Chodzi oczywiście o obecny strajk samozwańczej ętelygencji – czyli nauczycieli. Grupa owa żyje od lat w jakimś równoległym świecie, kompletnie oderwanym od rzeczywistego. Ci ludzie są niemobilni, nieelastyczni i zazwyczaj przerażająco tępi. Tu trzeba też dodać, że zawód ten (nie żadne powołanie!) sfeminizował się w ostatnich latach praktycznie w 100%!

          Kto nie wierzy, niech wpadnie na najbliższy univerek, na te pedagogiczne wydziały, a ujrzy taką masę wymuskanych ciach, że grozi to zawałem penisa! Na ogół te ciacha pochodzą z zapadłych wioch i zostały tam wysłane z krwawicy swych rodzicieli – a jak już we wcześniejszych wpisach wspominałem, wysłanie córki na takie studia, to gwarancja jej staropanieństwa i bezdzietności (wnuków nie będzie!). Spora oczywiście ich część, wspomaga się finansowo, użyczając swych pięknych ciał za pieniądze, by dociągnąć do magisterki. Oczywiście o tym szczególe się nie dowiecie, ponieważ nabralibyście sporych wątpliwości w oddawaniu swych pociech w ręce takich ciał (pedagogicznych już).

          One oficjalnie kreują się na lepsze od niedouczonego motłochu, ponieważ nie posiadają ABSOLUTNIE ŻADNYCH innych cech dodatnich, oprócz wyoranej magisterki (o czymś takim ongiś śpiewało Lady Pank w piosence "Mniej niż zero", ale wtedy zwykła matura była więcej warta od dzisiejszych studiów). To jest ich sens życia, cel i spełnienie. Więc nie potrzebują już ni rodziny (bo każdy facet niegodny i ma wady), ni praktycznie właściwie niczego, co trapi ludzi doczesnych. One po tych studiach, niczym kule bilardowe, wpadają do odpowiedniej szkoły, gdzieś tam w pobliżu sprawiają sobie maluśkie mieszkanko (koniecznie z kotem!) i z naturalnym przekonaniem, że raz podjęta praca, w jednym miejscu, jest jak wstąpienie do zakonu: czyli do śmierci. One będą same cierpiały, a swoje komplexy, braki umysłowe i złość wyładowywały na biednych dzieciach.

           Po czym orientują się (z nudów zazwyczaj), że za bycie taką matroną edukacji, ostoją wiedzy i kagankiem oświaty należą im się o wiele większe pieniądze, a jako że o życiu zwyczajnym nie mają ABSOLUTNIE żadnego pojęcia, więc kwestie średnich zarobków, średnich ludzi i ogrom pracy na to poświęconej, równie ABSOLUTNIE ich nie interesuje.

           No i naturalnie rozpoczynają strajk.

           Temat ten nie wart by był niniejszego wpisu, bo już został mocno rozjechany w internecie, a i media mainstreamowe zaczynają się powoli odwracać, ale…

           Ale nagle ruszyła akcja pod hasłem hasztag coś tam popieram i wywaliło całą masę celebrytów z nieodłącznymi karteczkami i tak sobie poczytałem…

          Więc praktycznie jeden w jedną podają te same "argumenty" (?): a bo mnie tam kiedyś uczyła/uczył ktoś tam od czegoś (wtedy jeszcze zdażali się nauczyciele – mężczyźni) i byli wspaniali i przekazali mi ogrom wiedzy, etc. 

          A i owszem! Nawet dzisiaj tacy się zdażają! Tyle tylko, że to coraz mniejsza mniejszość.

          Cała reszta nie nadaje się nawet do łopaty, bo nie potrafiliby obsługiwać tak skomplikowanego urządzenia, a poza tym świat zewnętrzny (olaboga – inna praca!) dla nich nie istnieje, więc okopali się na swych z góry straconych pozycjach i dokonali tak wspaniałego strzału w kolano, że już wkrótce publiczne przyznanie się do bycia pedagogiem będzie równoznaczne z przyznaniem się do pedofilii. 

