Miesięczne archiwum: Lipiec 2020

           Jedną z cech polskiej mentalności, niezrozumiałą dla mnie kompletnie, jest instynkt stadny, podniesiony do poziomu paranoi.

           Co świetnie widać corocznie, w sezonie letnim, w górach. Obecnie nawet bardziej, bo poziom życia wzrasta, bezrobocie znikome (właściwie tylko dla chętnych!), a i 500+ spowodowalo wysyp luda, który wcześniej był skazany na życie wieczne (właściwie wegetację), gdzieś tam na tej ulubionej przez elyty prowincji. 

           No więc regularnie stado to rusza w góry i spędza czas… stojąc w kolejce do kolejki (!). Ewentualnie do zaprzęgu ciągnącego wozy nad Morskie Oko, zatłoczone w sezonie, jak lumpex na wyprzedaży. Co najdziwniejsze, dotarcie piechotą do celu jest szybsze i tańsze (!!!).

           Ale oni nie! Z uporem godnym prawdziwego Polaka, będą się kisić godzinami w tłoku, by osiągnąć swój zamierzony cel przejażdżki pełnym wagonikiem, czy badziewnym wozem zaprzężonym w zdychającą, zatyraną ponad normę chabetę. Bo tak to mieli zaplanowane, a i przed rodziną i znajomymi trzeba się pochwalić tą już legendarną wyprawą – bo inaczej nie wypada. Tak jak polski, typowy kierowca, zapomina od razu po odpaleniu silnika, że istnieją piesi, rowerzyści, dzieci, starcy, itp. Że w ogóle istnieje cokolwiek poza jego bolidem! Tak ci turyści wysokogórsko – sezonowi zapominają o posiadaniu odnóży dolnych. No bo najważniejszy jest wizerunek, pokazanie koleżankom, sąsiadom, teściowej i wszystkim dookoła, że oto jechaliśmy!

            A że cały kraj kręci bekę z tak dziwnie spędzanego urlopu (znaczy że w tłumie i kolejkach) zdaje się do nich nie docierać.

            Bo oni realizują plan!

            I że po takim urlopie będą bardziej wycieńczeni, niż po pracy, nie ma żadnego znaczenia.

            Najważniejszy jest sukces wizerunkowy.

           Tyle że czasy są już takie, że to poświęcenie staje się komiczne, zanim się je odpowiednio przedstawi.

            Naprawdę już lepiej siedzieć w domu, niz rozpychać łokciami pośród rzeszy innych baranów! Jedyne zgromadzenia jakie tolerowałem podczas chwil wolnych, to były festiwale, koncerty, ewentualnie jakieś jarmarki (jak na przykład dominikański, który się właśnie zaczął). Większe zgromadzenia w miejscach turystycznych powodują u mnie natychmiastowy odwrót, odruch zwrotny wręcz i polecam to samo tym ludziom, co uważają się za normalnych i pozbawionych komplexów.

            Normalnym takie przepychanki nie są naprawdę do niczego potrzebne!

70 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Jesteś fajna dziewoja, więc musisz być moja!

Inni faceci to pizdy i chuje

Ja wszystko co zechcesz na kredyt daruję

Więc bądź ze mną bądź!

Pozostań na wieki!

Przewinę niemowlę, posprzątam twe ścieki 

Zapomnę twe grzechy

Dla twej pociechy

Dla twojej szpary 

Zniosę przywary

Więc tylko rządź!

Pasterko prąć, bogini bez skazy

Co z życia swego czynisz wymazy

Ustawiaj mi moje, bo razem, oboje

Bo nie mam wyboru, bo dla pozoru….

Ulepisz mnie jak plastelinę

Będziesz rozgniatać, zmieniać, formować

Bo tyś jest prawdą!

Santo subito

O matko krowa…

A gdy już wyszczasz małe ludziki

Będę za nimi – wręcz wściekle dziki!

Świat cały zakryje moja familia

Za każdy grymas dam wszystkim w ryja!

Bo tyś niewinna – ja sługa twój

Tyś matką os

Co tworzy rój…

Kwoko od jajek, łamaczko serc

Zostanę cipą, by u stóp twoich lec…

 

57 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

          Wczorajsze wybory pokazały kulminację podziału Polski na tych "ciemnych przygłupów z prowincji" , co nie lubią tych "młodych, wykształconych, z dużych miast" , no i oczywiście na odwrót. Nie było debat, rzeczowych rozmów, nawet chęci do spotkań, a jeno uczucia – ze szczególnym uwzględnieniem nienawiści obustronnej.

          Jak w jakiejś patologicznej rodzinie!

