Miesięczne archiwum: Czerwiec 2017

            Weekend w weekend miałem przyjemność i nieprzyjemność dokonać skali porównaczej w tak zwanych z różna dniach miasteczek prowincjonalnych typu: Przasnysz i Tczew. 

            Tczew teoretycznie był liderem pod względem zrobienia imprezy masowej: pod zarąbistym mostem, przy Wiśle, tudzież piękny bulwar. Przasnysz to z kolei jakaś osada na bezwodnym pustkowiu, o połowę mniejsza od Tczewa i jak mi się wydaje pozbawiona miejscowych przedsiębiorstw, gdzie Tczew jest liderem co najmniej powiatowym w tej kwestii. No i tam zwyczajnie, na stadionie to zorganizowano.

             Tyle że organizacja pozamieniała wszystko i potencjalna klęska stała się sukcesem, a wspaniałe szanse zostały zmarnowane!

             No więc jak się powinno robić taką imprezę?

            Jednocześnie powinno się zacząć od zaplecza i od frontu.

            W Tczewie rzeczą numer jeden, przyćmiewającą swym ogromem scenę, było rozrośnięte do Gargantuicznych (nazwa do wygooglowania) wesołe miasteczko – nie wiadomo, czy bardziej jasne, czy bardziej głośne? Tam miasteczko (nieodłączny element takich dni) było gdzieś tam, na widoku, ale na tyle daleko, żeby nikt się tym nie przejmował.

             To od frontu.

             Od tyłu właściwie nie było porównania. Tczew popisał się gołą, świeżo zakupioną sceną, małymi głośniczkami cichszymi od tych na miasteczku… i nic więcej! Przasnysz miał perfekcyjne nagłośnienie wraz z obsługą (wynajęcie chyba wychodzi taniej), dwa telebimy, które są podstawą takich plenerowych wydarzeń – ale to nie jest oczywistością dla takich wieśniackich organizatorów jak w Tczewie, serię namiotów dla każdego wykonawcy tuż za sceną i przede wszystkim ogarniętą menadżerką, która robiąc pięć lat w tym szołbiznesie załapała wszystkie, możliwe kontakty i jest w stanie bez problemu załatwić (podejrzewam, że za ten sam budżet) każdego artystę i gwiazdę, a tych niepokornych tak naznaczyć, że już nigdzie nie wystąpią!

              No chyba że w Tczewie…

              W sumie najbardziej było mi żal dwóch, rozpoznawalnych zespołów, które były jeno tłem dla wesołego miasteczka ; i mieszkańców Tczewa, z których podatków to wszystko zasponsorowano.

              A to mogła być taka fajna impreza…

 

54 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

           Wy nowobogackie ćwoki ze słomą w butach! Wy buraki podpierane przez włazidupców wszelakiej maści! Wy jebane dusigrosze znęcające się nad podległymi pracownikami!

        Was czas się skończył.

        Po ćwierćwieczu naprawdę dzikiego "kapitalizmu" , gdy waszym zaklęciem była mantra: "Na twoje miejsce czeka 100 innych za bramą" , nadszedł wreszcie czas rewanżu uciskanego ludu (zajechało komuną, ale chuj!).

NIKT już nie czeka za bramą!

Nawet tak wyczekiwani przez was Ukraińcy, na których tak liczyliście.

Oni dostali wizy na całą Europę i tam będą woleli pracować za 1500 euro, niż zapierdalać u was mondzioły za 1500 PLN!

 Dlatego znikło z tego kraju prawie 3 miliony Polaków.

I nie liczcie na inne nacje zalewające Europę: oni się prędzej wysadzą, niż zaczną pracować!

Jeśli chcecie przeżyć, to musicie się dostosować do NAS! 

Nie macie alternatywy. Albo zaczniecie nam więcej płacić (niektórym już samo to wystarczy) i szanować, albo będziecie zmuszeni sami zapierdalać w swoich opustoszałych fabrykach, firmach, czy chuj wie co tam posiadacie mondzioły!

Musicie zejść ze swego biznesowego Olimpu i dostosować do swych parobków.

Musicie zacząć zauważać w nich ludzi, takich jak wy, a najczęściej lepszych. Wy to jedynie gówno owinięte w banknoty. Jeśli was naprawdę nie stać (w co nie wierzę!), to trudno: posprzedawajcie swe wypasione wille i fury, obetnijcie kieszonkowe swoim paniczykom i zastawcie biżuterię waszych żon i kochanek.

Innego wyjścia nie macie.

Wy nam teraz możecie co najwyżej skoczyć i possać.

My was możemy rozpierdolić w drobny mak!

Bo w końcu, po 25 latach ucisku nastała sprawiedliwość.

         I spieszcie się, bo czas działa na waszą niekorzyść.        

72 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Gnam z siekierą

Wiem na pewno;

Rżnąć ja muszę

Bo nie ruszę

Ścinam las!

Po co nas, po co was?

Trzeba gnać

Bo jej mać

Zacznie srać

A jej cuś

Puści śluź

Zacznie szczekać

Ja nie mogę teraz czekać!

A więc gnam

Ja uciekam!

Ja się wściekam

Ale gnam

Idę pędem

Gdzie dobiegnę

Poza mrok

Poza las

By opuścić wszystkich was.

79 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

         No to jeszcze jedno spostrzeżenie z weekendowej podróży:

         Wykopki na drogach.

         Ale zacznijmy od zarania. 

