Miałem podać przepis na obalenie systemu…

        Ale jeszcze nie teraz!

        Powodem jest to, że poprzedni system jest wciąż zbyt zbyt mocny, a obecny zbyt napalony, by go rozpieprzyć.

        I obie strony walą teraz na maxa w przeciwnika!

        Aż przyjemnie popatrzeć.

        Więc warto poczekać, aż ci pseudoprawicowcy wykopią ostatecznie w kosmos ten układ zamknięty, resortowe dzieci (teraz już wnuki!) i całą tą zgraję dorobkiewiczów i ten cały zakomplexiony po sufit mainstream z powrotem do rodzinnego obornika gdzieś tam (gdziekolwiek to jest i jak bardzo nim gardzą te gnojowe dzieci!).

        Niech się jeszcze pożrą…

178 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Ano mamy 4 czerwca i w atmosferze wzajemnej nienawiści  (tych 30 % wciąż głosujących na dwie główne partie debili) "świętuje" się…

      No właśnie co?!

      Oficjalnie już brzmi to absurdalnie: półwolne wybory, czy cuś w tym guście.

       Znaczy dokładniej z tym absurdem:

  1. Ani to obalenie komunizmu – bo formalnie tak posrany system nie ma prawa zaistnieć w rzeczywistości!
  2. Po drugie (nazwijmy go totalitarnym) ten utopijny ustrój się tylko przeobraził – o czym poniżej.
  3. Obecnie uprawiana "demokracja" jest od owego - śmiesznego początku, tylko pozorem prawdziwej demokracji (o czym jeszcze niżej). 
  4. Więc czym ją zastąpić?!

       Dla przypomnienia: ówcześni kacykowie gnijącego – oficjalnie tak zwanego – komunizmu, mieli do wyboru trzy ścieżki. Obecnie możemy je nawet zdefiniować – wtedy to była jedna wielka niewiadoma. Tak więc komunizm padał z impetem na ryj EKONOMICZNIE i praktycznie nic nie trzeba było z tym robić. Koniec tej paranoi był nieuchronny, a żadne skoki przez płoty, strajki, bunty, itp, nie miały znaczenia!

       Kwestią było tylko: w którym kierunku to rypnie.

       Dzisiaj mamy doskonałą skalę porównawczą:

  1.         Korea Północna – trzymamy się komunizmu za wszelką cenę, z państwa robimy jeden wielki obóz koncentracyjny – a i tak giniemy na końcu z głodu.

                   Oczywiście w bloku wschodnim, a nawet w ZSRR taki scenariusz nie mógł mieć miejsca ze względu na cokolwiek europejską mentalność: skończyłoby się rzeką krwi (i tak jej troche popłynęło przy rozpadzie owego)…  

       2.         Chiny (znowu Azja daleka): oficjalnie komunizm (partia trzyma wszystko za ryj) – praktycznie kapitalizm (jedna z największych potęg gospodarczych obecnie). Plusem jest to, że układy zamknięte i korupcja są zaciekle zwalczane (do dziś rozstrzeliwuje się przekupnych urzędników na stadionach, ku uciesze televidzów!!!).

                   Chore, ale chociaż uczciwe.

       3.         No i ta trzecia opcja, którą niestety zaliczyliśmy, a którą się tak medialnie/namiętnie dziś świętuje: 

                   resort zmienia barwy na kapitalistyczny kamuflaż, bierze co się da, a milionom sierot po tym porąbanym systemie wbija się uparcie do głów, że oto NAGLE muszą sobie radzić sami (boć to przeca kapitalizm!), a jak już się stoczą, to sami sobie winni i wypierdalać na bruk i nie psuć estetyki tym ze świecznika!

                  Za to mamy "demokrację" i pieluchomajtki to za mało, by powstrzymać radość nad tym faktem!

                  A czym się ona objawia?

