Bez kategorii

                     PiS płynie na fali i nic nie wskazuje na to, by przez nastepną kadencję (Ba! Nawet dwie!) mógł z niej zlecieć. Powody są co najmniej dwa:

  1.            To w zasadzie, sumie, ogólnie i szczególnie, jedyna partia od 30 lat tego postkomunistycznego cyrku, która wywiązała się z chociażby części swoich obietnic wyborczych (jak niewiele trzeba…). W przeciwieństwie do tej naprawdę już żałosnej opozycji, jakiekolwiek propozycje w ogóle ma! I ma na to pieniądze: czy to sie komuś podoba, czy nie! Wystarczyło, że położyli łapę na mafii vatowskiej i paliwowej, by za te zgarnięte do budżetu państwa miliardy złociszy mogli spokojnie realizować swoje nawet najbardziej wybujałe fantazje (jak przekop mierzei, czy centralny port lotniczy, o skromnym 500+ nie wspominając). Starczy im na kadencję, lub nawet dwie… a potem tradycyjnie choćby potop!

Nawiasem mówiąc, te krytykowane 500+ , nawet dla tych patoli, tak mi coś mówi intuicja, nijak się ma do tych bilionów zagarniętych podczas transformacji przez układ zamknięty (Kulczyki, Gudzowate i inne pasożyty z pierwszej setki miliarderów polskich, co to nic nie produkowały, niczego nie tworzyły, a jeno ssały…).

2.        No i ta żałosna opozycja… Takiego cyrku nie grali jak ten kraj tą śmieszną "demokracją" stoi! To już nie cyrk, nie chlew z kwiczącą żałośnie trzodą, której przestano sypać do koryta… to jakiś dom wariatów!

           Rozsypka tego mainstreamu jest tak totalna, że nawet dziś, w jakimś radiu, usłyszałem apel jakiejś pisowskiej kobieciny z kół rządzących, by się już nie pogrążali, bo… jeszcze trochę, a nie dociągną nawet do wyborów, a (w domyśle) pełna wygrana, bez praktycznie żadnego przeciwnika, zaleciała by mocno co najmniej wczesnym PRLem, Koreą Kima (jakiegokolwiek w kolejności), lub innym totalitaryzmem z szerokiej gamy historii!

           Ja wcześniej wierzyłem, że to będzie kolejna wymiana stosowana od lat 90ch: dziś my, jutro wy, ręka rękę myje, itd.

           Ale nie! Prezes, obywatel, poseł K. (cokolwiek genialny taktyk polityczny), postanowił zmienić zasady gry i wziąć całą pulę aż do oporu!

           I to mu się uda – czy to się znowu komu podoba, czy nie!

           Takie są fakty.

           Pytanie, co będzie po wyczerpaniu funduszy? Bo ów prezes w jednym jest zerem: w ekonomii.

           A owa ekonomia wykończyła już takie imperia, jak: ZSRR, czy Rzym…

          No, ale obiecał wszystkim wyrobnikom tego pasożytniczego cokolwiek państwa… praktycznie podwojenie pensji w ciągu dwóch lat (?!) !!!

         Pierwsze co zmartwiło owych wyrobników:

         Oczywiście, że jest to do zrobienia! Można nawet zarabiać i po 10000 (słownie: dziesięć tysięcy) złociszy na miesiąc!

         Tylko co na to inflacja?

         Już to zresztą przerabialiśmy przez całe lata 80te.

         Ale z drugiej strony…

         Przez te 30 lat nibykapitalistycznego cyrku, uczestnictwa w UE, ciągle mamiono nas dociągnięciem zarobkami… no chociaż do połowy tych najskromniejszych z zachodu.

         A tu chuj!

         Ciągle ten sam chuj z wypłatami!

         Niby się bogacimy, PKB zapierdala jak nigdy dotąd, do pracy nie ma już chętnych… ale ciągle ten sam chuj!     

         Skąd to sie bierze?

         Ano w Polsce – jak w żadnym innym, cywilizowanym kraju – roztrzep zarobków jest wprost nieprawdopodobny!

