Bez kategorii

    Oto kolejne święto z pały wzięte, wymyślone w ciepłych Włoszech, ale po latach krytycznego nastawienia zmieniłem pogląd na tą sprawę. O czym później.

    Jest sporo organizacji zrzeszających przedsiębiorców, biznesmenów i ekonomistów teoretyków bez realistycznego pojęcia o życiu zwykłych ludzi, którzy najchętniej polikwidowaliby wszystkie święta i dni wolne – bo to szkodzi gospodarce! Bo trzeba pracować, bo PKB samo nam nie urośnie! Ja tam najchętniej co miesiąc widziałbym jakieś konkretne święto, a za pracę w weekendy i nadgodziny (święte 8 godzin pracy, 8 godzin odpoczynku i 8 godzin snu) ścigałbym bezlitośnie! Uwierzcie mi – ekonomia by od tego nie ucierpiała! Pracy i tak nie ma, a jak jest to na ogół beznadziejna, bo te lepsze etaty pozajmowali krewni i znajomi królika. 3 miliony emigrantów zarobkowych mogłoby o tym mówić długo, boleśnie i rozwlekle.

     A Sylvester? Kiedyś chętnie widziałbym go na przykład w czerwcu. Wtedy gwarantowany byśmy mieli karnawał w Rio! Polacy, wbrew pozorom, mają taką mentalność, że zabawę ciężko by było zatrzymać w jeden dzień. Ale niestety ów koniec rocku wypada w końcu szarego, zimnego i smutnego grudnia. Na ogół nie ma wtedy jeszcze siarczystych mrozów, na ogół piździ, a z nieba pada jakaś wilgotna melasa. Nic tylko się pochlastać!

    I wtedy właśnie mus medialno/społeczny każe nam ruszyć znudzone dupsko i pójść w tany. Nawet jeśli ktoś złośliwie postanowi przespać tą noc, to i tak zbudzi go o północy kanonada fajerwerków i wrzask podpitego towarzystwa.

    I słusznie!

    Po latach obserwacji doszedłem do wniosku, że właśnie w tym smutnym momencie potrzebny jest taki masowy ruch imprezowy i całe to ogólne wariactwo.

    A to wszystko po to, by choć na moment zapomnieć o tych smutnych okolicznościach przyrody i móc dociągnąć do wiosny.

    Więc szampańskiej zabawy w ten najsmutniejszy przyrodniczo dzień w rocku!

     Do tańca ludu przygnębiony!

542 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

    Wystarczyły 2 dni rzutu oka w ekran televizorni, bym już miał o czym pisać.

    Otóż jest sobie dość świeży kanał, zwany Superstacją. Miałem nadzieję, że dla odmiany będzie to televizja na kształt tygodnika Angora, który podaje informacje, felietony i inne takie, z różnych źródeł, z leva, prawa i środka, ale sprawiedliwie, obiektywnie, prawdziwie po dziennikarsku.

     A tu nie!

     Dość szybko stacja ta okazała się mocno levicującą. I właśnie o tym. A dokładnie o dwóch kwestiach które tam dziś i wczoraj zauważyłem.

     Zacznę od jakiegoś wytatuowanego półpanka, który wczoraj usiłował zgłosić bezpośrednio, na miejscu, na policję, że niszczy się instalację artystyczną (?!) na placu Zbawiciela, zwaną dalej tęczą. Tęcza naturalna, co dość ważne, jest siedmiokolorowa, ta była od początku sześciokolorowa, nienaturalna (jak sztandar dewiantów) i siedmokrotnie niszczona (co oznacza, że raczej przeszkadza). Destrukcja owego "dzieła sztuki" (niedawno spalonego) miała polegać na wkładaniu w konstrukcję z drugiej strony kwiatków białych i czerwonych, co miało być psuciem (zniszczonego już!) zamysłu autorki. Policja na szczęście zachowała spokój i anarchistę medialnego, ku jego wściekłości, dokumentnie olała.

     O "sztuce" dzisiejszej pisałem już gdzieś tam poniżej. Pół biedy, kiedy różne, nowoczesne "dzieła" są wystawiane w zamknięciu – wtedy samemu się ryzykuje, wchodząc do galerii i podziwiając (lub nie) owe wypociny dyplomowanych "artystów".  

