Miesięczne archiwum: Wrzesień 2018

Jesienne słońce

Lekko zniżone

Poletni deser…

Wietrzenie po dusznym czasie upału

Ozłaca nozdrza świeżym oddechem

Wszystko staje się inaczej

Świeżej

Gdzieś już czai się chłód północy

Lecz południe jeszcze nie odchodzi

Agonijny nastrój

Zbliżającego się zamrożenia

Najpiękniejszy moment

Tuż przed zgonem

Żadna pora roku tak nie pachnie!

Żadna tak nie bije blaskiem!

Przebłysk wrót raju

Pomiędzy paranoją fizyczności i mrozem niewiary

Nic tak nie doprawi smaku życia

Jak te łagodne lśnienie

Po chaosie narodzin

Upiornym skwarze działania

Przed piekłem zamarcia…

13 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

  Podobno nie ma ludzi bez talentu. Podobno każdy ma umiejętność, która go wyróżnia, ale jak to w życiu bywa, większość ludków tego talentu zwyczajnie w sobie nawet nie odkryje, bo życie zapędziło ich do innych robót, w których się tylko męczą i marnują… Bo takie jest to dziwne życie!

Więc efekt jest taki, że światem kręcą miernoty… które też marnują swoje ukryte talenty! A tych z prawdziwymi talentami nie dopuszczają na swoje miejsce, bo je jakimś cudem (koneksjami najczęściej) zdobyli.

To podobna paranoja, jak z dojazdem do pracy.

Logicznie rzecz biorąc, powinniśmy pracować jak najbliżej miejsca zamieszkania, ale tak nie jest! Codziennie rano, z różnych, niewiadomych mi przyczyn, cała masa ludu pracującego miast i wsi, przemieszcza się w przeciwnych kierunkach, blokując drogi, zapychając transport publiczny i wstając przynajmniej o godzinę za wcześnie (przy okazji odstawiając swe niewinne dzieciątka do przeróżnych przechowalni).

Wszystko w pośpiechu.

Nie wiadomo w sumie po co?

No troszkę jednak wiadomo. Wyższe o parę stówek pensje, nepotyczno/kolesiowy system zatrudniania na miejscu (prowincja), no ale można!

Teraz można – bo śladowe bezrobocie, ale i w czasach tego galopującego też było można!

Jako typowy przedstawiciel prekariatu, praktycznie całe swoje życie zawodowe spędziłem w swoim mieście (nie miasteczku!) przylepionym do Trójmiasta, ruszając się co najwyżej na 15 kilometrów do pracy (w połowie drogi do owej aglomeracji), co mnie w końcu i tak mocno zmęczyło, że zamieniłem to na mniej płatną, gorszą robotę – ale na miejscu.

Niezrozumiałe?

Proste, o ile się jest kimś bez zobowiązań. Kwestia wyboru: czy dasz się przypiąć do dyszla, czy sam chcesz wybierać pastwisko?

Ale nie o tym miało być.

Niektórzy mają większe ambicje i chcą zaistnieć.

Można próbować w sporcie – tu przynajmniej zasady są jasne: wygrywa ten pierwszy. I żyje: jak czołowi piłkarze i olimpijczycy z rentą za złoto – co popieram z całą mocą! Reszta niestety po latach uprawiania owego musi zmienić branżę i wylądować w zwyczajnym życiu.

Ale są inne dziedziny: jak muzyka, gdzie rynek został już tak zamulony, że prawdziwe perełki są trudne do wyłuskania. Aktorstwo, gdzie 90% klepie biedę i szuka chałtur, a resztę… widać! Oni wszyscy tak samo kończą na ubitej ziemii pełnej pospólstwa (z którego się wywodzą).

Problemem jest samo zaistnienie, ale jeszcze większym jest przetrwanie!

Szczęśliwcom uda się przetrwać życie w swojej branży i przy oklaskach tłumu, ale jest to opcja tak na góra 100 lat. Wszystko dalej się zwyczajnie zapomina.

Więc po kim zostanie pamięć?

