Oczywiście granicą ostateczną jest totalna głuchota – wrodzona, lub wspomagana przez różnego rodzaju zatyczki, czy słuchawki.

W sumie nawiązuję do tematu z sylvestra (tym o posranych od huku petard psiakach), ale tym razem skierowuję go w całości do tematu ludzi.

Dobrze ustawionych ludzi, z korzeniami w przaśno/bagienno/leśno/polnej staropolsce.

Tych, którzy z przeróżnych przyczyn postanowili się wyprowadzić poza miasto, które ich wypaslo.

Czyli do swoich leśno/polnych korzeni (tudzież bagiennych).

Co ostatnimi laty stało się wręcz modą!

Są tacy, którzy wypieprzyli totalnie poza miasto, w rejony tak niedostępne i mi nieznane, że równie dobrze mogliby wylądować na Kamczatce, lub w puszczy amazońskiej. Niektórzy z nich pod wpływem tego odosobnienia radykalnie zamiszowali… Inni – i tu muszę coś wyjaśnić:

Moje dość paskudne – przez obecność wieżowców – osiedle, zostało zasiedlone w latach 80ych przez mieszkańców PGRów i wykolejonych kolejarzy, którymi ongiś to miasto stało.

Nawiasem mówiąc, czas w którym owe wieżowce zacznie się wyburzać – jak to uczyniono na zachodzie, uznam za moment powrotu do cywilizacji zachodniej. Europejskiej.

Na razie jeszcze się tymi klitkami handluje.

No więc w niedalekim ode mnie wieżowcu mieszkała totalna patola, przesiedlona z zawiślańskiego PeGieeRu, której to drugie pokolenie postanowiło wrócić do korzeni (po zmarłej babci) i takoż uczyniło ku uciesze sąsiadów. Słuszny wybór i kierunek, ale rozwalił mnie oficjalnie głoszony motyw tego powrotu do folwarku:

Bo tam już się nie dało mieszkać z powodu imprez, burd, itp…

Tylko że oni byli tego przyczyną!!!

Ale bydło wróciło do swojego chlewika i spoxik.

Są jednak jeszcze inni. Pracownicy korporacji, przedsiębiorcy, ludzie na stanowiskach, itp, itd.

Oni po cyrku spędzanym w swoich karuzelach zawodowych potrzebują odosobnienia i ciszy, więc naturalnie budują się poza miastem, które ich żywi i pasie (bo mają na to szmal). Nie mają przywiązania do miejsca, w którym spędzają noce – po prostu traktują to jak pokój ciszy, który im się należy po robocie. Takich skupisk jest wiele dookoła zwłaszcza aglomeracji. Dramat się zaczyna wtedy, jak coś zaczyna hałasować w tle, albo ewentualnie jebać obornikiem. Ja wtedy drę z tego niezłego łacha!

No ale jest jeszcze jedna grupa, która totalnie tnie w chuja i której szczerze nienawidzę: to pacjenci, którzy wypierdzielili w totalne zadupie, bo – taka ich wersja – mieli dość szczurzenia w korpo, sprzedali dobytek i na owym zadupiu, w wyremontowanym za niebotyczne pieniądze (zarobione w owym korpo) domostwie zajęli się chowem owiec, kóz, wyrabianiem serków, tudzież innymi pierdołami z kategorii ekologicznej.

Nie dość, że tchórze, to jeszcze oszuści!

Nie mieli jaj, by przeciwstawić się temu korposystemowi (szmaaal), to jeszcze na siłę wlepiają się w okoliczną, prowincjonalną i obcą (biedną na ogół) ludność, którą dotychczas zawzięcie zwalczali, by udawać wyzwolonych i wolnych.

A to tylko złudzenie i mydlenie oczu.

Na miejscu miejscowych, bym takich linczował.

Najśmieszniejsze jest to, że w mieście da się całkiem spokojnie mieszkać – kwestia okolicy.

Nie trzeba nigdzie spierdalać!

Ta ucieczka poza miasto to raczej oznaka jakichś komplexów…

 

59 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 2
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 34.229.151.87
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code