Bez kategorii

     Od dobrych 100 lat żyjemy w śmiesznym przeświadczeniu, że oto istnieje czas… w którym można się poruszać!!!!!

     Utwierdzają nas w tym równie żałosne produkcje hooolllyyywooodzkie (wciąż nie pamiętam, jak to się poprawnie pisze po angolsku?), spod znaku SF, w których to owe podróże po czymś nieistniejącym, są nieodłącznym składnikiem akcji…

      I czymś równie potężnie nielogicznym.

     Dodatkowym kopem w mózg są różne wyliczenia gwiazd fizyki toerotycznej, które lud ciemny utwierdzają w przekonaniu, że oto istnieje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, pomiędzy którymi można poruszać się bez ograniczeń.

      Otóż jedynym ograniczeniem jest świadomość tych trzech sfer, ponieważ pośród nich prawdziwa jest tylko ta środkowa.

       Teraźniejszość.

      Owa teraźniejszość była czymś oczywistym i nienaruszalnym do końca XIX wieku, gdy to niejaki Herbert George Wells napisał "Wehikuł czasu".

      No dziwne to były czasy (Ale przynajmniej nie tak głupie, jak dziś! Wtedy się kotłowało od różnych idei, teraz idee kotłują ludzi.).

     Dodatkowo na to poletko paranoi weszli owi fizycy i na podstawie wzorów zakomunikowali ludzkości, że można śmigać między przyszłością, a przeszłością (czysto teoretycznie oczywiście, ale z opcją dotarcia do odpowiednich narzędzi – w przyszłości też oczywiście).

     Otóż nie można.

      Bo nie ma po czym śmigać (i między czym).

      Jakiejkolwiek by akrobacji nie używała matematyka fizyków!

      Taki jest po prostu stan rzeczy. Żyjemy w nieustająco zmieniającym się tu i teraz.

       Cała reszta to bzdura!

       Ale z dziwną konsekwencją wpajana nam przez obecną radę mędrców (owi naukowcy) i ekipę kuglarzy spod znaku X muzy – czyli tych ciołków spod Los Angeles, wyposażonych w miliardy monet i za ich pomocą ryjących nimi nasze podczaszkowia.

       To znowuż ma większy sens, bo człowiek żyjący w uwięzieniu między przyszłością, a przeszłością, jest NICZYM wobec człowieka wiecznej teraźniejszości…

2 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Politpoprawni socjallevacy uparli się (oczywiście ci mniej radykalni – czyli mniejszość tej czeredy), by szanować wiarę tej mniej postępowej mniejszości i uznawać to, w co wierzą.

       No tu muszę zaznaczyć, że tak odgórnie, niczym rodzice upośledzonym dzieciom, dozwalają masom wierzyć w Boga.

      Jak se te masy, z jakiego regionu, tego Boga nazywają.

      Ogólnie uznają, że Bóg ma wiele imion i nieważne kto, skąd, jak, ale jak uznaje istnienie Boga jedynego, to z całą resztą powinni się miłować, bo to i tak z ich odgórnego postrzegania głupie, ciemnogrodzkie i staromodne takie…

      Naiwne to i proste, a najprostszym tego przykładem są muzułmanie.

      Teoretycznie wierzą w tego samego Boga, co my – chrześcijanie.

      Otóż nie! To co oni nazywają Bogiem (jakiś tam allah) jest przypiął-wypiął największym zwycięstwem szatana w dziejach!

      "Religia" , której status quo stanowi niszczenie wszystkiego innego, nie jest religią.

      To demonologia.

      Religia owszem, ma to do siebie, że prawdziwa, podparta wiarą, nie uznaje kompromisów.

      Ale jedyną prawdziwą jest chrześcijaństwo.

      Niestety dla tych, co próbują zjednać wszystkie wiary.

      TYLKO Nowy Testament dał odpowiedź na to, jak żyć w zgodzie i miłosierdziu (nie mylić z nowoczesnym, zbeszczeszczonym pojęciem miłości).

      Oczywiście idea ta idealna, została zbrukana i niecnie wykorzystana przez polityków wszelakich, od średniowiecza, do dziś.

      Co nie umniejsza jej wagi.

       Bo tylko w naukach Chrystusa występuje miłosierdzie.

      I to zapomniane już dziś słowo wymiata całą resztę.