    Ale jak coś jest wystawiane na widok publiczny i w zamyśle ma szokować, prowokować i obrażać (zwłaszcza dotyczy to tak delikatnych kwestii, jak religijno-społeczne), to niszczenie takiego czegoś jest jak najbardziej na miejscu!

    Pamiętam do dziś, jak krótko po upadku komuny, co poniektórzy burzyli się, że obalono (od razu go rozbijając w drebiezgi – i dobrze!) pomnik Felixa Dzierżyńskiego! Bo to panie pomnik i tak powinien zostać!

    Debile.

    Na podobnej zasadzie trzeba walczyć z ową tęczą (mimo że pozornie niegroźna).

    I już.   

    Dziś za to usłyszałem mocno podstarzałe paniusie zebrane w studiu, które narzekały, że przeciwnicy aborcji powinni usiąść, porozmawiać, wyciągnąć ręce i dojść do jakiegoś consensusu…

     Tyle że pewne kwestie są bezdyskusyjne.

     Każdy się zgadza, że złodziei i morderców trzeba karać.

     To normalne.

     Tego się jeszcze nie kwestionuje, ale zaczyna się kwestionować normalność, propagując zboczenia, eutanazję i właśnie aborcję, co już wielu (w tym i ja) uznaje za naruszenie tabu i dopuszczenie do mordowania bezbronnych.

     I ta rzecz jest bezdyskusyjna i taka powinna pozostać. Wszelkie talmudyczne, bezproduktywne dyskusje na tematy oczywiste, są dla ludzi mojego pokroju niedopuszczalne. 

     Bo bezsensowne.

     Są jeszcze na tym świecie zdemoralizowanym i levackim ludzie PRAWI, posiadający konkretne poglądy, których się nie mogą wyrzec. Nazywa się to powszechnie zasadami.

     Levactwo tego nie pojmie – ono chce ględzić i ględzić i ględzić…

     I zaględzić na śmierć!

628 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Do ekologów.

    Czemu te zielone dziamdziaki tak się uparły, by nie dopuścić do zabijania karpia na święta?!

    Po to się je hoduje do ciężkiej cholery! Idąc tym tropem, zieloni przez okrągły rok powinni protestować pod sklepami rybnymi, portami rybackimi i sklepami wędkarskimi – bo to wylęgarnia sadyzmu. Rybny holokaust, ale rozciagniety w czasie (jak zabijanie przez murzynów, białych afrykanerów w RPA).

    Karpia "po żydowsku" co roku w tym czasie robi moja matka. Przy czym to absolutnie nie jest karp po żydowsku. To karp pokrojony w dzwonka, zasmażany, potem ułożony w rondlu/garnku, zasypany cebulą, zalany śmietaną i winem (półwytrawnym, białym), doduszony, czy cuś tam i podany…

    Szczerze mówiąc to największa zajebioza kulinarna w moim życiu (powtarzalna corocznie). Podobnie jak mojej nieżyjącej już babki z kieleckiego: pierogi z mięsem i kapustą (niepowtarzalne do dziś!), czy jej samodzielnie wypiekany chleb. Nie wiem czy wypiekanie chleba jest jeszcze w modzie, ale większość młodych, modnych, spozerowanych paniuś, które się za to zabierają na podstawie przepisów z gazet/neta, wyjebałbym w kosmos przyczepionych do szambiarki (i solidnej rakiety oczywiście)!

    Do pewnych rzeczy trzeba mieć dryg po prostu. I doświadczenie koniecznie! Nie trzeba być wybitnym kucharzem, ale TĄ JEDNĄ potrawę można robić niepowtarzalnie. I z tym się spotykałem nader często.

     KAŻDY ma jakiś talent. Najczęściej skromny. Większość nawet nie wie do czego się nadaje, bo nigdy nie szukała w tych rejonach. Część sensu życia polega właśnie na tym, by odnaleźć to, do czego się nadajemy. I by to zacząć robić.

     A duchowy aspekt świąt?

     Zdecydowana większość wiernych obchodzi święta… bo się je obchodzi! Ci starsi tak samo chodzą do kościółka (bo nakazano nam chodzić, taka tradycja).

     Nie jest to złe, nie jest to dobre. Jest zwyczajne. A zwyczajność powtarzalna też ma swoje plusy, mimo że święto bez sensu i bez podstaw – o czym wspominałem niżej.

 

    PS     Wkładanie żywego karpia do wanny tuż przed świętami, jest typowo kretyńskim, PeeReLowskim obyczajem. Tak porąbanym jak pokolenie powojenne. Blokować sobie łazienkę płetwalem w takim momencie! Nie ogarniam tego.

