Miesięczne archiwum: Czerwiec 2019

           Mieszkamy w rejonie chaosu klimatycznego, gdzie codziennie może być inna pogoda. W tym rocku to jest widoczne i namacalne. Maj był wyjątkowo zimny, a obecny czerwiec to na zmianę: równikowe upały i burze znienacka.

           No pierdolca idzie dostać!

           Ale jest jeden, jedyny dzień w rocku, który ma gwarantowaną, zawsze identyczną, słoneczną pogodę przynajmniej do południa! Jak żyję, nie pamiętam by było inaczej! Mimo, że to święto ruchome (!).

           Chodzi oczywiście o Boże Ciało.

           Jakby Temu z góry się podobały te imieniny?

           W 1996 roku, w hiszpańskich górach Sierra Nevada, położonych tuż przy Morzu Śródziemnym,  miały się odbyć Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Alpejskim. Sęk w tym, że luty był wyjątkowo ciepły i za cholerę nie było tam śniegu! Próbowano wszystkiego, ale nadziei na opady nie było. Prognozy także były jednoznaczne. Oznaczało to katastrofę ekonomiczną dla tego rejonu, więc zdesperowani mieszkańcy chwycili się broni ostatecznej i wysłali tam, na te gór szczyty… swoje babcie!

           Babcie owe – taka łagodna, bo śródziemnomorska odmiana moherów – karnie wzięły w ręce różańce i ropoczęły modły.

           Pomodliły się, odwieziono je na dół, a w noc poprzedzającą owe mistrzostwa, w górach rozpętała się taka zamieć, że o mało co nie odwołano mistrzostw z powodu nadmiaru śniegu!

           Przypadek? Nie sądzę…

75 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

         Po raz kolejny powtarzam, że praktycznie wszystkich powyżej 50 lat uważam za skażonych PRLem, komunizmem, sovietyzacją i podobnymi czerwonymi cholerstwami, niczym rejon Czernobylskiej elektrowni.

        Ja bym ich zabetonował i zasypał żywcem, bo stanowią skrajne zagrożenie dla otoczenia!

        I na betonie się właśnie skupię.

        Dosłownie na realnym, namacalnym betonie.

        Oni, te staruchy, mają jakiegoś dziwnego pierdolca w kwestii drzew, krzewów, żywopłotów, ogólnie zieleni. Chodzi o to, że chcą to wszystko masowo powycinać – bo to dzikie i niesymetryczne, a w zamian zastąpić to równym betonem, lub kostką baumana. Takie podprogowe wprasowanie z czasów komuny, gdzie to beton właśnie i żelaztwo spod znaku industrializacji było religią panującą i tam gdzie ta zarośnięta dzicz, miały być dymiące kominy i hałasujące hale produkcyjne!

         Jak za dzieciaka, dzień w dzień dostawało się regularnie takie sygnały, to na starość przepełniony tym mózg chciałby widzieć cały świat w betonie!

         Wyjaśnię to na trzech przykładach zaobserwowanych przeze mnie (!) i jedną, ogólną patologią, która znienacka dosięga polskie miasta obecnie:

  1.          Dzieciństwo spędziłem w nadmorskiej miejscowości Sztutowo, u wejścia na Mierzeję Wiślaną, chętnie odwiedzaną przez turystów, w której stoi jeden, stary, mały kościółek. Rzecz jasna, w sezonie (gorące lato), owy kościółek nie może wszystkich pomieścić, więc na ławeczkach przed nim siadało zawsze równie wielu wiernych, ukrytych przed upałem, czy deszczem, w cieniu wysokich drzew.

                     Naprawdę przyjemna sprawa!

                    Taki stan rzeczy trwał i w PRLu i w latach 90(ych!)… aż przyszedł nowy proboszcz i drzewa wyciął!

                    Teraz potencjalni wierni mają do wyboru: albo sie usmażyć, albo zalać.

                    Debil ów xiądz miał chyba na myśli, by budowla była lepiej widoczna z drogi, ale na bank każdy przejeżdżający obok, ma ten widok daleko w tyle!

     2.            Sąsiad z parteru. Burak totalny zbierający odpadki (wraz z rodziną). Żyjący w naprawdę ograniczonym świecie, przyciął znienacka w przyblokowym ogródku drzewa, bo… przeszkadzały mu w odbiorze telewizji satelitarnej!!! Ogólnie przysłaniały mu z dawna widok… na parking i ruchliwą ulicę (!!!). 

                    Wielu jest w sumie takich buraków… a wystarczy tylko zamienić mieszkanie na wyższe piętro!

                    Jest naprawdę równie wielu, którzy z chęcią by osiedli w takim zaciszu!

                    I każdy by był szczęśliwy!

    3.             Mój stary – od dawna na szczęście nieobecny.

                    Ten z kolei był zapalonym działkowcem, ale takim niedorobionym i bez wyobraźni. Czas na owej działce spędzał pijąc browar, lub inne alkohole (to rozumiem :), ale na odsłoniętej przestrzeni, gotując się w słońcu i na widoku wszystkich przechodzących (taka narożna, tuż przy wejściu), bo… wszystko co miało go przed tym uchronić posadził w niewłaściwym miejscu!

                    I był z tym szczęśliwy! A że śmieszny jak typowy Janusz? Januszy to nie rusza.

