Bez kategorii

         No po dokumencie pana Sekielskiego – skąd inąd ostatniego mistrza dziennikarstwa śledczego (żyjącego jeszcze) – Polska zadrżała w swych religijnych posadach i temat pedofilii/molestowania nieletnich, nie schodzi z mediów wszelakich, niczym JPII po śmierci! Nawiasem mówiąc, przez swoje oderwanie od wolnego świata (życie w PRL) i niedowierzanie w takie wynaturzenia, spowodował on tą lawinę i dość spory kłopot dla całego kościoła.

         To co najbardziej wkurwia ludzi, to właśnie tuszowanie owej patologii i odsyłanie winnych w bezpieczne miejsca, bez wyciągania konsekwencji. W innych zawodach, gdzie odsetek pedofilów jest podobny, po prostu taki element dostawał kopniaka w dupę i szedł siedzieć, a w kościele skrupulatnie zamiatało się to pod dywan, aż w końcu – całkiem naturalnie – całe te skrywane szambo wybiło.

         Albowiem władcy kościoła zapomnieli o najważniejszym haśle prowadzącym ową agencją siły najwyższej:

         "Prawda zawsze zwycięża!".

         W kościele jednak – podobnie jak u nauczycieli – nie istnieje instytucja zwolnienia dyscyplinarnego, więc niewygodnych xięży odsyłano do innych parafii. Do dziś, po zapadłych wioskach, jest porozrzucana cała masa zwyczajnych debili w sutannach…

         Zaiste, genialna strategia (strzelenia sobie samobója)!

         Nawiasem mówiąc, pod jurysdykcję papieską podlega też dość skromny kośćiół unicki. Jedna z jego parafii znajduje się dość niedaleko ode mnie (jakieś 40km), a jej zarządca (ksiądz) posiada żonę i czwórkę dzieci (legalnie i jawnie!). Pedofilia i inne cholerstwa nawet nie przychodzą mu do głowy – bo zwyczajnie, jak normalny czlowiek, nie ma na to czasu. I takie rzeczy też mają miejsce w kościele katolickim!

          Można? Można!

          No ale, jak zwykle, przy okazji medialnego sraczkensa i pseudospołecznego wzburzenia, partia akurat prowadząca, wzięła się za radykalne zaostrzenie kar dla owych (procentowo cokolwiek nielicznych) pedofili, a społeczeństwo wzięło się za wyłapywanie takowych.

          Trochę jak średniowieczne polowanie na czarownice: z braku (nielicznych cokolwiek) winnych, dostaną jak zwykle po dupie jakieś Bogu ducha winne ciamajdy. Histeria została rozkręcona i już w mojej okolicy pogoniono jakiegoś fotografa, bo podobno uwieczniał z ukrycia dzieciaków (?!).

          Jakby internet nie oferował wszelkich zadowalaczy dla wszelkich dewiantów?

          Z tym nagle wprowadzanym, pod wpływem chwili, zaostrzeniem kar dla pedofili, skończy się raczej gorzej, niż z wcześniejszą akcją wsadzania do paki pijanych kierowców. Też z pozoru zacnie, ale efektem były więzienia wypełnione narąbanymi rowerzystami, którzy zwyczajnie, wiejskimi drogami (bezpiecznie!), chcieli po prostu dojechać do miejscowego gieesu po siatkę browarów.

         A teraz wystarczy bajdurzenie jakiegoś małolata, jego zdziczałej matki, lub zbyt długi obiektyw skierowany z pozoru w niewłaściwą stronę!

         Moje dwa, o ogniskowej odpowiednio: 300 i 250 mm, mogą znienacka być dla mnie dość sporym kłopotem teraz!

        A to wszystko, o zgrozo, w czasie gdy postępowo propaguje się homosexualizm!

        Paranoja totalna!

        We wszystkich strukturach (łącznie z kościołem katolickim), ryzyko molestowania oscyluje gdzieś tak około procenta zatrudnionych.

        Oprócz pederastów.

        Tam to 50 %!!!

         A środowiska postępowe uparły się, żeby dzieci uświadamiać sexualnie (bo to niby przeciw tej pedofilii)… Jakby taki mały miał jakąkolwiek szansę sam się obronić?

