Bez kategorii

        Minął co prawda już czas owego egzaminu. Zwykłej matury cokolwiek – zwanej tak raczej już tylko z przyzwyczajenia, z czasów przedwojennych, kiedy to rzeczywiście zdanie tejże wyznaczało pewien etap życia i awans o poprzeczkę wyżej, a i słynny Kodex Boziewicza uznawał maturę za rzecz niezbędną, żeby stawać w szranki z innymi wyżej postawionymi posrańcami.

       Teraz "magistrzy" są wszędzie, a z racji bublowatej nadprodukcji, smażą frytki w zachodnich paszarniach, nie mogąc wyjść ze zdumienia, czemu nie ma dobrze płatnej, porządnej roboty, dla ludzi z ich wykształceniem?!

       Co już świadczy o ich ograniczonym umyśle i defraudacji pojęcia ukończenia szkoły wyższej.

       Ale wpis ma być nie o tych bezwartościowych absolwentach, bezwartościowych studiów (znaczy te przygłupy za to jeszcze płacą naprawdę konkretne pieniądze!).

       Chodzi o inną definicję dojrzałości, która dotarła do mnie po raz któryś – zazwyczaj z radia.

       Gdy pierwszy raz usłyszałem, że wyznacznikiem dojrzałości jest spłacany kredyt (najpewniej na jakiś dom, czy mieszkanie), uznałem to za niezły dowcip.

       Po kolejnym wziąłem to za przejęzyczenie, aczkolwiek już coś mi tam grało na alarm.

       Po następnych już byłem pewien, że albo taką propagandę sieją idioci, albo cwaniacy ze sfer bankowo/przedsiębiorczych, dla których ideałem jest pracownik na uwięzi (owego kredytu oczywiście). Raczej skłaniałbym się do tego drugiego, ale zauważyłem też, że podobną bzdurę powtarzają potem pożyteczni idioci – których nigdy nie brak: zwłaszcza płytkie jak muł bagienny "panienki" na wydaniu i ich matki z mrocznego peerelu, dla których teraz trwa kapitalizm (?!!!), w którym tyko sieroty sobie nie radzą. A że tak nie jest – pisałem wcześniej.

        Ale co się musi ukręcić, w jakim łbie, żeby wmawiać ludziom, że wyznacznikiem dojrzałości jest kredyt?!

        No propaganda debilizmu w obecnych czasach wyleciała daleko poza bandę i szybuje nieubłaganie ku granicom absurdu!

        Dojrzałość wyznaczać niewolnictwem – tego sam szatan by chyba nie wymyslił!

60 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Jeszcze tak niedawno, na rozmowach kwalifikacyjnych, nieodmiennie zadawano mi pytanie: "A czemu tak często zmieniał pan pracę?". No jak ja to miałem to wytłumaczyć komuś, kto za cholerę tego nie mógł (i nie chciał) pojąć?! Jeszcze niedawno, dla tego postpeerelowskiego społeczeństwa czymś niepojętym własnie była rotacja zawodowa, takich równie niepojętych zawodników jak ja. Gdy tymczasem już od dawna w krajach Europy zachodniej i Stanach (tych Zjednoczonych) średnia rotacji pomiędzy firmami wynosi coś między 7, a 10 razy na przeciętny żywot.

          Tutaj, jeszcze do niedawna obowiązywał soviecki model: zatrudniasz się w jednej firmie i tyrasz w niej, dopóki nie padnie ona, albo ty.

          Płytkie to dosyć, bo wyznający taki schemat, albo boją się jakichkolwiek zmian, albo ugruntowując z czasem swą skromną i żałosną pozycję… no po prostu zmianami są przerażeni!

          Spora część przyspawanych do swojego stanowiska ma też po prostu tak ciasno uwiązaną na szyi pętlę kredytu (na mieszkanie na ogół – bo to z kolei niezbędne dla utrzymania przy sobie kobiety w tym kraju), że moczą się na samą myśl o jakichkolwiek zmianach i dla pracodawcy swego są gotowi zrobić praktycznie wszystko! 

          Łącznie z totalnym upodleniem.

         Paradoxem i absurdem jest, że jeszcze do niedawna musiałem się takim zniewolonym osobnikom tłumaczyć, albo patrzyli oni na mnie, jak na kosmitę (zresztą z przeróżnych względów jestem wciąż tak odbierany – być może rzeczywiście nim jestem?).

