Bez kategorii

     O zgrzyt zębów skutkujący ich spiłowaniem doprowadza mnie wymowa wyżej wymienionego słowa, tudzież takich na ten przykład: ejdż-bi-o (zamiast rodzimego: ha-be-o), czy słynnego już dżordża dabliu (pomijam dopuszczalnego Grzegorza, ale dabliu nie występuje  w języku polskim od zawsze! Jest swojskie "wu", ewentualnie można było mówić – junior). Jest wiele takich straszydełek językowych, propagowanych przez równie przestraszydełkowanych redaktorów mediów przodujących, tudzież postępowców językowo zagubionych (Cotoby panie nie chlapnąć czegoś z plebsu nadwiślanego! Już lepiej zaamerykanizować.).

     Ongiś pracując w megafirmie ponadnarodowej widziałem w niej maitenanców (techniczni tam nie występowali), visorów (kierowników też nie było), działy HR (kadr toże niet!), sprzątaczek też nie było, tylko klining coś tam (niedawno się złapałem na odruchowym czytaniu literki "c" jako "k", tak mnie to zdurnowacenie powszechne posunęło!), magazynierem zwykłym też chyba nie byłem, a raczej mi przydzielili jakąś nazwę, ale niestety nie pamiętam już jaką.

     A teraz mnie zaczynają zewsząd męczyć owym dżender! Jakby to nie można tak jak się pisze: gender. Jedyne z "dże", co jestem w stanie zaakceptować i nawet tak wymawiam to: "Lamborghini". Bo to się tak z włoska pisze i wymawia. W dodatku cieszy oko i ucho.

     Co do samej ideologii, jest ona tak porypana, że pada już przy wejściu, a jej krzewiciele tłumaczą ją tak zawile, że nawet chyba sami nie wiedzą o czym bełkoczą?! Zgodnie ze starą zasadą z czasów komuny, według której komunistą był ten, który przeczytał wszystkie dzieła Marxa, Engelsa i Lenina, a antykomunistą ten, który je przeczytał i zrozumiał. Tu trzeba przyznać, że o ile ideologia komunistyczna była czystą utopią utopioną w potężnych oparach absurdu, to jednak jej hasła były chwytliwe i proste, typu: "Władza dla mas!" , "Chleba i pracy!"  i podobne. Dzięki temu lud ciemny kupił tą ideologię, zaczęto ją wprowadzać w życie i zdziwiono się srogo, gdy nic z niej nie wyszło. Po prostu nikt nie doczytał, o co tam dokładnie chodzi.

     Genderowcy nie mają nawet tego! Jest tylko pseudointeligencki, pseudonaukowy, pseudospołeczny bełkot.

5,246 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

    Siedzę sobie słuchając fińskiego zespołu Korpiklaani, pod ręką mam Finntrolla. Zespoły owe zasuwają wyłącznie po fińsku (!) z etnicznym przytupem i z mocno rockendrollową vervą. Gdzieś tam jest też glamrockowy Lordi, który ongiś wygrał konkurs Eurovizji (?!). Naprawdę miło popatrzeć na tych potworów! Tych zespołów jest masa! Finlandia liczy coś ponad 5 milionów mieszkańców, mimo to wydała na świat parę niezłych zespołów. Dwukrotnie bardziej liczna Szwecja może szczycić się chociażby megagwiazdą o nazwie: Abba, która gdyby była polska, toby stawiano jej tu pomniki i wynoszono pod niebiosa. Samo to by wystarczyło, ale nie! Powysyłali w świat więcej gwiazd, od disco, przez pop, na metalu kończąc (no i moje ulubione, postpunkowe The Hives). Norwegia ma słynne na cały świat a-ha, poza tym tam powstała muzyka black metalowa, czyli absolutne apogeum przyjebania – mocniej się już nie da.

    To wszystko w skandynawii (niech będzie na potrzeby tego wpisu zaliczona w ten region i Finlandia), która łącznie liczy połowę mieszkańców Polski. 

    Nie mówię, że tu nie ma znanych za granicą gwiazd (Behemoth, Acid Drinkers na przykład), ale jest ich za mało. I nie chodzi tu o pieniądze, których na północy mają w nadmiarze. Brak mi na przykład takich etno-rockowych, wyluzowanych kapel w stylu fińskim. Bo z samym etno dajemy ostatnio nieźle radę (Żywiołak, Kapela Ze Wsi Warszawa). Brak mi tu nawet takich typowo popowych, globalnych wystrzałów, które miała i Rosja i Mołdawia (tak tak!).

