Miesięczne archiwum: Kwiecień 2017

        Żyjemy sobie w skromnej, przeludnionej chacie, obok okazałego pałacu, zamieszkanego przez nielicznych.

        Takie realia.

        Ale problemem nie jest rażący w oczy kontrast między biedotą (nami), a wypasionymi paniczykami. Problemem jest mentalność, która ten pałacyk wskazuje jako cel pragnień, a naszą skromną chatkę jako obiekt pogardy.

        To chuj, że nie stać nas na to, co ich! Ale skoro oni nami pogardzają, to odpłaćmy im tym samym!

        Miejmy też godnośc i honor! 

        Od ćwierćwiecza jesteśmy wychowywani w atmosferze wstydu, brutalnie wciskanego nam przez: rodziców, rówieśników, reklamy, celebrytów, nauczycieli, media, polityków i cholera wie, kogo jeszcze?!

         W latach 90 wystartował program płukania umysłów, pod nazwą: "Robimy Kapitalizm!". Od tego momentu stosuje się nakaz posiadania: kasy (kredyty), samochodów (dojczszrotów), żony (najczęściej niewdzięcznej małpy) i dzieci (bo jakżeś sam – to pedał i pasożyt!). Trza też mieć dobrą kondychę (nawet za cenę zdrowia i życia), bezwzględność w dążeniu do jakichkolwiek celów (trupy wliczone w koszta), no i jeszcze zdolnośc do reklamowania swoich osiągnięć – jakiekolwiek by nie były, połączoną z jakże wspaniałym słowem: "asertywność".

          Postfeudalna mentalnośc przygłupich parobków, gdzie dwóch właścicieli złomu na kółkach licytuje się, który lepszy…

          A paniczyki śmieją się zza wielgaśnego ogrodzenia.

          Ale nie jest najgorzej. Poza naszym osiedlem skromnych chat, otaczającym pałacyk, są slumsy, a dalej koczowiska bezdomnych przyszykowanych do szturmu na centrum.

          Patrzymy w niewłaściwą stronę. Pałac zamieni się w zamek i się obroni. 

          Jak zwykle.

           A nas, średniaków, rozmiecie tłum biedaków, który tradycyjnie odbije się od muru chroniącego paniczyków.

           Tak już niejednokrotnie bywało. Najgorzej mają ci, co po środku. Z jednej strony paniczyki kradną im powierzchnię pod umocnienia, z drugiej wciska się tłum zdesperowanych najeźdzców.

            A spierdalać nie ma dokąd….

169 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

           Kraina nasza, podczas pięćdziesiętniooletniej okupacji radzieckiej, została okrutnie skażona właśnie tamtejszą (wschodnią) mentalnością, gdzie hierarchia ma znaczenie pierwszorzędne, a podział jest jasny, konkretny i totalnie czarno-biały: na dole chwasty, na górze róże i nieistotny bez.

           Każdy może to zauważyć (o ile chce patrzeć) w firmach "naszych" rozwojowych, gdzie stada ambitnych młodzieńców i młodzianek, z totalną spiną (zwłaszcza na prowincji), zawzięcie pną się w górę, poświecając dla tego celu swe życie prywatne, tudzież życie tych, co stają im na przeszkodzie. Dla nich najdrobniejszy awansik jest niczym start w przestrzeń kosmiczną. Najdobitniej jest to widoczne po kadrze zarządzającej średniego szczebla (majstry, brygadzisty, kierownicy, itp. – zwani różnorako, często z angielska). Oni pną się na ten wymarzony Olimp, widząc siebie w gronie "bogów" , już zawczasu wykazując się pogardą do dołów (którymi sami są z natury), traktując ich jak upośledzonych niewolników (którymi częstokroć te doły same siebie czynią!). Jak już wielokrotnie pisałem, osobniki takie przytępawe, są potrzebne korposystemowi do utrzymywania w ryzach tłuszczy, a na dalszy awans nie mają ŻADNYCH  szans, bo ci już naprawdę na górze potrzebują tylko kapo, a jak wieść gminna niesie: kapo nie nadaje się na zarządcę (bo nie!).

          To oczywiście z faktycznym zarządzaniem ma niewiele wspólnego, bo w normalnym systemie stawia się na jednostki rozwojowe.

          Niestety w szablonie wschodnim (czyli wciąż mentalnie naszym) zwalcza się kreatywnych indywidualistów, a konformizm jest wręcz już zbrodnią!

          Za to lizusostwo, wdupowleztwo, podjebywadztwo i inne pochodne są zmorą większości firm polskich – i bardzo promowane na miejscu!

