Coraz częściej wydaje mi się, że żyję w jakimś Matrixie, gdzie większość otaczających mnie ludków, to tylko wyrysowane grubą kreską postacie, których jedynym zadaniem w świecie materialnym są czynności fizjologiczne, sex (w odróżnieniu od czynności owych, podstawowych, bez niego można żyć), praca w dopasowanym na wymiar kieracie, tudzież prymitywna rozrywka w postaci prostej muzy (disko polo na przykład), przy skomplikowanych chemicznie używkach, czy tępe zaleganie przed produkowanymi masowo, tysiącodcinkowymi serialami o niczym.

         Mają szczęście ci, co nie spotykają na swej drodze takich niedorobionych pioneczków!

         Bydło owo różni się od zwierząt właściwie tylko umiejętnością mówienia i obsługą pilota. Pod względem emocji czasem zwierzęta nawet przebija!

        Żyje toto na ogół z socjalu, wyłudzeń, lub kradzieży (właściwie to to samo – na socjal robią uczciwi). Rozmnaża częstokroć nieodpowiedzialnie (acz państwo płaci – nawet po pół tysiąca!) – a im dalej w prowincję, tym bardziej te stworzenia są rozwiązłe.

        No wegetacja i powrót do natury w firmowych ciuchach z lumpexu (lub jumy).

        Na nieszczęście tych spokojniejszych i mądrzejszych mają oni takie same prawa, a jako że niewiele mają do stracenia, więc bez żadnych skrupułów owe prawa też przekraczają.

         Ale to nie jest największy problem z tymi ludkami: żyją to żyją i ch…a im w d…ę! Trzeba ich tylko unikać – a to w Polsce problem, bo stanowią większość. Znaczy większością jest w miarę ustatkowana ich odmiana, co to zapierdala za drobne na spłatę półwiecznego kredytu dla swej xiężnej z PGRu, rozbija się dojczszrotami, bo takie uznaje za jedyne i bezkonkurencyjne… Tak przy okazji: za najlepsze uznaję japońskie konstrukcje, a Mazda z silnikiem Wankla to cud motoryzacji! Subaru też można uznać za supersamochód, więc po co tak popuszczać w nogawki na widok Audi, BMW, czy VW? No i te ludki ustatkowane, wraz ze swymi niewiastami, dziedzicząc po swych PRLowskich przodkach mentalność niewolniczą, za grzyba nie ogarną choćby w drobnym stopniu, że można inaczej funkcjonować! Nietolerancja na inne zachowania jest im niejako wtłoczona i nie do skruszenia! Niewpadanie w schematy życiowe jest dla nich KOMPLETNIE niezrozumiałe. Dałeś sobie spokój ze związkami? Nie masz zobowiązań w bankach? Wolisz jeździć rowerem, niż jakimś gównem zza Odry? Nie trawisz disco poolo, lub innego rapu? Nie interesuje cię ta pseudopolityka ściemniana przez ćwierćwieku? Te wasze wyjazdy pod domki nad jeziorem są dla mnie popierdółką imprezy?

         To nie pasujesz!

         I za grzyba nie wytłumaczysz im, że to inna opcja życia.

        Ich zycie jest zero-jedynkowe i za cholerę nie można tego przestawić!

       Jak robaki…

      Tylko czemu takie gówno ludzkie funkcjonuje na tych samych prawach, co normalni ludzie?!

       

53 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         Spoglądałem wczoraj na oczekiwania (live) i przylot prezydenta USA – Donalda (okazało się, że to wbrew pozorom mocno polityczne imię). Stacja tendencyjnie levicowa i prokomunistyczna (TVN 24 – UB rządzi!), po której należałoby się raczej spodziewać wylewu szamba na tego rudego odszczepieńca, relacjonowała tą wizytę w samych superlatywach i zachwytach! A cała zgromadzona tam załoga wręcz rozpływała się w ochach i achach nad tym jakże wiekopomnym (?) wydarzeniem, a zwłaszcza nad wyglądem i wyposażeniem żony rudzielca i jego córki. 