         Inwektywy, obrażanie, zero logiki, rzeczowej dyskusji, chęci jakiegoś consensusu. Nie! Podział został ustalony niemal idealnie: pół na pół.

         Przerabiałem to prywatnie i ongiś (jak i teraz) postawiłem na coś, co mi może być przydatne, a nie co mnie do cna zniszczy. Drugi raz teraz opowiedziałem się za czymś, co nie każe mi wy… pierdalać z domu, jak tylko skończę 18 lat… Sorry, znowu odezwały się uczucia, ale na szczęście tego osobnika już nie ma i twierdzę, że wybrałem słusznie (chociaż druga strona do dziś mnie wpienia). To było prywatnie (są akta sądowe). Teraz mnie to dopadło znowu w skali ogólnokrajowej, politycznej.

         No przez 30 lat tej postkomuny było niemal idealnie! Bawiliśmy się w demokrację: raz wygrywał jeden, raz drugi. Celebryci, biznesmeni z układu zamkniętego i słoiki z korposzczurowni rosły w piórka…

        A nagle buch!

        Jedna z partyj, wybujale uznająca się za prawicową, postanowiła nie dość, że spełnić obietnice wyborcze (!!!), to jeszcze znaleźć elektorat wśród tych wykluczonych i pogardzanych z prowincji.

        Centrala wpadła w amok!

        Zaczęło się plucie. Niestety ta strona pseudointeligencka wyjechała pierwsza po całości z arogancją, nienawiścią i pogardą.

        Takie są fakty.

        Opluwani mieli tylko kartki wyborcze i od pewnego momentu stację TVP.

        Skorzystali z tego po całości! Ale czemu ich za to winić?

        Coby nie mówić, ten wspaniały kraj podzielił się na nienawidzące się obozy spod znaku pseudoelity i pseudopariasów.

        Żadna ze stron nawet nie wyraża chęci do rozmów, pojednania, ustalenia zasad gry, itp.

        Jest bezlogiczna, bezmózgowa, beznadziejna nienawiść! 

        Dwa plemiona: łżeelity i ciemnogrodu.

        Nie dające się polubić. Ba! Do nich (z obu stron!) rozumem ludzkim nie można dotrzeć! Oni się nienawidzą organicznie i żadne argumenty logiczne nie są w stanie do nich przemówić.

        Wściekłe, bezrozumne psy Pawłowa, dla których podstawą są uczucia (w zasadzie jedno – bezmózgiej i totalnej nienawiści), podsycane przez odpowiednie media ustawione po obu stronach barykady.

        Swoją drogą to jest fenomen socjotechniczny: przez lata tak zmanipulować i podzielić naród? Genialny triumf zła! 

        Ale ja nie chcę. Wciąż nie chcę. Nie chcę być pogardzany i nie chcę pogardzać. I co najważniejsze: nie chcę przechodzić tego po raz trzeci.

        Tylko na jakim teraz poziomie? 

 

 

        PS     No jest jednak taka mała, drobna róznica w wymianie jadu pomiędzy tymi dwiema frakcjami. Ci "młodzi, wykształceni, z wielkich miast" mogą w zasadzie jechać po całości – przy samoistnym wsparciu (gęstość zaludnienia w tych miastach) i przy wsparciu samych siebie (oni tylko tam mieszkają w sumie), a ci z prowincji, tak wyśmiewani… No tu przyznanie się do tej drugiej opcji grozi natychmiastowym wywaleniem na podgrodzie, z dala od samonapędzających się elit.

                  Ma być tak, a nie inaczej!

                  Bo stado z grodu tak szczeka!

126 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

             Postanowiłem sobie niedawno poćwiczyć retorykę. Oczywiście najbardziej odpowiednim na to poletkiem jest internet z jego mediami społecznościowymi, ze szczególnym uwzględnieniem twarzoxiągu, zarządzanego przez mocno levicujacego Cukierberga. Temat wybrał się w zasadzie sam: LGBTQwerty. Mocno ciśnie ta ideologia ostatnio, albowiem jej sponsorzy, szczodrze ją dotujący, wymagają wyników. Beneficjenci tego (naprawdę ogromnego!) szmalu i podlegli im pożyteczni idioci robią co mogą, by w kraju nadwiślańskim, doświadczonym już przez wszelkie możliwe ideologie, tą nową, pseudotęczową (brak indygo) odmianę marxizmu zasiać.

             A tu ni chu… chu…

             Ale już sama dyskusja z fanatykami tego novego systemu była mocno zastanawiająca i emocjonująca. 

             Wyrobiły się te marxistowskie cholery – trzeba przyznać! Co nie zmienia faktu, że i tak na końcu ulegają zwykłej logice i rzeczywistości i w przypadku neta kończy się to wyzwiskami i banem.