                 Co parę lat wybiera się ponad pół tysiąca nic nie znaczących pajaców i jakiegoś marionetkowego prezydenta, a i tak – jak to obecnie jest najdobitniej widoczne – WSZYSTKIM kręci jakiś koleś z tylnej kanapy (obecnie ma na imię Jarek, porzednio zwał się jakże egzotycznie: Donald).

                 Nie muszę już chyba, po raz kolejny, powtarzać, że owa "demokracja" natychmiast po wyborach znowu się kończy, a miliony odepchniętych od koryta "obywateli" ma stulić ryj i godzić się pokornie ze swym losem parobka.

                Taka to wolność!

                A jak to zmienić?

                Jest parę pomysłów i wkrótce je zaprezentuję.

            

 

    

    

125 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         To, że w ostatnich wyborach większość głosów poszła na PiS i PO, nie dziwi. Po prostu lemingi głosowały przeciw moherom (bo ich nienawidzą), a mohery przeciw lemingom (bo nienawidzą ich jeszcze bardziej). Obie te grupy są zwarte, uzależnione od tylko swoich środków przekazu i raczej niereformowalne.

        Tu mały wtręt: frekwencję na tych wyborach odtrąbiono jako rekordowo wysoką i sięgającą… 45%!

        Czyli tradycyjnie połowa uprawnionych olała siarczyście tą błazenadę.

        Normalnie 2/3 ludzi szcza na tą pseudodemokrację (i słusznie!) ; teraz, widać chyba pod wpływem pogody (znaczy wyjątkowo chujowy maj) coś ich tam z nudów zawinęło do urn?

        Sorry, ale poziom głupoty tego naturalnie chodzącego na wybory postępowca/połykacza propagandy/debila zwykłego, czy jak tam zwał te jakieś 30% ludków dziwnych, angażujących się za każdym razem w wybory ukazuje własnie wynik owego głosowania!

        Więc:

  •         Kto do kurwy nędzy kupił Biedronia?!!! Oprócz pederastów oczywiście. Są rzeczy na tak i na nie. Biedroń jest na nie: stary wyjadacz polityczny (zaczynał u Palikota), matkojebca, czy coś, ale… ma tak podobającą się tępym gospodyniom domowym (i niezamężnym nauczycielkom) aparycję, że… no nie mogą się oprzeć, by go nie poprzeć! Dla mnie już wystarczającym szokiem było, gdy wybrano go prezydentem niejakiego Słupska. Czy mieszkańcy tej mieściny są aż tak zakomplexieni, by swym zarządcą wybrać kogoś bez zwiąku z miastem, ale znanego?! Jak nisko się trzeba cenić, jak trzeba być ograniczonym, by kupić takiego cwaniaka (który to automatycznie i naturalnie po kadencji zaraz ich olał :)?!
  • Ale jest jeszcze bardziej! Wesoła wdówka (po mężu: Adamowicz), wygryzła z kolejki samego Wałęsę juniora!!! Klientka, której jedynym zajęciem było konsumowanie kasy z przekrętów męża, z którym była w separacji, gdzieś tam daleko w USA, na samym nazwisku wystrzeliła w politykę – dosłownie po trupach! Odstrzelono – cokolwiek fachowca (znaczy Wałęsę juniora) – w tamtej instytucji, by zastąpić go jakąś cyniczną suką, która dorobiła sobie prostą historię do zabójstwa swego byłego. I lud ciemny to kupił (oczywiście ta zaprogramowana 1/3 ogółu)!!! 
  • Joachim Brudziński – minister spraw wewnętrznych, który przeskoczył na posła w ojroparlamencie (!!!). W dupie sprawy wewnętrzne! Jadę do Bruxelki!

        No litości!!!

        Dodawanie, że w zakładach karnych zawsze wygrywają ci z PO i innej złotej levicy już chyba nie ma sensu? Ale sensowne jest pytanie, czemu skazani mogą głosować?! Za PRL funkcjonowała kara pozbawienia praw publicznych – i to akurat było sensowne w tym absurdzie! Teraz nawet mordercy i pedofile chodzą do urn.