    Tu nie chodzi o zdolnych muzyków - tych też mamy dosyć.

    Więc o co chodzi?

    Trochę o promocję, ale zdolny zespół zawsze się przebije i bez tego.

    Bardziej chodzi o wyobraźnię. Jeśli ktokolwiek dziś chce osiągnąć globalny sukces, to musi działać niekonwencjonalnie, nieszablonowo, oryginalnie…

     …czyli nie po polsku.

    A media (radiostacje) swoją drogą mogłyby pomóc i wszystkim by to wyszło na dobre.

    Ale lepiej puszczać w eter jakieś jęczące po anglosasku panienki – lub panienki celebrujące (zmora dzisiejszych czasów!), otyłe gwiazdy z lat przeszłych (to TV), tudzież łupaninę tekno/disko, lub bełkoczących hop-hipowców (ta moda na szczęście już się kończy).

    Nikt, absolutnie nikt, nie chce wypuścić w świat czegoś, coby rozsławiło ten kraj! Niech to będzie prymitywne disco, etno-rock, cokolwiek!

    Nie mamy przemysłu, ani żadnej marki rozpoznawalnej w świecie, to chociaż puśćmy im muzę!

    To naprawdę dużo nie kosztuje!

    http://www.youtube.com/watch?v=e7kJRGPgvRQ

680 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

     Jest dziedzina sztuki, której nie trawię absolutnie, mimo że jest o wiele starsza od tej nowoczesnej i uznawana za wysokich lotów.

     To opery i operetki.

     Miotający się po scenie przebierańcy, wyjący jakieś wydumane historie (najczęściej w obcych językach) doprowadzają mój zmysł słuchu i wzroku do szału! Kompletnie nie ogarniam śpiewanych historyjek, muzyka w nich umieszczona nie rusza mojej duszy na milimetr, w ogóle mnie to nie interesuje! Ja wiem, że tworzyli to najwięksi kompozytorzy (Mozart na ten przykład), ale ten typ przedstawień jest dla mnie tak wciągający i sensowny, jak ideologia gender na ten przykład. Tudzież ciągnięty na siłę i dotowany bezcelowo - bo tak wypada i tak jest kuluralnie (?).

     Naturalnym, nowoczesnym przedłużeniem tego barokowego cyrku są musicale.

     Też ich nie trawię.

     Muzykę lubię, często bywam na koncertach, ale pomieszanie tańca, śpiewu (najczęściej bezsensownego) i głupawych historyjek także do mnie nie dociera!

      Nie wiem komu to się może podobać – chyba tylko pozerom?

      Sam taniec (nawet balet!), muzyka, czy historyjki – nie mam nic przeciwko, ale pomieszanie tego wszystkiego działa na mnie jak spożyte podczas libacji piwo z wódką – czyli wymiotnie.

       Jest jeszcze jedna dziedzina sztuki, która mnie ścina z nóg: to epopeje.

       Rozumiem, że w czasach starożytnych tworzono rymowane, długie opowiastki, bo w epoce niedostatku xiążek, dłuższe historie zwyczajnie wyśpiewywano, deklamowano, itp. To miało sens.

       Ale niech mi ktoś sensownie wytłumaczy, czemu chociażby w takim XIX wieku masowo pisano, długie, rymowane, na przykład trzynastozgłoskowce?! 

       I to się uznaje za dzieła wielkie!

       Jakby kurwa te romantyczne gamonie nie mogły napisać normalnej prozy? 

       Przepraszam za wyrażenie, ale przez takie czczone powszechnie i bezdyskusyjnie szopki, wyłazi ze mnie zwyczajne chamstwo (a może zdrowy rozsądek?)…     

659 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Obecnie w świecie, a także i u nas, promowana jest "sztuka", która tak naprawdę jest swoim zaprzeczeniem. Cieżko trafić na obraz, czy rzeźbę, która by nie rozpierdzielała mózgu swoją niezrozumiałością/szpetotą/extrawagancją. Za to w cholerę jest instalacji, performansów i innych dziwactw, po obejrzeniu których trzeba się zbierać do kupy, jak po dobrej libacji!  

     Ale chciałem o czym innym. Niedawno mohery wyciągnęły film z internetu, z kolesiem kopulującym z krucyfixem (następny sztukmistrz). Podniosła się wrzawa, a filmik był częścią jakiegoś właśnie performansu sprzed 10 lat. Wtedy to przeszło bez echa, nikt by o tym nie pamietał, ale wzburzenie czujnych staruszek ożywiło niepotrzebnie ten temat. A zaczęło się ściganie takich "artystów" parę lat temu, gdy skandalem okazał się penis wiszący na krzyżu, wystawiony przez jakąś świeżą absolwentkę sztuk pieknych (?). 

