Można powiedzieć, że byłem na pewnego rodzaju miniurlopie: wyjechałem w piątek znowu do stolycy, ale tym razem na dłużej, ogarnąć występ zespołu Pixies na naszym narodowym koszyku. Zdjęć profesjonalnych niestety nie posiadam (zakaz wnoszenia na teren imprezy sprzętu foto z wymienną optyką    :( 

     Za to posiadam wspomnienia (cokolwiek przerywane – ze szczególnym uwzględnieniem soboty) i odwiedziłem znowu, po 30 prawie latach, stare miasto (poprzednio tam byłem z klasą w podstawówce!) i pierwszy raz od czasów wyprawy do Paryża, miałem okazję przejechać się metrem (też ponad 20 lat!).

      Metro stoliczne jest naprawdę w pytę i posiada tą przewagę nad innymi, że nie można tam zabłądzić, a posiadając bilet za 4,40 PLN, na czas 75 minut, można przejechać całą tą niekompletną linię (znaczy że jedną), w te i we w tę – czyli wzdłuż warszafki.

      I tu zaczynają się wymienione w tytule problemy.

      Pociąg, ze względu na jakieś remonty, dojeżdżał tylko do stacji o nazwie: Gdańska. Ale to nie było aż tak kłopotliwe, bo przesiadka na metro odbywała się na miejscu, w dodatku z dość konkretną pomocą jakichś informatorów mobilno/turystycznych, których dość sporo się kręciło po wielu, kluczowych miejscach tego miasta.

      Metro OK, informatorzy także, tylko Warszawiacy jacyś dziwnie wkurwieni?

      Widziałem ich zbyt wielu przez te trzy dni, by przejść obok tego obojętnie. Przynajmniej w moim regionie nie ma tak spiętych ludzi, tak nieistotnych, w tak dużych ilościach i o takie duperele!

       Wygląda na to, że przynajmniej 10 % mieszkańców stolycy, różnej proweniencji, wkurwia się notorycznie, bezmózgo, jak leci, na cokolwiek, co zawiedzie choć na chwilę ich oczekiwania!!!

        I to jest wkurwienie też dość dziwnego typu (znowu przepraszam za bluzgi): powrzucam, poprzeklinam i odpuszczę.

        Czyli nic, po nic, za nic – byleby głośno było i mięsiście!

        Ale to było tylko śmieszne.

        Powrót odbywał się pociągiem. Nieważne jak się nazywał – CAŁA KOLEJ TO PKP !!!!!

         To, że to kolejarskie gówno podzieliło się na jakieś mniejsze spółki, nie zmienia faktu, że KAŻDY, obecnie pracujący dla jakiejkolwiek z nich KOLEJARZ jest totalnym PASOŻYTEM utrzymywanym przez polskie społeczeństwo i dotowanym przez UE. W dodatku najczęściej taki kolejarski pasożyt jest skończonym, nierefolmowalnym chamem.

        A co mnie o tym ostatecznie przekonało?

        Ano pięciogodzinne opóźnienie pociągu, dojazd na Pomorze przez Olsztyn i luzackie wytłumaczenie tego jakąś awarią torów (z tego co pamiętam – ich wypaczeniem!!!).

        Ten kraj byłby naprawdę fajny, gdyby nie sponsorowanie przez niego pasożytów typu: kolejarze, nauczyciele, urzędasy, politycy, grupy biznesowego wsparcia, media publiczne, itp, itd…

         Rolników łakawię ominę, bo tych gamoni dotuje głównie właśnie UE, więc mam niewielki wkład w ich dofinansowanie…

          

539 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 54.224.91.246
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code