        Wcześniej słoiki wybrały prezydentem stolycy dzidziusia pani, która exmitowała tak około 30 tysięcy jej mieszkańców na bruk (!!!). Tak ze śródmieścia, tak tych starszych… Ale co to obchodzi setki tysięcy napływowych karierowiczów z szansy na sukces?

         Tak wyglądają te nibydemokratyczne wybory!

         Imbecyle głosują na kanalie i wciskają innym, że to obowiązek!!!

         Tępaki traktują wybory jak rodzaj krzyżówki, gdzie postawienie krzyżyka w kratce ze znanym nazwiskiem jest megasukcesem intelektualnym wyborcy!

         A że pod tym nazwiskiem jest zazwyczaj menda zwyczajna, cwaniak, zbok, czy inna szuja, to już nie ma znaczenia…

         Ważne, że w TV się dobrze prezentują…

193 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

       30 lat temu wprasowano polskiemu społeczeństwu dwie zasadnicze ściemy, które obowiązują w zniewolonych systemem umysłach do dziś (!).

       Pierwsza, którą opisywałem wielokrotnie – więc nie będę drążył – to założenie, że WSZYSTKO zależy od ciebie, więc jeśli coś ci w życiu nie wychodzi, to tylko i wyłącznie twoja wina. Z wielką mocą propagują taki pogląd resortowe dzieci, słoiki z Wawy i innych metropolii, zwyczajni farciarze i młoty, co to rzeczywiście wzięły sobie takie założenie do serca i po trupach – pozbywając się człowieczeństwa i moralności – rzeczywiście coś tam osiągnęli. 

       Na szczęście ostatnio nastąpiła dość zaskakująca przemiana i ta idea rypła.

       Zwyczajnie rypła, bo wielu podobnych mi opisywaczy życia codziennego sprowadziło ją na samo dno – tam gdzie jej miejsce (obok idei wdrażanych przez tych stymulatorów personalnych i innych kouczów i sensei).

       Drugą kwestią, jeszcze cokolwiek propagowaną przez jakieś dinozaury poprzedniej epoki (a właściwie czasu przemian), jest owy obywatelski obowiązek uczestniczenia w wyborach.

       Powtarzam po raz kolejny: oprócz tych co paroletnich wyborów, obywatel w zasadzie nie istnieje! Jakiś tam mały wpływ mają na poczynania polityków media, które to niczym hieny, jak się rzucą na jakiś temat (jak ostatnio na pedofilię), to spanikowani politycy robią coś pod publiczkę – najczęściej bezsensownego i szkodliwego. Opcja referendum w zasadzie nie istnieje, dzięki czemu wkurwiony tym Kukiz poszedł w politykę (ruch zmielonych). 

       Zresztą na jego opcję oddałem dziś głos, bo taki ze mnie jakiś dziwny optymista i na te wybory chodzę… Nawet parę razy się zdarzyło, że wygrała moja kratka (i krzyżyk)!

       Właśnie. Oddałem głos na opcję, a nie na kogoś, kogo znam.

       Bo jak to (absurdalnie kompletnie) wygląda:

       Jest jakaś potężna płachta z jakimiś siedmioma opcjami, pod którymi jest po tak koło 10 nazwisk (na ogół nieznanych). Ponad 50 kandydatów, z których dostanie się jeden! 98% z nich to zwyczajni pozoranci, którzy nie mają NAJMNIEJSZYCH  szans na dostanie się do parlamentu (tym razem z przedrostkiem "euro") !!! Równy bezsens, co w wyborach w PRLu (tam też zawsze wygrywał pierwszy na liście).

        Ludzie i tak głosują za PO, PiS, czy tak podobającym się babom Biedroniem (ciekawe co na dzień matki podaruje swojej – ochraniacz na zęby?).

        To wszystko ogólnie o kant dupy rozbić.

