Większośc facetów ma ogólnie skromne potrzeby, za wyjątkiem ich hobby. Więc wiekszośc tych normalnych - nie zgejowanych – nie przykłada zbytnio uwagi do ubrania, wyglądu mieszkania, lub też własnego wyglądu… Znaczy ta normalna większość chce chodzić w czymś wygodnym, fajnym i czystym, chata ogólnie nie ma być porośnięta pajęczynami, a i spora część (jak ja) przykłada się do utrzymania uzębienia w stanie pozytywnym – bo zły zgryz i ubytki w szczęce to natychmiastowa oznaka obciachu. Typowy facet większość swoich przychodów naturalnie wydaje na używki i owe hobby (każdy jakieś ma – w przeciwieństwie do bab). Wędkarstwo, majsterkowanie, fura, gitary, sprzęt RTV, czy inne aparaty do filmowania, czy fotografowania, itp. Tu faceci mają hopla i w swoją pasję są w stanie zainwestować ile się da!

        Jest w tym jakieś współzawodnictwo, ale w konfrontacji na ogół – a właściwie zawsze – kończy się to wesołą imprezą, typu: kto więcej złowi, kto lepiej zagra, zrobi lepsze zdjęcie, lepiej spali gumy, wystruga coś fajniejszego, itp. No i oczywiście po wszystkim obowiązkowy, niezobowiązujący ochlaj.

        Babska nasze niewyżyte podchodzą do tego inaczej. 

        Praktycznie wszystkie muszą mieć lepiej od koleżanek! Większa chata w lepszym terenie, lepsze mebelki, fura też nie byle jaka, ciuch lepszego sortu i facet także musi być xięciem z bajki (jurny, przystojny i wrażliwy – w zasadzie same wykluczjące się na wzajem cechy ogólnie)!

        I one na takie duperele wydają wszystkie pieniądze (+ kredyty) i to w zasadzie one nie dają żyć spokojnie, bo zawsze mają jakiś cel, ku któremu lecą! A jak kończy się jeden, to wyznaczją następny.

        I tak bez końca, aż dostaną alzheimera.

        Weźmy takie zakupy zwykłe.

         Facet je robi normalnie, czyli kupuje to co chciał kupić + ewentualnie zobaczył coś, o czym marzył, było potrzebne i zapomniał i w tym stylu.

         Kobiety zaczynają od plusów i potem wracają z siatami nikomu niepotrzebnych towarów, na które i tak wydały więcej, niż na normalne sprawunki (+ to co miały kupić).

         Zróbcie wy tak mężowie rachunek sumienia i podliczcie, ile niepotrzebnych rzeczy jest w waszym domu i ile one kosztowały?

         Jeszcze gorzej z ubraniami! Tego są całe szafy i wszystko w okazyjnych cenach!

         Kosmetyki: tu można mnie zaprowadzić do każdej łazienki z zamknietymi oczami i od razu stwierdzę, czy tam mieszka kobieta. Na to wydają majątek! Czasem całkiem słusznie, bo lepiej zamaskować paszteta. Ale to za każdym razem jest i tak wariactwo, bo facetowi jest potrzebny krem do golenia, coś po goleniu i dezodorant. One tam mają całą encyklopedię popkultury (za w sumie ogromną zawsze kasę) + nieodłączne pranie. Prawdziwy facet pierze, zmywa i sprząta, jak naprawdę musi i potem jest fajnie. Kobiety ciągle. Widać są notorycznie źle zorganizowane?

        Znaczy wiem… Jest spory odsetek kobitek, które te wymienione wady wykazują w stopniu minimalnym i ogólnie ciągną ten płużek na ugorze, nie wymagając zbyt wiele w tym styranym dziejami najbliższymi kraju.

        I tym właśnie kobitkom życzę wszystkiego najlepszego z okazji tego socjalistycznego święta!

        Reszta niech spierdala jak najdalej!

52 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Obecnie teorią prowadzącą jest asertywność, która zakłada zatwardziałe dążenie do obranego z góry celu (sławie, karierze, szmalowi i tym podobnym bzdurom). To idea nowa i całkowicie utopijna, bo zakładająca, że tylko całkowite skupienie się na dążeniu do owego sukcesu w końcu się spełni i nastąpi raj na ziemii. Oczywiście pułapką jest fakt, że tylko nieliczni ów sukces osiągają.

