Bez kategorii

         Na początek zacytuje jakże życiową kwestię z filmu "Apocalypto": 

        "Strach. Głęboko zakorzeniony strach. Byli nim zainfekowani. Strach to choroba. Wpełznie do duszy każdego, kto go przyjmie. Juz zmącił twój spokój. Wyrzuć go z serca! Nie wnoś go do nas!".

         Brak strachu na ogół, dla odmiany, nazywa się odwagą, lub męstwem.

         I nie chodzi tu o taką uliczną, czy poddyskotekową "odwagę", ale o takie ogólnożyciowe męstwo, przez całą dobę – gdziekolwiek się jest.

         I nie chodzi tu o to, byś komuś nastukał, napyskował, czy o inny rozpieprz – to zazwyczaj odzwierzęca głupota spowodowana brakiem jakże ludzkiej logiki, zimnej krwi i opanowania (kobietom, dziwnie, często tak popuszcza właśnie w tą zwierzęcą stronę).         

         Chodzi o to, by się najzwyczajniej nie bać.

         Siebie samego przed innymi – oni też się boją. Swojego wizerunku przed innymi (nie jesteś innym – jesteś SOBĄ!). Utraty źródła dochodów – źródeł jest wiele. Utraty czegokolwiek w ogóle – bo i tak wszystko przepadnie po śmierci.

          Dawniej to się nazywało Wiarą…

          Że znowu zacytuję: 

           "Co bedzie lepsze? Wyalienowany, cyniczny intelektualista, czy przymulasty przygłup, który jest konsumentem końskiego gówna dawanego z "góry" ?"

           Sęk w tym, że takich wystrachanych konsumencików w naprawdę szerokim wachlarzu wiekowym (od 20 do 80) widuję całkiem sporo! Niestety – i przykro mi z tego powodu niezmiernie, ale to nie moja wina – w przeważającej wiekszości są to kobiety…

            No gdzie nie spojrzę to konformistki!

            Stare, czy młode świnie, nastawione głównie na przeżycie – na minimalnym poziomie oczywiście, opłacalnym dla ich panów – korytko z dnem pokrytym paszą jest dla nich już tak wystarczającym szczęściem, że o czym innym nawet nie marzą. Mocne dla słabszych, słabe wobec mocnych.

             Po pracy tylko dochodzi do nich podświadomy sygnał, że są zwykłymi szmatami… i w reakcji zaczynają pomiatać swoimi partnerami i dziećmi (ze szczególnym uwzględnieniem synów).

             Stąd takie, niespotykane gdzie indziej, pogłowie łosiów, jeleni i pantoflarzy zwyczajnych

              Tudzież innej patologii.

5 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

                Czyli niejaka Maryla Rodowicz. Za sprawą tego otłuszczonego, starego walenia, z początkiem lata poszła w kraj afera związana z festiwalem w Opolu, albowiem jej nie zaproszono, więc zorganizowała całe stado podobnych jej chałturników młodszych (w sumie wszyscy są młodsi od tego zjełczałego paszteta) i za sprawą bojkotu ten opolski szajs się pierwszy raz nie odbył. Miałem nadzieję, że podobnie jak festiwal w Sopocie ta zmurszała huba PeeReLu przestanie istnieć. Taki mały kroczek w drodze do pozbycia się tej postkomunistycznej traumy (gdzieś tam na końcu tej drogi marzy mi się wyburzenie pałacu kultury).

                  A tu kurwa nie!

                  Ta wypasiona przez stary system beczka smalcu o imieniu Maryla znowu pojawiła się na ekranie (reżimowej podobno – he he!) TVP !!!!

                   Z kolejnym już kurwa jubileuszem !!!!!!!!!!!!!!

                   Bo Opole.

                   Ja pierdolę !!!!!!!!!!!

                    Dla tej zrujnowanej zajezdnii tramwajowej każdy kolejny dzień życia już jest powodem do świętowania.

                    Tylko czemu ona to robi na wizji ?!!!!!

