Siłą rzeczy słucham radia i oglądam TV.

Ale staje się to już powoli nie do zniesienia, a to za sprawą reklam.

I nie chodzi tu o ich bezgraniczną głupotę w większości przypadków i produkowanie tych spotów na zasadzie: nie ważne, że idiotyczne i wkurwiające, ale chodzi o to, by właśnie przez to utkwiły w pamięci.

To by jeszcze szło wytrzymać z zaciśniętymi zębami, tym bardziej, że człowiek zdaje sobie sprawę, że pracownicy agencji reklamowych to w zasadzie bez wyjątku zaćpane do granic możliwości przygłupy.

No ale do kurwy nędzy, gdy kolejny raz, przy posiłku, dobiega do mych uszu dokładny opis kobiecych infekcji intymnych, ze specyfikiem do ich leczenia na finiszu, to w końcu może coś w człowieku puścić!

Czy ci pierdoleni producenci tak zwanych suplementów diety nie mają za grosz wyczucia estetycznego?!!!

Dla kasy są gotowi reklamować nawet gówno – i to dosłownie?!!!

Bo na finezję ze strony twórców reklam nie liczę – są zbyt tępi i zjarani, by zrozumieć co to słowo znaczy.

A granice zwykłej kultury i ogłady zostały już jakiś czas temu przekroczone i nic nie wskazuje, by dobry smak znowu zatriumfował…

 

 

PS               A! Infekcje intymne i rak szyjki macicy są mozliwe tylko i wyłącznie dlatego, że właścicielka takiej szyjki się puszcza. Wystarczy przestać się kurwić, by zachować zdrowie i życie.

37 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Teraz zdajcie sobie sprawę, że żyjecie w nowych czasach.

Wasi rodzice mają po 40/50/60 lat i żyli kolejno: w czasach metalu, punka, hippisów.

Szaleli częstokroć bardziej od was i w dodatku przełamywali tak solidne bariery, że spokojnie można by je nazwać barykadami.

Ordzili bardziej od was szanowna młodzieży.

Więc coś takiego, jak żajeżdżanie przedwojennymi, sanacyjnymi schematami wychowania i zachowania nie jest już śmieszne.

Jest żałosne!

Tym bardziej, że te sanacyjne pierdoły doprowadziły do rozdarcia naszej krainy przez ruskich i szwabów – czego skutki dobitnie odczuwamy po 3/4 wieku (75 lat).

A wszystko w imię Honoru, Boga i Ojczyzny.

Bóg się śmieje, Honor poszedł w pizdu, a Ojczyzna wciąż się zbiera jak po zbiorowym gwałcie.

Więc weźcie mi się nie zachwycajcie przedwojniem i jego elitami, bo dostaniecie wyjebane!

I baaardzo dobrze, że ta postarystokracja poszła do piachu!

Odbudowanie elit jest procesem długotrwałym, ale już się zaczęło. Trzeba tylko wyciąć te przejściowe, systemowe buraki i będzie dobrze.

 

 

 

PS     A moi starzy byli jeszcze starsi i tylko pochlewajka szara, PeeReLowska była dla nich szczytem melanżu…

29 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Przynajmniej połowa żyjących wokół ludzików ma mocno zrypaną psychikę, śladową inteligencję, tudzież jakieś popierdolone, postpeerelowskie "zasady" i normy postępowania, które same w sobie mogą totalnie zryć beret i sprawić samospiłowanie zgryzu.

Wystarczy tylko dobrze się rozglądać.

Niedawno, na nocce, paru firmowych staruchów o dość nieprzyjemnych mordach, zaczęło się podniecać na palarni (!) smakami dzieciństwa. Wiejskimi smakami dzieciństwa dokładnie. Tutaj muszę zaznaczyć, że firma znajduje się już praktycznie na wsi, a i całe miasto jest tak zbite w sobie, że wystarczy kwadrans/pół godziny spacerkiem, by na jakiejś wiosce się znaleźć.

Jarali się jak dzieciaki ongisiejszymi truskawkami, jogurtami (co to za cholerstwo?!), mięsem – tu faktycznie, dobrze zrobione przez FACHOWCA mięsiwo w większości wypadków nie ma porównania do sklepowego, ale to znak czasów – dzisiaj już na taką skalę nie robi się wędlin chałupniczo - a nie dowód że kiedyś było lepsze (nawiasem mówiąc już samo stwierdzenie, że teraz już nie ma tego co kiedyś i jest WSZYSTKO gorsze – z danej kategorii, już samo w sobie stanowi o upośledzeniu umysłowym wypowiadającego te słowa dekla).

