W 2018 Wielkanocna niedziela wypada 1 kwietnia – czyli w Prima Aprilis (pierwszy kwietnia po naszemu). O genezie Wielkiejnocy i jej przewadze nad świętami Bożego Narodzenia pisałem wielokrotnie. Prima Aprilis też wbrew pozorom ma zacną, średniowieczną co najmniej proweniencję, chociaż z czegoś wesołego stał się za sprawą mediów czymś wyjątkowo głupkowatym – a szkoda.

        Ale okres przedwielkanocny zaczyna się Wielkim Postem, a tego z kolei początkiem jest Środa Popielcowa. No w 2018 kumulacja tego dnia była konkretna! Więc dodatkowo patronem owej środy był natenczas niejaki święty Walenty – pierwotnie patron chorych na padaczkę (zresztą aktualne do dzisiaj). Z czasem dorzucono mu dodatkową, komercyjną, anglo/amerykańską jednostkę chorobową. Na szczęście ten lukrowany do porzygu dzionek jakby nie za bardzo chwytał w naszym rejonie. I dobrze! Robienie święta dla rozbuchanych hormonami, a nie do końca rozwiniętych umysłowo nastolatek raczej nie jest sensowne. Dodatkowo jeszcze wówczas wypadła kolejna rocznica powstania Armii Krajowej! Czyli tak naprawdę dobrze zorganizowanej partyzantki, która to już w momencie powstania była skazana na klęskę (ach te międzynarodowe układziki!). Taka smutna formacja samobójcza.

       Więc jak należało uczcić wtedy ową środę? Ano ubranym w modne ostatnio koszulki i bluzy patriotyczne, obżartym tandetnymi słodyczami w kształcie serca (?!), dać się obsypać popiołem i dostać trzęsiawi ku czci…

       A jak obchodzić jutrzejszą Wielkanoc? No tradycyjnie żreć na umór. Tradycyjnie szaleństwo zakupowe trwa od paru dni i tradycyjnie znowu w śmiecie pójdą tony żarcia. Tradycja taka. Tradycyjnie też w lany poniedziałek (który to zdaje się z Wielkanocą nie ma nic wspólnego?) skropicie panowie symbolicznie swe "damy" perfumami… No tu bym się nie ograniczał! Takie z nich "damy", jak z was "panowie", więc raz wpierdolcie je konkretnie i znienacka do wanny i spłuczcie zimnym prysznicem ich pałacowe zachcianki! Zróbcie im raz chociaż takie zimnoprysznicowe otrzeźwienie, by nabrały pokory.

       I to by było na tyle w temacie świąt – jak mawiał klasyk.

127 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

A ja chcę spać!

Nie straszcie mnie klepsydrą!

Nie wierzę w czas!

Więc jest mi wszystko jedno!

Realny tylko sen

Klepsydra to złudzenie

Ten piach nie sypie się

Atrament nie istnieje.

Lecz szczery odbiór mas

Cokolwiek dziwi mnie

Eteru zlek-wątpienie

O dziurze w ziemii śnią

Co nikt o niej nic nie wie…

Klepsydry cechą mocną jest

Stanowcze wywrócenie

Bo tam, gdzie widzą kres

Tam tylko przekręcenie.

Klepsydra ma dwa dna

Dokładnie przeciw siebie

Klepsydra wieczność trwa

Jej cechą usypienie…

110 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Tak się porobiło od drugiej połowy XX wieku, że – mając na uwadze wcześniejsze tragedie (rzezie właściwie), ze szczególnym uwzględnieniem obu wojen światowych – postanowiono zainstalować w krajach zachodnich (tych siedliskach białego człowieka) bezpieczny (o dziwo taki ogólnie jest!) system demokratyczny. Niestety z całej idei demokracji skupiono się tylko i wyłącznie na jej odmianie arytmetyczno/przedstawicielskiej. To mniej więcej  tak, jak nazywanie obecnej partii rządzącej (zajadle atakowanej przez poprzedników) prawicową. A z prawicowych zasad spełnia ona tylko i wyłącznie konserwatyzm, bo pod względem wolności ekonomicznej i osobistej to stuprocentowi levicowcy!