Nie po pisarzach! Na przykład większość XIX wiecznej literatury już jest bezwartościowa w dzisiejszych okolicznościach. Muzyka? Przetrwa nieliczna. Kino? To samo. Fotografia? Mamy już smartfony, drony, a zaraz będziemy mieli okulary rejestrujące wszystko w trójwymiarze – to też przepadnie.

Szachiści przegrają z komputerami wreszcie. Rzemieślnicy z drukarkami 3D.

Co więc przetrwa na wieki? Na pewno rzeźba i malarstwo.

I myśl.

Idea spisana.

18 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

        Majnstrim (spolszczę pisownię dla uproszczenia), to dosłownie "nurt główny". Najbardziej interesującą mnie jego odmianą (bo najbardziej widoczną i w ten sposób najpopularniejszą – jeszcze) jest tenże nurt dziennikarsko, artystyczno, polityczny.

        W skrócie: telewizja. Ta nastawiona na publicystykę i informacje.

        W Polsce to trzy główne stacje, plus ze dwie poboczne. Wszystkie one nadają TE SAME informacje i relacje z tych samych miejsc. Po prostu ich mobilne ekipy reporterskie jeżdżą jedna za drugą, by nie dopuścic do monopolu konkurencji w relacji z najgłupszego, przypadkowego częstokroć wydarzenia, nawet gdy tuż obok dzieje się coś o wiele ciekawszego. Najdobitniej to jest widoczne w wiadomościach puszczanych gdzieś tak koło 19. Wszystkie trzy odmiany tych z pozoru informacyjnych audycji, to w sumie to samo… tylko inaczej komentowane i prezentowane z innej perspektywy (umotywowanej polityczną opcją każdej z tych stacji). W efekcie, żeby wyciągnąć średnią prawdy, trzeba by obejrzeć wszystkie po kolei. Tam chyba tylko sport jest relacjonowany bezmanipulacyjnie?! Kompletnie bez sensu w czasach internetu! Dodatkowo po każdych wiadomościach są organizowane spotkania publicystyczno/komentatorskie na tematy polityczne… które w każdym wypadku są zwykłym pieprzeniem bez sensu! Ku uciesze coraz mniej licznej i coraz starszej gawiedzi.

       Bo młodzi i liczni od tego mają internet. W internecie każdy wypadek/pożar/bójka/itp , pojawiają się natychmiast za sprawą wszechobecnych kamer (smartfony). Jest to o wiele ciekawsze od pieprzącego do mikrofonu bzdury na zgliszczach, kolejnego spóźnionego na miejsce zdarzenia reportera. No i informacje w internecie wydają się o wiele bardziej obiektywne i to nawet, gdy są prezentowane z jakiejś radykalnej strony. A to przez to, że brak tam nacisków z góry na przedstawianie jedynej, słusznej prawdy, a komentatorzy to autentyczni ideowcy tej, czy innej opcji.

      No i te dyskusje na tematy polityczne! Ich apogeum, to niedzielne poranki, gdy grupka oddelegowanych przez swe partie, najbardziej oblatanych w mediach cwaniaków spiera się, kłóci i sprawia mocne wrażenie, jakby coś od tego zależało! Starsze pokolenie to kupuje. Ale oni nie wiedzą, że prawdziwa polityka kręci sie gdzieś na zapleczu, w ciszy, wśród tych naprawdę rządzących. Ale ciemny lud tego nie wie – no chyba że wyciekną jakieś nagrania (jak u Sowy na przykład), lecz to też celowe ustawki.

       A te redaktorki i redaktorzy! Pozbawieni pokory, niesieni ambicją mądrale, których prawda jest najprawdziwsza i jedyna!

      Lecz czas tego medialnego cyrku powoli sie kończy (oni jeszcze tego nie wiedzą). Z telewizji zostaną już wkrótce specjalistyczne kanały na kablówce, gazety już powoli przenoszą się w strefę cyfrową. Niezagrożone jest radio, którego w samochodzie, czy pracy zwyczajnie nie da sie zastąpic niczym innym. Jedynym niebezpieczeństwem są co i rusz podejmowane próby ograniczania internetu, ale to jak próba zatrzymania tsunami przez dinozaury.

      Oni są skończeni. To tylko kwestia czasu. Obrona nie ma sensu. Postęp nie ma litości.

14 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.92.190.11