Ale znokautowała mnie mentalnie, na sam koniec tego smakowego grupensexu, jedna paszteciara, która stwierdziła, że najlepsze kartofle jadła z… parnika!

Otóż parnik, to takie urządzenie, gdzie moja babcia masowo gotowała najgorszy sort kartofli dla świń. A potem je gniotła jakimiś motykograbiami w drewnianej dłubance. Razem z obierkami oczywiście! Nikogo normalnego nie ciągnęło, żeby to wyżerać - a niektórzy potrafili zajadać się malinami, które w miejscu mojego dzieciństwa były wyjątkowo robaczywe! Co zawsze powodowało u mnie obrzydzenie.

Jednak nawet tym "smakoszom" robaczywych malin nie przychodziło na myśl podżerać cokolwiek świniom, bo kartofli było dość i to przeróżnych rodzai, a nie tylko "białe" i "żółte". 

Ale jak widać trafiło się bydełko, co i to ze smakiem wyżerało!

A teraz wspomina z rozrzewnieniem, że kiedyś to było

 

55 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       W zasadzie wierzę w dwie kwestie:

       W Siebię i w Boga.

       W tej kolejności – bo istnienie mnie jest bardziej pewne z mojego punktu widzenia.

       W Boga wierzę, bo ktoś to musiał zorganizować.

        Reszta jest złudzeniem…

38 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Na początek zacytuje jakże życiową kwestię z filmu "Apocalypto": 

        "Strach. Głęboko zakorzeniony strach. Byli nim zainfekowani. Strach to choroba. Wpełznie do duszy każdego, kto go przyjmie. Juz zmącił twój spokój. Wyrzuć go z serca! Nie wnoś go do nas!".

         Brak strachu na ogół, dla odmiany, nazywa się odwagą, lub męstwem.

         I nie chodzi tu o taką uliczną, czy poddyskotekową "odwagę", ale o takie ogólnożyciowe męstwo, przez całą dobę – gdziekolwiek się jest.

         I nie chodzi tu o to, byś komuś nastukał, napyskował, czy o inny rozpieprz – to zazwyczaj odzwierzęca głupota spowodowana brakiem jakże ludzkiej logiki, zimnej krwi i opanowania (kobietom, dziwnie, często tak popuszcza właśnie w tą zwierzęcą stronę).         

         Chodzi o to, by się najzwyczajniej nie bać.

         Siebie samego przed innymi – oni też się boją. Swojego wizerunku przed innymi (nie jesteś innym – jesteś SOBĄ!). Utraty źródła dochodów – źródeł jest wiele. Utraty czegokolwiek w ogóle – bo i tak wszystko przepadnie po śmierci.

          Dawniej to się nazywało Wiarą…

          Że znowu zacytuję: 

           "Co bedzie lepsze? Wyalienowany, cyniczny intelektualista, czy przymulasty przygłup, który jest konsumentem końskiego gówna dawanego z "góry" ?"

           Sęk w tym, że takich wystrachanych konsumencików w naprawdę szerokim wachlarzu wiekowym (od 20 do 80) widuję całkiem sporo! Niestety – i przykro mi z tego powodu niezmiernie, ale to nie moja wina – w przeważającej wiekszości są to kobiety…

            No gdzie nie spojrzę to konformistki!

            Stare, czy młode świnie, nastawione głównie na przeżycie – na minimalnym poziomie oczywiście, opłacalnym dla ich panów – korytko z dnem pokrytym paszą jest dla nich już tak wystarczającym szczęściem, że o czym innym nawet nie marzą. Mocne dla słabszych, słabe wobec mocnych.

             Po pracy tylko dochodzi do nich podświadomy sygnał, że są zwykłymi szmatami… i w reakcji zaczynają pomiatać swoimi partnerami i dziećmi (ze szczególnym uwzględnieniem synów).

             Stąd takie, niespotykane gdzie indziej, pogłowie łosiów, jeleni i pantoflarzy zwyczajnych

              Tudzież innej patologii.