558 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      25 grudnia jest datą wziętą dosłownie z kosmosu! To czczone jak świat długi i szeroki, przez prastare ludy, przesilenie zimowe (obecnie trochę z obsuwą, ale to wina kalendarza juliańskiego). Ironią historii jest, że to pogańskie święto, zaadaptowane przez wczesne chrześcijaństwo do swoich potrzeb, dziś zostało zagarnięte przez komercyjny konsumpcjonizm, a jego symbolem stał się śmieszny, otyły krasnal w czerwonym wdzianku i z worem na plecach. 

     Tak naprawdę nie wiadomo nawet w którym roku urodził się Jezus Chrystus? O dokładnej dacie nie ma co wspominać. Tu Wielkanoc ma znaczną przewagę, bo wypada w żydowskie święto paschy i jest praktycznie pewne, kiedy Jezus zakończył swój żywot.

     Ludzie chyba zdają sobie sprawę z fikcyjności owego święta, bo traktują go równie iluzorycznie. Spotęgowany medialno/sklepową nawałą przekaz handlowy sprawia, że tradycyjnie zaczyna się szał zakupowy. Wariactwo ogólnie.

     Celują w tym starsze panie z powojennych roczników (moje "ulubione" pokolenie), które za punkt honoru stawiają sobie zakup ton mięsiw, kontenerów mandarynek, beczek flaków, bel baleronów… No tu przesadziłem – to raczej Wielkanocny jadłospis, ale szał ten sam!

     No i tradycja musi być zachowana, bo tak televizornie wałkują od parudziesięciu lat, a stare pokolenie wlepione notorycznie w ekrany TV, w końcu wzięło to za mus. Ale to i tak lepiej niż w USA, gdzie wszystko zostało opanowane wyłącznie przez obsesję zakupów.

     Tyle że jakiegoś łazęgi już na ten przykład nie musimy wpuszczać do domu – puste miejsce jest symbolicznie zostawione dla tych co odeszli. Na wieki i nieodwołalnie. To kolejna pogańska tradycja zaadaptowana przez kościół. Przez wieki ta instytucja opanowała do perfekcji przeobrażanie takich kwestii na swoje potrzeby. Czyni to zresztą do dzisiaj – 1 maja zrobili zdaje się świętem Józefa robotnika…

     Genialne!

552 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    17 grudnia to czas urodzin mojej chrześniaczki, papieża Franciszka, a także najwybitniejszego snajpera wszechczasów: Simo Hayhy

    Niestety impreza urodzinowa została odwołana z powodu pewnej tragedii, która wydarzyła się tydzień temu. Poroniła siostra matki mojej chrześniaczki. O tyle to tragiczne, że był to koniec ciąży i z poronienia zrobił się w sumie normalny pogrzeb.

    Smutne i wstrząsające.

    W takich wypadkach co poniektórzy mają w zwyczaju pytać, co to za Bóg, co zabija niewinnych, małych i dobrych?

    Powinni umierać TYLKO starcy.

    Co mi już ostro trąci eugeniką. 

    Brutalnie odpowiem: świat byłby nudny i bezsensowny, gdyby wszyscy umierali osiągnąwszy limit (na przykład ustalony przez ZUS), tudzież istnienie, lub nieistnienie Boga byłoby udowodnione.

     Już w tej chwili na postępowym zachodzie śmierć omija się tak szerokim  łukiem, że nikt nie odbiera zwłok z kostnic, starcy dożywają swych dni w przytułkach (dokańczani eutanazją, gdy uprą się żyć za długo), cmentarze zieją pustką (uwielbiam łunę zniczy na swojskim, polskim, cmentarnym poletku, po zmroku), a młodzież żyje fantazyjnie, zdziwiona tylko, że ktoś od czasu do czasu znika na wieki.

     Powiem szczerze: nie wiem, jak TAM jest, nie wiem jak wygląda boska sprawiedliwość. Nikt tego nie wie, ale wierzę że to wszystko ma sens i wierzę, że istnieje coś takiego jak sprawiedliwość.