         Ale to do niedawna.

        Bo praktycznie znienacka okazało się, że bezrobocie spadło do poziomu śladowego, a firmom naprawdę grozi zapaść z powodu braku pracowników! I nawet rzesza Ukraińców nie jest tego w stanie powstrzymać. No fakt faktem – istnieje szczególne zapotrzebowanie na jakichkolwiek fachowców i ten, kto posiada jakiekolwiek kwalifikacje jest już na wygranej pozycji. 

        Problemem jest pokolenie Januszy biznesu, które przez 30 lat tego buraczanego kapitalizmu nauczyło się wszystkiego… oprócz szacunku do pracownika.

        Teraz te gamonie, które latami żerowały na swych podwładnych, obudzili się z ręką głęboko zanurzoną w nocniku, nie wiedząc o co kaman?!

        Praktycznie wszystkie argumenty wypadły im z rąk… a i tak nogami i rękami bronią się przed podwyżkami dla swych mróweczek! Bo to podstawowa motywacja pracownika.

        Proste to takie.

        I nie docierają do mnie argumenty (?!), że ten średni biznes to taki uciskany i że to motor napędowy gospodarki! Nic z tych rzeczy! Dotychczas biznes w Polsce wyglądał tak, że taki prymitywny Janusz kupował za grosze, używane maszyny na zachodzie, tamże podpisywał kontrakty i odtwarzał coś dla nich, żyłując ze swoich pracowników (tych bojaźliwych) ile wlezie! Sam tymczasem budował pałace dla siebie i rodziny, tudzież rozbijał się po różnych zakątkach globu, najlepszymi furami, po najlepszych hotelach. I proszę nie zaprzeczać! Znam takich historii zbyt wiele! To była norma! 

        Żeby było weselej, w Polsce (i to wyjątek w UE!) wprowadzono jakże znaną metodę wprost z obozów koncentracyjnych, gdzie zwykli pracownicy dostawali absolutne minimum, za absolutne maximum wydajności, ale dalej, co szczebelek, ich nadzorcy zarabiali kwoty większe - w postępie wręcz geometrycznym!

        I na to pieniądze też były!

       Aż nagle, znienacka, złoża tych prostych wyrobników, wprost z samego dołu drabiny społecznej, okazały się wyczerpane.

       Co jest dość niebezpieczne dla gospodarki, bo jeśli te Januszki sie nie ogarną i nie sypną groszem (który mają!), to zapaść jest nieuchronna.

       Albo przynajmniej tak przeze mnie wyczekiwany przez 3 dekady bunt społeczny, który owych Januszy zepchnie tam, gdzie ich miejsce: do chlewa świnie pasać!

67 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

        W czasie pierwszej wojny światowej, po ulicach angielskich miast i miasteczek grasowały panny/damy, które to napotkanym mężczyznom rozdawały jakieś białe kwiaty, po to, by ich… ośmieszyć! Chodziło o to, że według ich konserwatywnej ideologii KAŻDY sprawny mężczyzna powinien wypełnić swój patriotyczny obowiazek i iść na wojnę.

        Czym była owa wojna – dziś doskonale wiemy.

        Rzezią.

        Bezsensowną masakrą milionów w imię niewiadomo w sumie czego?

        Ale w owej wiktoriańskiej GB, dżentelmeni obdarowani tymi kwiatkami, pewnie wstydliwie spuszczali głowy, zalewali się rumieńcami, by jak najszybciej popędzić do punktów werbunkowych, z których ruszali na front, na którym to ginęli stadami – całkowicie bez sensu!

        Co by zrobili, wyposażeni w dzisiejszą wiedzę i mentalność?

        Ano najpewniej wypieprzyliby takiej damulce fangę w ryj, a owy biały kwiat wetknęliby jej w pierwszy, nadający się do tego otwór…

        Bo to by było najlepsze rozwiązanie.

        Czasy, owszem, zmieniły się, ale mentalność pozostała właściwie bez zmian. Dzisiaj wstyd przed odstawaniem od większości jest tak samo bezmyślny i powodowany wyższymi ideami typu: honor, jak ponad 100 lat temu.

        Paradoxalnie: postęp, dostęp do informacji (NET), nie ma znaczenia!