         Reszta cierpi i się wyczerpuje.

         Alternatywą jest stoicyzm.

        Najlepszym przykładem są himalaiści i inni wspinacze, którzy zakładają sobie, że muszą zdobyć szczyt.

        Stoik stwierdza, że chce tam wejść.

        Niby drobna różnica, a dokumentnie wywraca sposób myślenia…

55 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

           Subiektywnie patrząc, sen od zawsze był dla mnie czymś wręcz najważniejszym, czasem nawet mieszającym się z rzeczywistością (paradoxalnie – używki wyzwalające innych z realiów życia, pozwalają mi wytrwać w owej "rzeczywistości"!). Spanie, zajmujące zdrowemu osobnikowi około 1/3 wegetacji w ciele materialnym, przez zwolenników asertywnego, pełnego sukcesów życia, jest ogólnie uznawane za stratę czasu (tego skromnego – góra stuletniego). Więcej! Spora część trzódki ludzkiej, prąca przez swoją (ułomną) czasoprzestrzeń, nie pamięta nawet swych snów i uważa je za bezsensowną stratę owego skromnego, danego nam, tu na ziemii żywota.

            Tak oczywiście nie jest.

            Olewanie sprężystym moczem 1/3 całego życia jest co najmniej ignorancją!

            I to dopiero jest nieekonomiczna strata czasu!

            Sen trzeba docenić.

            Od maleńkości.

            Co niestety w obecnym czasie nie jest normą i owych maluchów snu się pozbawia wręcz sadystycznie!

            Otóż stary model rodziny, gdzie to mąż (też rzadkość w obecnych, luźnych związkach) zajmował się utrzymaniem rodziny, a żona, tak naturalnie, gdzieś do trzeciego/czwartego roku życia chowała dzieciaki, jest już w zasadzie cieniem przeszłości. Więcej! Obecnie sporo kobiet, na kierowniczych stanowiskach (wbrew bzdurnym hasłom głoszonym przez feministki – kobiety zarabiają TYLE SAMO co mężczyźni!) zarabia więcej od swoich mężów. I co naturalne, więcej czasu spędzają w robocie. Drugą grupę stanowią pracownice zwykłe, fizyczne, słabo opłacane, które to przed 6 rano muszą swoje dzieciaki gdzieś wyexpediować.

            O ile ta pierwsza grupa da się swym dzieciakom wyspać chcociaż do 7 rano, by potem pozostawić je w swym najbardziej chłonnym wieku, na pastwę obcych ludzi w jakichś przechowalniach, do wieczora, o tyle te drugie mnie wprost przerażają!

            W zasadzie nie ze swojej winy – bo życie kosztuje, a życie w Polsce postPeeReLowskiej kosztuje podwójnie/potrójnie/poczwórnie – niepotrzebne wykreślić.

            Więc te poranne (w sumie nawet nocne) wyrobnice, budzą regularnie swoje pociechy (?!) o 3 – 4 rano, by zapierdalać wózkiem gdzieś tam, gdzie to dziecko przetrwa do ich powrotu. 

            To żadna ściema! Widzę to przez okno, wstając o 5 rano na pierwszą zmianę! Dla mnie, dorosłego człowieka, wstawanie o 5 rano już samo w sobie jest cierpieniem, ale jaką katastrofą dla wykluwającej się dopiero psychiki musi być zrywanie w środku nocy i przerywanie owych, tak ważnych snów (czy tam nowocześnie zwanych faz REM)!

            Zapierdalając w tym wyzwolonym od ustalonych reguł świecie, powoli, acz nieuchronnie doczekamy się pokolenia tak zestresowanego, z tak skrzywioną psychiką, że dzisiejsza gimbaza, hipsterzy i pederaści będą przy nich ostoją normalności!

             A to wszystko przez tak ignorowany obecnie sen…

 

 

            PS   Kompletnym paradoxem jest, że w czas ferii, czy wakacji, dla dzieciaków praktycznie nic sie nie zmienia (bo rodzice nie mają urlopów), ale za to wolne mają nauczycielki (bo to zawód już praktycznie w 100% sfeminizowany) i to te stare panny mogą sobie bez przeszkód podróżować, imprezować i zalegać w barłogach chociażby do południa!