                    I kto ją tam do ciężkiej cholery wpuszcza ???!!!!!!!

                    Ja się pytam, bo już nie ogarniam.

                     I za ile ta kurwa o imieniu Maryla Rodowicz się daje sprzedać? Bo po takiej akcji z bojkotem spodziewałem się konsekwencji, ale niestety zapomniałem, że ci ekranowi celebryci to zwykłe kurwy są….  

16 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

           Z tego, że jestem starym człowiekiem, zdałem sobie sprawę podczas jakiegoś Openera. Zdaje się przed Mobym, którego to koncert był wyjątkowo zacny wbrew oczekiwaniom, Leżałem sobie w oczekiwaniu, mordą do plecaka (bo tak lubię), gdy jakiś leszczyk z warszafki nie spytał  (i dzięki mu za to!), czy się dobrze czuję.

           Powiedział wtedy: "Proszę pana".

           A to było parę lat temu.

           Przez ten czas zacząłem siwieć (zasługa mondziołów z roboty), odzywają się stare kontuzje (kolano i ścięgna przy stopie), no i od już jakichś trzech miesięcy robię remont generalny uzębienia (o dziwo mam dwie nadliczbowe dziewiątki, co daje mi jeszcze zapas na przyszłość).

            Ale we związku z tym stomatologiem (dentystką dokładnie). Ongiś 250 PLN wydawałem w weekeend na dziwki, używki i ogólnie melanż.

            Teraz taki szmal wyrzucam w jedną chwilę na wyrwizęba…

             SKS jakby nie patrzeć…

18 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

          W ramach wojny polsko-polskiej, przy okazji likwidacji jakże niepotrzebnych gimnazjów, media starego systemu rozpoczęły lament związany ze zwolnieniami w związku z tym rzeszy nauczycieli – jakieś 10 000 (dziesięć tysięcy słownie) na cały kraj.

           No dramat w chuj!

           To mniej więcej tyle, co zatrudniały masowo zamykane i wyburzane na początku systemu pokomunistycznego, tak ze 2, 3 ówczesne zakłady pracy. Tyle że wtedy oznaczało to zagładę ekonomiczną całej okolicy, a teraz jest to rozpuszczone po CAŁEJ Polsce.

           I jeszcze jedno: wówczas nie bylo alternatywy, bo o wieeele więcej miejsc pracy niknęło, niż się pojawiało…

           …a niedawno ogloszono, że właśnie bezrobocie w naszej krainie, pierwszy raz od owych przemian osiągnęło absolutne minimum!

           Czyli roboty nie mają tylko absolutni lecerzy, przestępcy i totalne głąby. Tudzież buntownicy i uczestnicy szarej strefy, bo jak już wspominałem we wcześniejszym wpisie, zarobki w cokolwiek coraz bardziej bogacącej się naszej krainie są wciąż skandalicznie za niskie!

            Ale nauczyciele i popierające ich media i politycy (też składające się w większości z niedoszłych, lub zaszłych pedagogów) widzą w tej akcji jakąś tragedię całej masy wykształconej "elity".

            Nad człekiem zwyczajnym, w znoju usiłującym zwyczajnie przeżyć przez te 30 prawie lat przemian i nibykapitalizmu, nikt się nie litował i nikt się ludźmi szarymi nie martwił! Szli stadami na bruk, w piach i system przeinaczający się uznał to za normalne.

            A gdy stado pasożytów pedagogicznych nagle znajduje się na zakręcie, to uznaje się to za tragedię!

            Mimo że pracodawcy gdziekolwiek i jacykolwiek, wprost już skowyczą z braku rąk do pracy!!!

            Więc czemu do kurwy pierdolonej nędzy, te jebane nauczycielskie pasożyty ubzdurały sobie, że do emerytury muszą być nauczycielami (chronionymi przez kuriozum zwanym "Kartą Nauczyciela")???!!!!!

