Do ekologów.

    Czemu te zielone dziamdziaki tak się uparły, by nie dopuścić do zabijania karpia na święta?!

    Po to się je hoduje do ciężkiej cholery! Idąc tym tropem, zieloni przez okrągły rok powinni protestować pod sklepami rybnymi, portami rybackimi i sklepami wędkarskimi – bo to wylęgarnia sadyzmu. Rybny holokaust, ale rozciagniety w czasie (jak zabijanie przez murzynów, białych afrykanerów w RPA).

    Karpia "po żydowsku" co roku w tym czasie robi moja matka. Przy czym to absolutnie nie jest karp po żydowsku. To karp pokrojony w dzwonka, zasmażany, potem ułożony w rondlu/garnku, zasypany cebulą, zalany śmietaną i winem (półwytrawnym, białym), doduszony, czy cuś tam i podany…

    Szczerze mówiąc to największa zajebioza kulinarna w moim życiu (powtarzalna corocznie). Podobnie jak mojej nieżyjącej już babki z kieleckiego: pierogi z mięsem i kapustą (niepowtarzalne do dziś!), czy jej samodzielnie wypiekany chleb. Nie wiem czy wypiekanie chleba jest jeszcze w modzie, ale większość młodych, modnych, spozerowanych paniuś, które się za to zabierają na podstawie przepisów z gazet/neta, wyjebałbym w kosmos przyczepionych do szambiarki (i solidnej rakiety oczywiście)!

    Do pewnych rzeczy trzeba mieć dryg po prostu. I doświadczenie koniecznie! Nie trzeba być wybitnym kucharzem, ale TĄ JEDNĄ potrawę można robić niepowtarzalnie. I z tym się spotykałem nader często.

     KAŻDY ma jakiś talent. Najczęściej skromny. Większość nawet nie wie do czego się nadaje, bo nigdy nie szukała w tych rejonach. Część sensu życia polega właśnie na tym, by odnaleźć to, do czego się nadajemy. I by to zacząć robić.

     A duchowy aspekt świąt?

     Zdecydowana większość wiernych obchodzi święta… bo się je obchodzi! Ci starsi tak samo chodzą do kościółka (bo nakazano nam chodzić, taka tradycja).

     Nie jest to złe, nie jest to dobre. Jest zwyczajne. A zwyczajność powtarzalna też ma swoje plusy, mimo że święto bez sensu i bez podstaw – o czym wspominałem niżej.

 

    PS     Wkładanie żywego karpia do wanny tuż przed świętami, jest typowo kretyńskim, PeeReLowskim obyczajem. Tak porąbanym jak pokolenie powojenne. Blokować sobie łazienkę płetwalem w takim momencie! Nie ogarniam tego.

618 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      25 grudnia jest datą wziętą dosłownie z kosmosu! To czczone jak świat długi i szeroki, przez prastare ludy, przesilenie zimowe (obecnie trochę z obsuwą, ale to wina kalendarza juliańskiego). Ironią historii jest, że to pogańskie święto, zaadaptowane przez wczesne chrześcijaństwo do swoich potrzeb, dziś zostało zagarnięte przez komercyjny konsumpcjonizm, a jego symbolem stał się śmieszny, otyły krasnal w czerwonym wdzianku i z worem na plecach. 

     Tak naprawdę nie wiadomo nawet w którym roku urodził się Jezus Chrystus? O dokładnej dacie nie ma co wspominać. Tu Wielkanoc ma znaczną przewagę, bo wypada w żydowskie święto paschy i jest praktycznie pewne, kiedy Jezus zakończył swój żywot.

     Ludzie chyba zdają sobie sprawę z fikcyjności owego święta, bo traktują go równie iluzorycznie. Spotęgowany medialno/sklepową nawałą przekaz handlowy sprawia, że tradycyjnie zaczyna się szał zakupowy. Wariactwo ogólnie.

     Celują w tym starsze panie z powojennych roczników (moje "ulubione" pokolenie), które za punkt honoru stawiają sobie zakup ton mięsiw, kontenerów mandarynek, beczek flaków, bel baleronów… No tu przesadziłem – to raczej Wielkanocny jadłospis, ale szał ten sam!

