Wolny internet jest solą w oku polityków, układu zamkniętego, nieudolnego systemu sprawiedliwości i co za tym idzie podległych im mediów.

Co i rusz próbuje się go odgórnie spacyfikować: a to pod pozorem walki z piractwem, rozprzestrzeniajacą się tam podobno pedofilią (?!) – chociaż pederaści już są tam nietykalni pod hasłem poprawności politycznej.

Po niedzielnym morderstwie prezydenta Gdańska słowem priorytetowym stał się: "hejt".

Zamiast się skupić na kluczowych kwestiach typu: czemu wypuszcza się na wolność dysfunkcjonalnych psychopatów, lub prewencyjnie nie izoluje się ich od społeczeństwa (muszą sami wyrazić zgodę!)? Tudzież dlaczego ochrona uważnie trzepie publikę przed wejściem, ale gości z plakietkami (nawet podrobionymi) i inne vipy wpuszcza z szeroko otwartymi ramionami na zaplecze? Nawet gdy ci wchodzą tam z dość długim nożem (na dobrą sprawę mogliby wbić nawet z plecakiem granatów).

Ano w tym drugim przypadku wciąż dochodzi do głosu mentalność postsoviecka/pańszczyźniana/wschodnia – czyli zwykły podział na kasty, wciąż obowiązujący w tym kraju. Tu ciągle są równi i równiejsi (taka "demokracja") no i słudze (ochroniarzowi) po prostu nie przyjdzie do głowy, by skontrolować kogokolwiek, kto ma prawa większe od plebsu (chociażby zwykłe wejście na ów backstage).  No przed kimś wyżej postawionym trzeba po prostu chylić główkę i już! Tak to mają nasi rodacy wryte w banie.

A w kwestii politycznej i medialnej załapano temat po całości i dawaj brać się znowu za ten niepokorny internet!  Na razie tak delikatnie, od podszewki, ale z jasnym celem: uciszyć wszystkich i skierować wszystko na tor słusznej sprawy. Cenzura tego niepokornego medium jest obsesją dziennikarzy i polityków – podobnie jak zniewadziony przez taxówkarzy uber. I każdy powód jest dobry, by tą cenzurę wprowadzić!

A śmierć polityka, prawdziwe błędy, które do tego doprowadziły? To się zakrzyczy! I zrobią to ci, którzy mają największy wkład w tą paranoję nienawiści.

Sprawa jest w sumie tożsama z zeszłorocznym incydentem pod pałacem kultury, gdzie jakiś szaleniec podpalił się w… to nawet ciężko określić? Chyba to był protest przeciwko łamaniu przez PiS demokracji, czy cuś w tym stylu?

Teraz inny kretyn, przekonany że to PO go skrzywdziło, morduje jedną z kluczowych ongiś postaci tej formacji.

Machina medialna działa z pełną mocą, niszcząc umysły tysiącom biernych odbiorców, lecz jej siła jest już taka, że ci najbardziej prymitywni i nieodporni wprowadzają swe paranoje w życie.

A dziennikarze i politycy jakoś za mocno nie biją się w piersi. Huku nie słychać.

Lepiej wszystko zwalić na internet. 

50 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Oczywiście granicą ostateczną jest totalna głuchota – wrodzona, lub wspomagana przez różnego rodzaju zatyczki, czy słuchawki.

W sumie nawiązuję do tematu z sylvestra (tym o posranych od huku petard psiakach), ale tym razem skierowuję go w całości do tematu ludzi.

Dobrze ustawionych ludzi, z korzeniami w przaśno/bagienno/leśno/polnej staropolsce.

Tych, którzy z przeróżnych przyczyn postanowili się wyprowadzić poza miasto, które ich wypaslo.

Czyli do swoich leśno/polnych korzeni (tudzież bagiennych).

Co ostatnimi laty stało się wręcz modą!

Są tacy, którzy wypieprzyli totalnie poza miasto, w rejony tak niedostępne i mi nieznane, że równie dobrze mogliby wylądować na Kamczatce, lub w puszczy amazońskiej. Niektórzy z nich pod wpływem tego odosobnienia radykalnie zamiszowali… Inni – i tu muszę coś wyjaśnić:

Moje dość paskudne – przez obecność wieżowców – osiedle, zostało zasiedlone w latach 80ych przez mieszkańców PGRów i wykolejonych kolejarzy, którymi ongiś to miasto stało.