 

 

58 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Już któryś rock z rzędu krzywa wzrostowa gospodarki szybuje ostro w górę, bezrobocie trzyma się na poziomie absolutnego minimum…

       Niby wspaniale, ale ciągle coś nie pasuje i nie pozwala osiągnąć ludowi pracującemu pełni szczęścia (tudzież emigrantom zarobkowym wrócić do ojczyzny).

       A mianowicie płace.

      Te najniższe dokładnie. Są one ciągle skandalicznie niskie, niedostosowane do rzeczywistości i żadne ich sztuczne podnoszenie przez państwo ABSOLUTNIE tego nie zmieni: istnieje bowiem zbyt duży rozrzut płacowy pomiędzy pracownikami szeregowymi, a wszystkimi powyżej. Świetnie to określa coroczna mediana, której suma jest tak mniej więcej regularnie dwa razy wyższa od tego, co wiekszośc widzi na swoich kwitach od wypłaty i co te masy zasuwające na wzrost gospodarczy ogółu regularnie wkurwia.

      Matematyka jest prosta: ową średnią zawyżają ci nieliczni, zarabiający wieloktrotnie więcej, niż stada tych licznych.

       Ale skąd tak ogromny rozrzut, bezczelnie dyskryminujący ową mniejszość?!

       Ano trzeba zacząć od historii. Tej najnowszej: czyli PRLu. W tym żałosnym i szarym jak papier toaletowy systemie jedno było – trzeba to przyznać – sprawiedliwe. Mianowicie nie było tak ogromnych widełek płacowych jak teraz (czyli przez trzydzieści lat od upadku tego sovieckiego absurdu). Było biednie, bez sensu, ale pod względem płac mniej więcej sprawiedliwie: wszyscy mieli gówno, ale po równo. Co innego było za to taką zakamuflowaną dyskryminacją, w której widzę przyczynę obecnej, niesprawiedliwej, nierówności.

      Mianowicie bardzo wyraźny podział na pracowników fizycznych i samookreślających się jako inteligencja pracowników biurowych, urzędników, itp.  

      Stary system padł, więc ów podział dostosowano do chorych wymagań nowego i ci, którzy pokończyli wyższe uczelnie, z miejsca zaczęli się domagać wysokich stanowisk, za wielokrotność płac tych z dołu.

       O dziwo przyjęto to bez zastrzeżeń z obu stron!!!

       Tu trzeba wspomnieć, że polskie szkolnictwo (to wyższe zwłaszcza) jest na drastycznie niskim poziomie i tak naprawdę 3/4 absolwentów wyższych uczelni nadaje się w ostateczności, co najwyżej do smażenia frytek w jakiejś hamburgerowni. Wina zresztą jest głównie po stronie samych studentów, którzy idą na uczelnie dla papieru, a nie po wiedzę. Rynek się dostosował i skupił głównie na udzielaniu absolwentom owego papierka, więc mamy całe stada głąbów z przedrostkiem: "mgr." przed nazwiskiem. No i oni potem trafiają do biur, gdzie z miejsca, bez zastanowienia i niejako z przyzwyczajenia, bez względu na jakiekolwiek umiejętności praktyczne i kompetencje, daje im się dwukrotność najniższej krajowej.

       Bo tak się przyjęło!

       A całe restrykcje i zrzucanie winy za słabą rentowność firm zrzuca się już niejako z przyzwyczajenia na tych z dołu drabinki społecznej i utrzymuje się mit niskich kosztów pracy, jako elementu niezbędnego do rozwoju gospodarki! A gdy komuś nie pasi, to się jeszcze dowali tradycyjnym: "Trzeba się było uczyć, a tym co się uczyli to już za "wiedzę nabytą" należą się profity, a reszta japa w piach!".

       Tyle że to kompletna bzdura!

