Czyli jeszcze o świętach.

W tym rocku jednak zaobserwowałem coś, co jeszcze w zeszłym aż tak nie raziło. Mianowicie zamerykanienie. I nie chodzi tu o zwyczajowy szał zakupowy (szaleństwo praktycznie). W Polsce to nie jest jeszcze takie płytkie, skomercjalizowane zapełnianie sobie pustego życia, a bardziej podświadoma (nieuświadomiona) pozostałość po PeeReLowskich czasach kryzysu, gdzie lodówę wypełniało się, czym tylko wpadło w ręce – to była kwestia przeżycia. Teraz nic nie wpada – wystarczy odstać swoje (ewentualnie zapłacić drożej, ale bez kolejki) i KAŻDA lodówa robi się nagle za mała. Dotyczy to zresztą każdego, dłuższego weekendu, a dla pobocznego obserwatora jest co najmniej szokujace i Boże Narodzenie zbytnio się nie różni od innych świąt, czy to cywilnych, czy religijnych.

Oczywiście w kolejkach przeważają osoby starsze – właśnie z owego PRL. Taka ich skromna tradycja.

Tu muszę wtrącić kolejną obserwację, która taką mentalność podkreśla w całości i bezdyskusyjnie. Otóż co piątek, praktycznie pod moimi oknami, staje sobie jakimś tam niemieckim kombiakiem rolnik sprzedający swojskie (kto wie?) mleko, jajca, tudzież kartofle. Ziemniaki można kupić u niego bez problemu (tanie i dobre – ostatnio brałem :), na jajca i mleko są zapisy. Towarzystwo oczywiście jest zawsze to samo – grupka najwyżej 10 dziadków i babć, którzy potrafią czekać na ten samochód nawet ponad godzinę, niezależnie od pogody! Taka skromna, zintegrowana grupa, która w normalnych warunkach spotykałałaby się pod znakiem jakiegoś hobby (w PRL hobby było jedno – chlanie podłej, ciepłej wódy), tudzież w jakimś pubie, cukierni, itp. Tyle że to jest poza zakresem polskiego, zwykłego emeryta… więc sobie tak tuptają pod kioskiem RUCHU (a jakże – jest tu taki!) czekając na swojskie (podobno) mleko i jajca z niezestresowanych podobno kur…

Ale nie o tym. Jak zwykle o muzyce, a konkretnie o kolędach, których my Polacy mamy multum, w różnym zakresie, a i da się z nich ukręcić coś całkiem odlotowego, jak na przykład zrobił to staropolski punk, pod jakże zacną nazwą "Parawino".

Tyle że media tego już ostatnio absolutnie nie chwytają i w radiotelevizorniach leci anglojęzyczny chłam spod znaku: "Mery Christmas" (rozumiem: ta Mery to hołd złożony Maryi, czy cuś)? O reklamach nie ma co wspominać, bo tam już polskości nie uświadczysz. Wiadomo, agencje reklamowe są przepełnione zaćpaną młodzieżą, posługującą się co najmniej slangiem polsko/angielskim. Dla nich normalne jest anglo/amerykańskie, a czymś dziwnym i wszetecznym są wszelkie zdania złożone w czystym języku polskim. Poza tym w hAmeryce Boże Narodzenie to przemysł już właściwie i tematów pobocznych spod znaku muzyki wyprodukowano tam kilometry i tony i cały czas się coś tam uskutecznia w tej kwestii.

Co nie ma nic wspólnego z Bożym Narodzeniem, a bardziej z handlem i komercją.

Gorzej, że to chwytają dzieci i zaczynają napier…dalać powszechnie tenże chłam, co miałem okazję doświadczyć podczas osiedlowej choinki, coś tak w Mikołajki. Z trójki bahorów, dwoje zapuściło jakieś dżingo bells i inne kupy, a jedno pokaleczyło kolędę w sposób nieprawdopodobny! Nie wiem, czy to wpływ programów spod znaku Idola, powszechnej emigracji zarobkowej w kierunku krajów germańskich i anglosaskich (chociaż "Cicha Noc" jest czymś uniwersalnym), czy zupełnym poddaniu się rodziców tej zachodniej, komercyjnej fali? Może wszystko naraz?

Jedno jest pewne, mamy dobry zestaw kolęd, ale ich nie wykorzystujemy.

A co do Bożego Narodzenia (świąt znaczy), maniakalnie będę powtarzał, że wolę Wielkanoc, bo przynajmniej czas (wiosna) i miejsce pokrywają się z realnymi wydarzeniami, a i nie jest to takie zobowiązujące, a z tego zimowego cyrku, to albo komercha, albo pogaństwo co i rusz wystawia nogi (chociażby z pierwszej ręki: czerwony krasnal od coli i puste miejsce przy stole, które nie jest dla jakiegoś tam przybłędy, a symbolicznie dla tych co odeszli!).

Czyli cyrk robi się już totalny i powoli zmierzamy ku zanikowi jakichś podstaw religijnych (jeżeli w ogóle kiedykolwiek takie były), które zastąpi prawo popytu i sprzedaży, jak to już od lat mają w USA.

A Wielkanoc cokolwiek się broni.

 

 

PS    Życie właśnie dopisało ciekawy epilog do wczorajszego wariactwa zakupowego. No więc nie dość, że po wielu latach Wigilia wypada w niedzielę, to ta niedziela zrobiła się… handlowa! Ludzie tradycyjnie nie załapali tematu i po wczorajszych tłumach, tudzież tasiemcowych kolejkach (chociażby po chleb)… dzis nie ma śladu! Nawet fryzjer działa od samego rana i ma klientów! 

140 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.224.91.246
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code