          Więc od dzisiaj każdemu nauczycielowi bez krępacji powiem w twarz, że jest zwyczajnym pasożytem

          I wszystkich zachęcam do tego samego!           

 

 

 

 

 

 

       Więc w roverze swym zamontowałem takowe i skłaniając się ku sugestii sąsiada stwierdzam, że działają dość pobudzająco na kierowców, albowiem ci widząc z daleka coś mrugającego na niebiesko, naturalnie zdejmują nogę z gazu i zaczynają jeździć normalnie, a nawet mnie przepuszczają na przysługującym mi z zasady przejeździe!

       Potem się pewnie dziwią i wkurwiają, że jakiś pedalarz (tak to ci dojczszrotowcy zwą takich jak ja) zrobił ich w bambuko.

       Ogólnie jest jakaś niezrozumiała nienawiść (ja ją rozumiem – bo to komplex biedaka, co się owego szrota dochapał) do roverzystów.

      I nie zaprzeczam – jakieś 1/3 kolarzy to idioci, których naturalnym celem jest zginąć na drodze.

      Tyle że podobne proporcje obowiązują także wśród pieszych i kierowców.

      Różnica jest zasadnicza jednakowoż: pieszy i roverzysta jest zagrożeniem sam dla siebie, a kierowca debil to potencjalny morderca.

      I z tym faktem nie zamierzam dyskutować.

62 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

         Są trzy polskie nazwiska, które pod każdą szerokością geograficzną w mig każdy załapie: Jan Paweł II, Lech Wałęsa i Robert Lewandowski.

         JP II był właściwym człowiekiem, na właściwym stanowisku, skupionym na zwalczeniu komunizmu i jego agonalnych drgawkach, między innymi w Ameryce Południowej i Afryce. Doskonały polityk (papież to głównie głowa państwa, a raczej głównie rzeszy jego wiernych poddanych, równie wiernych swojemu krajowi – co jest kompletnie niezrozumiałe na przykład dla Chińczyków!). Co jeszcze ciekawsze, teoretycznie, do niedawna kardynałem i potencjalnym papieżem mógł zostać każdy katolik, bo to kwestia urzędnicza, a nie mistyczna. Nie przypadkiem papieży nie wybiera się spośród biskupów – takie dwutysiącletnie zabezpieczenie). Sęk w tym, że ów JP II tak się skupił na polityce, że zapomniał o ogromnym homosexualnym lobby w kościele i naturalnie związaną z tym pederastią i pedofilią, co po latach odbija się ogromną czkawką (kompletnie ignorowaną przez polskich biskupów, co skończy się równie naturalnie, za parę lat totalną sraczką).

         Lech Wałęsa. Bufon, debil, pionek w rękach UB. Ma nawet swój port lotniczy, pisany bezpiecznie bez wężyka pod "e" , by obcoziemianie się nie trudzili (a co z japończykami, hindusami, hebrajczykami i tajami?!). Koleś, który w miarę życia coraz bardziej oddala się od ziemii – ale jest wciąż znany.

         Lewandowski, rzecz dziwna, sporo się wyrobił w miarę grania, ale od poziomu Messiego, czy Ronaldo dzieli go wciąż przepaść.

         Tyle że tych trzech uznaje się u nas za nietykalnych i świętych (ten pierwszy nawet formalnie!). Właściwie tylko z Wałęsy kręci się bekę, bo sam się już tak pogrąża, że po prostu inaczej się nie da!

         Chodzi o to, że większość, napędzana mainstreamem, myśli że to jest jakiś produkt exportowy, że Polska coś zyskuje na znajomości tych trzech osób, czy cuś w tym stylu?

         Absolutnie nie!

        To bez znaczenia!

        Wolałbym te prawie czterdzieści milionów absolutnie anonimowych obywateli, świadomych swej wartości, żyjących w solidnym kraju, niż napędzanie swej wartości przez tą masę owymi trzema osobami.

        Coś tu jest na odwrót.

        I tak wygląda ów komplex polski (między innymi). 

