Od dobrych paru tygodni, na wszystkich kanałach TV pojawiały się fotki z jakichś portali społecznościowych, z owym (cokolwiek utytułowanym) aktorem na tle niejakiego polskiego fiata. No zachwycił się owym maluchem, jak niegdyś Michael Jackson innymi, amerykańskimi maluszkami… Ci amerykańscy celebryci miewają różne odpały, ale to wcale nie znaczy, że trzeba się tym jarać.

            A polskie televizornie podjarały się totalnie i dzień w dzień, pokazywały pana Toma na tle malucha, jako taką naszą, przaśną ciekawostkę rozsławianą na świat cały, aż w końcu z miasta, wktórym produkowano to "cudo" (Bielsko Biała) wysłano do jUeSAj jakiś dobrze zachowany egzemplarz w jego aktorskie ręce. Na szczęście darczyńcom zostało trochę godności i zaznaczyli, że po krótkiej jeździe ma pójść na licytację w jakimś szczytnym celu. Można wybaczyć, bo przy okazji wypromowalo się miasto, a miejscowy szpital pediatryczny dostanie zastrzyk gotówki.

            Tu mały wtręt: polski fiat jest tak samo polski jak porsche, czy lamborghini. Nawet polonez powstał na bazie fiata, więc jedyną polską konstrukcją pozostaje niezmiennie syrenka. Taka jest żałosna historia polskiej,powojennej motoryzacji… Nasi cokolwiek mniejsi, południowi sąsiedzi z byłego rejonu dominacji sovieckiej, już mają się czym pochwalić: skoda i dacia sprzedają się doskonale i są w pełni oryginalnymi, nowoczesnymi samochodami promującymi Czechy i Rumunię bez jakichś niepotrzebnych, celebryckich pierdół! I co z tego, że to tak właściwie Volkswageny i Renault? Marka się liczy! A oba te kraje mają swoją.

           Polska tylko żenujące wspomnienia…    

          Tu należy zaznaczyć, że tak naprawdę, najbardziej zakomplexioną grupą społeczną w Polsce są dziennikarze, aktorzy, w mniejszym stopniu muzycy, ogólnie ta słoikowa, warszafska elyta artystyczno/publicystyczna. Dziennikarze notorycznie się moczą, jeśli tylko ktoś mniej więcej znany, za granicą wspomni o Polsce. Masa aktorów śni o karierze w Hoollywwooodzie. Muzycy, ze szczególnym uwzględnieniem młodych szansonistów i szansonistek z konkursił televizyjnych, marzą o karierze zagranicznej, niczym bobas o cycku mamusi! A wszyscy, łącznie z politykami postępowymi (obecna opozycja) drżą w histerii, by za ową granicą zachodnią nie padło złe słowo o Polsce. Takie psychopatyczne: "co o nas pomyślą?" doprowadza ich do nerwicy i bezsenności.

            Paradoxalnie: taka postawa powoduje, że Polacy są postrzegani jako przygłupi, bo tak usilnie chcą się dopasować do wymarzonych wyżyn… że nieustannie wychodzą na błaznów!

            Zero poczucia własnej wartości, zero charakteru, zero oryginalności. Ci nasi bywalcy pierwszych stron gazet, są elastyczni jak plastelina… i śmieszni jak ludziki z niej lepione.

             A jak ktoś tylko mignie na tamtejszym firmamencie (nawet w głębokim tle), no to szał totalny i reszta tych ludzików piszczy w zazdrości!

 

 

            PS      Niedawno jakaś tam chałupnicza firemka zaprezentowała z założenia superfurę o jakże górnolotnej nazwie: Huzaria. Duda prezio nawet toto promował. Tradycyjnie okazało się to kompletną kupą… Na chwilę obecną start motoryzacyjny liczy się w miliardach, a jakieś luxusowe marki w setkach milionów… Tyle że to musi mieć potencjał! A! nie wspomniałem o Hiszpanach, którzy mają swojego Seata (też Volxwagen) i całkiem dobrze na nim jadą….