         Otóż KAŻDE dziecko poniżej wieku dojrzewania (jakieś 12 – 13 lat) powinno być BEZWZGLĘDNIE wykluczone z wszelkich podtextów sexualnych/płciowych/erotycznych/prokreacyjnych. Jak zacznie dojrzewać – można kombinować. Każde działanie sexualne (nawet teoretyczne) na młodym organizmie powinno być bezwzględnie traktowanie jako molestowanie i tak samo karane.

     Dotyczy to oczywiście także adopcjii maloletnich przez dewiantów typu homosexualnego. Jeśli kogoś celem życia jest swoja sexualność, to powinno się go trzymać na dystans od wszelkich bezbronnych istot.

     I karać jak najsurowiej!

     A zgniła, europejska cywilizacja obrała dokładnie odwrotną drogę…

     Przykre, ale prawdziwe…

     A kościół, który tych rzeczy oczywistych powinien bronić z całą zaciętością, sam wpieprzył się w taki kanał, że Hospody pomyłuj!

20 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     I patrząc na to, co dookoła się dzieje – tak wychodzi. Żyjemy w ciekawych czasach. I o dziwo, to nie są złe czasy!

     Naprawdę z radością obserwuję, jak wszystkie, dotychczas stałe niezmienne, ulegają dezintegracji.

     Najpierw oba kolana, z całego magazynka, poprzestrzelali sobie nauczyciele.

     Mit inteligenta padł.

    To nie takie zwykłe rypnięcie, a porządne pierdolnięcie mordą w ubłoconą glebę, z kamieniami na dnie!

    Teraz, po dokumencie Tomasza Sekielskiego, zadrżał w posadach kler (film pod tym tytułem, swoją drogą, przetarł ten szlak).

    Nie kościół – bo ten ma wytrzymać, co jest istotne dla mnie, jako katolika – ale kler właśnie, z drugą grupą kompletnie oderwaną od rzeczywistości (jak nauczyciele), czyli z książętami kościoła, odzianymi w purpurę, żyjącymi w swoich pałacach, ze swoją służbą i kochankami (płci obojga, wieku zazwyczaj młodego, zazwyczaj nie ze swojej woli). Spasione paniska, dla których życie zwyczajne, zwyczajnych ludzi, jest niczym jakiś film SF.

    A tu nagle dopadł ich realizm!

    Ale jest jeszcze trzecia grupa, żyjąca w równie oderwanym od realizmu świecie. I sfeminizowana niemal w takim samym stopniu, co nauczycielki.

    To palestra.

    Sędziny i prokuratorki. Podobnie jak ów kler i pedagożki, żyją w swojej fantazji, totalnie innej, niż realizm reszty społeczeństwa.

    Jak obalimy i ten mit trzeciej władzy, to naprawdę będzie baja!

    I nie chodzi mi o to, żeby to bezpowrotnie rypło. Szkolnictwo da się odbudować, podobnie kościół przetrwa (bo ma przetrwać!), a i sądownictwo da się zrobić normalnym.

    Tylko trzeba rewolucji, przewrotu, trzeba rozpieprzyć to co zgniło. Pozbyć się niewłaściwych ludzi (Nie! Broń Boże nie fizycznie!). Wystarczy ich wywalić tylko na bruk: bezlitośnie i bezpowrotnie. Tylko tyle wystarczy.

    Takie czasy!

    Nie trzeba krwi – wystarczy samo upokorzenie.

    Mamy dookoła całą masę nauczycieli głąbów, xięży zboków i sędziny popierdółki. Tą masę, która niszczy rzeczy najważniejsze, czyli: wiarę, naukę i sprawiedliwość, trzeba odesłać na samo dno społeczeństwa.

    To wystarczy…

    

15 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Kobiety (wszelkiej maści, wagi i intelektu) zostają starymi pannami na własne życzenie. Zgodnie z moimi wcześniejszymi spostrzeżeniami, każda potwora znajdzie swego amatora. 

          Naprawdę!

          Nie ma na świecie tak wstrętnej (wewnętrznie i zewnętrznie) baby, której by nie pożądał jakiś zboczeniec/dewiant/psychol.

          Sam mam na tapecie dwa odchylone maxymalnie od pionu marzenia erotyczne: sex z kadłubkiem i kobietę z trzema piersiami.

          To naturalne dla mężczyzn, stąd też tyle obleśnych, tłustych pasztetów paradujących z wózkami i partnerami.

          One to nazywają miłością – dla mnie to tylko deviacja.

          Jak homosexualizm i pokrewne zboczenia.