        Ściema i pozory, a ci co konsekwentnie nie uczestniczą w wyborach, są, za swój wybór (bo to też wybór!) moimi bohaterami.

        A idealnym dniem będzie dla mnie ten, gdy społeczeństwo się złączy w swym buncie i do wyborów nie stawi się NIKT! A gdy ich zmuszą (jak jest w paru krajach UE), to niech nawet nasrają na te płachty i wrzucą do urn.

        Bo tyle ten cyrk jest wart…

139 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         No po dokumencie pana Sekielskiego – skąd inąd ostatniego mistrza dziennikarstwa śledczego (żyjącego jeszcze) – Polska zadrżała w swych religijnych posadach i temat pedofilii/molestowania nieletnich, nie schodzi z mediów wszelakich, niczym JPII po śmierci! Nawiasem mówiąc, przez swoje oderwanie od wolnego świata (życie w PRL) i niedowierzanie w takie wynaturzenia, spowodował on tą lawinę i dość spory kłopot dla całego kościoła.

         To co najbardziej wkurwia ludzi, to właśnie tuszowanie owej patologii i odsyłanie winnych w bezpieczne miejsca, bez wyciągania konsekwencji. W innych zawodach, gdzie odsetek pedofilów jest podobny, po prostu taki element dostawał kopniaka w dupę i szedł siedzieć, a w kościele skrupulatnie zamiatało się to pod dywan, aż w końcu – całkiem naturalnie – całe te skrywane szambo wybiło.

         Albowiem władcy kościoła zapomnieli o najważniejszym haśle prowadzącym ową agencję siły najwyższej:

         "Prawda zawsze zwycięża!".

         W kościele jednak – podobnie jak u nauczycieli – nie istnieje instytucja zwolnienia dyscyplinarnego, więc niewygodnych xięży odsyłano do innych parafii. Do dziś, po zapadłych wioskach, jest porozrzucana cała masa zwyczajnych debili w sutannach…

         Zaiste, genialna strategia (strzelenia sobie samobója)!

         Nawiasem mówiąc, pod jurysdykcję papieską podlega też dość skromny kośćiół unicki. Jedna z jego parafii znajduje się dość niedaleko ode mnie (jakieś 40km), a jej zarządca (ksiądz) posiada żonę i czwórkę dzieci (legalnie i jawnie!). Pedofilia i inne cholerstwa nawet nie przychodzą mu do głowy – bo zwyczajnie, jak normalny czlowiek, nie ma na to czasu. I takie rzeczy też mają miejsce w kościele katolickim!

          Można? Można!

          No ale, jak zwykle, przy okazji medialnego sraczkensa i pseudospołecznego wzburzenia, partia akurat prowadząca, wzięła się za radykalne zaostrzenie kar dla owych (procentowo cokolwiek nielicznych) pedofili, a społeczeństwo wzięło się za wyłapywanie takowych.

          Trochę jak średniowieczne polowanie na czarownice: z braku (nielicznych cokolwiek) winnych, dostaną jak zwykle po dupie jakieś Bogu ducha winne ciamajdy. Histeria została rozkręcona i już w mojej okolicy pogoniono jakiegoś fotografa, bo podobno uwieczniał z ukrycia dzieciaków (?!).

          Jakby internet nie oferował wszelkich zadowalaczy dla wszelkich dewiantów?

          Z tym nagle wprowadzanym, pod wpływem chwili, zaostrzeniem kar dla pedofili, skończy się raczej gorzej, niż z wcześniejszą akcją wsadzania do paki pijanych kierowców. Też z pozoru zacnie, ale efektem były więzienia wypełnione narąbanymi rowerzystami, którzy zwyczajnie, wiejskimi drogami (bezpiecznie!), chcieli po prostu dojechać do miejscowego gieesu po siatkę browarów.

         A teraz wystarczy bajdurzenie jakiegoś małolata, jego zdziczałej matki, lub zbyt długi obiektyw skierowany z pozoru w niewłaściwą stronę!