         Tu od razu uprzedzam, że absolutnym maximum wypłacanym przez pracodawcę jest obecnie jakieś 6000 PLN. Powyżej Urząd Skarbowy zajedzie każdego!

         Ale to wystarczy.

         Więc od lat 30tu setki zapierdalają za minimum (najlepiej przez pośrednika), majster trzepie dwa razy tyle, kierownik 3x, biura jadą na krawędzi tych sześciu tysięcy (dużo robią jakieś premie i inne sposoby na omijanie urzędowo-skarbowych raf), umowy menadżerskie i inne myki…

          A później zaczyna się totalny kosmos!

          Summa summarum statystyki średniej krajowej (jakieś 4 tysie) nabijają ci ze świecznika i paru pod nimi (góra 20% ogółu pracujących).

          Tyle że taki rozrzut nigdy nie kończył się dobrze…

          Na razie jest fajnie.

          Na fali.

          Nawet z tym obłąkanym PiSem…

         I jeszcze trochę to potrwa…

         Ale nie zaszkodziłoby przy okazji kopnąć w dupsko tych z góry!

         Nawet delikatnie!

         Bo chyba drugiej takiej szansy nie będziemy mieli!?

         Im trochę uszczknąć (proporcjonalnie), nam dodać (wyjdzie sporo z naszego punktu widzenia!). W zasadzie nikt nie ucierpi.

         Odrobinę chęci i samozaparcia, a bedziemy szczęśliwi ludziska!

         Tylko czy ja nie wołam na wiatr… ?

         

14 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Jest kategoria książek, które pochłaniam baaardzo chętnie, albowiem opisują rzeczywistość, przyszłość, tudzież przeszłość w sposób obiektywny, aczkolwiek przez realny ogląd dramatyczny.

         Ze szczególnym uwzględnieniem w nich ludzi ową przyszłość, przeszłość i rzeczywistość kreujących.

         Taki talent ma cokolwiek jeszcze znany i bywający w okienku TV Rafał A. Ziemkiewicz, kompletnie pominiety Lech Jęczmyk ze swym "Nowym Średniowieczem" , czy ostatnio męczona przeze mnie dość spora cegła Wojciecha Roszkowskiego "ROZTRZASKANE LUSTRO – Upadek cywilizacji zachodniej" , która to książka, zupełnie niereklamowana, mimo dość sporej ceny, jest praktycznie nie do kupienia!

          Ale ja jak zwykle mam – i czytam!

          I mimo, że przebrnąłem dopiero przez 1/3 tej niezwykle logicznej petardy, mimo tego że spodziewałem się znanego mi już opisu rzeczywistości, mimo to jestem wstrząśnięty i przygnębiony!

         Wnioski są jednoznaczne:

         Nigdy dotychczas ludzkość (ta najbardziej cywilizowana, czyli bez wstydu, a wręcz z dumą i zgodnie z realiami określana jako: biali, Europejczycy, chrześcijanie) nie podlegała tak perfidnej, ukrytej pod pozorem dobra, tolerancji i miłości (sformułowanie "miłosierdzie" już bowiem jest publicznie wycofane z obiegu) manipulacji, jak obecnie!

         Mieliśmy ideologie: jak nazizm i komunizm, które to likwidowały ludzi fizycznie, w dziesiątkach milionów, próbując żyjącej reszcie przestawić myślenie na "jedynie właściwe", ale były to tak prymitywne twory, że wystarczyła tylko odrobina zdrowego rozsądku i logicznego myślenia, by przetrwać to zło do nieuchronnego końca.

          Ale zło wyewoluowało (takie trudne sformułowanie).

          Zło obecne nie jest już złem morderczym, bezlitośnie zabójczym, o nie!

          To wyrafinowane mamienie i ukrywanie się za szczytnymi hasłami: miłości, tolerancji, pokoju, szacunku (!), dobroci… no cokolwiek jest z tych pięknych słów!

          Taka fototapeta na obsranej ścianie.

         Taki lep na ćwierćinteligentów.