125 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          Najłatwiej można określić, z kim mamy do czynienia, po tym, jaką rozrywkę preferuje. Czasy mamy takie, że możliwości są w zasadzie ograniczone tylko zasobnością portfela, ale z odrobiną fantazji można i to przeskoczyć.

          Na przykład turystyka. Zdecydowana większość za swe marzenie uzna dwutygodniowy pobyt w jakimś Egipskim hotelu za jakieś 5 koła, w zasadzie bez możliwości czegokolwiek poza tam przebywaniem, i to jeszcze w szczycie sezonu - czyli kiedy tam jest total patelnia (ci odrobinę mądrzejsi jeżdżą tam zimą i po powrocie chociaż robią wrażenie naturalną opalenizną, ze sporymi oszczędnościami w portfelu)!.

          Warszafki marzeniem i jej xerokopiami jest nie wiedzieć czemu Podhale, wraz z centralnym jego punktem, czyli owym Zakopanem. Na samą myśl o góralach (czyli mieszaninie naprutego, prostego, sepleniącego człowieka z owcą), wyciągających ręce po dutki od jakichś frajerów dostaję dreszczy! To gorsze od zacnego horroru! To miejsce nie oferuje niczego poza pozerstwem w tłoku!

          A jest sporo alternatyw.

          Choćby coś bardziej na zachód, czyli Dolny Śląsk, który odwiedziłem w ostatni weekend, wraz z wizytą w Czechach, a to wszystko za ćwierć ceny tego, co bym przerypał w owym zakopcu.

         Więc wybierając bazę wypadową chociażby w zamku Czocha, mamy w okolicy Karkonosze, wraz z nielimitowaną liczbą tras narciarskich i busem gotowym na nasze zachcianki. Mnie akurat zsuwanie się w dól na jakichś dwóch sztachetach, lub jednej desce do prasowania nie bawi, ale rozumiem i szanuję ludzi, którzy tego potrzebują.

         Mamy tam niedaleki Frydlant, wraz z zacnym zamkiem i naprzeciwko położonym równie zacnym browarem z rozsądnymi cenami (można płacić w złotówkach!).

        Mamy tam totalnych świrów z zamku w Świeciu, którzy wbrew wszystkiemu, z kupy kamieni postanowili odbudować zamek (w technice średniowiecznej!). Mamy tam posmak tajemnicy, dobre zaopatrzenie…

        Więc co gna lud pędny w miejsca pełne trzody, jak owe Zakopane?

        Ano to samo, co dżdżownice w wilgotną glebę. Takie proste, zwykłe – trzeba tam być, bo są już inne.

        Sam dzieciństwo spędziłem w turystycznej, nadmorskiej miejscowości, gdzie na tych walących tłumnie w sezonie (poza sezonem – w przeciwieństwie do owego zakopca była to totalna dziura) mówiliśmy z sarkazmem: "stonka".

         Więc te robaczki – jak ich tam zwał – wybierają cel spędzania wolnego czasu według zasad stadnych. Ba! Są tacy, co to czas wolny przeznaczają na nic zupełnie!

         A jak zwykle można inaczej.

         To już nie jest kwestia tego, że można inaczej.

         To kwestia świadomości i chęci, że tak można.

         Ale skoro ludzie chcą być bezkształtną masą skupioną w jednym miejscu, to po co to kwestionować?

         Więcej miejsca dla nas!

 

        

         

69 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Większośc facetów ma ogólnie skromne potrzeby, za wyjątkiem ich hobby. Więc wiekszośc tych normalnych - nie zgejowanych – nie przykłada zbytnio uwagi do ubrania, wyglądu mieszkania, lub też własnego wyglądu… Znaczy ta normalna większość chce chodzić w czymś wygodnym, fajnym i czystym, chata ogólnie nie ma być porośnięta pajęczynami, a i spora część (jak ja) przykłada się do utrzymania uzębienia w stanie pozytywnym – bo zły zgryz i ubytki w szczęce to natychmiastowa oznaka obciachu. Typowy facet większość swoich przychodów naturalnie wydaje na używki i owe hobby (każdy jakieś ma – w przeciwieństwie do bab). Wędkarstwo, majsterkowanie, fura, gitary, sprzęt RTV, czy inne aparaty do filmowania, czy fotografowania, itp. Tu faceci mają hopla i w swoją pasję są w stanie zainwestować ile się da!

