Od razu zaznaczę, że nie chodzi o te nowoczesne, asertywne pojęcie "dobra", gdzie trzeba być dobrym, najlepszym, po trupach, ku materialnemu i społecznemu celowi, gdzie głównym (i zazwyczaj jedynym) dążeniem jest kasa i ukłony podwładnych (tudzież błysk fleszy rzucanych w obojętny tłum).

To nie dobro.

Chodzi o dobro takie zwykłe, ponadludzkie i podniebiańskie, takie wyczuwalne, empatyczne współgranie z resztą (nie tylko ludzi, ale także flory i fauny).

Chodzi o te dobro liczone na górze i za które na końcu KAŻDY z nas dostanie wystawiony rachunek.

Nie tak prosto być dobrym.

Wiele zależy od punktu startu. No od charakteru także. A gdy punkt startu wyznacza wysoka poprzeczka, jak kasa po przodkach, potężne gabaryty (u mężczyzn, bo mamy czasy wbrew pozorom dominacji bezmyślnej siły nad intelektem – czyli tego ostatniego upadek), to można nawet nie zauważyć, gdzie te dobro leży!

A leży ostatnimi czasy potężnie…

Będę mówił z poziomu mężczyzn, bo sam nim jestem. Więc gdy Bozia niejaka/lub natura dla niewierzących, obdarowała cię dobrym wejściem w życie wymienionym wyżej, to w zasadzie można o "dobrze" zapomnieć. Bo po co to wtedy?! Liczy się dobro doczesne, chwilowe, odczuwalne na miejscu i zaraz. Dam w ryja komuś, kto mi nie odpowiada, wypierdzielę na pobocze życia innych, którzy stanęli mi na drodzę, zrobię w konia tych, którzy byli zbyt naiwni (to odmiana dobra). JA mam być szczęśliwy, a reszta niech spierdala na drzewo! Najlepiej z obitym ryjem (tu konsekwentnie podaje przykład nadużywania siły przez nagrzanych kafarów, których to ona jest jedynym życiowym argumentem. Od razu zaznaczam – nikt z nich mnie nie klepał, ale za dużo takich  "mocarzy" obserwuję, by o nich nie wspomnieć).

No tu też muszę zaznaczyć, że sam bym był niedobry… Ba! Jestem zły z natury, bo wredny i cząstki swe nieliczne, mocne, wykorzystuję jak się da! Tyle że nie mam ich zbyt wiele. Ustawiony zostałem niejako na wejściu na końcu peletonu, co z czasem okazało się błogosławieństwiem.

Ponieważ patrzenie z tyłu na rozpychający się tłum ma NAPRAWDĘ wiele uroku!

Tudzież dla człowieka myślącego i czującego (na takie rzeczy można sobie pozwolić tylko na początku, lub końcu tej ludzkiej stawki) stanowi dość traumatyczną obserwację.

Albowiem zazwyczaj widać tylko zwierzęta.

I tak skazane na zgon.

Z czasem, tak stojąc z tyłu, zaczynasz się odruchowo wręcz zastanawiać: po co te bydło tak się bodzie, rozpycha, gryzie, ryczy na siebie?

Jak i tak zmierzają do jatki…

Po czym stawiasz sobie pytanie: KTO mnie oszczędził i usadowił na tylnym siedzeniu, bym mógł na to patrzeć spokojnie i mógł zacząć współczuć tym pogryzionym i pobodzionym.

Tudzież całemu stadu odtrąconych, pędzących z tyłu za stadem głównym…

Dobro chyba polega więc na świadomości swej obecności i mocy siły – a raczej na tej mocy ułudzie.

A jak się tą moc doczesną, ułudną odrzuci, wtedy nabiera się mocy prawdziwej i nieskończonej…

 

 

 

53 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.224.91.246
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code