Może pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza, ale z drugiej strony mrozem i monsunami nas nie traktuje, a że tam, gdzieś czasem (zwłaszcza na południu), pierdolnie jakąś nawałnicą, czy innym tornadem, to nie powód do płaczu dla nas – z północy, gdzie piździ regularnie i nigdy nie jest duszno. A i wichury nie są niczym dziwnym – a wręcz naturalnym.

       Ale nie o tym.

       Wczoraj, w moim smutnym jak pizda, cokolwiek nie najmniejszym, nadwiślańskim mieście, gdzieś koło północy, postanowiliśmy, w te cokolwiek wakacyjne lato, odwiedzić jakiś lokal (lub więcej).

      I tu spotkała nas niemiła niespodzianka. Ulubiony (Old) Pub, był już zakluczany z powodu pustości. Inne lokale były albo zamknięte, albo w trakcie zamykania (na wieczne amen). Wygląda na to, że życie towarzyskie obumarło tu kompletnie, co udowodniła ta sobotnia, letnia noc, w którą w normalnych krajach, w turystycznych i przejazdowych zwłaszcza miejscach, życie integracyjno wieczorowe, a zwłaszcza weekendowo-nocne, nie ustaje do poranka.

      Bo człowiek rodzi się po to, by się bawić – cała reszta, jest wbrew pozorom, baaardzo, baaardzo z tyłu w skali ludzkich potrzeb i sensu istnienia.

      Tyle że nie w Polsce. Tutaj normą jest spędzanie wolnego czasu przed TV, PS, lub na tradycyjnym chlaniu, czy ćpaniu w jakiejś pakamerze, lub na działce. Co zazwyczaj kończy się koło właśnie północy, z powodu postępującej niemocy spożywających. 

       Więc normą jest przestrzeganie tak zwanej ciszy nocnej, czego pilnowaniem zajmują się zwłaszcza stare dziady i baby (tak, te rodem z PeeReLa!), które skutecznie potrafią zakończyć KAŻDĄ, dobrze rozwijającą się imprezę, koncert, czy cokolwiek sprawiającego, że świat na chwilę przestaje być szary i smutny – jak ich żałosny żywot.

      Rozumieją to w normalnych krajach i co poniektórych polskich, większych miastach, gdzie powstają strefy zabawowe, odporne na skargi miejscowych dziadów. Tam, decydując się na zamieszkanie, musisz się liczyć z tym, że noce (zwłaszcza weekendowe) będą głośne i raczej bezsenne. Takie ryzyko mieszkania w rozrywkowym centrum miasta. I żaden stary czub niczego z tym nie zrobi, bo tak MA BYĆ! Bo tak ma normalny człowiek, że musi się raz na tydzień rozerwać.

      A w takich prowincjonalnych dziurach, jak moja? Tutaj nie wygląda, by ktokolwiek chciał ruszyć dupsko z domu. Ba! Tutaj można odnieść wrażenie, jakby nikogo już nie było, lub ludność zapadła w sen wieczny, a spokoju owego snu pilnowały jakieś postkomunistyczne zombie. I wątpię, by wczorajszej nocy wszyscy stąd byli obecni w krajach zachodnich, ciułając szmal na smutną wegetację, czy w niedalekim Gdańsku obserwowali koncert otwierający Jarmark Świętego Dominika. Po prostu miasta i wioski naszej Polski, są pełne odosobnionych, egoistycznych i wrednych jednostek, dla których życie nie wykracza poza podstawowe czynności fizjologiczne + ciułanie szmalu na ich zaspokojenie.

503 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.226.227.175
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code