          Do tego dochodzi skostniałość i powolne zabetonowywanie się pracowników firmy, poprzez zapuszczanie korzeni przez lat paręnaście (!!!), co jest problemem już nie tylko polskim, ale światowokorporacyjnym. 

           Tyle że NORMĄ w krajach niedotkniętych wschodnią zmorą, jest zmiana pracy w czasie życia przynajmniej dziesięciokrotnie (ci co tam byli, zdążyli to przejąć – i tu jest nadzieja). Sam sobie zresztą nie wyobrażam pracy dłużej niż trzy lata w jednym miejscu. 

           Skończyłbym w psychiatryku, albo więzieniu (za rozjebanie reszty załogi i firmy).

           A co do tego ma pan Penderecki (i jego stara)?

           Ano wschodnia mentalność wybija się bardzo widocznie właśnie i wyraźnie w jego przypadku.

           Chociaż o pracy ma on pojęcie czysto mgliste (jak jego stara).

           Wypromowany przez główne media, KOMPLETNIE nie słuchany przez nikogo, jak świat długi i szeroki, przedstawiany przez tenże media jako najsłynniejszy chyba Polak (?!!!)… no już wyjechało was tam, na zachód, parę milionów – więc spytajcie o niego… dobra, nie róbcie siary! I tak wiadomo, że NIKT  go nie pokojarzy z niczym. 

           No więc ten koleś przedstawia wersję hard owej wschodniej mentalności, ponieważ padł ofiarą samopromocji i wystrzelił poza wszelkie już chyba orbity pychy, a jego stara poszybowała nawet dalej i zmierza ku mgławicy swego imienia…

            Bo doły tutaj napierają tylko stopień wyżej, po wysokich schodach, deptając po sobie, ale podział jest tak głęboki w tej mentalnie zgniłej krainie, że ci ze świecznika zapierdalają windą z napędem odrzutowym, wprost przez dach wybijając się ku niebu.

            A różnicą między nimi jest tylko kwestia transportu (i miejsca startu).

 

118 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

             Co mnie wkurwia zawsze i ponad miarę (a zaprawdę rzadko się wkurwiam, bo ciężko mnie wkurwić!), to dzieciaki (często już ponad pięćdziesiątkę), które to panoszą się niczym zdobywcy świata, z wrodzonym zdziwieniem spoglądający na tych poniżej.

             To nie tylko te resortowe dzieci z pierwszych stron ekranów, nie zaznałe życia zwyczajnego, a obłożone słoninką od maleńkości, w koszyczkach wyhuśtane jak jaka święconka.

             To nie tylko ci politycy, co to nic innego w życiu nie robili, a bujali się od samorządów do parlamentu, bez przerw na pracę.

             To nie tylko te "samotne" matki za 500+ , co to zajściem swym poukładały sobie życie, za większy szmal od ciężko pracujących szaraczków.

             To też całe stada "biednych" dzieciaczków (jak nazywał te małe istoty ongiś, mój jebnięty proboszcz z aspiracjami), co to zostały wypieszczone w stopniu również średnim, przez swe poślednie familie, ze średnimi, acz zapatrzonymi w swe pociechy rodzicielami, stryjenkami, wujenkami, dziadkami i babciami, co to całą mocą rodzinki swej sprawiły, że taki pączuszek stał się kimś!

              I ten "ktoś" , najczęściej na jakimś średnim (dostosowanym do jego możliwości stanowisku) pomiata swymi podwładnymi… bo nic innego nie potrafi!

             Ale o tym w następnym wpisie…

             Te średnie ktosie, z matek kurew i nieznanych ojców (powszechnie zwie się to bękartami), te sieroty i półsieroty przegibane przez młodość na zasiłku starych, te dziewczątka przytępe, co to sukces życiowy osiągnęły wyłącznie dupą, syny i córy, co na wykupionej dysleksji (dawniej idiotyzm) porobiły studia, ci co po babkach swych chatki podostawali…

              …oni wszyscy ze zdziwieniem śmią się śmiać tym normalnym, zapytując bezczelnie i chamsko:

              "A czemu ty nie masz?! A czemu nie wziąłeś kredytu, nadgodzin, czemu nie zrobiłeś wszystkiego, by mieć wszystko?"

              Bo zgodnie z debilną teorią wszyscy mogą mieć wszystko – wystarczy tylko żeby wszystko chcieli mieć.

              Oczywiście to bzdura!