Nawiasem mówiąc, czas w którym owe wieżowce zacznie się wyburzać – jak to uczyniono na zachodzie, uznam za moment powrotu do cywilizacji zachodniej. Europejskiej.

Na razie jeszcze się tymi klitkami handluje.

No więc w niedalekim ode mnie wieżowcu mieszkała totalna patola, przesiedlona z zawiślańskiego PeGieeRu, której to drugie pokolenie postanowiło wrócić do korzeni (po zmarłej babci) i takoż uczyniło ku uciesze sąsiadów. Słuszny wybór i kierunek, ale rozwalił mnie oficjalnie głoszony motyw tego powrotu do folwarku:

Bo tam już się nie dało mieszkać z powodu imprez, burd, itp…

Tylko że oni byli tego przyczyną!!!

Ale bydło wróciło do swojego chlewika i spoxik.

Są jednak jeszcze inni. Pracownicy korporacji, przedsiębiorcy, ludzie na stanowiskach, itp, itd.

Oni po cyrku spędzanym w swoich karuzelach zawodowych potrzebują odosobnienia i ciszy, więc naturalnie budują się poza miastem, które ich żywi i pasie (bo mają na to szmal). Nie mają przywiązania do miejsca, w którym spędzają noce – po prostu traktują to jak pokój ciszy, który im się należy po robocie. Takich skupisk jest wiele dookoła zwłaszcza aglomeracji. Dramat się zaczyna wtedy, jak coś zaczyna hałasować w tle, albo ewentualnie jebać obornikiem. Ja wtedy drę z tego niezłego łacha!

No ale jest jeszcze jedna grupa, która totalnie tnie w chuja i której szczerze nienawidzę: to pacjenci, którzy wypierdzielili w totalne zadupie, bo – taka ich wersja – mieli dość szczurzenia w korpo, sprzedali dobytek i na owym zadupiu, w wyremontowanym za niebotyczne pieniądze (zarobione w owym korpo) domostwie zajęli się chowem owiec, kóz, wyrabianiem serków, tudzież innymi pierdołami z kategorii ekologicznej.

Nie dość, że tchórze, to jeszcze oszuści!

Nie mieli jaj, by przeciwstawić się temu korposystemowi (szmaaal), to jeszcze na siłę wlepiają się w okoliczną, prowincjonalną i obcą (biedną na ogół) ludność, którą dotychczas zawzięcie zwalczali, by udawać wyzwolonych i wolnych.

A to tylko złudzenie i mydlenie oczu.

Na miejscu miejscowych, bym takich linczował.

Najśmieszniejsze jest to, że w mieście da się całkiem spokojnie mieszkać – kwestia okolicy.

Nie trzeba nigdzie spierdalać!

Ta ucieczka poza miasto to raczej oznaka jakichś komplexów…

 

91 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Jest pewien trend, który już od lat paru niebezpiecznie się rozwija – rozprzestrzenia się wręcz demonicznie!

     To rosnąca miłość do zwierzaków (zwłaszcza tych domowych) i analogicznie wzrastająca pogarda do ludzi.

     Jedną z jej najbardziej widocznych oznak, jest coroczna akcja pod hasłem: nie strzelajmy w sylvestra, bo psiunio musi się wyspać. Coraz więcej miast rezygnuje z noworocznego pokazu fajerwerków po to właśnie, by ów psiunio mógł się spokojnie wyspać (!!!). Nie niemowlaki, ludzie z nerwicą, czy starcy na odlocie – ale właśnie psy!

     Mamy witać Nowy Rok cichutko, szeptem, na paluszkach, bo jakiś pieszczoszek, jakiejś samotnej wariatki, na którymś tam piętrze betonowego kloca, może dostać znienacka zawału…

     Czemu samotna wariatka? Albowiem najbardziej rozpieszczone i narażone na stres są zwierzęta wypieszczone przez ludzi odizolowanych i pozbawionych życia hucznego, zabawowego, którzy jedyny przelew uczuć kierują właśnie na jakiegoś futrzaka/sierściucha, a którego odporność na stres wtedy wprost proporcjonalnie maleje i zdycha od pierwszego huku!