     No i tradycja musi być zachowana, bo tak televizornie wałkują od parudziesięciu lat, a stare pokolenie wlepione notorycznie w ekrany TV, w końcu wzięło to za mus. Ale to i tak lepiej niż w USA, gdzie wszystko zostało opanowane wyłącznie przez obsesję zakupów.

     Tyle że jakiegoś łazęgi już na ten przykład nie musimy wpuszczać do domu – puste miejsce jest symbolicznie zostawione dla tych co odeszli. Na wieki i nieodwołalnie. To kolejna pogańska tradycja zaadaptowana przez kościół. Przez wieki ta instytucja opanowała do perfekcji przeobrażanie takich kwestii na swoje potrzeby. Czyni to zresztą do dzisiaj – 1 maja zrobili zdaje się świętem Józefa robotnika…

     Genialne!

624 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    17 grudnia to czas urodzin mojej chrześniaczki, papieża Franciszka, a także najwybitniejszego snajpera wszechczasów: Simo Hayhy

    Niestety impreza urodzinowa została odwołana z powodu pewnej tragedii, która wydarzyła się tydzień temu. Poroniła siostra matki mojej chrześniaczki. O tyle to tragiczne, że był to koniec ciąży i z poronienia zrobił się w sumie normalny pogrzeb.

    Smutne i wstrząsające.

    W takich wypadkach co poniektórzy mają w zwyczaju pytać, co to za Bóg, co zabija niewinnych, małych i dobrych?

    Powinni umierać TYLKO starcy.

    Co mi już ostro trąci eugeniką. 

    Brutalnie odpowiem: świat byłby nudny i bezsensowny, gdyby wszyscy umierali osiągnąwszy limit (na przykład ustalony przez ZUS), tudzież istnienie, lub nieistnienie Boga byłoby udowodnione.

     Już w tej chwili na postępowym zachodzie śmierć omija się tak szerokim  łukiem, że nikt nie odbiera zwłok z kostnic, starcy dożywają swych dni w przytułkach (dokańczani eutanazją, gdy uprą się żyć za długo), cmentarze zieją pustką (uwielbiam łunę zniczy na swojskim, polskim, cmentarnym poletku, po zmroku), a młodzież żyje fantazyjnie, zdziwiona tylko, że ktoś od czasu do czasu znika na wieki.

     Powiem szczerze: nie wiem, jak TAM jest, nie wiem jak wygląda boska sprawiedliwość. Nikt tego nie wie, ale wierzę że to wszystko ma sens i wierzę, że istnieje coś takiego jak sprawiedliwość.

     Najważniejsze jednak, że wierzę. Bo gdybym wierzył tylko w to co widzę, to byłbym ubogi, smutny i durny jak zwierzę… 

886 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Nie sztuka dziś udawać buntownika. Trzeba pójść na gejparadę, zamieszkać w squacie, musowa jest nienawiść do własnych korzeni, kraju i chrześcijaństwa (ze szczególnym naciskiem na katolicyzm). Trzeba gardzić pracą (szczególnie fizyczną!). Wymagane jest uwielbienie dla multikulti i poczucie się obywatelem świata (Gdzie tam panie tylko ta mała Europa! A punkcik zwany Polską?! Bez jaj!). Ja tam bym poszedł dalej: Czuję się obywatelem Układu Słonecznego! A co! Równie to absurdalne jak obywatel świata – czyli niczego. To tak, jakby zamieszkać na ulicy, bo zapomniało się własnego adresu.

   A jak już spełnimy wszystkie wymagania dotyczące postępowego buntu (tak, tak – same levackie kwestie!), to mamy gwarantowane uwielbienie mediów, polityków demokratycznych i aparatu prawnego.

   Bunt jak jasny chuj!!!

   Niestety dla postępowo wojującej młodzieży (i prowadzących ich staruchów), prawdziwy bunt to ustawienie się po drugiej stronie barykady, tam gdzie jest ciężko i trwa nieustanny ostrzał. Bo inna postawa, to zwyczajna ściema!