      Nawiasem mówiąc, studentki sztuk pięknych, to w 9 przypadkach na 10 egzaltowane idiotki, noszące się po hipstersku, epatujące lustrzankami i pozbawione KOMPLETNIE wyobraźni, tudzież talentu – za to puszczające się na hektary w stopniu zaawansowanym.

      I stąd potem z braku pomysłu, chwytanie się krzyża – co jest w sztuce ostatecznością (no absolutnie ostateczny, jak poderżnięcie gardła, jest półxiężyc – stąd nieruszany przez "bohaterskich" artystów). A penis? Jedyne w czym dobrze leży i pasuje (wręcz jest nieodzowny!), to serial animowany "Kapitan Bomba". "Artystka" owa, penisowo-krzyżowa, też by przepadła bez śladu, gdyby nie oburzenie strażników moralności, dzięki którym została ikoną prześladowanych (?!) postępowców, którzy murem za nią stanęli jako elyta ludu ciemnego i nierozumnego.

      Jedno czego się boję, to wysyp takich "artystów", którzy podpuszczeni tymi przykładami, dla zaistnienia, nie zawahają się użyć tych jakże skutecznych symboli w liczbie mnogiej.

      A to by się zrobiło nieznośne, niczym wałkowanie katastrofy smoleńskiej…

      Żyjąc jednak w tej absurdu krainie, jestem gotowy na taki scenariusz niestety… 

 

 

 

 

 

 

 

571 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Ano tym oryginalnym imionem ochrzczono (nie wiem, czy to słowo jest jeszcze politycznie poprawne?!) zblizający się do Polski, z zachodu orkan. Straszą zewsząd porywami wiatru… lekko przekraczającymi 100 km/h…

     Żenada!

     Tu gdzie żyję od pojawienia się na tej niebieskiej planecie, czyli na Pomorzu, wichury sa normą coroczną, gdzieś tak od października do grudnia właśnie. Rok obecny był wyjątkowo spokojny pod tym względem, więc z ciekawości poczułbym jakis mocniejszy podmuch, bo robi się zwyczajnie nudno! 

     Sęk w tym, że niestety nie poczuję! Szalone orkany poniewierające północno – zachodnią Europę, mają bowiem w zwyczaju zwalniać i rozsypywać się właśnie na naszym wybrzeżu. Nie przeczę, czasem pojawiają się nawałnice, czy nawet trąby powietrzne, ale zjawiają się one ZAWSZE niespodziewanie i z zaskoczenia, gdy tymczasem zjawiskami potencjalnie niegroźnymi, ostatnio w miarę regularnie się nas straszy…

     …zaraz! To mi przypomina medialno – polityczną, ciągłą panikę przed ruchami narodowościowo/prawicowo/chrześcijańskimi, które chcą tylko NORMALNIE funkcjonować w obecnym, obłudnym, pluszowo/różowym faszyzmie.

     I coś mi się wydaje, że jak w końcu pierdolnie – bo musi – to z całkiem nieoczekiwanej strony?

     Przy okazji – trwa ogólnopolska akcja medialna skierowana do kierowców,  z prośbą, by zwolnili i przestali rozjeżdżać pieszych.

     Sęk w tym, że potrącenia pieszych, to zawsze nie skutek nadmiernej prędkości auta, a skutek niedostatecznej prędkości pieszego.

      W skrócie chodzi o to, żeby wektor ruchu samochodu nie przeciął wektoru ruchu pieszego w tym samym momencie – bo tu jest najwiekszy problem.     

564 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Pamietam nie tak dawne czasy, gdzie w tej absurdu krainie nie było ani jednego, porządnego stadionu. Szumnie zwany narodowym (na Śląsku) był jeno zbliżony do prawdziwego obiektu na światowym poziomie, a ten warszawski nadawał się tylko do handlu. 

     Teraz stadionami Polska stoi! Parokrotnie przepłacane, lawirujące na granicy bankructwa, ale jednak w końcu są! Pomniejsze miasta, żeby nie zostać w tyle, też budują swoje własne. Podobnie z halami: ongiś był tylko mroczny, katowicki Spodek, a w Trójmieście maluśka, rozsypująca się Hala Olivia. Teraz mamy dwie nowoczesne, porządne (Łódź i Gdańsk-Sopot), tudzież masę nie mniej mniejszych i inne w budowie.