             Ręce im kurwa odpadną, jak przyjdzie im sprzedawać hamburgery w paszarniach, gdzie trzon załogi stanowią nikomu niepotrzebni magistrzy masowych kierunków, z jakichś pociesznych uczelni ?! Będzie ujmą na honorze, gdy zaczną pracować w firmach producyjnych, gdzie trzeba zapracować na wypłatę, a za przewinienia się zwyczajnie wylatuje, bo nie obowiązuje tam karta nauczyciela (z tego co wiem, nauczyciele to ostatnia grupa pracowników, których szef zatrudni w biurze – są zbyt upierdliwi)? Krzywda w końcu im się stanie, gdy przyjdzie im robić to co reszta zwyczajnych ludzi?!

             Za bardzo się potłuką, gdy spadną ze swego pedagogicznego nieba na zwyczajną ziemię?

             Nie.

             Bo wszyscy powinni być równi w teorii w tym teoretycznie demokratycznym państwie.

             Ale praktycznie wciąż obowiązuje podział na równych i równiejszych.

             I do ciężkiej cholery chyba czas już tą szopkę w końcu zlikwidować!!!

15 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

            Dzisiaj odbyło się kolejne, narodowe czytanie… niejakiego "Wesela" , niejakiego Wyspiańskiego. Pomijam już to, że przynajmniej 3/4 literatury XIX wiecznej można wyrzucić na śmiecie – na czele ze zdziadziałym już kompletnie Mickiewiczem, bo stały się owe dzieła kompletnie wyobcowane, nieaktualne i niezrozumiałe już nawet dla mnie! Podobnie jak pamiętniki niejakiego Jana Chryzostoma Paska , które to by były całkiem sympatyczną lekturą, lecz niestety ten XVII wieczny szlachciura uparł się, by w KAŻDE zdanie wplatać słowa i sformułowania łacińskie, czym zmienił te z założenia ciekawe wspomnienia w regularny horror gramatyczny.

            No ale czytali oficjele, tak podejrzewam, chcąc propagować czytelnictwo wśród mas nieoczytanych?

            Co jest równie sensowne, jak ongisiejsza akcja umieszczenia xiążek w Gdańskich tramwajach (!). Szybko one poznikały i podejrzewam, że to nie byli nawet zwykli złodzieje, a czytelnicy, którzy naturalnie postanowili dokończyć lekturę w domu – maxymalny czas trasy gdańskich tramwajów to poniżej jednej godziny - więc ktoś, kto wpadł na pomysł rozmieszczenia tam, przygrubawych najczęściej tomiszcz, wykazał się zwykłym debilizmem.

            A najlepszym sposobem szerzenia czytelnictwa wśród ludu zwykłego byłoby obniżenie ich ceny. Przez chociażby zniesienie podatku VAT, który to nałożyli te słodziaki z PO, za swoich rządów, na wszystko co kulturalne, przebijając tym samym Hitlerowców i komunistów, którzy to nawet o tym nie pomyśleli!

            Bo to już szczyt chamstwa: opodatkować xiążki, płyty, gazety, itp, pozamykać się szczelnie ze swoimi koleżkami z elyt w swojej warszafce, wpadać tam czasem do swych teatrzyków, a potem wskazywać paluchami na tych ciężko wiążących koniec z końcem prowincjuszy, jak na ciemniaków!

             Chociaż z tym wiązaniem końców to chyba powoli się robi koniec, albowiem ogłoszono, że bezrobocie spadło do absolutnego minimum! Czyli że bez pracy są już tylko ci, co jej nie chcą (lub unikają owych VATów i innych pańszczyzn). Więc po prawie 80 latach od rozpoczęcia wojny, w końcu zaczynamy naprawdę wychodzić na prostą (!!!). Możliwa nawet jest sytuacja, gdy miejscowi "przedsiębiorcy" i zarządcy zachodnich montażowni zaczną w końcy płacić nam tyle, ile trzeba do przeżycia, a co gorsza będą także zmuszeni do szanowania swoich pracowników!

              Bo ci nagle stali się bezcenni.