45 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

                Czyli niejaka Maryla Rodowicz. Za sprawą tego otłuszczonego, starego walenia, z początkiem lata poszła w kraj afera związana z festiwalem w Opolu, albowiem jej nie zaproszono, więc zorganizowała całe stado podobnych jej chałturników młodszych (w sumie wszyscy są młodsi od tego zjełczałego paszteta) i za sprawą bojkotu ten opolski szajs się pierwszy raz nie odbył. Miałem nadzieję, że podobnie jak festiwal w Sopocie ta zmurszała huba PeeReLu przestanie istnieć. Taki mały kroczek w drodze do pozbycia się tej postkomunistycznej traumy (gdzieś tam na końcu tej drogi marzy mi się wyburzenie pałacu kultury).

                  A tu kurwa nie!

                  Ta wypasiona przez stary system beczka smalcu o imieniu Maryla znowu pojawiła się na ekranie (reżimowej podobno – he he!) TVP !!!!

                   Z kolejnym już kurwa jubileuszem !!!!!!!!!!!!!!

                   Bo Opole.

                   Ja pierdolę !!!!!!!!!!!

                    Dla tej zrujnowanej zajezdnii tramwajowej każdy kolejny dzień życia już jest powodem do świętowania.

                    Tylko czemu ona to robi na wizji ?!!!!!

                    I kto ją tam do ciężkiej cholery wpuszcza ???!!!!!!!

                    Ja się pytam, bo już nie ogarniam.

                     I za ile ta kurwa o imieniu Maryla Rodowicz się daje sprzedać? Bo po takiej akcji z bojkotem spodziewałem się konsekwencji, ale niestety zapomniałem, że ci ekranowi celebryci to zwykłe kurwy są….  

46 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

           Z tego, że jestem starym człowiekiem, zdałem sobie sprawę podczas jakiegoś Openera. Zdaje się przed Mobym, którego to koncert był wyjątkowo zacny wbrew oczekiwaniom, Leżałem sobie w oczekiwaniu, mordą do plecaka (bo tak lubię), gdy jakiś leszczyk z warszafki nie spytał  (i dzięki mu za to!), czy się dobrze czuję.

           Powiedział wtedy: "Proszę pana".

           A to było parę lat temu.

           Przez ten czas zacząłem siwieć (zasługa mondziołów z roboty), odzywają się stare kontuzje (kolano i ścięgna przy stopie), no i od już jakichś trzech miesięcy robię remont generalny uzębienia (o dziwo mam dwie nadliczbowe dziewiątki, co daje mi jeszcze zapas na przyszłość).

            Ale we związku z tym stomatologiem (dentystką dokładnie). Ongiś 250 PLN wydawałem w weekeend na dziwki, używki i ogólnie melanż.

            Teraz taki szmal wyrzucam w jedną chwilę na wyrwizęba…

             SKS jakby nie patrzeć…

56 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

          W ramach wojny polsko-polskiej, przy okazji likwidacji jakże niepotrzebnych gimnazjów, media starego systemu rozpoczęły lament związany ze zwolnieniami w związku z tym rzeszy nauczycieli – jakieś 10 000 (dziesięć tysięcy słownie) na cały kraj.

           No dramat w chuj!

           To mniej więcej tyle, co zatrudniały masowo zamykane i wyburzane na początku systemu pokomunistycznego, tak ze 2, 3 ówczesne zakłady pracy. Tyle że wtedy oznaczało to zagładę ekonomiczną całej okolicy, a teraz jest to rozpuszczone po CAŁEJ Polsce.

           I jeszcze jedno: wówczas nie bylo alternatywy, bo o wieeele więcej miejsc pracy niknęło, niż się pojawiało…

           …a niedawno ogloszono, że właśnie bezrobocie w naszej krainie, pierwszy raz od owych przemian osiągnęło absolutne minimum!

           Czyli roboty nie mają tylko absolutni lecerzy, przestępcy i totalne głąby. Tudzież buntownicy i uczestnicy szarej strefy, bo jak już wspominałem we wcześniejszym wpisie, zarobki w cokolwiek coraz bardziej bogacącej się naszej krainie są wciąż skandalicznie za niskie!

            Ale nauczyciele i popierające ich media i politycy (też składające się w większości z niedoszłych, lub zaszłych pedagogów) widzą w tej akcji jakąś tragedię całej masy wykształconej "elity".

            Nad człekiem zwyczajnym, w znoju usiłującym zwyczajnie przeżyć przez te 30 prawie lat przemian i nibykapitalizmu, nikt się nie litował i nikt się ludźmi szarymi nie martwił! Szli stadami na bruk, w piach i system przeinaczający się uznał to za normalne.