      Szarik z "Czterech Pancernych" tak nie miał! Wystrzały go tylko motywowały!

     Gdy za maleńkości, mieszkając w nadmorskiej wsi, odzywały się syreny miejscowej OSP, miejscowe łańcuchowce (trzymanie psa na łańcuchu, w gospodarstwie, też już jest zbrodnią) chóralnie zaczynały wyć.

     I tyle!

      Sęk w tym, że ta nieliczna banda żałosnych dziwaków, zdołała owe hasło ciszy noworocznej zasiać w mediach głównego nurtu, rozpropagować w internecie i zaszczepić w pożytecznych idiotach.

      Kolejny przykład paranoi nowych czasów: nieliczna, zwichrowana mniejszość, przy pomocy jęków, płaczu i narzekań zmienia życie i poglądy większości po to, by IM i tylko IM było dobrze i by ONI czuli się wspaniale! 

      Najlepiej powolną, systematyczną metodą odcinania po plasterku, jak to czynili homosexualiści od lat 70ych. Efekt jest taki, że obecnie mogą już wszystko i mają status świętych krów, a kraje, które dzięki żelaznej kurtynie uniknęły tego zgłupienia, są teraz uznawane za dzikie i zwyrodniałe… bo do dzikości i zwyrodnienia nie dopuszczają!

      To jest skutek wyzbycia się dawnych zasad, które jasno określały, co jest normalne, a co nie. 

      Ale… Coś mi to przypomniało. Z historii. Już w I RP mieliśmy, u jej schyłku, coś, co wszyscy doskonale znamy:

      Liberum Veto.

      Wtedy też postawiono na mniejszość – jak to się skończyło – wiemy.

      Teraz, przy końcu roku, znowu głos ma mniejszość (ta podejrzanie zbyt blisko zaprzyjaźniona ze zwierzakami). Znowu miliony mają chodzić tak, jak każą im nieliczni…

      Potwierdzeniem tej paranoi są dwa wyroki wydane niedawno w polskich sądach: kolesiowi, który potrącił na śmierć, NA PASACH dwie dziewczynki, dano rok w zawieszeniu.

      Kolesia, który znęcał się nad psem wpakowano na 4 lata do paki.

       Życie ludzkie jest już mniej warte od psiego…

 

 

      P.S.   A sezon letni? Sezon burz – częstokroć nocnych? Boga i naturę też uciszycie? Bo wtedy huk jest totalny…

97 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Czas Bożego Narodzenia (który to nic wspólnego z owym narodzeniem nie ma) to kumulacja czegoś, co górnolotnie zwie się tradycją. Tradycją doprowadzoną do absurdu i paranoi przez czasy zaborów, a zwłaszcza przaśny PRL.

Przede wszystkim potrawy, których ma być 12.

  • Na ich czele ma być niejaka kutia…

Co to kurwa jest kutia?!!!

Nikt tego nie potrafi przyrządzić, wygląda jak gówno w salaterce – no jakby to było dobre, to by to jadano na codzień!

Ale ktoś po złości zaserwował tą melasę jako nieodzowne danie wigilijne.

To musiał być pierwszy człowiek skurwiel.

  • Karp.

Dość denna ryba, wymagająca starannego przygotowania, ale przez propagandę PRL wypromowana już chyba na wieki na tradycyjną.

Co poniektórzy jeszcze pławią ją w wannie, kosztem higieny osobistej, ale rozbroił mnie dzisiejszy widok kolejki pod rybnym (na zewnątrz)… no jakby żywcem wyjęty ze stanu wojennego!

3 dni do wigilii!

Karp wymaga starannego przyrządzenia, by nie walił mułem, więc tak: 

- podsmażenia

- podduszenia z białym winem (półwytrawnym), śmietaną i cebulą

- to wszystko trwa około godziny

I dopiero wtedy karp jest cudownym daniem!

Reszta, przygotowywana przez większość społeczeństwa, to zwyczajny szajs.

  • Pierogi.

Jedyne dobre pierogi z kapustą i mięsem robiła babcia Bronka, tak po wiejskiemu, kieleckiemu, niedbale, ale wspaniale!