          Takie… no… szkło bardzo kontaktowe!

         Takie coś milusie, wytykające paluszkami swemi tych niedobitków tradycji chociażby, zdrowego rozsądku…

          To nie przesada! Za promocję zdrowego rozsądku… takiego zwykłego, zdrowego, chłopskiego rozsądku… na zachodzie idzie się do paki (!), tu ewentualnie można stracić państwową posadę – jeśli się miało szczęście ją posiadać. 

          Jedna idea, jeden… no nie naród oczywiście! Jedna ludzkość wymieszana. Jeden…

          No na pewno nie Bóg – bo to zbyt pewne i prawdziwe!

          Jeden człowiek za to, jedna nauka (chociaż fizyka teoretyczna, znienacka, mocno, kopie w dupsko ten cały, nowoczesny racjonalizm), jedno (krótkie cokolwiek) życie, jedna przyjemność i jedna nieuchronna katastrofa…

          Taka to dołująca lektura…

          Ale Złemu radość!

 

17 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

            Jakoś tak naturalnie zwracam uwagę na szczegóły, których inni nie zauważają, lub są dla nich tak nieistotne, że zlewają je sprężystym moczem. Ostatnią taką obserwacją są długowłose dziewczęta, którym owe włosy tak przeszkadzają w funkcjonowaniu (na przykład w pracy), lub ewentualnie tak podgrzewają  czaszkę w te gorące dni, że…

           …no naturalnie, z dawien dawna, upinano włosy gdzieś tak w okolicach potylicy (znaczy z tyłu), lub pleciono z nich warkocze. A teraz nie! Taka dziwna odmiana! Więc coraz częściej obserwuję dziewczyny, które uparły się, by spinać to wszystko, co im wyrosło włochatego: na szczycie głowy!

            Niby nic takiego, ale całkowicie odmienia wizerunek całkiem ładnych (często) kobiet, a tym brzydkim ujmuje resztkę pozostałej urody.

            Niektóre wyglądają wręcz, jak rozpieprzona piorunem stodoła pełna siana!

            Ale nic! Według nowoczesnych reguł: ważne, że jest im wygodnie i same się akceptują!

            A że – na przykład mi - psuje to estetykę, ze szczególnym uwzględnieniem piękna kobiet?

            Ja jestem nieistotny – jak mężczyzna w sprawie decyzji o aborcji (ale w przypadku alimentów jego pieniądze już stają się istotne).         

            Tyle że te wiechcie i badziewne koki na głów szczytach to pikuś!

            Jest naprawdę coś gorszego i równoznacznego z wytatuowaniem sobie na czole: "Jestem pierdolnięta i mam małe IQ" !

            To tak zwana fryzura na lesbę.   

            W skrócie wygląda to tak, że jakaś zbuntowana samica goli sobie cały bok głowy, lub w porywach i dwa.

            To nie tylko moja obserwacja, że klientki w ten sposób wygolone, są praktycznie co do jednej (osobiście, sam, nie spotkałem ŻADNEJ takiej, która by była normalna!), jak już wcześniej wspomniałem: zdrowo pieprznięte i pozbawione funkcji myślowych w stopniu wręcz podstawowym! Za to w większości wyposażone w pustą arogancję i zawyżoną samoocenę.

             Zadziwiająco często, dzisiaj, w czasach dowolnej samoaranżancji, to co na głowie, łączy się z tym, co w środku (na przykład stereotyp łysego w dresie). Tyle że od każdej takiej reguły wyglądu, jest sporo wyjątków.

             A KAŻDA podgolona, to egzemplarz w ten, czy inny sposób uszkodzony.

             I tu nie ma wyjątków!

             A te poupinane na głów szczytach… coś mi tak intuicja podpowiada… to zwyczajne fleje są…

 

 

            P.S.     Ogólnie dziewczyny obecnie mają jakąś taką dziwną przypadłość w kierunku samooszpecania się. Jak: radykalne przypadki botoxiar, silikoniar i solarisy, ale też jakże częste maniaczki wyskubywania sobie brwi – by zamiast nich rysować jakieś dziwne kreski na czole. No i oczywiście te obtłuszczone betoniary, które swoim smalcem epatują na okolicę, jak bojownicy mniejszości sexualnych swymi zboczeniami: bo z siebie trzeba być dumnym i to okazywać, a inni niech akceptują i zamkną ryja, lub oczy, jak ich to razi!