      Laicką, levacką, czy pseudoreligijną.

10 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Kijek do smartfona stał się nieodłącznym gadżetem nastolatków i juniorów starszych. Głównie służy panienkom o osobowości narcystycznej (bo kochający ojcowie wychowali je na xiężniczki) do robienia sobie suit-fotek z góry. Jako fotograf taki trochę bardziej niż amatorski, mam wbitą w łepetynę jedną z żelaznych zasad fotografii, że zdjęcia ludziom robi się albo z równego poziomu, albo z dołu. Z góry sylwetka się deformuje i większość kompozycji zajmuje łeb rozmiarów końskich i drobne szczudełka pod nim. 

        A tu nie! Te wszystkie, pływające w samozachwycie, internetowe modelki, uparły się, żeby robić sobie owe focie z jak najwyższego poziomu, a że rączki już nie wystarczają, to wynaleziono owe kijki (dalej to jeszcze są drony, no i mozna wykupić sesję z satelity – ale to już poważny wydatek i procedury).

        Więc internet zalały przedlustrzane, solowe sesje, samozachwyconych, wiejskich piękności, z wyciągniętymi ku niebu ramionami (i zazwyczaj nieludzkim burdelem w tle).

        Druga kwestia to koncerty. Rozumiem: zrobić parę fotek na pamiątkę, lub nawet nagrać krótki filmik - jak sie bawiliście. Ale nie! Posiadacze smartfonów chcą nagrywać na maxa wszystko! Najlepiej oczywiście z kijka i cały koncert (to w sumie po cholerę na niego przychodzić?!). A im koncert zawiera bardziej komercyjną gwiazdę, tym tych smartfonów więcej – taką prawidłowość zauważyłem. 

        Więc wczorajszego wieczoru zaliczyłem występ niejakiego Bednarka. Znany głównie przez to, że się dziarsko przedzierał przez różne konkursy TV i to widać wystarczy. Z drugiej strony zespół, który występował przed nim, zapowiedziano jako już robiący karierę, przez występy w jakimś śniadaniu na śniadanie, czy tak pięciosekundową wycinkę klipu w Teleexpresie.

         No normalnie wow!

         Jakby już sama muza przestała sie liczyć i przebijać, a istotne stały sie tylko pojawienia w TV (znaczy młodzież to jednak ogląda! A myslałem, że TV to skansen dla starszych ludzi?).

         Tu od razu zaznaczę, że muzyka reggae nie jest moja ulubioną. Po prostu mnie nudzi. Zasypiam góra po trzecim kawałku – cokolwiek by nie grało. Tym bardziej, jak dojdzie do tego nieodłączne zioło – ale wtedy chociaż możliwym staje się odbiór tej muzy. Niestety wczoraj nikt nie był wyposażony w palenie i w takiej suchej atmosferze dotrwałem do końca koncertu, nieźle się wynudziwszy.

         Nie to, żebym tego nie szanował! Kwestia gustu (akurat ja mam inny). I zawsze to lepsze niż disco polo szajs, teknołupanka, lub rapsobełkot sebixów. Cokolwiek reggae kwalifikuje się pod rocka.

         Więc z poszanowaniem gustów wielbicieli tego gatunku (i celebrytów z TV) dotrwałem spokojnie do końca.

         I tak wolę ska , bo było pierwsze, jest 3 razy szybsze i pozbawione tych pseudopolitycznych i pseudoreligijnych pierdół (naleciałość lat 70ch).

        A tych ze smartfonami, nie uczestniczących w pełni w koncercie i tak zawsze ktoś zrobi w jajo i zamieści cały występ :) 

        Więc po co to robicie dzieciaki, ja się pytam?!

 

10 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Ledwo co skończyły się Mistrzostwa Świata w piłce kopanej, w której to Polacy dali ciała wyjątkowo nawet jak na swoją "klasę" i po których to wznoszoną pod niebiosa reprezentację wręcz rozorano medialne.

     W zamian wskazano jako sport zastępczy lekkoatletykę, w której to ostatnimi laty Polacy autentycznie przodują i wręcz wymiatają (i to bez wspomagaczy – jak ruscy!).

     Naturalnie poszły za tym pytania typu: "Czemu cały kraj kibicuje tym gamoniom, a nie zauważa prawdziwych bohaterów spod znaku królowej sportu?!".