Jakby do Pcimia Dolnego przybył papież…

I tu jednak zaczęło wychodzić z warszafskiej elyty z całą mocą i nieopanowaną expresją ledwo co ubite siano z butów i nieokiełznane komplexy.

       A komplexy to oni mają potężne i zwłaszcza ukierunkowane właśnie na te Stany Złajdaczone, ze szczególnym uwzględnieniem Hoollyywooduu. Jak zaczyna się do nich uśmiechać cokolwiek właśnie z tamtego kierunku, to ci nasi włodarze, celebryci, artyści z bożej łaski i jeszcze podlejsi umysłem entelygenci rozklejają się kompletnie! Oni wtedy są gotowi dać się wydymać, skoczyć w ogień, bój ostatni – samobójczy i bezsensowny, czy zwyczajnie paść na kolana przed byle małpą z hameryki i ze szczerym i niewymuszonym śmiechem obrobić jej gałę!

Bo tacy są podli, mali i bezwartościowi.

Z drugiej strony, bizantyjski rozmach wizyty owego cesarza… znaczy prezydenta, ma na celu wtłoczenie reszty świata w fotele i uzmysłowienie mieszkańcom pozaamerykańskiej prowincji – kto tu rządzi!

Więc prezio i cesarz imperium nie przybywa ot tak sobie! Nawet nie jednym samolotem! To muszą być dwa wypasione po gwiazdy Jumbo Jety, setki, lub nawet tysiące osób świty i kawalkada samochodów ciągnąca się kilometrami, a sprowadzona już przynajmniej tydzień wcześniej – tak samo jak ogarnięcie trasy przejazdu owego cesarza.

A to wszystko na niecałe 48 godzin obecności…

Robi wrażenie! Nie wiem czemu, ale teraz wyobraziłem sobie Chrystusa wjeżdżającego do Jerozolimy na skromnym osiołku? No ale to stare czasy i nie było wtedy samolotów Air One, opancerzonych limuzyn i osłaniających je oddziałów komandosów w furgonetkach. Poza tym Dżizus to był Dżizus i nie posiadał walizki atomowej. On władał innymi, bardziej subtelnymi mocami.

 

 

"Imperium zbudowane orężem, potrzebuje oręża, by się utrzymać przy życiu."

Montesquieu

 

 

 

 

67 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Przestań z tym swoim: loffci!

Przestań pieprzyć o miłości!

Wypierdzielaj z całym różem!

Bo miłości już nie służę

W popelinę już nie wierzę

Nie pokocham nigdy szczerze

Zgarniasz wszystko po okruszku

Daj mi spać w swym małym łóżku

Dla nas dwojga jest za ciasne

Owszem – z chęcią cię tam trzasnę

Ale potem wypierdzielaj!

Bo to snu jest mego sfera

I weź nie sycz mi do ucha

Bo ja fałszu już nie słucham

Weź nie podnoś także głosu

Bo to nie jest na mnie sposób

Przestań żądać, porównywać

Spróbuj być po prostu miła

Nie truj mi o ideałach, gdy w fantazje wchodzisz cała

Świata sobą nie zasłaniaj…

Nie czuj tyle – zacznij myśleć

Wtedy życie jest przejrzystsze

Opuść love krainę złudzeń

Bo zbyt szybko się tam nudzę…

 

 

 

 

 

"Miłość to trąd, choroba odziedziczona po jednokomórkowcach." 

                                                                                  Elias Canetti

69 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

         Najsłynniejsze, najbardziej dochodowe i najdroższe filmy powstają w Los Angeles. To wie każdy, bo każdy toto ogląda z wypiekami na twarzy. Oni tam, w tym Hoollyłudzie nawet nabijają się z drugiego, równie dochodowego i kreatywnego Bollywooda, że to niby popelina, sztampa, te produkcje prymitywne i takie tam podobne…

          Tyle, że sami nie są lepsi, a jedyną różnicą są pieniądze wpakowane w efekty specjalne, reklama na cały świat i związana z tym sława i zyski!

           A siara w zasadzie ta sama, jeśli tak na to spojrzeć obiektywnie, dokładnie i bez spiny (takiej, że: "Ojeju, nowy hit wypuścili! Trza zobaczyć, bo wszyscy widzieli!").