Podobnie z obecnym systemem – nazywanym dalej demokratycznym. Demokracja dla zwykłego człowieka zaczyna się i kończy w momencie stawiania krzyżyka na karcie wyborczej. A to i tak pic na wodę, bo potem (w ciągu jednego dnia) system zmienia się w totalitaryzm parlamentarny, gdzie (za pomocą dyscypliny partyjnej) rządzi jeden, góra dwóch (koalicje) liderów, ci opozycyjni trochę hałasują (ale bez realnego wpływu na rządy), no i medialnie udziela się odpowiednio do tego stworzona czereda starannie wybranych klownów, których jednakże pierdolenie na antenie też nie ma ABSOLUTNIE ŻADNEGO WPŁYWU na ogólny proces prowadzenia polityki przez ich szefów. 

Jednakże lud ciemny, z niewiadomych mi powodów, lubi takie antenowe przepychanki i ujadanie na ekranie (bo poza ekranem to oni sobie z dzióbków namiętnie piją, ale lud już tego nie widzi!). Ba! Janusze i Hanki peerelu, ogladając owy medialny cyrk nabierają nawet pewności, że mają pojęcie o polityce!

Tenże lud, przez lata chamsko wciskanej propagandy, dał się także nieodwołalnie przekonać, że ów system arytmetyczno/przedstawicielski jest najwspanialszą wspaniałością w historii (!!!), a owe ceremonialne stawianie krzyżyka raz na jakieś 4/5 lat to niesamowity przywilej, obowiązek (?!), a wręcz przyjemność porównywalna z orgazmem i ostatni chyba już etap rozwoju społecznego gatunku Homo Sapiens.

Więcej!

Ludziom, którzy kwiestionują owa szopkę ze stawianiem krzyżyka, zarzuca się aspołeczność, a wręcz zakazuje im się wypowiadać na tematy polityczne (które wszystkich nas dotyczą) – bo przecież nie głosowali!

Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie…

Ze swojego doświadczenia wiem, że po ponad 20 latach uczestniczenia w wyborach, przypadki, kiedy wyznaczony przeze mnie kandydat dostał się do parlamentu, lub został prezydentem (którego to funkcja w Polsce jest praktycznie symboliczna) można policzyć na palcach jednej ręki.

Więc co to ma za sens?!

Ale lata wprasowywania nam w mózgi formułki o "obywatelskim obowiązku" jakby kompletnie odcięły społeczeństwo od rzeczywistości.

Czyli propaganda jest skuteczna.

Demokracja owa jest też niemalże nowoczesną religią i wymaga się od wszystkich państw aspirujących do uczestniczenia w życiu świata, by jej przestrzegali.

Więc przestrzegają – każdy na swój sposób.

Jak chociażby wczorajsze wybory prezydenckie w Rosji, gdzie znowu, "niespodziewanie" zwyciężył Putin!

Ba! Nawet urny wyborcze były nowoczesne, elektroniczne, wykluczające jakiekolwiek przekręty!

Czyli obowiązek demokratyczny został spełniony (im dalej na wschód, tym była większa frekwencja) i… nic się nie zmieniło – bo nie ma takiej opcji…

I "demokracja" wciąż trwa.

Bo wmawiają nam, że nie można jej niczym innym zastąpić.

Można, tylko nikomu się nie chce!

 

 

 

"Postęp ma jedną wadę: od czasu do czasu exploduje." 

Elias Canetti

90 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Dzisiaj jest pierwsza niedziela pod znakiem zakazu handlu. Znaczy ogólnie skupiono się, nie wiadomo czemu, na wielkich, zazwyczaj zagranicznych, tak zwanych marketach (za mojej młodości w PRLu, zwano je jakże swojsko i pięknie: samami i rzadziej supersamami – komu to przeszkadzało?!). Obecni zarządcy RP (jakkolwiek jej nie numerują) z pewnością mieli w tej ustawie jakiś interes ekonomiczny, albowiem wręcz wali po oczach skupienie tylko i wyłącznie właśnie na wspomnianych, zagranicznych megasklepach.

          Jakby to była najbardziej poszkodowana grupa pracowników!

          Znaczy tu po raz kolejny wychodzi prymitywizm i tępota kolejnej już ekipy rządzącej, która jak to jej poprzednicy wali na oślep, skrótem, tam gdzie cokolwiek zauważy i co potem skutkuje spięciem pomiędzy nielicznymi neuronami – znaczy pomysłem.

          A pootwierane w niedzielę supermarkety(samy) no zwracały na siebię uwagę dość wybitnie!