     No więc tak: ta królowa jest równie sztuczna co mit olimpiady. Pizdylion dyscyplin, w których jest duża szansa, że akurat nasi gdzieś tam medal zdobędą. No i akurat wręcz te medale wciągają tonami! I chwała im za to!

     I tyle.

     Czasy są takie, że to nie na hasło: olimpiada ; a na hasło: mundial! Ludzie rzucają się przed ekrany miliardami, jak świat długi i szeroki.

     A powód jest prosty jak konstrukcja młotu do rzucania w dal (też złoto dla Polski).

    Futbol jest atawistyczny w swej prostocie i przez to odpowiadający ludzkiej psychice, zaryzykowałbym twierdzenie, że wręcz jest mitologiczny!

    Więc mamy całą masę drużyn (narodowych – to bardzo istotne, co jest sprzeczne z nowymi zasadami nowego świata – boć to szowinizm!), które ruszają w heroiczny bój o szczyt. Nie żadne podium, drugie miejsce… Liczy się numer jeden! Cała reszta to polegli. Bohaterowie, ale polegli.

    Mamy drużyny herosów walczących tylko o jedno… Bo miejsce jest tylko jedno!

    Ci co odpadają na finiszu, to bohaterowie… ale to wciąż polegli bohaterowie.

     Dlatego świat milknie na czas mundialu, bo każdy kraj wystawia swoją drużynę, która ma zadanie dotrzeć na szczyt.

    Zaczyna się wyścig, zastępstwo wojen, coś tak energetycznego, że niech reszta sportu się schowa!

     A że tych odpadniętych dosięga nienawiść kibiców?

    Czasem się zdarzy taki kraj jak Islandia, dla którego samo uczestnictwo było zwycięstwem. Chorwacja doczołgała się do drugiego miejsca i zasiadła w panteonie miejscowych zwycięzców.

    Polska, Niemcy, Brazylia?

    Tu nie ma miękkiej gry. Tu się liczą zwycięzcy (góra trzech).

   I wszystko w temacie.

   Żaden rzut czymkolwiek, skok gdzieś, czy bieg ku tam, tego nie zastąpi!

   Piłka jest erzackiem wojny dla namaszczonych w "demokracji" narodów i dziękujmy za te emocje!

   Bo inaczej by się pozabijali (kibice/naród/tu se wpiszcie cokolwiek)….

  

9 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      No czasem coś mnie tak pierdolnie i się poznęcam nad sobą, oglądając takie oto dziwne przypadki: 

      więc coś na kształt trenera personalnego/mówcy motywacyjnego/czy inny chuj, nerwowo nazbyt dreptającego po jakiejś tropikalnej posiadłości, tłumaczy jak to ci biedni i bez sukcesu robią coś nie tak… i przez to są biedni i w ciemniej dupie!

      Normalnie tacy aroganci i ignoranci są do zlania co najmniej (w przenośni i dosłownie), ale mamy czasy jakie mamy – czyli permanentny wyścig szczurów, prawo pięści, bezwzględności i inne barbarzyńskie metody wdrapywania się na innych, więc zareagować trzeba. Tym bardziej, że takie motywacyjne oszołomy ostatnimi czasy wręcz szaleją i robią biednym ludkom niepotrzebną papkę z mózgów (im mniej tego mózgu, tym więcej pianki z niego powstaje – taka zasada). Niektórzy w to niestety wierzą, jak w reklamy i suplementy diety, a wręcz zbyt wielu bierze sobie takie postępowanie do serca… i leci tak przez życie ku nieuchronnej śmierci i piekłu!

      Te motywacyjne bzdety wyjątkowo łatwo trafiają własnie do korposzczurów i zakomplexionych straceńców, którym ci wyjcy sukcesu wszczepiają swą wizję świata i to potem idzie dalej…

      Zaraz! Kto tak działa według Xięgi i kogo to metody postępowania znamy od wczesnego średniowiecza co najmniej?

      No.

      Wiele on ma imion, inteligencję idealną, zna nasze słabości, daje fałszywe wskazówki co do żywota i wie jak kusić…

      On wie i potrafi tą wiedzę wykorzystać.

       Jego imię to S…

       Sukces. Teraz nazywa się Sukces. On ma wiele imion, a to jest idealnie dostosowane do dzisiejszych potrzeb…

 

9 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      No stare kobiety mnie ogólnie wkurwiają!