        Jest w tym jakieś współzawodnictwo, ale w konfrontacji na ogół – a właściwie zawsze – kończy się to wesołą imprezą, typu: kto więcej złowi, kto lepiej zagra, zrobi lepsze zdjęcie, lepiej spali gumy, wystruga coś fajniejszego, itp. No i oczywiście po wszystkim obowiązkowy, niezobowiązujący ochlaj.

        Babska nasze niewyżyte podchodzą do tego inaczej. 

        Praktycznie wszystkie muszą mieć lepiej od koleżanek! Większa chata w lepszym terenie, lepsze mebelki, fura też nie byle jaka, ciuch lepszego sortu i facet także musi być xięciem z bajki (jurny, przystojny i wrażliwy – w zasadzie same wykluczjące się na wzajem cechy ogólnie)!

        I one na takie duperele wydają wszystkie pieniądze (+ kredyty) i to w zasadzie one nie dają żyć spokojnie, bo zawsze mają jakiś cel, ku któremu lecą! A jak kończy się jeden, to wyznaczją następny.

        I tak bez końca, aż dostaną alzheimera.

        Weźmy takie zakupy zwykłe.

         Facet je robi normalnie, czyli kupuje to co chciał kupić + ewentualnie zobaczył coś, o czym marzył, było potrzebne i zapomniał i w tym stylu.

         Kobiety zaczynają od plusów i potem wracają z siatami nikomu niepotrzebnych towarów, na które i tak wydały więcej, niż na normalne sprawunki (+ to co miały kupić).

         Zróbcie wy tak mężowie rachunek sumienia i podliczcie, ile niepotrzebnych rzeczy jest w waszym domu i ile one kosztowały?

         Jeszcze gorzej z ubraniami! Tego są całe szafy i wszystko w okazyjnych cenach!

         Kosmetyki: tu można mnie zaprowadzić do każdej łazienki z zamknietymi oczami i od razu stwierdzę, czy tam mieszka kobieta. Na to wydają majątek! Czasem całkiem słusznie, bo lepiej zamaskować paszteta. Ale to za każdym razem jest i tak wariactwo, bo facetowi jest potrzebny krem do golenia, coś po goleniu i dezodorant. One tam mają całą encyklopedię popkultury (za w sumie ogromną zawsze kasę) + nieodłączne pranie. Prawdziwy facet pierze, zmywa i sprząta, jak naprawdę musi i potem jest fajnie. Kobiety ciągle. Widać są notorycznie źle zorganizowane?

        Znaczy wiem… Jest spory odsetek kobitek, które te wymienione wady wykazują w stopniu minimalnym i ogólnie ciągną ten płużek na ugorze, nie wymagając zbyt wiele w tym styranym dziejami najbliższymi kraju.

        I tym właśnie kobitkom życzę wszystkiego najlepszego z okazji tego socjalistycznego święta!

        Reszta niech spierdala jak najdalej!

84 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Obecnie teorią prowadzącą jest asertywność, która zakłada zatwardziałe dążenie do obranego z góry celu (sławie, karierze, szmalowi i tym podobnym bzdurom). To idea nowa i całkowicie utopijna, bo zakładająca, że tylko całkowite skupienie się na dążeniu do owego sukcesu w końcu się spełni i nastąpi raj na ziemii. Oczywiście pułapką jest fakt, że tylko nieliczni ów sukces osiągają.

         Reszta cierpi i się wyczerpuje.

         Alternatywą jest stoicyzm.

        Najlepszym przykładem są himalaiści i inni wspinacze, którzy zakładają sobie, że muszą zdobyć szczyt.

        Stoik stwierdza, że chce tam wejść.