           

            

 

             

126 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

No nie chodzi mi o jakąś tam dołującą akcję typu: wszystko pada. Bardziej rozchodzi mi się o korelacje z cyklu: człowiek – zwierzę.

Więc od sporego już czasu obserwuję zmianę podejścia ludzia do zwierzaka, objawiającą się najdobitniej w podejściu do śmierci tego ostatniego (śmierć dosięga każdego i to całkiem neutralne i niewymagające słowo).

Zwierzaki przestały zdychać, padać, odchodzić, itp…

One ostatnimi czasy zaczęły umierać!

A to bardzo niebezpieczne dla naszego człowieczeństwa!

Czyli zostały wyrównane przez wypasione społeczeństwo z jednostką ludzką.

Dociągnięto je do naszego poziomu.

A jak zauważył nieoceniony Lech Jęczmyk, to działa w drugą stronę: sami się ściągamy do poziomu zwierząt.

Nie czuję się zwierzakiem. Czuję się koroną stworzenia, kimś wybranym przez Boga do władania tą planetą.

Reszta jest niżej.

My umieramy – reszta zdycha (pada, odchodzi, czy cuś tam). 

Niby prosta gra słów, a może poprzestawiać system wartości.

Jakiś levicovy premier Hiszpanii ongiś chciał nadać szympansom prawa ludzkie. Niedawno, gdzieś tam dla beki, nadano jakiemuś robotowi obywatelstwo i podarowano paszport.

Rozumiem miłość do zwierząt i zauroczenie techniką, ale w tych kwestiach ostatnio przekracza się pewne niedopuszczalne granice!

Zamiast rozmyślać nad istotą czlowieczeństwa (temat na wiele tomów filozoficznych dysertacji, najlepiej to ogarniał Filip K. Dick. , a i tak się skończyło na serii pytań bez odpowiedzi) człowiek poistanowił się zsunąć w dół pod pozorem wciągnięcia w górę istot mniejszych (zwierzaków), lub niedopracowanych (automaty).

Ja rozumiem, ludzie w większości są źli. Ale to ich wybór (wolna wola), wynik choroby, urazów, itd.

Co nie znaczy, że nie są ludźmi, a zwierzęta są lepsze!

Jakby nie patrzeć, ślepy, głupi, zwierzęcy instynkt rzadko opanowuje jednostki, a nawet jak, to oficjalnie się z tym nie obnoszą (jeszcze).

Chociaż takie instynktowne pieprzenie jest usilnie promowane…

Że niby naturalne i nie trzeba z tym walczyć.

Działamy wciąż umysłem, zasadami społecznymi, jako zorganizowana grupa władców planety.

WSZYSTKO  jest poniżej!

A co zdegenerowane jednostki robią z tym przywilejem… No cóż! Wolna wola.

Nikt inny takowej na czas obecny nie posiada.

Więc nie ma dyskusji!

My umieramy - reszta zdycha, albo się psuje.

Pozostaje kwestia z jednostkami ludzkimi, naprawdę upośledzonymi umysłowo w stopniu dogłębnym.

Od dawna nurtuje mnie pytanie – jak je zaklasyfikować?

 

 

PS      A! Pies nie ma imienia. Pies się wabi. Tak dla przypomnienia.

 

137 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Jednym z wielu polskich absurdów jest funkcjonowanie "tak zwanych" związków zawodowych. Są "tak zwane", ponieważ z prawdziwą ideą ochrony pracowników mają niewiele wspólnego, a właściwie nic!

Otóż pierwszą i największą ich wadą jest to, że z założenia są zakładowe, więc trzeba je bezpośrednio organizować… w firmie!

Wyjaśnię pokrótce: w latach 80 reaktywowano tą instytucję (słynna "Solidarność"), która od samego początku służyła celom politycznym (obalenie komuny), a interes robotnika, dla którego oficjalnie ten związek powołano, nie miał znaczenia, bo robotnik zwyczajny miał na wszystko wywalone i (paradoxalnie!) jego interes był lepiej chroniony przez ówczesne (komunistyczne oficjalnie) państwo, niż obecnie! 

