Miesięczne archiwum: Sierpień 2019

            Jakoś tak naturalnie zwracam uwagę na szczegóły, których inni nie zauważają, lub są dla nich tak nieistotne, że zlewają je sprężystym moczem. Ostatnią taką obserwacją są długowłose dziewczęta, którym owe włosy tak przeszkadzają w funkcjonowaniu (na przykład w pracy), lub ewentualnie tak podgrzewają  czaszkę w te gorące dni, że…

           …no naturalnie, z dawien dawna, upinano włosy gdzieś tak w okolicach potylicy (znaczy z tyłu), lub pleciono z nich warkocze. A teraz nie! Taka dziwna odmiana! Więc coraz częściej obserwuję dziewczyny, które uparły się, by spinać to wszystko, co im wyrosło włochatego: na szczycie głowy!

            Niby nic takiego, ale całkowicie odmienia wizerunek całkiem ładnych (często) kobiet, a tym brzydkim ujmuje resztkę pozostałej urody.

            Niektóre wyglądają wręcz, jak rozpieprzona piorunem stodoła pełna siana!

            Ale nic! Według nowoczesnych reguł: ważne, że jest im wygodnie i same się akceptują!

            A że – na przykład mi - psuje to estetykę, ze szczególnym uwzględnieniem piękna kobiet?

            Ja jestem nieistotny – jak mężczyzna w sprawie decyzji o aborcji (ale w przypadku alimentów jego pieniądze już stają się istotne).         

            Tyle że te wiechcie i badziewne koki na głów szczytach to pikuś!

            Jest naprawdę coś gorszego i równoznacznego z wytatuowaniem sobie na czole: "Jestem pierdolnięta i mam małe IQ" !

            To tak zwana fryzura na lesbę.   

            W skrócie wygląda to tak, że jakaś zbuntowana samica goli sobie cały bok głowy, lub w porywach i dwa.

            To nie tylko moja obserwacja, że klientki w ten sposób wygolone, są praktycznie co do jednej (osobiście, sam, nie spotkałem ŻADNEJ takiej, która by była normalna!), jak już wcześniej wspomniałem: zdrowo pieprznięte i pozbawione funkcji myślowych w stopniu wręcz podstawowym! Za to w większości wyposażone w pustą arogancję i zawyżoną samoocenę.

             Zadziwiająco często, dzisiaj, w czasach dowolnej samoaranżancji, to co na głowie, łączy się z tym, co w środku (na przykład stereotyp łysego w dresie). Tyle że od każdej takiej reguły wyglądu, jest sporo wyjątków.

             A KAŻDA podgolona, to egzemplarz w ten, czy inny sposób uszkodzony.

             I tu nie ma wyjątków!

             A te poupinane na głów szczytach… coś mi tak intuicja podpowiada… to zwyczajne fleje są…

 

 

            P.S.     Ogólnie dziewczyny obecnie mają jakąś taką dziwną przypadłość w kierunku samooszpecania się. Jak: radykalne przypadki botoxiar, silikoniar i solarisy, ale też jakże częste maniaczki wyskubywania sobie brwi – by zamiast nich rysować jakieś dziwne kreski na czole. No i oczywiście te obtłuszczone betoniary, które swoim smalcem epatują na okolicę, jak bojownicy mniejszości sexualnych swymi zboczeniami: bo z siebie trzeba być dumnym i to okazywać, a inni niech akceptują i zamkną ryja, lub oczy, jak ich to razi!

                        Zaiste zgubna ta asertywność…

68 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

             Jak uparcie powtarzam, jestem z duszy, ciała i przyzwyczajenia mieszkańcem Pomorza, a każdy dłuższy wyjazd w głąb lądu powoduje u mnie syndrom odstawienia od jodu, przygnębienie wszechobecnym, okalajacym mnie ziemskim krajobrazem i dość duszną atmosferą (Pomorze to kraina wiecznie pizgającego wiatru i co za tym idzie luźnego oddechu).