        Niby drobna różnica, a dokumentnie wywraca sposób myślenia…

104 odsłon(a), 3 odsłon(a) dziś

           Subiektywnie patrząc, sen od zawsze był dla mnie czymś wręcz najważniejszym, czasem nawet mieszającym się z rzeczywistością (paradoxalnie – używki wyzwalające innych z realiów życia, pozwalają mi wytrwać w owej "rzeczywistości"!). Spanie, zajmujące zdrowemu osobnikowi około 1/3 wegetacji w ciele materialnym, przez zwolenników asertywnego, pełnego sukcesów życia, jest ogólnie uznawane za stratę czasu (tego skromnego – góra stuletniego). Więcej! Spora część trzódki ludzkiej, prąca przez swoją (ułomną) czasoprzestrzeń, nie pamięta nawet swych snów i uważa je za bezsensowną stratę owego skromnego, danego nam, tu na ziemii żywota.

            Tak oczywiście nie jest.

            Olewanie sprężystym moczem 1/3 całego życia jest co najmniej ignorancją!

            I to dopiero jest nieekonomiczna strata czasu!

            Sen trzeba docenić.

            Od maleńkości.

            Co niestety w obecnym czasie nie jest normą i owych maluchów snu się pozbawia wręcz sadystycznie!

            Otóż stary model rodziny, gdzie to mąż (też rzadkość w obecnych, luźnych związkach) zajmował się utrzymaniem rodziny, a żona, tak naturalnie, gdzieś do trzeciego/czwartego roku życia chowała dzieciaki, jest już w zasadzie cieniem przeszłości. Więcej! Obecnie sporo kobiet, na kierowniczych stanowiskach (wbrew bzdurnym hasłom głoszonym przez feministki – kobiety zarabiają TYLE SAMO co mężczyźni!) zarabia więcej od swoich mężów. I co naturalne, więcej czasu spędzają w robocie. Drugą grupę stanowią pracownice zwykłe, fizyczne, słabo opłacane, które to przed 6 rano muszą swoje dzieciaki gdzieś wyexpediować.

            O ile ta pierwsza grupa da się swym dzieciakom wyspać chcociaż do 7 rano, by potem pozostawić je w swym najbardziej chłonnym wieku, na pastwę obcych ludzi w jakichś przechowalniach, do wieczora, o tyle te drugie mnie wprost przerażają!

            W zasadzie nie ze swojej winy – bo życie kosztuje, a życie w Polsce postPeeReLowskiej kosztuje podwójnie/potrójnie/poczwórnie – niepotrzebne wykreślić.

            Więc te poranne (w sumie nawet nocne) wyrobnice, budzą regularnie swoje pociechy (?!) o 3 – 4 rano, by zapierdalać wózkiem gdzieś tam, gdzie to dziecko przetrwa do ich powrotu. 

            To żadna ściema! Widzę to przez okno, wstając o 5 rano na pierwszą zmianę! Dla mnie, dorosłego człowieka, wstawanie o 5 rano już samo w sobie jest cierpieniem, ale jaką katastrofą dla wykluwającej się dopiero psychiki musi być zrywanie w środku nocy i przerywanie owych, tak ważnych snów (czy tam nowocześnie zwanych faz REM)!

            Zapierdalając w tym wyzwolonym od ustalonych reguł świecie, powoli, acz nieuchronnie doczekamy się pokolenia tak zestresowanego, z tak skrzywioną psychiką, że dzisiejsza gimbaza, hipsterzy i pederaści będą przy nich ostoją normalności!

             A to wszystko przez tak ignorowany obecnie sen…

 

 

            PS   Kompletnym paradoxem jest, że w czas ferii, czy wakacji, dla dzieciaków praktycznie nic sie nie zmienia (bo rodzice nie mają urlopów), ale za to wolne mają nauczycielki (bo to zawód już praktycznie w 100% sfeminizowany) i to te stare panny mogą sobie bez przeszkód podróżować, imprezować i zalegać w barłogach chociażby do południa!