        Ciągle postępowaniem wiekszości kieruje instynkt niższy, nazywany dla niepoznaki wyższymi hasłami.

        I parciem tłumu.

        Co wbrew pozorem jest bardzo trudne do zwalczenia, bo tłum (stado) zachowań antystadnych zwyczajnie nie rozumie i przez to ich nie akceptuje. Co też jest dobrym testem na odwagę: odwracając sie przeciw stadu, niemal natychmiast wystawiasz się na bodzenie i gryzienie.

         A to bardzo boli – bo jeteś sam przeciw wszystkim.

         Ale to jedyna droga by być kimś wyższym.

         Mentalnie.

         A to wynagradza naprawdę wszystkie cierpienia związane z życiem w roju.

         Bo czyni cię KIMŚ.

 

72 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

           Tak się składa, że po tygodniu bezsennych nocek (III zmiana), obudziłem się bogatszy o wyciąg z owej przymusowej firmy ubezpieczeniowej, która to niby dba o nasze emerytury (wypłacane zdaje się obecnie grubo po sześćdziesiątce). Kwota, którą ten urząd wtedy dawkuje, nijak się ma do zabranych przez niego pieniędzy (doliczmy jeszcze regularnie i nieubłaganie postępującą inflację, która to jest nieodzowną częścią nowoczesnej ekonomii i źródłem produkcji coraz mniej wartych banknotów), a całkiem legalnie, w większości, JUŻ z łaski daje beneficjentom tego pomylonego systemu, emeryturę niższą od minimalnej gwarantowanej pensji – czyli dosłownie jałmużnę dla żebraków.

         No więc moja, odłożona (bez mojej wiedzy!) przez ponad 20 lat (często przeplatanych szarostrefowym nieróbstwem) sumka dociągnęła prawie do 90000 PLN (dziewięćdziesiąd tysiaków słownie) i jest szansa przy obecnym trendzie, że przed pięćdziesiątką dojdę do stu tysięcy.

         Czyli dość sporo ogólnie.

        Zawsze oczywiście w takich wypadkach wychodzi motyw wpłacenia owych pieniędzy do banku. Nie wiem jakie jest oprocentowanie, ale zakładając, że pomiędzy 2, a 4% , to gwarantowana miesięczna zapomoga wynosiłaby minimalnie całkiem sympatyczne 2000 PLN.

         Na czysto!

        Czyli dość godnie i wygodnie.

        I to w wieku, w którym mundurówka (opłacana z państwowych pieniędzy, z których też się potrąca składki na ZUS – absurd nad absurdy!), z jakichś niejasnych powodów już może zaczynać sie byczyć – reszta musowo ma dociągnąć do owego 60+.

        A mi też się kurwa już nie chce robić! A system każe mi jeszcze zapierdalać 20 lat, ponieważ nie załapałem się do jakiejś uprzywilejowanej grupy (feudalizm całą parą!). W ogóle do żadnej uprzywilejowanej nie należę, a jedyne z czym się ostatnio identyfikuję, to zaznaczony wcześniej prekariat.

        Tyle że ten nie wypłaca pieniędzy (jeszcze).

        A  ZUS? Nawet na dalekim horyzoncie nie widac nadziei na jego likwidację. ŻADEN rząd nie zabierzę się za tą śmierdzącą sprawę, bo nie o to chodzi politykom. W tej naszej, wychwalanej pod niebiosa "demokracji", najwazniejsze jest nabijanie sobie głosów wyborców i sprawianie wrażenia, że kraj rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej.

        I lud ciemny za każdym razem to kupuje…

       Paradox "demokratycznego państwa prawa": żeby odebrać część MOICH, zagrabionych przez owe państwo pieniędzy, muszę dociągnąć prawie do 70ki i żyć jeszcze parędziesiąt lat!

      Co jest mało prawdopodobne i nie każdemu się udaje…

121 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Epoka w której żyjemy, jest dość szalona. Absurdalnie wręcz wariacka!

Mianowicie jej hasłem przewodnim jest: "Sukces!".

Sformułowaniem dopełniającym, wpajanym nam już od maleńkości jest: "Musisz w życiu coś osiagnąć!."

