Jako się rzekło, o tej dość dziwacznej dzielnicy Los Angeles dziś popiszę. A o Oscarach będzie najmniej!

       Ponieważ to nagrody wyłącznie dotyczące owego Hollywood – czyli amerykańskie pławienie się w samorodnym (żydowskim w większości – bo to ich wynalazek) sosie, do którego wpuszczani są nieliczni obcy, na zasadzie urozmaicenia i nieistotnej ciekawostki, pod nazwą: statuetka dla nieanglojęzycznego filmu.

       Ale jara się cały świat i kasę im nabija wprost nieziemską.

       Owe Hollywood to największa i najbardziej opłacalna firma produkująca…

       No właśnie – tu zaczyna się problem.

       Zdecydowana większość filmów wytwarzanych w owej dzielnicy Los Angeles to zwyczajne gnioty. Od długiego już czasu. Ze szczególnym uwzględnieniem lat 70 , 80 i 90 , gdzie to żaden film nie mógł się obyć bez broni palnej, pościgów – tandetnymi na ogół, bo amerykańskimi – samochodami, tudzież scen erotycznych bez widocznego finału i części ciała uznanych za nieobyczajne…

       I właśnie na owym Hollywoodzkim erotyźmie się skupię, bo to najwyraźniej pokazuje absurdalność tego przeładowanego szmalem kiczu, exportowanego na świat cały.

       Podobnie jak w drugim centrum filmów badziewnych, umieszczonym w Indiach, zwanym dalej Bollywood , sceny erotyczne nie mogą wystąpić na ekranie: tam z powodów kulturalnych, w USA z powodu na ograniczenia wiekowe ustalone niegdyś tak zwanym Kodexem Haysa.  

        Ale że ludzie erotyki pragną, więc obie te fabryki szajsu robią co mogą, by ją  ukazać… i za każdym razem jest to żałosne!

        W Hollywoodzkim wydaniu zaczynają się owe sceny tradycyjnie od "namiętnych" pocałunków przypominających glonojada pełzającego po szkle akwarium, z odgłosami udrażnianego gumowym przepychaczem kibla. Niejednokrotnie taka "namiętna" para głównych bohaterów, toczy jescze ze sobą jakieś dziwne zapasy, po czym… zastaje ich znienacka ranek, kompletnie ubranych i zakrytych jak dziadzio kazał, kołderką po same szyje!

         Jak w Ameryce tak wygląda namiętność, to wielkie dzięki!

         Czym to się różni od tego Bollywoodzkiego teatrzyku dla upośledzonych? 

         Ano kasą, scenografią i kolorem skóry aktorów.

         A wystarczy podążyć tropem kina europejskiego, gdzie nie ma żadnych ograniczeń.

         Tu takie filmy, jak chociażby pierwsze lepsze z brzegu "Życie Adeli" są normą! Tam gdzie te superprodukcje from USA nawet by się nie mogły skończyć, u nas (Europejczyków) dopiero zaczyna się akcja.

         I to wszystko bez wszechobecnych pościgów samochodowych i równie bezsensownych strzelanin.

856 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.238.7.202
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code