Miesięczne archiwum: Kwiecień 2020

         Starsze pokolenie ma takie idee fixe na punkcie pracy (to taka sfiksowana idea po polskiemu). Że to niby pracowitość się liczy – nie zarobek, że oszczędnością i pracą ludzie się bogacą – co za bzdura!!! Że kto tam pierwszy do pracy, ten i do jedzenia (tak mi matka from the PRL powtarzała), a nie od dziś wiadomo, że żarcie musi być przyjemnością, a nie paszą dla bydła. No tych piedorolele od tych ćwoków rocznik 40, czy 50 coś tam, nasłuchałem się w życiu do oporu!

         A to gówno prawda! 

         Tych cepów z lat stalinowskich żyje jeszcze całkiem sporo i na ten przykład: jak w życie zaczęli wkraczać millenialsi (ci urodzeni na przełomie wieków), to wpadli w przerażenie, że te wymoczki nie chcą zapierdalać w pocie czoła za minimalną krajową, na umowach śmieciowych (no te dwie ostatnie kwestie dla tych prostolinijnych ofiar komuny nie były zrozumiałe).

          Dla mnie są.

         Bo praca dla samej pracy to kompletny bezsens.

         Naprawdę lepiej nic nie robić, niż robić coś za nic i w dodatku w stresie!

        I mówię to ja, który przetyrał trochę życia, w większości bez sensu, bo bardziej liczą się układy, wazeliniarstwo i zwykła ściema.

        Tak to naprawdę wygląda.

        Praca to tak naprawdę gówno. Nikomu normalnemu nie zależy na tym, żeby rano wstawać i gdzieś tam zapierdalać. Wszyscy normalni ludzie marzą o życiu na tropikalnej wyspie, z darmowymi drinkami i nagimi kelnerkami (kobiety w tym momencie mogą sobie wkleić w wyobraźnię murzynów z dużymi pałami).

         Więc czemu pracujemy?

         Dla pieniędzy po prostu! A te pieniądze tak dla życia mają być. A te życie jak najbardziej pozbawione pracy.

         Logiczne chyba?

         A że wciąż uczciwie pracujący dostają w tym kraju jak najmniej, to jak tą pracę mają szanować?!

         Najlepsze, że z pracy kult uczynili ci, co najmniej jej doświadczyli:

         "Módl się i pracuj" to sentencja skrybów w zakonach średniowiecznych. Ci to robili na spokoju (acz porządnie!): przepisywali xięgi, warzyli pivo, uprawiali swe ogródki. Wszystko bez spiny i bez norm wyznaczanych przez jakichś psychopatów.

        Później już się powaliło kompletnie!

        "Praca czyni wolnym" była hasłem wejściowym Auschwitz-Birkenau. Nad łagrami wisiały równie szczytne i podobne napisy.

        Ich promotorzy byli kompletnymi nierobami (jak Marx), lub woleli wybrać bezdomność zamiast pracy (jak Hitler).

        Więc czemu my mamy zapierdalać na podobnych nierobów i wyzyskiwaczy (np. Jeff Bezos z Amazona)?!

        W imię czego?!!!

        Co to za idea?!!!!!

        Pracuj dla samej pracy, bo samo to coś dobrego z tobą sprawi?!!!!!!

        Chyba tu kogoś ostro posrało!

        Bo sama praca bez celu (pieniądze), to zwyczajne gówno!

        Niby rzecz oczywista, a nie do każdego barana dociera (zwłaszcza tych 60 + i kucy spod znaku JKM)…

 

64 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

             Zrobiłem sobie trochę wolnego od pisania. Może to jakieś przeczucie kazało mi poczekać na nadchodzący kryzys? Może jakiś wewnętrzny (lub zewnętrzny?) głos uświadomił mi, że jeszcze zeszłoroczne problemy i przypadłości społeczne, nagle staną sie nieistotne? No zaiste stało się coś dziwnego! Pierwszy raz w historii cywilizacji zatrzymał się cały świat! Na blisko dwa miesiące, a końca nie widać! A wszystko za sprawą małego, grypopodobnego mikroba o dość nietypowym działaniu. Tak, uważam (a wręcz jestem pewny), że nie jest to twór do końca naturalny. Ale to już teraz mało istotne: kto go skonstruował i komu spierdzielił? Świat zamarł jak nigdy! Żadna wojna nie unieruchomiła tak wszystkich, na wszystkich kontynentach. Żaden kataklizm, żadna epidemia – wszystkie do grypy hiszpanki były tylko lokalnymi zakłóceniami, a i przy tej jedynie Australia zdecydowała się na blokadę granic, Ludzie (młodzi) umierali, ale świat toczył sie dalej. Żeby było jeszcze weselej, dokładnie dekadę temu też nas dopadło podobne cholerstwo! 