            A gdy stado pasożytów pedagogicznych nagle znajduje się na zakręcie, to uznaje się to za tragedię!

            Mimo że pracodawcy gdziekolwiek i jacykolwiek, wprost już skowyczą z braku rąk do pracy!!!

            Więc czemu do kurwy pierdolonej nędzy, te jebane nauczycielskie pasożyty ubzdurały sobie, że do emerytury muszą być nauczycielami (chronionymi przez kuriozum zwanym "Kartą Nauczyciela")???!!!!!

             Ręce im kurwa odpadną, jak przyjdzie im sprzedawać hamburgery w paszarniach, gdzie trzon załogi stanowią nikomu niepotrzebni magistrzy masowych kierunków, z jakichś pociesznych uczelni ?! Będzie ujmą na honorze, gdy zaczną pracować w firmach producyjnych, gdzie trzeba zapracować na wypłatę, a za przewinienia się zwyczajnie wylatuje, bo nie obowiązuje tam karta nauczyciela (z tego co wiem, nauczyciele to ostatnia grupa pracowników, których szef zatrudni w biurze – są zbyt upierdliwi)? Krzywda w końcu im się stanie, gdy przyjdzie im robić to co reszta zwyczajnych ludzi?!

             Za bardzo się potłuką, gdy spadną ze swego pedagogicznego nieba na zwyczajną ziemię?

             Nie.

             Bo wszyscy powinni być równi w teorii w tym teoretycznie demokratycznym państwie.

             Ale praktycznie wciąż obowiązuje podział na równych i równiejszych.

             I do ciężkiej cholery chyba czas już tą szopkę w końcu zlikwidować!!!

44 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

            Dzisiaj odbyło się kolejne, narodowe czytanie… niejakiego "Wesela" , niejakiego Wyspiańskiego. Pomijam już to, że przynajmniej 3/4 literatury XIX wiecznej można wyrzucić na śmiecie – na czele ze zdziadziałym już kompletnie Mickiewiczem, bo stały się owe dzieła kompletnie wyobcowane, nieaktualne i niezrozumiałe już nawet dla mnie! Podobnie jak pamiętniki niejakiego Jana Chryzostoma Paska , które to by były całkiem sympatyczną lekturą, lecz niestety ten XVII wieczny szlachciura uparł się, by w KAŻDE zdanie wplatać słowa i sformułowania łacińskie, czym zmienił te z założenia ciekawe wspomnienia w regularny horror gramatyczny.

            No ale czytali oficjele, tak podejrzewam, chcąc propagować czytelnictwo wśród mas nieoczytanych?

            Co jest równie sensowne, jak ongisiejsza akcja umieszczenia xiążek w Gdańskich tramwajach (!). Szybko one poznikały i podejrzewam, że to nie byli nawet zwykli złodzieje, a czytelnicy, którzy naturalnie postanowili dokończyć lekturę w domu – maxymalny czas trasy gdańskich tramwajów to poniżej jednej godziny - więc ktoś, kto wpadł na pomysł rozmieszczenia tam, przygrubawych najczęściej tomiszcz, wykazał się zwykłym debilizmem.

            A najlepszym sposobem szerzenia czytelnictwa wśród ludu zwykłego byłoby obniżenie ich ceny. Przez chociażby zniesienie podatku VAT, który to nałożyli te słodziaki z PO, za swoich rządów, na wszystko co kulturalne, przebijając tym samym Hitlerowców i komunistów, którzy to nawet o tym nie pomyśleli!

            Bo to już szczyt chamstwa: opodatkować xiążki, płyty, gazety, itp, pozamykać się szczelnie ze swoimi koleżkami z elyt w swojej warszafce, wpadać tam czasem do swych teatrzyków, a potem wskazywać paluchami na tych ciężko wiążących koniec z końcem prowincjuszy, jak na ciemniaków!

             Chociaż z tym wiązaniem końców to chyba powoli się robi koniec, albowiem ogłoszono, że bezrobocie spadło do absolutnego minimum! Czyli że bez pracy są już tylko ci, co jej nie chcą (lub unikają owych VATów i innych pańszczyzn). Więc po prawie 80 latach od rozpoczęcia wojny, w końcu zaczynamy naprawdę wychodzić na prostą (!!!). Możliwa nawet jest sytuacja, gdy miejscowi "przedsiębiorcy" i zarządcy zachodnich montażowni zaczną w końcy płacić nam tyle, ile trzeba do przeżycia, a co gorsza będą także zmuszeni do szanowania swoich pracowników!