     Najważniejsze jednak, że wierzę. Bo gdybym wierzył tylko w to co widzę, to byłbym ubogi, smutny i durny jak zwierzę… 

756 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Nie sztuka dziś udawać buntownika. Trzeba pójść na gejparadę, zamieszkać w squacie, musowa jest nienawiść do własnych korzeni, kraju i chrześcijaństwa (ze szczególnym naciskiem na katolicyzm). Trzeba gardzić pracą (szczególnie fizyczną!). Wymagane jest uwielbienie dla multikulti i poczucie się obywatelem świata (Gdzie tam panie tylko ta mała Europa! A punkcik zwany Polską?! Bez jaj!). Ja tam bym poszedł dalej: Czuję się obywatelem Układu Słonecznego! A co! Równie to absurdalne jak obywatel świata – czyli niczego. To tak, jakby zamieszkać na ulicy, bo zapomniało się własnego adresu.

   A jak już spełnimy wszystkie wymagania dotyczące postępowego buntu (tak, tak – same levackie kwestie!), to mamy gwarantowane uwielbienie mediów, polityków demokratycznych i aparatu prawnego.

   Bunt jak jasny chuj!!!

   Niestety dla postępowo wojującej młodzieży (i prowadzących ich staruchów), prawdziwy bunt to ustawienie się po drugiej stronie barykady, tam gdzie jest ciężko i trwa nieustanny ostrzał. Bo inna postawa, to zwyczajna ściema!

   Teraz bunt, to niestety obrona starych wartości (zawsze to było coś do przodu, ale widocznie dotarliśmy do końca?), wyznawanie czegoś, co było sensem życia naszych przodków. Taki bunt wsteczny dla odmiany. To ochrona własnym ciałem katedry, przed sprofanowaniem jej przez postępową dzicz. Nawiasem mówiąc, takiej wściekłości i pogardy, jak u tego wuzdanego bydła nie widziałem chyba nigdzie indziej! To czyste, namacalne zło. Zresztą profanacje świątyń (zwłaszcza katolickich) są na zachodzie nieodłącznym elementem parad odmieńców, co samo w sobie daje już do myślenia. Profanowano katedry w Nowym Jorku, Paryżu, Argentyńczycy zboczonemu, wściekłemu bydłu się na szczęście oparli. 

   Jeśli ktoś nie wierzy w zło wcielone, to patrząc na takie obrazki powinien raczej uwierzyć. Dopóki nie jest za późno…

   Gdybym żył w kapitalistycznym, rozwijającym się świecie XIX wieku, to pewnie byłbym dla odmiany socjalistą. Tak z wrodzonej przekory. Niestety w czasach upadku cywilizacji, obowiązkiem prawdziwego buntownika jest być: chrześcijaninem i dumnym białym heterosexualistą.

    Alternatywą jest tylko wściekłe, levackie bydło, samo siebie klasyfikujące do kategorii podludzi.

    Więc wyjścia nie ma. Prawdziwi wojownicy wiedzą, że właściwa dziś strona, to ta po prawej stronie barykady.

    I tego się trzymajmy!

19,816 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Sporo lat temu, być może nawet pod koniec poprzedniego wieku, trafiłem w TVP na dyskusję o nieuchronnie zmierzającej do nas homo-inwazji. Obecna w studiu była jakaś postępowa paniusia z postępowej Szwecji (ministra, czy cuś podobnego). Obecni byli też młodzi prawicowcy, którzy wysunęli konkretny argument, że pozwalając epatować jednym zboczeniem, otwieramy drzwi całej reszcie przeróżnych dewiantów (dyskusja, z tego co pamiętam, była nad wyraz spokojna). Szwedka postępowa, wraz ze swoimi popleczniczkami, natychmiast ich wyśmiała, argumentując, że pederastia jest u nich od dawna oficjalna, akceptowana (oni nazywają to tolerancją) i niegroźna, a takie straszenie jest nierealne…

    …po czym minęło te parę lat i sprawdziły się mroczne przewidywania prawicowców. Za zachodnią granicą pedofile i zoofile zaczynają organizować się w legalne partie (!!!), co i rusz słychać o nekrofilii, chyba w Danii brat z siostrą chcieli zalegalizować swój związek (!), geje adoptują małych chłopców, by ich potem bezkarnie (i legalnie) posuwać, krótko mówiąc – szambo wybiło i zaczyna nas zalewać tęczowym gównem.

    Tak jak ostrzegali zdroworozsądkowcy: otwórz właz ze studzienki, a ściek zaleje oborę.

    Wystarczyło zlitować się nad jednymi, z pozoru niegroźnymi dewiantami, by świat nibycywilizowany zaczął tonąć w nieczystościach.