 

 

90 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

      Już któryś rock z rzędu krzywa wzrostowa gospodarki szybuje ostro w górę, bezrobocie trzyma się na poziomie absolutnego minimum…

       Niby wspaniale, ale ciągle coś nie pasuje i nie pozwala osiągnąć ludowi pracującemu pełni szczęścia (tudzież emigrantom zarobkowym wrócić do ojczyzny).

       A mianowicie płace.

      Te najniższe dokładnie. Są one ciągle skandalicznie niskie, niedostosowane do rzeczywistości i żadne ich sztuczne podnoszenie przez państwo ABSOLUTNIE tego nie zmieni: istnieje bowiem zbyt duży rozrzut płacowy pomiędzy pracownikami szeregowymi, a wszystkimi powyżej. Świetnie to określa coroczna mediana, której suma jest tak mniej więcej regularnie dwa razy wyższa od tego, co wiekszośc widzi na swoich kwitach od wypłaty i co te masy zasuwające na wzrost gospodarczy ogółu regularnie wkurwia.

      Matematyka jest prosta: ową średnią zawyżają ci nieliczni, zarabiający wieloktrotnie więcej, niż stada tych licznych.

       Ale skąd tak ogromny rozrzut, bezczelnie dyskryminujący ową mniejszość?!

       Ano trzeba zacząć od historii. Tej najnowszej: czyli PRLu. W tym żałosnym i szarym jak papier toaletowy systemie jedno było – trzeba to przyznać – sprawiedliwe. Mianowicie nie było tak ogromnych widełek płacowych jak teraz (czyli przez trzydzieści lat od upadku tego sovieckiego absurdu). Było biednie, bez sensu, ale pod względem płac mniej więcej sprawiedliwie: wszyscy mieli gówno, ale po równo. Co innego było za to taką zakamuflowaną dyskryminacją, w której widzę przyczynę obecnej, niesprawiedliwej, nierówności.

      Mianowicie bardzo wyraźny podział na pracowników fizycznych i samookreślających się jako inteligencja pracowników biurowych, urzędników, itp.  

      Stary system padł, więc ów podział dostosowano do chorych wymagań nowego i ci, którzy pokończyli wyższe uczelnie, z miejsca zaczęli się domagać wysokich stanowisk, za wielokrotność płac tych z dołu.

       O dziwo przyjęto to bez zastrzeżeń z obu stron!!!

       Tu trzeba wspomnieć, że polskie szkolnictwo (to wyższe zwłaszcza) jest na drastycznie niskim poziomie i tak naprawdę 3/4 absolwentów wyższych uczelni nadaje się w ostateczności, co najwyżej do smażenia frytek w jakiejś hamburgerowni. Wina zresztą jest głównie po stronie samych studentów, którzy idą na uczelnie dla papieru, a nie po wiedzę. Rynek się dostosował i skupił głównie na udzielaniu absolwentom owego papierka, więc mamy całe stada głąbów z przedrostkiem: "mgr." przed nazwiskiem. No i oni potem trafiają do biur, gdzie z miejsca, bez zastanowienia i niejako z przyzwyczajenia, bez względu na jakiekolwiek umiejętności praktyczne i kompetencje, daje im się dwukrotność najniższej krajowej.

       Bo tak się przyjęło!

       A całe restrykcje i zrzucanie winy za słabą rentowność firm zrzuca się już niejako z przyzwyczajenia na tych z dołu drabinki społecznej i utrzymuje się mit niskich kosztów pracy, jako elementu niezbędnego do rozwoju gospodarki! A gdy komuś nie pasi, to się jeszcze dowali tradycyjnym: "Trzeba się było uczyć, a tym co się uczyli to już za "wiedzę nabytą" należą się profity, a reszta japa w piach!".

       Tyle że to kompletna bzdura!

