Epoka w której żyjemy, jest dość szalona. Absurdalnie wręcz wariacka!

Mianowicie jej hasłem przewodnim jest: "Sukces!".

Sformułowaniem dopełniającym, wpajanym nam już od maleńkości jest: "Musisz w życiu coś osiagnąć!."

Osobami, które tą epokę szaleńczego parcia wzwyż najpełniej charakteryzują, są trenerzy personalni i mówcy motywacyjni, tudziez panie psycholożki, które uświadamiają zahukanej młodziezy, jak żyć asertywnie i szczęśliwie rwać do przodu, by wybić się ponad resztę tego zapierdalającego z całą energią maratonu.

Oczywiście czysta i prosta w zasadzie logika, przestaje obowiązywać w czasie startu tego oszalałego, nakręconego tłumu, gdy przed oczami wyświetla im się tylko i wyłącznie słowo: "Cel".

A owa logika prosto i konkretnie, nie pozostawia właściwie złudzeń, że prawdziwy sukces jest dla nielicznych. Na ogół dla tych, co mieli fory już na starcie (a konkretnie - miejsce ich startu wypadło bliżej mety, niż reszcie).

Reszta musi zapierdalać!

Dosłownie! Według nieubłaganych praw natury, ci co wystartowali najdalej – najszybciej stracą siły i za jasną cholerę nie dojdą tam, gdzie dotarła wybrana reszta.

Dla tych wybranych owy "cel" w zasadzie nie różni się od dotychczasowego trybu życia, reszta ów "cel" kreuje sobie na podstawie przekazów medialnych, podpowiedzi otoczenia (żyjącego w strefie złudzeń), które to otoczenie najsilniej skierowane jest na modę i dorównaniu reszcie stada w życiu tak jak inni…

Czyli samonakręcające się wariactwo, zmierzające bez żadnych hamulców w samozatracenie..

Daliśmy sie urobić kompletnie i totalnie. Od momentu upadku komunizmu (30 lat już) żyjemy w świecie ludzi sukcesu, gdzie tenże sukces ma być natychmiastowy i pełny. Tak nam to wmówiono, taki ma być cel żywota naszego. Ludki, które na tenże szeroko reklamowany sukces (cokolwiek by to nie znaczyło: dla większości sukcesem jest dom na spłacany przez dekady kredyt i błyszczące audi z dojczszrotu) się nie załapały, są co najmniej wyśmiewane, tudzież wskazywane paluchami, jako ci, którzy wybrali złą drogę, wykazali za mało samozaparcia, determinacji, pracowitości, pomysłowości, itp…

Otóż tak, rzecz jasna nie jest!

Składową dotarcia na szczyt (na ogół taki malutki szczycik, malutkiego, szarego człowieczka) jest w większości szczęście – jako to urodzenie, charakter (luzacy i uczciwi odpadają na starcie), znajomości i odpowiednie predyspozycje, pozwalające na sprytne wkręcanie się w tryby mielące ogół.

A nie każdy to potrafi, a tym bardziej chce.

Owi outsajderzy żyją jako ludzie wolni, pozbawieni pętli kredytu na szyi, stękania pozbawionej samokrytycyzmu żony (na ogół nastawionej na wyssanie swego partnera w iście wampirycznym stylu), tym samym też nie przywiązani za wszelką cenę do aktualnie zatrudniającego ich zakładu (zakład to dobra nazwa dla zarzadzanych przez Januszy biznesu drobnych form wytwórczych, nastawionych na całkowite wyexplatowanie swych pracowników po to, by owy Janusz postawił sobie pałac i wyjechał na wakacje na Karaiby).

Owi outsajderzy, którzy wystartowali z dalekich pozycji, ale w porę zdali sobie sprawę, że wyścig do mety nie ma sensu, są solą w oku stada, które napiera na siebie, zmierzając do mitycznej (przynajmniej – jak reszta jest poza zasięgiem) stabilizacji.

My nie musimy nic.

Ale nienawiść ze strony owych niewolników jest całkiem niepotrzebna.

Bo winny jest system i to z nim trzeba walczyć.

30 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.81.244.248
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code