         Mniej więcej do początku XXI wieku polskie drogi to był błotnisty i dziurawy skansen, którym jazda była sporym wyzwaniem. Potem zaczęto poprawiać do stanu używalności trasy krajowe i wybudowano autostrady. Autostrady co prawda są o skalę wielkości za drogie (układ zamknięty pod wodzą Kulczyk Family musi zarobić), ale są! I wbrew pozorom jest ich wystarczająco dużo (zdaje się dwie w poprzek i jedna wzdłuż), by zapewnić swobodę tranzytu przez tą płaską krainę na wiecznym przelocie. Inaczej zrobiłaby się tu Belgia, która przoduje w jednej kwestii: tam 10% powierzchni państwa (to nie kraj) to autostrady!

         A tego by nikt tu nie chciał. 

         Dalej zaczęto robić ścieżki rowerowe (prawidłowo – ale czemu do kurwy nędzy z tej pierdolonej, słynnej kostki brukowej?!), obwodnice, poszerzano już istniejące trakty, stawiano słynne ekrany dźwiękochłonne (pomylone o rząd wielkości w decybelach, dzięki czemu są teraz wszędzie, a najczęściej w całkiem paranoicznych miejscach). A wszystko to głównie dzięki dotacjom UE.

         I te dotacje się jeszcze nie skończyły.

         Co powoduje, że wciąż się wylewa nowe szosy, poszerza stare… i końca nie widać!

        Korki wciąż są niemiłosierne, koparki, ciężarówki i inny ciężki sprzęt popierdziela ku uciesze dzieciaków – niczym wielkie zabawki… ale jak było, tak jest!

        Bo już zdaje się w latach 80, w najbardziej zmotoryzowanym państwie na świecie, czyli w USA, odkryto że nadmierne asfaltowanie ziemii nie przynosi pożądanych rezultatów (zwłaszcza w miastach). To działa tylko do pewnego momentu. Potem są potrzebne inne rozwiązania (rowery, motory, transport publiczny, pakowanie w osobówki przynajmniej po 4 osoby zamiast jednej, itp.).

         A w naszej wesołej krainie tradycyjnie skrajność przeszła w skrajność i na początku sezonu letniego znów skazani będziemy na objazdy, postoje i drogę przez mękę.

         I końca tego szaleństwa nie widać.

75 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

           Choppery i cruisery jakoś tak naturalnie kojarzą się z wolnością i rockendrollem. No tak się przyjęło. Bo widząc, słysząc, a już na pewno czując taki kawał motoru, nie wypada myśleć o czym innym, jak właśnie o rockendrollu, czy przynajmniej bluesie. No nic innego nie pasuje! I jescze te wdzianka skórzano/dżinsowe. Mogłoby się wydawać, że wchodząc w te motórowe klimaty, niejako z automatu powinno się wniknąć w regiony mocniejszej co najmniej muzy, a już z pewnością muzy szarpanej, z perkusją w tle…

           A tu nie!

           Bywając na coraz częstszych i coraz bardziej liczniejszych zlotach motocyklowych, odnoszę coraz mocniejsze wrażenie, że przynajmniej dla 1/3 ich uczestników to tylko przebieranka i udawanie kogoś, kim tak naprawdę nie są! Że to tak naprawdę czopy na czoperach i głąby na cruiserach. To kolesie, którzy porzucają poukładane, całoroczne, przygnębiające życie na parę sezonowych wypadów w teren, podczas których zamieniają się w coś, czym tak naprawdę nie są.

           No przykład taki: podczas ostatniego koncertu, gdzsieś tam w lesie na południu… dosłownie nikomu nie chciało się ruszyć dupy pod scenę, by się rytmicznie pobujać pod muzę wpasowaną właśnie w takie klimaty. Oni woleli biesiadę w swoim towarzystwie (jak na weselu), a tłumnie stawili się pod ową skromną sceną dopiero jak zaczął grać lichy band męczący zgrane covery, ale za to goszczący na tym zlocie rokrocznie, niczym Maryla Rodowicz na Opolu (co się jej znienacka urwało na szczęście). Taka regularna sztampa nie do ogarnięcia dla kogoś z zewnątrz. No kurwa jak jakaś sekta!

            Jestem niemal pewny, że ci poprzebierani pozerzy wylegliby całą masą, gdyby tam zagrała jakaś gwiazda disco polo!

            Bo ich mentalność pasowała jak nic do przaśnego wesela w wiejskiej remizie, a motór i odpowiednie do niego wdzianko to jeno pozór i zmyła.

            Bo podobnie, jak wcześniej opisywane wpieprzanie się w garnitur na takie właśnie wesele nie uczyni cię eleganckim, tak też posiadanie motoru i odpowiednie do niego szaty (koniecznie z kamizelką z nazwą gangu) nie uczyni cię rockendrollowcem. To jeno profanacja czegoś, co powinno być symbolem wolności i dobrego grania!

             No ale gdy statyczni, nijacy ludzie postanawiają wydawać swe pensje na rockowe maszyny i dopasowane do nich stroje, to kto im zabroni?

             Tylko dlaczego nie wydają ich na przyczepy kempingowe i vany je ciągnące?

              Uparli się, by wyglądać na coś, czym nie są, na czymś do czego nie powinni się zbliżać.

               Smutne i wkurwiające… 

70 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
021620
Dzisiaj : 1
Wczoraj : 4
W tym miesiącu : 126
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.162.218.214