              Teoretycznie powinniśmy mieć według zasług i możliwości, ale że świat jest niesprawiedliwy, a dodatkowo kraina nasza jest zgniła poprzez czerwony system, w którym przez 50 lat… no absurd wypierał rzeczywistość w skrócie, to jest klasa – kasta wręcz! – która wyżarła się nad pospólstwo i nie zauważa ich najdrobniejszych chociażby problemów, nos swój i oczy wybijając ponad chmury.

               Więc życzę owym paniczykom, by tak z mordą ponad chmurami, w końcu potknęli sie na tej ziemii zwykłej i zaryli tą wymuskaną mordą prosto w jakiś zwykły śmietnik!

           

132 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Gra na najniższych strunach

Potrafi czynić cuda

Inteligentny jest jak diabli!

I mądry ponad ludzką miarę

Tylko inaczej.

Przynętę ma od Doczesnego

By ludka skrzywić

Z natur prostego

I sposób wszelki

By go wykręcać, zawracać w drodze

Omamić może, lub jeszcze gorzej…

Omotać pragnie

Każdego z żywych

Ma talię kart

Prawie prawdziwych…

Pociśnie, ryknie i duszę struje

Co było dobre, szybko zepsuje

Szantaż, straszenie jest jego mocą

Dzień jego wrogiem, on rządzi nocą

Słabi, zmęczeni – jego trofea

Przyszłość i przeszłość

On nie na teraz…

My butni, wolni

On jest nam panem

Myśli złe nasze

Przejrzy swym skanem

Pociśnie nocą, skryje się ranem

Tory przestawi

Obieca zbawić

Co się popsuło – zechce naprawić

On nienawidzi

Haseł jak: "Wiara"

Bo wtedy niknie

Smolista miara…

 

 

 

115 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

            Babeczki nasze ogólnie i w większości żyją sobie w strefie marzeń i KOMPLETNEGO oderwania od rzeczywistości. Jednym z takich objawów owego oderwania jest pragnienie, które czasami słyszę, a na które KAŻDA  babeczka by zareagowała westchnieniem przynajmniej extatycznym: mianowicie chciałyby one, by ich partner, raz na jakiś czas, znienacka zupełnie i jakby to rzec – z dupy, obdarował je kwiatkiem, lub najlepiej całym bukietem tego zielska.

            Ot tak, bez okazji – bo kocho.

            Bo to połechtałoby ich próżność babską i poczułyby się jak damy.

            Tyle że ja dam już dawno nie widziałem. Wątpliwym jest dla mnie ich istnienie. A w czasach postępującego unisexu, równouprawnienia i rozpieprzającego organizmy pasz-żarcia, coraz większym problemem jest dla mnie samo już rozróżnienie płci.

            A nasze rozpędzone babeczki zapomniały, że kwestie jednostronne są co najmniej nieludzkie i nazywa się je: egoizmem, pychą, lub po prostu chamstwem.

            Więc w czasach upadku wartości i ideałów (Tylko nie wyskakiwać mi tu z autorytetami! Takie rzadko występują!), czy wy babeczki czasem nie próbowałyście pójść w drugą stronę?

             Czy którakolwiek z was, drogie panie, wręczyła kiedykolwiek swojemu mężczyźnie czteropak browara?

             Lub choćby jedno piwo?

             Ot tak, bez okazji.

             Bo na chuj nam kwiaty?

             Nawet se tym dupska nie podetrzemy.

             No ale jeśli już się przełamiecie i tak naprawdę od serca sprawicie nam taką niespodziankę, to w zamian na bank możecie liczyć na owe kwiatki, bo taki gest wymaga rewanżu – męska duma (a taka istnieje jeszcze) nie da nam pozostać w bezczynności.

            I wtedy zrobi się już naprawdę słodko i milusio.

            Proste?

            Proste. 

 

 

            "Większość kobiet chce, żeby na nie stale zwracano uwagę. Są pod tym względem jak małe dzieci."

                                                                                                                                                      Philip K. Dick

116 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Najdziwniejszą i jakby to rzec, najbardziej plebejską siecią handlową w Polsce jest Lidl. Notorycznie dochodzi tam do zaciętych walk, jak w Donbasie, albo innej Syrii: czy to o karpia, robota, czy o coś innego (albo i o dosłownie nic).

          Ostatnim hitem (ze smartfona skierowanego ku internetowi) było właśnie szarpanie się humainoidalnych jednostek ludzkich z robotem kuchennym.

          Robot przyjął tym razem pozycję pasywną.

          O dziwo cała akcja była politycznie poprawna, bo do szarpaniny doszło pomiędzy przedstawicielami obu płci, a kobieta walczyła bardziej zajadle od defensywnego faceta.