   Teraz bunt, to niestety obrona starych wartości (zawsze to było coś do przodu, ale widocznie dotarliśmy do końca?), wyznawanie czegoś, co było sensem życia naszych przodków. Taki bunt wsteczny dla odmiany. To ochrona własnym ciałem katedry, przed sprofanowaniem jej przez postępową dzicz. Nawiasem mówiąc, takiej wściekłości i pogardy, jak u tego wuzdanego bydła nie widziałem chyba nigdzie indziej! To czyste, namacalne zło. Zresztą profanacje świątyń (zwłaszcza katolickich) są na zachodzie nieodłącznym elementem parad odmieńców, co samo w sobie daje już do myślenia. Profanowano katedry w Nowym Jorku, Paryżu, Argentyńczycy zboczonemu, wściekłemu bydłu się na szczęście oparli. 

   Jeśli ktoś nie wierzy w zło wcielone, to patrząc na takie obrazki powinien raczej uwierzyć. Dopóki nie jest za późno…

   Gdybym żył w kapitalistycznym, rozwijającym się świecie XIX wieku, to pewnie byłbym dla odmiany socjalistą. Tak z wrodzonej przekory. Niestety w czasach upadku cywilizacji, obowiązkiem prawdziwego buntownika jest być: chrześcijaninem i dumnym białym heterosexualistą.

    Alternatywą jest tylko wściekłe, levackie bydło, samo siebie klasyfikujące do kategorii podludzi.

    Więc wyjścia nie ma. Prawdziwi wojownicy wiedzą, że właściwa dziś strona, to ta po prawej stronie barykady.

    I tego się trzymajmy!

20,020 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Sporo lat temu, być może nawet pod koniec poprzedniego wieku, trafiłem w TVP na dyskusję o nieuchronnie zmierzającej do nas homo-inwazji. Obecna w studiu była jakaś postępowa paniusia z postępowej Szwecji (ministra, czy cuś podobnego). Obecni byli też młodzi prawicowcy, którzy wysunęli konkretny argument, że pozwalając epatować jednym zboczeniem, otwieramy drzwi całej reszcie przeróżnych dewiantów (dyskusja, z tego co pamiętam, była nad wyraz spokojna). Szwedka postępowa, wraz ze swoimi popleczniczkami, natychmiast ich wyśmiała, argumentując, że pederastia jest u nich od dawna oficjalna, akceptowana (oni nazywają to tolerancją) i niegroźna, a takie straszenie jest nierealne…

    …po czym minęło te parę lat i sprawdziły się mroczne przewidywania prawicowców. Za zachodnią granicą pedofile i zoofile zaczynają organizować się w legalne partie (!!!), co i rusz słychać o nekrofilii, chyba w Danii brat z siostrą chcieli zalegalizować swój związek (!), geje adoptują małych chłopców, by ich potem bezkarnie (i legalnie) posuwać, krótko mówiąc – szambo wybiło i zaczyna nas zalewać tęczowym gównem.

    Tak jak ostrzegali zdroworozsądkowcy: otwórz właz ze studzienki, a ściek zaleje oborę.

    Wystarczyło zlitować się nad jednymi, z pozoru niegroźnymi dewiantami, by świat nibycywilizowany zaczął tonąć w nieczystościach.

    Dodatkowo ucina się wszelką krytykę, by nie krzywdzić wulgarnej mniejszości. I tak oto po tragedii czerwonego komunizmu nastaje czas tęczowo/pluszowego faszyzmu. Jak ktoś słusznie zauważył: "Historia powtarza się – najpierw jako tragedia, drugi raz jako farsa.".

753 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    O Owsiaku pisałem ostatnio tu: http://zyciejestzabojcze.bloog.pl/id,332910746,title,Dupta-co-chceta-Rzecze-owsik,index.html . Teraz niejako zmuszony jestem wspomnieć o tym kolesiu, bo za głowę się łapię, patrząc na to, co wyczynia! Otóż podał do sądu kolejnego bloogera. Ciągle się wpienia, miota i szaleje. Przestawia sprzęt w szpitalach (?!), opierdziela kogo się da i gdzie się da! A że ma dostęp do mediów nielimitowany (TVP i pokrewne), to robi to głośno.

    Jest bardzo zagubiony.

