Zauważyłem pewien trend – zwłaszcza wśród młodzieży:

  •         Po pierwsze – jakoś tak zaczęli radykalnie odbierać Święto Zmarłych (lub tam oficjalnie – Wszystkich Świętych), że to niby większość społeczeństwa tylko w ten jeden dzień wpada na cmentarze, gdzie leżą ich bliscy, w reszcie roku o tym kompletnie zapominając. Z jednej strony dobrze, że przejmują się takimi rzeczami, przecząc jednocześnie innej postawie (dość częstej także), według której po śmierci ciało staje się jedynie odpadem do utylizacji i sporo takich domorosłych gierojów filozofii twierdzi, że nie interesuje ich temat po ICH zgonie – tudzież truchła innych, oczekujące na sąd ostateczny (to akurat ci drudzy traktują śmiechem). Pominę milczeniem dość żałosny punkt widzenia tych drugich. Tym pierwszym powiem, że z mojej perspektywy, czyli człowieczka pozytywnie myślącego i optymistycznie żyjącego, lepsza jest wizyta tego jednego dnia – niż wcale. Podoba mi się ta tradycja właśnie z tego powodu – głupio jakoś tak w ten dzień nie pójść na cmentarz.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                
  •          Po drugie – z tego co słyszeli od swoich dziadków – PRL był jednak lepszy, stabilniejszy, a teraz to jeno burdel, bezprawie i bida ogólnie. Mógłbym się na ten temat rozpisać na hektary, ale dam tylko jeden przykład: lepiej żyć w Korei Północnej ,  gdzie porządek jest jak cholera, a w bidzie wszyscy równo piszczą, czy w tym porypanym cokolwiek systemie, który jednak daje jakąś wolność i nadzieję na  poprawę (owego systemu, jak i losu jednostki w nim  żyjącej)?                                                                                                                                                                                                                                                       
  •          Wiąże się z tym  i sprawa trzecia, dotycząca niedawnych wyborów. Tradycyjnie więc kandydaci do tego cyrku na Wiejskiej, patatajali do swych wyborców galopem, z tradycyjnie, mordami pełnymi obietnic bez pokrycia, tudzież wrzeszczeniem, by wybrać mniejsze  zło (a każde zło – przypominam – jest zawsze złem, więc wybór JAKIEGOKOLWIEK zła jest już u podstawy klęską). Kupiła to tradycyjnie bezmyślna masa (około 30 % uprawnionych do głosowania), regularnie i sumiennie (?) dokonująca wyboru bandy dojącej całą resztę, według równego mniej więcej podziału na mohery i lemingi.  

​                   Lecz tym razem coś poszło nie tak.

                   Porażającą większość oczywiście zdobyła partia, która już rządziła, dość mocno dostała po dupsku jej poprzedniczka (tudzież potencjalna następczyni) ale wbił się w to mały klinik, który mam nadzieję, w końcu rozsadzi do reszty ten chory, postpeerelowski właśnie system.

                  Co mnie jeszcze bardziej ucieszyło, czerwone betony, od ćwierćwiecza okupujące parlament, znalazły się nagle poza jego bramami, a zielone (ludowe o zgrozo!) kurwy, ssące z tego parlamentu wszelakie profity i przywileje także od początku, ledwo się do niego załapały, w stanie szczątkowym, pozbawione nagle wielu zasiedziałych tam od lat 25 grzybów i pasożytów.   

                Więc na dzień dobry, w nowej kadencji, z bandy czworga (partji dotychczas rządzących i wymieniających się władzą) zostały właściwie dwie – a nawet półtora. 

               Co mnie baaardzo raduje i dobrze wróży na przyszłość.

              Chociaż byłoby lepiej, jakby ci narzekacze ruszyli dupsko i zrobili ów klinik większym, a tak frekwencja podskoczyła z owych około 30% zaledwie do 50% i proszę – co za efekt!

               A tak przy okazji dzisiejszego hlejołinu: naprzeciw mojego okna stoi budynek, u którego przeciwnego końca mieści się pizzernia, którą ongiś nawiedziła pani Gesslerowa, co zaznaczyła megabanerem ze swą ogromną podobizną. Na czas wyborów powieszono tam równie wielką podobiznę niejakiej Senyszyn.

              Salceson zasłonięto pasztetem.

              Po przegranych wyborach pasztet znikł, lecz salceson został…

                             

1,368 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 2
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.236.58.220
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code