       Tnie się tych, co już z definicji są przycięci. A żeby ich skłócić i uniemożliwić bunt stosuje się dwa dość podłe myki:

  1. Tajność zarobków, która jest głównie na rękę tych z wyższymi stawkami, bo gdyby masy zarabiające te same gówno, zobaczyły listy płac w firmach (co powinno być obowiązkowe!), to natychmiast skończyłoby się to spłonięciem ich wyższych pięter! Taki tam jest rozstrzał, a to, czy pracownik szeregowy zarabia o 100 PLN więcej, czy mniej od drugiego na tym samym poziomie, w tym momencie nie ma żadnego znaczenia!
  2. Nierówne rozdawnictwo podwyżek (w sumie inflacyjnych, ale dla niepoznaki zwanych motywacyjnymi) właśnie dla tych z dołu, by mogli się żreć między sobą o te nierówne ochłapy, by ci z biur, po cichu, przez niejawność swoich mogli się cieszyć swoimi wypłatami, pozwalającymi na w miarę normalne życie.

           Dlatego listy płac WSZYSTKICH obywateli powinny być jawne i umieszczane na bramach zakładów ich pracy.

           Reszta już by się dokonała sama…

 

94 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

             Na początku, żeby była jasność w sprawie: nie jestem za pisem, zdecydowanie jestem przeciwko po i powiązaną z tą czeredą bandą resortowych dzieci (tudzież układowi zamkniętemu). TVP, TVN i Polsat w najmniejszym stopniu nie są stacjami, z których chciałbym czerpać jakąkolwiek wiedzę, nie mówiąc już o kształtowaniu moich poglądów! Na radio Trwam boję się nawet zaglądać w obawie przed zmoherowaniem.

               Tyle na wstępie.

             Niestety znaczna część społeczeństwa polskiego (zwłaszcza tego podeszłego wiekiem, ze zwapniałym układem krwionośnym i obumierającymi neuronami) jest do TV niemal przyssana i zaleznie od wyboru cierpi na dogłębną lemingozę (tu jeszcze dochodzą zakomplexione słoiki i owe resortowe dzieci), lub moherozę. Kwestii pośrednich nie ma! Tu jeszcze trzeba dodać, że po upadku "komuny" kraj niemal natychmiast, bezwzględnie, został podzielony na skazaną na stracenie prowincję i dotowane aglomeracje.

              W zasadzie już na tym mógłbym zakończyć diagnozę wojny Polsko-Polskiej.

             No sęk w tym, że niejako z musu i ciekawości zaglądam na owe stacje (oprócz Trwam – bo to by mi rozpieprzyło łeb ostatecznie) i usiłuję zrozumieć to tkwiące w polmatrixie społeczeństwo. Zaznaczę po raz kolejny, że likwidacja TV byłaby wyzwoleniem, a wręcz rewolucją dla narodu: lud prosty i przyssany do ekranów musiałby w końcu samodzielnie myśleć!

             Jednak po zamordowaniu prezydenta Gdańska, który to w normalnym, praworządnym kraju, powinien siedzieć w celi za zwoje liczne przekręty, zamiast wygrywać kolejne wybory (co nawiasem mówiąc uratowałoby mu życie)… I tu znowu wtręt: kompletną paranoją tak zwanej demokracji, która ukazuje jej całkowity bezsens, było wybranie wójtem jakiejś zapyziałej gminy, siedzącego w areszcie z 92 zarzutami (!!!) cwaniaka!

              No a po zadźganiu przez jakiegoś psychola, owego prezydenta, już 3 dni po jego pogrzebie, uaktywniła się medialnie świeża wdowa po nim, która w postępowej TV, całkiem chłodno i niejako bez emocji (?!) całą winę za tragedię zwaliła na konkurencyjną, konserwatywną z kolei TV. Nawet sugerowała, że więźniowie obecnie są tą konserwatywną TV przerabiani! Tu już trochę zapachniało ostrą SF.

               Na koniec tej wojny się absolutnie nie zanosi – wręcz przeciwnie! Inicjatywę chwilowo przejęli ci z opcji postępowej i pod pozorem walki z mową nienawiści, ową nienawiść zaczęli totalnie rozszerzać.