         Moje dwa, o ogniskowej odpowiednio: 300 i 250 mm, mogą znienacka być dla mnie dość sporym kłopotem teraz!

        A to wszystko, o zgrozo, w czasie gdy postępowo propaguje się homosexualizm!

        Paranoja totalna!

        We wszystkich strukturach (łącznie z kościołem katolickim), ryzyko molestowania oscyluje gdzieś tak około procenta zatrudnionych.

        Oprócz pederastów.

        Tam to 50 %!!!

         A środowiska postępowe uparły się, żeby dzieci uświadamiać sexualnie (bo to niby przeciw tej pedofilii)… Jakby taki mały miał jakąkolwiek szansę sam się obronić?

         Otóż KAŻDE dziecko poniżej wieku dojrzewania (jakieś 12 – 13 lat) powinno być BEZWZGLĘDNIE wykluczone z wszelkich podtextów sexualnych/płciowych/erotycznych/prokreacyjnych. Jak zacznie dojrzewać – można kombinować. Każde działanie sexualne (nawet teoretyczne) na młodym organizmie powinno być bezwzględnie traktowanie jako molestowanie i tak samo karane.

     Dotyczy to oczywiście także adopcjii maloletnich przez dewiantów typu homosexualnego. Jeśli kogoś celem życia jest swoja sexualność, to powinno się go trzymać na dystans od wszelkich bezbronnych istot.

     I karać jak najsurowiej!

     A zgniła, europejska cywilizacja obrała dokładnie odwrotną drogę…

     Przykre, ale prawdziwe…

     A kościół, który tych rzeczy oczywistych powinien bronić z całą zaciętością, sam wpieprzył się w taki kanał, że Hospody pomyłuj!

143 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     I patrząc na to, co dookoła się dzieje – tak wychodzi. Żyjemy w ciekawych czasach. I o dziwo, to nie są złe czasy!

     Naprawdę z radością obserwuję, jak wszystkie, dotychczas stałe niezmienne, ulegają dezintegracji.

     Najpierw oba kolana, z całego magazynka, poprzestrzelali sobie nauczyciele.

     Mit inteligenta padł.

    To nie takie zwykłe rypnięcie, a porządne pierdolnięcie mordą w ubłoconą glebę, z kamieniami na dnie!

    Teraz, po dokumencie Tomasza Sekielskiego, zadrżał w posadach kler (film pod tym tytułem, swoją drogą, przetarł ten szlak).

    Nie kościół – bo ten ma wytrzymać, co jest istotne dla mnie, jako katolika – ale kler właśnie, z drugą grupą kompletnie oderwaną od rzeczywistości (jak nauczyciele), czyli z książętami kościoła, odzianymi w purpurę, żyjącymi w swoich pałacach, ze swoją służbą i kochankami (płci obojga, wieku zazwyczaj młodego, zazwyczaj nie ze swojej woli). Spasione paniska, dla których życie zwyczajne, zwyczajnych ludzi, jest niczym jakiś film SF.

    A tu nagle dopadł ich realizm!

    Ale jest jeszcze trzecia grupa, żyjąca w równie oderwanym od realizmu świecie. I sfeminizowana niemal w takim samym stopniu, co nauczycielki.

    To palestra.

    Sędziny i prokuratorki. Podobnie jak ów kler i pedagożki, żyją w swojej fantazji, totalnie innej, niż realizm reszty społeczeństwa.

    Jak obalimy i ten mit trzeciej władzy, to naprawdę będzie baja!

    I nie chodzi mi o to, żeby to bezpowrotnie rypło. Szkolnictwo da się odbudować, podobnie kościół przetrwa (bo ma przetrwać!), a i sądownictwo da się zrobić normalnym.

    Tylko trzeba rewolucji, przewrotu, trzeba rozpieprzyć to co zgniło. Pozbyć się niewłaściwych ludzi (Nie! Broń Boże nie fizycznie!). Wystarczy ich wywalić tylko na bruk: bezlitośnie i bezpowrotnie. Tylko tyle wystarczy.