Takich nie spotkałem w żadnej pierogarni, a cholera ruskich, z tak dobrym farszem, jak robi moja stara nie wypada!!!

Tu muszę wygasić sentymenty, bo mojej starej … itd

  • Jakiś dziwny kompocik ze składników jakby wydłubanych z syfonu pod zlewozmywakiem i takoż smakujący.

Teoretycznie z jakiegoś suszu? Ale susz to raczej wolę wypalać.

  • Kluski z makiem…

No litości! 

Następna potrawa wrzucona w tą wieczerzę, bo normalnie nikt tego nie chciał wcinać!

  • A barszcz, śledzie, grzybowa i ciasta są trudne do spierdolenia – w ostateczności można wsypać zupki z torebki, ciasta kupić u fachowca, a śledzika na raz z marketu i będzie OK!

Więc proszę: nie kombinujcie z wynalazkami.

Ta "tradycja" nie jest tego warta.

77 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          To, że w Polsce wciąż obowiązuje mentalność wschodnia, najlepiej obrazuje zachowanie kierowców.

           Trzy przykłady z tego tylko tygodnia:

  1. Gdzieś tam na południu, sześćdziesięcioletnoparoletni (trzeźwy!) Janusz, z dwukrotnym już zakazem prowadzenia, w końcu, za trzecim razem skasował dwie pięćdziesięcioparoletnie kobiety wracające ze spotkania opłatkowego (!). Oczywiście na przejściu dla pieszych (oczywiście na śmierć).                                                                                                                                                                                                                                                                 
  2. Protesty we Francji wciąż trwają, więc gdzieś tam na prowincji, 26letni polski kierowca tira staranował zaporę protesujących i rozjechał na śmierć jednego z nich (od 2 dni świeżego ojca – teraz niestety trupa).                           
  3. A w moim wesołym miasteczku 59latek, znowuż na pasach, rozjechał 57atkę

            Lubią się dobierać wiekiem…

            Więc problem ogólnie polega na tym, że tak średnio licząc, 3/4 polskich kierowców uważa się za mistrzów kierownicy. Oni są bezbłędni, najmądrzejsi, najlepsi, itp, itd…

            Jak typowy Janusz w życiu codziennym!

            Jednak spece od szkolenia kierowców i BEZPIECZNEJ jazdy są zgodni w czymś dokładnie odwrotnym:

            Tylko 1/4 polskich kierowców potrafi jeździć.

             Potwierdzają to statystyki wypadków (daleko w ogonie Europy).

            Tak normalnie.

            Reszta wymaga doszkolenia, lub w ogóle nie powinna siadać za kółko!

            Bo to potencjalni zabójcy (po co nam broń, jak mamy samochody?).

            Tylko weź wytłumacz takiemu kretynowi, że ma uważać, a przejścia dla pieszych to absolutna świętość?!

            Polak za kółkiem jest królem i mijają mu tam wszelkie komplexy – jawne, czy ukryte…

            Wesołych świąt mordercy!

 

 

            PS                    I życzę wam dodatkowo "mistrzowie kierownicy" , żeby wam tak ktoś na pasach rozjechał córkę, siostrę, matkę, lub przynajmniej pijanego szwagra!

                       Może wtedy zaczniecie kminić, że coś nie halo jest u was w dyni operatorzy torped…

84 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Jest typ humoru, który trawię i uwielbiam. To typ absurdalno/sarkastyczno/demolujący. Bracia Marx, zespół reżyserski Zucker-Abrahams-Zucker, oczywiście Latający Cyrk Monty Pythona, a żeby nie było, że za zagraminicę spoglądam, to chociażby: "Chłopaki nie płaczą", także "Sexmisja". No i "Kapitan Bomba" i "Blok Ekipa"!

        I wciąż nadający i niedorastający "South Park".

        No więc ten ostatni mnie oświecił ostatnio stwierdzeniem dosyć oczywistym, acz niespostrzegalnym ogólnie, że… kobiety nie mają poczucia humoru!

        Nie trzeba się nad tym głęboko zastanawiać.

        Wystarczy przetrzeć oczy i spojrzeć.

        Czy znacie jakąś dowcipną kobietę?

        Nie to, żeby się nie śmiała, ale żeby miała potencjał dowcipu: sytuacyjnego, absurdalnego, sarkastycznego (słowo trudne i najwyższy polot poczucia humoru).