           No więc zacznę od erotyzmu na ekranie: I tu i tam zaczyna się on i kończy… na pocałunku. Buzi buzi, a jedyną przewagą Hollywooodu na tym poletku jest to, że tam pokazują miętolone cyce, a sam całusek jest wyposażony w takie efekty dźwiękowe, jakby ślimak wpierdalał akwarium wraz z zawartością. 

           Dalej – akcja. Ostatnimi czasy, sceny pojedynków (ze szczególnym uwzględnieniem SF) przekraczają już granicę absurdu, bo granice zdrowego rozsądku zostały przekroczone już dawno. Niekończąca się moc, niekończąca się odporność, niekończąca się broń, szybkość, wszystko się niekończące! I tak zawinięte w milionowy budżet efektów specjalnych, jak typowy, texański hamburger. I równie niestrawne i tuczące bez sensu.

           Czyli taka sama kicha, jak w hinduskich produkcjach kryminalnych.

           Ale jedno co odróżnia owe indyjskie badziewie od północnoamerykańskiego, to właśnie SF.

           A na czym najchętniej ciągną produkcje Hollywoodu? Ano na podróżach w czasie. Nie powiem: "Powrót do przyszłości" , "Efekt motyla" , czy ostatnio obejrzany "Projekt Almanach", to… no jakby to powiedzieć fajne filmy.

           Tyle że bez sensu.

           Albowiem nie można poruszać się w czymś, co nie istnieje: czyli w czasie.

           Czas nie istnieje, a owy mit podtrzymuje właśnie owo Hollywood, bo na tym trzepie kasę (potężną). Nie ma przyszłości i przeszłości. Jest tylko zmieniające się tu i teraz i nie ma mocy, by to tu przyśpieszyć, lub zwolnić! A tym bardziej ruszyć w dowolnym kierunku i co gorsza: wrócić! Zresztą możemy się przekonać o tym naocznie, bo każde naruszenie tej fantasmagorycznej czasoprzestrzeni (nawet na poziomie atomowym – efekt lawiny) spowodowałoby totalny i nieodwracalny chaos…

           Którego nie widać – więc stąd logiczny wniosek, że nikt się za to w przyszłości nie zabrał.

           No ale na filmach (co poniektórych) wygląda to naprawdę fajnie!

70 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

            Weekend w weekend miałem przyjemność i nieprzyjemność dokonać skali porównaczej w tak zwanych z różna dniach miasteczek prowincjonalnych typu: Przasnysz i Tczew. 

            Tczew teoretycznie był liderem pod względem zrobienia imprezy masowej: pod zarąbistym mostem, przy Wiśle, tudzież piękny bulwar. Przasnysz to z kolei jakaś osada na bezwodnym pustkowiu, o połowę mniejsza od Tczewa i jak mi się wydaje pozbawiona miejscowych przedsiębiorstw, gdzie Tczew jest liderem co najmniej powiatowym w tej kwestii. No i tam zwyczajnie, na stadionie to zorganizowano.

             Tyle że organizacja pozamieniała wszystko i potencjalna klęska stała się sukcesem, a wspaniałe szanse zostały zmarnowane!

             No więc jak się powinno robić taką imprezę?

            Jednocześnie powinno się zacząć od zaplecza i od frontu.

            W Tczewie rzeczą numer jeden, przyćmiewającą swym ogromem scenę, było rozrośnięte do Gargantuicznych (nazwa do wygooglowania) wesołe miasteczko – nie wiadomo, czy bardziej jasne, czy bardziej głośne? Tam miasteczko (nieodłączny element takich dni) było gdzieś tam, na widoku, ale na tyle daleko, żeby nikt się tym nie przejmował.

             To od frontu.