    Takie czasy!

    Nie trzeba krwi – wystarczy samo upokorzenie.

    Mamy dookoła całą masę nauczycieli głąbów, xięży zboków i sędziny popierdółki. Tą masę, która niszczy rzeczy najważniejsze, czyli: wiarę, naukę i sprawiedliwość, trzeba odesłać na samo dno społeczeństwa.

    To wystarczy…

    

121 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

          Kobiety (wszelkiej maści, wagi i intelektu) zostają starymi pannami na własne życzenie. Zgodnie z moimi wcześniejszymi spostrzeżeniami, każda potwora znajdzie swego amatora. 

          Naprawdę!

          Nie ma na świecie tak wstrętnej (wewnętrznie i zewnętrznie) baby, której by nie pożądał jakiś zboczeniec/dewiant/psychol.

          Sam mam na tapecie dwa odchylone maxymalnie od pionu marzenia erotyczne: sex z kadłubkiem i kobietę z trzema piersiami.

          To naturalne dla mężczyzn, stąd też tyle obleśnych, tłustych pasztetów paradujących z wózkami i partnerami.

          One to nazywają miłością – dla mnie to tylko deviacja.

          Jak homosexualizm i pokrewne zboczenia.

          Co naturalne – w drugą stronę to nie obowiązuje, co najwyżej partner ma być źródłem szmalu i opiekunem dla nie swoich dzieci, tudzież zarządcą uwitego gniazdka, pod nieobecność xiężniczki…

          Jestem facetem (oprócz paru skrzywień) w miarę normalnym, posługującym się w wyborach życiowych intelektem i intuicją. Życie sprawiło, że dorobiłem się sporego pancerza, więc kwestie uczuciowe właściwie już dla mnie nie istnieją. Miłość, jako romantyczny (XIX wieczny) wynalazek, uznaję za kompletną bzdurę! Rycerskie podejście do kwestii damsko męskich także jest tym romantycznym, wczesno-dziewiętnastowiecznym bełkotem.

          Wcześniej zasady były jasne: praktycznie NIKT nie żenił się z miłości!!!

          Małżeństwa aranżowano.

          Żaden rycerz/xiąże, nie zapierdalałby na białym koniu pod zamek swej wybranki, gdyby nie miał ku temu ekonomicznych podstaw!

          Uczucia, owszem – czasem explodowała jakaś namiętność, ale działo to się poza małżeństwem – czyli instytucją.

          Dzisiaj związki są parodią, a małżeństwo jako formalność wręcz w zaniku!

          Ludzie postanowili, że będą dobierać się w pary na zasadzie jakiegoś dziwnego słowa: "miłość"!

          Jaką to jest ułudą, potwierdzają notoryczne wręcz już rozwody i rozstania. Tudzież częste zdrady, których przyczyną jest owa, jakże realna namiętność.

          Ale namiętność to stan krótkotrwały, a żeby zbudować długotrwały zwiążek potrzebna jest logika i wręcz chłodny osąd sytuacji!

          Tak się tworzy prawdziwe partnerstwo.  

          Kobity tego nie rozumijo!

          Ich debilni partnerzy także.

          Więc całą winę za obecny rozpad więzi rodzinnych, malejącą demografię, itp,  zwala się na takich jak ja…

           Bo nie chcemy wydalić z siebie jakże okropnego zwrotu: "Kocham Cię!".

           Sęk w tym, że oprócz Siebie i Boga naprawdę nikogo nie kocham.

           Jakiś problem gamonie?!

185 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Przy okazji ostatnich świąt Bożego Narodzenia rozpisałem sie na temat paranoiczności potraw na wigilijnym stole. W skrócie chodziło o to, że większość z nich jest tak niezjadliwa i niewypiwna (kompot z suszu – fuj!), że tylko ten raz w rocku pojawiają sie na stołach, by zaraz z nich zniknąć i przez pozostałe 365 dni nie pamiętać o tej traumie.