        Ja wiem, kobiety się lubią cieszyć, śmiać, nawet cisnąć żartem!

        Tyle, że nie mają poczucia humoru…

        I to jest ogólne.

        Nie ma śmiesznych kabaretów żeńskich, stand uperki… no to zupełna żenua!

        W życiu codziennym i prywatnym jest jeszcze gorzej.

        One są śmieszne jak rozluźniona nauczycielka: pośmialiśmy się, ale teraz na poważnie!

        Tyle, że poważne też nie są.

        Są ciągle spięte. Ich powaga jest nielogiczna, ich radość niedogłębna i zawsze zakończona realem.

        Niby chichrają, niby się bawią, niby poważnie rozkminiają, ale…

        To o kant dupy rozbić!

        Zawsze swą powagę tłumaczą obowiązkami wręcz ponadziemskimi!

        Gdy tymczasem ich dobrze wytresowani partnerzy wieszają się, nie mogąc sprostać rzeczywistości.

        One to wiedzą.

        I to je wkurwia.

        Dalej nie ciągnę tematu, żeby mnie nie rozszarpały: w końcu są potrzebne do rozpłodu i sprzątania (gotowanie i tak im na ogół nie wychodzi)…

 

                                          PS                                                                                                           Poczucie humoru jest oznaką intelgencji, a sarkazm jest oznaką inteligencji totalnej.

                            Niestety kobiety tego nie potrafią…

         

68 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

                Płonie już drugi tydzień dokładnie, pod kryptonimem strajku żółtych kamizelek.

               Powodem było zdecydowanie przez UE o niedalekiej likwidacji samochodów napędzanych dieslem, tudzież jednoczesna podwyżka cen paliwa. No i Francja dosłownie zaczęła się palić, albowiem lud tamtejszy stwierdził, że po czasach promocji silników wysokoprężnych… po prostu zrobiono ich w wała! I w zamian zaproponowano megadrogie i megaabsurdalne (mały zasięg) samochody elektryczne.

               A co w Polsce? My diesla mamy najdroższego w całej UE, a zarobki jedne z najniższych (tak 1/4 francuskich). I co? Ludki dobrze wytresowane przez 30 lat mediaurabiania wymysliły akcję: "W poniedziałek nie tankujemy…".

              Zatankujecie we wtorek 2 razy więcej miękkie debile, a poza tym co jest winna stacja benzynowa?!

             Polak jest już dobrze wytresowanym zwierzakiem, co to wie, iż nie może wykazać ani odrobiny agresji! Televizja i radio zabrania! Tu bunt, płomienie i latający bruk ulicy – rzeczy tak naturalne we Francji, Niemczech, ogólnie na całym tym demokratycznym formalnie zachodzie, a jeszcze bardziej ogólnie naturalnie ludzkie, stare i bezdyskusyjne, jak owa nowoczesna demokracja (cokolwiek to nie jest?) nie występują, są nie do pomyślenia i tępi się takie postawy bezlitośnie!

            Polak ma być łagodny, potulny i przekonany, że jest szczęśliwy.

            A jak mu przyjdzie do głowy myśl, że jednak jest coś nie tak, to ma ją zdusić kolejna frazą: taki jest system i nie da się go zmienić! A jesli coś ci nie wychodzi – znaczy sam sobie jesteś winny.

            Sęk w tym, że 30 lat temu, z padającego na ryj, wyczerpanego do cna komunizmu (ekonomicznie) nastąpiło przejście w nibykapitalizm oligarchiczno – ubecki, którego beneficjenci doczekali się już trzeciego pokolenia xiążąt.

           Maluczcy i prowincja została skazana na śmierć (dosłownie – najwyższy odsetek samobójstw mężczyzn w Europie!), albowiem uznano to za cenę możliwą do zaakceptowania. Od razu też ruszyła machina medialna mająca uciszyć lud ciemny – prowincjonalny. Na początek, przez lata 90te, dzień w dzień (pamiętam to dobrze), media zaczynały wiadomości od hasła: "W związku z planowanym wejściem do UE…".

           Aż weszliśmy.

           I co?

