także że dziecko jest jej aktualnego partnera.

       Obłuda level expert jest specjalnością właściwie każdej polskiej kobiety. Te kurwy niezależne mają to we krwi od pokoleń! I jakąś dziką przyjemność odczuwają w związku z manipulowaniem swoimi samcami i waleniem ich w rogi. Samodzielność w małżeństwie odchodzi w niepamięć – wie o tym każdy Polak. One jednak z niczego wtedy nie rezygnują. Dla nich to wygrana.

       Co gorsza w takim klimacie wychowują swoje dzieci.

       Praktycznie chyba każdy z nas miał wprasowany za malucha kult kobiecości i pogardę dla męskości.

       Kobiecy, feministyczny świat, występuje w tej z pozoru zacofanej krainie w stopniu ekstremalnym! Tak naprawdę prawie 90 % jednostek z urodzenia męskich, jest w Polsce niewolnikami swych drugich połówek. Za odrobinę czułości i głaskania po penisku te polskie pizdy (znaczy menczyźni :) rezygnują z niezależności, podpisując cyrografy przed klechą, lub kolejnym cipskiem w urzędzie stanu cywilnego – czy jak ta buda się nazywa?

       W pewnych kwestiach Polska jednak przoduje: na przykład w kręceniu wora swoim partnerom.  

       Gorzej, że te wykastrowane warchlaki później wyładowują się gdziekolwiek tylko kończy się kontrola ich pań i władczyń…

 

       

       "Dlaczego wszystkie cipy tyle mówią o miłości? Widocznie nie wystarcza im, że je dobrze wypierdolisz… pragną jeszcze twojej duszy."

                                                                                       Henry Miller

 

 

      PS        Doszły mnie słuchy, że co poniektórzy czytają ów bloog z ciekawością i co gorsza z niejaką radością. Nie po to tu pisze. Założeniem było wkurwianie ludzi i wbijanie im szpil w najbardziej unerwione miejsca. Hejcik taki. Więc niniejszym wpisem wracam do korzeni ;)

 

198 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Magicznym hasłem w polskiej polityce jest slowo: "Lider". W opinii społecznej zaczynają się liczyć partie, ruchy, stowarzyszenia, itp., dopiero wtedy, gdy mają jakiegoś wyrazistego lidera. Co powoduje, że tak naprawdę mamy obecnie totalitaryzm demokratyczny, gdzie ponad pół tysiąca parlamentarzystów jest jedynie pozorantami (nie mówiąc już o milionach, które na nich głosowały i o których zapomina się natychmiast po wyborach!), a tak naprawdę liczy się tylko paru przewodniczących, prezesów, itp. Często takie stawianie wszystkiego na jednego człowieka kończy się totalną katastrofą, jak w przypadku ostatnich dwóch pajaców: Petru i Kijowski, których to śmieszne osoby wystarczyły, by zaorać na wieki narastający bunt przeciw rządzącej obecnie partii.

        A partia owa, o dziwo, po raz pierwszy chyba w czasie trwania ćwierćwiecznej "demokracji" , zaczyna naprawdę wywiązywać się z wyborczych obietnic i kruszyć zabetonowany od Magdalenki, czerwony wciąż system.

      Co nie zmienia faktu, że owe sieroty po komunie skupiają się jedynie na nienawidzeniu przeciwnika: czy to lemingi, czy mohery. A świetnie lawirujące pomiędzy tym wariactwem ugrupowanie Kukiz 15 (są w mniejszości – co mają robić?!) zlewa się sprężystym moczem, jako to  zwaną pogardliwie zbieraninę, bez doświadczenia politycznego. Jakby ta reszta zasiedziałych politykierów była nie wiadomo jakimi zawodowcami i wyżeraczami polityki! A tak naprawdę to pełna amatorka i niedojrzałość, co pokazały ostatnie wygłupy upadłej już (na szczęście) opozycji.

      Więc na scenie politycznej obecnie pozostał hegemon, czyli owy PiS, nie wiem czemu zwany prawicą (?!!!). Jedyne co ich łączy z prawdziwą prawicą, to konserwatyzm. I to wszystko. A to stanowczo za mało jednak, by takich jak ja do siebie przekonać.

       Najbliżej do prawicy jest właśnie Kukizowi, ale przy obecnym systemie i liczbie w parlamencie, niewiele mogą zdziałać. Właściwie praktycznie nic. Ale chociaż szerzą pozytywny ferment i czekają na swoją kolej.

       A te sieroty po komunie? Te PeeReLowskie staruchy, którym w czasie przełomu (1989 rok) wprasowano w niewolnicze łepetyny, że oto demokracja, kapitalizm, równe szanse i inne podobne kłamstwa. Oni najliczniej właśnie dreptają do urn, utrzymując stare, oni, podłączeni na stałe do kanałów TVN i do głośników Trwam, wyznają TYLKO wtłaczany im tam punkt widzenia, a stawianie krzyżyków uznają za patriotyczny obowiązek. Oni tęsknią świadomie, czy podświadomie za PRLem, bo tam została ich młodość. Oni swym potomkom nie dadzą szans, bo gdyby tu była prawdziwa wolność, to młodzi NIC by im nie zawdzięczali i starzy natychmiast zostaliby odsunięci na margines życia.

      Starzy to wiedzą, domyślają się, lub tylko czują. Jakkolwiek by ten system im więc nie pasował, będą go bronić do upadłego.

 

 

    "Lud działa z popędu, a nie z rozmysłu."

                                                             Montesquieu

171 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.60.91