             Co i tak jest o niebo lepsze od kuli w łeb (komuniści i naziści), lub gilotyny (początek tego ruchu).

              No więc najaktywniejsi, najbardziej zajadli, fanatyczni – a jednoczesnie najgłupsi – są jak zwykle najmłodsi. Z xiąg wszelakich ogarniający co najwyżej "Harrego Pottera", za to perfekcyjnie wytresowani w formule: kopiuj-wklej.

             Przede wszystkim statystyki: z wszystkich wynika, że LGBTQwerty to zwykła patola, a jeśli na horyzoncie pojawia się osobnik spod tego kolorowego sztandaru, to natentychmiast trzeba zawijać wszystkie dzieci (ze szczególnym uwzględnieniem chłopców) do szaf, piwnic, lasu, lodówki, itp. A jeśli ujrzy się jakiegoś odmieńca o nieokreślonej z zewnątrz płci, to natychmiast mu trzeba pomóc, bo to gdzieś tak w 50% potencjalny samobójca z uleczalną formą schizofrenii (niezależnie od środowiska w którym żyją!). Nawet jak ich odizolować w rajskich warunkach, gdzie transi mają całkowity luz (są takie enklawy!) bardziej raczej podobne do domu wariatów, gdzie każdy jest tym, co sobie akurat wyobraża, to oni i tak prą do samounicestwienia.

             Tyle że nikt nie chce ich leczyć, a trend jest taki, że trzeba ich utwierdzać w chorobie… i doprowadzać do śmierci!

             No ja nie chcę mieć krwi na rękach, więc zwyczajnie nie popieram i zwalczam.

             A co oni na te zwyczajne i konkretne statystyki i badania naukowe?

             Ano mają swoje! Ot tak! Natychmiast! Za jednym kliknięciem zasypią "prawidłowymi" i nowymi badaniami. Prawilne i zgodne ze swoją ideologią – podobnie jak w PRL i ZSRR "nauką" był komunizm. Naukowców łatwo kupić, zaszantażować… No tu wtręt: nauka to nie jest coś monolitycznego i nie do obalenia. Coś co było w niej dogmatem, za chwilę może być czymś wyśmiewanym, a za jeszcze moment może wrócić jako jedyna prawda – jak było na przykład z Eterem. Do XVIII wieku była to przestrzeń wypełniająca kosmos, potem to wyśmiano, a teraz… mamy ciemną materię! Której i tak za chwilę może nie być, bo fizycy wymyślą coś innego.

             W medycynie to już w ogóle paranoja! Postęp tej nauki to miliony ofiar w imię… postępu! Tam zmienne są szalone.

             Ale gimbogeje wywalą gigabajty opracowań naukowych uzasadniających kłopoty z tożsamością płciową (najczęściej po angolsku – ze źródeł tego szamba).

             Zamiast po prostu nazwać to schizofrenią (dającą się uleczyć w tym przypadku – że przypomnę).

             Dzieciaki bez kontroli (i ojców), z burzą hormonalną, będą brnęli w absurd – bo to im się wydaje jedynym kierunkiem buntu. W latach 90ych dla mnie tym był rock i metal. Dzisiejsi mają gorzej – bunt dotarł do końca.

             Chyba trzeba zawrócić?

             Wcześniej wyselekcjonowałem w ten sam sposób grupę gimboateistów, czyli szczeniaków, którzy wyżywali się przed kompem stwierdzeniami: Boga nie ma!

             Bo tak! Bo nauka Go nie widzi.

             No nigdy Go nie zobaczy – tak jest w scenariuszu.

             A te gimboateistyczne szczeniaczki, po wyszczekaniu przed monitorem, zapewne szły pod rączkę z babcią do kościółka i cierpiały tamże?

             A na co cierpią gimbogeje?

             Zapewne na brak ojca spowodowany puszczalską matką (nazwijmy ją w skrócie kurwą), która przeklina cały ród męski za swą głupotę, a zamiast herosów wychowuje niezdarne pi…zdy.

             Niebinarne takie…

             

 

             PS    Pojedynek słowny z nimi przypomina partię szachów: dzieli sie na trzy etapy. Otwarcie, grę środkową i końcówkę. O ile otwarcie mają niemal wykute na blachę, to jak już się przez to przejdzie, to w grze środkowej totalnie się gubią… Do końcówek zazwyczaj nie dochodzi, bo rozwaleni zbijaniem kolejnych figur i pionków… rozwalają szachownicę! I tak z nimi trzeba "dyskutować". Przejść przez debiut i następnie rozwalić.

137 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.226.245.48