    To nie jest zły chłop, mam do niego ogromny sentyment, za to co zrobił dla rocka, sama akcja też nie była bezsensowna na samym początku, a wręcz potrzebna! Społeczeństwo zjednoczyło się w szczytnym celu, w trudnym okresie przełomu i do dzisiaj początki WOŚP bardzo mile wspominam! 

    Tyle że z czasem to zaczęło tracić sens. Powoli, ale nieuchronnie cała akcja zaczęła zmierzać do żenady, którą obecnie już właściwie jest.

    Smutne, ale prawdziwe niestety.

    JO nie jest głupi, nie podejrzewam też, żeby był aż tak nieuczciwy. Z tego co widzę, jest nawet dość honorowy! 

    I to go zgubiło (ale jest jeszcze szansa na ratunek – o czym niżej). Mianowicie zaparł się ów rozgadany koleś, że już do końca świata (i dzień dłużej) będzie pomagał służbie zdrowia (NFZ) i za cholerę nie chce się z tego wycofać!

   Co w końcu spowoduje, że straci dobre imię, a cała akcja stanie się kolejnym przykładem straconej szansy na zrobienie czegoś dobrego.

    Jurek już dawno powinien rzucić w cholerę wspieranie nieudolnej służby zdrowia, a skupić się na pomocy ubogim, których Polska jest pełna! Na tym słynnym serduszku nie jest przecież wyszczególnione, jakiej pomocy to orkiestra. Jesli tak mają w statucie – to niech zmienią statut! Problem natychmiast rozwiązałby się sam, a gdyby JO zaczął zbierać na konkretny, szczytny cel, to i sam bym się dorzucił!

    Czy to takie trudne panie Owsiak? Po rockendrollowcu spodziewałbym się chociaż odrobinę elastyczności, a pan mnie (i nie tylko) ciągle zawodzisz…

2,328 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     O zgrzyt zębów skutkujący ich spiłowaniem doprowadza mnie wymowa wyżej wymienionego słowa, tudzież takich na ten przykład: ejdż-bi-o (zamiast rodzimego: ha-be-o), czy słynnego już dżordża dabliu (pomijam dopuszczalnego Grzegorza, ale dabliu nie występuje  w języku polskim od zawsze! Jest swojskie "wu", ewentualnie można było mówić – junior). Jest wiele takich straszydełek językowych, propagowanych przez równie przestraszydełkowanych redaktorów mediów przodujących, tudzież postępowców językowo zagubionych (Cotoby panie nie chlapnąć czegoś z plebsu nadwiślanego! Już lepiej zaamerykanizować.).

     Ongiś pracując w megafirmie ponadnarodowej widziałem w niej maitenanców (techniczni tam nie występowali), visorów (kierowników też nie było), działy HR (kadr toże niet!), sprzątaczek też nie było, tylko klining coś tam (niedawno się złapałem na odruchowym czytaniu literki "c" jako "k", tak mnie to zdurnowacenie powszechne posunęło!), magazynierem zwykłym też chyba nie byłem, a raczej mi przydzielili jakąś nazwę, ale niestety nie pamiętam już jaką.

     A teraz mnie zaczynają zewsząd męczyć owym dżender! Jakby to nie można tak jak się pisze: gender. Jedyne z "dże", co jestem w stanie zaakceptować i nawet tak wymawiam to: "Lamborghini". Bo to się tak z włoska pisze i wymawia. W dodatku cieszy oko i ucho.

     Co do samej ideologii, jest ona tak porypana, że pada już przy wejściu, a jej krzewiciele tłumaczą ją tak zawile, że nawet chyba sami nie wiedzą o czym bełkoczą?! Zgodnie ze starą zasadą z czasów komuny, według której komunistą był ten, który przeczytał wszystkie dzieła Marxa, Engelsa i Lenina, a antykomunistą ten, który je przeczytał i zrozumiał. Tu trzeba przyznać, że o ile ideologia komunistyczna była czystą utopią utopioną w potężnych oparach absurdu, to jednak jej hasła były chwytliwe i proste, typu: "Władza dla mas!" , "Chleba i pracy!"  i podobne. Dzięki temu lud ciemny kupił tą ideologię, zaczęto ją wprowadzać w życie i zdziwiono się srogo, gdy nic z niej nie wyszło. Po prostu nikt nie doczytał, o co tam dokładnie chodzi.