                        Zaiste zgubna ta asertywność…

41 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

             Jak uparcie powtarzam, jestem z duszy, ciała i przyzwyczajenia mieszkańcem Pomorza, a każdy dłuższy wyjazd w głąb lądu powoduje u mnie syndrom odstawienia od jodu, przygnębienie wszechobecnym, okalajacym mnie ziemskim krajobrazem i dość duszną atmosferą (Pomorze to kraina wiecznie pizgającego wiatru i co za tym idzie luźnego oddechu).

           I uparcie wciąż powtarzam ideę wyższości morza nad górami: bo te drugie są skończone, a za nimi jeszcze inne (choćby nie wiem jak piękne!), a potem tylko doliny, a morze to doskonała, metafizyczna nieskończoność.

           No ale Polska przaśna uparła się, by jeździć w góry.

           W Tatry dokładnie.

           To jakieś 10% naszej górskiej, południowej granicy, ale tak pożądane przez ogół, jak… no nie wiem: waleriana przez koty?

           No oni się tam tłoczą nad tym Morskim Okiem (?!), przepychają na szlakach pod Giewont, zajeżdżają miejscowe konie ciągnące przepełnione turystami wozy: bo tak wypada przed sąsiadami i takie tam…

           Oczywiście sam tam nie byłem: odpycha mnie na samą myśl o mieszkańcach tego regionu, odwiedzających ich burakach, tłoku, etc… Przy pierwszym halnym, pewnie (zwyczajem miejscowych) odwaliłbym samobója, ale dodając coś od siebie zajebałbym przy okazji sporą część przebywających tam słoików…

           Nieważne!

           Przy takim zasypie turystycznej stonki, co jakiś czas musi się tam wydarzyć tragedia, i właśnie jebło!

          Dokładnie paroma pierunami.

          W różne miejsca tych gór, ale najgorsze żniwo wyładowanie elektryczne zebrało w drodze na niejaki Giewont.

          Tu tak dla przypomnienia: jest coś, co polskie morze łączy z polskimi górami.

          Więc ten z pozoru płytki, niedosolony akwen, jest jednym z najbardziej nieobliczalnych mórz na świecie, a te niby niskie góry, z wyrytymi na ich szczyty schodkami i łańcuchowymi poręczami, są zmienne jak gruba feministka w czasie okresu!

         I w taki okres, ponad 100 ludzików, brnąc nie wiadomo po co w mgłę, zostało porażonych (dosłownie) tą przyrodniczą nieobliczalnością.

        Ci dorośli, pośmiertnie powinni być odznaczeni Nagrodą Darwina. Dzieci niestety żal, ale jeśli przeżyły i pozbyły sie takich cymbałów, to niech już dalej, przez życie, idą innym szlakiem….

 

44 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

      Jednym ze szczytowych osiągnięć Januszostwa from the PRL jest służba w wojsku lat 80 i 90. Przy czym słowo "służba" jest jak najbardziej na miejscu, a "wojsko" już tak raczej nie…

      Chyba Napoleon stwierdził, że armia która nie walczy, przestaje być armią?

     A począwszy od lat 80 aż do końca 90 nie miała przeciw komu walczyć, czym walczyć, no kryzys i rozpierducha totalna!

     Ale pobór był przymusowy – początkowo na 2 lata, potem na 1 i 1/2. No i tak: brano tych biednych chłopców w warunki niemal więzienne, gdzie strzelanie było rzadkością, rozliczano ich z każdego naboju (!!!), a szkolenie było zwyczajną kpiną, przygotowującą poborowych… no w sumie nie wiadomo na co?!