Osobami, które tą epokę szaleńczego parcia wzwyż najpełniej charakteryzują, są trenerzy personalni i mówcy motywacyjni, tudziez panie psycholożki, które uświadamiają zahukanej młodziezy, jak żyć asertywnie i szczęśliwie rwać do przodu, by wybić się ponad resztę tego zapierdalającego z całą energią maratonu.

Oczywiście czysta i prosta w zasadzie logika, przestaje obowiązywać w czasie startu tego oszalałego, nakręconego tłumu, gdy przed oczami wyświetla im się tylko i wyłącznie słowo: "Cel".

A owa logika prosto i konkretnie, nie pozostawia właściwie złudzeń, że prawdziwy sukces jest dla nielicznych. Na ogół dla tych, co mieli fory już na starcie (a konkretnie - miejsce ich startu wypadło bliżej mety, niż reszcie).

Reszta musi zapierdalać!

Dosłownie! Według nieubłaganych praw natury, ci co wystartowali najdalej – najszybciej stracą siły i za jasną cholerę nie dojdą tam, gdzie dotarła wybrana reszta.

Dla tych wybranych owy "cel" w zasadzie nie różni się od dotychczasowego trybu życia, reszta ów "cel" kreuje sobie na podstawie przekazów medialnych, podpowiedzi otoczenia (żyjącego w strefie złudzeń), które to otoczenie najsilniej skierowane jest na modę i dorównaniu reszcie stada w życiu tak jak inni…

Czyli samonakręcające się wariactwo, zmierzające bez żadnych hamulców w samozatracenie..

Daliśmy sie urobić kompletnie i totalnie. Od momentu upadku komunizmu (30 lat już) żyjemy w świecie ludzi sukcesu, gdzie tenże sukces ma być natychmiastowy i pełny. Tak nam to wmówiono, taki ma być cel żywota naszego. Ludki, które na tenże szeroko reklamowany sukces (cokolwiek by to nie znaczyło: dla większości sukcesem jest dom na spłacany przez dekady kredyt i błyszczące audi z dojczszrotu) się nie załapały, są co najmniej wyśmiewane, tudzież wskazywane paluchami, jako ci, którzy wybrali złą drogę, wykazali za mało samozaparcia, determinacji, pracowitości, pomysłowości, itp…

Otóż tak, rzecz jasna nie jest!

Składową dotarcia na szczyt (na ogół taki malutki szczycik, malutkiego, szarego człowieczka) jest w większości szczęście – jako to urodzenie, charakter (luzacy i uczciwi odpadają na starcie), znajomości i odpowiednie predyspozycje, pozwalające na sprytne wkręcanie się w tryby mielące ogół.

A nie każdy to potrafi, a tym bardziej chce.

Owi outsajderzy żyją jako ludzie wolni, pozbawieni pętli kredytu na szyi, stękania pozbawionej samokrytycyzmu żony (na ogół nastawionej na wyssanie swego partnera w iście wampirycznym stylu), tym samym też nie przywiązani za wszelką cenę do aktualnie zatrudniającego ich zakładu (zakład to dobra nazwa dla zarzadzanych przez Januszy biznesu drobnych form wytwórczych, nastawionych na całkowite wyexplatowanie swych pracowników po to, by owy Janusz postawił sobie pałac i wyjechał na wakacje na Karaiby).

Owi outsajderzy, którzy wystartowali z dalekich pozycji, ale w porę zdali sobie sprawę, że wyścig do mety nie ma sensu, są solą w oku stada, które napiera na siebie, zmierzając do mitycznej (przynajmniej – jak reszta jest poza zasięgiem) stabilizacji.

My nie musimy nic.

Ale nienawiść ze strony owych niewolników jest całkiem niepotrzebna.

Bo winny jest system i to z nim trzeba walczyć.

64 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

http://forsal.pl/artykuly/906714,wywiad-guy-standing-prekariat-nierownosci-spoleczne-dochod-podstawowy.html

87 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Chodzę wkurwiony

Wszystko rozpierdalam

Jest źle!

Coś poszło znów nie tak

Rozjebka to mój znak

Rozpieprzam wszystkich wokół

Nie dla mnie sławy cokół

Nie jestem ideałem

Choć sukces odnieść chciałem

Jest źle!

Nieustannie jest źle!

Jest całkiem wręcz chujowo

Niezmiennie wciąż liniowo

Jest źle!

Stale źle

Naprawdę źle…

Ja nie chcę wciąż narzekać

Lecz ile można czekać?!