           Wszyscy praktycznie twierdzą, że to dzięki unii kraj się unowoczesnił (infrastruktura) - bo dotacje.

           No mamy najdroższą autostradę w UE – tą Kulczyka… Pensje, jak już wspomniałem, to 1/4 tych unijnych.

           Ale poziom kradzieży pieniedzy publicznych był tak gigantyczny, że po powstrzymaniu chociażby machlojek związanych z VATem, rząd obecny, tak znienawidzony, stać na słynne 500+ , czym chyba zapewni sobie następną wygraną w wyborach? Nie wspominając już o tym, że do funduszu UE Polska wpłaca prawie tyle, co dostaje.

          No ale większość jest przekonana, że UE to najlepsze, co nas spotkało po 1989 roku!

          Tu nikt nie ruszy dupska z domu, by sparaliżować kraj – jak ta obśmiewana przez nas Francja. Nawet ci najubożsi, którzy nie mają nic do starcenia. Im wystarczyło otworzyć granice, by milionami pojechali ciułać euro u najbogatszych. Typowe sługi pańszczyźniane, dla których obecność dymającego ich pana jest stanem naturalnym, a grosz rzucany im pod nogi przez niego jest czymś wzruszającym. Jak widać świadomość swojej wartości u Polaków jest o przepaść dalej, niż u tych obśmiewanych przez nich żabojadów.

         I to się ciągnie od pokoleń, PRL to utrwalił, a propaganda nowej rzeczywistości wręcz wryła im to w psychikę na następne lata!

        I nie uznajmy za bunt niejakiego KODu, bo to był (już się chyba wypalił?) odgórnie opłacany i politycznie sterowany motłoch złożony z uzależnionych od TVN i pokrewnych mediów (pożytecznych im) idiotów, oraz wkurwionych ubeków i TW pomniejszego sortu (ci cwańsi, jak już wspomniałem, od dawna są biznesmenami). 

        Jedynymi, którzy ongiś potrafili się zorganizować i zrobić zadymę w stolicy, byli górnicy.

        No ale podobnie, jak we Francji, nic to nie dało (to było za poprzednich rządów – żeby nie było!).

        Taką oto mamy "demokrację"… 

        Jej jedynym objawem są wybory…

        Których wynik i tak może być kwestionowany i dąży się do ich zmiany, gdy lud zechce zagłosować wbrew woli mainstreamu, naruszając swym wyborem wygodny dla pasożytów status quo!!!

        Brak słów…

             

 

 

      PS          No i te pogardzane przez nas żabojady jednak wygrały! Właśnie ich rząd ogłosił zamrożenie cen na pół roku (prąd, gaz, ropa oczywiście i takie tam…). A polski chłop pańszczyźniany dalej będzie zapierdalał z chomątem na szyi, by z radością zgarnąć każdy ochłap rzucony przez swego pana…

                    Czy ja tu się kiedyś doczekam społeczeństwa obywatelskiego skłonnego do konkretnego buntu?!

                    Czy do końca swych dni będę wegetował wśród folwarcznego bydła?

 

 

88 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

                Na drugiej turze wyborów nie pojawiłem się z prostego powodu: nie pasował mi żaden z dwóch pozostałych na finiszu kandydatów na prezydenta mojego miasta. Inni wyborcy myśleli podobnie, więc frekwencja była dość mała. W ogóle w pierwszej turze głosowało około połowy uprawnionych, co media odtrąbiły jako wielki sukces! To stan naturalny w Polsce, od kiedy wprowadzono tak zwaną demokrację: połowa ludzi ma wywalone na te dziwne wybory.

                  Co też jest wyborem.

               No ale od samego początku istnienia panującego teraz systemu (prawie 30 równych lat) propaguje się dość podłą ideę, którą można wyrazić jednym zdaniem: "Nie byłeś na wyborach, więc nie masz nic do gadania w kwestii polityki!".

               Prosty myk psychologiczny zrzucający winę za partactwo polityków na zwyczajnych ludzi, na tych biedaków z dołu.

               A tym co wybierali, z kolei odpowiada się: "Jest źle, bo tak wybraliście…".

              Genialne pozbycie się odpowiedzialności przez rządzących!