Zresztą system funkcjonowania ówczesnych przedsiębiorstw był tak oderwany od rzeczywistości, że można było sobie na takie zachowania pozwolić (właściwie wtedy można było sobie pozwolić na wszystko w kwestii olewania roboty).

No ale system padł, popadały firmy, pozakładano nowe – poinstalowane przez żądnych szmalu krwiopijców,  a w zasadzie funkcjonowania owych związków nic się nie zmieniło.

Czyli: można było (czysto teoretycznie) zainstalować taki związek u siebie, tyle że kończyło się to natychmiastowym wykopem i wilczym biletem w okolicy. W większych, zachodnich zasadniczo montrażowniach, nie wypadało nie mieć związku w zanadrzu, więc istniały (i istnieją tam do dzisiaj) na zasadzie przydupasów zarządu, którzy organizują ściśle reglamentowaną ściemę pod wytyczne góry.

Dół z tego cały czas nic nie ma.

No ale związki cały czas mają się dobrze, jest ich wiele i jest o nich głośno!

Należy zadać sobie podstawowe pytanie: gdzie?

Odpowiedź: w budżetówce.

Czyli tam, gdzie walka o prawa pracownika jest najmniej potrzebna!

Górnicy, hutnicy, policjanci, nauczyciele, cokolwiek utrzymywanego za NASZE  pieniądze co i rusz robią zadymę. Ogólnie chuuuja z tego mają (oprócz górników – bo ci najbardziej bojowi i bezwzględni), ale ten ruch pseudozwiązkowy zajmuje przestrzeń medialną i robi wrażenie pierwszej linii bojowej…

…no nie zwykłego pracownika niestety!

Bo ten szary Kowalski w Pcimiu Dolnym, w firmie zatrudniającej 10 osób ma gówno do gadania i gówno może – tam sobie nie może pozwolić na związki. Nawet w tych montażowniach też może gówno – jak już wspomniałem, tam związki są w kieszeni zarządu i spełniają czysto teoretyczną rolę.

Więc, czy można?

 Ależ owszem!

Pomysłodawcy owej instytucji, czyli USA już dawno wypracowało sobie idealną formę działania:

Tam Związek jest ogólnokrajowy i niezależny od jakiejkolwiek firmy, co znacząco zmienia postać rzeczy. Tam może działać naprawdę niezależnie. Tu nie. Wszystko w tym zmieniającym się kraju robiono na kształt i podobieństwo USA… oprócz tego!

Tam znając swoją wartość, podejmując się zatrudnienia, wpisujesz się do związku, wpłacasz składki… i dalej on cię ochroni swymi skrzydełkami!

Naprawdę to tam działa!

Nawet jako jedyny zatrudniony na kompletnym zadupiu, w dupie firmie, TO ONI mają nóż na gardle i muszą się dogadywać przynajmniej, z pracownikiem, bo wiedzą że za nim stoi cała armia fachowców, która w każdej chwili może ich wetrzeć w ziemię (ach te amerykańskie prawo!).

I się do tego stosują.

Proste?

Jak zwykle nie w Polsce…

128 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Wirujące wiadro

Myśli wir

Pomysłowy zżeracz

I pochłaniacz chwil

Ogniomistrz idei

Bandzior likwidator

Każdą niu inwencję

Tnie jego sekator

Czarna dziura chłonie

Cokolwiek zapłonie

Mózg nie musi działać!

Niech działają dłonie!!!

Pod czaszką bezpiecznik

Co ma duszę zmieścić

Jak nie przypasuje

Wtedy się popieści

Może złapiesz fazę

Ból istnienia minie

Zapomnisz o więcej

Skupisz się na chwilę

Nie masz być jak Boski:

Opcja niedostępna!