             Od tyłu właściwie nie było porównania. Tczew popisał się gołą, świeżo zakupioną sceną, małymi głośniczkami cichszymi od tych na miasteczku… i nic więcej! Przasnysz miał perfekcyjne nagłośnienie wraz z obsługą (wynajęcie chyba wychodzi taniej), dwa telebimy, które są podstawą takich plenerowych wydarzeń – ale to nie jest oczywistością dla takich wieśniackich organizatorów jak w Tczewie, serię namiotów dla każdego wykonawcy tuż za sceną i przede wszystkim ogarniętą menadżerką, która robiąc pięć lat w tym szołbiznesie załapała wszystkie, możliwe kontakty i jest w stanie bez problemu załatwić (podejrzewam, że za ten sam budżet) każdego artystę i gwiazdę, a tych niepokornych tak naznaczyć, że już nigdzie nie wystąpią!

              No chyba że w Tczewie…

              W sumie najbardziej było mi żal dwóch, rozpoznawalnych zespołów, które były jeno tłem dla wesołego miasteczka ; i mieszkańców Tczewa, z których podatków to wszystko zasponsorowano.

              A to mogła być taka fajna impreza…

 

81 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

           Wy nowobogackie ćwoki ze słomą w butach! Wy buraki podpierane przez włazidupców wszelakiej maści! Wy jebane dusigrosze znęcające się nad podległymi pracownikami!

        Was czas się skończył.

        Po ćwierćwieczu naprawdę dzikiego "kapitalizmu" , gdy waszym zaklęciem była mantra: "Na twoje miejsce czeka 100 innych za bramą" , nadszedł wreszcie czas rewanżu uciskanego ludu (zajechało komuną, ale chuj!).

NIKT już nie czeka za bramą!

Nawet tak wyczekiwani przez was Ukraińcy, na których tak liczyliście.

Oni dostali wizy na całą Europę i tam będą woleli pracować za 1500 euro, niż zapierdalać u was mondzioły za 1500 PLN!

 Dlatego znikło z tego kraju prawie 3 miliony Polaków.

I nie liczcie na inne nacje zalewające Europę: oni się prędzej wysadzą, niż zaczną pracować!

Jeśli chcecie przeżyć, to musicie się dostosować do NAS! 

Nie macie alternatywy. Albo zaczniecie nam więcej płacić (niektórym już samo to wystarczy) i szanować, albo będziecie zmuszeni sami zapierdalać w swoich opustoszałych fabrykach, firmach, czy chuj wie co tam posiadacie mondzioły!

Musicie zejść ze swego biznesowego Olimpu i dostosować do swych parobków.

Musicie zacząć zauważać w nich ludzi, takich jak wy, a najczęściej lepszych. Wy to jedynie gówno owinięte w banknoty. Jeśli was naprawdę nie stać (w co nie wierzę!), to trudno: posprzedawajcie swe wypasione wille i fury, obetnijcie kieszonkowe swoim paniczykom i zastawcie biżuterię waszych żon i kochanek.

Innego wyjścia nie macie.

Wy nam teraz możecie co najwyżej skoczyć i possać.

My was możemy rozpierdolić w drobny mak!

Bo w końcu, po 25 latach ucisku nastała sprawiedliwość.

         I spieszcie się, bo czas działa na waszą niekorzyść.        

89 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Gnam z siekierą

Wiem na pewno;

Rżnąć ja muszę

Bo nie ruszę

Ścinam las!

Po co nas, po co was?

Trzeba gnać

Bo jej mać

Zacznie srać

A jej cuś

Puści śluź

Zacznie szczekać

Ja nie mogę teraz czekać!

A więc gnam

Ja uciekam!

Ja się wściekam

Ale gnam

Idę pędem

Gdzie dobiegnę

Poza mrok

Poza las

By opuścić wszystkich was.

96 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

         No to jeszcze jedno spostrzeżenie z weekendowej podróży:

         Wykopki na drogach.

         Ale zacznijmy od zarania. 

         Mniej więcej do początku XXI wieku polskie drogi to był błotnisty i dziurawy skansen, którym jazda była sporym wyzwaniem. Potem zaczęto poprawiać do stanu używalności trasy krajowe i wybudowano autostrady. Autostrady co prawda są o skalę wielkości za drogie (układ zamknięty pod wodzą Kulczyk Family musi zarobić), ale są! I wbrew pozorom jest ich wystarczająco dużo (zdaje się dwie w poprzek i jedna wzdłuż), by zapewnić swobodę tranzytu przez tą płaską krainę na wiecznym przelocie. Inaczej zrobiłaby się tu Belgia, która przoduje w jednej kwestii: tam 10% powierzchni państwa (to nie kraj) to autostrady!