           I co? I nic!

           Że zacytuję (będę dużo cytował, bo się rozleniwiłem):

          "Przeczytane: Pamiętacie wielką pandemię z lat 2009/2010? Nie pamiętacie? Ciekawe, bo trwała 14 miesięcy, pochłonęła 285 tysięcy ofiar śmiertelnych a WHO ogłosiła wtedy szósty, najwyższy stopień zagrożenia. Nikt jednak nie zamykał szkół, uniwersytetów ani firm, chociaż chorowali głównie młodzi ludzie.
Pandemia tzw. świńskiej grypy została ogłoszona przez WHO w czerwcu 2009 roku. Odpowiadał za nią wirus AH1N1, który łączył w sobie geny aż czterech różnych wirusów grypy – dwóch odmian świńskiej, jednej ptasiej i jednej ludzkiej.
WHO od razu ogłosiła alarm, a dwa miesiące później – stan pandemii. Spodziewano się zachorowań na skalę "hiszpanki", ponieważ AH1N1 był mutacją tak niespotykaną, że nie istniały przeciwciała, które mogły by go powstrzymać. Szybko jednak okazało się, że chorują głównie dzieci, młodzież i ludzie do 50 roku życia… Ciekawe jest to co uznano: wirus rozprzestrzenia się tak szybko, że… nie ma sensu liczyć pojedynczych przypadków. Rejestrowano więc jedynie masowe zachorowania i zgony. Nie zostały zamknięte granice i szkoły, nie wprowadzono ograniczeń w poruszaniu się, a gospodarka funkcjonowała normalnie, chociaż chorowali głównie ludzie młodzi czyli uczący się lub pracujący.
Szczepionka na AH1N1 pojawiła się pół roku po ogłoszeniu pandemii, czyli w grudniu 2009 roku. Kupiło ją wiele krajów (Polska akurat nie) za ogromne sumy, rzędu 0,5 mld dolarów lub więcej. Zdążono zaszczepić od 4 do 10% populacji (w Polsce 0%) gdy pandemia wygasła. Nie stało się to w wyniku szczepionek, a w sposób, który natura zna od milionów lat – populacja wytworzyła odporność. WHO odwołała alarm w sierpniu 2010 roku, czyli po 14 miesiącach.
A teraz najciekawsze. Gdy wirus przestał zarażać, na WHO posypały się gromy ze strony rządów za… przesadną reakcję i panikarstwo z ogłaszaniem stanu pandemii.
Koronawirus w przeciwieństwie do AH1N1 atakuje głównie ludzi starszych, którzy mogą się łatwiej odizolować bez niszczenia podstaw swojej egzystencji, ponieważ mają stałe źródło dochodu – emerytury. Tymczasem rządy zdecydowały się wysłać na przymusowe bezrobocie miliony młodych ludzi.. co myślicie ? Ja już nie chcę się bać choć nie jest to łatwe .. ściskam"

        No tak, kolejna po hiszpance pandemia, która poniewierała ludzi młodych. Świat nie oszalał – co po czasie okazuje się wyborem słusznym. No sporo zgonów i zachorowań w wiadomej grupie wiekowej, ale po wczesniejszym kryzysie gospodarka nie została wstrzymana i zaczęła się ostro piąć w górę (globalnie i lokalnie). 

        Więc czemu teraz tak histerycznie zaragowały wszystkie rządy, czemu wprowadzono takie obostrzenia, mimo że wystarczyło tylko izolować ludzi starych i z grup ryzyka, co nie byłoby znowu takim problemem, a świat nie stanąłby na głowie?

         Ano chyba wiem, komu na tym zależało i jakiej grupie niewyobrażalny lęk o życie doczesne (bo w inne nie wierzą) nakazał wydać rozkaz izolacji 7 miliardów ludzi… Tak na wszelki wypadek.

        Tu znowu zacytuję niedocenionego Lecha Jęczmyka z książki "Dlaczego toniemy, czyli jeszcze nowsze Średniowiecze" (2011 rok). Roździał o tytule (a jakże!) "Teoria spiskowa" :

       "Każdy człowiek jako tako wykształcony wie, że oskarżenie o uleganie spiskowej teorii dziejów jest najgorszym, jakie człowieka może spotkać. Ktoś taki nie może liczyć na pracę w mediach ani na uczelni, jest w ogóle traktowany jak trędowaty. Człowieka z klasą obowiązuje wiara w niespiskową teorię dziejów, czyli przekonanie, że wszystko dzieje się przypadkiem. Głoszenie tej teorii i wyśmiewanie głosicieli teorii odmiennej jest świętym obowiązkiem wszystkich spiskowców, do których dołączają "uzyteczni idioci". Ponieważ jednak przy całym tym wyśmiewaniu nie mówi się, z czego się wyśmiewamy, spróbujmy wczuć się w prymitywny umysł zwolennika teorii spiskowej.