Zwalczaj życia troski

Wymyśl i zapomnij

Nie posiadasz hasła

Ryj jak drobny kornik

Wszystko inne pomiń…

131 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

Ona czuje się damą

Choć ciała ma dużo

To mózgu zbyt mało

W swej wieży z betonu

Chce xięcia wypatrzyć

W falbankach, na koniu

Lecz w dole są dresy

W audi ze złomu

Co zamiast rapierów

Kije z bejzbolu

A ona w legginsach

Na tłustym swym ciele

Na starej kanapie

Wśród kupy brudu

Staje się w myślach

Boginią wśród ludu

Otwiera oczy

Chwyta faceta

Skromnego sługę

Niemego jeńca

To polska kobieta…

107 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

        Ogólnie gardzę większością ludzi, bo to jednostki upośledzone, proste i niereformowalne.

        Z drugiej strony nie wyobrażam sobie życia bez nich, bo są dla mnie natchnieniem (nasycam się ich prymitywizmem ku mej nieskromności) i źródłem energii.

        Z innej jeszcze perspektywy jest całkiem spora ilość ludzików, którzy czynią ten świat barwnym, radosnym i znośnym do życia mimo przeciwności.

        To wszystko się tak ładnie uzupełnia i pozwala ciągnąć swój żywot na tym łez padole…

        …ale…

        …ale nieodmiennie ktoś chce ten swobodny system kontrolować – czyli po ludzku (raczej nieludzku) tym stadem rządzić.

        Zwichrowane psychicznie jednostki, wieku na ogół podeszłego, które w świecie i społeczeństwie nie widzą żadnej radości i ukojenia.

        Dla nich to jeno bydło. Niezrozumiałe stado, które samozwańczo muszą wypasać, likwidować (wojny i inne takie) i doić.

        Oni nie pojmują zwykłego życia.

        Oni - ci z samej góry – jak pisał Lech Jęczmyk, to zbieranina około pół tysiąca megabogatych staruszków (sami faceci!), żyjąca w izolowanych pałacach, podtrzymywana przy życiu przez medyków i pielęgniarki, dla których ideałem jest równo przystrzyżona trawa, spokój, cisza i likwidacja tego wiecznie marudzącego, wielomiliardowego motłochu.     

        Pod swoimi skrzydełkami mają usłużnych polityków, media i służby porządkowe wszelakiej maści.

        W zasadzie mają wszystko na skinienie ręki!

        Ale notorycznie nie pasuje im te dalsze, ludzkie otoczenie i z wieloletnim uporem, morzem krwi i cierpienia, usiłują zniwelować ten problem.

        Ich wydumany problem, bo społeczeństwo pozostawione same sobie jakoś by tam funkcjonowało.

        Tyle że ich podnieca ta gra. Realistyczna gra milionami, granicami i megakwotami. Gra kryzysami i wojnami.

         Oni nie potrzebują symulacji. Oni operują na żywym organiźmie w czasie rzeczywistym i realnie.

         To tych psycholi jara.

         Ich słabością jest mus życia wśród nas – ale w odosobnionych siedzibach.

         Naszą słabością jest to, że w tak sprzyjających warunkach nie potrafimy ich namierzyć i zlikwidować…

138 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

           Właśnie przeczytałem, żę polska armia awansowała w rankingu militarnym na 17 miejsce na świecie i jest czwarta w Europie! Czołgów mamy wyjątkowo w historii dwa razy więcej od Niemców (!), a sporą ich część (całkiem niezłe Leopardy) nawet sami nam dali (!!!). No ale z tymi rankingami nie podniecałbym się tak bardzo, bo sąsiednia Ukraina do niedawna była numerem jeden pod względem liczebności żołnierzy. Dzisiaj ta sama Ukraina wydaje się jakby trochę mniejsza (Krym i Donbass), a sposób w jaki utraciła te tereny, był co najmniej żenujący.

           Czyli masa nie ma aż takiego znaczenia.