       Tnie się tych, co już z definicji są przycięci. A żeby ich skłócić i uniemożliwić bunt stosuje się dwa dość podłe myki:

  1. Tajność zarobków, która jest głównie na rękę tych z wyższymi stawkami, bo gdyby masy zarabiające te same gówno, zobaczyły listy płac w firmach (co powinno być obowiązkowe!), to natychmiast skończyłoby się to spłonięciem ich wyższych pięter! Taki tam jest rozstrzał, a to, czy pracownik szeregowy zarabia o 100 PLN więcej, czy mniej od drugiego na tym samym poziomie, w tym momencie nie ma żadnego znaczenia!
  2. Nierówne rozdawnictwo podwyżek (w sumie inflacyjnych, ale dla niepoznaki zwanych motywacyjnymi) właśnie dla tych z dołu, by mogli się żreć między sobą o te nierówne ochłapy, by ci z biur, po cichu, przez niejawność swoich mogli się cieszyć swoimi wypłatami, pozwalającymi na w miarę normalne życie.

           Dlatego listy płac WSZYSTKICH obywateli powinny być jawne i umieszczane na bramach zakładów ich pracy.

           Reszta już by się dokonała sama…

 

68 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

             Na początku, żeby była jasność w sprawie: nie jestem za pisem, zdecydowanie jestem przeciwko po i powiązaną z tą czeredą bandą resortowych dzieci (tudzież układowi zamkniętemu). TVP, TVN i Polsat w najmniejszym stopniu nie są stacjami, z których chciałbym czerpać jakąkolwiek wiedzę, nie mówiąc już o kształtowaniu moich poglądów! Na radio Trwam boję się nawet zaglądać w obawie przed zmoherowaniem.

               Tyle na wstępie.

             Niestety znaczna część społeczeństwa polskiego (zwłaszcza tego podeszłego wiekiem, ze zwapniałym układem krwionośnym i obumierającymi neuronami) jest do TV niemal przyssana i zaleznie od wyboru cierpi na dogłębną lemingozę (tu jeszcze dochodzą zakomplexione słoiki i owe resortowe dzieci), lub moherozę. Kwestii pośrednich nie ma! Tu jeszcze trzeba dodać, że po upadku "komuny" kraj niemal natychmiast, bezwzględnie, został podzielony na skazaną na stracenie prowincję i dotowane aglomeracje.

              W zasadzie już na tym mógłbym zakończyć diagnozę wojny Polsko-Polskiej.

             No sęk w tym, że niejako z musu i ciekawości zaglądam na owe stacje (oprócz Trwam – bo to by mi rozpieprzyło łeb ostatecznie) i usiłuję zrozumieć to tkwiące w polmatrixie społeczeństwo. Zaznaczę po raz kolejny, że likwidacja TV byłaby wyzwoleniem, a wręcz rewolucją dla narodu: lud prosty i przyssany do ekranów musiałby w końcu samodzielnie myśleć!

             Jednak po zamordowaniu prezydenta Gdańska, który to w normalnym, praworządnym kraju, powinien siedzieć w celi za zwoje liczne przekręty, zamiast wygrywać kolejne wybory (co nawiasem mówiąc uratowałoby mu życie)… I tu znowu wtręt: kompletną paranoją tak zwanej demokracji, która ukazuje jej całkowity bezsens, było wybranie wójtem jakiejś zapyziałej gminy, siedzącego w areszcie z 92 zarzutami (!!!) cwaniaka!

              No a po zadźganiu przez jakiegoś psychola, owego prezydenta, już 3 dni po jego pogrzebie, uaktywniła się medialnie świeża wdowa po nim, która w postępowej TV, całkiem chłodno i niejako bez emocji (?!) całą winę za tragedię zwaliła na konkurencyjną, konserwatywną z kolei TV. Nawet sugerowała, że więźniowie obecnie są tą konserwatywną TV przerabiani! Tu już trochę zapachniało ostrą SF.

               Na koniec tej wojny się absolutnie nie zanosi – wręcz przeciwnie! Inicjatywę chwilowo przejęli ci z opcji postępowej i pod pozorem walki z mową nienawiści, ową nienawiść zaczęli totalnie rozszerzać.

              Trochę mi to przypomina guru tych bojowników nienawiści: niejakiego Stefana Niesiołowskiego. Koleś ów zapadł mi w pamięć przez podobieństwo do mojego starego; tak samo niewyparzony ryj, szalone (wręcz wariackie!) oczy i nieustanna, bezlitosna walka z uznanymi przez siebie za złych – tudzież brak kontaktu z obłąkanym. No i obowiązkowe bluzgi.