     W zamian zastosowano wypełniacz tego straconego czasu, w stylu: zabawy w falę, kotów i dziadów i maniakalną wręcz dbałość o porządek (autystyczną wręcz fobię równo zaściełanej pryczy, pięknie wypastowanych kamaszy – w ogóle wszystkiego wypastowanego i wyszorowanego szczoteczką do zębów!).

     Dla obserwatora z zewnątrz, a zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, ówczesne nędzne koszary, wypełnione takim biednymi rekrutami, szorującymi co się da, małpującymi przed starszymi (równymi stopniem!) to musiał być istny dom wariatów.

     I tak było.

     Ówczesny pobór nie służył niczemu, nikogo nie szkolił, a tylko tworzył patologię.

     No ale miliony dzisiejszych 40, 50 i 60 latków przez to przeszło – bo nie było możliwości odmowy (chociaż mi się udało :).

     I jak oni mają wytłumaczyć potomnym to przymusowe zesłanie?

     Ano wciskają, że to była szkoła życia, że nauczyli się porządku (w domu nie uczyli?), że stali się prawdziwymi mężczyznami (a wcześniej to cioty były i połykacze spermy?), no i że w końcu nauczyli się wojaczki (a jak już wcześniej wspomniałem – to była tylko chodowla mięska armatniego).

     No co oni biedni mają teraz mówić?!

    Naprawdę mi ich żal!

    Spędzić 2 lata praktycznie w więzieniu, po to by oddać raptem ze 3 serie ze starego, zwichrowanego kałacha…

    Tyle że te parę milionów tak skrzywdzonych, podtrzymują mit tego wojska ludowego, do czegoś służącego.

    Dzieci i wnuczęta – nie dajcie się na to nabrać, ale też nie szydźcie z nich, bo to pokrzywdzeni ludzie, co myśleli, że byli w prawdziwej armii…

    

      

40 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

          Wybory prawie za trzy miesiące. Prezio tak ogłosił. Kampania już trwa, ale jak to w Polsce – jest całkiem oderwana od polityki i służy podniesieniu napięcia wśród podatnych na manipulację wyborców (pokolenie PRL przyssane do TV + słoiki). Gra na emocjach osiąga już chyba apogeum! Jedni z drugimi szczują się bez żadnych granic, by zmobilizować swoich skromnych w liczbie, acz wiernych, tradycyjnych wyborców – znaczy lemingi i mohery.

          Normalni (łącznie ze mną) tym razem w wyborach udziału nie wezmą. Teraz to już naprawdę nie ma sensu! PiS (mohery + 500+) ma taką przewagę, że stawianie krzyżyka na co innego, to zwykła strata czasu! Lemingi oczywiście tradycyjnie ruszą do urn, by ratować swoją opcję, ale to niewiele da. Przyszły parlament to będzie siedlisko partii Jarosława, z drobną grupą krzykaczy spod znaku PO – bo tylko na tyle będą sobie mogli pozwolić. Po PSL nikt nie będzie płakał – oprócz przez nich poustawianych życiowo rodzinach i znajomych. Jakaś śmieszna, zjednoczona levica, z próbujacym się odświeżyć wizerunkowo Biedroniem? No litości!

         No właśnie Biedroń. Koleś, który usiłuje przedstawić się jako coś świeżego… jest totalnym zgniłkiem! Zaczynał w SLD, otarł się o Palikota, w zasadzie przez całe dorosłe życie tapla się w polityce! Kto kupi taką ściemę?!

         Tu druga sprawa: po 30 latach oferowania kiełbasy wyborczej obywatelom jakby opadła mgła z oczu i puste obiecanki, oraz kreowanie sie na kogoś, kim się nie jest, już nie działa. Takie powolne wychodzenie z mentalności postsovieckiej – Norman Davies określił ten czas na jakieś 45 lat – więc zostało nam jeszcze jakieś 15.

