Wróciłem właśnie z komunii (pierwszej) mojej chrześniaczki. Nie, tam się nie czepiam, wsio OK, ale przy okazji przypomniało mi się sporo wydarzeń spod znaku wesel i ślubów – czyli jakichś pokrewnych polomelanżów.

          I tu największym stresem było dla mnie wbicie się znowu w gajer (a zwłaszcza w spodnie w kancik!), no ale znalazłem złoty środek. Więc od dłuższego już czasu nie używam nonsensownego urządzenia duszącego, pod znakiem: krawat.

          Po drugie: mam luźny gajer, w którym się dobrze czuję i wyglądam, w dodatku w niekoniecznie modnym kolorze (szary) i kroju (luźny).

          I to mnie odróżnia od tych sezonowych gajerowców, którzy chociażby kupili najdroższy garnitur, czy go tam sobie uszyli… to wciąż wyglądają jak dresy w gumofilcach. Otóż ja się wtym gajerze może i czuję nieswojo, ale swobodnie. A te weselne postdresy? Oni wciąż są w dresie. I to wychodzi w akcji. Wychodzi śmiesznie.

         Bo elegancję, jak to już od dawna powtarzano, ma się w sobie i chociażby się chodziło w worku na śmiecie, to i tak ona wybije na zewnątrz. A jak jesteś workiem śmieci, to w co byś się nie odział, to ta śmieciarnia i tak z ciebie wyjdzie. 

         To tak nieskromnie (ale prawdziwie!) na dziś…

198 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 23.20.165.182
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code