              Ale wracając do wdowy (sporo bogatej) po Budyniu. Ja nie wierzę w miłość (tą partnerską) i takie wystąpienia mnie w tym utwierdzają. Pan Paweł nie był taki stary, więc niejako naturalnie, kochająca żona po takiej tragedii powinna się czuć przez jakiś czas co najmniej nieswojo, z potężną dawką środków znieczulających stratę, dochodząc do siebie wśród najbliższych.

              A ona dla odmiany rąbnęła sobie całkiem wyrachowany i chłodny jak jej mąż wywiadzik w ogólnopolskiej TV.

             ? 

            

113 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Wolny internet jest solą w oku polityków, układu zamkniętego, nieudolnego systemu sprawiedliwości i co za tym idzie podległych im mediów.

Co i rusz próbuje się go odgórnie spacyfikować: a to pod pozorem walki z piractwem, rozprzestrzeniajacą się tam podobno pedofilią (?!) – chociaż pederaści już są tam nietykalni pod hasłem poprawności politycznej.

Po niedzielnym morderstwie prezydenta Gdańska słowem priorytetowym stał się: "hejt".

Zamiast się skupić na kluczowych kwestiach typu: czemu wypuszcza się na wolność dysfunkcjonalnych psychopatów, lub prewencyjnie nie izoluje się ich od społeczeństwa (muszą sami wyrazić zgodę!)? Tudzież dlaczego ochrona uważnie trzepie publikę przed wejściem, ale gości z plakietkami (nawet podrobionymi) i inne vipy wpuszcza z szeroko otwartymi ramionami na zaplecze? Nawet gdy ci wchodzą tam z dość długim nożem (na dobrą sprawę mogliby wbić nawet z plecakiem granatów).

Ano w tym drugim przypadku wciąż dochodzi do głosu mentalność postsoviecka/pańszczyźniana/wschodnia – czyli zwykły podział na kasty, wciąż obowiązujący w tym kraju. Tu ciągle są równi i równiejsi (taka "demokracja") no i słudze (ochroniarzowi) po prostu nie przyjdzie do głowy, by skontrolować kogokolwiek, kto ma prawa większe od plebsu (chociażby zwykłe wejście na ów backstage).  No przed kimś wyżej postawionym trzeba po prostu chylić główkę i już! Tak to mają nasi rodacy wryte w banie.

A w kwestii politycznej i medialnej załapano temat po całości i dawaj brać się znowu za ten niepokorny internet!  Na razie tak delikatnie, od podszewki, ale z jasnym celem: uciszyć wszystkich i skierować wszystko na tor słusznej sprawy. Cenzura tego niepokornego medium jest obsesją dziennikarzy i polityków – podobnie jak zniewadziony przez taxówkarzy uber. I każdy powód jest dobry, by tą cenzurę wprowadzić!

A śmierć polityka, prawdziwe błędy, które do tego doprowadziły? To się zakrzyczy! I zrobią to ci, którzy mają największy wkład w tą paranoję nienawiści.

Sprawa jest w sumie tożsama z zeszłorocznym incydentem pod pałacem kultury, gdzie jakiś szaleniec podpalił się w… to nawet ciężko określić? Chyba to był protest przeciwko łamaniu przez PiS demokracji, czy cuś w tym stylu?

Teraz inny kretyn, przekonany że to PO go skrzywdziło, morduje jedną z kluczowych ongiś postaci tej formacji.

Machina medialna działa z pełną mocą, niszcząc umysły tysiącom biernych odbiorców, lecz jej siła jest już taka, że ci najbardziej prymitywni i nieodporni wprowadzają swe paranoje w życie.

A dziennikarze i politycy jakoś za mocno nie biją się w piersi. Huku nie słychać.

Lepiej wszystko zwalić na internet. 

42 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Oczywiście granicą ostateczną jest totalna głuchota – wrodzona, lub wspomagana przez różnego rodzaju zatyczki, czy słuchawki.

W sumie nawiązuję do tematu z sylvestra (tym o posranych od huku petard psiakach), ale tym razem skierowuję go w całości do tematu ludzi.