          Co naturalne – w drugą stronę to nie obowiązuje, co najwyżej partner ma być źródłem szmalu i opiekunem dla nie swoich dzieci, tudzież zarządcą uwitego gniazdka, pod nieobecność xiężniczki…

          Jestem facetem (oprócz paru skrzywień) w miarę normalnym, posługującym się w wyborach życiowych intelektem i intuicją. Życie sprawiło, że dorobiłem się sporego pancerza, więc kwestie uczuciowe właściwie już dla mnie nie istnieją. Miłość, jako romantyczny (XIX wieczny) wynalazek, uznaję za kompletną bzdurę! Rycerskie podejście do kwestii damsko męskich także jest tym romantycznym, wczesno-dziewiętnastowiecznym bełkotem.

          Wcześniej zasady były jasne: praktycznie NIKT nie żenił się z miłości!!!

          Małżeństwa aranżowano.

          Żaden rycerz/xiąże, nie zapierdalałby na białym koniu pod zamek swej wybranki, gdyby nie miał ku temu ekonomicznych podstaw!

          Uczucia, owszem – czasem explodowała jakaś namiętność, ale działo to się poza małżeństwem – czyli instytucją.

          Dzisiaj związki są parodią, a małżeństwo jako formalność wręcz w zaniku!

          Ludzie postanowili, że będą dobierać się w pary na zasadzie jakiegoś dziwnego słowa: "miłość"!

          Jaką to jest ułudą, potwierdzają notoryczne wręcz już rozwody i rozstania. Tudzież częste zdrady, których przyczyną jest owa, jakże realna namiętność.

          Ale namiętność to stan krótkotrwały, a żeby zbudować długotrwały zwiążek potrzebna jest logika i wręcz chłodny osąd sytuacji!

          Tak się tworzy prawdziwe partnerstwo.  

          Kobity tego nie rozumijo!

          Ich debilni partnerzy także.

          Więc całą winę za obecny rozpad więzi rodzinnych, malejącą demografię, itp,  zwala się na takich jak ja…

           Bo nie chcemy wydalić z siebie jakże okropnego zwrotu: "Kocham Cię!".

           Sęk w tym, że oprócz Siebie i Boga naprawdę nikogo nie kocham.

           Jakiś problem gamonie?!

30 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

         Przy okazji ostatnich świąt Bożego Narodzenia rozpisałem sie na temat paranoiczności potraw na wigilijnym stole. W skrócie chodziło o to, że większość z nich jest tak niezjadliwa i niewypiwna (kompot z suszu – fuj!), że tylko ten raz w rocku pojawiają sie na stołach, by zaraz z nich zniknąć i przez pozostałe 365 dni nie pamiętać o tej traumie.

         Tutaj Wielkanoc ma kolejną przewagę, bo zestaw śniadaniowy – w  odróżnieniu od wigilijnej kolacji – jest niezobowiązujący i dotyczy luźnego spektrum mięsiw i sałatek. W zasadzie są tylko trzy konieczne potrawy: jajca, żurek i biała kiełbacha.

         O ile jajca to jajca i nie ma co na ten temat pisać, żurek też jest tak neutralny, że w zasadzie każdy go bez problemu wciągnie, to skąd w tym zestawie się wzięła biała kiełbacha?!

         Nie cierpię tego syfu na równi z flakami! Nie cierpię niczego, co mi się nie rozpływa w ustach i zostawia po sobie niezgryźliwe kawałki ścięgien, żyłek, stawów, czegokolwiek! Z tego powodu głębokie obrzydzenie budzą we mnie wszelkie mielonopochodne!

         Z białą kiełbachą na czele.

         Która na wielkanocnym śniadaniu koniecznie musi być! Bo Jezus sobie tego życzył, czy co?!!! Podobnie jak tego wigilijnego szajsu!

         No więc podjarane pod sufit gospodynie domowe (ach te tradycyjne, przedświąteczne porządki, pełne napięć i złości!) obowiązkowo muszą muszą zapodawać to, co ich przodkinie i co wydaje im się przedwieczne. A że taka biała kiełbacha, to co najwyżej od XVIII wieku, choinka od XIX, a grudniowy karp to wynalazek PRL? Nieistotne! Kobiety działają szablonowo, a gdy szablon ma w sobie coś ceremonialnego, to już jest radość wielka!

