Tak w te święta, w których czas wszyscy zjeżdżają w kąt rodzinny, trochę mnie naszło spostrzeżenie związane z ową mobilnością i demografią.

A więc normą obecnie jest, że dziecko, dwójka – trójka to już przesada i łapie się lekko pod patologię (matka już wtedy za choooja nie może pracować, ale te słynne 500+ coś poprawia w tej kwestii), no więc ta skromna jak na dawniejsze czasy czereda traktuje swój dom rodzinny jak pas startowy… i po osiągnięciu dojrzałości i odpowiednim wybiciu z progu frunie sobie w siną dal.

Czyli to co robili ich rodzice – kredyty, zapieprz ponad normę i ponadnormatywna spina – traci sens po osiągnięciu przez ich potomków wieku dojrzałego. Ten tak ciężko spłacany dom staje się pusty, a dzieciarnia zaczyna robić dokładnie to samo i… bez sensu! A rodzice powoli starzeją się w pustej (wciąż spłacanej) chacie i po osiągnięciu stanu demencji na ogół kończą w jakichś hospicjach. Taki niekończący się taniec ze śmiercią (i ratami kredytu do grobowej deski).

Na razie, na powrót ze świąt dostają słoiki od starych i ze swej na ten przykład podlaskiej ojcowizny wracają do swego warszawskiego korpo, by robić dokładnie to samo, tylko w innej scenografii.

Jakby postęp wymagał wyrwania korzeni?

Więc przynajmniej do II WŚ tak nie było. Przede wszystkim posiadanie poniżej trójki dzieci było traktowane jak patologia, a jedynaków wręcz wytykało się palcami! Z tej gromady dzieciarni (przynajmniej czwórka) jedno musiało przejąć schedę – reszta mogła fruwać. Dziecic przejmował dworek, rolnik ziemię, rzemieślnik warsztat, itp. Ojcowizna była świętością, a ziemia rodzinnym skarbem, a tym co nie łapali się na dziedzictwo, albo odczuwali potrzebę fruwania po świecie (lub mieli talent do nauki) odpalało się odpowiednią dolę… i wszystko w miarę sprawnie funkcjonowało!

Dużo zmieniła właśnie ta II Wojenka (Światowa żeby nie było). Przetasowanie ludnościowe w tej naszej zakorzenionej od tysiącleci krainie przekroczyło wszelkie normy i wykroczyło właściwie poza granice rozumu! Przynajmniej 1/3 mieszkańców Polski ma poobcinane korzenie! 

I dalej, masochistycznie je sobie wycina! Nie ma już społeczności, siedlisk, dziedzictwa. Jest grzybnia. Co pokolenie wyrasta jakieś domostwo (ciężko spłacane), które zamienia się w zmurszałą purchawkę, umierającą po wydaniu nasion. Nikt nie chce wracać do miejsca, w którym się wychował, każdy gdzieś pędzi – byle dalej. Znaczy jest grupa ludzi, która zostaje, ale powszechnie uznaje się ich (niejednokrotnie całkiem słusznie!) za degeneratów.

Jakby obecność w jednym miejscu paliła ich w stopy?

Rozumiem jednak – uciec z blokowiska, wieżowców (fuj! ze slamsów trzeba spierdalać, to naturalne), ale zostawiać na przykład hektary ziemii, bo w korpo lepiej? Dom na wsi, po to by za ciężką harówę wybudować się za miastem?

No coś tu nie kaman!

 

140 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.224.91.246
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code