Dobrze ustawionych ludzi, z korzeniami w przaśno/bagienno/leśno/polnej staropolsce.

Tych, którzy z przeróżnych przyczyn postanowili się wyprowadzić poza miasto, które ich wypaslo.

Czyli do swoich leśno/polnych korzeni (tudzież bagiennych).

Co ostatnimi laty stało się wręcz modą!

Są tacy, którzy wypieprzyli totalnie poza miasto, w rejony tak niedostępne i mi nieznane, że równie dobrze mogliby wylądować na Kamczatce, lub w puszczy amazońskiej. Niektórzy z nich pod wpływem tego odosobnienia radykalnie zamiszowali… Inni – i tu muszę coś wyjaśnić:

Moje dość paskudne – przez obecność wieżowców – osiedle, zostało zasiedlone w latach 80ych przez mieszkańców PGRów i wykolejonych kolejarzy, którymi ongiś to miasto stało.

Nawiasem mówiąc, czas w którym owe wieżowce zacznie się wyburzać – jak to uczyniono na zachodzie, uznam za moment powrotu do cywilizacji zachodniej. Europejskiej.

Na razie jeszcze się tymi klitkami handluje.

No więc w niedalekim ode mnie wieżowcu mieszkała totalna patola, przesiedlona z zawiślańskiego PeGieeRu, której to drugie pokolenie postanowiło wrócić do korzeni (po zmarłej babci) i takoż uczyniło ku uciesze sąsiadów. Słuszny wybór i kierunek, ale rozwalił mnie oficjalnie głoszony motyw tego powrotu do folwarku:

Bo tam już się nie dało mieszkać z powodu imprez, burd, itp…

Tylko że oni byli tego przyczyną!!!

Ale bydło wróciło do swojego chlewika i spoxik.

Są jednak jeszcze inni. Pracownicy korporacji, przedsiębiorcy, ludzie na stanowiskach, itp, itd.

Oni po cyrku spędzanym w swoich karuzelach zawodowych potrzebują odosobnienia i ciszy, więc naturalnie budują się poza miastem, które ich żywi i pasie (bo mają na to szmal). Nie mają przywiązania do miejsca, w którym spędzają noce – po prostu traktują to jak pokój ciszy, który im się należy po robocie. Takich skupisk jest wiele dookoła zwłaszcza aglomeracji. Dramat się zaczyna wtedy, jak coś zaczyna hałasować w tle, albo ewentualnie jebać obornikiem. Ja wtedy drę z tego niezłego łacha!

No ale jest jeszcze jedna grupa, która totalnie tnie w chuja i której szczerze nienawidzę: to pacjenci, którzy wypierdzielili w totalne zadupie, bo – taka ich wersja – mieli dość szczurzenia w korpo, sprzedali dobytek i na owym zadupiu, w wyremontowanym za niebotyczne pieniądze (zarobione w owym korpo) domostwie zajęli się chowem owiec, kóz, wyrabianiem serków, tudzież innymi pierdołami z kategorii ekologicznej.

Nie dość, że tchórze, to jeszcze oszuści!

Nie mieli jaj, by przeciwstawić się temu korposystemowi (szmaaal), to jeszcze na siłę wlepiają się w okoliczną, prowincjonalną i obcą (biedną na ogół) ludność, którą dotychczas zawzięcie zwalczali, by udawać wyzwolonych i wolnych.

A to tylko złudzenie i mydlenie oczu.

Na miejscu miejscowych, bym takich linczował.

Najśmieszniejsze jest to, że w mieście da się całkiem spokojnie mieszkać – kwestia okolicy.

Nie trzeba nigdzie spierdalać!

Ta ucieczka poza miasto to raczej oznaka jakichś komplexów…

 

58 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Jest pewien trend, który już od lat paru niebezpiecznie się rozwija – rozprzestrzenia się wręcz demonicznie!

     To rosnąca miłość do zwierzaków (zwłaszcza tych domowych) i analogicznie wzrastająca pogarda do ludzi.