      Młode też, ale w inny sposób.

      No ja naprawdę nie widzę sensu istnienia większości starych bab!

      Toż to tylko służy do pobierania niezasłużonej emerytury, z której jakiś drobny pożytek mają wnuczęta. 

       W jednym markecie wczoraj: ta przede mną zaczęła przy kasie wcinać (a bardziej się wżerać) w świeżą bułkę, jakby się przed chwilą teleportowała z Somalii Południowej i pierwszy raz poczuła w starym ryju świeże pieczywo! Ta za mną ze trzy razy popylała z powrotem pomiędzy półki, by jeszcze coś dokupić, bo coś jeszcze zapomniała… I tu już chyba jest jakaś stała rosnąca, bo babska powyżej 30ki mają wręcz wgrane, by zostawiać towar na taśmie, aby pędzić po jeszcze jakies zapomniane gówno. No rozwojowy alzheimer, jak ciągle spadające IQ kolejnych pokoleń!

      Techniki nie ogarniają na podstawowym poziomie, a kwestie cyfryzacyjne są dla nich niczym arkana magii! O ile jeszcze faceci po 60ce są w stanie jakoś ogarnąć te smartfony i tablety przynajmniej, to kobiety w tym wieku są w zdecydowanej większości niczym betonowy kloc, zbrojony sporą ilością prętów o sporej grubości. Niestety to norma poparta moimi obserwacjami.

        I wszystkie przeszkadzają w ruchu.

       Piechotą, czy w drodze.

       Tak 2/3 babsk (i tu już wieku wszelakiego) to zawalidrogi i zawalichodniki. Ani za tym jechać, ani iść!

       Więc po co to kurwa istnieje?! Ani to dobrze nie gotuje, sprzątanie nie jest wystarczającym powodem do przedłużania egzystencji, a marudzenie i tak niweluje te drobne zalety, którymi czasem dysponują.

       Mój więc extramizoginistyczny manifest jest taki, żeby po urodzeniu i wychowaniu dziecka (tak do 10 roku życia najwyżej) babska poddawać eutanazji.

       Bo potem to już tylko problem, a nie pożytek…

14 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Syreny wyją o 17.  Tak co roku, słusznie, bo za ten zryw poszło w piach jakieś 300 000 (słownie: trzysta tysięcy) mieszkańców Ochoty i Woli.

       Nie wiem jak wy, ale ja nie mam ochoty i woli w takim zakresie i w takiej cenie.

       Za to mam wielką chęć słyszeć syreny ku czci w każdą rocznicę naszych zwycięstw (Nie rzezi! Ale te też trzeba uszanować!).

       Więc tak:

       Wystarczy? Bo jest tego więcej.

     Tak nawiasem mówiąc, w latach międzywojennych w samej tylko Warszawie dokonywano około 20 000 (dwadzieścia tysięcy słownie) aborcji rocznie!

     Więc w sumie co te 300 000 (trzysta tysięcy)?

    Czy to naraz, czy to spuszczone w kanał…

14 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Częstokroć (o czym wcześniej wspominałem) zarzucają mi kosmiczne pochodzenie. Być może to prawda, bo na tej planecie czuję się co najmniej nieswojo? Ale nie jestem jeden, bo tak rozglądając się dookoła, widzę całe stada kosmitów… tyle że z jakiejś gorszej, skażonej totalnie planety.

        No więc niedawno władze śląska (i okoliczni rolnicy) rozpoczęli akcję medialną, tłumaczącą ludkom z miasta, masowo za te miasto się wyprowadzających, że wieś rządzi się swoimi prawami, a powstawanie jedzenia wiąże się z pewnymi niedogodnościami (jak to smród obornika, ryczenie bydła, czy całonocny hałas przy koniecznych żniwach) i że niekoniecznie trzeba wzywać przez to policję, bo to rolnicy są u siebie, a ci wszyscy nowobogaccy to goście.

        Dla mnie to naturalne, ponieważ pierwsze 10 lat życia spędziłem na wsi i wiem czym to pachnie.

        No ale najwidoczniej dochowaliśmy sie pokolenia tak oderwanego od rzeczywistości, że owych logicznych prawideł nie ogarniają!