Gdy szczęścia tyle wokół

Każdemu coś wychodzi

Karierę robią młodzi

A stary ja

Wciąż w stanie jestem złym

Jest źle!

Bez przerwy i wyjątków

Życie oszczędza mi uroków

Gdy inni gdzieś dochodzą

Sukcesem życie słodzą

Na "pstryk!" im się udaje

Los ślepy ich ropieszcza

To u mnie wciąż nieszczęścia…

Czemu kurwa jest tak źle?!

Czemu mi – a nie ci?!

Dlaczego byle głąb

Nie trafi nigdy na przeszkody

Dlaczego kurwa tylko mi

Są przeznaczone niewygody?!

Czemu do chuja jest tak źle?!!!

Tak długo już to trwa

Że już nie zmieni się…

Było

Jest

I będzie źle…

A idźcie w chuj farciarze!

Co życie was nie karze

Niewdzięczne wy skurwiele

Co zysk liczycie, a nie straty

Pierdolcie się psubraty!

98 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Powoli kończy się długi weekend, zwany dalej u nas majówką. No da sie zauważyć, że od lat wielu, tak wielu ludzi, przez tak długi czas nie robiło w zasadzie nic na rzecz gospodarki, ekonomii, wzrostu PKB, bogacenia sie państwa i innych pierdół propagowanych przez mainstream.

Ów mainstream z sadystyczną wręcz przyjemnością chciałby widzieć lud pracujący.

Zapierdalający wręcz lud!

Było tak nawet w czasie szalejącego bezrobocia, gdy ci z wierzchu, tych pod spodem chcieli widzieć w ciągłym ruchu. Byle jak, na byle czym, u byle kogo i za byle co. W myśleniu takim przodowali zwłaszcza ekonomiści, zrzeszenia przedsiębiorców i… kobiety!

Bo Polak przeciętny według nich powinien ciągle zapierdalać w pocie czoła, by Polska rosła w siłę, a wszystkim się żyło dostatniej!

A tu nagle coś się (im) rypło.

Bezrobocie znienacka spadło do poziomu granicznego, a lud ów pracujący z radością popędził na majówkę!

Pomijam, że owe święta (pierwszy i trzeci maja) są totalnie bez sensu: jedno to komunistyczny anachronizm, a drugie to świętowanie tak naprawdę ostatecznej klęski pierwszej RP.

Nieważne!

Wbrew temu, co propagują postępowcy (i te zachłanne baby), świąt jest za mało!

Taka majówka powinna się odbywać przynajmniej raz w miesiącu!

Naprawdę nikt by na tym nie ucierpiał!

Podobnie było pod koniec XIX wieku, gdy wkurzeni robotnicy (wtedy tacy naprawdę istnięli) wywalczyli krwią i krzykiem ośmiogodzinny dzień pracy, wolne weekendy i urlopy.

Świat nie upadł, a gospodarka… no tą notorycznie rozpierdalają banksterzy i kwestia czasu pracy, produkcji, itp. , jest w obecnych czasach drugorzędna – to oni ustalają zasady.

Poza tym postęp technologiczny idzie do przodu wbrew woli owych władców gospodarki i nieuchronnie zbliżamy się do momentu, gdy ów lud pracujący będzie miał coraz więcej wolnego (i będzie coraz mniej zmęczony).

Co równie nieuchronnie wiąże się z czasem na myślenie owego (i ewentualne działanie).

A oni się tego boją jak ognia…

A co do tego mają kobiety?

One chcą piniędzy po prostu.

Ale jak się im odpowiednio zorganizuje owy czas wolny, to i one się uciszą.

96 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Nie mam siły chodzić

Nie mam siły nawet brodzić

Nie mam siły nic

Nie mam siły by pracować

 Nie mam siły by ratować

Nie mam siły żeby jeździć

Nie mam siły żeby streścić

Nie mam nic!

Jedna siła co została

Ta co każe żyć

Nie mam siły was mordować

Nie mam siły komponować

Nie mam siły adoptować

Nie mam siły uczyć

Brak sił by wyrzucić

Jedna siła ma

Drobna wiara trwa

Poza tym nie mam siły!