          Robot się nie udzielał (ale czas, gdy taki się włączy w akcję jest już bliski).

          Pomijam zamysły owego (ostatniego na półce) robota, ale porażeniem wręcz mózgowym (przerażenie to za mało) napawa mnie siła, która kierowała owymi jednostkami ludzkimi.

         Szarpali się… no tu każdy może sobie dopisać cokolwiek: jak o dziecko, ojcowiznę, ostatni chleb w getcie, koncesję na alko, miejsce w kolejce do onkologa, tudzież do ostatniego toitoia w okolicy.

         A tam poszło o jakieś proste (tanie oczywiście) urządzenie Made In China, przeznaczone do kuchni… i dalej nie wiadomo do czego!?

         Tu zadam proste i samonasuwajace się pytanie:

        Jakim gównem trzeba mieć zapierdolony mózg i duszę, by spaść tak nisko w pościgu za tak nieistotnymi i nietrwałymi rzeczami, jak owy robocik z Lidla?

        Tak łatwo was kupić?

        Za jakiś plastikowy szmelc, napędzany elektrycznością?

        Który i tak się wkrótce spierdoli.

        Szatan ma w dzisiejszych czasach wyjątkową radochę: tak tanio i w takiej ilości dusz jeszcze nigdy nie skupował!

 

 

 

         "Miej oczy i uszy otwarte."

                                                 Sokrates

        

98 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Początkowy kwartał roku minął pod znakiem masowej wycinki drzew na prywatnym terenie. No typowo to polska – polityczna – amatorka. Coś, co było dotąd zakazane i ostro karane, nagle zostało puszczone na kompletny zywioł i… w ruch poszły piły spalinowe! Drzewa zaczęły padać tysiącami. Przy okazji, jak w jakimś amoku, zniszczono pomniki przyrody (czyli konkretne, parusetletnie okazy), a jakiś już zupełnie pochłoniety szałem koleś, wyrżnął w pień hektar lasu gdzieś w okolicach Łeby… co go naprawdę będzie kosztowało parokrotnie więcej, niż zyski z tej akcji.

          No ale sytuacja się uspokoiła, w niektórych miejscach zrobiło się jakby jaśniej i bardziej pusto, ale ogólnie drzewka zostały w większości miejsc, gdzie stały. Oczywiście ten kolejny już bubel ustawowy trzeba naprawić, bo w końcu wszystko trafi pod topór.

          A to już by było niemiłe.

          Sęk w tym, że powycinano na ogół jakieś 20-50 letnie lipy, co nie stanowi większego problemu. Drzewa odrastają – tylko trochę dłużej to trwa.

          Ale mało kto pamięta, że w sierpniu minie 15 lat od dwóch katastrof ekologicznych na niespotykanie większą skalę, spowodowanych… przez kolej!

          10 sierpnia 1992 w Puszczy Noteckiej, od iskier z zablokowanego wagonu, praktycznie w jednym czasie zapłonął ogromny las! 

          Z dymem, w jeden dzień, poszło prawie 6000 hektarów drzewostanu! Od kompletnego zniszczenia całej puszczy uratowała niespodziewana burza. Z tego co pamiętam, nikt nie poniósł konsekwencji. Na szczęście nikt nie zginął.

          Żeby było bardziej ciekawie, dwa tygodnie później doszło do największego pożaru w Europie, po II Wojnie Światowej! W okolicach Kuźnicy Raciborskiej dokładnie. Tu niestety były trzy ofiary śmiertelne, a lasu poszło z dymem ponad 9000 hektarów.

          I znowuż praktycznie jedynym podejrzanym był hamujący pociąg (tu niestety już winy nie udowodniono).

          Jednego miesiąca, znikło piętnaście tysięcy konkretnego drzewostanu! Te lasy odradzają się do dzisiaj. Kraina nasza nie zamieniła się w pustynię (chociaż nieuchronnie stepowieje). PKP nie zbankrutowało, a nawet wciśnięto w ten konglomerat spółek tyle pieniedzy, że za to można by obsiać drzewami całą Polskę!

          Co nie zmienia faktu, że jest spora grupa ludków nienawidzących zieleniny, dla których wybetonowany świat, od czasu do czasu pokryty żużlem,  jest spełnieniem marzeń. Najbardziej zajadli są ci, co powycinaliby WSZYSTKIE drzewa w okolicy dróg: bo to one znienacka wyskakują przed samochody i zabijają ludzi.

 

 

 

               "Wszystkie wydarzenia historyczne są wyłącznie wynikiem działania ludzi."

                                                                                  Tukidydes

         

         

109 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.60.91