     Genderowcy nie mają nawet tego! Jest tylko pseudointeligencki, pseudonaukowy, pseudospołeczny bełkot.

5,360 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

    Siedzę sobie słuchając fińskiego zespołu Korpiklaani, pod ręką mam Finntrolla. Zespoły owe zasuwają wyłącznie po fińsku (!) z etnicznym przytupem i z mocno rockendrollową vervą. Gdzieś tam jest też glamrockowy Lordi, który ongiś wygrał konkurs Eurovizji (?!). Naprawdę miło popatrzeć na tych potworów! Tych zespołów jest masa! Finlandia liczy coś ponad 5 milionów mieszkańców, mimo to wydała na świat parę niezłych zespołów. Dwukrotnie bardziej liczna Szwecja może szczycić się chociażby megagwiazdą o nazwie: Abba, która gdyby była polska, toby stawiano jej tu pomniki i wynoszono pod niebiosa. Samo to by wystarczyło, ale nie! Powysyłali w świat więcej gwiazd, od disco, przez pop, na metalu kończąc (no i moje ulubione, postpunkowe The Hives). Norwegia ma słynne na cały świat a-ha, poza tym tam powstała muzyka black metalowa, czyli absolutne apogeum przyjebania – mocniej się już nie da.

    To wszystko w skandynawii (niech będzie na potrzeby tego wpisu zaliczona w ten region i Finlandia), która łącznie liczy połowę mieszkańców Polski. 

    Nie mówię, że tu nie ma znanych za granicą gwiazd (Behemoth, Acid Drinkers na przykład), ale jest ich za mało. I nie chodzi tu o pieniądze, których na północy mają w nadmiarze. Brak mi na przykład takich etno-rockowych, wyluzowanych kapel w stylu fińskim. Bo z samym etno dajemy ostatnio nieźle radę (Żywiołak, Kapela Ze Wsi Warszawa). Brak mi tu nawet takich typowo popowych, globalnych wystrzałów, które miała i Rosja i Mołdawia (tak tak!).

    Tu nie chodzi o zdolnych muzyków - tych też mamy dosyć.

    Więc o co chodzi?

    Trochę o promocję, ale zdolny zespół zawsze się przebije i bez tego.

    Bardziej chodzi o wyobraźnię. Jeśli ktokolwiek dziś chce osiągnąć globalny sukces, to musi działać niekonwencjonalnie, nieszablonowo, oryginalnie…

     …czyli nie po polsku.

    A media (radiostacje) swoją drogą mogłyby pomóc i wszystkim by to wyszło na dobre.

    Ale lepiej puszczać w eter jakieś jęczące po anglosasku panienki – lub panienki celebrujące (zmora dzisiejszych czasów!), otyłe gwiazdy z lat przeszłych (to TV), tudzież łupaninę tekno/disko, lub bełkoczących hop-hipowców (ta moda na szczęście już się kończy).

    Nikt, absolutnie nikt, nie chce wypuścić w świat czegoś, coby rozsławiło ten kraj! Niech to będzie prymitywne disco, etno-rock, cokolwiek!

    Nie mamy przemysłu, ani żadnej marki rozpoznawalnej w świecie, to chociaż puśćmy im muzę!

    To naprawdę dużo nie kosztuje!

    http://www.youtube.com/watch?v=e7kJRGPgvRQ

712 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

     Jest dziedzina sztuki, której nie trawię absolutnie, mimo że jest o wiele starsza od tej nowoczesnej i uznawana za wysokich lotów.

     To opery i operetki.

     Miotający się po scenie przebierańcy, wyjący jakieś wydumane historie (najczęściej w obcych językach) doprowadzają mój zmysł słuchu i wzroku do szału! Kompletnie nie ogarniam śpiewanych historyjek, muzyka w nich umieszczona nie rusza mojej duszy na milimetr, w ogóle mnie to nie interesuje! Ja wiem, że tworzyli to najwięksi kompozytorzy (Mozart na ten przykład), ale ten typ przedstawień jest dla mnie tak wciągający i sensowny, jak ideologia gender na ten przykład. Tudzież ciągnięty na siłę i dotowany bezcelowo - bo tak wypada i tak jest kuluralnie (?).