              Żeby tego było mało, to przed 30 laty wmówiono ludziom jeszcze gorszą bzdurę: "Od teraz jest kapitalizm i wolność, więc jeśli ponosisz klęski, to tylko i wyłącznie TWOJA wina!".

               I ludzie to łyknęli !!!

               No dziś, po latach, wyraźnie widać, że to też wierutna bzdura, albowiem w pierwszej kolejności na sukces skazane były systemowe dzieci, warszawska klika i co bardziej ambitni mieszkańcy dużych miast.

               Prowincję nie dość, że skazano na klęskę, to jeszcze z głębokim przekonaniem, że to ich wina! 

               Do dzisiaj dość często można usłyszeć słynną frazę: "Młodzi, wykształceni, z wielkich miast.".

               Która niejako automatycznie klasyfikuje mieszkańców prowincjonalnych wsi i miasteczek, jako starych przygłupów.

               I zamyka im usta.

               I ten rasizm nie jest karalny!!!

               Więc teraz już wyraźnie widać, że jedyne co zatryumfowało przez te 30 lat, to wybitne chamstwo rządzących i ich mediów…

             

              

116 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

        Już za momencik odbędzie się takie okrągłe święto narodowe pod znakiem 11 listopada. W tenże czas, tłumy (do 100 000 luda), nadzwyczaj spokojnie (w porównaniu na przykład z Niemcami, czy Francją) paradowały sobie ulicami stolicy pod flagami, flarami (pirotechnicy kibole)… i w zasadzie nic się nie działo!

        Było trochę paniki medialnej, strat w zasadzie zero…

        Ale nie!

        Po chyba dekadzie takich marszów, nagle ich zakazano (zermsta HGW?).

       Na zdrowy, chłopski rozum: czego się dalej spodziewać?

       Ano te 100 000 (słownie: sto tysięcy), przyzwyczajonych do tego miejsca i czasu ludzi stawi się na miejscu (zakaz ogłoszono w tak samo absurdalnym czasie, jak wolne 12 listopada).

       I co?

      Oni nie pójdą na piwo, ani zwiedzać zabytki (?!) Warszawy.

      Oni pójdą na marsz.

      I nie zatrzyma ich policja, której 40% składu jest akurat na L4.

      Straż pożarna ma ten sam problem.

      Więc komu zależy na niedalekim już rozoraniu stolicy?

      Mogło być zwyczajnie spokojnie, ale przywódcy słoików właśnie zwołali burzę.

      I każda kropla krwi będzie na ich rękach.

      A bez tego się za cztery dni nie obejdzie.

      Idealna prowokacja!

69 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

       Muszę poruszyć (znowuż) temat spasłych babsk, które to swoją spaśiną zatruwają mi krajobraz.

       No to jest zakłócanie mojej wolności – podobnie jak parady pederastów i pokrewnych im zboczeń, albowiem to narusza moją przestrzeń cokolwiek publiczną.

       Otóż od dłuższego czasu, wracając z pracy (roboty, czy jak tam zwał), regularnie mijam takiego spaślaka, który za cholerę nie chce ukryć swojej tłustości pod jakąkolwiek szatą dostępną kobietom i notorycznie psuje mi apetyt exponowaniem swojej nadmiarości, nie wychodząc z owych legginsów.

       Ja wiem, że to wygodne i tak dalej, ale kurwa jak widzę półprzeźroczyste legginsy, spod których świecą czerwone majdy rozmiaru XXXL, to zwyczajnie tracę apetyt i chce mi się rzygać!

       I to nie jest przypadek odosobniony!

       Wychowane w asertywnej atmosferze słonice jakby się uparły, by pokazywać ten gówniany nadmiar ciała wszem i wobec!

       Na to powinien być jakiś paragraf! Spaślactwo exponowane powinno być karane chociażby zwykłym mandatem!

       Zbliżanie się do takich monstrów, życie z nimi i ich zapylanie (a to jest normą) powinno być obarczone przymusowym leczeniem psychiatrycznym.

       Tak to powinno wygladać w normalnym świecie.

       Niestety te ćwierćtonowe pasztety na krzywych odnóżach,  łażą sobie w swych obcisłych, półprzeźroczystych legginsach exponując zwyczajną obrzydliwość.

       Coś tu wyraźnie jest nie tak…

 

 

222 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 52.91.39.106

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code