         A kwestia tych śmiesznych partyjek kreowanych nieoficjalnie przez PO? Był Palikot, była Nowoczesna, teraz więdnie Wiosna. Palikot był błaznem, Biedroń karierowiczem, ale Nowoczesna wydaliła z siebie niejaki KOD, którego zadaniem było zamieszanie, z docelowym obaleniem nielubianej przez nich (acz demokratycznie wybranej) władzy. I byli bardzo blisko tego! Wywołali niezły zamęt… ale jakby to robili bez serca, jakby bez przekonania, jakby to była tylko wynajęta grupa krzykaczy z paroma pożytecznymi idiotami i zszokowanymi zmianami resortowcami…

         Nie odnosicie takiego wrażenia? Bo ja tak.

         No ale KOD padł, a w zamian znalazły się te tęczowe wesołki (oczywiście z Biedroniem na czele), które w liczbie dość niedużej – około 30 autokarów (kto to opłaca?!) objeżdżają po kolei polskie miasta i paradują… Już nawet nie sugerują jakichś szczytnych haseł, a tylko zwyczajnie prowokują – i to skutecznie, bo dla drugiej strony to też woda na młyn do straszenia swoich! No taka nowa forma turystyki. Normalni ludzie jadą na urlop autokarem gdzieś w Europę, lub w Polskę, a ci co parę dni ładują się do podstawionych busów i zaliczają kolejną miejscówę. Jestem niemal w 100% pewny, że nic na tym nie tracą, a wręcz zarabiają!

        Tu jeszcze wyższa forma zastanowienia: to już od dawna wygląda tak, jakby ta opozycja, zwąca się jeszcze do niedawna totalną, robiła dosłownie wszystko, by ich przeciwnicy osiągnęli sukces! Oni w zasadzie nie muszą robić nic! Opozycja sama się ora za każdym ruchem.

        Jakby ta ustawka została już dawno ustawiona i tylko lud z dwóch stron barykady ma być utrzymywany w nieustannej wściekłości, bo nic tak nie likwiduje zdrowej myśli, jak uczucia…

64 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

        Dramat współczesnośći polega na zaniku logiki.

        Kompletnie!

        Znaczy spora część społeczeństwa, niejako z genetyki i wychowania, tej logiki jest pozbawiona. Od pokoleń.

        Tyle, że przez wieki byli oni odseparowani od rządzących, dzięki czemu świat (Europa) się rozwijał, liczne konflikty tak naprawdę szkodziły nielicznym (poza małymi wyjątkami – jak wojna XXXletnia), a prawdziwa mądrość była jasno określona i łatwa do zidentyfikowania.

        Ten cudowny stan rozpieprzyli w drobny pył romantycy w pierwszej połowie XIX wieku, a dobili go potem reformatorzy spod znaku komunizmu i socjalizmu.

        200 lat później sytuacja – z punktu widzenia człowieka myślącego – wygląda dramatycznie! Rządzący są już takimi samymi debilami, jak rządzeni. Czwarta władza debilizm ów wręcz nawozi (niezależnie od opcji). Wszędzie tylko uczucia, wszechobecne love i socjalistyczna parodia chrześcijańskiej tolerancji (tudzież miłosierdzia). Jak coś się wpoi ogółowi, to jest to prawda i już! Zero myślenia, analizy i oceny! Z góry określono, że jak coś jest słuszne – to tak ma być!

        Owsiak z tym swoim błótstockiem? Miłość, tolerancja, hektary uratowanych niemowląt… więc spierdalać krytykanci! Nie ma dyskusji!

        Powstanie Warszawskie?

        Co tam ćwierć miliona wymordowanych cywilów (głównie Ochota I Wola)! Liczył się zryw, walka (3/4 powstańców nie miało ŻADNEJ broni!), moc, przekaz i inne pierdoły…

        A sterta 250 000 (słownie: dwieście pięćdziesięciu tysięcy) zwłok dzieci, kobiet i takich tam?

        Co tam! Adrenalina i biało-czerwona (teraz chyba już karmazynowa?) usprawiedliwiały wszystko!        

        LGBTQwerty? Wprost epatują miłością! Wszyscy ich mają kochać i już! Nieważna logika, nieważna krytyka – ma być tolerancja i akceptacja!

        I żadnych dyskusji!