              Trochę mi to przypomina guru tych bojowników nienawiści: niejakiego Stefana Niesiołowskiego. Koleś ów zapadł mi w pamięć przez podobieństwo do mojego starego; tak samo niewyparzony ryj, szalone (wręcz wariackie!) oczy i nieustanna, bezlitosna walka z uznanymi przez siebie za złych – tudzież brak kontaktu z obłąkanym. No i obowiązkowe bluzgi.

              Ale wracając do wdowy (sporo bogatej) po Budyniu. Ja nie wierzę w miłość (tą partnerską) i takie wystąpienia mnie w tym utwierdzają. Pan Paweł nie był taki stary, więc niejako naturalnie, kochająca żona po takiej tragedii powinna się czuć przez jakiś czas co najmniej nieswojo, z potężną dawką środków znieczulających stratę, dochodząc do siebie wśród najbliższych.

              A ona dla odmiany rąbnęła sobie całkiem wyrachowany i chłodny jak jej mąż wywiadzik w ogólnopolskiej TV.

             ? 

            

152 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Wolny internet jest solą w oku polityków, układu zamkniętego, nieudolnego systemu sprawiedliwości i co za tym idzie podległych im mediów.

Co i rusz próbuje się go odgórnie spacyfikować: a to pod pozorem walki z piractwem, rozprzestrzeniajacą się tam podobno pedofilią (?!) – chociaż pederaści już są tam nietykalni pod hasłem poprawności politycznej.

Po niedzielnym morderstwie prezydenta Gdańska słowem priorytetowym stał się: "hejt".

Zamiast się skupić na kluczowych kwestiach typu: czemu wypuszcza się na wolność dysfunkcjonalnych psychopatów, lub prewencyjnie nie izoluje się ich od społeczeństwa (muszą sami wyrazić zgodę!)? Tudzież dlaczego ochrona uważnie trzepie publikę przed wejściem, ale gości z plakietkami (nawet podrobionymi) i inne vipy wpuszcza z szeroko otwartymi ramionami na zaplecze? Nawet gdy ci wchodzą tam z dość długim nożem (na dobrą sprawę mogliby wbić nawet z plecakiem granatów).

Ano w tym drugim przypadku wciąż dochodzi do głosu mentalność postsoviecka/pańszczyźniana/wschodnia – czyli zwykły podział na kasty, wciąż obowiązujący w tym kraju. Tu ciągle są równi i równiejsi (taka "demokracja") no i słudze (ochroniarzowi) po prostu nie przyjdzie do głowy, by skontrolować kogokolwiek, kto ma prawa większe od plebsu (chociażby zwykłe wejście na ów backstage).  No przed kimś wyżej postawionym trzeba po prostu chylić główkę i już! Tak to mają nasi rodacy wryte w banie.

A w kwestii politycznej i medialnej załapano temat po całości i dawaj brać się znowu za ten niepokorny internet!  Na razie tak delikatnie, od podszewki, ale z jasnym celem: uciszyć wszystkich i skierować wszystko na tor słusznej sprawy. Cenzura tego niepokornego medium jest obsesją dziennikarzy i polityków – podobnie jak zniewadziony przez taxówkarzy uber. I każdy powód jest dobry, by tą cenzurę wprowadzić!

A śmierć polityka, prawdziwe błędy, które do tego doprowadziły? To się zakrzyczy! I zrobią to ci, którzy mają największy wkład w tą paranoję nienawiści.

Sprawa jest w sumie tożsama z zeszłorocznym incydentem pod pałacem kultury, gdzie jakiś szaleniec podpalił się w… to nawet ciężko określić? Chyba to był protest przeciwko łamaniu przez PiS demokracji, czy cuś w tym stylu?

Teraz inny kretyn, przekonany że to PO go skrzywdziło, morduje jedną z kluczowych ongiś postaci tej formacji.

Machina medialna działa z pełną mocą, niszcząc umysły tysiącom biernych odbiorców, lecz jej siła jest już taka, że ci najbardziej prymitywni i nieodporni wprowadzają swe paranoje w życie.

A dziennikarze i politycy jakoś za mocno nie biją się w piersi. Huku nie słychać.

Lepiej wszystko zwalić na internet. 

74 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 100.24.209.47

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code