           Co potwierdza przykład Ukraińskiego agresora – zwanej dalej Rosją. To kolos na glinianych nogach, o czym od dawna już słychać dookoła, a dowodem na to była właśnie owa agresja i przygraniczne miejsca pochówku (trudno to nazwać cmentarzami) tysięcy zakopywanych pod tabliczkami NN "ochotników", którzy gdy tylko trafili na fanatyczne oddziały prawdziwych ochotników ukraińskich, to zaczęli masowo opuszczać ten ziemski padół. Oczywiście sztab rosyjski w ogóle się tym nie przejął i staroradziecką takytką wysyłał ludzi na pewną śmierć, aż do zdobycia celu. Tereny podbito, a i w samej Rosji zostało jeszcze sporo młodzieży do wybicia, chociaż stan obecny nie przypomina w najmniejszym stopniu tego z II WŚ (po ichniemu – ojczyźnianej), gdzie luda było naprawdę mnogo i mnogo go wykańczano. Teraz demograficznie Rosja nie tylko leży, ale nawet popyla ostro w dół, ale to ich problem z nieogarnięciem rzeczywistości.

           I tu dochodzimy do sedna. Nakręca się panikę w związku z posiadaniem przez lud prosty broni palnej – w czym dzielnie pomagają trafiający się regularnie pojebańcy, wyładowujący swe magazynki na zgromadzonym gdzie i rusz tłumie. Co dziwne, ale zazwyczaj akcje takie dzieją się w USA – czyli im coś tam nie gra we łbach, a powszechny konsumpcjonizm, egoizm, szczurzy pęd do posiadania i jednoczesne nierówności społeczne z wykluczeniem włącznie, wprost prowokują do takich akcji! Ale nawet jakby wszystkim rozdać broń, to liczba ofiar i tak byłaby ułamkiem tego, co spowodowała polityka i następujące po niej wojny.

           Najwięcej krwi na rękach mają politycy, którzy tylko według swego widzimisię potrafią uzbroić miliony i wysłać ich przeciw sobie. Ci politycy, którzy trzymają paluchy na przyciskach atomowych i w każdej chwili mogą nam urządzić prawdziwą apokalipsę! Ci często wybierani demokratycznie (!!!) cyniczni psychopaci, od których NIKT nie wymaga badań psychiatrycznych, mimo że mają moc zabijania wielokrotnie większą od wszystkich swoich poddanych! 

           I często z tej mocy korzystają, topiąc świat we krwi i paląc go ogniem…

          Czemu tym najczęściej niedowartościowanym, skrzywionym psychicznie (niezbędna cecha każdego ambitnego polityka) jednostkom daje się taką władzę? Czemu oddajemy w ich ręce swoje pieniądze, swoją wolność i swoje życie?!

           Czemu im wciąż można?!

126 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

              Od wielu lat trwa debata na temat posiadania broni palnej przez ZWYKŁYCH ludzi. Ludzie niezwykli (znaczy samozwańcza elita) są zdecydowanie przeciw, bo ci zwykli wedłuch nich by się niechybnie pozabijali.

              No jest wielce prawdopodobne, że od czasu do czasu jakiś czub by kogoś tam ustrzelił w liczbie nawet osiągającej wielkość magazynka (lub wielu). Ale to tak od czasu do czasu.

              Chociaż są już przetestowane wyjątki.

               Na przykład maluśka Andora (to takie cuś na granicy Francji i Hiszpanii), gdzie KAŻDY DOROSŁY MĘŻCZYZNA ma OBOWIĄZEK posiadania w domu karabinu automatycznego (!).

               I posiadają. Jako że to kraj mały, to zrezygnowali z armii na rzecz takich, jakby rzec, wojsk obrony terytorialnej.

               Podobnie Szwajcaria.

               I Izrael (tam właściwie każdy jest żołnierzem – bez względu na płeć).

              Jakoś nie słychać, by dochodziłoby tam do jakichś masowych strzelanin, z równie licznymi ofiarami.

              Znaczy to kwestia mentalności.

              No ale my, w tej przaśnej i prymitywnej Polsce też mieliśmy do niedawna coś takiego, jak armia z poboru – znaczy każdy niedouczony (a nawet studenci!) mieli obowiązek nauczyć się strzelać i odsłużyć te swoje parę miesięcy dla ojczyzny.

