Już stuka do mych drzwi…

           Prędzej bym sie spodziewał komornika, ale tak ta jedna z ulubionych pieśni starych moherów brzmi. Nie muszę chyba dodawać, że mohery to zazwyczaj kurwy, których niespodziewanie dopadła starość i brak brania, we związku z czem obrócili się te babcie w jedynym możliwym kierunku, czyli ku zakrystii.

            Ale nie o tym.

            Tak się składa, że jestem podwójnym ojcem chrzestnym,  a że nastał czas pierwszych komunii, to mam zagwozdkę….

            Co prawda pierwszy chrześniak już mnie dawno przerósł , ale się okazuje, że i za tydzień tej ceremonii ulegnie chrześniaczka.

            I następuje czas mitów.

            Czyli słynne dylematy z prezentami na literę "Q" : quady, quadrocoptery, quomputery, qrva inne smartfony, itp.

             Tamtemu wystarczył rover, z którego i tak mało korzystał, bo ma takie samo zacięcie do aktywności fizycznej jak ja (czyli goodfather), dzięki czemu najpewniej będzie długo i szczęśliwie żył – wiem po sobie, przekroczyłem 40, a duchem i ciałem jestem ponad większość 20 latków.

             Primo (po pierwsze): skąd wziął się ten mit o quadach?!!!

             Jakoś nie widuje dziesięciolatków popylających na takichże, a jak takie były, to pewnikiem już na wejściu rozmazali się na pierwszym, lepszym drzewie. Być może ktoś tam gdzieś tam kiedyś takiego quada dostał, ale to były dzikie zapewne tereny w rodzaju Bieszczad, Warmii, czy Kaszub, gdzie odległość do najbliższego sklepu, szkoły, czy sąsiadów mierzyło się w parsekach. Ewentualnie ów gódfader nazywał się Janusz i handlował quadami. Tudzież robił w markiecie i wyleciał dronem.

            Chociaż z drugiej strony, za moich czasów (kiedyś to było!) dostawało się zegarki. Ruskie, albo eNeRDowskie. Ja dostałem aparat fotograficzny, mechaniczny, małoobrazkowy, z celownikiem typu: dalmierz (!!!!), marki FED. Radziecka, doskonała podróbka niemieckiego sprzętu: Leica. Matka chrzesna do końca nie wiedziała chyba, co robi, bo dostałem w łapy fachowy sprzęt i to był kolejny kamyczek do ogródka mego ze skrzywieniem artystycznym. Aparat zresztą mam do dziś i działa.

            I było wtedy fajnie.

            A teraz?

           Sam chcę wyskoczyć na stare miasto nocą z aparatem, ale najpewniej zostałbym go pozbawiony, w promocji z zębami (a wiele już w nie zainwestowałem!). Zbyt dobry smartfon równie mocno przyciąga uwagę, więc wyposażanie cokolwiek dziecka w zbyt ostentacyjne gadżety jest raczej działaniem na jego niekorzyść.

            Tudzież dawanie szmalu w kopercie na wyżej wymienioną, pierwszą komunię (osobny wpis musiałby zawierać rozkminę: co to kurwa w ogóle jest?!!!).

            Legenda głosi, że jakieś dziecko ten szmal zachowało dla siebie.

            Ale to tylko legenda…

            Więc czemu mam zasilać kasą rodziców w imię jakiejś szemranej imprezy spod znaku Eucharystii?  

             Tym bardziej, że po 40 latach życia okazało się, że rodzina to potężny i całkiem niepotrzebny wrzód na mojej dupie…

227 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 23.20.165.182
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code