         Więc ci – cokolwiek hipokryci – postanowili w nie przypieprzyć z całą furią i docelowym zakazem handlu w każdą niedzielę już za dwa lata!

        Jednakowoż z tak monstrualnie rozwiniętą listą wyjątków, że cała ta akcja już na wstępie traci jakikolwiek sens!

        Oprócz tradycyjnego hałasu medialnego.

        No tu z własnych doświadczeń muszę wrzucić też pierwszą, nielepszą (a o wiele liczniejszą grupę!) ludków pracujących w tak zwanym systemie 4-brygadowym.

        Chociażby.

        Sam miałem, krótko, ale jednak, okazję funkcjonować w takim systemie i nie wspominam tego miło! Kalendarz miałem rozpieprzony jak fizjologię po zmianie czasu, weekend normalny bywał tylko raz w miesiącu, a na ogół zaczynał się we wtorki, czy inne, dziwne dni (o ile nie wymagano nadgodzin, co w tym kraju jest normą, o dziwo uwielbianą także przez pracowników! Bo to więcej kasy panie…).

         Czyli ogólnie niesympatyczny chaos.

         No ale tego nie widać, ponieważ ta spora grupa pracowników funkcjonuje gdzieś na obrzeżach, w zamkniętych, blaszanych montowniach, gdzie się nie rzucają w oczy.

         I to jest według tych świętojebliwych hipokrytów w porządku!

         Podejrzewam, a nawet jestem pewien, że nie zdają sobie sprawy z tego procederu, bo z normalną (?!) pracą owa polityczna kasta ma niewiele wspólnego i widzi tylko to, co chce widzieć i co im podszeptują kręcący się po sejmie wysłannicy przeróżnych grup/korporacji/stowarzyszeń. Mają oni jakąś angielskojęzyczną nazwę i nawet była w swoim czasie afera z nimi związana, ale wyleciało mi to z głowy)*.

         A te zamknięte markety (samy)? No nie wiem, jak można z tego robic dramat? Ucierpieć mogą jedynie zakupoholicy i pracoholicy, a jedno i drugie mnie, jak i większości społeczeństwa nie dotyczy…

 

 

 

 

* Teraz sobie przypomniałem: to lobbyści.

 

126 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Polacy to ogólnie naród gnuśny. Od zarania chyba, bo wzmianki o posiadaniu tej cechy pojawiają się już wieki temu. Też częściowo leniwi, ale tylko pod względem ideowym – bunty i rewolucje tak charakterystyczne dla zachodu, a nawet Rosji, tutaj skutecznie i bez problemu wygaszano. No ale leniwi pod wzgledem pracy już nie są, a wręcz przeciwnie! Przeciętny polski robotnik zapierdalać wręcz uwielbia (najwyższa średnia tygodniowego czasu pracy na przykład). Orkę polak przeciętny ma już niejako na stałe zainstalowaną w swojej postpańszczyźnianej krwi. Oczywiście jest też mała, ale głośna za to grupka nierobów, która to jest i gnuśna i leniwa pod każdym już względem. Oni w swej krwi (niekoniecznie błękitnej) przechowali za to wszystkie złe cechy arystokracji I RP. Najgorszą z nich jest permanentne wywyższanie się ponad resztę ludu, graniczące wręcz z rasizmem (gdyby nie to, że wszyscy korzeniami tkwimy w tej samej, leśno/bagiennej, starożytnej Polsce)! Oni to są samozwańczym rozumem i sumieniem narodu, a prawda przez nich objawiona ma być łykana przez lud ciemny bez żadnych zastrzeżeń, bo to ta nasza inteligencja oświecona i to im tylko prowadzić te wiecznie beczące stado baranów, których wciąż muszą się wstydzić przed tym pięknym zachodem.