              Bo ci nagle stali się bezcenni.

              Oczywiście daleka jest jeszcze droga do wyrównania płac z zachodem – bo ceny już mamy równe, wobec czego życie Polaka to regularny absurd, którego nawet już nie zauważa!

               A jako że wiąże owe końce, to nie zauważa nic innego oprócz roboty i kultura poza warszafką ledwo istnieje.

               Ale to się musi zmienić, bo nasi pracodawcy szmal mają,

               Muszą tylko zmienić swoją mentalność z pańskiej na społeczną.

               Oczywiście pańszczyzna, którą obecnie oddajemy bezimiennemu państwu, też musi się skończyć!

               I mam nadzieję, że stanie się to bardzo szybko. 

51 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

          Ludki zwyczajne (już prawie popełniłem: "normalne") dobierają się w pary. Tak to jakoś zostalo ongiś ustalone, chociaż pozostały na skrajach świata cywilizowanego wyjątki, gdzie na przykład żonę przejmuje się po bracie, jedna żona ma wielu mężów, mąż cztery żony (islam) i inne układanki.

               Czyli monogamia nie jest normą, czymś ustalonym i zakorzenionym.

              Ale nieustannie promowanym, pomimo odrzucenia korzeni chrześcijańskich, czyli teraz dla odmiany: love, serduszko, różowe pierdoły i na wieczność razem!

               Właśnie zdałem sobie sprawę, że tak uprawiana, nawożona i pielęgnowana ponad stan miłość… to statystycznie ściema! I w ogóle ściema!

                 Albowiem dobór w pary stadła nieświadomego odbywa się na bezdyskusyjnych zasadach (ewentualnie można dostać w ryło): "Znalazłem(am) swoją drugą połówkę i takiej drugiej nie ma na świecie!".

                 Tyle że świat liczy już nieco ponad 7 miliardów ludzi (7 000 000 000 dla ogarnięcia skali), a ci love szczęściarze znajdują swe brakujące części jakoś zazwyczaj tak dziwnie na miejscu?

                 Czyli coś się nie zgadza z tym romantycznym dobieraniem się na całe życie, bo coraz liczniejsze (acz wciąż procentowo mikroskopijne liczbowo) pary, które dobierają się z najdalszych stron świata, potwierdzają tą regułę na zasadzie wyjątku?

                   Bo żeby nie tam, to by się sparzyli tu. 

                    Więc co powoduje, że ludzie się łączą w pary i są przekonani (lub przekonują), że to niespotykane szczęście, rzut od losu i przeznaczenie?

                    Ano trzy czynniki zależne od objętości mózgownicy gospodarza:

  1. Jednostki najbardziej prymitywne sądzą, że kochają, ale są pod tym względem upośledzone jak małe dzieciaki. Już wielokrotnie udowadniałem, że miłości nie ma, a kto w nią wierzy ten kiep! Mała pożąda dużego, duży małej (szparki), burze hormonów, akcje, sytuacje i takie tam…
  2. Interes: piękne lgną do bogatych, plejboje wyrywają co leci i tak się urządzają na starość. Kiedyś się takie związki ustawiało, dziś to poszło na spontan, ale schemat pozostał ten sam: lepsi przyciągają się z lepszymi, gorsi zostają dla pasztetów. Tudzież przyzwyczajenie: znałam(em) dawno swe lof, to niech ten stan się utrzymuje. Okolica akceptuje, rodzina się nie burzy, więc niech tak zostanie.
  3. Znudzenie. Ludki żyjące samotnie i nie kwalifikujące się do dwóch powyższych grup, szukają drugiego takiego, by nie płakać w samotności. To o dziwo jest grupa najbardziej siebie wierna i spełniająca warunki doskonałego związku! 

                  No i skromna i niepozorna grupa na granicy błędu statystycznego, do której niestety należę i ja (a tak bym chciał być pospolity!).

                  Mi po prostu brakuje baby, która złapałaby mnie za jaja, a ja ją za mordę!

                  To tak trudno zrozumieć?!

                  I żadnych kurwa różów, tudzież pieprzenia o miłości, słodkości, kredytach, limitach, itp…

                  A zaufanie to limit podstawowy, którego szukam całe życie, a wymagania są wygórowane, bo nie ufam nawet sam sobie.

 

 

"Co wniosły kobiety do historii? Dzieci i intrygi!"

                                                                     Elias Canetti

70 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.60.91

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code