              Teoretycznie te prymitywy (według elit znowu) powinny się pozabijać i powystrzelać wsio dookoła…

             A tu nie!

             Jedyne przypadki samostrzałów, to był wynik złego systemu funkcjonowania ówczesnego wojska , czyli tak zwanej fali.

            Czyli, że można, ale trzeba to odpowiednio kontrolować (żeby nie dać jakiemuś czubowi broni do ręki). To jest do ogarnięcia. I to w prosty sposób.

            No ale bez większych problemów daje się prawo jazdy licznej młodzieży i przedłuża się je starcom… a ci potem sieją śmierć jak Polska długa i szeroka!

           Koło 5000 tysięcy ofiar rocznie tak dla wglądu.

          To dużo.

          I nikt się nie oburza, że jakiś świr dostaje prawo prowadzenia śmiercionośnej broni, zwanej dalej samochodem, a na ogół te świry korzystają ze swojej broni, co im koni mechanicznych starczy!

         Co tydzień świadectwo ich działalności ozdabia kolejny krzyżyk przy drodze.

         I jest OK!

        Więcej!

        Terroryści islamscy wpadli na genialny pomysł wykorzystywania ciężarówek i furgonetek do masowych mordów (tak z rozpędu) i robią to z powodzeniem od czasów Nicei.

        Czy ktoś w związku z tym chce zakazu używania takowych pojazdów?

        Absolutnie nikt, gdziekolwiek na świecie i niezależnie od opcji polityczno/ideowej!

        Nawet nie ma takiej dyskusji!

        A i tak psychole znaleźli trzecie rozwiązanie i ostatnio w mojej okolicy zaczynają się maniakalnie sztyletować (napad na biegaczkę w Lisewie, zabójstwo Ukraińca w Gdańsku Lipcach 1 listopada [!]).

        Czyli co? Zakazać posiadania noży? Tak już jest w Wielkiej Brytanii – co niczemu nie pomaga, a ludziom zwykłym ( których znowu jest większość) utrudnia znacząco życie.

         Więc lepiej gnębić mniejszość, która jest normalna, a mniejszościowa schiza i tak sobie poradzi?

         Tak rozumują te nibynowoczesne rządy?!

         Jaja se robicie?!!!

        System jest zły, ale góra (te samozwańcze elyty) trzymają się go uporczywie, dręcząc szarą masę.

        Bo szara masa się nie odgryza…

        

       

      

126 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

           Gimbaza ma to do siebie, że jest mocna w mordzie. I tylko w mordzie… No tak, za moich szkolnych czasów też byli tacy zawirachy, co to wszystko, wszędzie i z każdym. Zresztą się z tego nie wyrasta i cwaniaków wszelakich jest na kopy wszędzie dookoła, zgodnie ze złotą sentencją mojej matki: "Jak ktoś się głupim urodził, to i głupi umrze.". To idzie chyba też w pokolenia. Jakoś odnoszę wrażenie, że Tczew – miasto kolejarzy – ma większy potencjał w ilości takich "mocarzy", a dalejkociewski Pelplin to wprost wylęgarnia i centrum owych bohaterów w japie (i tylko w japie)! 

           No więc… Autentyk… Są osobniki i osobniczki powyżej 20 lat, co to zasuwają dość powszechnym od wielu lat textem: "Jakby mi ktoś tam krzywdę, lub moim bliskim, to ja organizuję chłopaków i rozpieprzymy i napieprzymy im… itp…". To jest dość często widoczne też w komentarzach – pod szczególnie regionalnymi – informacjami o jakichś przestępstwach.

            Że niby nikt nam nie podskoczy, a siła to my!

           Gówno prawda!

           Faktycznie częściowo sprawdza się to tylko w ramach dyskotek, gdzie to każdy z nas ma takiego większego kumpla, co to wpadnie ewakuować nas ze strefy śmierci… i na tym koniec!

           Na szczęście dyskoteki zawsze omijałem szerokim łukiem.