         Tutaj Wielkanoc ma kolejną przewagę, bo zestaw śniadaniowy – w  odróżnieniu od wigilijnej kolacji – jest niezobowiązujący i dotyczy luźnego spektrum mięsiw i sałatek. W zasadzie są tylko trzy konieczne potrawy: jajca, żurek i biała kiełbacha.

         O ile jajca to jajca i nie ma co na ten temat pisać, żurek też jest tak neutralny, że w zasadzie każdy go bez problemu wciągnie, to skąd w tym zestawie się wzięła biała kiełbacha?!

         Nie cierpię tego syfu na równi z flakami! Nie cierpię niczego, co mi się nie rozpływa w ustach i zostawia po sobie niezgryźliwe kawałki ścięgien, żyłek, stawów, czegokolwiek! Z tego powodu głębokie obrzydzenie budzą we mnie wszelkie mielonopochodne!

         Z białą kiełbachą na czele.

         Która na wielkanocnym śniadaniu koniecznie musi być! Bo Jezus sobie tego życzył, czy co?!!! Podobnie jak tego wigilijnego szajsu!

         No więc podjarane pod sufit gospodynie domowe (ach te tradycyjne, przedświąteczne porządki, pełne napięć i złości!) obowiązkowo muszą muszą zapodawać to, co ich przodkinie i co wydaje im się przedwieczne. A że taka biała kiełbacha, to co najwyżej od XVIII wieku, choinka od XIX, a grudniowy karp to wynalazek PRL? Nieistotne! Kobiety działają szablonowo, a gdy szablon ma w sobie coś ceremonialnego, to już jest radość wielka!

         A zaiste, Wielka Noc to święto radości, więc radujmy się, przymknijmy oko na te drobne przeszkody, a owe białe ścierwo, przy pierwszej lepszej sposobności rzućmy psu (o ile bydle będzie to chciało zeżreć), lub zwyczajnie wywalmy za okno – coś dzikiego i głodnego zawsze to z radością wciągnie: na przykład jakiś bezdomny cygan.

        I z tym radosnym akcentem życzę wam niezłej polewki w poniedziałkowy ranek… 

 

 

183 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Naprawdę arcyciekawa ta historia.

      Skromny kaznodzieja imieniem Jezus, tak zaszedł za skórę miejscowym kapłanon, że postanowili się go pozbyć. A że nie mieli uprawnień do jego fizycznej likwidacji (także religijnie), więc odesłali go do sfrustrowanego pobytem na zadupiu, wśród maniaków religijnych, Poncjusza. Ten, po stwierdzeniu niewinności odesłał go z powrotem. Wszyscy chcieli się Go pozbyć, ale nikt nie chciał Go skazać i zlikwidować.

      Więc naturalnie i ostatecznie trafił znowu przed oblicze Piłata.

      Ten przyparty do muru i wierny prawu (czymże jest dziś prawo?) chciał go uwolnić…

      Ale ostateczne słowo miał lud.

       I słowem motłochu skazano Go na śmierć.

       Nie przypadkiem wybrano ten lud. Jak żaden inny jest wierny słowu – nawet do dzisiaj. A że słowo jest największym mordercą – także wtedy to udowodnili. W innych, bardziej dzikich rejonach by Go zwyczajnie zaciukano przed początkiem nauczania. Tu musieli tak kombinować, by pozbyć się odpowiedzialności (jakże to żydowskie!), aż w końcu osiągnęli swój cel.

       A w tłumie to zawsze łatwiej – na tym polega ten fenomen, że słowem mas rządzi ten, kto pierwszy zapoda temat. Jak padnie hasło: "Na krzyż z nim!" , to nikt nie odważy się krzyczeć co innego. Gdy zaczną krzyczeć: "Uwolnić Barabasza", no to w sumie nawet nic złego… A że od tego zginie ktoś niewinny? W tłumie lepiej się nie wyróżniać, nie myśleć i lepiej nie kombinować. Odpowiedzialność teoretycznie żadna.