         A zaiste, Wielka Noc to święto radości, więc radujmy się, przymknijmy oko na te drobne przeszkody, a owe białe ścierwo, przy pierwszej lepszej sposobności rzućmy psu (o ile bydle będzie to chciało zeżreć), lub zwyczajnie wywalmy za okno – coś dzikiego i głodnego zawsze to z radością wciągnie: na przykład jakiś bezdomny cygan.

        I z tym radosnym akcentem życzę wam niezłej polewki w poniedziałkowy ranek… 

 

 

38 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Naprawdę arcyciekawa ta historia.

      Skromny kaznodzieja imieniem Jezus, tak zaszedł za skórę miejscowym kapłanon, że postanowili się go pozbyć. A że nie mieli uprawnień do jego fizycznej likwidacji (także religijnie), więc odesłali go do sfrustrowanego pobytem na zadupiu, wśród maniaków religijnych, Poncjusza. Ten, po stwierdzeniu niewinności odesłał go z powrotem. Wszyscy chcieli się Go pozbyć, ale nikt nie chciał Go skazać i zlikwidować.

      Więc naturalnie i ostatecznie trafił znowu przed oblicze Piłata.

      Ten przyparty do muru i wierny prawu (czymże jest dziś prawo?) chciał go uwolnić…

      Ale ostateczne słowo miał lud.

       I słowem motłochu skazano Go na śmierć.

       Nie przypadkiem wybrano ten lud. Jak żaden inny jest wierny słowu – nawet do dzisiaj. A że słowo jest największym mordercą – także wtedy to udowodnili. W innych, bardziej dzikich rejonach by Go zwyczajnie zaciukano przed początkiem nauczania. Tu musieli tak kombinować, by pozbyć się odpowiedzialności (jakże to żydowskie!), aż w końcu osiągnęli swój cel.

       A w tłumie to zawsze łatwiej – na tym polega ten fenomen, że słowem mas rządzi ten, kto pierwszy zapoda temat. Jak padnie hasło: "Na krzyż z nim!" , to nikt nie odważy się krzyczeć co innego. Gdy zaczną krzyczeć: "Uwolnić Barabasza", no to w sumie nawet nic złego… A że od tego zginie ktoś niewinny? W tłumie lepiej się nie wyróżniać, nie myśleć i lepiej nie kombinować. Odpowiedzialność teoretycznie żadna.

       Teoretycznie.

       Oni tam jeszcze krzyknęli: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”. Piłat umył ręce…

       Minęło dwa tysiące lat, tłum rozproszył się i siedzi przed telewizorami. Nie krzyczy: robią to za niego dziennikarze i politycy. Ale tłum się robi coraz starszy, czas televizji manipulacyjnej jest policzony, więc wyje na najwyższych obrotach, niczym ZSRR przed upadkiem! Nie ważne z której strony! Tłum jest tradycyjnie tępy i strachliwy, tłum jest tubą przywódców (wystarczy zapodać temat).

        A raczej tłum był, bo nagle technika rozpieprzyła odwieczny system i pozwoliła się odseparować, jednocześnie będąc w skupieniu.

        Dlatego internet jest taką solą w oku rządzących!

        I za wszelką cenę chcą go ujarzmić!

        Bo w wolnym internecie może przetrwać tylko prawda.

        Ale czymże jest prawda?

 

 

 

           Konstruując wczorajszy wpis, zapomniałem o jednej kluczowej kwestii, która mnie do tego skłoniła.

           Nazywa się Krzysztof Skiba.

           Koleś (zasłużony cokolwiek w rozpieprzaniu komuny) przypiął się automatycznie do akcji hasztag-nauczyciel-coś tam, ale przy okazji pierdolnął sobie dość sporą petardę w odbyt.

           Więc zacytuję: 

"Krzysztof Skiba nie ma wątpliwości, że warto stanąć po stronie nauczycieli. Podał mocne argumenty.

- A dziś? Jestem za strajkiem, bo bywa, że nauczyciele zarabiają mniej niż robotnik niewykwalifikowany, który rowy kopie. I to jest skandal. Ciężko za to godnie żyć."

       Ale czemu ten skromny, drobny, niepozorny, pogardzany przez elyty robotnik niewykwalifikowany ma zarabiać mniej?!

          Rowy też są potrzebne i ktoś je musi kopać!

