Ludki zwyczajne (już prawie popełniłem: "normalne") dobierają się w pary. Tak to jakoś zostalo ongiś ustalone, chociaż pozostały na skrajach świata cywilizowanego wyjątki, gdzie na przykład żonę przejmuje się po bracie, jedna żona ma wielu mężów, mąż cztery żony (islam) i inne układanki.

               Czyli monogamia nie jest normą, czymś ustalonym i zakorzenionym.

              Ale nieustannie promowanym, pomimo odrzucenia korzeni chrześcijańskich, czyli teraz dla odmiany: love, serduszko, różowe pierdoły i na wieczność razem!

               Właśnie zdałem sobie sprawę, że tak uprawiana, nawożona i pielęgnowana ponad stan miłość… to statystycznie ściema! I w ogóle ściema!

                 Albowiem dobór w pary stadła nieświadomego odbywa się na bezdyskusyjnych zasadach (ewentualnie można dostać w ryło): "Znalazłem(am) swoją drugą połówkę i takiej drugiej nie ma na świecie!".

                 Tyle że świat liczy już nieco ponad 7 miliardów ludzi (7 000 000 000 dla ogarnięcia skali), a ci love szczęściarze znajdują swe brakujące części jakoś zazwyczaj tak dziwnie na miejscu?

                 Czyli coś się nie zgadza z tym romantycznym dobieraniem się na całe życie, bo coraz liczniejsze (acz wciąż procentowo mikroskopijne liczbowo) pary, które dobierają się z najdalszych stron świata, potwierdzają tą regułę na zasadzie wyjątku?

                   Bo żeby nie tam, to by się sparzyli tu. 

                    Więc co powoduje, że ludzie się łączą w pary i są przekonani (lub przekonują), że to niespotykane szczęście, rzut od losu i przeznaczenie?

                    Ano trzy czynniki zależne od objętości mózgownicy gospodarza:

  1. Jednostki najbardziej prymitywne sądzą, że kochają, ale są pod tym względem upośledzone jak małe dzieciaki. Już wielokrotnie udowadniałem, że miłości nie ma, a kto w nią wierzy ten kiep! Mała pożąda dużego, duży małej (szparki), burze hormonów, akcje, sytuacje i takie tam…
  2. Interes: piękne lgną do bogatych, plejboje wyrywają co leci i tak się urządzają na starość. Kiedyś się takie związki ustawiało, dziś to poszło na spontan, ale schemat pozostał ten sam: lepsi przyciągają się z lepszymi, gorsi zostają dla pasztetów. Tudzież przyzwyczajenie: znałam(em) dawno swe lof, to niech ten stan się utrzymuje. Okolica akceptuje, rodzina się nie burzy, więc niech tak zostanie.
  3. Znudzenie. Ludki żyjące samotnie i nie kwalifikujące się do dwóch powyższych grup, szukają drugiego takiego, by nie płakać w samotności. To o dziwo jest grupa najbardziej siebie wierna i spełniająca warunki doskonałego związku! 

                  No i skromna i niepozorna grupa na granicy błędu statystycznego, do której niestety należę i ja (a tak bym chciał być pospolity!).

                  Mi po prostu brakuje baby, która złapałaby mnie za jaja, a ja ją za mordę!

                  To tak trudno zrozumieć?!

                  I żadnych kurwa różów, tudzież pieprzenia o miłości, słodkości, kredytach, limitach, itp…

                  A zaufanie to limit podstawowy, którego szukam całe życie, a wymagania są wygórowane, bo nie ufam nawet sam sobie.

 

 

"Co wniosły kobiety do historii? Dzieci i intrygi!"

                                                                     Elias Canetti

70 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.80.60.91
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code