Najsłynniejsze, najbardziej dochodowe i najdroższe filmy powstają w Los Angeles. To wie każdy, bo każdy toto ogląda z wypiekami na twarzy. Oni tam, w tym Hoollyłudzie nawet nabijają się z drugiego, równie dochodowego i kreatywnego Bollywooda, że to niby popelina, sztampa, te produkcje prymitywne i takie tam podobne…

          Tyle, że sami nie są lepsi, a jedyną różnicą są pieniądze wpakowane w efekty specjalne, reklama na cały świat i związana z tym sława i zyski!

           A siara w zasadzie ta sama, jeśli tak na to spojrzeć obiektywnie, dokładnie i bez spiny (takiej, że: "Ojeju, nowy hit wypuścili! Trza zobaczyć, bo wszyscy widzieli!").

           No więc zacznę od erotyzmu na ekranie: I tu i tam zaczyna się on i kończy… na pocałunku. Buzi buzi, a jedyną przewagą Hollywooodu na tym poletku jest to, że tam pokazują miętolone cyce, a sam całusek jest wyposażony w takie efekty dźwiękowe, jakby ślimak wpierdalał akwarium wraz z zawartością. 

           Dalej – akcja. Ostatnimi czasy, sceny pojedynków (ze szczególnym uwzględnieniem SF) przekraczają już granicę absurdu, bo granice zdrowego rozsądku zostały przekroczone już dawno. Niekończąca się moc, niekończąca się odporność, niekończąca się broń, szybkość, wszystko się niekończące! I tak zawinięte w milionowy budżet efektów specjalnych, jak typowy, texański hamburger. I równie niestrawne i tuczące bez sensu.

           Czyli taka sama kicha, jak w hinduskich produkcjach kryminalnych.

           Ale jedno co odróżnia owe indyjskie badziewie od północnoamerykańskiego, to właśnie SF.

           A na czym najchętniej ciągną produkcje Hollywoodu? Ano na podróżach w czasie. Nie powiem: "Powrót do przyszłości" , "Efekt motyla" , czy ostatnio obejrzany "Projekt Almanach", to… no jakby to powiedzieć fajne filmy.

           Tyle że bez sensu.

           Albowiem nie można poruszać się w czymś, co nie istnieje: czyli w czasie.

           Czas nie istnieje, a owy mit podtrzymuje właśnie owo Hollywood, bo na tym trzepie kasę (potężną). Nie ma przyszłości i przeszłości. Jest tylko zmieniające się tu i teraz i nie ma mocy, by to tu przyśpieszyć, lub zwolnić! A tym bardziej ruszyć w dowolnym kierunku i co gorsza: wrócić! Zresztą możemy się przekonać o tym naocznie, bo każde naruszenie tej fantasmagorycznej czasoprzestrzeni (nawet na poziomie atomowym – efekt lawiny) spowodowałoby totalny i nieodwracalny chaos…

           Którego nie widać – więc stąd logiczny wniosek, że nikt się za to w przyszłości nie zabrał.

           No ale na filmach (co poniektórych) wygląda to naprawdę fajnie!

47 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
021620
Dzisiaj : 1
Wczoraj : 4
W tym miesiącu : 126
Obecnie online : 1
Twoje IP: 54.162.218.214
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code