              Oczywiście daleka jest jeszcze droga do wyrównania płac z zachodem – bo ceny już mamy równe, wobec czego życie Polaka to regularny absurd, którego nawet już nie zauważa!

               A jako że wiąże owe końce, to nie zauważa nic innego oprócz roboty i kultura poza warszafką ledwo istnieje.

               Ale to się musi zmienić, bo nasi pracodawcy szmal mają,

               Muszą tylko zmienić swoją mentalność z pańskiej na społeczną.

               Oczywiście pańszczyzna, którą obecnie oddajemy bezimiennemu państwu, też musi się skończyć!

               I mam nadzieję, że stanie się to bardzo szybko. 

24 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

          Ludki zwyczajne (już prawie popełniłem: "normalne") dobierają się w pary. Tak to jakoś zostalo ongiś ustalone, chociaż pozostały na skrajach świata cywilizowanego wyjątki, gdzie na przykład żonę przejmuje się po bracie, jedna żona ma wielu mężów, mąż cztery żony (islam) i inne układanki.

               Czyli monogamia nie jest normą, czymś ustalonym i zakorzenionym.

              Ale nieustannie promowanym, pomimo odrzucenia korzeni chrześcijańskich, czyli teraz dla odmiany: love, serduszko, różowe pierdoły i na wieczność razem!

               Właśnie zdałem sobie sprawę, że tak uprawiana, nawożona i pielęgnowana ponad stan miłość… to statystycznie ściema! I w ogóle ściema!

                 Albowiem dobór w pary stadła nieświadomego odbywa się na bezdyskusyjnych zasadach (ewentualnie można dostać w ryło): "Znalazłem(am) swoją drugą połówkę i takiej drugiej nie ma na świecie!".

                 Tyle że świat liczy już nieco ponad 7 miliardów ludzi (7 000 000 000 dla ogarnięcia skali), a ci love szczęściarze znajdują swe brakujące części jakoś zazwyczaj tak dziwnie na miejscu?

                 Czyli coś się nie zgadza z tym romantycznym dobieraniem się na całe życie, bo coraz liczniejsze (acz wciąż procentowo mikroskopijne liczbowo) pary, które dobierają się z najdalszych stron świata, potwierdzają tą regułę na zasadzie wyjątku?

                   Bo żeby nie tam, to by się sparzyli tu. 

                    Więc co powoduje, że ludzie się łączą w pary i są przekonani (lub przekonują), że to niespotykane szczęście, rzut od losu i przeznaczenie?

                    Ano trzy czynniki zależne od objętości mózgownicy gospodarza:

  1. Jednostki najbardziej prymitywne sądzą, że kochają, ale są pod tym względem upośledzone jak małe dzieciaki. Już wielokrotnie udowadniałem, że miłości nie ma, a kto w nią wierzy ten kiep! Mała pożąda dużego, duży małej (szparki), burze hormonów, akcje, sytuacje i takie tam…
  2. Interes: piękne lgną do bogatych, plejboje wyrywają co leci i tak się urządzają na starość. Kiedyś się takie związki ustawiało, dziś to poszło na spontan, ale schemat pozostał ten sam: lepsi przyciągają się z lepszymi, gorsi zostają dla pasztetów. Tudzież przyzwyczajenie: znałam(em) dawno swe lof, to niech ten stan się utrzymuje. Okolica akceptuje, rodzina się nie burzy, więc niech tak zostanie.
  3. Znudzenie. Ludki żyjące samotnie i nie kwalifikujące się do dwóch powyższych grup, szukają drugiego takiego, by nie płakać w samotności. To o dziwo jest grupa najbardziej siebie wierna i spełniająca warunki doskonałego związku! 

                  No i skromna i niepozorna grupa na granicy błędu statystycznego, do której niestety należę i ja (a tak bym chciał być pospolity!).

                  Mi po prostu brakuje baby, która złapałaby mnie za jaja, a ja ją za mordę!

                  To tak trudno zrozumieć?!