Nie mam siły by podrywać

Nie mam siły by zdobywać

Nie mam siły by się uczyć

Nie mam siły żeby kroczyć

Nie mam siły żeby zboczyć

Nie mam siły na dyskusje

Ani żadne reperkusje

Nie mam siły spać

Nie mam siły trwać

Jedna siła co została

Nazywa się wiara

Chociaż nie mam siły nawet modlić się

Nie mam siły na pobudkę

Nie mam siły na zaśnięcie

Nie mam siły już na trwanie

Nie mam siły na odejście…

 

185 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Taki obrazek, a właściwie scenkę rodzajową ujrzałem dziś pod miejscowym centrum handlowym. Słowo "tato" wystąpiło tam z opóźnieniem. Najpierw malutka córeczka podbiegła do taty na parkingu, siedzącego za kierownicą, otworzyła bezceremonialnie drzwi i po prostu zażądała owych "piniędzy", ze szczególnym uwzględnieniem słowa: "Daj!". Potem zaczęły się negocjacje, w których wystąpiło słowo "tato". Mama z koleżanką przyglądały się z boczku, niezainteresowane akcją.

       Mnie zmieliło…

       Otóż obecnie mamy potężny kryzys męskości. Kryzys ów, najprościej opisując, objawia się tym, że faceci pozostali tym, kim byli przez wieki (acz wyzbywając sie agresji), a kobiety…

       Tu muszę wpierw zapodać dwa przykłady zaczerpnięte z internetów:

       Więc (może to był fake news, lub nie, ale to bez znaczenia). Jakaś typiara wychwalała pod niebiosa swój związek z arabem – bo on taki szarmancki, bogaty, czysty, trzeźwy, dobrze ubrany, z gestem, itp, itd… 

       Dokładne przeciwieństwo Polaka.

       No to się niestety nazbyt często zdarza: oni (te arabusy i inne ciapate) nazbyt często łowią te nasze, polskie kretynki na takie pozory, potem czyniąc je niewolnicami. Ich tajemniczą bajerę potęguje odległość, a jako że potencjalny polski mężczyzna jest na miejscu, zapierdala, to i nie musi ściemniać. Tamci to nieroby zasilane ropą, więc robią szopkę, by załapać jakąś słowiańską niewolnicę. I kretynki się na to łapią!

      Potem jest dramat (głównie, jak to zawsze w życiu bywa – dla dzieci).

     Drugi opis z interneta (nie wiem czemu zapamiętuje takie pierdoły, jak swojego numeru telefonu nie mogłem zapamiętać przez pół rocku, a własnych textów za cholerę nie pamiętam?!). Więc jakaś grupa małolat (acz już pełnoletnich) z rozrzewnieniem wspominała szarmanckiego dziadka w autobusie miejskim, który potraktował ich jak damy. I miejsca ustąpił i w łapkę pocałował, itp, itd. No normalnie rozpłynęły się nad jego rycerskimi obyczajami (chcociaż patrząc w kalendarz, dziad był pewnie kolejnym wypierdkiem PeeReLu)! I dalej zaczęły narzekać na obyczaje aktualnych mężczyzn…

     Po czym najpewniej udały się na dyskotekę, gdzie obrabiały parówy miejscowym dresom i kurwiły się na wszelakie inne sposoby.

     Dramat dzisiejszych facetów polega właśnie na tym, że się nie zmienili. Wbrew pozorom chcą konkretnej babki (chodzi o wersję długofalową), która im tam zabezpieczy te gniazdko i odchowa niemowlaki. No oczywiście trzeba od czasu do czasu spuścić z wora (natury panie nie oszukasz!) i zalać pałę w resecie. I to w zasadzie wszystko.

     A babska za to się rozbujały, niczym karuzela z rozjebanym hamulcem!

     Każda w zasadzie pragnie szejka, lub xięcia z pałacem.

     Pomijam już to, że chyba większości z nich potłukły się lustra i straciły słuch, bo nie widzą i nie słyszą, jak są szkaradne i tępe. One wymagają w zasadzie wszystkiego! I nic im nigdy nie pasuje!

     Kobiety w tej chwili mają najbardziej luksusową sytuację, bo wymagają od facetów czegokolwiek (nie dając w zasadzie nic w zamian), a oni starają się to dostarczyć za wszelką cenę.

     Paranoja totalna!

 

 

     Jak w piosence "Lao Che" :)

 

 

 

102 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.144.100.123