           Gdy przyjdzie do poważniejszych aktów zemsty i wymierzania sprawiedliwości, to albo nagle i znienacka ta bojowa ferajna się wykruszy, albo ci nieliczni, naćpani, dorwą kogoś zupełnie z dupy – niewinnego i bezbronnego, spuszczą mu wpierdol i nieuchronnie pójdą wkrótce siedzieć.

            Aż się dziwię, że ruszam taki prymitywny temat, ale usłyszałem to ostatnio od ludzi zdawałoby się chociażby dojrzewających, a formalnie nawet dorosłych…

           Ale ciągnę dalej odważnie jak zwykle!      

            W takiej mocności w gębie przodują – nie o dziwo – dziewczynki przerosłe na wioskach swych i slumsach. Im teoretycznie nie mozna zrobić krzywdy (kto by ich chciał krzywdzić?!), bo to według tych fantastycznych ich opowieści zorganizowałyby natentychmiast co najmniej chorągiew husarską!

            Męczy mnie to, jak opisywanie opowieści przedszkolaków, ale dokończę…

            No więc są TYLKO I WYŁĄCZNIE dwie grupy spośród plebsu, co to rzeczywiście mogą się zorganizować, znaleźć delikwenta, skuć mu ryja, spalić chatę, a nawet killim go: to zorganizowana przestępczość i kibole z pierwszej linii tych bojowych i obecnych zawsze na ustawkach.

            CAŁA RESZTA TO POPIERDÓŁKA!

            Czy wyraziście to napisałem, moje bojowe przedszkolaki?

            Wy gówno możecie! Wy nikogo nie macie! To co jeszcze do dziś działa na wioskach na zasadzie: jedni rozpieprzają drugim co weekend dyskotekę przy pomocy sztachet, nie działa w nowoczesnym świecie i w co najmniej średnim mieście. W świecie zurbanizowanym każdy jest w sumie zdany na siebie i na czujność sąsiadów, a każda większa akcja w ramach wyimaginowanej zemsty jest tylko puszeniem piórek z bibuły. Tu jest raj dla psychopatów, socjopatów i innych schizoli i tylko Bogu możemy dziękować, że jest ich tak niewielu! A wy z tą swoją bandą "bojowników" wyimaginowanych to jeno śmiech na sali i żałość totalna. Nie potraficie się zorganizować w pracy, w życiu, w polityce, w ekonomii, a tacy mocni w gębie, bo w zanadrzu bandę macie?!

            Boże! I tak myślące ameby ktoś dopuścił do pracy, pozwolił zakończyć szkoły i pozostawia bez opieki kuratora i psychologa…

            Tym napuszonym przedszkolakom z piaskownicy wystarczyłby jeden konkretny mężczyzna, co to nałoiłby im pasem po dupskach i to całe stado rozleciałoby się po kątach z płaczem!

            Tak wygląda rzeczywistość.

           Wychodzicie z założenia: co to ja bym nie zrobił!

           Sęk w tym, że NIC nie robicie…

 

 

213 odsłon(a), 2 odsłon(a) dziś

           Czasem zdarza się, że sprzęt wszelaki i martwy się buntuje. Bywa. Denerwująca sytuacja, ale nie ma co się unosić, bo to tylko technika i ma niejako w statucie zawodzenie.

           Gorzej, gdy człowiek ogarnięty napotyka na opór materii ożywionej. Wtedy można się wkurwić.

           Bo jest na kogo.

           Ostatnimi czasy dominują dwie takie grupy owej materii ożywionej: demencja i downy.

           Demencja to starzy ludzie, którzy nie załapali się na przyśpieszony rozwój techniczny, ze szczególnym uwzględnieniem elektroniki. No nie ogarniają i już! Komputery, tablety, smartfony i wszelakie inne cuda nowoczesne są poza ich zasięgiem, niczym ogień dla wczesnego neandertalczyka! Nauczenie ich przynajmniej włączenia i wyłączenia jakiegokolwiek nowoczesnego sprzętu graniczy z cudem i szarpie nerwy, a nauka obsługi owego to zadanie dla całego wagonu pierdolonych mnichów buddyjskich – że zacytuję.