                  I żadnych kurwa różów, tudzież pieprzenia o miłości, słodkości, kredytach, limitach, itp…

                  A zaufanie to limit podstawowy, którego szukam całe życie, a wymagania są wygórowane, bo nie ufam nawet sam sobie.

 

 

"Co wniosły kobiety do historii? Dzieci i intrygi!"

                                                                     Elias Canetti

33 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

  1.            Gdzieś tam na Mazurach zaczyna się festiwal muzyki weselnej (????!!!!!). To nie jakiś denny dowcip, a najprawdziwsza prawda! I jak znam życie, lud prosty i turystycznie wypoczywający, rzuci się na to cuś tłumnie i licznie (chyba powtarzam wyrazy z tego oszołomienia?). A coś takiego, jak "muzyka" weselna, to coś poprzeczkę niżej od disco polo… czyli gdzieś tak już poniżej dna. Gwoli (skąd ja te słowa biorę?!) przypomnienia, nurt disco polo (bo to na nazwę "muzyka" nie zasługuje) ma swe korzenie właśnie w kapelach weselnych, w które ongiś mafia pruszkowska i wołomińska zainwestowała, chcąc wyprać pieniądze… a te nieoczekiwanie zaczęły się mnożyć!

           Ciemny lud to kupił i gówno zakwitło.

       2.             Na tereny przedtygodniowej nawałnicy w Borach Tucholskich zaczęli masowo zajeżdżać swymi furami "turyści" chcący zobaczyć i uwiecznić to pobojowisko, powodując taki zamęt i wkurwienie usuwających szkody, że w końcu policja zablokowała dostęp do okolicy! 

       3.             Na krzyż na Giewoncie wdrapał się jakiś narąbany koleś – reszta miała już tyle promili, że nie podołali, mimo licznych prób…

                    I tu muszę się skupić na podhalu, podhalańczykach i trzodzie chlewnej ich odwiedzającej: nieodmiennie latem, od lat paru już przynajmniej, Zakopane i Tatry zamieniają się w jakieś kuriozum! Tłok nad Morskim Okiem jest taki, jak na koncertach owego przaśnego disco. Kolejki na owy Giewont i inne szczyty: jak po mięso w stanie wojennym. A tym buronom z całego kraju nie chce się przedreptać tych paru kilometrów pod górę i czekają w równie absurdalnej kolejce na "dorożkę" (ta za dutki zabiera po 30 osób jednym koniem!), by zdychająca szkapa zawiozła ich pod sam szczyt!!! 

                        I te szkapy zdychają masowo.

                        Ale ci sepleniący owcojebcy – zwani dalej góralami – się tym nie przejmują! Dutki lecą i jest fajnie!

                        Burak lgnie do buraka.

                        Szkoda że nie przeleci się tam jakieś z nagła halne, by zmieść tych ćwoków (przyjezdnych i miejscowych), jak owy las w powiecie chojnickim…

       4.              Jakiś bogatszy dziad w Międzyzdrojach, wjechał na miejską plażę luxusowym audi z lawetą, by zabrać swój skuter wodny. Wyciągał go jakże pasujący do sytuacji traktor.

                        Co jest najgorsze, ten tłum ćwoków wróci po urlopach i znowu zostanie naszymi sąsiadami, rodziną, współpracownikami, itp. Zostawią te badziewne megaokularki z kabaretonów i jak prawilni Janusze, Sebixy, Karyny, Dżessiki i Brajanki znów zaczną buraczyć w swojej okolicy…

                         Bo nikt ich nie wychował.

                         Bo to potomkowie pastuchów skrzywionych przez PRL.

                         A coś, co się śmie mienić elitą, która powinna być dla nich przykładem, to tylko zwykłe, zakomplexione kurwy ze słomą w butach, które za byle wyraz uznania (najlepiej z zagraminicy) gotowi są wyrzec się wszystkiego, a plebsu unikają jak ognia, bo wiedzą że ten ich rozpozna jako swojaków.