     Jedną z jej najbardziej widocznych oznak, jest coroczna akcja pod hasłem: nie strzelajmy w sylvestra, bo psiunio musi się wyspać. Coraz więcej miast rezygnuje z noworocznego pokazu fajerwerków po to właśnie, by ów psiunio mógł się spokojnie wyspać (!!!). Nie niemowlaki, ludzie z nerwicą, czy starcy na odlocie – ale właśnie psy!

     Mamy witać Nowy Rok cichutko, szeptem, na paluszkach, bo jakiś pieszczoszek, jakiejś samotnej wariatki, na którymś tam piętrze betonowego kloca, może dostać znienacka zawału…

     Czemu samotna wariatka? Albowiem najbardziej rozpieszczone i narażone na stres są zwierzęta wypieszczone przez ludzi odizolowanych i pozbawionych życia hucznego, zabawowego, którzy jedyny przelew uczuć kierują właśnie na jakiegoś futrzaka/sierściucha, a którego odporność na stres wtedy wprost proporcjonalnie maleje i zdycha od pierwszego huku!

      Szarik z "Czterech Pancernych" tak nie miał! Wystrzały go tylko motywowały!

     Gdy za maleńkości, mieszkając w nadmorskiej wsi, odzywały się syreny miejscowej OSP, miejscowe łańcuchowce (trzymanie psa na łańcuchu, w gospodarstwie, też już jest zbrodnią) chóralnie zaczynały wyć.

     I tyle!

      Sęk w tym, że ta nieliczna banda żałosnych dziwaków, zdołała owe hasło ciszy noworocznej zasiać w mediach głównego nurtu, rozpropagować w internecie i zaszczepić w pożytecznych idiotach.

      Kolejny przykład paranoi nowych czasów: nieliczna, zwichrowana mniejszość, przy pomocy jęków, płaczu i narzekań zmienia życie i poglądy większości po to, by IM i tylko IM było dobrze i by ONI czuli się wspaniale! 

      Najlepiej powolną, systematyczną metodą odcinania po plasterku, jak to czynili homosexualiści od lat 70ych. Efekt jest taki, że obecnie mogą już wszystko i mają status świętych krów, a kraje, które dzięki żelaznej kurtynie uniknęły tego zgłupienia, są teraz uznawane za dzikie i zwyrodniałe… bo do dzikości i zwyrodnienia nie dopuszczają!

      To jest skutek wyzbycia się dawnych zasad, które jasno określały, co jest normalne, a co nie. 

      Ale… Coś mi to przypomniało. Z historii. Już w I RP mieliśmy, u jej schyłku, coś, co wszyscy doskonale znamy:

      Liberum Veto.

      Wtedy też postawiono na mniejszość – jak to się skończyło – wiemy.

      Teraz, przy końcu roku, znowu głos ma mniejszość (ta podejrzanie zbyt blisko zaprzyjaźniona ze zwierzakami). Znowu miliony mają chodzić tak, jak każą im nieliczni…

      Potwierdzeniem tej paranoi są dwa wyroki wydane niedawno w polskich sądach: kolesiowi, który potrącił na śmierć, NA PASACH dwie dziewczynki, dano rok w zawieszeniu.

      Kolesia, który znęcał się nad psem wpakowano na 4 lata do paki.

       Życie ludzkie jest już mniej warte od psiego…

 

 

      P.S.   A sezon letni? Sezon burz – częstokroć nocnych? Boga i naturę też uciszycie? Bo wtedy huk jest totalny…

79 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Czas Bożego Narodzenia (który to nic wspólnego z owym narodzeniem nie ma) to kumulacja czegoś, co górnolotnie zwie się tradycją. Tradycją doprowadzoną do absurdu i paranoi przez czasy zaborów, a zwłaszcza przaśny PRL.

Przede wszystkim potrawy, których ma być 12.

  • Na ich czele ma być niejaka kutia…

Co to kurwa jest kutia?!!!

Nikt tego nie potrafi przyrządzić, wygląda jak gówno w salaterce – no jakby to było dobre, to by to jadano na codzień!

Ale ktoś po złości zaserwował tą melasę jako nieodzowne danie wigilijne.

To musiał być pierwszy człowiek skurwiel.

  • Karp.

Dość denna ryba, wymagająca starannego przygotowania, ale przez propagandę PRL wypromowana już chyba na wieki na tradycyjną.

