Jak uparcie powtarzam, jestem z duszy, ciała i przyzwyczajenia mieszkańcem Pomorza, a każdy dłuższy wyjazd w głąb lądu powoduje u mnie syndrom odstawienia od jodu, przygnębienie wszechobecnym, okalajacym mnie ziemskim krajobrazem i dość duszną atmosferą (Pomorze to kraina wiecznie pizgającego wiatru i co za tym idzie luźnego oddechu).

           I uparcie wciąż powtarzam ideę wyższości morza nad górami: bo te drugie są skończone, a za nimi jeszcze inne (choćby nie wiem jak piękne!), a potem tylko doliny, a morze to doskonała, metafizyczna nieskończoność.

           No ale Polska przaśna uparła się, by jeździć w góry.

           W Tatry dokładnie.

           To jakieś 10% naszej górskiej, południowej granicy, ale tak pożądane przez ogół, jak… no nie wiem: waleriana przez koty?

           No oni się tam tłoczą nad tym Morskim Okiem (?!), przepychają na szlakach pod Giewont, zajeżdżają miejscowe konie ciągnące przepełnione turystami wozy: bo tak wypada przed sąsiadami i takie tam…

           Oczywiście sam tam nie byłem: odpycha mnie na samą myśl o mieszkańcach tego regionu, odwiedzających ich burakach, tłoku, etc… Przy pierwszym halnym, pewnie (zwyczajem miejscowych) odwaliłbym samobója, ale dodając coś od siebie zajebałbym przy okazji sporą część przebywających tam słoików…

           Nieważne!

           Przy takim zasypie turystycznej stonki, co jakiś czas musi się tam wydarzyć tragedia, i właśnie jebło!

          Dokładnie paroma pierunami.

          W różne miejsca tych gór, ale najgorsze żniwo wyładowanie elektryczne zebrało w drodze na niejaki Giewont.

          Tu tak dla przypomnienia: jest coś, co polskie morze łączy z polskimi górami.

          Więc ten z pozoru płytki, niedosolony akwen, jest jednym z najbardziej nieobliczalnych mórz na świecie, a te niby niskie góry, z wyrytymi na ich szczyty schodkami i łańcuchowymi poręczami, są zmienne jak gruba feministka w czasie okresu!

         I w taki okres, ponad 100 ludzików, brnąc nie wiadomo po co w mgłę, zostało porażonych (dosłownie) tą przyrodniczą nieobliczalnością.

        Ci dorośli, pośmiertnie powinni być odznaczeni Nagrodą Darwina. Dzieci niestety żal, ale jeśli przeżyły i pozbyły sie takich cymbałów, to niech już dalej, przez życie, idą innym szlakiem….

 

84 odsłon(a), 3 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.227.3.146
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code