Jako że bywam często na przeróżnych koncertach, muszę krótko się wypowiedzieć o szczegółach technicznych muzyki na żywo, ze szczególnym uwzględnieniem perkusji.

         Na przykładzie oczywiście typowej kapeli rockowej: gitarzysta, basista, wokalista i ten nieszczęsny perkusista.

          Próba przedwystępowa takiej kapeli wygląda mniej więcej tak:

  • gitarzysta ponaciąga struny, walnie solówkę i… gotowy!
  • basista na ogół sprawdza tylko, czy ma struny na swoim miejscu i czy wydają odpowiednie dźwięki
  • wokalista podrze się chwilę do mikrofonu, co brzmi zazwyczaj tak: "Za głośno! Za cicho! OK!"

          To wszystko razem wzięte trwa nie więcej niż kwadrans i zespół (lub ekipa techniczna) może spokojnie iść na piwo…

           Oprócz perkusisty.

           Typowe strojenie perkusji, to półgodzinne, rytmiczne napieprzanie w centralę, co z daleka oznajmia przybywającym, że co najmniej za półtorej godziny będzie koncert, a dźwiękowców przyprawia o rozwolnienie! Kolejna godzina, to nagłaśnianie stu innych pierdół, na które składa się perkusja (reszta zespołu spożywa w tym czasie trzecie piwo, lub zdąży odbyć stosunek z jakąś gruppies). 

           Po odbytym koncercie basista i gitarzysta bierze swoje wiosło i może iść gdziekolwiek, wokalista w ogóle ma wyebane, a perkusista…

           Jego sprzęt zajmuje hektar sześcienny, waży trzydzieści ton, a składanie go do odpowiedniego (dużego) transportera trwa eony!

            Zespół w tym czasie zdążył wytrzeźwieć i wyleczyć się z chorób wenerycznych.

            To powtarza się za każdym razem, co powoduje, że perkusiści to najbardziej rotacyjna grupa muzyków – każdy ma dość ich gramolenia!

            Pozostaje jeszcze kwestia ćwiczeń w domu. Gitarzyści i basiści mogą wypierdzielać piekielne solówki, ze słuchawkami na uszach, nie będąc kompletnie słyszalnymi już z odległości pięciu metrów, wokalista może iść podrzeć ryja do lasu, żwirowni, obory, czy w inne ustronne miejsce, płosząc ewentualnie niewinne zwierzęta, lub powodując spadek mleczności krów.

             A perkusista? Ten ze swoją instalacją nigdzie się nie ruszy i niczym tego nie wyciszy, co powoduje, że sąsiad perkusista, to najgorsza rzecz, która może spotkać człowieka osiadłego! Przy czym w tym wypadku sąsiedztwo mierzy się w kilometrach i odpowiednio – decybelach. A jak się trafi na znerwicowanego sąsiada, to można zostać nawet zasztyletowanym, jak niejaki Jakob Keusen, były perkusista Die Toten Hosen.

         Ale ogólnie perkusiści to w porządku ludzie, tylko grają na niewłaściwym sprzęcie ;)

             

646 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.224.91.246
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code