         A tego by nikt tu nie chciał. 

         Dalej zaczęto robić ścieżki rowerowe (prawidłowo – ale czemu do kurwy nędzy z tej pierdolonej, słynnej kostki brukowej?!), obwodnice, poszerzano już istniejące trakty, stawiano słynne ekrany dźwiękochłonne (pomylone o rząd wielkości w decybelach, dzięki czemu są teraz wszędzie, a najczęściej w całkiem paranoicznych miejscach). A wszystko to głównie dzięki dotacjom UE.

         I te dotacje się jeszcze nie skończyły.

         Co powoduje, że wciąż się wylewa nowe szosy, poszerza stare… i końca nie widać!

        Korki wciąż są niemiłosierne, koparki, ciężarówki i inny ciężki sprzęt popierdziela ku uciesze dzieciaków – niczym wielkie zabawki… ale jak było, tak jest!

        Bo już zdaje się w latach 80, w najbardziej zmotoryzowanym państwie na świecie, czyli w USA, odkryto że nadmierne asfaltowanie ziemii nie przynosi pożądanych rezultatów (zwłaszcza w miastach). To działa tylko do pewnego momentu. Potem są potrzebne inne rozwiązania (rowery, motory, transport publiczny, pakowanie w osobówki przynajmniej po 4 osoby zamiast jednej, itp.).

         A w naszej wesołej krainie tradycyjnie skrajność przeszła w skrajność i na początku sezonu letniego znów skazani będziemy na objazdy, postoje i drogę przez mękę.

         I końca tego szaleństwa nie widać.

93 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

           Choppery i cruisery jakoś tak naturalnie kojarzą się z wolnością i rockendrollem. No tak się przyjęło. Bo widząc, słysząc, a już na pewno czując taki kawał motoru, nie wypada myśleć o czym innym, jak właśnie o rockendrollu, czy przynajmniej bluesie. No nic innego nie pasuje! I jescze te wdzianka skórzano/dżinsowe. Mogłoby się wydawać, że wchodząc w te motórowe klimaty, niejako z automatu powinno się wniknąć w regiony mocniejszej co najmniej muzy, a już z pewnością muzy szarpanej, z perkusją w tle…

           A tu nie!

           Bywając na coraz częstszych i coraz bardziej liczniejszych zlotach motocyklowych, odnoszę coraz mocniejsze wrażenie, że przynajmniej dla 1/3 ich uczestników to tylko przebieranka i udawanie kogoś, kim tak naprawdę nie są! Że to tak naprawdę czopy na czoperach i głąby na cruiserach. To kolesie, którzy porzucają poukładane, całoroczne, przygnębiające życie na parę sezonowych wypadów w teren, podczas których zamieniają się w coś, czym tak naprawdę nie są.

           No przykład taki: podczas ostatniego koncertu, gdzsieś tam w lesie na południu… dosłownie nikomu nie chciało się ruszyć dupy pod scenę, by się rytmicznie pobujać pod muzę wpasowaną właśnie w takie klimaty. Oni woleli biesiadę w swoim towarzystwie (jak na weselu), a tłumnie stawili się pod ową skromną sceną dopiero jak zaczął grać lichy band męczący zgrane covery, ale za to goszczący na tym zlocie rokrocznie, niczym Maryla Rodowicz na Opolu (co się jej znienacka urwało na szczęście). Taka regularna sztampa nie do ogarnięcia dla kogoś z zewnątrz. No kurwa jak jakaś sekta!

            Jestem niemal pewny, że ci poprzebierani pozerzy wylegliby całą masą, gdyby tam zagrała jakaś gwiazda disco polo!

            Bo ich mentalność pasowała jak nic do przaśnego wesela w wiejskiej remizie, a motór i odpowiednie do niego wdzianko to jeno pozór i zmyła.