        Żadnych argumentów!

        Nic! Ma być tylko te love.

        Dramat…

        Takiej płukanki mózgowej, na takim poziomie przekazu, ta cywilizacja jeszcze nie zaznała!

 

 

       PS     Jak ktoś nie ogarnia, co to jest 250 tysięcy ofiar, to niech wyobrazi sobie pełny stadion narodowy. Pełny zwłok – a obok niego cztery dodatkowe. 

                 Taki to "sens" miało powstanie…

 

51 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Siedzę sobie na urlopie, planuję coś dalej, niż sprzątanie pivnicy mej, ale…

       No właśnie na dniach zacznie się w dalekim Kostrzyniu festiwal imieniem Owsika. To wbrew pozorom nie jest jakiś Poland, czy Błódstok, ale zlot fanów owego Jurka. 

       Tu muszę dać wtręt taki (nie mylić ze wstrętem), trend właściwie: zjadłem zęby (a dokładnie wątrobę) na festivalach, koncertach, zlotach i tym podobnych. I to z dwóch stron! Przed sceną i za.

       Nigdy mi się tam nie pałętał po scenie jakiś skrzeczący konus – natychmiast by dostał wjebane.

       To po pierwsze.

       Jestem człowiekiem w miarę pracowitym, więc jak jeździłem na występy wszelakie, to pierwszym i podstawowym wymaganiem moim, za zapłacony wstęp była muza.

       Kwestie szalone, postkoncertowe, były tylko dodatkiem.

       Fajnym – ale dodatkiem.

       U Owsika to podstawa.

       Znaczy klimat na polu – nie muza!

       To tak po drugie mnie odrzuca.

       Przez 30 lat stwór ów wychował sobie na tym klimacie z badziewiem w tle (dokładne zaprzeczenie prawdziwego festivalu!) już drugie pokolenie fanatyków, którzy co rock zmierzają tam… bo za darmo!

       Wypuszczeni ze swojego kieratu i prowincjonalnych uwiązań, tam raz na rock się uwalniają w pełni i jak ci neofici zagarniają dla siebie całą przestrzeń!

       Bo za darmo.

       90% bywalców tego spędu nie ma ŻADNEGO POJĘCIA o rocku… w zasadzie w ogóle o jakiejś muzie!

       Oni tam są, bo są.

       Bo można się napić, poruchać, zajarać.

      A w domu tego nie mogą – przez pozostałe 360 dni w rocku :)

      Rock tam jest tylko plakietką – dla uzasadnienia tej sekty.

      Więc niech nam żyje Jurek O.!  I niech błoto wam smakuje czcigodni, prowincjonalni łykacze pseudorockowego szlamu…

       

      

108 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Mamy w Polsce całą taką grupę mentalnych wirusów. To na ogół starsi ludzie, skażeni PeeReLem, wyznający całkiem kosmiczne, oderwane od rzeczywistości poglądy, które dla samousprawiedliwienia zwą dalej zasadami.

Internet zwie ich Januszami, a ich potomków Sebixami, lub przytłoczonymi przez nich Pioterami…

Tu to się dziwnie pokrywa z moim życiorysem, albowiem stary miał na imię Janusz i taki był (namiętnie słuchał Lata z Radiem na przykład:), a ja oczywiście to ten Pioter (też tak mam na imię!).

Pamiętam tych dziadków borowych, którzy w czas przełomu chwalili się, że nie wyciągają ręki do państwa – bo to wstyd. Gdy natenczas miliony w biedzie i beznadziejnej robocie (jak mieli!), usiłowały dotrzeć do pierwszego z pełnym brzuchem… Gdy tymczasem Kulczyki i inne systemowe pijawki opływały w luxusy.

No zjeby normalnie!

Już wtedy docierały do mnie komunikaty o pomyśle nowego podatku (jakby ich było za mało!) zwanego dalej bykowym – czyli za twarde kawalerstwo.

No pomysł, że bym tak rzekł antyczny, gdzieś tak z XIX wieku .