          A jak robi to dobrze i – w przeciwieństwie do całego systemu szkolnictwa – ma to uzasadnienie ekonomiczne, to niech nawet płacą mu w złotych sztabkach, a resztę wydają brylantami!

          Tu przy okazji wyciekła z mainstreamu (z niego ostatnio tak cieknie, jak ze starego szamba – co się zresztą dziwić?) coraz mniej skrywana pogarda do praktycznie wszystkich poza nim. Wręcz segregacja klasowa! Taki nowoczesny podział na kasty. Źli są ci z prowincji, ci parający się ręczną robotą (zwani dawniej fizolami), a nadludźmi są właśnie ci z mainstreamu, którzy za cholerę nie przyjmą do wiadomości, że ich dotarcie na szczyt było o wiele łatwiejsze, niż takiego chociażby kopacza rowów. Że coś im się udało, że ktoś ich przepchał, że mieli zwyczajne szczęście, itp.

          Oni już się wykreowali, jako nowoczesna arystokracja. Ot tak, samozwańczo.

           Ale panie Skiba, mi by się nigdy nie wyrwało tak z pogardą odnieść się do prostego człowieka. Ja ludzi poczciwych zwyczajnie, po chrześcijańsku szanuję: czy to śmieciarz, łopatowy, młotkowy, pani sprzątaczka, czy babcia klozetowa. 

          Więcej!

           Obserwując, ilu ludzi z tytułami i ze świecznika, to zwyczajne głąby, pozerzy i ściemniacze, z całą mocą gardzę właśnie nimi!

           Bo żeby wymagać szacunku do siebie, trzeba wpierw obdarzyć szacunkiem wszystkich dookoła.

           Dlatego szczam sprężystym moczem na te nauczycielskie pasożyty i śmietankę ich popierającą.

 

49 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Chodzi oczywiście o obecny strajk samozwańczej ętelygencji – czyli nauczycieli. Grupa owa żyje od lat w jakimś równoległym świecie, kompletnie oderwanym od rzeczywistego. Ci ludzie są niemobilni, nieelastyczni i zazwyczaj przerażająco tępi. Tu trzeba też dodać, że zawód ten (nie żadne powołanie!) sfeminizował się w ostatnich latach praktycznie w 100%!

          Kto nie wierzy, niech wpadnie na najbliższy univerek, na te pedagogiczne wydziały, a ujrzy taką masę wymuskanych ciach, że grozi to zawałem penisa! Na ogół te ciacha pochodzą z zapadłych wioch i zostały tam wysłane z krwawicy swych rodzicieli – a jak już we wcześniejszych wpisach wspominałem, wysłanie córki na takie studia, to gwarancja jej staropanieństwa i bezdzietności (wnuków nie będzie!). Spora oczywiście ich część, wspomaga się finansowo, użyczając swych pięknych ciał za pieniądze, by dociągnąć do magisterki. Oczywiście o tym szczególe się nie dowiecie, ponieważ nabralibyście sporych wątpliwości w oddawaniu swych pociech w ręce takich ciał (pedagogicznych już).

          One oficjalnie kreują się na lepsze od niedouczonego motłochu, ponieważ nie posiadają ABSOLUTNIE ŻADNYCH innych cech dodatnich, oprócz wyoranej magisterki (o czymś takim ongiś śpiewało Lady Pank w piosence "Mniej niż zero", ale wtedy zwykła matura była więcej warta od dzisiejszych studiów). To jest ich sens życia, cel i spełnienie. Więc nie potrzebują już ni rodziny (bo każdy facet niegodny i ma wady), ni praktycznie właściwie niczego, co trapi ludzi doczesnych. One po tych studiach, niczym kule bilardowe, wpadają do odpowiedniej szkoły, gdzieś tam w pobliżu sprawiają sobie maluśkie mieszkanko (koniecznie z kotem!) i z naturalnym przekonaniem, że raz podjęta praca, w jednym miejscu, jest jak wstąpienie do zakonu: czyli do śmierci. One będą same cierpiały, a swoje komplexy, braki umysłowe i złość wyładowywały na biednych dzieciach.

           Po czym orientują się (z nudów zazwyczaj), że za bycie taką matroną edukacji, ostoją wiedzy i kagankiem oświaty należą im się o wiele większe pieniądze, a jako że o życiu zwyczajnym nie mają ABSOLUTNIE żadnego pojęcia, więc kwestie średnich zarobków, średnich ludzi i ogrom pracy na to poświęconej, równie ABSOLUTNIE ich nie interesuje.