            Bo podobnie, jak wcześniej opisywane wpieprzanie się w garnitur na takie właśnie wesele nie uczyni cię eleganckim, tak też posiadanie motoru i odpowiednie do niego szaty (koniecznie z kamizelką z nazwą gangu) nie uczyni cię rockendrollowcem. To jeno profanacja czegoś, co powinno być symbolem wolności i dobrego grania!

             No ale gdy statyczni, nijacy ludzie postanawiają wydawać swe pensje na rockowe maszyny i dopasowane do nich stroje, to kto im zabroni?

             Tylko dlaczego nie wydają ich na przyczepy kempingowe i vany je ciągnące?

              Uparli się, by wyglądać na coś, czym nie są, na czymś do czego nie powinni się zbliżać.

               Smutne i wkurwiające… 

87 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

          W filmie "Elizjum" bogata i nieliczna mniejszość żyje sobie na tytułowej stacji kosmicznej praktycznie w raju, mając dostęp do maszyn gwarantujących ciągłe zdrowie i nieprzemijającą młodość. W przeciwieństwie do miliardów pariasów tłoczących się na zdezelowanej ziemii. Rzecz oczywista mają oni owy tłum w głębokiej pogardzie, pilnując swej rajskiej siedziby jak twierdzy. Jaki taki porządek na owej ziemii utrzymują przy pomocy robotów produkowanych przez samych jej mieszkańców (!). Biedota sama sobie składa aparat opresyjny, będąc w dodatku wdzięczną, że może załapać tak dobrą fuchę w świecie bezrobocia i nędzy.

         Ma to wiele wspólnego z polskimi przedstawicielami samozwańczej elyty, którzy umiejscowili się głównie w Warszawce i większych miastach typu: Kraków, Wrocław, czy Trójmiasto. To Polska "A". Ongiś zresztą to sklasyfikowałem. Polska "B" to mniejsze miasta (ale wciąż duże). "C" to już drobnica w stylu Tczewa na przykład, "D" mniejsze miasteczka i w końcu "E", czyli krainy strukturalnego bezrobocia w rodzaju Warmii, czy Zachodniopomorskiego. Tak oni to widzą w tym Warszawskim Elyzjum. Ale też jednym z głównych i ważnych elementów tego podziału jest też z dawna powtarzana mantra: "Młodzi, wykształceni, z dużych miast".

         Chodzi w niej głównie o politykę, ale też nie tylko. Ostatnio na przykład znowu to słyszałem w związku z niechęcią przyjęcia do Polski tak zwanych uchodźców (w domyśle armii inwazyjnej z grupą bojową na czele, czyli z terrorystami). Jakiś kolejny cham z tytułem naukowym i jakąś funkcją polityczną stwierdził, że ci właśnie "Młodzi, wykształceni, z dużych miast" są za… bo już ich tam mają i się przyzwyczaili. Dziwna to logika, bo można się też przyzwyczaić do mieszkania w pobliżu wysypiska śmieci, czy dymiącej kotłowni – co nie znaczy że jest fajnie.

          Oczywiście nie omieszkał dodać, że przeciw są… no właśnie, te: "Niewykształcone, stare przygłupy z zapadłych wiosek". Określił to jakoś łagodniej, ale tak było w domyśle. I tak ta zsiadła śmietanka odbiera wszystkich, którzy żyją na uboczu. No tu się powinni już dawno zburzyć rolnicy wszelakiej maści, bo takie określanie ludzi to w sumie czystej maści segregacja społeczna, język nienawiści i zwykła pogarda zwyczajnych dupków! Ktoś w końcu powinien  to ogarnąć prawnie, bo to w równej mierze "prawda" i przegięcie, co zachodnie określenie: "Polskie obozy zagłady". Tamto chamstwo zaczęto w końcu zwalczać z całą zaciętością i skutecznie. Na miejscu zaś nic się nie robi z równie bolesnymi określeniami wykluczającymi, jakby nie było, większość społeczeństwa (i wyborców)…

         

124 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.162.139.105

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code