    Dodatkowo ucina się wszelką krytykę, by nie krzywdzić wulgarnej mniejszości. I tak oto po tragedii czerwonego komunizmu nastaje czas tęczowo/pluszowego faszyzmu. Jak ktoś słusznie zauważył: "Historia powtarza się – najpierw jako tragedia, drugi raz jako farsa.".

687 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    O Owsiaku pisałem ostatnio tu: http://zyciejestzabojcze.bloog.pl/id,332910746,title,Dupta-co-chceta-Rzecze-owsik,index.html . Teraz niejako zmuszony jestem wspomnieć o tym kolesiu, bo za głowę się łapię, patrząc na to, co wyczynia! Otóż podał do sądu kolejnego bloogera. Ciągle się wpienia, miota i szaleje. Przestawia sprzęt w szpitalach (?!), opierdziela kogo się da i gdzie się da! A że ma dostęp do mediów nielimitowany (TVP i pokrewne), to robi to głośno.

    Jest bardzo zagubiony.

    To nie jest zły chłop, mam do niego ogromny sentyment, za to co zrobił dla rocka, sama akcja też nie była bezsensowna na samym początku, a wręcz potrzebna! Społeczeństwo zjednoczyło się w szczytnym celu, w trudnym okresie przełomu i do dzisiaj początki WOŚP bardzo mile wspominam! 

    Tyle że z czasem to zaczęło tracić sens. Powoli, ale nieuchronnie cała akcja zaczęła zmierzać do żenady, którą obecnie już właściwie jest.

    Smutne, ale prawdziwe niestety.

    JO nie jest głupi, nie podejrzewam też, żeby był aż tak nieuczciwy. Z tego co widzę, jest nawet dość honorowy! 

    I to go zgubiło (ale jest jeszcze szansa na ratunek – o czym niżej). Mianowicie zaparł się ów rozgadany koleś, że już do końca świata (i dzień dłużej) będzie pomagał służbie zdrowia (NFZ) i za cholerę nie chce się z tego wycofać!

   Co w końcu spowoduje, że straci dobre imię, a cała akcja stanie się kolejnym przykładem straconej szansy na zrobienie czegoś dobrego.

    Jurek już dawno powinien rzucić w cholerę wspieranie nieudolnej służby zdrowia, a skupić się na pomocy ubogim, których Polska jest pełna! Na tym słynnym serduszku nie jest przecież wyszczególnione, jakiej pomocy to orkiestra. Jesli tak mają w statucie – to niech zmienią statut! Problem natychmiast rozwiązałby się sam, a gdyby JO zaczął zbierać na konkretny, szczytny cel, to i sam bym się dorzucił!

    Czy to takie trudne panie Owsiak? Po rockendrollowcu spodziewałbym się chociaż odrobinę elastyczności, a pan mnie (i nie tylko) ciągle zawodzisz…

2,215 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     O zgrzyt zębów skutkujący ich spiłowaniem doprowadza mnie wymowa wyżej wymienionego słowa, tudzież takich na ten przykład: ejdż-bi-o (zamiast rodzimego: ha-be-o), czy słynnego już dżordża dabliu (pomijam dopuszczalnego Grzegorza, ale dabliu nie występuje  w języku polskim od zawsze! Jest swojskie "wu", ewentualnie można było mówić – junior). Jest wiele takich straszydełek językowych, propagowanych przez równie przestraszydełkowanych redaktorów mediów przodujących, tudzież postępowców językowo zagubionych (Cotoby panie nie chlapnąć czegoś z plebsu nadwiślanego! Już lepiej zaamerykanizować.).

     Ongiś pracując w megafirmie ponadnarodowej widziałem w niej maitenanców (techniczni tam nie występowali), visorów (kierowników też nie było), działy HR (kadr toże niet!), sprzątaczek też nie było, tylko klining coś tam (niedawno się złapałem na odruchowym czytaniu literki "c" jako "k", tak mnie to zdurnowacenie powszechne posunęło!), magazynierem zwykłym też chyba nie byłem, a raczej mi przydzielili jakąś nazwę, ale niestety nie pamiętam już jaką.

     A teraz mnie zaczynają zewsząd męczyć owym dżender! Jakby to nie można tak jak się pisze: gender. Jedyne z "dże", co jestem w stanie zaakceptować i nawet tak wymawiam to: "Lamborghini". Bo to się tak z włoska pisze i wymawia. W dodatku cieszy oko i ucho.