           No i naturalnie rozpoczynają strajk.

           Temat ten nie wart by był niniejszego wpisu, bo już został mocno rozjechany w internecie, a i media mainstreamowe zaczynają się powoli odwracać, ale…

           Ale nagle ruszyła akcja pod hasłem hasztag coś tam popieram i wywaliło całą masę celebrytów z nieodłącznymi karteczkami i tak sobie poczytałem…

          Więc praktycznie jeden w jedną podają te same "argumenty" (?): a bo mnie tam kiedyś uczyła/uczył ktoś tam od czegoś (wtedy jeszcze zdażali się nauczyciele – mężczyźni) i byli wspaniali i przekazali mi ogrom wiedzy, etc. 

          A i owszem! Nawet dzisiaj tacy się zdażają! Tyle tylko, że to coraz mniejsza mniejszość.

          Cała reszta nie nadaje się nawet do łopaty, bo nie potrafiliby obsługiwać tak skomplikowanego urządzenia, a poza tym świat zewnętrzny (olaboga – inna praca!) dla nich nie istnieje, więc okopali się na swych z góry straconych pozycjach i dokonali tak wspaniałego strzału w kolano, że już wkrótce publiczne przyznanie się do bycia pedagogiem będzie równoznaczne z przyznaniem się do pedofilii. 

          Więc od dzisiaj każdemu nauczycielowi bez krępacji powiem w twarz, że jest zwyczajnym pasożytem

          I wszystkich zachęcam do tego samego!           

 

 

 

 

 

 

       Więc w roverze swym zamontowałem takowe i skłaniając się ku sugestii sąsiada stwierdzam, że działają dość pobudzająco na kierowców, albowiem ci widząc z daleka coś mrugającego na niebiesko, naturalnie zdejmują nogę z gazu i zaczynają jeździć normalnie, a nawet mnie przepuszczają na przysługującym mi z zasady przejeździe!

       Potem się pewnie dziwią i wkurwiają, że jakiś pedalarz (tak to ci dojczszrotowcy zwą takich jak ja) zrobił ich w bambuko.

       Ogólnie jest jakaś niezrozumiała nienawiść (ja ją rozumiem – bo to komplex biedaka, co się owego szrota dochapał) do roverzystów.

      I nie zaprzeczam – jakieś 1/3 kolarzy to idioci, których naturalnym celem jest zginąć na drodze.

      Tyle że podobne proporcje obowiązują także wśród pieszych i kierowców.

      Różnica jest zasadnicza jednakowoż: pieszy i roverzysta jest zagrożeniem sam dla siebie, a kierowca debil to potencjalny morderca.

      I z tym faktem nie zamierzam dyskutować.

31 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Są trzy polskie nazwiska, które pod każdą szerokością geograficzną w mig każdy załapie: Jan Paweł II, Lech Wałęsa i Robert Lewandowski.

         JP II był właściwym człowiekiem, na właściwym stanowisku, skupionym na zwalczeniu komunizmu i jego agonalnych drgawkach, między innymi w Ameryce Południowej i Afryce. Doskonały polityk (papież to głównie głowa państwa, a raczej głównie rzeszy jego wiernych poddanych, równie wiernych swojemu krajowi – co jest kompletnie niezrozumiałe na przykład dla Chińczyków!). Co jeszcze ciekawsze, teoretycznie, do niedawna kardynałem i potencjalnym papieżem mógł zostać każdy katolik, bo to kwestia urzędnicza, a nie mistyczna. Nie przypadkiem papieży nie wybiera się spośród biskupów – takie dwutysiącletnie zabezpieczenie). Sęk w tym, że ów JP II tak się skupił na polityce, że zapomniał o ogromnym homosexualnym lobby w kościele i naturalnie związaną z tym pederastią i pedofilią, co po latach odbija się ogromną czkawką (kompletnie ignorowaną przez polskich biskupów, co skończy się równie naturalnie, za parę lat totalną sraczką).

         Lech Wałęsa. Bufon, debil, pionek w rękach UB. Ma nawet swój port lotniczy, pisany bezpiecznie bez wężyka pod "e" , by obcoziemianie się nie trudzili (a co z japończykami, hindusami, hebrajczykami i tajami?!). Koleś, który w miarę życia coraz bardziej oddala się od ziemii – ale jest wciąż znany.

