Ogólnie żyjemy w państwie bezprawia, gdzie rację ma ten bardziej bezczelny, silniejszy i z większą ilością pleców.

      To wiadomo.

      Wiadomo, że prawo TU nie służy słabym (tych wręcz gnębi), a silnych głaszcze – wręcz ich (po wschodniemu) liże.

      Wiadomo, że TU grasuje seryjny samobójca, likwidujący za dużo wiedząco/mówiących.

      Wiadomo, że TU za nic dostaniesz czapę, a za zbrodnie cię wypuszczą do domu, a nawet nie zaczną ścigać (oczywiście TYLKO  wtedy, gdy jesteś znanym, najlepiej jak politykiem, biznesiurem, gwiazdką medialną, a najlepiej jak wszystkim naraz)…

      Ale jest jeszcze jedna kategoria wyjętych spod prawa, z którymi można zrobić DOSŁOWNIE wszystko!

      To pijani.

      W kraju, gdzie chleją wszyscy, z pijanym można zrobić cokolwiek! Bez ŻADNYCH konsekwencji prawnych! 

      Paradox taki.

      Można ich bezkarnie rozjechać, napaść, zgwałcić, zabić, cokolwiek – bo są pijani.

      Pijany na komendzie nie ma prawa zeznawać, a po wytrzeźwieniu i tak mu nikt nie uwierzy w ŻADNE słowo. Pijany zawsze jest na straconej pozycji.

       Bo pijany.

       W narodzie pijusów.

       Ale o dziwnym mieście Myśliborzu.

       Załóżmy, że znajdujesz się w owym obcym ci kompletnie mieście (wyglądało na turystyczne), na imprezie ogólnej, jako ktoś tam z obsługi, jakiegoś tam zespołu. Załóżmy, że zapraszają cię na after party…

      Do tej pory OK.

      Miasteczko nie za duże – jakieś 10 kilo mieszkańców, powinno być zabezpieczone raczej w miarę sprawnie, albowiem impreza w miarę rozgarnięta, przynajmniej na stadionie, gdzie się odbywała. Mieszkańcy powinni być w miarę zainteresowani, chociażby ze względu na niewspółmierną ilość zespołów, motorów i gości przybyłych. W normalnych miejscowościach i u normalnych obywateli to normalne: na przykład u mnie – w nadwiślańskiej miejscówie – sześciokrotnie większej od tego, jego mać Myśliborza…

     A tam nie!

     Tam jakby czekali na turystów, żeby TYLKO ich skroić!

     Typowa, przygraniczna (30 kilometrów od Niemiec), cygańska juma.

     Czekają tylko, by komuś coś zapieprzyć i zacieszać.

     Co do mnie, to moja noga więcej w takich przygranicznych slamsach nie powstanie! Nie życzę sobie wściekłych hien – życzę sobie gościnności!

      Przyzwyczajony do PRZYJAZNYCH miejscowych, dla przyjezdnych zabawiaczy i dostarczycieli gotówki, zorientowałem się, że są wylęgarnie buraków – jak owy Myślibórz, które duszą się we własnym sosie, byle tylko wyssać z owych przyjezdnych te parę groszy.

     A co na to nasza słynna policja?

     Ano podpitemu nie uwierzy, zeznania schowa do szuflady i zabije textem:

     "To spokojne miasto jest (10 000 mieszkańców!!!), tu w rok są najwyżej 3 morderstwa"…

     I w w tym momencie zmiękłem ostatecznie i uznałem to miasteczko (Myślibórz), za gniazdo pasożytów.

     Nie jedźcie tam, a nawet nie przejeżdżajcie!

     Tam jest jeno buractwo i wściekła zwierzyna.     

481 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.226.227.175
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code