       Właśnie. Wstyd ów jest wręcz bijącą w oczy oznaką potężnych komplexów, mających korzenie w wieku XIX, gdy społeczeństwo formalnie nieistniejącego i rozdartego na trzy części państwa bezradnie patrzyło na niespotykaną wcześniej w historii explozję techniczno/społeczno/ekonomiczno/kulturalną wolnej, kwitnącej i szerzącej na świat cały swe idee i wynalazki Europy. Więc spadkobiercy (najczęściej już tylko duchowi) owej leniwej arystokracji, łykają do dziś bez zastanowienia WSZYSTKO co zachodnie, jak szpaki wiśnie. Oni jeszcze niestety nie wyszli ze stanu zaborów i okupacji, więc coś takiego jak interes narodowy dla nich nie istnieje, bo zwyczajnie łączności z żadnym narodem nie czują – nie mogą się przecież utożsamiać z tak przez nich pogardzanymi ciemniakami z wiosek odległych! Oni to przecież młodzi, wykształceni, z wielkich miast! Nazwali sami siebie inteligencją i wyrażenie to funcjonuje chyba tylko tutaj? Bo chyba nikt nie wie, co tak naprawdę oznacza. Podobnie jak słowo "faszyzm", które jest tak uniwersalne, że aż się chyba już znudziło i coraz mniej go słyszymy. Za to ostatnio zastąpiono je jakże groźnym "nazizmem". Cokolwiek by nie mówić, lud ów pogardzany i flekowany od stuleci, także posiada swoje komplexy, ale objawiają się one w całkiem inny sposób. Potomkowie chłopów pańszczyźnianych i drobnego mieszczaństwa reagują na zachód dokładnie odwrotnie, po swojemu, gburowato i prostacko. Negują ten zachód, wyśmiewają i nadeń się wywyższają. 

        W przeciwieństwie do pełnej i bezkrytycznej akceptacji elit, takie kompletne wręcz wyparcie.

        A prawda jak zwykle, tradycyjnie leży po środku i ten zachód, podobnie jak my, ma swoje wady i zalety, niektóre warto zaakceptować, o innych wręcz nie warto dyskutować!  Ma też inną historię i wynikającą z niej mentalność. Można wybierać, ale trzeba czynić to z rozumem, a to wciąż dla wielu jest zbyt trudne, a dla "elit" chyba wręcz niemozliwe!

155 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Na początku lat dziewięćdziesiątych rozpieprzył się w drobny (czerwony od krwi) pył, podobno niezniszczalny (a na pewno nieziszczalny) system paranoiczny, nieludzki – bo soviecki, komunistyczny. System ów zaczął się sypać przynajmniej w połowie lat osiemdziesiątych i rozpoczął się ten proces od samego centrum czerwonej zarazy – czyli Moskwy. Wcześniej każde oznaki buntu (PRL) tonęły we krwi. Czyli sam potwór zdał sobie sprawę z tego, że zdycha. Wbrew temu, co usiłują nam wmówić różne bolki i Frasyniuki, rozpieprzył się sam!

Był po prostu tak niewydolny i śmiertelnie chory, że z wyczerpania padł! 

Glebnął na ryj, mimo że wciąż jeszcze wyglądał na niezniszczalnego (o tym z kolei byli przekonani właściwie wszyscy na zewnątrz tego systemu). Gorbaczowa, który nasyłał na buntujące się republiki ZSRR czołgi i specnaz, które to oprócz licznych ofiar nie osiągnęły niczego - bo już NIC nie były w stanie uratować – wciąż oskarża się w Rosji o zniszczenie tego czerwonego imperium, gdy on tym czasem właśnie robił co mógł, by to imperium uratować!

Tyle że nie mógł już NIC.

Za to na zachodzie jego beznadziejną walkę odebrano jako w miarę pokojową rozbiórkę komunizmu i darowano mu w nagrodę nawet Nobla (!!!).

Na naszym poletku w ten czas wyrósł nam przaśny bucefał, twierdzący, że samodzielnie ten system obalił (też Noblista), niczym czterej pancerni wygrywający II WŚ. Koleś ostatnimi czasy przerósł w pysze, chamstwie i paranoicznym postrzeganiu rzeczywistości samego siebie, a to już było praktycznie nie do przeskoczenia!

A żeby nie czuł się samotny, to dołączył do niego niejaki Frasyniuk, prezentując ten sam poziom arogancji, potężnej pychy i jakiejś nieogarniętej wściekłości na to, że lud niewdzięczny nie czci ich jak należy (czyli totalnie i bezkrytycznie), a nawet śmie ich traktować jak zwykłych osobników równych wobec chociażby prawa, lub o zgrozo – jak zdrajców!

Marzeniem tych wyssanych już do cna ze skromności i obiektywizmu osobników jest chyba ostatecznie przypięcie do nich na stałe brązowej tabliczki z napisem: "Obiekt historyczny, prawem chroniony.". 