O dziwo propagowany do dziś przez jakieś niedobitki systemu (PRL) – tudzież jakichś niewychędożonych polityków z głowami w chmurach, notorycznie oderwanych od realiów życia codziennego.

Rozpieprzę tą bzdurę na wejściu, dla świętego spokoju:

Otóż pierwszymi, którzy by dostali po dupie (jak to w polityce bywa) byliby ci żyjący na kocią łapę – a jest ich dość sporo! To normalne rodziny, z dziećmi, kredytami, itp. – tyle że bez formalnego kwitka. Nawet F1 to zaakceptował: bo to teraz trend taki.

Tylko dlaczego ta złość postsovieckich skorupiaków skupia się tylko na facetach?!

Wystarczy tylko się rozejrzeć, zebrać dane, pomyśleć i wyciągnąć wnioski!

Winnymi niskiemu stanowi przyrostu naturalnego są kobiety!

Wyemancypowane, sfeminizowane "xiężniczki" , oczekujące od męża nieosiągalnych rzeczy!

Czy ja to kurła muszę po raz kolejny powtarzać?!!!

Tu nie jest potrzebne bykowe ze średniowiecznym rodowodem – kompletnie nie pasujące do XXI wieku, a właśnie krowowe!

Jakby te zatwardziałe kurewki, z niebotycznymi ambicjami, żądaniami i wymaganiami, zaczęłyby dostawać po pensji…

…to natychmiast przysiadłyby na kuprach!

I by wszystko wróciło do normy.

Czy to tak trudno ogarnąć do ciężkiej cholery?!

76 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Niedawno zakoczyły się mistrzostwa świata w kobiecej piłce nożnej, gdzie to amerykanki (te z USA) wygrały finał. To dyscyplina rozwojowa, w Polsce także coraz bardziej widoczna. W sumie popieram całym sercem – niech sobie kobietki grają – co to komu szkodzi? Być może z czasem tą kobiecą wersją piłki kopanej będziemy się pasjonować na równi z dzisiejszą siatkówką, piłką ręczną, czy koszykówką w wersji women?

         Ale jeszcze nie teraz.

        Obecnie męską piłkę nożną, od tej kobiecej dzieli nie przepaść, a ocean z przepaścią i łańcuchem wulkanów! I dotyczy to WSZYSTKICH kwestii! Poziomu graczy, liczby kibiców, sponsorów, ustawek, kiboli, itp, itd.

        No proszę się zastanowić: praktycznie każdy, z miejsca, może podać nazwisko przynajmniej jednego, do trzech piłkarzy! Piłkarki żadnej nie zna nikt…

        Oprócz USA. Państwa (nie kraju!), w którym królową sportu szyderczo nazywa się soccerem, a futbolem określa się jakąś błazenadę z poprzebieranymi drag queen. Państwa w którym jeszcze paręnaście lat temu w piłkę grały… tylko dziewczynki! I taki stan się utrzymał: do dzisiaj tam piłka w kobiecym wydaniu cieszy się niewyobrażalnym powodzeniem… głównie wśród (rzecz naturalna) pań. A jako że amerykanie są pozbawieni jakiejkolwiek pokory, skromności i tym podobnych cech, to naturalnie wyobrazili sobie, że wszędzie także się wielbi kobiecą piłkę nożną! Bo cały świat, to według nich to tylko taka nieistotna doczepka do USA…

        No i stąd się wzięło jakże przykre przekonanie tych kowbojów (podsycane dodatkowo levacką "logiką"), że skoro u nich to bije rekordy popularności, to te pogrywaczki powinny dostawać kasę jak inni piłkarze poziomu światowego!

        Śmieszność jest tym bardziej wspaniała, im bardziej poważni są ci samośmieszający się…

        Tylko czy amerykanie (ci z USA), feministki (także stamtąd i zowąd) i inni levicujący schizofrenicy zewsząd, są sobie w stanie zdać z tego sprawę?

        Oni (a w zasadzie one) naprawdę walczą z całą powagą o sprawy absurdalne – niczym bolszewicy o utopię.

61 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 18.206.48.142