       Teoretycznie.

       Oni tam jeszcze krzyknęli: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”. Piłat umył ręce…

       Minęło dwa tysiące lat, tłum rozproszył się i siedzi przed telewizorami. Nie krzyczy: robią to za niego dziennikarze i politycy. Ale tłum się robi coraz starszy, czas televizji manipulacyjnej jest policzony, więc wyje na najwyższych obrotach, niczym ZSRR przed upadkiem! Nie ważne z której strony! Tłum jest tradycyjnie tępy i strachliwy, tłum jest tubą przywódców (wystarczy zapodać temat).

        A raczej tłum był, bo nagle technika rozpieprzyła odwieczny system i pozwoliła się odseparować, jednocześnie będąc w skupieniu.

        Dlatego internet jest taką solą w oku rządzących!

        I za wszelką cenę chcą go ujarzmić!

        Bo w wolnym internecie może przetrwać tylko prawda.

        Ale czymże jest prawda?

 

 

 

           Konstruując wczorajszy wpis, zapomniałem o jednej kluczowej kwestii, która mnie do tego skłoniła.

           Nazywa się Krzysztof Skiba.

           Koleś (zasłużony cokolwiek w rozpieprzaniu komuny) przypiął się automatycznie do akcji hasztag-nauczyciel-coś tam, ale przy okazji pierdolnął sobie dość sporą petardę w odbyt.

           Więc zacytuję: 

"Krzysztof Skiba nie ma wątpliwości, że warto stanąć po stronie nauczycieli. Podał mocne argumenty.

- A dziś? Jestem za strajkiem, bo bywa, że nauczyciele zarabiają mniej niż robotnik niewykwalifikowany, który rowy kopie. I to jest skandal. Ciężko za to godnie żyć."

       Ale czemu ten skromny, drobny, niepozorny, pogardzany przez elyty robotnik niewykwalifikowany ma zarabiać mniej?!

          Rowy też są potrzebne i ktoś je musi kopać!

          A jak robi to dobrze i – w przeciwieństwie do całego systemu szkolnictwa – ma to uzasadnienie ekonomiczne, to niech nawet płacą mu w złotych sztabkach, a resztę wydają brylantami!

          Tu przy okazji wyciekła z mainstreamu (z niego ostatnio tak cieknie, jak ze starego szamba – co się zresztą dziwić?) coraz mniej skrywana pogarda do praktycznie wszystkich poza nim. Wręcz segregacja klasowa! Taki nowoczesny podział na kasty. Źli są ci z prowincji, ci parający się ręczną robotą (zwani dawniej fizolami), a nadludźmi są właśnie ci z mainstreamu, którzy za cholerę nie przyjmą do wiadomości, że ich dotarcie na szczyt było o wiele łatwiejsze, niż takiego chociażby kopacza rowów. Że coś im się udało, że ktoś ich przepchał, że mieli zwyczajne szczęście, itp.

          Oni już się wykreowali, jako nowoczesna arystokracja. Ot tak, samozwańczo.

           Ale panie Skiba, mi by się nigdy nie wyrwało tak z pogardą odnieść się do prostego człowieka. Ja ludzi poczciwych zwyczajnie, po chrześcijańsku szanuję: czy to śmieciarz, łopatowy, młotkowy, pani sprzątaczka, czy babcia klozetowa. 

          Więcej!

           Obserwując, ilu ludzi z tytułami i ze świecznika, to zwyczajne głąby, pozerzy i ściemniacze, z całą mocą gardzę właśnie nimi!

           Bo żeby wymagać szacunku do siebie, trzeba wpierw obdarzyć szacunkiem wszystkich dookoła.

           Dlatego szczam sprężystym moczem na te nauczycielskie pasożyty i śmietankę ich popierającą.

 

163 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.234.214.179

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code