     Co do samej ideologii, jest ona tak porypana, że pada już przy wejściu, a jej krzewiciele tłumaczą ją tak zawile, że nawet chyba sami nie wiedzą o czym bełkoczą?! Zgodnie ze starą zasadą z czasów komuny, według której komunistą był ten, który przeczytał wszystkie dzieła Marxa, Engelsa i Lenina, a antykomunistą ten, który je przeczytał i zrozumiał. Tu trzeba przyznać, że o ile ideologia komunistyczna była czystą utopią utopioną w potężnych oparach absurdu, to jednak jej hasła były chwytliwe i proste, typu: "Władza dla mas!" , "Chleba i pracy!"  i podobne. Dzięki temu lud ciemny kupił tą ideologię, zaczęto ją wprowadzać w życie i zdziwiono się srogo, gdy nic z niej nie wyszło. Po prostu nikt nie doczytał, o co tam dokładnie chodzi.

     Genderowcy nie mają nawet tego! Jest tylko pseudointeligencki, pseudonaukowy, pseudospołeczny bełkot.

5,109 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Siedzę sobie słuchając fińskiego zespołu Korpiklaani, pod ręką mam Finntrolla. Zespoły owe zasuwają wyłącznie po fińsku (!) z etnicznym przytupem i z mocno rockendrollową vervą. Gdzieś tam jest też glamrockowy Lordi, który ongiś wygrał konkurs Eurovizji (?!). Naprawdę miło popatrzeć na tych potworów! Tych zespołów jest masa! Finlandia liczy coś ponad 5 milionów mieszkańców, mimo to wydała na świat parę niezłych zespołów. Dwukrotnie bardziej liczna Szwecja może szczycić się chociażby megagwiazdą o nazwie: Abba, która gdyby była polska, toby stawiano jej tu pomniki i wynoszono pod niebiosa. Samo to by wystarczyło, ale nie! Powysyłali w świat więcej gwiazd, od disco, przez pop, na metalu kończąc (no i moje ulubione, postpunkowe The Hives). Norwegia ma słynne na cały świat a-ha, poza tym tam powstała muzyka black metalowa, czyli absolutne apogeum przyjebania – mocniej się już nie da.

    To wszystko w skandynawii (niech będzie na potrzeby tego wpisu zaliczona w ten region i Finlandia), która łącznie liczy połowę mieszkańców Polski. 

    Nie mówię, że tu nie ma znanych za granicą gwiazd (Behemoth, Acid Drinkers na przykład), ale jest ich za mało. I nie chodzi tu o pieniądze, których na północy mają w nadmiarze. Brak mi na przykład takich etno-rockowych, wyluzowanych kapel w stylu fińskim. Bo z samym etno dajemy ostatnio nieźle radę (Żywiołak, Kapela Ze Wsi Warszawa). Brak mi tu nawet takich typowo popowych, globalnych wystrzałów, które miała i Rosja i Mołdawia (tak tak!).

    Tu nie chodzi o zdolnych muzyków - tych też mamy dosyć.

    Więc o co chodzi?

    Trochę o promocję, ale zdolny zespół zawsze się przebije i bez tego.

    Bardziej chodzi o wyobraźnię. Jeśli ktokolwiek dziś chce osiągnąć globalny sukces, to musi działać niekonwencjonalnie, nieszablonowo, oryginalnie…

     …czyli nie po polsku.

    A media (radiostacje) swoją drogą mogłyby pomóc i wszystkim by to wyszło na dobre.

    Ale lepiej puszczać w eter jakieś jęczące po anglosasku panienki – lub panienki celebrujące (zmora dzisiejszych czasów!), otyłe gwiazdy z lat przeszłych (to TV), tudzież łupaninę tekno/disko, lub bełkoczących hop-hipowców (ta moda na szczęście już się kończy).

    Nikt, absolutnie nikt, nie chce wypuścić w świat czegoś, coby rozsławiło ten kraj! Niech to będzie prymitywne disco, etno-rock, cokolwiek!

    Nie mamy przemysłu, ani żadnej marki rozpoznawalnej w świecie, to chociaż puśćmy im muzę!

    To naprawdę dużo nie kosztuje!

    http://www.youtube.com/watch?v=e7kJRGPgvRQ

633 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.224.91.246