Dzisiaj jest pierwsza niedziela pod znakiem zakazu handlu. Znaczy ogólnie skupiono się, nie wiadomo czemu, na wielkich, zazwyczaj zagranicznych, tak zwanych marketach (za mojej młodości w PRLu, zwano je jakże swojsko i pięknie: samami i rzadziej supersamami – komu to przeszkadzało?!). Obecni zarządcy RP (jakkolwiek jej nie numerują) z pewnością mieli w tej ustawie jakiś interes ekonomiczny, albowiem wręcz wali po oczach skupienie tylko i wyłącznie właśnie na wspomnianych, zagranicznych megasklepach.

          Jakby to była najbardziej poszkodowana grupa pracowników!

          Znaczy tu po raz kolejny wychodzi prymitywizm i tępota kolejnej już ekipy rządzącej, która jak to jej poprzednicy wali na oślep, skrótem, tam gdzie cokolwiek zauważy i co potem skutkuje spięciem pomiędzy nielicznymi neuronami – znaczy pomysłem.

          A pootwierane w niedzielę supermarkety(samy) no zwracały na siebię uwagę dość wybitnie!

         Więc ci – cokolwiek hipokryci – postanowili w nie przypieprzyć z całą furią i docelowym zakazem handlu w każdą niedzielę już za dwa lata!

        Jednakowoż z tak monstrualnie rozwiniętą listą wyjątków, że cała ta akcja już na wstępie traci jakikolwiek sens!

        Oprócz tradycyjnego hałasu medialnego.

        No tu z własnych doświadczeń muszę wrzucić też pierwszą, nielepszą (a o wiele liczniejszą grupę!) ludków pracujących w tak zwanym systemie 4-brygadowym.

        Chociażby.

        Sam miałem, krótko, ale jednak, okazję funkcjonować w takim systemie i nie wspominam tego miło! Kalendarz miałem rozpieprzony jak fizjologię po zmianie czasu, weekend normalny bywał tylko raz w miesiącu, a na ogół zaczynał się we wtorki, czy inne, dziwne dni (o ile nie wymagano nadgodzin, co w tym kraju jest normą, o dziwo uwielbianą także przez pracowników! Bo to więcej kasy panie…).

         Czyli ogólnie niesympatyczny chaos.

         No ale tego nie widać, ponieważ ta spora grupa pracowników funkcjonuje gdzieś na obrzeżach, w zamkniętych, blaszanych montowniach, gdzie się nie rzucają w oczy.

         I to jest według tych świętojebliwych hipokrytów w porządku!

         Podejrzewam, a nawet jestem pewien, że nie zdają sobie sprawy z tego procederu, bo z normalną (?!) pracą owa polityczna kasta ma niewiele wspólnego i widzi tylko to, co chce widzieć i co im podszeptują kręcący się po sejmie wysłannicy przeróżnych grup/korporacji/stowarzyszeń. Mają oni jakąś angielskojęzyczną nazwę i nawet była w swoim czasie afera z nimi związana, ale wyleciało mi to z głowy)*.

         A te zamknięte markety (samy)? No nie wiem, jak można z tego robic dramat? Ucierpieć moga jedynie zakupoholicy i pracoholicy, a jedno i drugie mnie, jak i większości społeczeństwa nie dotyczy…

 

 

 

 

* Teraz sobie przypomniałem: to lobbyści.

 

58 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 23.20.165.182
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code