     Naturalnym, nowoczesnym przedłużeniem tego barokowego cyrku są musicale.

     Też ich nie trawię.

     Muzykę lubię, często bywam na koncertach, ale pomieszanie tańca, śpiewu (najczęściej bezsensownego) i głupawych historyjek także do mnie nie dociera!

      Nie wiem komu to się może podobać – chyba tylko pozerom?

      Sam taniec (nawet balet!), muzyka, czy historyjki – nie mam nic przeciwko, ale pomieszanie tego wszystkiego działa na mnie jak spożyte podczas libacji piwo z wódką – czyli wymiotnie.

       Jest jeszcze jedna dziedzina sztuki, która mnie ścina z nóg: to epopeje.

       Rozumiem, że w czasach starożytnych tworzono rymowane, długie opowiastki, bo w epoce niedostatku xiążek, dłuższe historie zwyczajnie wyśpiewywano, deklamowano, itp. To miało sens.

       Ale niech mi ktoś sensownie wytłumaczy, czemu chociażby w takim XIX wieku masowo pisano, długie, rymowane, na przykład trzynastozgłoskowce?! 

       I to się uznaje za dzieła wielkie!

       Jakby kurwa te romantyczne gamonie nie mogły napisać normalnej prozy? 

       Przepraszam za wyrażenie, ale przez takie czczone powszechnie i bezdyskusyjnie szopki, wyłazi ze mnie zwyczajne chamstwo (a może zdrowy rozsądek?)…     

710 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

      Obecnie w świecie, a także i u nas, promowana jest "sztuka", która tak naprawdę jest swoim zaprzeczeniem. Cieżko trafić na obraz, czy rzeźbę, która by nie rozpierdzielała mózgu swoją niezrozumiałością/szpetotą/extrawagancją. Za to w cholerę jest instalacji, performansów i innych dziwactw, po obejrzeniu których trzeba się zbierać do kupy, jak po dobrej libacji!  

     Ale chciałem o czym innym. Niedawno mohery wyciągnęły film z internetu, z kolesiem kopulującym z krucyfixem (następny sztukmistrz). Podniosła się wrzawa, a filmik był częścią jakiegoś właśnie performansu sprzed 10 lat. Wtedy to przeszło bez echa, nikt by o tym nie pamietał, ale wzburzenie czujnych staruszek ożywiło niepotrzebnie ten temat. A zaczęło się ściganie takich "artystów" parę lat temu, gdy skandalem okazał się penis wiszący na krzyżu, wystawiony przez jakąś świeżą absolwentkę sztuk pieknych (?). 

      Nawiasem mówiąc, studentki sztuk pięknych, to w 9 przypadkach na 10 egzaltowane idiotki, noszące się po hipstersku, epatujące lustrzankami i pozbawione KOMPLETNIE wyobraźni, tudzież talentu – za to puszczające się na hektary w stopniu zaawansowanym.

      I stąd potem z braku pomysłu, chwytanie się krzyża – co jest w sztuce ostatecznością (no absolutnie ostateczny, jak poderżnięcie gardła, jest półxiężyc – stąd nieruszany przez "bohaterskich" artystów). A penis? Jedyne w czym dobrze leży i pasuje (wręcz jest nieodzowny!), to serial animowany "Kapitan Bomba". "Artystka" owa, penisowo-krzyżowa, też by przepadła bez śladu, gdyby nie oburzenie strażników moralności, dzięki którym została ikoną prześladowanych (?!) postępowców, którzy murem za nią stanęli jako elyta ludu ciemnego i nierozumnego.

      Jedno czego się boję, to wysyp takich "artystów", którzy podpuszczeni tymi przykładami, dla zaistnienia, nie zawahają się użyć tych jakże skutecznych symboli w liczbie mnogiej.

      A to by się zrobiło nieznośne, niczym wałkowanie katastrofy smoleńskiej…

      Żyjąc jednak w tej absurdu krainie, jestem gotowy na taki scenariusz niestety… 

 

 

 

 

 

 

 

603 odsłon(a), dzisiaj nie było odsłon

Kategorie

Użytkownicy na stronie

Aktualnie online: 2

Stronę odwiedziło

000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.89.187.28

Kontakt

Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code