Miesięczne archiwum: Luty 2019

         Obecnie teorią prowadzącą jest asertywność, która zakłada zatwardziałe dążenie do obranego z góry celu (sławie, karierze, szmalowi i tym podobnym bzdurom). To idea nowa i całkowicie utopijna, bo zakładająca, że tylko całkowite skupienie się na dążeniu do owego sukcesu w końcu się spełni i nastąpi raj na ziemii. Oczywiście pułapką jest fakt, że tylko nieliczni ów sukces osiągają.

         Reszta cierpi i się wyczerpuje.

         Alternatywą jest stoicyzm.

        Najlepszym przykładem są himalaiści i inni wspinacze, którzy zakładają sobie, że muszą zdobyć szczyt.

        Stoik stwierdza, że chce tam wejść.

        Niby drobna różnica, a dokumentnie wywraca sposób myślenia…

53 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

           Subiektywnie patrząc, sen od zawsze był dla mnie czymś wręcz najważniejszym, czasem nawet mieszającym się z rzeczywistością (paradoxalnie – używki wyzwalające innych z realiów życia, pozwalają mi wytrwać w owej "rzeczywistości"!). Spanie, zajmujące zdrowemu osobnikowi około 1/3 wegetacji w ciele materialnym, przez zwolenników asertywnego, pełnego sukcesów życia, jest ogólnie uznawane za stratę czasu (tego skromnego – góra stuletniego). Więcej! Spora część trzódki ludzkiej, prąca przez swoją (ułomną) czasoprzestrzeń, nie pamięta nawet swych snów i uważa je za bezsensowną stratę owego skromnego, danego nam, tu na ziemii żywota.

            Tak oczywiście nie jest.

            Olewanie sprężystym moczem 1/3 całego życia jest co najmniej ignorancją!

            I to dopiero jest nieekonomiczna strata czasu!

            Sen trzeba docenić.

            Od maleńkości.

            Co niestety w obecnym czasie nie jest normą i owych maluchów snu się pozbawia wręcz sadystycznie!

            Otóż stary model rodziny, gdzie to mąż (też rzadkość w obecnych, luźnych związkach) zajmował się utrzymaniem rodziny, a żona, tak naturalnie, gdzieś do trzeciego/czwartego roku życia chowała dzieciaki, jest już w zasadzie cieniem przeszłości. Więcej! Obecnie sporo kobiet, na kierowniczych stanowiskach (wbrew bzdurnym hasłom głoszonym przez feministki – kobiety zarabiają TYLE SAMO co mężczyźni!) zarabia więcej od swoich mężów. I co naturalne, więcej czasu spędzają w robocie. Drugą grupę stanowią pracownice zwykłe, fizyczne, słabo opłacane, które to przed 6 rano muszą swoje dzieciaki gdzieś wyexpediować.

            O ile ta pierwsza grupa da się swym dzieciakom wyspać chcociaż do 7 rano, by potem pozostawić je w swym najbardziej chłonnym wieku, na pastwę obcych ludzi w jakichś przechowalniach, do wieczora, o tyle te drugie mnie wprost przerażają!

            W zasadzie nie ze swojej winy – bo życie kosztuje, a życie w Polsce postPeeReLowskiej kosztuje podwójnie/potrójnie/poczwórnie – niepotrzebne wykreślić.

            Więc te poranne (w sumie nawet nocne) wyrobnice, budzą regularnie swoje pociechy (?!) o 3 – 4 rano, by zapierdalać wózkiem gdzieś tam, gdzie to dziecko przetrwa do ich powrotu. 

            To żadna ściema! Widzę to przez okno, wstając o 5 rano na pierwszą zmianę! Dla mnie, dorosłego człowieka, wstawanie o 5 rano już samo w sobie jest cierpieniem, ale jaką katastrofą dla wykluwającej się dopiero psychiki musi być zrywanie w środku nocy i przerywanie owych, tak ważnych snów (czy tam nowocześnie zwanych faz REM)!

            Zapierdalając w tym wyzwolonym od ustalonych reguł świecie, powoli, acz nieuchronnie doczekamy się pokolenia tak zestresowanego, z tak skrzywioną psychiką, że dzisiejsza gimbaza, hipsterzy i pederaści będą przy nich ostoją normalności!

             A to wszystko przez tak ignorowany obecnie sen…

 

 

            PS   Kompletnym paradoxem jest, że w czas ferii, czy wakacji, dla dzieciaków praktycznie nic sie nie zmienia (bo rodzice nie mają urlopów), ale za to wolne mają nauczycielki (bo to zawód już praktycznie w 100% sfeminizowany) i to te stare panny mogą sobie bez przeszkód podróżować, imprezować i zalegać w barłogach chociażby do południa!