                          Więc jest jak jest…

 

            

34 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

         W ostatni piątek dość blisko mojej okolicy jebło, dupło, wydmuchało, prąd zerwało, poprzewracało,pozabijało… i teraz trwają w mediach jałowe dyskusje: jak można było do tego dopuścić?

         Otóż nie można było.

         Można było TO przewidzieć i są nawet od tego fachowcy (acz niezbyt słuchani – bo amatorzy). Można było odpędzić, ale nad takimi mieszalnikami pogody dopiero pracują największe imperia, a i to jest w fazie prób i to w dodatku na ogół ściśle tajnych. Można było szybciej i lepiej zadziałać po katastrofie, ale dotyczy to chyba tylko zbyt późno ściągniętego wojska i uruchomionych procedur katastroficznych, bo miejscowi i służby mundurowe – ze szczególnym uwzględnieniem strażaków – robili co mogli i dużo ponadto.

         Tyle było można.

         Swoją drogą, jak zwykle w momencie jakiegoś dramatu, ludek Polski (tu odmiana pomorska, z poszkodowanymi najmocniej Borowiakami) znowu okazał siłę i jedność ; a media tradycyjnie zawałkowują temat, wypełniając tak zwany jeszcze od PRLu sezon ogórkowy, a jak już wspomniałem ich dyskusje i reportaże to jeno mdłe pieprzenie nie wnoszące ABSOLUTNIE NIC  do sprawy.

         A co do pogody: kolejny raz powtarzam, że rządzi się ona swoimi prawami i cyklami (teraz to niby ocieplenie?), a dopisywanie do tego ludzi jest co najmniej zachowaniem mało skromnym! Wciąż jesteśmy za mali, za chudzi i za słabi by zagrozić całemu globowi. Ziemia sama stanowi dla siebie zagrożenie, ze szczególnym uwzględnieniem tego co na niej żyje.

         Chociaż ludzie potrafią podniszczyć swą siedzibę lokalnie i to czasem w stopniu dość mocnym i widowiskowym. Ale renowacja jakichkolwiek zniszczeń, to dla natury tylko kwestia czasu, a tego ma ona od groma – o wiele więcej niż ludzkość.

       Czyli my. Zwani po naukowemu: Homo Sapiens.

       Czyli dalej: część przyrody ożywionej – zwanej z dawna fauną.

       Ziemia nam została dana wraz z całym inwentarzem i… różnie jako ci królowie do tego podchodzimy. Jedni twierdzą, że można czynić z tym darem, co się żywnie podoba, inni z kolei, że… nic! Bo to przyroda jest najważniejsza, a my to tylko dodatek.

       Prawda, jak zwykle leży po środku.

       Ziemia jest jak dom, który został nam darowany, a o dom, jak każe doświadczenie, trzeba dbać. Trzeba łatać dach, a nie wyrywać belki z niego, by na środku salonu rozpalić ognisko. Same ściany też trzeba malować, należy myć, sprzątać, itp.

       Bo to w naszym interesie, bo miło jest mieszkać w przyjemnych warunkach.

        No chyba że zainterweniuje natura i nam go rozpieprzy…

19 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Jak zwykle zacznę od końca.

Więc dziś ogarnąłem pogrzeb mojego przyszywanego dziadka, którego sentencja jest moją prowadzącą. Powtarzał on zawsze, ku wściekłości licznych ciotek, bym się jednak nie żenił i słuszną drogą kroczę, unikając stałych związków.

I chwała mu za to, bo miał rację!

I cześć jego pamięci.

Przy okazji skupiłem się na kawałku cmentarza, na którym chowa się zakonnice.

Praktycznie wszystkie (a leży ich tam dużo i to po dwie w jednej kwaterze) dociągnęły do setki.

Konkluzja jest jedna.

Żadne medykamenty, żadna dieta i już broń Boże aktywny tryb życia nie zapewni ci długowieczności!

Potrzebny jest spokój i no stress.