      Z nicości w zawrót głowy – typowo polska specjalność!

      Każda pipidówa musi mieć też swój własny aquapark, na ogół finansowany przez UE i stanowiący za każdym razem poważny problem dla budżetu takiej gminy – bo już o utrzymaniu go po budowie nikt nigdy nigdzie nie pomyślał.

      Ongiś hejnał brzmiał tylko w Krakowie, teraz w każde południe, od Bugu po Odrę i od morza po góry, w każdym ratuszu wygrywana jest jakaś melodyjka!

       Każde miasto obowiązkowo musi mieć w swym centrum fontannę tryskającą wprost z podłoża (obowiązkowo, fikuśnie podświetlaną!). Marzeniem każdego urzędnika jest też miejscowe lotnisko, więc co i rusz wydawane sa miliony złotych na nietrafione i niepotrzebne inwestycje tego typu (Gdynia, Modlin, Szymany na ten przykład).

        No i wszechobecne place, chodniki, ulice i dłuuugaśne ścieżki rowerowe z Kostki Bauma, zwanej też Polbrukiem. Układane z trudem, przez klęczących dziadków, niczym Mur Chiński puzzle, z mocno ograniczonym czasem trwałości, tudzież chętnie rozkradane przez miejscowych nowobogackich. Osaczający nas zewsząd symbol tandety, dla którego urzędnicy całego państwa nie przewidują ŻADNYCH zamienników!!! 

        O ile stadiony były w tym kraju potrzebne - ale nie tak drogie, tandetne i źle zarządzane (za wyjątkiem pięknego gdańskiego)! Porządnych hal mieliśmy też niedostatek, o tyle cała reszta tej powszechnej, jednolitej tandety przyprawia mnie o mdłości!

         No ale prezydenci, burmistrzowie i urzędnicy radują się z "dobrze" wykonanych inwestycji, święcie przekonani, że oto zostwaili dla potomności coś niesamowicie oryginalnego…

        O żałosna wtórności postkomunistyczna!

652 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

     W Ukrainie (albo na?) dzieje się zamęt spowodowany klasycznym rozdarciem, które Polska przerabiała we wspomnianym 1939 roku, kiedy to zamiast wybrać Niemców, wybrała ruskich.

     Minęło już ponad 70 lat od początku tych smutnych wydarzeń i 20 od opuszczenia obejścia przez obcych, a czerwona sraczka męczy nas do dzisiaj i za cholerę nie możemy się dosprzątać zrujnowanego mieszkania! 

     Ukraińcy mają przerąbane o wiele gorzej!

     Wschód tego państwa został zruszczony (to brzmi jak oszczany), oczyszczony z pierwotnej ludności wielkim głodem i zwyczajnym ludobójstwem, po czym zastąpiony ludnością zapatrzoną w Rosję, niczym stado much w wielką kloakę!

      Teraz mają wybór między socjalistyczną UE, a zbierającym się bardzo powoli do kupy imperium rosyjskim. Jestem oczywiście zatwardziałym przeciwnikiem tego biurokratycznego, levackiego tworu, jakim jest UE, ale do Rosjan i całego ich kraju pałam niewysłowioną pogardą i nienawiścią, więc wszystko co ich osłabi uważam za sukces.

       Cel w końcu uświęca środki!

        A co do Rosjan, kwestia z nimi jest identyczna jak z Islamem:

        Jak już wspominałem, islam to nie religia, a system społeczno/polityczny, Koran to nie święta xięga, a instrukcja podboju świata, Mahomet to pedofil, a Allah to imię szatana, a nie Boga! 

         Z kolei Rosjanie nie są słowianami, a jedynie jakąś dziką, azjatycką mieszaniną! To nie nasi bracia, nie cywilizowani ludzie, a kpina historii, której przez pomyłkę udało się odnieść czasowy sukces w świecie.

          Jeśli miałbym wymienić trzy zarazy, które toczą ten nibynowoczesny świat, to byłby to właśnie islam, ruscy i levactwo.

           Z resztą sobie poradzę, bo od takich przyjaciół jak ruscy, to Boże strzeż!

1,114 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Obłęd 44 to oczywiście tytuł książki Piotra Zychowicza. Przeczytałem ją już w zeszłym miesiącu, ale jeszcze nie mogę się otrząsnąć z grozy, która z niej wyziera!