        Zresztą sprawę znam z pierwszej ręki: ładnych pare lat temu, tuż poza moim miastem, w wiosce o jakże malowniczej nazwie Tczewskie Łąki, wprost w polu postawiono parę bloków dla tychże nowobogackich karierowiczów. Pierwsze na co zaczęli się skarżyć, to zapach obornika z otaczających ich pól.

        A czego sie kurwa spodziewali?! Zapachu kadzidełek?!!!

       Ja wiem, wy to wiecie: to debile.

       Tylko że byle debile nie wyprowadzą się za miasto. Na to trzeba mieć pieniądze. Oni to na ogół… i tu użyję starego, politycznego sformułowania: wykształciuchy. Nie wykształceni, inteligentni ludzie, a przepchane przez życie półgłówki, które w większości nie hańbią się pracą fizyczną, a owymi fizolami (którzy w większości też inteligencją nie grzeszą) zarządzają.

      Z wyższością tak zarządzają.

      Tyle że jak owi fizole, żyją w swoim ograniczonym mentalnie, skromnym światku, poza którym nie są w stanie funkcjonować, bo nie posiadają ku temu odpowiedniej pamięci RAM i szybkich układów scalonych.

      A gdy lądują poza zaprogramowanym w siebie systemem, to wszystko się im tak smiesznie sypie, obnażając ich nicość…

      

10 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

             Niektórzy ludzie rodzą się młodzi i takimi pozostają do końca życia, niektórzy zaś stają się starzy już w podstawówce. Oczywiście nie ma to związku z wyglądem, a z mentalnością. Jest na kopy podstarzałych nastolatków i równie wielu siwiutkich staruszków (choć ostatnio skutecznie stosuję odsiwiacz – dzięki ci o technologio!), dla których nie istnieje pojęcie starości – jeno obudowa czasem nie domaga. 

             Pośrodku jest nieliczna grupka pogodzona ze swoją czasoprzestrzenią, ale ogólnie (przynajmniej w Polsce) obowiązuje system: on-off.

            Odróżnienie tych dwóch przypadków, wbrew pozorom nie jest trudne i każdy, z miejsca, jest w stanie odseparować młodych od starych.

            Ci starzy, to bez wyjątku wszyscy, którzy wpadli w kanał konwenansów, sztampy i uogólnienia. To ci, którym scenariusz napisali rodzice (owi nosacze Polskości) i który to scenariusz realizują z całą mocą – bo resztę wyrzucili w kibel. Scenariusz ten jest równie płytki i przewidywalny, co Hoollyywood`zkie, czy Bollywood`zkie produkcje i zawiera takie sceny, jak: ożenek, robotę na spłatę kredytu (lub szczurzy pęd do kariery), wieczne doładowywanie swojej starej i jej bachorów (piszę to z mizoginicznego punktu widzenia), płytkie urlopy w jakichś domkach nad jeziorem, czy w bardziej rozbudowanych hotelach gdzieś tam w Turcji, czy Egipcie. Nie będę dalej wymieniał – wystarczy się rozejrzeć dookoła.

            A czym jest młodość?

            Ano łamaniem owych konwenansów i pełnym zaskoczeniem dla tych sztampowców (co najczęściej niestety objawia się agresją i pogardą).

            A to tylko inny stan ducha.

            Ten właściwy w sumie.

            Ale my tu, w Polsce, dostaliśmy jeszcze pakiet dodatkowy, związany z 45 letnią okupacją soviecką, zawierający przynajmniej dwa pokolenia skrzywionych owym sovietyzmem… no własnie nosaczy.

            Ów Nosacz Sundajski , zwierz zagrożony wymarciem, to od jakichś dwóch lat, propagowany memowo stereotyp typowego Polaka, wieku 50 + , plus jego potomki.

            Tu mnie trochę jebło, bo to tak, jakby ktoś czytał mój życiorys. Chodzi o to, że owe nosacze, to tata Janusz i synek Pjoter.

            Imiona się zgadzają (no zamiast Halinki jest Hanka – ale też blisko!).

            Sztampa, powiedzenia i historie też realne.

            Więc już od dłuższego czasu kręcę niezłą bekę z tego wydarzenia.

