Miesięczne archiwum: Marzec 2018

        W 2018 Wielkanocna niedziela wypada 1 kwietnia – czyli w Prima Aprilis (pierwszy kwietnia po naszemu). O genezie Wielkiejnocy i jej przewadze nad świętami Bożego Narodzenia pisałem wielokrotnie. Prima Aprilis też wbrew pozorom ma zacną, średniowieczną co najmniej proweniencję, chociaż z czegoś wesołego stał się za sprawą mediów czymś wyjątkowo głupkowatym – a szkoda.

        Ale okres przedwielkanocny zaczyna się Wielkim Postem, a tego z kolei początkiem jest Środa Popielcowa. No w 2018 kumulacja tego dnia była konkretna! Więc dodatkowo patronem owej środy był natenczas niejaki święty Walenty – pierwotnie patron chorych na padaczkę (zresztą aktualne do dzisiaj). Z czasem dorzucono mu dodatkową, komercyjną, anglo/amerykańską jednostkę chorobową. Na szczęście ten lukrowany do porzygu dzionek jakby nie za bardzo chwytał w naszym rejonie. I dobrze! Robienie święta dla rozbuchanych hormonami, a nie do końca rozwiniętych umysłowo nastolatek raczej nie jest sensowne. Dodatkowo jeszcze wówczas wypadła kolejna rocznica powstania Armii Krajowej! Czyli tak naprawdę dobrze zorganizowanej partyzantki, która to już w momencie powstania była skazana na klęskę (ach te międzynarodowe układziki!). Taka smutna formacja samobójcza.

       Więc jak należało uczcić wtedy ową środę? Ano ubranym w modne ostatnio koszulki i bluzy patriotyczne, obżartym tandetnymi słodyczami w kształcie serca (?!), dać się obsypać popiołem i dostać trzęsiawi ku czci…

       A jak obchodzić jutrzejszą Wielkanoc? No tradycyjnie żreć na umór. Tradycyjnie szaleństwo zakupowe trwa od paru dni i tradycyjnie znowu w śmiecie pójdą tony żarcia. Tradycja taka. Tradycyjnie też w lany poniedziałek (który to zdaje się z Wielkanocą nie ma nic wspólnego?) skropicie panowie symbolicznie swe "damy" perfumami… No tu bym się nie ograniczał! Takie z nich "damy", jak z was "panowie", więc raz wpierdolcie je konkretnie i znienacka do wanny i spłuczcie zimnym prysznicem ich pałacowe zachcianki! Zróbcie im raz chociaż takie zimnoprysznicowe otrzeźwienie, by nabrały pokory.

       I to by było na tyle w temacie świąt – jak mawiał klasyk.

110 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

A ja chcę spać!

Nie straszcie mnie klepsydrą!

Nie wierzę w czas!

Więc jest mi wszystko jedno!

Realny tylko sen

Klepsydra to złudzenie

Ten piach nie sypie się

Atrament nie istnieje.

Lecz szczery odbiór mas

Cokolwiek dziwi mnie

Eteru zlek-wątpienie

O dziurze w ziemii śnią

Co nikt o niej nic nie wie…

Klepsydry cechą mocną jest

Stanowcze wywrócenie

Bo tam, gdzie widzą kres

Tam tylko przekręcenie.

Klepsydra ma dwa dna

Dokładnie przeciw siebie

Klepsydra wieczność trwa

Jej cechą usypienie…

96 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Tak się porobiło od drugiej połowy XX wieku, że – mając na uwadze wcześniejsze tragedie (rzezie właściwie), ze szczególnym uwzględnieniem obu wojen światowych – postanowiono zainstalować w krajach zachodnich (tych siedliskach białego człowieka) bezpieczny (o dziwo taki ogólnie jest!) system demokratyczny. Niestety z całej idei demokracji skupiono się tylko i wyłącznie na jej odmianie arytmetyczno/przedstawicielskiej. To mniej więcej  tak, jak nazywanie obecnej partii rządzącej (zajadle atakowanej przez poprzedników) prawicową. A z prawicowych zasad spełnia ona tylko i wyłącznie konserwatyzm, bo pod względem wolności ekonomicznej i osobistej to stuprocentowi levicowcy!

Podobnie z obecnym systemem – nazywanym dalej demokratycznym. Demokracja dla zwykłego człowieka zaczyna się i kończy w momencie stawiania krzyżyka na karcie wyborczej. A to i tak pic na wodę, bo potem (w ciągu jednego dnia) system zmienia się w totalitaryzm parlamentarny, gdzie (za pomocą dyscypliny partyjnej) rządzi jeden, góra dwóch (koalicje) liderów, ci opozycyjni trochę hałasują (ale bez realnego wpływu na rządy), no i medialnie udziela się odpowiednio do tego stworzona czereda starannie wybranych klownów, których jednakże pierdolenie na antenie też nie ma ABSOLUTNIE ŻADNEGO WPŁYWU na ogólny proces prowadzenia polityki przez ich szefów. 

Jednakże lud ciemny, z niewiadomych mi powodów, lubi takie antenowe przepychanki i ujadanie na ekranie (bo poza ekranem to oni sobie z dzióbków namiętnie piją, ale lud już tego nie widzi!). Ba! Janusze i Hanki peerelu, ogladając owy medialny cyrk nabierają nawet pewności, że mają pojęcie o polityce!