Tyle że historia już ich ocenia, podobnie jak "generała", który  wynalazł to sformułowanie i tuż przed śmiercią się tej oceny doczekał. Taka nikła namiastka sprawiedliwości…

 

186 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Jestem człowiekiem zazwyczaj spokojnym i z natury, albo z treningu unikam stanu zdenerwowania. Naprawdę, trzeba mocno nadepnąć mi na odcisk, lub z buciorami wpieprzyć się w strefę mojej prywatności, bym dostał cholery! To chyba taka typowo słowiańska cecha, bo gdzie nie spojrzę i nie wyczytam w kronikach historycznych, to tu, w Polsce umęczonej (a ongiś wielkiej!), lud był zawsze wyjątkowo spokojny, spolegliwy, tolerancyjny i tylko gdy kto mu za bardzo cisnął, to wtedy zamieniał się w bombę.

       Ale czasem się denerwuję.

      Lekko, ale się denerwuję.

      Ma to miejsce na przykład wtedy, gdy muszę co poniektórym ludziom tłumaczyć rzeczy oczywiste. To strasznie dołujące, gdy wiesz, że masz rację, ale ci bardziej uparci twierdzą, że ich racja jest bardziej racjonalna i za cholerę nie chcą dopuścić do świadomości chociażby, że mogą jej nie mieć, lub że prawda leży pośrodku, a nie po ich stronie. To też słowiańska (polska) przypadłość, począwszy od rzeczy przyziemnych, podstawowych wręcz. Ze swojego poletka chociażby: kumpel, typowy taki Sebix ;) wciąż mnie pomniejszał, a siebie powiększał, twierdząc, że mam co najwyżej półtora metra, dopóki się przy nim nie zmierzyłem i wyszło cokolwiek skromne, ale metr sześćdziesiąt pięć. No wzrost mam nikczemny, jak to rzewiej nazywano, ale do zniesienia, więc po co to przeżywać? Ojciec (typowy Janusz z PRL!) wraz z matką, skupieni byli wyłącznie tylko na sobie, a każda próba dotarcia do nich była z góry skazana na klęskę. Mur nie do przebicia. Żeby było weselej, zwę się Piotr. Taki typowy. Podobnie z tłumaczeniem "rekinom" biznesu i kariery w korpo, że branie kredytu na chatę, przy średniej krajowej i notorycznej zmianie miejsca pracy (już samo to jest co poniektórym ciężko wytłumaczyć, a w normalnych krajach to norma!) jest co najmniej bezsensowne. Itd, itp.

     No po prostu przeciętny Polak przejawia nadmierną, niczym nie uzasadnioną pewność siebie, przeciwnie proporcjonalną do jego inteligencji (i nie mającą na ogół związku z zajmowanym stanowiskiem i stopniem wykształcenia), którą ci z dołów społecznych zwą zasadami, a ci z góry inteligenckim dostosowaniem do wzorców zachodnich, czy jakoś inaczej…  

     Ale jest też inna nacja, ongiś blisko związana z Polską, która to rację swą stawia ponad wszystko, co ostatnimi dniami doprowadziło do paranoi. 

     Zwą się żydami.

     Otóż ponad 40 lat po holokauście naszła ich jakaś taka dziwna i sadystyczna wprost chęć, by za tą zbrodnie obarczyć… właśnie Polaków! To by było nawet śmieszne, mroczno śmieszne, gdyby nie to, że jest prawdziwe. Ukuli oni więc taki międzynarodowy zwrot: Polish Death Camp i cały ten drugowojenny antysemityzm zaczął być spychany… właśnie na Polaków!

      Kowal zawinił, cygana powiesili.

      W pale to się nie mieści, ale jakby cały świat się zmówił (poprzez media napędzane właśnie przez żydów i niemiecką politykę historyczną (!!!)), by z ofiar cokolwiek (Polaków), zrobić katów!

      No idzie się wkurwić.

      Swoją drogą, te wyrażenie: "Polish Death Camp", to całkiem niezła nazwa dla jakiejś kapeli deathmetalowej. Jakby to odpowiednio wykorzystać…?