    Otóż obłędem nazwał autor postępowanie państwa podziemnego (od dowództwa, po szeregowych żołnierzy AK), które od września 1939 , aż do zakończenia wojny skupiło się wyłącznie na walce z niemcami, sovietów uznając za sojuszników i kompletnie ignorując fakt, że bolszewicy to też agresorzy równie straszni co Niemcy, a w dodatku bez porównania bardziej nieludzcy i barbarzyńscy – o czym Polacy przekonali się 20 lat wcześniej w czasie trwania wojny z Rosją!

    Więc już w 1939 rozpoczęły się masowe deportacje ludności kresowej, wobec których liczna wtedy jeszcze na tych terenach AK nie zrobiła absolutnie nic!!! Nikt nie strzelał do czerwonych, nikt nie rozkręcał szyn, którymi zesłano na sybir setki tysięcy kresowiaków, nikt nie likwidował zdrajców i organizatorów czystek! Na ziemiach okupowanych przez niemców partyzantka działała wyjątkowo aktywnie, najczęściej praktycznie bez sensu, ale często ze szkodą dla rozstrzeliwanych potem za to cywili, za to na wschodzie patrzono tylko, jak wywożą całą tamtejszą populację Polaków, spakowanych jak bydło, w bydlęcych wagonach, na pewną właściwie śmierć na stepach Kazachstanu i syberyjskich odludziach!!! 

    Nibyelita polska dała się najpierw rozbroić przez bolszewików, aresztować, a potem bez żadnego oporu rozstrzelać jak bydło w Katyniu!

    Całe oddziały AK ujawniały się wkraczającej ponownie za uciekającymi niemcami Armii Czerwonej i kończyły z kulą w głowie, niczym bydło! Wyjątkiem byli żołnierze z regionu wileńskiego, którzy sprzeciwili się rozkazom dowództwa, zawarli rozejm z niemcami i dobrze na tym wyszli!

    Kresowa AK patrzyła bezczynnie, jak bandy ukraińskich psychopatów dokonują masakr na Wołyniu i Podolu, zarzynając wszystko co miało w sobie krew polską, niczym bydło!

    Powstańcy warszawscy rozpoczęli przegrany w samej swej idei bój i dali się wyrżnąć jak bydło (razem z Bogu ducha winnymi mieszkańcami stolicy w liczbie coś koło ćwierć miliona)! Wyjątkiem byli tu znowu mieszkańcy Pragi, którzy rzucili to wszystko (całkiem słusznie) w cholerę, widząc że powstanie prowadzi tylko do niepotrzebnej i bezsensownej masakry.

    Ja naprawdę przestałem żałować tej niby inteligencji warszawskiej, która popełniła zbiorowego samobója, oraz mieszkańców kresów, którzy jak tylko przyszła do nich czerwona zaraza z kosą, to kornie pochylili głowy, by dać się wyrżnąć niczym bydło!

    Tak jak dzisiejsi levacy, kresowiacy żyli w świecie złudzeń i fantazji, nie przyjmując do wiadomości, że za progiem czai się zło wcielone, pod postacią bolszewickich Rosjan!

    Najpardziej przerażające jest to, że Polacy, którzy tak namiętnie walczyli z niemcami, ukrywali żydów i nie strzelali do ruskich (!) zostali ostatecznie uznani za antysemitów i faszystów (AK), a smród odpowiedzialności za zbrodnie II WŚ ciągle ciągnie się za nami!!! Jako jedyni przegraliśmy tamtą wojnę z kretesem i przegrywamy ją do dziś!

     Nigdy nie myślałem, że poczuję wstyd z bycia Polakiem, ale po przeczytaniu tej książki, pierwszy raz doznałem takiego uczucia…

 

 

 

 

 

 

1,085 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Wspomnę dziś o drodze, którą wybudowano w tym rocku jakieś 50 metrów od mojego bloku. Była planowana 30 lat, a gdy wszyscy przestali o tym pamietać, nagle znalazły się pieniądze i ją całkiem szybko sporządzono.

    Znaczy tylko połowę, bo na drugą planowaną część pieniędzy nie starczyło, więc droga ma niejakże na czas obecny pół sensu.

    Trasa owa miała być otwarta już z początkiem listopada, ale ostatecznie termin przesunięto na listopada koniec, co nie ma (przynajmniej dla mnie) większego znaczenia. Jest ona właściwie gotowa do ruchu, notorycznie oświetlona, ale czeka na oficjalne otwarcie – tu spodziewam się masy oficjeli, klechy z kropidłem, baloników i fajerwerków (trasa ma coś koło kilometra długości) i podobnych ciekawostek.