         Lewandowski, rzecz dziwna, sporo się wyrobił w miarę grania, ale od poziomu Messiego, czy Ronaldo dzieli go wciąż przepaść.

         Tyle że tych trzech uznaje się u nas za nietykalnych i świętych (ten pierwszy nawet formalnie!). Właściwie tylko z Wałęsy kręci się bekę, bo sam się już tak pogrąża, że po prostu inaczej się nie da!

         Chodzi o to, że większość, napędzana mainstreamem, myśli że to jest jakiś produkt exportowy, że Polska coś zyskuje na znajomości tych trzech osób, czy cuś w tym stylu?

         Absolutnie nie!

        To bez znaczenia!

        Wolałbym te prawie czterdzieści milionów absolutnie anonimowych obywateli, świadomych swej wartości, żyjących w solidnym kraju, niż napędzanie swej wartości przez tą masę owymi trzema osobami.

        Coś tu jest na odwrót.

        I tak wygląda ów komplex polski (między innymi). 

90 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Najłatwiej można określić, z kim mamy do czynienia, po tym, jaką rozrywkę preferuje. Czasy mamy takie, że możliwości są w zasadzie ograniczone tylko zasobnością portfela, ale z odrobiną fantazji można i to przeskoczyć.

          Na przykład turystyka. Zdecydowana większość za swe marzenie uzna dwutygodniowy pobyt w jakimś Egipskim hotelu za jakieś 5 koła, w zasadzie bez możliwości czegokolwiek poza tam przebywaniem, i to jeszcze w szczycie sezonu - czyli kiedy tam jest total patelnia (ci odrobinę mądrzejsi jeżdżą tam zimą i po powrocie chociaż robią wrażenie naturalną opalenizną, ze sporymi oszczędnościami w portfelu)!.

          Warszafki marzeniem i jej xerokopiami jest nie wiedzieć czemu Podhale, wraz z centralnym jego punktem, czyli owym Zakopanem. Na samą myśl o góralach (czyli mieszaninie naprutego, prostego, sepleniącego człowieka z owcą), wyciągających ręce po dutki od jakichś frajerów dostaję dreszczy! To gorsze od zacnego horroru! To miejsce nie oferuje niczego poza pozerstwem w tłoku!

          A jest sporo alternatyw.

          Choćby coś bardziej na zachód, czyli Dolny Śląsk, który odwiedziłem w ostatni weekend, wraz z wizytą w Czechach, a to wszystko za ćwierć ceny tego, co bym przerypał w owym zakopcu.

         Więc wybierając bazę wypadową chociażby w zamku Czocha, mamy w okolicy Karkonosze, wraz z nielimitowaną liczbą tras narciarskich i busem gotowym na nasze zachcianki. Mnie akurat zsuwanie się w dól na jakichś dwóch sztachetach, lub jednej desce do prasowania nie bawi, ale rozumiem i szanuję ludzi, którzy tego potrzebują.

         Mamy tam niedaleki Frydlant, wraz z zacnym zamkiem i naprzeciwko położonym równie zacnym browarem z rozsądnymi cenami (można płacić w złotówkach!).

        Mamy tam totalnych świrów z zamku w Świeciu, którzy wbrew wszystkiemu, z kupy kamieni postanowili odbudować zamek (w technice średniowiecznej!). Mamy tam posmak tajemnicy, dobre zaopatrzenie…

        Więc co gna lud pędny w miejsca pełne trzody, jak owe Zakopane?

        Ano to samo, co dżdżownice w wilgotną glebę. Takie proste, zwykłe – trzeba tam być, bo są już inne.

        Sam dzieciństwo spędziłem w turystycznej, nadmorskiej miejscowości, gdzie na tych walących tłumnie w sezonie (poza sezonem – w przeciwieństwie do owego zakopca była to totalna dziura) mówiliśmy z sarkazmem: "stonka".

         Więc te robaczki – jak ich tam zwał – wybierają cel spędzania wolnego czasu według zasad stadnych. Ba! Są tacy, co to czas wolny przeznaczają na nic zupełnie!

         A jak zwykle można inaczej.

         To już nie jest kwestia tego, że można inaczej.

         To kwestia świadomości i chęci, że tak można.

         Ale skoro ludzie chcą być bezkształtną masą skupioną w jednym miejscu, to po co to kwestionować?

         Więcej miejsca dla nas!

 

        

         

43 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 34.229.151.87