      Najbardziej przykre jest to, że ponosimy konsekwencje (jakby jeszcze było mało!), czegoś, co 80 lat temu zostawili po sobie idioci z arystokratycznym na ogół rodowodem rządu II RP. Megaparadoxem jest to, że ci tchórze, którzy po rozpoczęciu wojny co do jednego ewakuowali się do GB, są tak naprawdę odpowiedzialni za wojnę! Puszyli się przed największą potęga militarną świata, czyli Niemcami, a ostatecznie dostali kopa w dupę od ruskich, których – żeby było jeszcze bardziej absurdalnie – po 1939 wybrali sobie na sojuszników!!!

    Efekt jest taki, że wszyscy nas wydymali, a w zamian zostaliśmy uznani za antysemitów!

    I dobrze! Za frajerstwo powinno się cierpieć!

    Tylko czemu cierpi już kolejne pokolenie…?

     I małą pociechą jest to, że ta żałosna arystokracja po wojnie skończyła w angielskich garkuchniach na zmywaku. Dziś przez nich robimy to samo.

     No ogólnie wciąż zamiatamy rozpieprz, który zostawili po sobie właśnie ci kretyni z II RP i musimy słuchać, że za II WŚ są odpowiedzialni jacyś niejasnej proweniencji naziści (na ogół niemieckojęzyczni), a za ów holokaust odpowiedzialni są głównie Polacy, bo to oni obsługiwali Polskie obozy, w Polsce (?!) i tylko się jakoś nie wspomina że ofiarami byli obywatele polscy – tyle że narodowości żydowskiej. Jakby do pieca trafiali polscy żydzi, a przez komin wychodzili już po oczyszczeniu tylko sami żydzi? Naziści tam jakieś filtry zainstalowali, czy co?

    Przy okazji wyjaśniła się ta szopka z polskimi (a jakże!) naziolami gdzieś w lesie, na tle płonącej swastyki, z torcikiem z takąż z czarnych wafelków. Po prostu do TVN 24 wparowali przedstawiciele albo żydów, albo tej żałosnej opozycji, a najpewniej wszyscy razem i poprosili o coś, co potwierdzi polski pęd do nazizmu, bo za niecały miesiąc wchodzi ta nieszczęsna ustawa o IPN. Ci wygrzebali coś tak debilnego, sprzed ponad roku, że sami tego nie chcieli wyemitować. No ale pod naciskiem poszło na vizję i teraz już wiadomo pod co ten grunt przygotowano…

103 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

       Xięga ulicy mówi, że nie ma kobiet brzydkich – są tylko niezadbane. Praktycznie to prawda! Właściwie każda kobieta, przy odrobinie samozaparcia (czasem całkiem dużej) jest w stanie wyjść ze stanu bycia pasztetem, w stan… no co najmniej pozwalający na nią patrzeć bez wymiotów!

      Pierwszą taką przeszkodą w byciu piękną jest otyłość. Nie przypadkiem brzydkie kobiety obdarza się przydomkami mięsnymi, lub posiadającymi duuużo masy, jako to właśnie na przykład "pasztet", "kaszalot" , czy "betoniara". Co nie znaczy, że te maxymalnie rozpasione nie znajdą sobie chłopa: zboków jest dużo i dzięki temu potwory fizyczne i mentalne ZAWSZE mają branie. Po prostu muszą trafić na odpowiedniego czuba, który chce wydymać akurat taki, a nie inny materiał biologiczny.

      No ale od czasu do czasu znajdą się tacy bohaterowie, którzy zapatrzeni w swoją kupę tłuszczu, widzą w niej, gdzieś głęboko ukrytą laskę (najpewniej zeżartą), która po odpowiedniej obróbce może wyjść na zewnątrz. Zdarzają się takie cuda, gdy ociekające słoniną monstra, pozbywają się owej mięsnej otoczki i naprawdę coś pięknego z tego wnętrza się ukazuje. 

      Ale to rzadko.

      Najczęściej owe zabujane tłuściochy stwierdzają, że skoro kochaś je akceptuje takimi jakie są teraz, to nie muszą się zmieniać. Ba! Dostają wtedy dodatkowej motywacji i zaczynają dominować nie tylko fizycznie (ciężar), ale i mentalnie.

       No spaślaki rodzaju żeńskiego nadzwyczaj często stają się głośne (głównie przez śmiech) i nokautujące (temperament). Masa (nomen omen) obserwacji własnych i potwierdzeń znajomych mych, nie pozostawia raczej wątpliwości, że owe pasztety ową dominacją nad otoczeniem zagłuszają swoje, jakże niskie i proste komplexy.

