Jedną z cech polskiej mentalności, niezrozumiałą dla mnie kompletnie, jest instynkt stadny, podniesiony do poziomu paranoi.

           Co świetnie widać corocznie, w sezonie letnim, w górach. Obecnie nawet bardziej, bo poziom życia wzrasta, bezrobocie znikome (właściwie tylko dla chętnych!), a i 500+ spowodowalo wysyp luda, który wcześniej był skazany na życie wieczne (właściwie wegetację), gdzieś tam na tej ulubionej przez elyty prowincji. 

           No więc regularnie stado to rusza w góry i spędza czas… stojąc w kolejce do kolejki (!). Ewentualnie do zaprzęgu ciągnącego wozy nad Morskie Oko, zatłoczone w sezonie, jak lumpex na wyprzedaży. Co najdziwniejsze, dotarcie piechotą do celu jest szybsze i tańsze (!!!).

           Ale oni nie! Z uporem godnym prawdziwego Polaka, będą się kisić godzinami w tłoku, by osiągnąć swój zamierzony cel przejażdżki pełnym wagonikiem, czy badziewnym wozem zaprzężonym w zdychającą, zatyraną ponad normę chabetę. Bo tak to mieli zaplanowane, a i przed rodziną i znajomymi trzeba się pochwalić tą już legendarną wyprawą – bo inaczej nie wypada. Tak jak polski, typowy kierowca, zapomina od razu po odpaleniu silnika, że istnieją piesi, rowerzyści, dzieci, starcy, itp. Że w ogóle istnieje cokolwiek poza jego bolidem! Tak ci turyści wysokogórsko – sezonowi zapominają o posiadaniu odnóży dolnych. No bo najważniejszy jest wizerunek, pokazanie koleżankom, sąsiadom, teściowej i wszystkim dookoła, że oto jechaliśmy!

            A że cały kraj kręci bekę z tak dziwnie spędzanego urlopu (znaczy że w tłumie i kolejkach) zdaje się do nich nie docierać.

            Bo oni realizują plan!

            I że po takim urlopie będą bardziej wycieńczeni, niż po pracy, nie ma żadnego znaczenia.

            Najważniejszy jest sukces wizerunkowy.

           Tyle że czasy są już takie, że to poświęcenie staje się komiczne, zanim się je odpowiednio przedstawi.

            Naprawdę już lepiej siedzieć w domu, niz rozpychać łokciami pośród rzeszy innych baranów! Jedyne zgromadzenia jakie tolerowałem podczas chwil wolnych, to były festiwale, koncerty, ewentualnie jakieś jarmarki (jak na przykład dominikański, który się właśnie zaczął). Większe zgromadzenia w miejscach turystycznych powodują u mnie natychmiastowy odwrót, odruch zwrotny wręcz i polecam to samo tym ludziom, co uważają się za normalnych i pozbawionych komplexów.

            Normalnym takie przepychanki nie są naprawdę do niczego potrzebne!

170 odsłon(a), 3 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 3
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.238.184.78
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code