           I uparcie wciąż powtarzam ideę wyższości morza nad górami: bo te drugie są skończone, a za nimi jeszcze inne (choćby nie wiem jak piękne!), a potem tylko doliny, a morze to doskonała, metafizyczna nieskończoność.

           No ale Polska przaśna uparła się, by jeździć w góry.

           W Tatry dokładnie.

           To jakieś 10% naszej górskiej, południowej granicy, ale tak pożądane przez ogół, jak… no nie wiem: waleriana przez koty?

           No oni się tam tłoczą nad tym Morskim Okiem (?!), przepychają na szlakach pod Giewont, zajeżdżają miejscowe konie ciągnące przepełnione turystami wozy: bo tak wypada przed sąsiadami i takie tam…

           Oczywiście sam tam nie byłem: odpycha mnie na samą myśl o mieszkańcach tego regionu, odwiedzających ich burakach, tłoku, etc… Przy pierwszym halnym, pewnie (zwyczajem miejscowych) odwaliłbym samobója, ale dodając coś od siebie zajebałbym przy okazji sporą część przebywających tam słoików…

           Nieważne!

           Przy takim zasypie turystycznej stonki, co jakiś czas musi się tam wydarzyć tragedia, i właśnie jebło!

          Dokładnie paroma pierunami.

          W różne miejsca tych gór, ale najgorsze żniwo wyładowanie elektryczne zebrało w drodze na niejaki Giewont.

          Tu tak dla przypomnienia: jest coś, co polskie morze łączy z polskimi górami.

          Więc ten z pozoru płytki, niedosolony akwen, jest jednym z najbardziej nieobliczalnych mórz na świecie, a te niby niskie góry, z wyrytymi na ich szczyty schodkami i łańcuchowymi poręczami, są zmienne jak gruba feministka w czasie okresu!

         I w taki okres, ponad 100 ludzików, brnąc nie wiadomo po co w mgłę, zostało porażonych (dosłownie) tą przyrodniczą nieobliczalnością.

        Ci dorośli, pośmiertnie powinni być odznaczeni Nagrodą Darwina. Dzieci niestety żal, ale jeśli przeżyły i pozbyły sie takich cymbałów, to niech już dalej, przez życie, idą innym szlakiem….

 

64 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Jednym ze szczytowych osiągnięć Januszostwa from the PRL jest służba w wojsku lat 80 i 90. Przy czym słowo "służba" jest jak najbardziej na miejscu, a "wojsko" już tak raczej nie…

      Chyba Napoleon stwierdził, że armia która nie walczy, przestaje być armią?

     A począwszy od lat 80 aż do końca 90 nie miała przeciw komu walczyć, czym walczyć, no kryzys i rozpierducha totalna!

     Ale pobór był przymusowy – początkowo na 2 lata, potem na 1 i 1/2. No i tak: brano tych biednych chłopców w warunki niemal więzienne, gdzie strzelanie było rzadkością, rozliczano ich z każdego naboju (!!!), a szkolenie było zwyczajną kpiną, przygotowującą poborowych… no w sumie nie wiadomo na co?!

     W zamian zastosowano wypełniacz tego straconego czasu, w stylu: zabawy w falę, kotów i dziadów i maniakalną wręcz dbałość o porządek (autystyczną wręcz fobię równo zaściełanej pryczy, pięknie wypastowanych kamaszy – w ogóle wszystkiego wypastowanego i wyszorowanego szczoteczką do zębów!).

     Dla obserwatora z zewnątrz, a zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, ówczesne nędzne koszary, wypełnione takim biednymi rekrutami, szorującymi co się da, małpującymi przed starszymi (równymi stopniem!) to musiał być istny dom wariatów.

     I tak było.

     Ówczesny pobór nie służył niczemu, nikogo nie szkolił, a tylko tworzył patologię.

     No ale miliony dzisiejszych 40, 50 i 60 latków przez to przeszło – bo nie było możliwości odmowy (chociaż mi się udało :).