    Prowadzono na niej jeszcze przez dwa tygodnie jakieś pozorowane prace, w stylu malowania trawy na zielono, ale od dłuższego czasu nie trzeba robić i tego! 

    Więc nie dzieje się nic i inwestycja czeka na oficjalny start.

    To jest taki mój, mały, nieistotny, lokalny cyrk, ale wystarczy spojrzeć na te tak rozdmuchane na cały kraj medialne "skarby", by zdać sobie sprawę, że ludzie u władzy, dziennikarze i kolesie z zarządów państwowych – na ogół niewydolnych spółek, mają jakiś poważny problem sami ze sobą i z ogarnięciem rzeczywistości: że wspomnę nielatające drimlajnery, niejeżdżące pierdolino i całą masę innych, żałosnych inwestycji, otwieranych z megapompą, tudzież wychwalanych pod niebiosa, niczym program zdobywania kosmosu!

    

562 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

   Przerażeni odrodzeniem ruchów prawicowych i narodowych, przedstawiciele czerwonki wymyślili sobie swoją definicję patriotyzmu. Mocno żałosną i durną zarazem. Patriota to według nich ktoś, kto płaci podatki, chodzi na wybory, przestrzega przepisów, dba o środowisko (?!) i pomniejsze pierdoły nie związane de facto z patriotyzmem. Nie ma za to prawa w ich prostych umysłach zaistnieć coś tak zwyczajnego, jak nasza flaga i chęć poświęcenia nawet życia za dobro ojczyzny (bo według nich czasy są idealne i groźba wojen nieodwołalnie przeminęła!!!).

   Więc tak:

  Radośc z płacenia podatków jest oznaką kompletnego debilizmu i nieznajomości ekonomii! Ktoś, kto cieszy się, że państwo zabiera mu 2/3 zarobionych legalnie pieniędzy (legalna praca w dzisiejszych czasach nie jest nawet normą!) musi mieć albo spory niedorozwój umysłowy, albo żyje dobrze wypasiony przez swoich rodziców, bez pojecia o realnym swiecie – co jest cechą permanentną u lewicujacej mlodzieży.

   Wybory? Sama władza niedawno nakłoniła swoich zwolenników do nieuczestniczenia w referendum warszawskim (!!!). Skoro mamy wybierać tak jak im pasuje, to niech spierdalają na drzewo! Że ze smutkiem wspomnę też miliony zmielonych podpisów pod projektami ustaw obywatelskich. Więc jeśli ktoś mi zarzuci, że nie uczestniczę w wyborach, to niech się liczy z całkiem prawdopodobnym obiciem ryja, ewentualnie kopniakiem w jaja, lub tyłek! W ramach równouprawnienia mogę też wbić trampka w postępową cipę!

   Przepisy? W tej chwili przypominamy kraj trzeciego świata, gdzie skomplikowane i absurdalne często prawo służy nielicznym, a gnębi uczciwą i spokojną wiekszość, więc nie ma co nawet ciągnąć tego tematu – tu jest wszystko jasne. Jednakże z radością obserwuję coraz liczniejsze przypadki skuteczności tego prawa wobec nawet tych wysoko postawionych, więc może ta dziedzina z czasem stanie się normalna? 

    Środowisko? A co to ma do cholery wspólnego z patriotyzmem?! Wystarczy nie robić chlewa dookoła i będzie OK! Ale jest to cecha nazywana powszechnie przyzwoitością i kompletnie nie związana z miłością do ojczyzny!

    Patriotyzm można zacząć od tak prostej sprawy, jak dumne wywieszenie przed swoim domem biało czerwonej flagi. Jeśli stałoby się to powszechne, to przez sam codzienny ich widok, serce zaczęłoby się ruszać w rytmie hymnu! Widok taki jest NORMĄ  w arcypostępowej Szwecji – o czym już wcześniej wspominałem, więc czemu nie u nas?

   Patriotyzm trzeba zacząć od przestania włażenia w dupsko wszystkim dookoła, wyleczenia się z polskich komplexów i poczucia dumy z bycia Polakiem – bo jest sporo motywów, z których naprawdę możemy być dumni!

   No i trzeba w końcu coś zrobić z naszą żenującą reprezentacją w piłce kopanej – bo sukcesy w tym sporcie numer jeden na świecie, znacznie poprawiłyby nasze morale!

 

611 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.196.26.1