       Tyle, że to jest do zniesienia, a takie żałosne osobniki są bardziej godne współczucia, niż obrzydzenia.

       Obrzydliwe naprawdę i dogłębnie są osobniki rodzaju żeńskiego, na ogół nie opasłe (ale zazwyczaj pozbawione kobiecych wypukłości), te które osiągnęły najniższy szczebelek wyższego rozwoju zawodowego (wyżej, przy awansach też obowiązują jakieś zasady) i mają wpływ na innych pracowników – choćby minimalny.

       Co najmniej dwukrotnie (trzykrotnie?) w czasie swojej tułaczki po różnych firmach, w czasach różnej prosperity, spotkałem na swej drodze takie paszkwile. Mimo że te baby nie były ze sobą spokrewnione, to jedno je łączyło:

do swej fizycznej ohydy – jakby jeszcze samo to nie wystarczało – dorzucały taki ładunek mentalnej szkaradności, że…

      … no jedyne określenie,które mi przychodzi do głowy, to: 

      one cuchnęły. Cuchnęły energetycznie. Bo tak, jak pewne osoby określa się mianem wampirów energetycznych, tak też istnieją śmierdziele energetyczne.

      Na swoje nieszczęście spotkałem takie coś dwukrotnie i za każdym razem to była baba!

      Nie chcę trzeciego razu, bo zostanie przekroczona masa krytyczna.

150 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

       Media usłużne tak zwanej "totalnej opozycji" (winno być raczej: "totalna popierdółka") dokonały kolejnego już z całej serii strzału w kolano, a to za sprawą wygrzebania po ponad roku (!!!) grupki wyraźnie upośledzonych /zboczonych fa/fety-szystów?, którzy w lesie urządzili przebierankę, no wręcz regularny, fachowy happening, którego tematem przewodnim była III Rzesza i jej symbolika (?!!!!!). No kolesie byli wyjęci z kontextu, niczym zbiegli pacjenci jakiegoś psychiatryka, lub aktorzy Monty Pythona. Równie dobrze takie szopki mogliby organizować obywatele Izraela gdzieś pod Jad Waszem. Sens (a raczej bezsens) byłby ten sam. No idioci po prostu są stałą i niezmienną mniejszością w społeczeństwie i najczęściej rzucają się w oczy.

       Tylko po co robić z tego kolejną medialno/polityczną histerię?!

       Wystarczyłoby zawiadomić odpowiednie służby, które takich świrów powinny umieścić w zakładzie zamkniętym (nie w więzieniu!), na dokładnej obserwacji, przy okazji z obowiązkowym pakietem doszkolenia historycznego.

       Że tak powiem, spuszczanie się nad tą grupką dziwadeł, a już cokolwiek straszenie odradzającym się nazizmem (faszyzmem?) jest samo w sobie chore i nie powinno mieć miejsca i zrównuje straszących pod względem mentalnym ze straszydłami. No powiem krótko: nawet starsi ludzie namiętnie czerpiący swą CAŁĄ wiedzę z TVN 24 i poprawiający swoje notowania (niską samoocenę) za pomocą "Szkła Kontaktowego", mieli niezłą bekę, gdziekolwiek bym nie spojrzał, chociażby ze słynnego już tortu ze swastyką z wafelków. No bo to była zwykła szopka, a ludziska, których tam zaprezentowano, przekroczyli granice zwykłej fascynacji tematyką akurat hitlerowską i na własne życzenie wpakowali się do jednego worka właśnie ze zboczeńcami i innymi psychopatami.

       I tyle.

      To znaczy byłoby na tyle, ale histeria wystartowała z mocą odrzutowca i w całą Polskę – ba! W świat cały! – poszła wieść, że odradza się u nas nazizm… 

       Dla myślących to raczej poronienie, no ale widziałem w owym TVNie dwóch cokolwiek profesorów historii (wynajęci experci), którzy całkiem na poważnie tłumaczyli, że takich drobnostek nie można ignorować, bo nazizm i bolszewizm to też były małe, nieistotne i ignorowane grupki, które potem doprowadziły do dramatu. I oni tak całkiem na poważnie!