     I jak oni mają wytłumaczyć potomnym to przymusowe zesłanie?

     Ano wciskają, że to była szkoła życia, że nauczyli się porządku (w domu nie uczyli?), że stali się prawdziwymi mężczyznami (a wcześniej to cioty były i połykacze spermy?), no i że w końcu nauczyli się wojaczki (a jak już wcześniej wspomniałem – to była tylko chodowla mięska armatniego).

     No co oni biedni mają teraz mówić?!

    Naprawdę mi ich żal!

    Spędzić 2 lata praktycznie w więzieniu, po to by oddać raptem ze 3 serie ze starego, zwichrowanego kałacha…

    Tyle że te parę milionów tak skrzywdzonych, podtrzymują mit tego wojska ludowego, do czegoś służącego.

    Dzieci i wnuczęta – nie dajcie się na to nabrać, ale też nie szydźcie z nich, bo to pokrzywdzeni ludzie, co myśleli, że byli w prawdziwej armii…

    

      

66 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Wybory prawie za trzy miesiące. Prezio tak ogłosił. Kampania już trwa, ale jak to w Polsce – jest całkiem oderwana od polityki i służy podniesieniu napięcia wśród podatnych na manipulację wyborców (pokolenie PRL przyssane do TV + słoiki). Gra na emocjach osiąga już chyba apogeum! Jedni z drugimi szczują się bez żadnych granic, by zmobilizować swoich skromnych w liczbie, acz wiernych, tradycyjnych wyborców – znaczy lemingi i mohery.

          Normalni (łącznie ze mną) tym razem w wyborach udziału nie wezmą. Teraz to już naprawdę nie ma sensu! PiS (mohery + 500+) ma taką przewagę, że stawianie krzyżyka na co innego, to zwykła strata czasu! Lemingi oczywiście tradycyjnie ruszą do urn, by ratować swoją opcję, ale to niewiele da. Przyszły parlament to będzie siedlisko partii Jarosława, z drobną grupą krzykaczy spod znaku PO – bo tylko na tyle będą sobie mogli pozwolić. Po PSL nikt nie będzie płakał – oprócz przez nich poustawianych życiowo rodzinach i znajomych. Jakaś śmieszna, zjednoczona levica, z próbujacym się odświeżyć wizerunkowo Biedroniem? No litości!

         No właśnie Biedroń. Koleś, który usiłuje przedstawić się jako coś świeżego… jest totalnym zgniłkiem! Zaczynał w SLD, otarł się o Palikota, w zasadzie przez całe dorosłe życie tapla się w polityce! Kto kupi taką ściemę?!

         Tu druga sprawa: po 30 latach oferowania kiełbasy wyborczej obywatelom jakby opadła mgła z oczu i puste obiecanki, oraz kreowanie sie na kogoś, kim się nie jest, już nie działa. Takie powolne wychodzenie z mentalności postsovieckiej – Norman Davies określił ten czas na jakieś 45 lat – więc zostało nam jeszcze jakieś 15.

         A kwestia tych śmiesznych partyjek kreowanych nieoficjalnie przez PO? Był Palikot, była Nowoczesna, teraz więdnie Wiosna. Palikot był błaznem, Biedroń karierowiczem, ale Nowoczesna wydaliła z siebie niejaki KOD, którego zadaniem było zamieszanie, z docelowym obaleniem nielubianej przez nich (acz demokratycznie wybranej) władzy. I byli bardzo blisko tego! Wywołali niezły zamęt… ale jakby to robili bez serca, jakby bez przekonania, jakby to była tylko wynajęta grupa krzykaczy z paroma pożytecznymi idiotami i zszokowanymi zmianami resortowcami…

         Nie odnosicie takiego wrażenia? Bo ja tak.