         Pomyślmy o świecie jako o rozległych przestrzeniach lasów, stepów, sawann, bagien, pastwisk i coraz większych miast, zamieszkanych przez ludzi różnych ras i plemion, wyznających różne religie, mówiących róznymi językami, posługujących sie różnymi walutami, mających najróżniejsze formy organizacji społecznej. Czasem, co tu ukrywać, walczących między sobą o krowę, kawałek pastwiska, czy dostęp do wody.

          Wyobraźmy sobie niewielką (pewnie poniżej dwustu) grupę bardzo starych, utrzymywanych przy życiu przez armię najlepszych lekarzy i pielęgniarek, nieprawdopodobnie bogatych mężczyzn (nie słyszałem, żeby w tym gronie były jakieś kobiety), którym się taki chaotyczny, anarchistyczny świat nie podoba. Działa im na nerwy. Zbierają się więc  w ustronnych luksusowych kurortach i radzą, jak by to uporządkować. Żeby było tak:

            Żeby cały świat był zamieniony w jeden wielki trawnik z trawą wysokości jednego centymetra. Żeby po tym trawniku spacerowali podtrzymywani przez lokajów czcigodni starcy i niespiesznie grali w golfa. Ich zachowanie jest ściśle podporządkowane etykiecie zwanej polityczną poprawnością, służba jest w jednakowych liberiach, w cienistej alejce czeka rząd karetek reanimacyjnych, kelnerki roznoszą napoje. Gromady chamstwa, zagrażającego trawnikom, zostały wytrzebione. Lub jak w powieści Philipa K. Dicka tyrają w podziemnych bunkrach, utrzymywani przez media w przekonaniu, że na powierzchni szaleje jądrowa wojna.

           I to nazywamy globalizacją.

           Możemy też nazwać to trzecim podejściem, trzecią próbą uporządkowania świata, po nieudanych, nie do końca przemyślanych, choć zmierzających we właściwym kierunku eksperymentach komunizmu i nazizmu.

           Ci dziadkowie mają swoją ideologię i są nie mniej szaleni niż Hitler i Stalin. Zresztą realizują ten sam program unifikacji i totalizacji świata. Tym razem wszędzie ma zapanować bezosobowy kapitalizm kasynowy – w którym spekulacja ma pierwszeństwo przed pracą – etnicyzacja i regionalizacja, społeczeństwo otwarte na "gatunki inwazyjne", oligarchizacja, radykalna ekologia (..), ekumenizm i relatywizm, czyli likwidacja pojęcia prawdy.

           Ich wrogowie to państwa narodowe, Kościół katolicki ze swoją hierarchiczną organizacją, rodzina i własność prywatna.

          Ten świat ma być rządzony przez wąską samozwańczą elitę – zbiorowego platońskiego króla-filozofa – z jednym, pozornie amorficznym i najlepiej anonimowym ośrodkiem władzy. A niżej masa plebsu, żadnych szczebli pośrednich."

         No i koniec cytatu.

         Coś ponad setka takich dziadków wpadła w totalną panikę i zablokowała cały świat! 

         Bo tym razem to oni są w grupie ryzyka. A bez swoich lekarzy, służby, kucharzy i ogrodników po prostu nie są w stanie funkcjonować. Sprzęt ochronny na niewiele im się zda, bo ten akurat wirus ma dziwną właściwość utrzymywania się w powietrzu (coś koło pół godziny) i osiadania gdzie i rusz. Roznoszą go ludzie, a ludzie im, jak i całej reszcie są potrzebni do normalnego funkcjonowania. Tylko że tym razem każdy człowiek to potencjalny roznosiciel vira i nieświadomy zabójca. Więc dziadkowie spanikowali i nakazali całej reszcie siedzieć w domach.

        Sztandarowym przykładem i członkiem tego stowarzyszenia był (do 2017 roku) David Rockefeller. Koleś który dociągnął do 101 lat i bardzo chciał żyć dalej. Żeby to osiągnąć 6 razy (!!!) przeszczepiał sobie serducho, 2 razy nerki + niewiadomą liczbę przetaczań krwi i innych zabiegów. 

        Co i tak nie powstrzymało nieuchronnej śmierci.

        A śmierć teraz stanęła u bram jego kolegów i oni te bramy szczelnie zamknęli, bo strach przed nią przeraża ich nad życie.

        

122 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 18.232.38.214