Pomorze ogólnie nie zawiera się w temacie głębokiej prowincji. Ot, taki odosobniony kawałek Polski, z jakimś dziwnym potencjałem.

    A jednak.

    Im dalej od morza, tym bardziej prowincja owej prowincji uderza w patolę.

    Pomijam wsie i miasteczka, ale skupię się na trzech takich w miarę konkretnych, oddalonych od aglomeracji miejscach:

  1.     Pierwszym takim miastem – największym z tej trójki i najbliższym Trójmiastu (30 km), jest owy Tczew, w którym maniakalnie przesiaduję i nawet pracuję. I choć jest uznawany za sypialnię Trójmiasta i regularnie tam wyśmiewany – jak u nas Pelplin, to ma jednak sporo zalet! Chociażby ową pracę, której w tej Specjalnej Strefie Ekonomicznej jest po uszy, a nowe firmy wciąż powstają. No i odległość jest tak znikoma, że potencjalny Tczewiak czuje się w Gdańsku jak u siebie.

              Czyli nie najgorzej ogólnie.

       

       2.    W odległości mniej więcej takiej samej, acz w drugą stronę, znajduje się niejaki Malbork. Pipidówa mniej więcej o połowę mniejsza, która istnieje właściwie dzięki temu, że ma zamek, a i pociągi z Warszafki i dalij, nie mając innego wyjścia, zahaczają o to wynaturzenie. 

            Roboty tam ni ma, a ulubionym zajęciem miejscowej patologii jest wałęsanie się po rozsianych licznie po mieście salonach z automatami, gdzie przegrywają i tak nędzne "oszczędności". Resztę swoich pieniędzy regularnie tracą na wszelkiej maści używki, z których najpopularniejszą są zdaje się piguły, które obecnie występują pod nazwą: "Rolex" (ostatnie co pamiętam, to "Mitsubishi"). Taki stan wegetatywny – wspomagany.

       

       3.    No i Pelplin.

             Staram się to miejsce omijać na wszelkie możliwe sposoby, albowiem jest wprost legendarne, a akcje, które się tam dzieją, normalnym ludziom nie mieszczą się w głowach!

             Choćby ostatni gwałt na leżącym na trawniku, utyranym zdechlakiem, przez stukilowego, napalonego walenia (porwało toto na sobie rajtki!), nagrywany w kręgu przez ich znajomych (!!). Film ów był nawet chwilowo dostępny na fejsbuku (!!!), lecz przestał istnieć w internetach, bo sprawa skończyła się na prokuraturze, z późniejszym wskazaniem na sąd.

             I to powinno wystarczyć, bo pipidówa owa, oprócz siedziby biskupstwa i przejeżdżających pociągów (niewiele z nich się tam zatrzymuje), nie posiada absolutnie żadnej atrakcji, tudzież zajęcia – wszyscy jeżdżą do roboty do Tczewa.              

             A w wolnym czasie bezmyślnie, acz radośnie się odczłowieczają.

   

            A w połowie drogi między Tczewem, a Gdańskiem, jest jeszcze miasteczko podobnych gabarytów, o nazwie: Pruszcz. Roboty jest tam w pip (najlepiej płatnej), bliskość wobec Gdańska co i rusz rodziła pomysły zrobienia z owego miasteczka nowej dzielnicy (ostro protestowane przez władzę i mieszkańców!). Imprezy sa robionę z klasą (od metalowych, po disko i Dodę). Patologia także jest – jak wszędzie, ale tego się nie odczuwa, tak jak na prowincji, gdzie każdy obcy od razu jest na celowniku – bo tak rzadko się tam pokazują…

 

 

  

426 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.81.244.248
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code