            Przykłady z życia i pierwszej ręki, żeby nie było:

  • Koleżanka mojej mamy wybierała większą sumkę z bankomatu. A jak to starsza kobieta, wzięła sobie inną koleżankę do zabezpieczenia tyłów. Owa koleżanka jednak tak ją zamotała, że po pół minucie pieniądze bankomat wessał z powrotem i nastał czas paniki. Pół minuty to dużo: można zawiązać sznurowadła, zpalić faję i zacząć śpiewać Bogurodzicę. One jednak nie zdążyły, a ja przy okazji dowiedziałem się, że jednak istnieje taka procedura. Więcej! Z początku uznałem to za wiedzę bezużyteczną, ale po chwili zdałem sobie sprawę, że to bardzo przydatna funkcja wszystkich chyba bankomatów. No na przykład jak cię ktoś napadnie przy wypłacaniu pieniędzy, to masz pół minuty na obronę – dopóki szmal nie wróci z powrotem. A potem tradycyjny wpierdol, ale chociaż zostanie kasa na kurację. 
  • W łazience zainstalowałem baaardzo prymitywny system wyciągania rur odpływowych z pralki i wirówki do wanny. Do ogarnięcia zdawałoby się. Tu muszę wytłumaczyć, że w tym peerelowskim bloku nie ma pod wanną czegoś takiego jak kratka, spust, rura, itp. i wszystko ściekało wprost na posadzkę, dzięki czemu co jakiś czas następuje zapychanie, smród i zalewanie. Taki pojebany system. Hydraulik zasugerował, by wszystko zlewać do wanny, a śmieci wysypywać potem z sitka. Normalne i logiczne. Więc powiązałem owe rury starymi sznurowadłami (tu możecie się śmiać), założyłem haczyk, no wystarczy wyciągnąć, przyczepić, a po praniu, lub wirowaniu odczepić. Prymitywne, ale działa. Niestety jest to poza zdolnościami manualnymi mojej mamusi. Dalej tematu nie ciągnę, żeby jej nie urazić.

           No ale jest młoda fala, co to nową technologię wciąga nosem (zdawałoby się) i oni już niejako rodzą się ze smartfonem w ręku.

           Zdawałoby się…

           Tych z kolei rozwala za to życie realne i rzeczy mechaniczne. Jako że pracuję na magazynie i mam z takimi do czynienia niestety, to opiszę ostatnią sytuację (o dziwo wszystkie trzy zdarzyły się w przeciągu tygodnia – jakby Ktoś mi podsuwał tematy do rozkminy?). Mianowicie najczęściej obecnie jeżdżę sobię czymś na kształt elektrycznej hulajnogi, do której podczepia się najprzeróżniejsze przyczepki z czymkolwiek. Prosty system: załaduj – zawieź – zapomnij. Dzieciaki jednak mają z tym typowo gimbusowe problemy. Stwierdzili, że wóz nie jedzie, a nawet się cofa, więc jest wadliwy. Zapomnieli tylko o tym, że załadowali go ponad miarę i osiołek nie pociągnął. Ale kompletnie rozwalili mnie kwestią skręcania (im nie skręcał), gdy go wtedy odruchowo odstawili na warsztat, a ja się musiałem tłuc do owego, żeby ów wózek odebrać (chodzenie mnie złości!). Szybko się okazało, że barany chcieli nim jeździć wręcz po suficie, a jak się nie dało, to uznali sprzęt za zepsuty, więc odstawili go jako zepsuty! Druga sprawa, że nagminnie podłączają toto do ładowarki, gdy tylko zapali się jakakolwiek lampka oprócz zielonej, a ja znowu muszę wtedy ładować z buta, by osiołka przyprowadzić. No ręce opadają!

           Imbecyle z mlekiem pod nosem!

129 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 1

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.166.233.99

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code