Tenże lud, przez lata chamsko wciskanej propagandy, dał się także nieodwołalnie przekonać, że ów system arytmetyczno/przedstawicielski jest najwspanialszą wspaniałością w historii (!!!), a owe ceremonialne stawianie krzyżyka raz na jakieś 4/5 lat to niesamowity przywilej, obowiązek (?!), a wręcz przyjemność porównywalna z orgazmem i ostatni chyba już etap rozwoju społecznego gatunku Homo Sapiens.

Więcej!

Ludziom, którzy kwiestionują owa szopkę ze stawianiem krzyżyka, zarzuca się aspołeczność, a wręcz zakazuje im się wypowiadać na tematy polityczne (które wszystkich nas dotyczą) – bo przecież nie głosowali!

Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie…

Ze swojego doświadczenia wiem, że po ponad 20 latach uczestniczenia w wyborach, przypadki, kiedy wyznaczony przeze mnie kandydat dostał się do parlamentu, lub został prezydentem (którego to funkcja w Polsce jest praktycznie symboliczna) można policzyć na palcach jednej ręki.

Więc co to ma za sens?!

Ale lata wprasowywania nam w mózgi formułki o "obywatelskim obowiązku" jakby kompletnie odcięły społeczeństwo od rzeczywistości.

Czyli propaganda jest skuteczna.

Demokracja owa jest też niemalże nowoczesną religią i wymaga się od wszystkich państw aspirujących do uczestniczenia w życiu świata, by jej przestrzegali.

Więc przestrzegają – każdy na swój sposób.

Jak chociażby wczorajsze wybory prezydenckie w Rosji, gdzie znowu, "niespodziewanie" zwyciężył Putin!

Ba! Nawet urny wyborcze były nowoczesne, elektroniczne, wykluczające jakiekolwiek przekręty!

Czyli obowiązek demokratyczny został spełniony (im dalej na wschód, tym była większa frekwencja) i… nic się nie zmieniło – bo nie ma takiej opcji…

I "demokracja" wciąż trwa.

Bo wmawiają nam, że nie można jej niczym innym zastąpić.

Można, tylko nikomu się nie chce!

 

 

 

"Postęp ma jedną wadę: od czasu do czasu exploduje." 

Elias Canetti

81 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Dzisiaj jest pierwsza niedziela pod znakiem zakazu handlu. Znaczy ogólnie skupiono się, nie wiadomo czemu, na wielkich, zazwyczaj zagranicznych, tak zwanych marketach (za mojej młodości w PRLu, zwano je jakże swojsko i pięknie: samami i rzadziej supersamami – komu to przeszkadzało?!). Obecni zarządcy RP (jakkolwiek jej nie numerują) z pewnością mieli w tej ustawie jakiś interes ekonomiczny, albowiem wręcz wali po oczach skupienie tylko i wyłącznie właśnie na wspomnianych, zagranicznych megasklepach.

          Jakby to była najbardziej poszkodowana grupa pracowników!

          Znaczy tu po raz kolejny wychodzi prymitywizm i tępota kolejnej już ekipy rządzącej, która jak to jej poprzednicy wali na oślep, skrótem, tam gdzie cokolwiek zauważy i co potem skutkuje spięciem pomiędzy nielicznymi neuronami – znaczy pomysłem.

          A pootwierane w niedzielę supermarkety(samy) no zwracały na siebię uwagę dość wybitnie!

         Więc ci – cokolwiek hipokryci – postanowili w nie przypieprzyć z całą furią i docelowym zakazem handlu w każdą niedzielę już za dwa lata!

        Jednakowoż z tak monstrualnie rozwiniętą listą wyjątków, że cała ta akcja już na wstępie traci jakikolwiek sens!

        Oprócz tradycyjnego hałasu medialnego.

        No tu z własnych doświadczeń muszę wrzucić też pierwszą, nielepszą (a o wiele liczniejszą grupę!) ludków pracujących w tak zwanym systemie 4-brygadowym.

        Chociażby.

        Sam miałem, krótko, ale jednak, okazję funkcjonować w takim systemie i nie wspominam tego miło! Kalendarz miałem rozpieprzony jak fizjologię po zmianie czasu, weekend normalny bywał tylko raz w miesiącu, a na ogół zaczynał się we wtorki, czy inne, dziwne dni (o ile nie wymagano nadgodzin, co w tym kraju jest normą, o dziwo uwielbianą także przez pracowników! Bo to więcej kasy panie…).

         Czyli ogólnie niesympatyczny chaos.

         No ale tego nie widać, ponieważ ta spora grupa pracowników funkcjonuje gdzieś na obrzeżach, w zamkniętych, blaszanych montowniach, gdzie się nie rzucają w oczy.

         I to jest według tych świętojebliwych hipokrytów w porządku!

         Podejrzewam, a nawet jestem pewien, że nie zdają sobie sprawy z tego procederu, bo z normalną (?!) pracą owa polityczna kasta ma niewiele wspólnego i widzi tylko to, co chce widzieć i co im podszeptują kręcący się po sejmie wysłannicy przeróżnych grup/korporacji/stowarzyszeń. Mają oni jakąś angielskojęzyczną nazwę i nawet była w swoim czasie afera z nimi związana, ale wyleciało mi to z głowy)*.

         A te zamknięte markety (samy)? No nie wiem, jak można z tego robic dramat? Ucierpieć moga jedynie zakupoholicy i pracoholicy, a jedno i drugie mnie, jak i większości społeczeństwa nie dotyczy…

 

 

 

 

* Teraz sobie przypomniałem: to lobbyści.

 

113 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.162.171.242