 

 

58 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Już któryś rock z rzędu krzywa wzrostowa gospodarki szybuje ostro w górę, bezrobocie trzyma się na poziomie absolutnego minimum…

       Niby wspaniale, ale ciągle coś nie pasuje i nie pozwala osiągnąć ludowi pracującemu pełni szczęścia (tudzież emigrantom zarobkowym wrócić do ojczyzny).

       A mianowicie płace.

      Te najniższe dokładnie. Są one ciągle skandalicznie niskie, niedostosowane do rzeczywistości i żadne ich sztuczne podnoszenie przez państwo ABSOLUTNIE tego nie zmieni: istnieje bowiem zbyt duży rozrzut płacowy pomiędzy pracownikami szeregowymi, a wszystkimi powyżej. Świetnie to określa coroczna mediana, której suma jest tak mniej więcej regularnie dwa razy wyższa od tego, co wiekszośc widzi na swoich kwitach od wypłaty i co te masy zasuwające na wzrost gospodarczy ogółu regularnie wkurwia.

      Matematyka jest prosta: ową średnią zawyżają ci nieliczni, zarabiający wieloktrotnie więcej, niż stada tych licznych.

       Ale skąd tak ogromny rozrzut, bezczelnie dyskryminujący ową mniejszość?!

       Ano trzeba zacząć od historii. Tej najnowszej: czyli PRLu. W tym żałosnym i szarym jak papier toaletowy systemie jedno było – trzeba to przyznać – sprawiedliwe. Mianowicie nie było tak ogromnych widełek płacowych jak teraz (czyli przez trzydzieści lat od upadku tego sovieckiego absurdu). Było biednie, bez sensu, ale pod względem płac mniej więcej sprawiedliwie: wszyscy mieli gówno, ale po równo. Co innego było za to taką zakamuflowaną dyskryminacją, w której widzę przyczynę obecnej, niesprawiedliwej, nierówności.

      Mianowicie bardzo wyraźny podział na pracowników fizycznych i samookreślających się jako inteligencja pracowników biurowych, urzędników, itp.  

      Stary system padł, więc ów podział dostosowano do chorych wymagań nowego i ci, którzy pokończyli wyższe uczelnie, z miejsca zaczęli się domagać wysokich stanowisk, za wielokrotność płac tych z dołu.

       O dziwo przyjęto to bez zastrzeżeń z obu stron!!!

       Tu trzeba wspomnieć, że polskie szkolnictwo (to wyższe zwłaszcza) jest na drastycznie niskim poziomie i tak naprawdę 3/4 absolwentów wyższych uczelni nadaje się w ostateczności, co najwyżej do smażenia frytek w jakiejś hamburgerowni. Wina zresztą jest głównie po stronie samych studentów, którzy idą na uczelnie dla papieru, a nie po wiedzę. Rynek się dostosował i skupił głównie na udzielaniu absolwentom owego papierka, więc mamy całe stada głąbów z przedrostkiem: "mgr." przed nazwiskiem. No i oni potem trafiają do biur, gdzie z miejsca, bez zastanowienia i niejako z przyzwyczajenia, bez względu na jakiekolwiek umiejętności praktyczne i kompetencje, daje im się dwukrotność najniższej krajowej.

       Bo tak się przyjęło!

       A całe restrykcje i zrzucanie winy za słabą rentowność firm zrzuca się już niejako z przyzwyczajenia na tych z dołu drabinki społecznej i utrzymuje się mit niskich kosztów pracy, jako elementu niezbędnego do rozwoju gospodarki! A gdy komuś nie pasi, to się jeszcze dowali tradycyjnym: "Trzeba się było uczyć, a tym co się uczyli to już za "wiedzę nabytą" należą się profity, a reszta japa w piach!".

       Tyle że to kompletna bzdura!

       Tnie się tych, co już z definicji są przycięci. A żeby ich skłócić i uniemożliwić bunt stosuje się dwa dość podłe myki:

  1. Tajność zarobków, która jest głównie na rękę tych z wyższymi stawkami, bo gdyby masy zarabiające te same gówno, zobaczyły listy płac w firmach (co powinno być obowiązkowe!), to natychmiast skończyłoby się to spłonięciem ich wyższych pięter! Taki tam jest rozstrzał, a to, czy pracownik szeregowy zarabia o 100 PLN więcej, czy mniej od drugiego na tym samym poziomie, w tym momencie nie ma żadnego znaczenia!
  2. Nierówne rozdawnictwo podwyżek (w sumie inflacyjnych, ale dla niepoznaki zwanych motywacyjnymi) właśnie dla tych z dołu, by mogli się żreć między sobą o te nierówne ochłapy, by ci z biur, po cichu, przez niejawność swoich mogli się cieszyć swoimi wypłatami, pozwalającymi na w miarę normalne życie.

           Dlatego listy płac WSZYSTKICH obywateli powinny być jawne i umieszczane na bramach zakładów ich pracy.

           Reszta już by się dokonała sama…

 

68 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 34.229.151.87