       Sęk w tym, że to już było i jak mawiano w PRL se ne vrati. Bo jak słusznie zauważył niejaki Marx (!), "Historia lubi się powtarzać – pierwszy raz jako tragedia, drugi jako farsa.". I z taką właśnie farsą mamy do czynienia. Totalitaryzmy owszem, ciągle jest ryzyko, że powstanie jakiś nowy, ale te spod znaku swastyki, czy sierpa i młota zwyczajnie już się nie odrodzą. Szans najmniejszych na to nie ma! Pewne rzeczy i wydarzenia mijają bezpowrotnie i już! Feudalizm, niewolnictwo, czy palenie czarownic na stosie też nie mogą mieć miejsca. A przynajmniej nie w tak dosłownej postaci.

        To po cholerę taka panika?! Czyżby obrońcy układu zamkniętego już aż tak zdurnieli?! KOD się wyczerpał i ośmieszył, właściwie wszystko, czego się ci z przeciwnej strony barykady nie tknęli, stało się z miejsca żałosne. Więc pozostał jeno faszyzm na koniec? No to trochę się zaczynam bać, bo już od dłuższego czasu noszę na szyi - a jakże! – swastykę! I to podwójną!!! Zwaną dalej kołowrotem Swaroga. A to ze względu na swoją fascynację starosłowiańskimi wierzeniami (powrotem do korzeni bardziej).

         Tylko kto uwzględni takie tłumaczenie, jak zacznie się łapanka na radykałów?

   

 

    

155 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

        Cokolwiek mamy gonitwę i wyścig. No to odbywało się zawsze, ale w ostatnich latach przybrało rozmiary masowe. Jakkolwiek nie ma już takiego absurdu, jak na początku lat 90, gdy zachłyśnięte nowym systemem wilczki przechodziły same siebie w utrudnianiu innym (i sobie) życia, by osiągnąć jakiś iluzoryczny szczyt. Tak nawiasem: szczyty są dla nielicznych, ale wobec nadmiaru chętnych znacznie się obniżyły, co zepsuło smak ich zdobywania. Ci co je zdobywają, mają się za elitę, a to jeno turyści…

       Ogólnie prą wszyscy!… chuj wie dokąd?! Liczy się cokolwiek, co cię stawia przed innymi: audi z niemieckiego szrotu, tatuaż 3 w D, plastik panienka, co i tak naookoło daje dupy (ale aktualny posiadacz o tym nie wie), awans w firmie z dupowłaza na dupowciska, lub nawet zwyczajne w niej trwanie po 20 lat (jak tak długo można pracować w jednym miejscu?!!! Niestety doszedłem do takiego wieku i zakrętu życiowego, że w tej obecnej, świeżej, postaram się wytrwać do końca – mojego, lub firmy). Ale reszta nie ustaje w tym żałosnym wyścigu. Jak sfora wychudzonych kundli, ścigająca się do zjełczałej parówki.

        Trochę tu winne jest rozwalenie systemu społecznego, które nastąpiło jakieś minimum 100 lat temu. Więc błąd polega na tym, że prawie każdy z nas startuje od zera i w wieku już -nastu lat zostaje wystawiony na najcięższą próbę, którą jest wybór stylu (i poziomu) życia. Takie wystrzelenie w kosmos wprost z dzieciństwa, z burzą hormonów i z niedostatecznie ukształtowanym mózgiem na dodatek. Masz coś osiągnąć, ale na dobrą sprawę nie zdajesz sobie sprawy – co? Przed czasami nowoczesnymi (rewolucja techniczna) było to proste: dziecię szlachcica szło drogą szlachecką, mieszczanina i rzemieślnika (tudzież kupca) też swoją odwieczną, tudzież potomek chłopa zostawał na swej ojcowiźnie.

         Dziś nawet ojczyzna nie jest pewna (jakieś 2 miliony emigrantów zarobkowych).

        Dziś jesteś potomkiem niczego i z tego gównianego niczego masz ukręcić złoty bicz. 

        Bo tak nowoczesna tradycja nakazuje.

        Sęk w tym, że miliony myślą podobnie i się robi zator.

        No ale tradycyjnie nie wszyscy wpadają w ten dziki i gęsty nurt i z dwóch brzegów stoją obserwatorzy.

        Nieliczni, ale liczący się.

        Na lewym brzegu posiadacze z dziada pradziada, co ten nurt kontrolują.

        Na prawym stoicy. Starożytni odszczepieńcy.

         Ich jedynym celem jest właśnie Apatheia.

124 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.81.150.27

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code