Co poniektórzy jeszcze pławią ją w wannie, kosztem higieny osobistej, ale rozbroił mnie dzisiejszy widok kolejki pod rybnym (na zewnątrz)… no jakby żywcem wyjęty ze stanu wojennego!

3 dni do wigilii!

Karp wymaga starannego przyrządzenia, by nie walił mułem, więc tak: 

- podsmażenia

- podduszenia z białym winem (półwytrawnym), śmietaną i cebulą

- to wszystko trwa około godziny

I dopiero wtedy karp jest cudownym daniem!

Reszta, przygotowywana przez większość społeczeństwa, to zwyczajny szajs.

  • Pierogi.

Jedyne dobre pierogi z kapustą i mięsem robiła babcia Bronka, tak po wiejskiemu, kieleckiemu, niedbale, ale wspaniale!

Takich nie spotkałem w żadnej pierogarni, a cholera ruskich, z tak dobrym farszem, jak robi moja stara nie wypada!!!

Tu muszę wygasić sentymenty, bo mojej starej … itd

  • Jakiś dziwny kompocik ze składników jakby wydłubanych z syfonu pod zlewozmywakiem i takoż smakujący.

Teoretycznie z jakiegoś suszu? Ale susz to raczej wolę wypalać.

  • Kluski z makiem…

No litości! 

Następna potrawa wrzucona w tą wieczerzę, bo normalnie nikt tego nie chciał wcinać!

  • A barszcz, śledzie, grzybowa i ciasta są trudne do spierdolenia – w ostateczności można wsypać zupki z torebki, ciasta kupić u fachowca, a śledzika na raz z marketu i będzie OK!

Więc proszę: nie kombinujcie z wynalazkami.

Ta "tradycja" nie jest tego warta.

66 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          To, że w Polsce wciąż obowiązuje mentalność wschodnia, najlepiej obrazuje zachowanie kierowców.

           Trzy przykłady z tego tylko tygodnia:

  1. Gdzieś tam na południu, sześćdziesięcioletnoparoletni (trzeźwy!) Janusz, z dwukrotnym już zakazem prowadzenia, w końcu, za trzecim razem skasował dwie pięćdziesięcioparoletnie kobiety wracające ze spotkania opłatkowego (!). Oczywiście na przejściu dla pieszych (oczywiście na śmierć).                                                                                                                                                                                                                                                                 
  2. Protesty we Francji wciąż trwają, więc gdzieś tam na prowincji, 26letni polski kierowca tira staranował zaporę protesujących i rozjechał na śmierć jednego z nich (od 2 dni świeżego ojca – teraz niestety trupa).                           
  3. A w moim wesołym miasteczku 59latek, znowuż na pasach, rozjechał 57atkę

            Lubią się dobierać wiekiem…

            Więc problem ogólnie polega na tym, że tak średnio licząc, 3/4 polskich kierowców uważa się za mistrzów kierownicy. Oni są bezbłędni, najmądrzejsi, najlepsi, itp, itd…

            Jak typowy Janusz w życiu codziennym!

            Jednak spece od szkolenia kierowców i BEZPIECZNEJ jazdy są zgodni w czymś dokładnie odwrotnym:

            Tylko 1/4 polskich kierowców potrafi jeździć.

             Potwierdzają to statystyki wypadków (daleko w ogonie Europy).

            Tak normalnie.

            Reszta wymaga doszkolenia, lub w ogóle nie powinna siadać za kółko!

            Bo to potencjalni zabójcy (po co nam broń, jak mamy samochody?).

            Tylko weź wytłumacz takiemu kretynowi, że ma uważać, a przejścia dla pieszych to absolutna świętość?!

            Polak za kółkiem jest królem i mijają mu tam wszelkie komplexy – jawne, czy ukryte…

            Wesołych świąt mordercy!

 

 

            PS                    I życzę wam dodatkowo "mistrzowie kierownicy" , żeby wam tak ktoś na pasach rozjechał córkę, siostrę, matkę, lub przynajmniej pijanego szwagra!

                       Może wtedy zaczniecie kminić, że coś nie halo jest u was w dyni operatorzy torped…

76 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 2

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 34.229.151.87

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code