Otóż miałem niewypowiedzianą przyjemność być ostatnio na Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty. Po raz drugi zresztą – wtedy widziałem UFO, za to mniej ludzi, a słońca to już w ogóle! Tym razem wyjątkowo dopisało towarzystwo na polu namiotowym, tudzież pogoda (aż zbyt ciepła – ale niech tam!).    

       Wpierw się skupię na towarzystwie.

       Miałem jakieś takie, niepewne delikatnie mówiąc, podejście do Ślązaków… Dopóki ich nie poznałem bliżej i osobiście. Klienci są w pytę, do tej pory postrzegałem ich ogólnie jako takich, przygnębionych podziemiem (i zamgloną atmosferą na górze) wunglokopców, chcących się oderwać od Polski, a dorwać… sam nie wiem do czego?

        A tu taka niespodziewanka!

        Naprawdę konkretni klienci!

        Nawet ich godka zaczęła mi się podobać. Taka z jajem. Ale trochę się pogubiłem właśnie z tym:    "Ja" "Jo".   Więc u nas (na Kociewiu, ale też i Kaszubach) "Jo" jest słowem uniwersalnym, określającym cokolwiek, na każdą okoliczność – oprócz siebie… a u nich: "jo" to "ja" , "ja" to "jo" , dalej przestałem drążyć temat, ze względu na możliwe uszkodzenie zwoi mózgowych. Kwestii określeń: hanys i gorol, bezpiecznie nie ruszałem, bo jedyne co kojarzę, to że można dostać wpierdol za nieodpowiednie ich użycie, chociaż ci akurat agresywnymi nie byli, podobnie zresztą jak reszta gości (połowa przynajmniej po pięćdziesiątce).

        A teraz muzyka.

        Fisz (ten angielski) udowodnił, że ryby głosu nie mają… No dobra – ma! Ale na występy przed wielką publiką, na wielkim amfiteatrze nie najlepiej się to nadaje. Może to wpływ mojej punkowo/metalowej natury, gdzie jak nie ma pierdolnięcia, to nic nie ma?

        Nie wiem, się wynudziłem, za to Jethro Tull mnie autentycznie rozwaliło! Jeszcze ten patent z wokalistą: sam Ian Anderson, ze względu na wiek, w tej kwestii nie domaga… więc znalazł młodego pomocnika, z takim samym głosem, który wkraczał w odpowiednim momencie – i wyszło z tego konkretne szou!

        Na Dylanie nie byłem, być może ze względu na koszty, a może ze względu na mój wrodzony antysemityzm? Być może też ze względu na jego wiek i nudę porównywalną z Fiszem? Trochę też mi się kojarzy z czasami hippisów – a to mi się ogólnie źle kojarzy. Ale chyba najbardziej przez to, że gościu jest tak amerykański jak hamburgery: niby zjeść można, ale wolę pierogi.

        Więc uogólniając: Ślunzacy mnie kupili, pan ryba wynudził (ale na spokojnie), stałem się niespodziewanie fanem pana od siewnika , a amerykańca zwyczajnie olałem – czego absolutnie nie żałuję!

871 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 2
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.89.187.28
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code