Dowody na to leżą na cmentarzu w Oliwie.

A co do "ojca" (?!), który mnie spłodził chyba dla pokazu (znaczy on się chwalił, że ma syna).

Słuchaj stary:

Na ten tytuł trzeba sobie zasłużyć! Byle obsraniec, który mnie wyszczał takiej godności NIGDY nie dostąpi!

Ja się wbrew pozorom szanuję.

27 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Gdybym w ocenie sytuacji dookoła mnie (bliżej i dalej i to wersjach jak najbardziej osobistych, czy też ogólno narodowych i państwowych) ufał tylko przekazom medialnym… to większą szansę miałbym na szaleństwo, depresję i stan przedsamobójczy! Ewentualnie wpadłbym w zachwyt i extazę, gdybym chwytał wybrane informacje, które ostatnio z każdej ze stron już dawno straciły resztki obiektywizmu, w zamian zastąpionego totalną, subiektywną manipulacją emocjonalną.

Jak w brazylijskim serialu!

Media głównego nurtu - w większości lewicowe – łapią dowolny temat i robią z niego dramat (mniejszościowa "prawica" w tej manipulacji emocjami nie jest lepsza)!

Dziennikarska fachowość i ów pożądany w tym zawodzie obiektywizm jest w totalnym zaniku.

Mądrość, prawdę i logiczne wyciąganie wniosków zastąpiono grą na nerwach: od niskich rejestrów, czyli strachu i wkurzenia ; do wysokich, czyli transu i zachwytu nad byle pierdołą.

Czyli niepostrzeżenie zostaliśmy sprowadzeni do poziomu małomyślnych dzieciaków, których można przetresować odpowiednimi (?), prostackimi "argumentami".

Aż mnie szczęka rozbolała na przykład, gdy obecny patron medialny Jurka O., czyli TVN rozplywał się w zachwytach nad niedawno zakończonym Przystanku Wódstok. No baja normalnie! Wolność, miłość, radość, tolerancja… same superlatywy! Nie wspomnieli oczywiście nawet półgębkiem o tradycyjnej, corocznej prawie ćwierci tysiąca zgłoszonych przestępstw (w tym gwałt!). Tak drobna liczba ginie oczywiście w tłumie pół miliona rozbawionej trzody, ale to nie znaczy, że nie istnieje tam przestępczość. Nikt na samym przystanku, ani w mediach nie wspomni też o tych, którzy rokrocznie nie wracają już do domu z powodu zgonu. Takie przypadki oficjalnie nie istnieją (podobnie jak ofiary) – to mogłoby zaszkodzić wizerunkowi całej akcji.

No i to chamskie upolitycznienie tego z teorii apolitycznego, bo rockendrollowego festiwalu. Chodzi o regularnie przeprowadzaną agitację jakże podatnej na manipulację młodzieży, przez zapraszanych polityków, o dziwnie levackiej i prosystemowej opcji.

W tym roku gościem wykładającym kwestie tolerancji był złotousty pedryl ze Słupska. Karierowicz, gwiazdorek medialny, typowa obłudna politykierka, jak i jego poprzednicy (na przykład poprzedni prezydent RP – obecnego już nie zaproszono). Te występy i perfidna agitka są niezbyt obiektywne, bo już na przykład mojemu ulubionemu Kukizowi podziękowano i uznano go za persona non grata – nie spełniał ideologicznej normy. Żeby jeszcze chamówa była pełna, to po terenie miasteczka namiotowego szalała delegacja tak zwanej opozycji (PO), która poprzednio płoszyła plażowiczów nad polskim morzem.

I nikt ich stamtąd nie wypieprzył!

Podpieranie takich akcji rockendrollem, to zwykłe bluźnierstwo, a cała akcja powoli przerodziła się w coś na kształt zlotu komsomołu w dawnym ZSRR.

Rzygać się chce panie Owsiak…

 

42 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
021620
Dzisiaj : 1
Wczoraj : 4
W tym miesiącu : 126
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.162.218.214