         No ale KOD padł, a w zamian znalazły się te tęczowe wesołki (oczywiście z Biedroniem na czele), które w liczbie dość niedużej – około 30 autokarów (kto to opłaca?!) objeżdżają po kolei polskie miasta i paradują… Już nawet nie sugerują jakichś szczytnych haseł, a tylko zwyczajnie prowokują – i to skutecznie, bo dla drugiej strony to też woda na młyn do straszenia swoich! No taka nowa forma turystyki. Normalni ludzie jadą na urlop autokarem gdzieś w Europę, lub w Polskę, a ci co parę dni ładują się do podstawionych busów i zaliczają kolejną miejscówę. Jestem niemal w 100% pewny, że nic na tym nie tracą, a wręcz zarabiają!

        Tu jeszcze wyższa forma zastanowienia: to już od dawna wygląda tak, jakby ta opozycja, zwąca się jeszcze do niedawna totalną, robiła dosłownie wszystko, by ich przeciwnicy osiągnęli sukces! Oni w zasadzie nie muszą robić nic! Opozycja sama się ora za każdym ruchem.

        Jakby ta ustawka została już dawno ustawiona i tylko lud z dwóch stron barykady ma być utrzymywany w nieustannej wściekłości, bo nic tak nie likwiduje zdrowej myśli, jak uczucia…

80 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Dramat współczesnośći polega na zaniku logiki.

        Kompletnie!

        Znaczy spora część społeczeństwa, niejako z genetyki i wychowania, tej logiki jest pozbawiona. Od pokoleń.

        Tyle, że przez wieki byli oni odseparowani od rządzących, dzięki czemu świat (Europa) się rozwijał, liczne konflikty tak naprawdę szkodziły nielicznym (poza małymi wyjątkami – jak wojna XXXletnia), a prawdziwa mądrość była jasno określona i łatwa do zidentyfikowania.

        Ten cudowny stan rozpieprzyli w drobny pył romantycy w pierwszej połowie XIX wieku, a dobili go potem reformatorzy spod znaku komunizmu i socjalizmu.

        200 lat później sytuacja – z punktu widzenia człowieka myślącego – wygląda dramatycznie! Rządzący są już takimi samymi debilami, jak rządzeni. Czwarta władza debilizm ów wręcz nawozi (niezależnie od opcji). Wszędzie tylko uczucia, wszechobecne love i socjalistyczna parodia chrześcijańskiej tolerancji (tudzież miłosierdzia). Jak coś się wpoi ogółowi, to jest to prawda i już! Zero myślenia, analizy i oceny! Z góry określono, że jak coś jest słuszne – to tak ma być!

        Owsiak z tym swoim błótstockiem? Miłość, tolerancja, hektary uratowanych niemowląt… więc spierdalać krytykanci! Nie ma dyskusji!

        Powstanie Warszawskie?

        Co tam ćwierć miliona wymordowanych cywilów (głównie Ochota I Wola)! Liczył się zryw, walka (3/4 powstańców nie miało ŻADNEJ broni!), moc, przekaz i inne pierdoły…

        A sterta 250 000 (słownie: dwieście pięćdziesięciu tysięcy) zwłok dzieci, kobiet i takich tam?

        Co tam! Adrenalina i biało-czerwona (teraz chyba już karmazynowa?) usprawiedliwiały wszystko!        

        LGBTQwerty? Wprost epatują miłością! Wszyscy ich mają kochać i już! Nieważna logika, nieważna krytyka – ma być tolerancja i akceptacja!

        I żadnych dyskusji!

        Żadnych argumentów!

        Nic! Ma być tylko te love.

        Dramat…

        Takiej płukanki mózgowej, na takim poziomie przekazu, ta cywilizacja jeszcze nie zaznała!

 

 

       PS     Jak ktoś nie ogarnia, co to jest 250 tysięcy ofiar, to niech wyobrazi sobie pełny stadion narodowy. Pełny zwłok – a obok niego cztery dodatkowe. 

                 Taki to "sens" miało powstanie…

 

69 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.228.24.192