    4.            I ostatnia patologia, która mnie skłoniła do napisania tego textu, to maniakalna wręcz, ogólnopolska akcja betonowania rynków miast (po uprzednim usunięciu stamtąd zieleni).

                   Samorządowcy w całej Polsce uparli się na potęgę, by z tych centrów, cokolwiek pieknych miejscówek, pousuwać wszystko co zielone i zastąpić to gładką, betonową powierzchnią!

                   Logika (?), która nimi kieruje, jest taka sama, jak tego durnego proboszcza ze Sztutowa: tyle że na o wiele większą skalę!

                   Instalują tam w zamian wszechobecne już (i badziewne) wodotryski wprost z owej posadzki, ale nikt nie pomyślał o tym, by zamontować jeszcze wtopione w nią wyświetlacze led, które w zależności od pogody wskazywałyby napis: Tefal, lub Aquapark…

                    

51 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

        Miałem podać przepis na obalenie systemu…

        Ale jeszcze nie teraz!

        Powodem jest to, że poprzedni system jest wciąż zbyt zbyt mocny, a obecny zbyt napalony, by go rozpieprzyć.

        I obie strony walą teraz na maxa w przeciwnika!

        Aż przyjemnie popatrzeć.

        Więc warto poczekać, aż ci pseudoprawicowcy wykopią ostatecznie w kosmos ten układ zamknięty, resortowe dzieci (teraz już wnuki!) i całą tą zgraję dorobkiewiczów i ten cały zakomplexiony po sufit mainstream z powrotem do rodzinnego obornika gdzieś tam (gdziekolwiek to jest i jak bardzo nim gardzą te gnojowe dzieci!).

        Niech się jeszcze pożrą…

110 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

      Ano mamy 4 czerwca i w atmosferze wzajemnej nienawiści  (tych 30 % wciąż głosujących na dwie główne partie debili) "świętuje" się…

      No właśnie co?!

      Oficjalnie już brzmi to absurdalnie: półwolne wybory, czy cuś w tym guście.

       Znaczy dokładniej z tym absurdem:

  1. Ani to obalenie komunizmu – bo formalnie tak posrany system nie ma prawa zaistnieć w rzeczywistości!
  2. Po drugie (nazwijmy go totalitarnym) ten utopijny ustrój się tylko przeobraził – o czym poniżej.
  3. Obecnie uprawiana "demokracja" jest od owego - śmiesznego początku, tylko pozorem prawdziwej demokracji (o czym jeszcze niżej). 
  4. Więc czym ją zastąpić?!

       Dla przypomnienia: ówcześni kacykowie gnijącego – oficjalnie tak zwanego – komunizmu, mieli do wyboru trzy ścieżki. Obecnie możemy je nawet zdefiniować – wtedy to była jedna wielka niewiadoma. Tak więc komunizm padał z impetem na ryj EKONOMICZNIE i praktycznie nic nie trzeba było z tym robić. Koniec tej paranoi był nieuchronny, a żadne skoki przez płoty, strajki, bunty, itp, nie miały znaczenia!

       Kwestią było tylko: w którym kierunku to rypnie.

       Dzisiaj mamy doskonałą skalę porównawczą:

  1.         Korea Północna – trzymamy się komunizmu za wszelką cenę, z państwa robimy jeden wielki obóz koncentracyjny – a i tak giniemy na końcu z głodu.

                   Oczywiście w bloku wschodnim, a nawet w ZSRR taki scenariusz nie mógł mieć miejsca ze względu na cokolwiek europejską mentalność: skończyłoby się rzeką krwi (i tak jej troche popłynęło przy rozpadzie owego)…  

       2.         Chiny (znowu Azja daleka): oficjalnie komunizm (partia trzyma wszystko za ryj) – praktycznie kapitalizm (jedna z największych potęg gospodarczych obecnie). Plusem jest to, że układy zamknięte i korupcja są zaciekle zwalczane (do dziś rozstrzeliwuje się przekupnych urzędników na stadionach, ku uciesze televidzów!!!).

                   Chore, ale chociaż uczciwe.

       3.         No i ta trzecia opcja, którą niestety zaliczyliśmy, a którą się tak medialnie/namiętnie dziś świętuje: 

                   resort zmienia barwy na kapitalistyczny kamuflaż, bierze co się da, a milionom sierot po tym porąbanym systemie wbija się uparcie do głów, że oto NAGLE muszą sobie radzić sami (boć to przeca kapitalizm!), a jak już się stoczą, to sami sobie winni i wypierdalać na bruk i nie psuć estetyki tym ze świecznika!

                  Za to mamy "demokrację" i pieluchomajtki to za mało, by powstrzymać radość nad tym faktem!

                  A czym się ona objawia?

                 Co parę lat wybiera się ponad pół tysiąca nic nie znaczących pajaców i jakiegoś marionetkowego prezydenta, a i tak – jak to obecnie jest najdobitniej widoczne – WSZYSTKIM kręci jakiś koleś z tylnej kanapy (obecnie ma na imię Jarek, porzednio zwał się jakże egzotycznie: Donald).

                 Nie muszę już chyba, po raz kolejny, powtarzać, że owa "demokracja" natychmiast po wyborach znowu się kończy, a miliony odepchniętych od koryta "obywateli" ma stulić ryj i godzić się pokornie ze swym losem parobka.

                Taka to wolność!

                A jak to zmienić?

                Jest parę pomysłów i wkrótce je zaprezentuję.

            

 

    

    

65 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 100.24.209.47