            Taki trochę śmiech przez łzy…

            Także mój były ojciec, imieniem oczywiście Janusz, to połączenie aspergera z alkoholizmem i kompletnym podporządkowaniem sobie swojej żony, co suma sumarum odbiło sie na mnie, bo byłem jako ten piorunochron dla owej burzy namiętności.

            Ale z zewnątrz wyglądałem jak złoty bobas – bo tak to miało wyglądać.

            Tyle że w rzeczywistości była to klatka malowana na złoty kolor.

            Tak to mniej więcej funkcjonowało wtedy, ale owych Januszy zastąpiły Sebixy i teraz jest inaczej (po staremu, ale inaczej).

            Dzieciaki ich (imieniem Brajan i Angela) chuchane są ponad miarę i niejako od poczęcia wpasowywane są w disco/techno dres przyszłego funkcjonowania (rośnie nam zacne pokolenie xiężniczek i rycerzy!).

            Garniak, w który - o rechoto! – wbijają się na weselach, leży na nich jak worek na kartoflach (tudzież te kreacje ich partnerek!). Ich sposób bycia i spojrzenie na świat jest co najmniej… rozpierdalający.

            Płynnie, niepostrzerzenie, dochowaliśmy się stada małp, zamiast społeczeństwa…

      

            

15 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Czasem miewam takie weekendy, że odpuszczam sobie imprezowanie i zdychanie w niedzielę. Wtedy, w ową niedzielę, zaczynam korzystać ze świeżej infrastruktury skonstruowanej w mym mieście i doskonale zapętlonymi ścieżkami rowerowymi objeżdżam okolicę (oczywiście spokojnie i po drodze doładowując się koniecznym browarem). Wychodzi tego suma sumarum z 15-20 kilometrów i zwyczajowe obserwacje.

         Więc zaczynając od bulwaru nadwiślanego owej trasy, nieuchronnie zaczynają dominować w krajobrazie spacerowym mamy z wózkami i dziećmi. Dzieci, jak to dzieci: głuptaki i różxiężniczki – ale to akurat mnie nie rusza – nawet z gówna potrafi wyrosnąć kwiatek.

         Bardziej tarasują mi drogę owe mamy (najczęściej z wózkami). Monstra owe nie są zwyczajnie otyłe. O nie! Znam niezłe lachony, którym się przybrało w masie, ale to nie to! Zwyczajne otycie od nowoczesnego spasienia dzieli naprawdę dużo! 

         Przede wszystkim nóżki.

        Te grubodupe mutanty mają charakterystycznie wykrzywione odnóża, które to nie wytrzymują ciężaru góry… no i inaczej to nie może wyglądać! Falujące cielsko, w połowie zwieńczone dupskiem jak stodoła, krzywi się na filarach ledwo wytrzymujących moment pędu…

         A wokoło tego nadolbrzyma orbitują bachory.

         Na pewno wpływ na ten atak monstrów ma słynne 500+ , ale proces spasienia zaczął się wcześniej i dopiero zmierza do apogeum. Przyczyną jest oczywiście wygoda i rezygnacja z potraw czynionych samemu, z produktów pierwotnych, na rzecz przetworzonych półproduktów i paszarni rodzaju wszelakiego.

         Oczywiście też bezruch, a bardziej może nawet iloraz wysokokalorycznego, chemicznego żarcia nad owym ruchem (bo przecież te potwory spacerują!).

           Ale nawet nie to jest przerażające. W sprzyjających warunkach odstrzeliwałbym takie walenie. Ot ciekawostka – dają nawet trochę cienia i odciągają muchy ku sobie. Traktuje takie widoki na równi z kalekami – których jest równie niewielu. Tyle, że tych toleruję, bo nie są winni swojemu upośledzeniu – siła wyższa.

          Sęk w tym, że w tej babskiej sile cięższej zastanawiające jest jedno:

           Kto to kurwa zapłodnił?!!!

           I na pewno spora część z nich ma swoich mężusiów…

           No tu już wysiadam!

           Gdyby mi się tak świnia spasła, zapakowałbym jej plecak kamieniami i gnał na kopach trasą, jak ja rowerem (tyle że codziennie)!

            Dopóki by nie zaczęła przypominać kobiety (a przynajmniej człowieka).

            Jeżeli są w okolicy faceci utrzymujący takie okazy, to nie są godni, bym im naszczał w ryj.

             Ot taki kryzys męskości…

27 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.92.174.226