Ano mamy 4 czerwca i w atmosferze wzajemnej nienawiści  (tych 30 % wciąż głosujących na dwie główne partie debili) "świętuje" się…

      No właśnie co?!

      Oficjalnie już brzmi to absurdalnie: półwolne wybory, czy cuś w tym guście.

       Znaczy dokładniej z tym absurdem:

  1. Ani to obalenie komunizmu – bo formalnie tak posrany system nie ma prawa zaistnieć w rzeczywistości!
  2. Po drugie (nazwijmy go totalitarnym) ten utopijny ustrój się tylko przeobraził – o czym poniżej.
  3. Obecnie uprawiana "demokracja" jest od owego - śmiesznego początku, tylko pozorem prawdziwej demokracji (o czym jeszcze niżej). 
  4. Więc czym ją zastąpić?!

       Dla przypomnienia: ówcześni kacykowie gnijącego – oficjalnie tak zwanego – komunizmu, mieli do wyboru trzy ścieżki. Obecnie możemy je nawet zdefiniować – wtedy to była jedna wielka niewiadoma. Tak więc komunizm padał z impetem na ryj EKONOMICZNIE i praktycznie nic nie trzeba było z tym robić. Koniec tej paranoi był nieuchronny, a żadne skoki przez płoty, strajki, bunty, itp, nie miały znaczenia!

       Kwestią było tylko: w którym kierunku to rypnie.

       Dzisiaj mamy doskonałą skalę porównawczą:

  1.         Korea Północna – trzymamy się komunizmu za wszelką cenę, z państwa robimy jeden wielki obóz koncentracyjny – a i tak giniemy na końcu z głodu.

                   Oczywiście w bloku wschodnim, a nawet w ZSRR taki scenariusz nie mógł mieć miejsca ze względu na cokolwiek europejską mentalność: skończyłoby się rzeką krwi (i tak jej troche popłynęło przy rozpadzie owego)…  

       2.         Chiny (znowu Azja daleka): oficjalnie komunizm (partia trzyma wszystko za ryj) – praktycznie kapitalizm (jedna z największych potęg gospodarczych obecnie). Plusem jest to, że układy zamknięte i korupcja są zaciekle zwalczane (do dziś rozstrzeliwuje się przekupnych urzędników na stadionach, ku uciesze televidzów!!!).

                   Chore, ale chociaż uczciwe.

       3.         No i ta trzecia opcja, którą niestety zaliczyliśmy, a którą się tak medialnie/namiętnie dziś świętuje: 

                   resort zmienia barwy na kapitalistyczny kamuflaż, bierze co się da, a milionom sierot po tym porąbanym systemie wbija się uparcie do głów, że oto NAGLE muszą sobie radzić sami (boć to przeca kapitalizm!), a jak już się stoczą, to sami sobie winni i wypierdalać na bruk i nie psuć estetyki tym ze świecznika!

                  Za to mamy "demokrację" i pieluchomajtki to za mało, by powstrzymać radość nad tym faktem!

                  A czym się ona objawia?

                 Co parę lat wybiera się ponad pół tysiąca nic nie znaczących pajaców i jakiegoś marionetkowego prezydenta, a i tak – jak to obecnie jest najdobitniej widoczne – WSZYSTKIM kręci jakiś koleś z tylnej kanapy (obecnie ma na imię Jarek, porzednio zwał się jakże egzotycznie: Donald).

                 Nie muszę już chyba, po raz kolejny, powtarzać, że owa "demokracja" natychmiast po wyborach znowu się kończy, a miliony odepchniętych od koryta "obywateli" ma stulić ryj i godzić się pokornie ze swym losem parobka.

                Taka to wolność!

                A jak to zmienić?

                Jest parę pomysłów i wkrótce je zaprezentuję.

            

 

    

    

67 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 100.24.209.47
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code